Dodaj do ulubionych

jak nauczylam meza pomagac w domu

14.06.07, 21:01
maz raczej sie takimi przyzemnymi sprawami nie trudnil. Gdy jeszcze mieszkal u
rodzicow, robily to za niego 3 siostry i mama. Potem przez jakies 1,5 roku
mieszkal sam i okazalo sie, ze wie, do czeo sluzy scierka, garnek i zelazko.
Nastepnie byl slub i sie do niego wprowadzilam, niestety przez pol roku bylam
bez pracy i zajmowalam sie domem. Myslalam, ze to sprawiedliwy podzial
obowiazkow - on ma prace poza domem, to ja pracuje w domu. naiwnie myslalam,
ze gdy znajde prace, to obowiazki domowe podzielimy na dwoje.Oczywiscie na
poczatku tak bylo. Ale stopniowo odpuszczal sobie, siedzial coraz wiecej przed
kompem. Pracujemy oboje od 8 do 17 a po powrocie do dou od siadal przed netem
a ja musialam zrobic kolacje, wyprac, wyprasowac itp., itd. Zaczelam w pewym
momencie miec dosyc, wiec zaczelam tlumaczyc, ze nie dam rady tak dlugo
pociagnac. Poprawa nastepowala po paru takich tlumaczeniach na parenascie dni.
Potem wszystko wracalo do normy. Wracalam po pracy zmeczona a gdyskonczylam
domowe prace bylo juz ciemno, pozno a ja bylam zmeczona jak kon po westernie
iz zerem ochoty na seks. maz wrecz przeciwnie - zdazyl sie juz przez te pare
godzin zregenerowac.
Nastepnym moim krokiem bylo szukanie informacji, jak tlumaczyc
skuteczniej.Ameryki nie odkrylam - rozmawiac, spokojnie, cierpliwie,
chwalic..Sprobowalam - i skutek jak wyzej.
A potem przyszla wiosna, maz sie namietnie po pracy zajal hobby - komp plus
sport i przebakiwal, ze moze ja tez bym pobiegala, na rowerek czy na basen
poszla. Az pewnego dnia trafil na moj zly dzen.W pracy stres, ze hej, zero
pomocy, wracam do domu, szukam pocieszenia i slysze tekst - co zjemy na kolacje?
oj, ale sie wku**ilam. Krzykiem i awantura na caly blok wytlumaczylam, ze nie
daje rady, ze mam dosyc i ze jestem przewlekle zmeczona i ze gdyby mi pomogl w
domu, to mialabym czas i dla siebie i ochote na mile wieczory. A potem sie
poryczalam.
I od paru ladnych tygodni mam pomocnika w domu. Ja gotuje,on myje gary po
kazdym posilku. Zakupy robimy razem. Sprzatamy razem 1 w tygodniu, ja 2 pokoje
i lazienke, on kuchnie, pokoj i klatke schodowa co 2tydzien. Pranie i
prasowanie to moja sprawa, samochod, rachunki, drobne naprawy.
I co? I po kazdym cotygodnowym sprzataniu moj M musi sie przespac, bo jest
zmeczony podzielonymi obowiazkami!!!
Ech, w zyciu bym nie myslala, ze bede musiala awanture zrobic, zeby dotarlo,
ze nie jestem ze stali. Wniosek wyciagnelam prosty - zadnach poradnikow,
facetow jakich mamy, kazda z nas widzi.
The End
Obserwuj wątek
    • katie3001 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 04:44
      Dobre :). Ja jak się zastanawiam to dochodzę do wniosku, ze dobrze trafiłam ;).
      Z moim narzeczonym zaręczylismy do dwóch miesiącach znajomosci, po nastepnych
      trzech zamieszkalismy razem. Przed przeprowadzką uprzedziłam go, że nie piorę i
      nie prasuje i to musi załatwiac sam we własnym zakresie. I po prostu przestalo
      mnie to interesowac. Dostal instrukcje pralki do ręki i się nauczył nawet
      segregowac pranie ;). Przez kilka miesięcy to on głownie zmywał bo ja tego
      zajecia nie lubię i gary stały w złewie wiec pewnie nie wytrzymywał ;). A potem
      pojawiła się zmywarka i problem się rozwiazał :). Na marginesie polecam te
      urządzenie, zaoszczędza wiele czasu i energii. Co do sprzątanie to parę razy
      dostał ochrzan, ze siedział sam w domu i nic nie zrobił (ja pracuje i studiuje)
      wiec teraz wie co ma robic ;). I wzięłam go jedynaka prosto od mamusi
      (nadopiekunczej).
    • dorota20w Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 09:20
      u mnie niestety czasami też skutkuje tylko to ze z bezsilności zacznę warczeć,
      ale staram się nie robić z tego sposobu.
    • zosiaczek25 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 09:20
      Generalnie nie mam na co narzekac. Maz teoretycznie potrafi zrobic wszystko, bo
      z domu rodzicow wyprowadzil sie uhuhu i jeszcze wczesniej. Na poczatku robil
      wszystko. Potem jak sie przeprowadzilam, tez jak w Twoim przypadku, nie mialam
      pracy i stwierdzilam, ze to naturalne bedzie, jesli to ja bede robic w domu
      wszystko. I tak jest do dzis. Nie powiem, w weekendy pomaga mi w domu. Ale w dni
      powszednie po pracy zjada kolacje i rozsiada sie przed kompem. Wkurza mnie to z
      lekka. Nie mam mu za zle, ze sie chce odprezyc po robocie. Ale ja tez mam
      obowiazki- studiuje. A jednak gdy wracam do domu po zajeciach o godzinie 18.00
      to pierwsze, co robie, to zakupy, potem gotowanie itp. I dopiero potem na chwile
      sie relaksuje, bo czeka na mnie zmywanie, nauka. Czasem podchodzi mi to juz
      powyzej uszu. Najgorsze bylo w tamtym roku, gdy uniesiona duma, znalazlam prace.
      Maz oczywiscie obiecal, ze wszystkim sie zajmie, przejmie obowiazki w domu.
      Skonczylo sie na tym, ze ja wstawalam przed szosta rano, lecialam na uczelnie,
      wracalam do domu na pol godziny- przebieralam sie, lykalam jakas kanapke w biegu
      i lecialam do kawiarni, gdzie przy ponad 30 stopniach na dworze (a co dopiero na
      zmywaku) zapieprzalam bez przerwy do polnocy. Po polnocy przychodzilam do domu,
      gdzie musialam sobie zrobic cos do jedzenia, mylam sie i kolo 1.00 w nocy
      padalam zmeczona spac, zeby za niecale 5 godzin znow wstawac i zapieprzac. A dom
      oczywiscie maz pozostawial samopas. I to ja w weekendy musialam wszystko
      doprowadzic do porzadku. A w weekendy tez pracowalam. Wreszcie po paru
      tygodniach oswiadczylam najpierw szefowi, potem mezowi, ze nie tylko fizycznie
      ale i psychicznie nie wytrzymuje takiego wysilku. A zblizaly sie jeszcze do tego
      egzaminy semestralne. :) Rzucilam prace w diably i zajelam sie spowrotem
      studiami i domem. Dzis zarabiam tylko na drobnych zleceniach na tlumaczenie itp.
      Praca w domu. O stalej pracy dopoki studiuje, moge zapomniec. Wiem, czym to sie
      skonczy. Wiem, ze maz nie robi tego celowo. Bo wiele razy zwracal mi uwage, ze
      za duzo biore na siebie, ze powinnam mu zostawic jakies obowiazki. Niestety jest
      to po czesci moja wina. Jestem pracoholikiem, nie moge siedziec spokojnie bez
      zajecia i do tego musze wszystko miec pod kontrola. Uwazam, ze jesli ja tego nie
      zrobie, to nikt nie zrobi tego lepiej i bedzie mnie to gryzlo. I nie znosze
      patrzec i czekac przez caly tydzien, az on wreszcie w weekend znajdzie czas,
      zeby cos zrobic. Tak wiec, nawet gdyby on sie mnie zaczal wyreczac w pracach
      domowych, czulabym sie fatalnie. :)
      • turzyca Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 16.06.07, 12:10
        Zosiaczek, a teraz pytanie:
        dlaczego do jasnej anielci nie dajesz mezowi rano karteczki z lista zakupow?
        Mala jestes, drobniutka, masz problemy z kregoslupem, On duzy, dlaczego Ty masz
        nosic?
        Dlaczego nie skorzystasz z babskich sposobow i nie zaczniesz wspominac tego
        pysznego jedzonka, ktore gotowal, jak sie poznaliscie?
        Dlaczego nie wprowadziliscie zasady "kto gotuje, nie zmywa?" o kupieniu zmywarki
        nie wspomne?
        Postaram sie rowniez nie przypominac ze powinien znac cos takiego jak plan
        sprzatania. Tabelka z wypisanymi detalicznie czynnosciami (!) i wykonawca wisi w
        kazdym WG.


