Dodaj do ulubionych

i znow to samo - podzial sprzatania

05.11.05, 17:33
hej
jak widzialam problem podzialu obowiazkow byl juz walkowany, ale tak jak
kazdej z nas, tak i my wydaje sie ze moja sytuacja jest jedna jedyna i takiej
jeszcze nie bylo:)
zatem: jestesmy studentami, ja mieszkam w kawalerce sama (hehe, takie luksusy
neistety tylko w tym roku:), a on w akademiku. nocuje u mnie przez polowe
tygodnia (wiadomo - weekand, ze dwa dni w srodku tygdonia kiedy zadne z nas
nie ma na 8) no i hmm...jak mam go traktowac? jak goscia czy jak wspolmieszkanca?
mi sie wydawalo ze jednak bardziej jako wspolmnieszkanca, juz ustalilismy ze
oplate za wode, energie itp. podzielimy proporcjonalnie (na oko dla niego do
zaplaty 1/4), jesli chodzi o zmywanie, ja zmywam zawsze to co nabrudze gdy
jestem sama, natomiast zmywaniem wspolnym staramy sie dzielic po polowie (choc
ja mam wrazenie ze mimo wszystko ja wiecej zmywam, bo gdy np. robie jakies
jedzenie to zmywam w miedzyzcasie i nie widac ile tych naczyn sie nazbieralo i
chyba do niego nie trafia ze sporo by tego bylo gdyby tak zostawiac:), ale
najwiekszy problem jest ze sprzataniem cotygodniowym, sobotnim:)
do tej pory albo ja sprzatalam wszystko (tak jak np. dzis:>) albo jego
poprposilam o odkurzenie, natomiast ja scieralam kurze, mylam podlogi, mylalam
cala lazienke i kuchnie. zauwazylam ze jednak coraz bardziej sie tym frustruje
ze to mi zostaje ta "brudna i mokra" czesc roboty, bo przelecenie odkyurzaczem
po kawalerce meczace zaiste nie jest, bo sama to robie w ramach relaksu w
polowie tygodnia no i ze nawet jak go prosze o choc te sprzatniecie
odkuzraczem to czuje sie jakbym go zmuszala do niewiadomo czego. juz
zaczynalam kilka razy rozmowe, ale dzis postanowilam przeprowadzic ja na
powaznie, tylko ze oczywiscie nic z niej nie wyniklo, bo moj luby odrzekl ze
irytuje go takie liczenie kto ile razy zmywal (hmm....moze by nie bylo tego
liczenia gdybym jednak czula ze sprawiedliwe dzielimy sie tym przekletym
zmywaniem, aha, przewaznie to ja gotuje obiady, choc jestem poczatkujaca
kucharka i kazda proba pzryrzadenia czegos do ejdzenia bardziej
skomplikowanego niz jajecznica przyprawia mnie o przyspieszone bicie serca, bo
wiekszosc potraw robie po raz pierwszy, sama, z ksiazki kucharskiej, a wiadomo
jak zalezy kobiecie zeby jej ukochanemu smakowalo, no i bylo choc w polowie
tak dobre jakjego mamusi:P).
prosze, pomozcie mi, jak mam go traktowac - jak mimo wszystko goscia (ktory
przychodzi na jedzenie, spanie, kochanie) czy jednak jak wspolmieszkanca? czy
te odkurzanie to rzeczywiscie maks o co moge go w takiej sytuacji poprosic czy
jednak mam prawo wymagac zeby choc raz na 3tyg to on umyl podlogi i lazienke,
a ja przelece odkurzaczem i zetre kurze?
aha, dodam ze u siebie w domu on generalnie dosc malo sprzata, wiekszosc
rzeczy robi mama (mieszkal na wsi), jego dom jest takim wielopokoleniowoym,
mieszkaja w nim dziadkowie, rodzice no i on z bratem (tzn meiszkal dopoki nie
wyjechalismy na studia:), i np. on bardzo rzadko zmywal, sprzatal tylko swoj
pokoj, erszte robila mama z babcia (u mnie, hihi, w miescie:P to normalne ze w
domu sprzatam ja z bratem po polowie).
pytam sie was o rade, bo mi moja mama zarzuca ze jestem egoistka i moze
rzeczywiscie ja opacznie postrzegam pewne sytuacje:)
pozdrawiam
Kama
Obserwuj wątek
    • annb Re: i znow to samo - podzial sprzatania 05.11.05, 17:38
      kamaoka mozesz w paru słowach wytłumaczyc dlaczego jestes uwazana za egoistke?
      za co konkretnie?
