rubens22
14.06.07, 21:01
maz raczej sie takimi przyzemnymi sprawami nie trudnil. Gdy jeszcze mieszkal u
rodzicow, robily to za niego 3 siostry i mama. Potem przez jakies 1,5 roku
mieszkal sam i okazalo sie, ze wie, do czeo sluzy scierka, garnek i zelazko.
Nastepnie byl slub i sie do niego wprowadzilam, niestety przez pol roku bylam
bez pracy i zajmowalam sie domem. Myslalam, ze to sprawiedliwy podzial
obowiazkow - on ma prace poza domem, to ja pracuje w domu. naiwnie myslalam,
ze gdy znajde prace, to obowiazki domowe podzielimy na dwoje.Oczywiscie na
poczatku tak bylo. Ale stopniowo odpuszczal sobie, siedzial coraz wiecej przed
kompem. Pracujemy oboje od 8 do 17 a po powrocie do dou od siadal przed netem
a ja musialam zrobic kolacje, wyprac, wyprasowac itp., itd. Zaczelam w pewym
momencie miec dosyc, wiec zaczelam tlumaczyc, ze nie dam rady tak dlugo
pociagnac. Poprawa nastepowala po paru takich tlumaczeniach na parenascie dni.
Potem wszystko wracalo do normy. Wracalam po pracy zmeczona a gdyskonczylam
domowe prace bylo juz ciemno, pozno a ja bylam zmeczona jak kon po westernie
iz zerem ochoty na seks. maz wrecz przeciwnie - zdazyl sie juz przez te pare
godzin zregenerowac.
Nastepnym moim krokiem bylo szukanie informacji, jak tlumaczyc
skuteczniej.Ameryki nie odkrylam - rozmawiac, spokojnie, cierpliwie,
chwalic..Sprobowalam - i skutek jak wyzej.
A potem przyszla wiosna, maz sie namietnie po pracy zajal hobby - komp plus
sport i przebakiwal, ze moze ja tez bym pobiegala, na rowerek czy na basen
poszla. Az pewnego dnia trafil na moj zly dzen.W pracy stres, ze hej, zero
pomocy, wracam do domu, szukam pocieszenia i slysze tekst - co zjemy na kolacje?
oj, ale sie wku**ilam. Krzykiem i awantura na caly blok wytlumaczylam, ze nie
daje rady, ze mam dosyc i ze jestem przewlekle zmeczona i ze gdyby mi pomogl w
domu, to mialabym czas i dla siebie i ochote na mile wieczory. A potem sie
poryczalam.
I od paru ladnych tygodni mam pomocnika w domu. Ja gotuje,on myje gary po
kazdym posilku. Zakupy robimy razem. Sprzatamy razem 1 w tygodniu, ja 2 pokoje
i lazienke, on kuchnie, pokoj i klatke schodowa co 2tydzien. Pranie i
prasowanie to moja sprawa, samochod, rachunki, drobne naprawy.
I co? I po kazdym cotygodnowym sprzataniu moj M musi sie przespac, bo jest
zmeczony podzielonymi obowiazkami!!!
Ech, w zyciu bym nie myslala, ze bede musiala awanture zrobic, zeby dotarlo,
ze nie jestem ze stali. Wniosek wyciagnelam prosty - zadnach poradnikow,
facetow jakich mamy, kazda z nas widzi.
The End