kamaoka
05.11.05, 17:33
hej
jak widzialam problem podzialu obowiazkow byl juz walkowany, ale tak jak
kazdej z nas, tak i my wydaje sie ze moja sytuacja jest jedna jedyna i takiej
jeszcze nie bylo:)
zatem: jestesmy studentami, ja mieszkam w kawalerce sama (hehe, takie luksusy
neistety tylko w tym roku:), a on w akademiku. nocuje u mnie przez polowe
tygodnia (wiadomo - weekand, ze dwa dni w srodku tygdonia kiedy zadne z nas
nie ma na 8) no i hmm...jak mam go traktowac? jak goscia czy jak wspolmieszkanca?
mi sie wydawalo ze jednak bardziej jako wspolmnieszkanca, juz ustalilismy ze
oplate za wode, energie itp. podzielimy proporcjonalnie (na oko dla niego do
zaplaty 1/4), jesli chodzi o zmywanie, ja zmywam zawsze to co nabrudze gdy
jestem sama, natomiast zmywaniem wspolnym staramy sie dzielic po polowie (choc
ja mam wrazenie ze mimo wszystko ja wiecej zmywam, bo gdy np. robie jakies
jedzenie to zmywam w miedzyzcasie i nie widac ile tych naczyn sie nazbieralo i
chyba do niego nie trafia ze sporo by tego bylo gdyby tak zostawiac:), ale
najwiekszy problem jest ze sprzataniem cotygodniowym, sobotnim:)
do tej pory albo ja sprzatalam wszystko (tak jak np. dzis:>) albo jego
poprposilam o odkurzenie, natomiast ja scieralam kurze, mylam podlogi, mylalam
cala lazienke i kuchnie. zauwazylam ze jednak coraz bardziej sie tym frustruje
ze to mi zostaje ta "brudna i mokra" czesc roboty, bo przelecenie odkyurzaczem
po kawalerce meczace zaiste nie jest, bo sama to robie w ramach relaksu w
polowie tygodnia no i ze nawet jak go prosze o choc te sprzatniecie
odkuzraczem to czuje sie jakbym go zmuszala do niewiadomo czego. juz
zaczynalam kilka razy rozmowe, ale dzis postanowilam przeprowadzic ja na
powaznie, tylko ze oczywiscie nic z niej nie wyniklo, bo moj luby odrzekl ze
irytuje go takie liczenie kto ile razy zmywal (hmm....moze by nie bylo tego
liczenia gdybym jednak czula ze sprawiedliwe dzielimy sie tym przekletym
zmywaniem, aha, przewaznie to ja gotuje obiady, choc jestem poczatkujaca
kucharka i kazda proba pzryrzadenia czegos do ejdzenia bardziej
skomplikowanego niz jajecznica przyprawia mnie o przyspieszone bicie serca, bo
wiekszosc potraw robie po raz pierwszy, sama, z ksiazki kucharskiej, a wiadomo
jak zalezy kobiecie zeby jej ukochanemu smakowalo, no i bylo choc w polowie
tak dobre jakjego mamusi:P).
prosze, pomozcie mi, jak mam go traktowac - jak mimo wszystko goscia (ktory
przychodzi na jedzenie, spanie, kochanie) czy jednak jak wspolmieszkanca? czy
te odkurzanie to rzeczywiscie maks o co moge go w takiej sytuacji poprosic czy
jednak mam prawo wymagac zeby choc raz na 3tyg to on umyl podlogi i lazienke,
a ja przelece odkurzaczem i zetre kurze?
aha, dodam ze u siebie w domu on generalnie dosc malo sprzata, wiekszosc
rzeczy robi mama (mieszkal na wsi), jego dom jest takim wielopokoleniowoym,
mieszkaja w nim dziadkowie, rodzice no i on z bratem (tzn meiszkal dopoki nie
wyjechalismy na studia:), i np. on bardzo rzadko zmywal, sprzatal tylko swoj
pokoj, erszte robila mama z babcia (u mnie, hihi, w miescie:P to normalne ze w
domu sprzatam ja z bratem po polowie).
pytam sie was o rade, bo mi moja mama zarzuca ze jestem egoistka i moze
rzeczywiscie ja opacznie postrzegam pewne sytuacje:)
pozdrawiam
Kama