      • triss_merigold6 Ależ ja Ci odpowiem 07.11.05, 22:27
        Mama mówi, że Kamoka egoistką jest ponieważ jak będzie kaprysić to chłopa
        zniechęci i za mąż na studiach się nie wyda. A wtedy wstyd jak beret dla
        rodziny.
        • annb aaaaaaaaaa 08.11.05, 09:18
          dzieki ci triss_merigold6
          bo miałam problem ;)
    • caysee Re: i znow to samo - podzial sprzatania 05.11.05, 18:38
      Szczerze mowiac pierwsza moja mysla bylo to, ze w sumie on jest gosciem w twoim
      mieszkaniu, wiec nie powinien go sprzatac, ale po zastanowieniu sie jak ja bym
      sie czula w twojej sytuacji doszlam do innych wnioskow. Widac od razu, ze twoj
      facet to ciezki typ bedzie, 20 lat przyzwyczajen z domu nie wyplenisz tak sobie.
      Wydaje mi sie, ze od poczatku powinnas go troche przymuszac do sprzatania, zeby
      po ewentualnym slubie nie bylo tak, ze ty to zawsze robilas wiec tak zostanie.
      Rzeczywiscie twoje wywarzenie, ze co 3 tygodnie powinniscie sie zamienic
      obowiazkami jest ok...
      A nie prosciej by bylo zamieszkac razem? I tak juz prawie pol na pol mieszkacie
      razem i on troche bez sensu placi za ten akademik. I lepiej by wam bylo
      finansowo i podzial obowiazkow mozna by ustalic bardziej klarowny ;)
    • sol_bianca Re: i znow to samo - podzial sprzatania 06.11.05, 10:05
      Jak rozumiem, sprzątasz kiedy on jest u ciebie. Czyli to wygląda tak, że ty
      sprzątasz, a on siedzi? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
      On nie gotuje, prawda? Ty gotujesz, a do tego masz jeszcze zmywać? Nie wyobrażam
      sobie takiej sytuacji. I w dodatku zmywasz na bierząco W TRAKCIE gotowania? A
      dlaczego on nie może towarzyszyć ci w kuchni - ty gotujesz, on w tym czasie zmywa?
      Jesli ludzie mieszkają razem (a de facto mieszkacie razem, nawet jeśli tylko
      przez połowę tygodnia), to robią różne rzeczy razem.

      > jednak mam prawo wymagac zeby choc raz na 3tyg to on umyl podlogi i lazienke,
      > a ja przelece odkurzaczem i zetre kurze?
      Kurczę, na mojego faceta skutkuje metoda "kochanie, trzeba posprzątać, jak
      zrobimy to wspólnie to pójdzie szybciej". No ale oboje jesteśmy zwolennikami
      racjonalizacji pracy (nie ma mowy o "podziale obowiązków", po prostu jesli jest
      coś do zrobienbia, to to robimy).
    • nallega_m Re: i znow to samo - podzial sprzatania 06.11.05, 11:29
      gartuluje zaradnego chlopaka! moze jeszcze pranie mu zrob(w akademiku z tym
      ciezko)? problem w tym, ze on w swej zaradnosci w ogole zdaje sie nie myslec o
      Tobie. Mieszka w akademiku: rodzina jest zadowolona, nie musza sie przed
      sasiadami wstydzic, ze z dziewczyna bez slubu. Naje sie i co tam jeszcze u
      dziewczyny, a jakby co, to zawsze moze sobie do akademika wrocic!
    • gocha221 Re: i znow to samo - podzial sprzatania 06.11.05, 11:57
      Moim zdaniem, to on nie jest żadnym gosciem, tylko współokatorem!
      A czemu nie zamieszkacie razem? Nie chcecie? Byłoby przeciez prosciej-jasna
      sytuacja co do podziału obowiązkow i taniej. Przeciez Twój chłopk płaci pełna
      sumę za akademik, mimo że spedza tam pewnie niewiele czasu.
      U mnie jest tak (mieszkamy razem ponad 5 lat) ze to je sprzatam.
      Tylko, że ja sie tym nie czuje pokrzywdzona, bo lubie sprzatać. Chłopak za to
      robi rzeczy, których ja nie lubię: odkurza (tego w sprzataniu nie lubię), wynosi
      smieci, robi rano sniadania i wieczorem kolacje, w weekendy najczęsciej gotuje,
      biega rano po swieże pieczywo, choć najczęsciej jemy płatki, więc to rzdako się
      zdarza.