        I zastanow sie, czy zaczynasz byc lekko wkurzona tym, ze maz nic nie robi w
        domu, czy czulabys sie fatalnie gdyby zaczal Cie wyreczac. Bo Twoj post jest
        wewnetrznie sprzeczny.
    • nives1 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 09:29
      Ja tez sobie wzięłam takiego jedynaka - a żeby było śmieszniej sama jestem
      jedynaczką ;P
      Podział obowiązków ustalilismy od razu - ja gotuję, piore, prasuję , sprzątam
      łazienkę i duży pokój, on zajmuje się sprzątaniem podłóg, i klatki, chodzi ze
      zmną na zakupy w sobotę, zmywaniem i ... eksploatacją kompa
      Niby wszystko jakoś działa, oduczyłam już rzucania brudnych ciuchów na podłogę,
      Ale czasami muszę go zdrowo kopnąć w tyłek żeby isę zabrał do pracy i troszkę
      mnie to wkurza - tak samo jak wiecznie zagracona sypialnia
      na szczęście nie planuję za długo mieszkac w tym mieszkaniu wiec nawet sie za
      bardzo sama nie staram
      Ale ostatnio zdrźażnił mnie jak diabli - Sobota - tydzień po ślubie,
      zaprosiliśmy naszych świadków z mężami i żonami na imprezkę na podziękowanie za
      pomoc. No i ja wstaję rano i uwijam się jak mrówka, Mąż w tym czasie gdzieś tam
      pojechał - ale wrócił 3 h wcześniej niż miał - a ja o naiwności myślałam że
      odpocznie chwilę i mi pomoże... Jasne.... Z wielką pretensją ruszył się żeby
      zmyć naczynia po czym ochrzanił mnie że za wcześnie robię kanapki. No cóz moje
      tłumaczenie ze w lodówce mogę poleżeć 2 h nie zaszkodzi im a ja nie spędzę
      imprezy w kuchni.
      Dopiero po imprezce - Jejka jak ty to wszystko fajnie zrobiłaś :)
      • katie3001 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 10:27
        Ja mimo wszystko jestem dziwna....Nie potrafiłabym dorosłemu cżłowiekowi uprac
        i wyprasowac ubrania....Nie interesuje mnie czy moje kochanie ma czystą
        bieliznę, ciuchy na jutro do pracy - to jego problem...I wiecie co? ja mam duzo
        czasu dla siebie :)))) A jak on przyjdzie po pracy i sie połozy to ja sie kłade
        obok niego :)))) i gdzies mam obiad, no chyba ,ze jestem bardzo głodna i robie
        tylko dla siebie.
        • telia777 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 28.06.07, 19:09
          Aż się uśmiechnęłam, bo dokładnie, jakbym widziała samą siebie ;-)
        • turzyca Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 28.06.07, 19:54
          Eeee, jak juz robie obiad dla siebie, to dla drugiej osoby tez moge zrobic.
          Wymga dosypania nieco wiecej ryzu lub innej rownie prostej czynnosci. Ale duzo
          lepszym rozwiazaniem jest zwalenie tej drugiej istoty z kanapy, zeby poszla i
          zrobila obiad dla nas. :D

