distances
24.02.06, 15:02
Witajcie!
Jestem tu nowa i mam nadzieje, ze przyjmujac mnie do swego grona udzielicie
mi takze cennych rad.
Jestem mezatka, no moze juz nie taka mlodziutka, ale tez wcale nie stara. Moj
problem polega na tym, ze druga polowka chetnie i czesto zaglada do kieliszka
(a raczej kufla, bo pije tylko piwo).
Mamy dwojke wspanialych dzieci, wlasny dom, oboje pracujemy, ale....., no
wlasnie, moj maz coraz to wiecej wolnego czasu spedza poza domem, w
okolicznych knajpach. Do domu wraca przewaznie w stanie "niewazkosci", do
tego nowym samochodem, ktory juz dwa razy zdolal rozbic jadac w stanie
wskazujacym. Przed kilkoma miesiacami mial zabrane prawo jazdy, ale jakos do
niego nie trafilo, ze tym samym nie wolno mu siadac za kierownice i wczoraj
(jadac po pijanemu bez prawka) w koncu wpadl. Boje sie myslec jakie beda tego
konsekwencje. Jaka byla moja reakcja? Najpierw bardzo burzliwa, po czym
stwierdzilam, ze musze mu jakos pomoc wyrwac sie z tego bagna. Najdziwniejsze
jest to, ze ja w ogole nie mysle o rozwodzie, ja po prostu szukam sposobu, by
mu pomoc. Czuje sie odpowiedzialna nie tylko za moje dzieci, ale takze za
meza, ktory bez mojej pomocy pewnie stoczy sie na samo dno.
Prosze Was, nie sugerujcie mi rozwodu, bo to nie wchodzi w rachube. On innych
wad NIE MA!!! Jest nie tylko dobrym, czulym i bardzo wyrozumialym mezem, ale
takze cudownym ojcem. Nigdy nie powiedzial mi przykrego slowa, o podniesieniu
reki na mnie lub dzieci nie ma mowy. Co najgorsze wiem ze bardzo mnie kocha,
nigdy nie zdradzil i nigdy tego nie zrobi! Wiem, co mowie, dobrze i dlugi go
znam. Naszym jedynym problemem jest to przeklete piwo i czas, ktory zamiast
dla mnie i dzieci spedza siedzac za barem.
Czy zechcecie skomentowac?