      Pewnie jego obowiązki zabieraja mniej czasu niż moje gotowanie obiadów w dni
      powszednie, sprzatanie i pranie reczne (uwielbiam), ale czas nie był kryterium
      podziału.
      Może zastanowcie się, co które lubi robić i w ten sposob podzielcie, jeśli jego
      tak denerwuje wyliczanie, ile szklanek kto zmył:-))
      Nie wiem, czemu Twoja Mama nazywa Cie egoistką, czy chodzi tylko o kwestie
      sprzatania czy całokształt, ale masz prawo do pomocy chłopaka i tyle. Sam ją
      zreszta powinien zaproponować. Robi przynajmniej jakies zakupy do tego wspólnego
      gniazdka?
      Zreszta takie wspólne prace domowe też lącza- ja gotuje, on myje na bieżaco i
      kroi cebulke (nie płacze az tak, jak ja:-))
    • kamaoka Re: i znow to samo - podzial sprzatania 07.11.05, 22:08
      wiec po pierwsze, bo dlugo nie mialam dostepu do kompa jako tako:):
      mama uwaza mnie za egoistke tak za caloksztalt, a nie w tej jednje sprawie, jej
      opinie poznam gyd laskawie otworzy swa poczte mailowa:) ale moja nie z tych co
      to facetowi popuszczac:P
      po drugie: oj, moze troche zrobilam z niego potwora, ale wtedy naparwde ciut zla
      bylam, moj chlopak pomaga mi przy gotowaniu, ale tylko czasem, mozna by
      powiedziec ze przy 30% (hehe, ja to wszytsko przelicze na liczby i procenty, ot
      taki umysl:P), np. ostatnio na obiad bylo leczo - K. kroil cebule (hehe,
      tradycyjna czynnosc, ale sie splakal biedny, ale ja tego NIGDY robic nie bede:),
      kielbase, ja bawilam sie z papryka i pomidorami, i potem to wszytsko smazylam i
      doprawialam, choc do kuchni biegalismy przerzucac po rowno, zmywaniem tez
      podzielilismy sie w miare po rowno, wogole, jednak troche sie przejal
      wczesniejsza rozmowa, a wieczorem juz wogole z nim porozmawialm bardziej serio,
      wsparta troche duchowo pierwszymi dwoma postami, ktore nie powiedzialy ze glupia
      jestem, ze sie czepiam:) (moglam je tylko przeczytac, nic odpowiedziec) no i
      ustalilismy ze co tzry tygodnie to moj mily robi mokra robote, ze moze on nie
      widzi ile zmywam ja skoro ja to robie w trakcie, ale niech to ptrzemysli (hehe,
      facet i przemysli takie rzeczy, ale wiem ze sie staral:P)
      a co do mieszkania, a wlasciwie pomieszkiwania razem - jak nallega_m slusznie
      acz dosc brutalnie zauwazyla - po perwsze jego rodzice nie byliby "kontent"
      gdybysmy razem zamieszkali, moi z kolei wrecz namawiali nas do tego, co by
      wlasnie owe koszta zmniejszyc, ale ... K. lubi swoj akademik (nie w zlym tego
      slowa znaczeniu, nie chodzi o imprezki, ale raczej o konsultacje z innymi
      mieszkancami, takie studia:) a ja czasem lubie byc sama i mi tez odpowiada uklad
      ze jak sie wkurze moge go wywalic albo tez dgy wracam zla ze szkoly to on nie
      bedzie mi sie napataczal przed oczy i biedny nie oberwie mu sie za cos czego nie
      ejst winien:)
      ale w przyszlyum roku juz moze zamieszkmay razem, a wtedy to mu nie popuszcze -
      bedzie po rowno:) teraz tez zamierzam go przyzwyczajac, bo tak naparwde ejst
      kochanym chlopakiem:)
      dzieki za wszystkie posty i pozdrawiam:)
      • kamaoka Re: i znow to samo - podzial sprzatania 07.11.05, 23:14
        a propos triss_merigold, oto odpowiedz mojej mamy:
        Kamciu
        Swoim listem rozśmieszyłaś mnie do łez, chociaz dałabym wiele,
        żeby tak napisał mały Paweł.(moj brat)
        Musisz zrozumieć jedną, podstawową rzecz: K. jest ze wsi a tam
        już na początku ewolucji został ustanowiony ścisły podział
        obowiązków na babskie i meskie. Matrix będzie prędzej w oborze niż
        w kuchni. Od wiek wieka kobieta zajmowała się kuchnią i dziećmi a
        mężczyzna gospodarstwem. Gospodarstwo może być coraz
        nowocześniejsze ale kuchnia i wychowanie dzieci się nie zmieniają.
