elizaa79
24.11.05, 15:21
dziewczyny mam mały smutek i zupełnie nie wiem czy moje małzeństwo to fikcja
czy da sie jeszcze cos zrobić.
Znam swojego obecnego męża od dawna,byliśmy razem potem rozstawaliśmy sie i
powracaliśmy do siebie.Bardzo go kochałam on mnie też ale mieszkaliśmy daleko
od siebie i rożnie to sie układało.
Zaszłam w ciąże, niedługo po tym jak mu to oznajmiłam(oczywiście dziecko jest
jego)jego ojciec popełnił samobójstwo ,mój mąż go znalazł...(teść cierpiał na
depresję,teściowa miała wylew i była roślinką).Mąż ucieszył się z ciązy i
powiedział że chce się ze mną ożenić bo mnie kocha.Mimo żałoby był slub i
wesele i cudowne 9 miesięcy.Dbał o mnie i było super.Poród był rodzinny,mąż
nie widział najgorszego bo wrócili go po ochronne ubranie,urodziłam
synka.Zaczęły sie problemy,mąz nie chciał współzyć ze mną i powiedział że
załuje że był przy porodzie bo dostał przez to obrzydzenia do mnie.Cały czas
jest coś nie tak,albo twierdzi że śmierdzi ode mnie,albo nie chce spać ze mną
w jednym łóżku.Próbowałam z nim rozmawiać,ale według niego problemu nie
ma.Zauwazyłam że zachowuje sie zupełnie inaczej gdy jesteśmy u mojej mamy
(daleko od miejscowości w której mieszkamy),wpadłam na pomysł że dom w którym
mieszkamy pewnie przypomina mu ojca a raczej to jak go znalazł,on nie chce o
tej sprawie mówić,na pogrzebie nawet nie uronił łzy.Byłam u psychologa sama
ale pani powiedziała że sama nie pomogę musi on przyjść,mąz sie wściekł ze do
psycholi chodzić nie będzie.
Pojechaliśmy na sylwestra do mojej kuzynki,przyłapałam ich razem...kochali
sie a on nie mógł zrozumieć dlaczego płacze...po kilku tygodniach dopiero
przeprosił...Bardzo go kocham ,nawet pomyślałam ze ta zdrada cos między nami
zmieni,a on któregoś wieczoru oznajmił mi że nie może być z jedną kobietą do
końca życia.Zaczęły się docinki że nabrałam go na dziecko więc powinnam sie
nim zajmować(nie pracuję)w koncu on wychodzi nie tłumacząc mi się
gdzie.Bardzo go kocham ale naprawdę nie wiem co moge zrobić.Wzięłam synka i
pojechałam do mamy na 2 tyg.przyjechał po nas i stwierdził że zrozumiał i
zmieni się.Ale tak zasze jest,kilka dni i wracamy do punktu wyjścia.Nic nie
jest tak jak było kiedyś a ja sie zastanawiam co sie stało i dlaczego.
Napiszcie co moge zrobić?Czy jedynym wyjściem jest spakowanie manatków i
odejście?
eliza