Jestem po seansie filmowym ww. tytułu. Nie mam zamiaru spoilerować. Napiszę tylko, że bardzo, bardzo się dziwię, jak ludzie mogli zajadać (i to z apetytem) te wielgachne kubły popcornu i Bóg wie czego jeszcze, wpatrując się w prezentowane na ekranie obrazy krwi, limfy, wymiocin, spermy, rozrywanego ludzkiego ciała, umierającego w blaszanej misce dziecka .... I te wszystkie sceny mieszały się w sali kinowej z dźwiękami chlipania, siorbania, mlaskania, przychodzących na Messengera wiadomości i - od mniej więcej połowy filmu - płaczem niektórych widzek

Wstrząsające. Drastyczne. Mocne.
Co do ewentualnych przesłań filmu, wszystkie niedoskonałości figury w "prosty i przyjemny" sposób załatwi skalpel chirurga oraz cudowne wspomagacze urody typu botoks. Możesz jeść, co chcesz, nie uprawiać żadnego sportu. Korekta, a może i demontaż całego ciała z ponownym montażem, tyle że z nowymi częściami nada życiu nowych barw i spowoduje, że staniesz się piękny, bogaty, kochany, pożądany i szczęśliwy. Oby tylko jak mniej ludzi w to uwierzyło.