Dodaj do ulubionych

prosba o rade.

25.10.05, 17:07
Moze ktoras z Was doradzi mi co zrobic, jako mezatki macie z zalozenia pewne
doswiadczenie. Jestem z facetem (33 l) prawie 5 lat. Poczatek znajomosci byl
fantastyczny, momentami sama nie wierzylam ze spotkalam kogos tak cudownego.
Wspolne zainteresowania, udany i czesty (nawet bardzo) sex, rozmowy o
malzenstwie, rodzinie itd. Ale kiedy zaczelam pytac kiedy sie pobierzemy
nagle przestal byc juz taki cudowny. Najdziwniejsze jest to, ze on nawet nie
chce ze mna na stale zamieszkac (a i on i ja mamy dobre warunki), spotykamy
sie w weekandy raz u mnie raz u niego. Czasem dodatkowo raz w tygodniu. Unika
jak ognia tematow o malzenstwie, a o dzieciach juz nie wspomne. Jak tylko
poruszam ten temat jest wojna. Na poczatku roku, po jednej z wiekszych "burz"
rozstalismy sie na 2 tygodnie (myslalam, ze umre z tensknoty). Po spotkaniu
okazalo sie, ze on tez strasznie tęsknił (wiec nadal mnie kocha?) Niestety
ostanio nawet sex przestal byc dla niego juz tak wazny (teraz czekam na jego
bliskosc juz miesiąc!!!), wiekszosc czasu jak jestesmy razem spedza przed
komputerem. Zastanawiam sie o co chodzi?
Nie wiem czy mam czekac, az cos się zmieni. Wiem, ze ma duzo pracy, ma
odpowiedzialne stanowisko (ostanio awansowal) może dlatego ma mniejsza ochote
na sex. Ufam mu, nie wierze, ze spotyka sie z kims innym. Probuje z nim
rozmawiac spokojnie ale rownie dobrze moge mowic do sciany. Nie chce sie z
nim rozstac, bardzo go kocham. Poza tym przeraza mnie samotność (nie wierze
ze mogę jeszcze kogos spotkac, mam 33 lata), a z drugiej strony i tak jestem
przeciez sama (wiekszosc wieczorow spedzam sama).
Znalazlam sie w pulapce i nie wiem co dalej.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: prosba o rade. 25.10.05, 17:51
      Ja bym postawiła pod ścianą i zapytała jak konkretnie wyobraża sobie dalsze
      życie.
      Jakby tak strasznie tęsknił to byście już razem mieszkali.
      Wygodny jest: dama raz w tygodniu, zero zobowiązań, życie singla.
      Wolałabym być sama niż z kimś na pół gwizdka. Niezależnie od wieku.
    • domika77 Re: prosba o rade. 25.10.05, 17:52
      mozesz czekac az on sie zdecyduje na wspolne zycie i rodzine jeszcze 10 lat
      albo dluzej. wyraznie widac ze on nie jest jeszcze gotowy. ty juz jestes wiec
      lepiej poszukaj kogos, kto chce tego samego co ty.
    • madzia189 Re: prosba o rade. 25.10.05, 21:04
      Na twoim miejscu spytała bym go wprost-o co chodzi?Powiedziala rowniez o swoich
      potrzebach oraz marzeniach.Wkoncu po co ci taki facet który oczekuje od zycia
      czegos innego niz ty!!
      • india11 Re: prosba o rade. 25.10.05, 21:30
        Pewnie to trudno zrozumiec, bo dla mnie to tez niepojete, ale nie da sie. Ja
