Wiecie co... ostatnio u mnie jest fajnie. Ale płacę za bycie tu i teraz, w tym strumieniu czasu... i muszę płacić za błędy kogoś przede mną, kto tak a nie inaczej wpłynął na kogoś swym zachowaniem i spowodował wyciągnięcie wniosków.
Ja też miałam swoje przejścia. Wyciągnęłam z nich co mogłam, o złym staram się nie pamiętać lub jeśli się wciska, to pamiętać jako o przestrodze. Ale nie zmienia się we mnie wiara w miłość, sens budowania relacji. Może ktoś powie, że za mało przeszłam, że jak się naprawdę nacierpię, to przestanę wierzyć. Ale ja zgodnie z mottem tego forum - nigdy nie jest za późno na miłość.
Trochę takie to nieskładne co napisałam. Wybrałam trudną drogę, bo chcę komuś pokazać, że da się, nawrócić ze zwątpienia. Nie wiem czy się uda. Ale się uparłam i mi zależy. Bo mam wrażenie, że warto walczyć. Trzymajcie kciuki. Albo nie trzymajcie, jeśli uważacie, że to bez sensu