        Mogłabym dużo na ten temat pisać ale szkoda czasu. Krótko mówiąc,
        zasadniczo mężczyźni byli od tych cięższych prac w gospodarstwie,
        kobiety od „lżejszych”, a że tych cięższych teraz K. nie ma,
        tym lepiej dla niego. W jego genach tkwi przeświadczenie, że
        kuchnia to domena kobiet a sprzątanie jest uwłaczające jego
        męskiej godności. Zauważ, że nie uwłacza to godności mężczyzn,
        którzy są bardzo pewni swojej męskości. Dla nich założenie
        fartuszka jest swojego rodzaju kokieterią. K.-podobni mężczyźni
        potrzebują jeszcze jednego etapu w ewolucji człowieka, żeby to
        Zrozumieć.
        Moja kochana, dorosła córko, właśnie zaczynasz rozróżniać świat
        męski od kobiecego…. Ale żarty na bok. Poważnie rzecz biorąc nie
        jestem zwolenniczką pomysłów niektórych feministek, żeby obowiązki
        partnerów dzielić z dokładnością wagi aptekarskiej po połowie.
        Życie to nie apteka, ludzie też nie są obdarzeni jednakowymi
        zdolnościami. Podział obowiązków wynika z wzajemnych ustępstw,
        rodzaju pracy a także zwyczajnie z miłości. Jeśli kogoś kochasz to
        nie gonisz wracającego z pracy (studiów) skonanego partnera ze
        śmieciami do śmietnika bo to właśnie należy do jego obowiązków.
        W Waszym przypadku ten podział nie powinien nastręczać żadnych
        trudności. Obydwoje wykonujecie taką samą pracę. I nie wnikałabym,
        które studia są trudniejsze bo to jest śmieszne. Jeśli Ty gotujesz
        to jest oczywiste, że on zmywa po gotowaniu, zajmie mu to ¼ tego
        czasu, który Ty poświęcasz na gotowanie, tak, że ten podział i tak
        jego faworyzuje. K. nie zdaje sobie sprawy, że zakupy,
        sprzątanie, gotowanie to też praca, wcale nie łatwa i lekka. Nie
        on jeden zresztą. K. musi to zrozumieć i tego się nauczyć. To,
        że tego go nie nauczono to po prostu wada produktu i jak produktu
        nie da się naprawić to po prostu wymienia się go na nowy, bez wad.
        W tym miejscu pomyślałam Kamciu o swoim własnym produkcie pod
        nazwą Pawełek. Obawiam się, że będę zmuszona wysłuchiwać mnóstwa
        reklamacji jeśli jakakolwiek dziewczyna skusi się na ten mój
        domowy produkt. Podobno człowiek najłatwiej uczy się na błędach,
        tyle tylko, że na naprawę niektórych błędów jest już za późno. Od
        dwóch tygodni walczę z ojcem o odkładanie szamponu do szafki w
        łazience oraz użytych sztućców do zlewu. On „zawsze” kładzie
        szampon na miejsce i „zawsze” po sobie zmywa. Nie kładę niczego na
        miejsce, za każdym razem wołam ojca do łazienki i pytam, kto myje
        głowę męskim szamponem przeciwłupieżowym (!)bo Niuńka też
        ostatecznie jest kobietą, i pytam, czyje to łyżeczki i widelczyki
        (potrafi użyć 3 łyżeczek za jednym posiedzeniem). Metoda jest
        męcząca także dla mnie, upierdliwa ale mam nadzieję, że będzie
        skuteczna. Pawła też wołam od komputera i telewizora do
        porzuconych ciuchów. Jestem tym wszystkim zmęczona ale jeszcze
        bardziej zmęczona sprzątaniem po nich. Jak mi się uda ich wychować
        napiszę do Ciebie.