          Pod cala reszta moge sie podpisac.
    • asiek06 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 11:24
      Na mojego męża nawet awantury nie działają. Nieraz wykrzyczałam mu już co mnie
      boli jeśli chodzi o obowiązki domowe i jego podejście do wielu innych spraw-nie
      spotkało sie to ze zrozumieniem, raczej z ignorowaniem i tak jest niestety
      bardzo często. Sama jestem momentami bezradna-po ślubie, który był w sierpniu w
      zeszłym roku przejęłam na siebie większą częśc obowiązków w domu (wielki błąd).
      Mąż, który pracuje na 3 zmiany i studiuje w domu bywał i nadal bywa o różnych
      porach-weekendów nigdy nie ma wolnych-zawsze jakieś dwa dni w środku tygodnia-
      ja natomiast-od września brzydko mówiąc zapiepszałam od poniedziałku do piątku
      od 8 do 16 w biurze a popołudniami do 19 dorabiałam korepetycjami-będąc w domu
      około 20-gdzie zazwyczaj również na mnie czekały różne rzeczy do robienia
      (często rzeczy o które prosiłam męża żeby zrobił zanim wrócę-żebym miała
      spokój)-a mąż zdziwiony, że nie mam czasu ani ochoty do niego sie przytulić
      albo pobaraszkować w łóżku. Weekendy ja wolne-mąż nie-i sprzątanie mieszkanie
      na mojej głowie. Jak w tygodniu nie poprosiłam męża albo nie zostawiłam mu
      karteczki z jakimiś zadaniami na wolny dzień to raczej nie miałam co liczyć na
      to, że będę miała mniej roboty w sobotę-i właściwie tak jest do teraz-jak mu
      nie powiem żeby zrobił to leży nie zrobione. Dla mojego męża najważniejsza jest
      uczelnia i nauka (nie twierdze oczywiście, że nauka nie jest ważna)-jest to
      jego argument prawie zawsze jak go o coś proszę. Jestem zmęczona wiecznym
      proszeniem go o wszystko, wiecznym powtarzaniem jak co ma być zrobione,
      czekaniem aż łaskawie coś zrobi-chodzi mi o te bardziej męskie sprawy-
      przykręcenie czegoś, odklejenie tapety, malowanie itd. W chwili obecnej
      pokończyły mi się już korepetycje i zamierzam odpocząć-mam dosyć przychodzenia
      do domu i wiecznego zajmowania sie wszystkim podczas gdy mój mąż naprawdę
      niewiele robi (on by oczywiście twierdził inaczej). Uważam, że jest to w pewnym
      sensie moja wina ponieważ pokazałam mu, że nawet jak prawie padałam na pysk
      zmęczona o 20 po powrocie do domu to potrafiłam zrobić jeszcze 5 róznych
      rzeczy. Niestety mąż w domu miał obsługę 24h (teściowa) i robił jeszcze mniej
      niż teraz a właściwie to prawie nic i stąd te jego przyzwyczajenia. A ja
      naprawdę mam dosyć odmawiania koleżankom wyjścia na piwo albo wiecznego
      zastanawiania się co dzisiaj mnie czeka w domu??uważam, że mężczyźni są bardzo
      źle wychowywani przez swoje matki/rodziców-nikt im nie pokazuje co to jest
      partnerstwo-wspólne dbanie o dom-pomaganie żonie w prowadzeniu domu i potem my
      żyjemy i męczymy się z takimi nie przygotowanych do życia w małżeństwie
      facetami, którzy krzywią się na każdą naszą prośbę (tak jest niestety w moim
      przypadku). przepraszam jeśli wypowiedź jest chaotyczna ale jestem zła na męża
      bo włąśnie wczoraj wieczorem mieliśmy kłótnie na temat obowiązków w domu. E tam
      szkoda gadać..!!
      • marilui Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 16:11
        Mój maz jest taki sam. Pracuje duzo więcej ode mnie, to fakt,ale mamy
        male,niespelna roczne dziecko, które wymaga oczywiscie dużo uwagi.A on nie
        dosc,ze nie sprzata, to jeszcze okropnie balagani. Rzucanie ubrań, skarpetek-
        to standart. Jeszcze do mnie mowi-to twój obowiazek, jestes kobietą i ciagle
        tylko-zrób mi herbatkę. Jestem przewlekle zmęczona, mam dość.
        • jula04.06 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 20:19
          a mój małżonek, dzisiaj się wyprowadział. cztery dni temu wróciłam ze szpitala
          po cesarce. wczoraj wręcz zmusiłam go do umycia naczyń i odkurzenia domu, ile
          mnie to nerwów kosztowało -wiem tylko ja. Dodam, że wziął w pracy 2 tyg. opieki
          nad dzieckiem i żoną po cc. w efekcie nie odzywał się do mnie i usłyszałam jaką
          to jestem beznadziejną matką (początki przy pierwszym dziecku chyba nie zawsze
          są rewelcyjne). Spakował manatki i wyjechał do swoich rodziców stwierdzając, że
          zmęczyłam go psychicznie.
          Odporny na prace domowe to on jest, były tłumaczenia, rozmowy, awantury i co?
          nie zamierzam zostać sama przez nieumyte gary, ale myć ich po nim nie będę!!!
          • czekolada_orzechowa Jula, 16.06.07, 17:05
            zmień zamki!!!
            A jak trochę ochłoniesz, poszukaj faceta z jajami, bo z tego to już nic nie
            będzie, taka galopująca durnota ożeniona z maminsynkostwem i lenistwem
            kwalifikuje go do odstrzału sanitarnego, zresztą razem z rodzicami, którzy nie
            kopnęli go w dupę, tylko cieplutko przyjęli herbatką.
          • vharia Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 17.06.07, 21:57
            Ten pan wygra wszekie konkursy na gnoja roku. Odeślij resztę jego rzeczy mamusi.
            • baetka Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 06.07.07, 23:45
              zgadzam sie
        • sol_bianca Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 17.06.07, 15:20
          > Jeszcze do mnie mowi-to twój obowiazek, jestes kobietą i ciagle
          > tylko-zrób mi herbatkę.