        pytam a on milczy. Czasem powie "znowu zaczynasz". Jak nalegam zaczyna sie
        prawdziwa wojna (przerabialismy to wiele razy).
        Najgorsze jest to, ze bardzo duzo nas laczy, to samo lubimy, mamy te same
        zainteresowania i pewnie dlatego tak trudno podjac decyzje o rozstaniu. Caly
        czas oszukuje sama siebie, ze cos sie zmieni.
        • kaska123 Re: prosba o rade. 25.10.05, 21:57
          Wiesz ja bylam w podobnej sytuacji. Tez bylo ciezko sie rozstac ale skoro on
          nie myslal o niczym powaznym,malzenstwie,nie wiedziala czy to "to".
          Stwierdzilam ze nie musimy od razu nczego postanawiac, moze chodzilo tez o inne
          sprawy . Ale rozstalismy sie, stwierdzilam ze to sensu nie ma.
          Nie ma na co czekac. Skoro on milczy to powiedz ze zalezy ci na malzenstwie
          dzieciach a jesli on nie wie,nie chce to powiiedz ze musicie sie rozstac (jesli
          chcesz,mozesz, bo wiem jakei to trudne).
    • ewcia1980 Re: prosba o rade. 26.10.05, 00:01
      moim zdaniem powinnaś postawic sprawe jasno i powiedzieć wprost czego
      oczekujesz i dowiedziec sie jakie sa jego oczekiwania. moze sie okazac, ze mimo
      tego, ze wiele macie wspólnego to nie macie takich samych celów i marzen.
      ja rozumiem ciebie, ze myslisz juz o stabilizacji i rodzinie, ale moze twój
      mezczyzna nigdy sie nie zdecyduje na taki układ. warto o tym wiedziec, a
      nie "marnowac czas" na zwiazek który nigdzie nie zmierza.
      moja rada jest taka: któregos wieczoru usiadzcie na spokojnie i wprost zapytaj
      jak widzi wasza przyszłośc. nie pozwól sie "zbyć", jak wyskoczy z tekstem,
      ze "znów zaczynasz", to spytaj: "co zaczynam". przecież to nie jest takie
      dziwne, ze chcesz wiedziec na czym stoisz. niech sie opowie, czy na razie nie
      chce zakładac rodziny, czy raczej nigdy sie na to nie zdecyduje. nie
      dziwiłabym sie jemu, ze nie chce o tym rozmawiac gdybyscie sie spotykali 5
      miesiecy, a nie 5 lat, ale po pieciu latach wkoncu mozna juz miec jakies plany
      wzgledem tej drugiej osoby.
      także moja droga, działaj :) pogadaj z facetem co i jak.
      a jeżeli w dalszym ciagu bedzie unikał odpowiedzi to "olej go". bo po co ci
      taki facet, którego masz tylko w weekendy. to nie jest prawdziwe zycie we
      dwoje, tylko pomieszkiwanie u siebie jak nastolatki.
      masz dopiero 33 lata, wiec o to, ze zostaniesz sama nie martw sie.
      troche sie rozpisałam.
      pozdrawiam goraco.
    • marychna31 Droga Indio 26.10.05, 00:32
      Indio, tak jak pisała dziewczyny powyżej: na spokojnie szczera rozmowa, w
      której otwarcie mówisz czego oczekujesz. Albo facet to zrozumie i bedzie chciał
      zmienic dla Ciebie swoje plany albo pożegnajcie się bez żalu, zachowując miłe
      wspomnienia.