        Jeśli nie nauczysz K. pewnych cywilizacyjnych zachowań homo
        sapiens teraz to potem będziesz zmęczoną, niezadowoloną z siebie
        upierdliwą babą jędzą. Pewnie będzie jęczał, że u niego w domu…
        jego mama….itp. Nie mieszkasz u niego w domu i nie jesteś jego
        mamą. Jak potrzebuje mamusi i opieki to niech poszuka innej
        dziewczyny. Będzie miał sfrustrowaną, przemęczoną babę i będzie
        się dziwił, że tak pechowo trafił. Jedno jest pewne, jeśli teraz
        (!) nie ustawisz pewnych spraw to „po ptokach”.

        wiec, hehe, to nei chodzi o to ze ja ejstem egoistka ze wymagam od niego
        sprzatania:) moja mam to ejdnak czasem cos potrafi powiedziec:]
        • nallega_m Re: i znow to samo - podzial sprzatania 08.11.05, 00:26
          to, co ja napisalam bylo moze i zbyt mocne(w sensie karykaturalne przedstawienie
          Twojej sytuacji), ale to bylo celowe: tzn czasem warto sobie uswiadomic jak
          rzeczy po prostu wygladaja(bez wnikania w przyczyny, bo tu juz latwo zaczac sie
          usprawiedliwiac). dobrze, ze wczesniej pomyslalas o tym, zeby chlopak nie doznal
          szoku, jak juz razem zamieszkacie:) warto rozmawiac o takich rzeczach i je sobie
          nawzajem uswiadamiac, zwlaszcza, gdy istnieje obawa, ze chlopak nie robi tego z
          wyrachowania, ale dlatego, ze nie wie, ze mozna inaczej. moj dopiero przy mnie
          moze sie wykazac swoim talentem kulinarnym, bo w domu nawet nie mial szans sie
          przekonac, ze go ma;)
          w kazdym razie: jesli czujesz sie pokrzywdzona, "nierownie traktowana" to juz to
          jest sygnalem do rozmowy, a nie to, czy ktos na forum Ci powie, ze masz prawo
          sie tak czuc.
          pozdr
          • kamaoka Re: i znow to samo - podzial sprzatania 08.11.05, 09:50
            :)
            tak wiem, ze jesli wydaje mi sie ze nie jestem rowno traktowana to powinna
            rozmawiac, ale w wyniku splotu dwoch sytuacji - tym ze moj chlopak byl naprawde
            swiecie przekonany ze z tym sprzataniem to przesadzam i tym, ze moja mam zwykla
            mi powtarzac ze jestem mala egoistka (chodzi o caloksztalt moich rzekomych
            dokonan:) to poczulam sie nieco niepewnie, teraz, po uslyszeniu opinii mamy,
            was, drogie forumowiczki, jestem juz stuprocentowo pewna ze jednak nie
            przesadzam (a tak poza tym to jestem dosc pewna osoba, a na dodatek uwazam
            siebie za feministke poniekad, i na punkcie rownego podzialu obowiazkow mam
            hopla:) tylko wlasnie obawialam sie ze moze przesadzam z ta rownoscia:)
            dziekuje wszystkim za opinie, mam nadzieje, ze moja sytuacja rozwieje przyszle
            watpliwosci dziewczyn w podobnej sytuacji:)
            pozdrawiam
            kama
            • annb wiesz 08.11.05, 09:58
              kamaoka jak na samym poczatku pokazesz ze jestes w czyms dobra to......marny
              twoj los
              bywa i tak ze faceci ktorzy swietnie sobie radza na stancjach/akademikach z
              praniem/sprzataniem/prasowaniem i co tam jeszcze , w momencie spotkania
              dziewczyny i zamieszkanai z nią tracą pamiec
              a dziewcze ktorej matka wtłukła do głowy ze konkurencja jest spora i licho nie
              spi-patrz panny gotowe chłopca odbic
              zaczyna tyrę ....i po paru latach zmienia się w sfrustrowaną pania
              chłopie wtedy patrzy oczyma swymi niebieskimi/brazowymi/piwnymi niepotrzebne
              skreslic i mowi....kotq..kiedys nie byłaś taka
              i odchodzi do mniej zmeczonej
              amen
              • kamaoka Re: wiesz 08.11.05, 19:29
                no mi dzieki bogu mama nie wbila do glowy takich przekonan, co zreszta widac w
                jej liscie:) wogole jesli chodzi o takie sparwy to jednak moja mama ma baaardzo
                zdrowe podejscie:)
        • conejito13 madra mama 08.11.05, 10:02
          kamaoka, masz madra mame. sluchaj jej i czytaj uwaznie ten jej email za kazdym
          razem, jak bedziesz miala jakies watpliwosci co do slusznosci podzialu
          obowiazkow lub jak to ma wygladac (lub bedzie wygladalo jesli sie nie
          zastosujesz). to, co pisze jest przejawem jej wieloletnich doswiadczen i mysle,
          ze jesli tylko bedziesz potrafila choc w czesci je zastosowac - wygralas:)
          szczegolnie ostatnie zdanie jest wazne:)
        • caysee Re: i znow to samo - podzial sprzatania 08.11.05, 23:14
          Bardzo bym chciala, zeby moja mama pisala do mnie maile w tym tonie.