          jakikolwiek facet a w szczegolnosci maz
          gdyby zwrocil sie do mnie z takim tekstem
          to by po sekundzie zbieral zeby z podlogi
    • kaatrin Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 15.06.07, 20:45
      Rubens, dobrze, ze sie zreflektowalas i naprawilas sytuacje. Niestety wiele
      kobiet uwaza, ze prace domowe to ich obowiazek niezaleznie od wszystkiego i to
      czyni je lepszymi osobami i zonami. Strasznie mnie to irytuje. Jest tyle
      ciekawych rzeczy do zrobienia na tym swiecie, ze zaharowywac sie sprzatajac,
      prasujac i gotujac, bo inaczej ktos pomysli ze jest sie zla zona, jest bez
      sensu.
      Rubens piszesz " musialam zrobic kolacje, wyprac, wyprasowac itp.," Nie
      musialas. Myslalas, ze musisz, bo w taka cie wtracono role. Facet tak samo
      jak i ty musi, bo samo sie nie zrobi.
      Faceci sie dobrze urzadzili i ja ich rozumiem. Tez chce, zeby mi ktos podal,
      wyprasowal i posprzatal. Na szczescie wiekszosc z tych uslug mozna sobie
      kupic, a z reszta wspolnie z mezem jakos dajemy rade i nikt tego harowka nie
      nazywa.


      • lenchen Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 16.06.07, 09:12
        Ja mam komfort - do niczego nie musze go poganiac ani zmuszac ani sie awanturowac, robi sam, przyklada sie. Podoba mi sie to!
    • 18_lipcowa1 a ja wole takiego co juz umie 16.06.07, 19:54
    • rubens22 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 16.06.07, 23:40
      ojojojojoj...
      bylam dzis w pracy - 12 godzin...a ze sobota to czas na sprzatanie w domu i
      zakupy, nie mialam kiedy tego zrobic (sklepy w soboty od 9 do 20, niedziele
      zamkiete)
      W drodze z pracy spotkalam kolege, mial za godzine zaczac koncert, to go na ta
      chwilke zaprosilam do domu, bo odprowadzil mnie pod drzwi, to nie moglam
      powiedziec ot, tak adieu.
      Wchodze do domu.
      Czysciutko.
      Oznajmilam M, ze kolega wstapil na piwko. Nie chcac przerywac dyskusji z kolega,
      rozsiedlismy sie na kanapie.Za chwile kazde z nas dostalo po zimnym piwku :-D
      M dolaczyl.
      Gdy kolega wyszedl, zahaczylam o kuchnie. Lodowka pelna.
      A M prosi mnie o kluczyk do piwnicy (tam mamy pralke), bo nie mial jak prania
      wstawic :-DDDDD


      no dobra, powiem wam jak sie ta sielanka skonczy. Nie wierze, ze potrwa dlugo.

      Czesc
      • mikams75 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 18.06.07, 10:50
        gratuluje i trzymam kciuki zeby bylo jak najdluzej.
        Ja stosuje podobne metody - wykrzyczec, na koniec sie rozplakac - skuteczne ale
        trzeba ponawiac, bo jednak z czasem sytuacja sie "normuje". W przypadku
        spokojnych rozmow i tlumaczenia efekty sa marne.
    • tanczacy.z.myslami Zapiszcie mężów na szkolenia (i siebie też) :) 21.06.07, 13:36
      "Warsztaty tylko dla mężczyzn!" Wstęp wolny
      Program (dwunastodniowy):

      1. Papier toaletowy - czy wyrasta na uchwytach? - dyskusja.

      2. Różnice między koszem na pranie a podłogą - ćwiczenia praktyczne.

      3. Naczynia i sztućce - czy lewitują samodzielnie, kierując się do zmywarki
      albo zlewu? - debata panelowa z udziałem ekspertów.

      4.Puste kartony, butelki - lodówka czy kosz? - dyskusja w grupach i
      cwiczenia praktyczne.

      5.Czy można siedzieć cicho, gdy ona prowadzi? - ćwiczenia na symulatorze.

      6.W cyklu "Zdrowie" temat: Nie uczula przynoszenie jej kwiatów - prezentacja
      Power Point.

      7.W cyklu "Dorosłe życie" temat: Podstawowe różnice pomiędzy matką a twoją
      partnerką - ćwiczenia praktyczne.

      8. Jak patrzeć jej prosto w oczy, a nie w dekolt - zajęcia medytacyjno-praktyczne.

      9. Jak być idealnym partnerem podczas zakupów? - cwiczenia relaksacyjne,
      medytacja i techniki oddechowe.

      10. Pilot do telewizora - utrata pilota, linia pomocy i grupy wsparcia

      11. Nauka odnajdywania rzeczy, np. paska do spodni; Strategia szukania we
      wlaściwych miejscach, a przewracanie domu do gory nogami w takt rytmicznego
      pokrzykiwania.

      12. W cyklu "Techniki przeżycia" temat: Jak żyć będąc cały czas w błędzie? -
      zajęcia indywidualne z udziałem psychoterapeutów.

      13. Nauka siusiania do muszli a nie na deskę - zajęcia w grupach, za dopłatą
      trener osobisty.

      14. Opuszczanie deski klozetowej - zrób to sam - ćwiczenia manualne; dla
      wybranych ćwiczenia na siłowni wzmacniające przedramiona.

      *********
      Trzydniowe intensywne "Warsztaty tylko dla kobiet!" - wstęp wolny

      DZIEŃ PIERWSZY

      1. BIEG NA ORIENTACJĘ - Jak pójść do sklepu najprostszą drogą i kupić tylko to,
      co potrzebne. Zajęcia z wykwalifikowanymi instruktorami.

      2. MASKOWANIE SIĘ W TERENIE - jak zrobić normalny makijaż w czasie PONIŻEJ
      jednej godziny. Warsztaty.

      3. ŻELAZNA PSYCHIKA - wysłuchanie opowieści naocznych świadków twierdzących, że
      w TV są NIE TYLKO SERIALE!. Zajęcia grupowe, wieczorne.

      DZIEŃ DRUGI

      1. SILNA INACZEJ - Dyskusja i grupa wsparcia dla uzależnionych od telefonu. Jak
      żyć bez słuchawki?

      2. ĆWICZENIA PAMIĘCIOWE - Praca w grupach. Słuchacie i powtarzacie co
      słyszałyście. Zaliczenie ćwiczeń już przy 10% zgodności.

      3. WSPÓŁCZESNE ZAGROŻENIA - Uwaga! Logika jest blisko Ciebie!

      DZIEŃ TRZECI

      1. WSTRZĄSAJACE ODKRYCIA - Wykład z ilustracjami. "Twój pies i Twój mąż to
      naprawdę nie to samo".

      2. SPORTY EKSTREMALNE - parkowanie w mieście. Jak zająć samochodem mniej niż 1
      km2. Ćwiczenia w symulatorze.

      3. BYĆ PARTNERKĄ - zajęcia dla prawdziwych twardzielek. "Jak powiedzieć o co mi
      chodzi za pomocą co najwyżej jednego zdania". Praca z psychoterapeutami.

      Zajęcia dodatkowe:

      1. Cisza, Ostateczna Granica: Czego Żadna Kobieta Jeszcze Nie Osiagnęła.

      2. Nieznane Strony Bankowości: Posiadanie Oszczędności.

      3. Imprezy: Wychodzenie Bez Nowych Strojów.

      4. Zarządzanie Mężczyzną: Prace Domowe Mogą Poczekać Do Zakończenia Meczu.

      5. Etykieta Łazienkowa I: Meżczyzna Również Potrzebuje Miejsca w Szafce.

      6. Etykieta Łazienkowa II: Jego Maszynka do Golenia Jest Jego (lub specjalna
      wersja: Jego Maszynka do Golenia Nie Jest do Golenia).

      7. Umiejętności Komunikacyjne I: Łzy - Ostatnia Deska Ratunku, Nie Pierwsza.

      8. Umiejętności Komunikacyjne II: Myślenie Przed Mówieniem.

      9. Umiejętności Komunikacyjne III: Osiąganie Celu Bez Brzęczenia.

      10. Bezpieczne Prowadzenie Samochodu: Umiejetność, którą MOŻESZ nabyć.

      11. Umiejętności Telefoniczne: Jak Odłożyć Słuchawkę.

      12. Wprowadzenie do Parkowania.

      13. Zaawansowane Parkowanie: Parkowanie Tyłem.

      14. Zatrzymywanie Wody: Fakt czy Tłuszcz.

      15. Gotowanie I: Powrót do Bekonu, Jajek i Masła.

      16. Gotowanie II: Otręby i Tofu Nie Służą do Konsumpcji Przez
      Ludzi.

      17. Gotowanie III: Jak Nie Narzucać Swojej Diety Innym Ludziom.

      18. Komplementy: Przyjmowanie z Wdzięcznością.

      19. Taniec: Dlaczego Mężczyzni Tego Nie Lubią.

      20. Strój Klasyczny: Noszenie Strojów, Które Już Masz.

      21. Kurz: Nieszkodliwe Zjawisko Dostrzegane Tylko Przez Kobiety.

      22. Integracja Prania: Pranie Wszystkiego Razem.

      23. Olej i Paliwo: Twój Samochód Potrzebuje Obu (nie tylko odświeżaczy
      powietrza).

      24. Pilot do TV: Tylko Dla Mężczyzn.

      25. Przygotowanie do Wyjścia: Zacznij Dzień Wcześniej.

      *******
      Z najlepszymi życzeniami od nie-młodziutkiego małżonka :))
    • pysiaczek2511 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.06.07, 17:05
      ja to swojego ciągle uczę, z różnymi skutkami. Tzn. skutki może by były lepsze
      gdybym była do końca konsekwętna w swoim działaniu, ale to jest bardzo
      ciężkie!!! To co mnie najbardziej wkurza w nim- robię to samo na nim i jak jego
      to zaczyna wnerwiać to udaję, że nie wiem o co chodzi, wtedy sam widzi jak to
      jest. W ten sposób nauczyłam go zawieszać papier w łazience. Zawsze robiłam to
      ja, tak jakbym tylko ja go używała a jak mówiłam mu o tym to powiedział, że on
      też zmienia. Więc skoro zmienia to ja nie muszę. Pilnowałam tylko, aby nie było
      papieru albo było 3 mm jak on wchodzi. I już szybko się nauczył zmieniać
      roleczki a ja teraz mówię, że też zmieniam....
      Tak samo było z ubraniami, które powinny trafiać do kosza a trafiały obok,
      czasami to specjalnie w drzwiach rzuciłam i jak zplątał się w moje rzeczy
      wchodząc do łazienki od razu znalazł miejsce dla nich.Tylko ciężko tak, bo
      strasznie nie lubię bałaganu, ale chyba innych sposobów nie ma.......
    • belanna_torres Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 07.07.07, 17:57
      Czemu piszesz "pomagać"? Jeśli to Wasze wspólne mieszkanie, to chyba "wykonywać
      swoją część obowiązków", prawda?
      • kaga9 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 10.07.07, 11:45
        U mnie ta kwestia jak na razie wygląda super:) To ja jestem bardziej leniwa,
        przyznaję:( Mój mąż te przyzwyczajenia wyniósł z domu, alleluja. Ale staram
        się, żeby był w miarę równy podział obowiązków, tak że awantury
        typu "mógłbyś/mogłabyś to zrobić, bo ja już nie mam siły/nie mam czasu" się nie
        zdarzają. Jeśli nawalamy, to po uzgodnieniu z sobą;)
        • umber82 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 10.07.07, 13:02
          U mnie również nie ma z tym "Wiekszych" problemów, aczkowliek czasami latam
          sama ze scierką.

          Maż gotuje i lubi to robić więc to jest dla mnie już bardzo duża pomoc :))))
          sam robi sobie kanapki do pracy, jak się nie wyrabia, nie ma problemu ja mu
          robię :)

          Reszta należy do mnie chociaż czasami też mam dośc, on leży i czyta ksiązkę a
          ja latam i sprzątam :( wtedy go obsztorcuje i wiem ze ma wyzuty sumienia i mi
          pomaga :)

          W mojej rodzinie jestm uważana za złą żonę i gospodynię bo powinnam sama
          wszystko robić na na wieczór pachnieć i mieć ochotę na wszystko - teoria mojej
          ciotki wrrrr której maż i 2 synów po 20 lat nie potrafią ugotować makaronu ...

          Mam wstawać o 5 rano i robić mezowi jajecznice i kupić świeże pieczywo bo
          cięzki dzień przed nim, takie dostaje rady. ehhhh życie :)
          • fragles78 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 11.07.07, 15:00
            A czy nauczenie faceta robót domowych jest w ogóle możliwe?Odnoszę wrażenie, że
            nie. W ramach eksperymentu zostawiłam gary w zlewie i leżały....tydzień!!!A
            potem usłyszałam "dlaczego mi nie powiedziałaś, że mam umyć"??Ręce mi opadają. W
            domu robię praktycznie wszystko;-(((Czasem tylko mąż pomaga mi w zakupach, albo
            sam je robi.
            • anusiaczek87 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 12.07.07, 09:12
              faceta mozna nauczyc obowiazkow domowych, trzeba (u mnie zadzialalo) przede
              wszystkim ustalic podzial obowiazkow, mozliwie po rowno (nie bedzie sie
              buntowal ;) np. ja sciele lozko rano, Ty wieczorem, ja gotuje, a ty zmywasz),
              dobrze tez robi wspolna praca- kiedy on odkurza Ty wycierasz kurze. Bardzo
              wazne jest tez zeby mowic, co od niego chcesz i byc cierpliwa. Trzeba powtarzac
              mu zeby cos zrobil a nie wkurzac sie i robic samej. No najwazniejsze na koniec-
              POCHWALIC za to co zrobil, nawet jesli potem cichaczem bedziesz poprawiac jego
              prace :) Jesli go zganisz, to zniechecisz, lepiej przy nastepnym razie
              powiedziec mu jak Ty to robisz.
              • turzyca Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 19.07.07, 01:48
                "No najwazniejsze na koniec-POCHWALIC za to co zrobil, nawet jesli potem
                cichaczem bedziesz poprawiac jego prace :)"

                Pochwaly tak. Poprawki cichaczem nie!!!
                Mozna kogos pochwalic pokazujac jednoczesnie gdzie zrobil blad. Cos w stylu
                piatki z klasowki i trzech podkreslonych bledow ortograficznych. Nie nalezy mu
                tajniacko tych bledow poprawiac, prawda?
    • monisienek Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 18.07.07, 15:45
      U nas też od początku jest podział obowiązków.
      Tzn jak ja siedziałam w domu, to robiłam wszystko, ale jak oboje pracujemy, to
      mamy podzielone obowiązki.
      Nie ma żadnego czekania do ostateczności, że ja już nie daje rady, itp...

      Od razu na początku:
      JA robię: pranie, prasowanie swoich, mycie łazienki, połowa podłóg, kwiatki
      ON robi: wieszanie prania, prasowanie swoich, śmieci, połowa podłóg

      RAZEM: zakupy, od garów mamy zmywarkę, porządki okresowe

      I jest spokój. :O)))
    • gato.domestico Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 18.07.07, 17:32
      ja jem obiady w pracy wiec gotowanie w weekend :-) razem
      zakupy -chodzimy razem...sprzatanie roznie raz ja raz maz...
      ja piore tzn wrzucam do pralki i wywiesze na sznurku...no i zdejme ale nic nie
      prasuje:-) maz ma na szczescie luzna prace i nie musi chodzic pod krawatem :_)
      • napolnoc Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 18.07.07, 22:12
        A czemu piszecie o pomaganiu ??? To gdzie niby on mieszka, jak u Was w domu
        tylko czasem troche pomaga ????

        Dwoje doroslych ludzi razem dba o otoczenie, to chyba proste :)
        Powodzenia !
        • gato.domestico Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 18.07.07, 22:57
          no wlasnie...moj nie pomaga tylko robi to co powinin...i nikt nie ma o nic
          pretensji...
    • pronovia Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 26.07.07, 17:06
      Witam,

      Zauważyłam ciekawą prawidłowość: dziewczyny, które przyznają, że sprzątają w
      domu i piorą i prasują bez pomocy męża są uważane za męczennice, a te, które
      się "chwalą", że mąż za nie wszysko robi to bohaterki. Czyli nie żadna równość
      i podział, tylko kto sprawniej zwali na tę drugą osobę.

      Ja od trzech lat uczę moje kochanie mycia naczyń, w pierwszym roku
      przerabialiśmy mycie jako takie, w drugim nauczył się wypróżniać te sitka co są
      w zlewie, teraz jesteśmy na etapie przecierania zlewu szmatą po wykonaniu
      czynności :)
      • annb Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 26.07.07, 17:11
        a ja kupilam zmywarke
      • gato.domestico nie masz zbyt pojetnego meza :-)) 26.07.07, 17:51
        jesli "nauka" mycia naczyn zajela mu 3 lata!
      • napolnoc Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 26.07.07, 18:23
        >tylko kto sprawniej zwali na tę drugą osobę.


        ????
        O jakim Ty zwalaniu piszesz ????
        Przeciez jak w domu mieszkaja dwie dorosle osoby, to dwie osoby dziela sie
        obowiazkami i tyle...ani to bohaterstwo ani meczenstwo. Dorosly czlowiek potrafi
        sam zabrac z podlogi brudne gacie, uprac je, powiesic i nawet schowac do szafy.
        I naprawde zaden to wyczyn, bez wzgledu na plec.
        • pronovia Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 10:04
          Cytat nr 1:
          Niestety wiele kobiet uwaza, ze prace domowe to ich obowiazek niezaleznie od
          wszystkiego i to czyni je lepszymi osobami i zonami. Strasznie mnie to irytuje.
          Jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia na tym swiecie, ze zaharowywac sie
          sprzatajac, prasujac i gotujac, bo inaczej ktos pomysli ze jest sie zla zona,
          jest bez sensu.

          Cytat nr 2:

          bylam dzis w pracy - 12 godzin...a ze sobota to czas na sprzatanie w domu i
          zakupy, nie mialam kiedy tego zrobic (sklepy w soboty od 9 do 20, niedziele
          zamkiete)
          W drodze z pracy spotkalam kolege, mial za godzine zaczac koncert, to go na ta
          chwilke zaprosilam do domu, bo odprowadzil mnie pod drzwi, to nie moglam
          powiedziec ot, tak adieu.
          Wchodze do domu.
          Czysciutko.
          Oznajmilam M, ze kolega wstapil na piwko. Nie chcac przerywac dyskusji z kolega,
          rozsiedlismy sie na kanapie.Za chwile kazde z nas dostalo po zimnym piwku :-D
          M dolaczyl.
          Gdy kolega wyszedl, zahaczylam o kuchnie. Lodowka pelna.
          A M prosi mnie o kluczyk do piwnicy (tam mamy pralke), bo nie mial jak prania
          wstawic :-DDDDD

          Odpowiedź:
          gratuluje i trzymam kciuki zeby bylo jak najdluzej

          O to mi chodziło: gdyby tutaj jakiś facet opowiedział jak to przyprowadził do
          domu koleżankę, zasiedli na kanapie i dostali zimne piwko to nie byłoby
          hihihihi, ani hahahaha tylko krzyk, płacz i zgrzytanie zębów oraz bluzgi, że
          męski szowinista.

          Ja się absolutnie zagdzam, że dorosły człowiek podnosi po sobie gacie z podłogi
          i takie tam, ale u większości (większości, powtarzam, nie u wszystkich!!!!) pań
          nie widzę chęci traktowania faceta jako osoby dorosłej, tylko raczej jako
          czeladnika do przyuczenia.
          Pozdrawiam


          "If homo sapiens were in fact HOMO sapiens, is it why they're extinct?"

          • butterfly80 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 10:43
            o! jak dużo pracy przede mną....
            za rok wychodzę za mąż, w chwili obecnej mój Narzeczony mieszka z rodzicami. Mam
            do nich pretensje, że prawie 30.letni chłop nie umie nic zrobić. Ani ojciec ani
            matka nie nauczyli go niczego, a sam się też nie pchał, wyręczany przez mamę i
            siostry. Ostanio jak miałam spotkanie z przyszłymi teściami nie omieszkałam im
            powiedzieć,że mają jeszcze czas go czegoś nauczyć.
            Ale bez odzewu z ich strony.
            Staram się go nauczyć podstaw- typu brudne rzeczy do kosza, nie zostawiamy ich
            tam, gdzie się nam je rzuci... (jak bedzie je dalej tak rozrzucał, to ja nie mam
            skrupułow wywalić przez okno:)
            Wyobraźcie sobie, ze ten moj przyszły to nawet nie umiał sobie ubrań kupować!
            Nic! Ani bielizny, ani garniturów, ani butów nawet -wszystko mu mama kupowała :///
            Wzięłam niebożatko - wsadziłam do sklepu i miał sobie kupić co potrzebuje. Kupił
            i był niezadowolony, że tyle pieniedzy wydał! Jak mama kupowała, to i przecież
            płąciła, on nie miał pojecia ile kosztują jego majty....
            koszmar pod tym względem.
            jak te mamuśki mogą ze swoich synów robić takie niezdary??
            Teraz prosiłam mojego Ukochanego, by wyprowadził się ze swojego domu i
            powmieszkał sam - niech się czegokolwiek nauczy sam!
            nie wiem, czy mój pomysł jest dobry, ale stwierdziłam, ze niech się jeszcze do
            mnie nie wprowadza - jest zbyt "nieopierzony"
            co Wy na to?
          • napolnoc Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 10:45
            Zgodze sie z Toba :)

            Niestety wielu polskich facetow jest traktowanych jak dzieci. Najpierw
            nadgorliwe mamusie wyreczaja syneczkow we wszystkim, potem taki syneczek sie
            zeni, i jest wyreczany przez nadgorliwa zoneczke...i kiedy ten biedny facet ma
            dorosnac ?
            Z drugiej strony wcale sie im nie dziwie, ze uciekaja w wygodnictwo. Jakby mi
            ktos obiadki podawal, majtki pral i tylek wycieral, to tez bym to lubila :) A ze
            przy okazji jakies gderanie musze wysluchac i czasem po wielkim krzyku umyc
            podloge, to niewielka cena za osbobista sluzbe!
            • pronovia Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 11:06
              A ile z nas będzie potem tymi podcierającymi tyłek mamusiami gnębiącymi każdą
              kobietę, która zbliży się do synalka?
              • butterfly80 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 11:18
                pronovia napisała:

                > A ile z nas będzie potem tymi podcierającymi tyłek mamusiami gnębiącymi każdą
                > kobietę, która zbliży się do synalka?

                trzeba za wczasu uświadamiać Młode Matki.
                Mam nadzieję, że ja tak nie wychowam (o ile będę miała) swojego syna. Widzę w
                rodzinie - mali chłopcy zazwyczaj przez samą ciekawość i wrodzoną chęc
                udowodnienia światu chcą wykonywać rożne prace domowe. No i można małego
                nauczyć, by za sobą sprzątał. To chyba podstawa.
                a tymczasem - będę wychowywać prawie 30-letniego chłopca.
                Na początek - tzw."głęboka woda" - życie w pojedynkę- jak pomieszka sam, to moze
                czegoś się nauczy? czy nie jestem zbyt naiwna?
                • napolnoc Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 12:58
                  Poradzi sobie ;P

                  zastanawia mnie tylko jedno, jak to faceci po okresie mieszkania samemu, w
                  momencie gdy zamieszkaja z kobieta, nagle i bezpowrotnie traca umiejetnosc
                  prania, gotowania, sprzatania itd....hmmmm.....
          • belanna_torres Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 27.07.07, 22:09
            pronovia napisała:

            > i takie tam, ale u większości (większości, powtarzam, nie u wszystkich!!!!)
            pań nie widzę chęci traktowania faceta jako osoby dorosłej, tylko raczej jako
            > czeladnika do przyuczenia.
            A to dlatego, że polski tradycyjny model wychowywania synów zakładał, że mama
            robiła za delikwenta wszystko, więc jak się nagle okazuje, że on ma jakieś
            obowiązki w domu, to jest dla niego sensacyjna nowość, której musi się nauczyć.
            Inna sprawa, że większość mężczyzn (nie wiem dlaczego) brudu dookoła siebie nie
            zauważa. Prędzej się przykleją do podłogi niż zauważą, że trzeba ją umyć. Trzeba
            im więc powtarzać do znudzenia: to zrób, tamto zrób. Alternatywą jest robienie
            za niego wszystkiego. Jak ktoś widzi trzecie wyjście, to niech podpowie :-)
    • molle Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 29.07.07, 19:06
      jakas starsza kobitka mi opowiadala ze zaraz po slubie ugotowala mezowi obiad i
      umowila sie z nim ze on po tym obiedzie pozmywa, ale nie zrobil tego, byl bardzo
      "zmeczony", i ona tez nie pozmywala tylko na drugi dzien podala mu obiad na tych
      samych naczyniach co dzien wczesniej jedli, podobno mine mial straszna i od tej
      pory zawsze juz zmywal naczynia, niestety nie wiem jak radzila sobie z
      przystosowaniem go do innych obowiazkow
      • napolnoc Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 29.07.07, 19:58
        Moja ciotka podczas pierwszego prasowania spalila wszystkie koszule wujka. Takim
        sposobem ma problem prasowania z glowy, hehe, wujek musial sie nauczyc :DDD
        • agatita1982 Re: jak nauczylam meza pomagac w domu 05.08.07, 20:45
          Nic tylko pozazdrościć takiego faceta!
          mój jest chyba jedyny w swoim rodzaju i NIC na niego nie działa i nie podziała.
          żadne krzyki, wrzaski, prośby i błagania nic- czystość i porządek go nie
          interesują, a mnie szlag trafia od mieszkania w śmietniku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka