aziza81
19.09.06, 16:03
Pobraliśmy się 8 miesięcy temu. Wszystko było OK. Teoretycznie. Na życzenie
męża zmieniłam pracę. I przestałam być, jak wcześniej, wulkanem seksu. Bo
nowe obowiązki mnie przytłoczyły. Mój mąż oświadczył mi, że "pogorszyła mu
się jakość życia seksualnego"...Poczułam się upokorzona. Naprawdę nie miałam
siły ani ochoty na chodzenie z nim do łóżka, zwłaszcza, że dodatkowo mieliśmy
jeszcze kompletnie różne poglądy na antykoncepcję i seks nie dawał mi
radości. Ale... przytrafił mi się flirt na GG. Z kolegą z pracy. Odważne,
mocne teksty o seksie. Żadnego zaangażowania emocjonalnego. Odskocznia, o
której nawet nie pomyślałam, że mogłaby jakkolwiek wpłynąć na moje
małżeństwo. Wpłynęła. Okazało się, że mój mąż ma dostęp do moich kont
mailowych. Przeczytał wszystko i.... wysłał moją korespondencję z tamtym
facetem do moich rodziców. I poinformował cały świat, że się ze mną rozwodzi.
Nie zdradziłam go fizycznie. To były tylko maile i rozmowy na gg, a wszystko
się nam rozsypało. Od 1,5 m-ca nasze małżeństwo praktycznie nie istnieje. Mój
mąż zachowuje się, jak za najlepszych kawalerskich czasów, imprezuje ze
znajomymi, realizuje swoje pasje, obrączkę schował. Nie odbiera moich
telefonów, nie odpisuje na maile i sms-y. A ja... Zupełnie nie potrafię się
odnaleźć. Siedzę sama w mieszkaniu, do którego on nie wraca. Straciłam pracę.
Czuję, że z każdym dniem jest mnie coraz mniej. Jak długo można tkwić w takim
punkcie? Kocham tego człowieka, nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale też
nie wytrzymam dłużej tej sytuacji. Na pewno jest tu wiele kobiet mądrzejszych
ode mnie. Poradźcie, co robić?