          Musicie miec dobre kontakty.
          • kamaoka Re: i znow to samo - podzial sprzatania 08.11.05, 23:49
            o tyle o ile:)
            ale faktycznie, jak porownuje kontakty moje i mojej mamy oraz moich kolezanek
            czy kolegow i ich mam, to moja jest idealem, do ktorego daleko innym. mam o tyle
            dobrze, ze z moja mama moge o WSZYSTKIM porozmawiac jesli chce, traktuje mnie na
            dosc partnerskich zasadach ("Kamila, umowmy sie ze wolalabym zebys pila tylko
            jedno piwo, po co masz byc pijana? ja kiedys sie upijalam, ale ocknelo mnie to,
            ze gdy raz sie pozradnie an studiach schlalam to malo co a wyladowalabym razem z
            kolezanka u jakis obcych facetow, a po co tak sie ponizac? skorzystaj z mojego
            doswiadczenia" itp.)
            ale zawsze jest cos za cos:) za to z ojcem mam fatalne (choc tez widac tu pewne
            postepy, ale to rowniez dzieki mamie), ale juz chyba zrobilam niebezpieczna
            wycieczke osobista:)
            • eliszka25 Re: i znow to samo - podzial sprzatania 09.11.05, 03:56
              jakos za bardzo nie chwytam tego podzialu na wies i miasto w sprawie obowiazkow
              domowych. wedlug mnie to najbardziej zalezy od wychowania, a nie od tego, gdzie
              sie kto urodzil.

              moj tesc np. od zawsze z miasta, czlowiek wyksztalcony, na stanowisku do prac
              domowych sie nigdy nie garnal, za to w domu musialo byc nieskazitelnie czysto i
              obiad ugotowany. oczywiscie wszystko to spadalo na zone, ktora tez pracowala
              zawodowo. natomiast w mojej rodzinie (rodzice maja gospodarstwo) bracia
              sprzataja w swoich pokojach, potrafia umyc okna, sprzatnac lazienke czy umyc
              podlogi w calym domu. ojciec potrafil uczesac swoje kilkuletnie corki, ugotowac
              obiad czy sprzatnac w domu, gdy wymagala tego sytuacja. nawet zaplatal nam
              warkocze :-)

              nie jestem zwolenniczka dzielenia obowiazkow domowych "od linijki" i po rowno.
              bo niby jak to zrobic. zaznaczac w notesie ile sie umylo talerzy i szklanek czy
              moze wazyc worek ze smieciami przed wyniesieniem? jak za malo wazy, to cos
              trzeba dorzucic, zeby wyszlo sprawiedliwie. cos takiego, to dla mnie paranoja.
              jednak z drugiej strony, nie mozna hodowac sobie u boku pasozyta. korona mu z
              glowy nie spadnie, jak ubrudzi sobie raczki przy myciu kibelka. w koncu sam tez
              na niego siada.

              u nas to na mnie spada wiekszosc obowiazkow, bo maz pracuje, a ja nie. ale nie
              ma czegos takiego, ze skoro "siedze w domu", to powinnam sobie ze wszystkim
              poradzic. czesto wspolnie gotujemy, wieczorem czasem maz zmywa, albo pomaga mi
              pozmywac, co tydzien robimy razem zakupy, jak jest wieksze sprzatanie, to tez
              bierzemy sie za to wspolnie w jakis wolny dzien. choc wiekszosc i tak robie
              sama, dla mnie najwazniejsze jest, ze dla niego pomoc w domowych sprawach jest
              czyms normalnym i nie zachowuje sie jak pan i wladca, ktory przynosi do domu
              pieniadze, wiec ma prawo wymagac.

              acha, zeby nie bylo, nie poczulam sie jakas obrazona. po prostu w najblizszym
              otoczeniu mam przyklad, ze to, co pisala twoja mama, nie zawsze sie sprawdza.
              ale ogolnie madrze pisala :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka