zapalniczka5
02.12.05, 11:46
Mam dośc nietypowy problem, ale nienwiem co robić, więc prosze o radę. Jka
chcecie głupio komentować, to oszcędźcie sobie czasu i nie wypowiadajcie się.
Otóż.....
Nie ukrywam. Zaliczyliśmy wapdkę będąc na studiach. Ja na 2 roku, mój facet
na 3. Nie było to dla nas załamką, oboje bardzo cieszyliśmy się, że będziemy
mieli dziecko, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Rodzice
obiecali że pomogą. Obooje byliśmy w stanie zrezygnowac ze studió i iść do
pracy, jednak i moi i jego rodzice zabronili i powiedzieli, że mamy dokończyć
studia a oni pomogą finansowo i przy opiece nad maluchem. Wzięlismy slub.
mieszkamy u mnie z moimi rodzicami. Uważam, że warunki mamy świetne i nie
mamy na co narzekać. Samochód rodziców możemy zabierać kiedy chcemy, jak
chcemy gdzies wyjść to tez nie ma problemu - rodzcie chętnie opiekują sie
maluchem. Dostaliśmy całą górę - łazienka, korytarz(który w każdej chwili
można przerobić na kuchnię bądź dodatkowy pokój) , trzy pokoje. Życ nie
umierać. Na brak kasy też nie narzekam. Mam sporo swoich oszczędności,
stypendium naukowe. Przeniosłam sie na studia zaoczne, maż został na
dziennych. Moi rodzice dają nam tyle pieniędzy ilepotrzebujemy. I nie
obchodzi ich czy to sa pieniądze na pampersy, mleko, lekarstwa czy nasze
zachcianki typu pizza czy kino. Owszem..... swoje pieniądze też mamy i jak
nie potrzebujemy to od nich nie bierzemy. Ostatnio jednak zrobiło mi się
przykro. Bo teściowe również zarzekali się, że będą pomagać finansowo i przy
opiece. dziecko ma 3 miesiące,a oni nie dali jeszcze na nie złotówki. raz
tylko kupili jakiś sweterek. Wiedzą, że ma problemy ze zdrowiem i wizyty u
lekarzy oraz leki sporo kosztują. Wiedza, że moi rodzice pracuja od rana do
wieczora,a ja całymi dniami siedę sama w domu. Mąz studiuje w innym mieście i
widzimy się tylko w weekendy. Cały czas mówią, że nie mają pieniędzy, choć
ani razu o pieniądze ich nie poprosiliśmy. Jednak ja uważam, że mają. Bo jak
ktoś nie ma kasy to nie chodzi raz w tygodniu do najdroższego fryzjera,
kosmetyczki, na solarium. Nie kupuje nowych ciuchów. Ale nie o to chodzi.
Przykro mi z tego powodu, że i moi i jego rodzice tak samo obiecali,a tylko
moi pomagają. teściowie tylko raz w tygodniu wpadają na kawkę. Ani razu nie
zapytali czy np. w ciągu tygodnia zabrać malucha na sapcer, żebym mogła się
uczyć czy cokolwiek innego zrobić. Płakać mi się chce jak teściowa ze
szwagierka przyjeźdżaja na niedzielną kawę elegancko ubrane, wymalowane,
wyfryzurowane itd. a ja jak taki kopciuch z tłustymi włosami w powyciąganym
dresie, bo czasami nawe nie mam czasu zadbać o siebie:( Co robić? Przemilczeć
czy delikatnie się przypomnieć, że obiecywali pomoc? Czy może zostawić tak
jak jest i mieć pewność, że nigdy niczego mi nie wygarną?