      Na poczatku moze się Tobie wydawać, ze to koniec świata ale prawda jest taka,
      ze tego "kwaiata jest pół świata" :)) Bez problemu znajdziesz kogoś, w kim się
      zakochasz a kto bedzie miał podobna wizję świata do Ciebie i podobne
      priorytety. Nie ma sensu upierac sie przy czymś na siłę, każdy ma prawo wybrac
      w życiu, to co jest dla niego ważne.

      Prawdziwą krzywdę można sobie zrobić tkwiąc w niesatysfakcjonującym związku i
      męczyc siebie i drugą stronę. Bądz szczera ze swoim mężczyzną i przede
      wszystkim sama ze soba a wszystko sie ułozy i będziesz jeszcze bardzo
      szczęśliwa:))
      • india11 Re: Droga Indio 26.10.05, 08:36
        Dzieki, wszystkie macie racje. Prawde mowiac takie szczere rozmowy juz za nami.
        Dwa lata temu uslyszalam "przestan mnie pytac, czekaj az sam cie poprosze",
        czekalam i nic. W zeszlym roku "niewiem, niczego nie obiecuje". Po zadaniu
        pytania czy mam na ciebie czekac, uslyszalam kolejne niewiem. Na moje delikatne
        sugestie o dzieciach slysze "przyjalem do wiadomosci". Nigdy nie ma konkretnej
        odpowiedzi "nie", dlatego caly czas licze na to ze dojrzewa - tego slowa uzyl
        kiedys w rozmowie z moim ojcem.
        Ale macie racje, moge tak czekac do konca zycia. Chyba czas na podjecie
        ostatecznej decyzji.
        • inezz_a Re: Droga Indio 26.10.05, 09:37
          wiesz... boję się że dalej może być tylko gorzej. Ja mam dopiero 26 lat, mój
          mężczyzna 31. Dwa miesiące temu wprowadziłam się do niego (po ponad dwóch
          latach znajomości), to ja byłam inicjatorką tego pomysłu i tak
          pokierowałam "okolicznościami", że nie było innego wyjścia. Nie jest łatwo,
          facet ma swoje przyzwyczajenia z kawalerskiego życia, czasem wydaje mu się, że
          sam robi coś lepiej niż ja. Często wyrwie mu się jakiś komentarz do tego co ja
          zrobiłam, ale nie widzi na przykład swojego bałaganiarstwa.. Oboje nad tym
          pracujemy, jest coraz lepiej, najważniejsze że się staramy, choć mi się wydaje,
          że ja czasem staram się za dwoje... Ja jeszcze nie pytałam o ślub, dzieci, na
          razie najdalsze wspólne plany to umeblowanie mieszkanie, kupno firanek... ;)
          Wiem, że gdybym pozwoliła na to żeby mieszkał sam jeszcze 2-3 lata w ogóle nie
          potrafiłby by przestawić się na bycie we dwoje. Może u twojego mężczyzny to
          właśnie taki etap? Włączyło mu się samotnictwo i indywidualizm... Trudno jest
          radzić, kazda sytuacja jest inna, ale być z sobą to nie znaczy spotykać się od
          święta, w weekendy jesteśmy odprężeni, pokazujemy tą miłą i pogodną twarz...
          dopiero w normalnym żyyciu możemy poznac swoje reakcje na trudne sytuacje.
          Czekanie na jego decyzję to nie jest wyjście, chyba czas postawić warunek, albo
          mieszkamy z sobą i wtedy możemy sprawdzić czy do siebie pasujemy albo ... po co
          tracić cenny czas??
        • anusia29 Re: Droga Indio 26.10.05, 09:41
          dokładnie tak. A może on liczy, że jak przeciągnie sprawę decyzji jeszcze przez
          kilka lat to będzie za późno na dzieci? Dla Ciebie oczywiście, nie dla niego.
          I decyzja "podejmie się sama". Uważaj na to!
          • psg2 Re: Droga Indio 26.10.05, 12:35
            A moze on poprostu jest bezplodny i ty nigdy z nim nie bedziesz mogla miec
            dieci.......
            Nie myslalas o tym,a moze juz kiedys mial kogos kogo bardzo kochal,planowal cos
            i ta osoba go bardzo zranila i teraz sie boi podjac jakich decyzji,przeciez
            malzenstwo i dzieci to powazna decyzja,zapytaj jakos delikatnie,moze przy
            jakies wspolnej kolacji i dobrym winku,moze sie otworzy,powodzenia.
            • anusia29 Re: Droga Indio 26.10.05, 12:57
              heh, ale nawet gdyby tak było to dlaczego on teraz rani autorkę wątku?
              Adecyzyjnośc w newralgicznym dla kobiety wieku, po 5 (!!!) latach związku to
              OKRUCIEŃSTWO.
              • psg2 Re: Droga Indio 26.10.05, 13:15
                Anusiu 29 popieram masz racje ale kto go tam wie co on ma za przeszlosc i co
                naprawde mysli........
                • anusia29 Re: Droga Indio 26.10.05, 13:33
                  to prawda, PSG, ale też nie można w związku tylko dawać, ustep[owac drugiej
                  stronie i zwracać uwagę na jej przeszłośc i emocje. W zdrowym związku trzeba
                  tez brać, wymagać. Musi byc względna równowaga. Inaczej nie kończy się to
                  dobrze.
                  • india11 Re: Droga Indio 26.10.05, 18:07
                    No wlasnie co on mysli, ja juz sama nie wiem. Jego przeszlosc znam, co prawda
                    na tyle na ile mi pozwolil, ale wielkiej rany na sercu nie ma - to pewne.
                    Niestety to chyba ja popelnilam blad pozwalajac aby pewne rzeczy dzialy sie tak
                    a nie inaczej i nie wymagajac za duzo. Doprowadzilam do tego, ze moj facet ma
                    idealne zycie: ma mnie na kazde zawolanie, ma z kim jezdzic w dalekie wyprawy
                    (ktore oboje bardzo lubimy, niestety ja mam problem bo mniej zarabiam), ma
                    posprzatane, kiedy trzeba goracy, wspanialy obiadek, ma sie kogo poradzic w
                    trudnych chwilach itd., a sam niewiele daje w zamian.

                    To po co sie zenic? po co brac na siebie ciezar odpowiedzialnosci? po co tracic
                    czas i pieniadze na dzieci?

                    Czy jest szansa, ze on sie zmieni?
                    Co zrobic by zrozumial, ze zycie to nie zabawa.
                    • anusia29 Re: Droga Indio 26.10.05, 18:28
                      niestety, szansa, że on się zmieni jest niewielka, a raczej - mówiąc wprost -
                      żadna. Tez tak kiedyś miałam. Wszystko podjeżdżało z usmiechem, a w zamian -
                      fochy i teksty o dojrzewaniu, itp. Było to co prawda dawno, ale zaliczyłam taki
                      przyapdek.
                      Teraz jestem w szczęśliwym związku, gdzie po 4 miesiącach wiedziałam, że
                      będziemy razem, że będą dzieci, itp. A oświadczyny były po ok. 7-8 miesiącach.
                      Teraz jesteśmy 13 meisięcy po slubie i za miesiąc zostaniemy rodzicami.
                      Oczywiście czasem ja daję więcej, ale czasem on daje więcej.
                      Jestem juz po 30. Nie marnuj czasu, po co? Zycie może być udane.
                      Pozdrawiam.
                      • india11 Re: Droga Indio 26.10.05, 18:43
                        Gratulacje, przyszla mamo.

                        No wlasnie, zycie moze byc udane ale wcale nie musi. Moze lepiej miec kogos
                        chociaz na chwile, niz spedzic reszte zycia calkiem w pojedynke. Bardzo sie
                        boje, ze nie poznam juz nikogo, wiem jakie to trudne, a do tego taka mloda juz
                        nie jestem. Widze jak moje kolezanki mecza sie same i w jaki sposob patrza na
                        facetow to jest straszne!
                        Pewnie jeszcze dlugo sie bede oszukiwac zanim podejme decyzje.
                        • anusia29 Re: Droga Indio 26.10.05, 19:22
                          też tak kiedyś myślałam i bałam się dokładnie tego samego co Ty. Ale
                          zdecydowałam , że nie chcę się sama oszukiwac przez resztę życia i że wolę je
                          przezyć sama niż jako - no własnie?- służąca, dająca wieczne wsparcie, wieczna
                          wyrozumiała pozbawiona marzeń partnerka. Bo z tego rodzi się frustracja. Chcesz
                          za 10 lat stwierdzić, że zmarnowałas sobie życie? Że tak naprawdę nie masz nic?
                          A co do mnie -? Pobyłam sama (taka oczyszczająca żałoba) i... znalazłam Mojego
                          Męża. I nie byłam już wtedy "Młódką".
                    • jagoda63 Re: Droga Indio 26.10.05, 18:30
                      A może zablefuj, że nie masz czasu, poopowiadaj mu, że w pracy pojawił się nowy
                      kolega, może niech poczuje zagrożenie... Wszystko to może zająć trochę czasu,
                      ale inaczej się nie dowiesz czy mu naprawdę na Tobie zależy. Dawaj mu do
                      zrozumienia, że nie możesz już dłużej czekać poprzez takie stopniowe izolowanie
                      go od siebie i swojego życia, dostępności twojej osoby dla niego itd. Przyznam,
                      że masz trudną sytuację!
                      • india11 Re: Droga Indio 26.10.05, 19:12
                        Dzieki, moze to jest jakis pomysl. Na poczatku naszej znajomosci byl
                        chorobliwie zazdrosny.
                    • ollie1 Re: Droga Indio 27.10.05, 01:08
                      india11 napisała:

                      > Doprowadzilam do tego, ze moj facet ma
                      > idealne zycie: ma mnie na kazde zawolanie, ma z kim jezdzic w dalekie wyprawy
                      > (ktore oboje bardzo lubimy, niestety ja mam problem bo mniej zarabiam), ma
                      > posprzatane, kiedy trzeba goracy, wspanialy obiadek, ma sie kogo poradzic w
                      > trudnych chwilach itd., a sam niewiele daje w zamian.

                      Sama juz sobie wlasciwie odpowiedzialas. On ma idealne zycie. Wlasnie takie jak teraz. Bardzo wygodne i dokladnie po jego mysli. Po co ma to zmieniac? Ma kochanke, sluzaca, przyjaciela, kucharke... wtedy kiedy JEMU jest wygodnie. Nie liczy sie zupelnie z Twoimi potrzebami ani Twoim zdaniem.
                      Moim zdaniem odpowiedz w stylu "znowu zaczynasz?" swiadczy o kompletnym braku szacunku. Jak mozna tak sie odzywac do kobiety, ktora sie rzekomo kocha?
                      Wiem, ze wizja samotnosci moze byc przerazajaca, ale czyz nie jest bardziej przerazajace kolejne 5 lat z tym mezczyzna, ktory bedzie wpadal do Ciebie kiedy bedzie miala ochote? Czyz nie bardziej przerazajace jest swiadoma rezygnacja ze swoich marzen o rodzinie, dzieciach?
                      Jak bedziesz sie czula gdy on za rok, za dwa on odejdzie do innej i ozeni sie z nia w przeciagu kilku miesiecy? Bo znam takie przypadki.
    • galtom Re: prosba o rade. 26.10.05, 22:22
      Napisz do niego list. Taki jak tu na forum. Czasem tak latwiej. Napisz na koncu
      do kiedy spodziewasz sie uslyszec odpowiedz...a jesli nie odpowie...coz... brak
      odpowiedzi tez bywa odpowiedzia. W kazdym razie im dluzej bedziesz zwlekac z
      decyzja tym bedzie gorzej...
      • aureliana Re: prosba o rade. 26.10.05, 23:13
        ja tak traktowalam mojego bylego kiedy mialam go juz dosc i nie wiedziaam co
        zrobic, walczyc o zwiazek czy sie zmywac.( no, bylam duzo mlodsza i nie
        myslalam o malzenstwie- chociaz on chcial miec ze mna dzieci. chodzi o podobny
        schemat)
        sadze, ze sam musi sie facet z tym uporac, chyba ze ty to zrobisz pierwsza,
        radykalnie. moze wlasnie on na to czeka.
    • inezz_a kroki radykalne 27.10.05, 09:39
      Indio a moze sprobuj radykalnie zmienic sytuacje. Nie wiem jak wyglada wasza
      sytuacja mieszkaniowa, ale ja jak dlugo nie slyszalam propozycji wspolnego
      mieszkania, powiedzialam mojemu mezczyznie, ze chyba będę musiała zmienic
      mieszkanie (wynajmowalam z kolezankami), ze tu za drogo, ze sie sypią meble
      itd. Troche marudzilam, ze teraz czeka mnie szukanie czegos innego.. Ze
      właściciele chcą nam podnieść czynsz, że jedna z dziewczyn się wyprowadza i
      musimy płaćić więcej. Na to on rzucił mimochodem, no to wymówcie to mieszkanie,
      a ja na to ale wtedy przenoszę się do ciebie. Nie usłyszałam żadnej większej
      zachęty, ale uznałam że jakieś mruknięcie ok, to była zgoda. Potem temat
      potoczył się samoistnie, a ja oczywiście przed wyniesieniem się z poprzedniego
      mieszkania ustaliłam z przyjaciółką, że w razie nieporozumień w każdej chwili
      mogę pomieszkać u niej. Pewnie powiecie, że trochę za bardzo to zagmatwałam, że
      nakręciłam facetowi i tak się wcisnęłam do jego mnieszknia. Ale on nie umiał
      sie zdecydować bo tak jak mężczyzna Indii miał za dobrze: wyjazdy, obiadki,
      kochanka na zawołanie i spokój we własnym domu. Zdecydowałam za niego i dobrze
      się stało bo to był ostatni dzwonek. Póki co nie mam powodu wyprowadzać się do
      przyjaciółki, wszystko jest ok, ale cały czas się doceramy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka