Dodaj do ulubionych

Forumowe Panie: - same, ale nie samotne.

01.05.21, 20:56
jako i dzieci -w tygodniu - nudza sie

zwlaszcza w pracy przy kompie. (za co pracodawcy im placa?)

i narzekaja na brak stalego partnera...

- zatem sa same...

ale..

na weekend ich tu nie widac...

wiec nie sa samotne

- zatem pewnie maja rodziny i znajomych...

za to jest tu kilku Panow.

Ci sa rzeczywiscie i sami i samotni

bo pisuja rowniez w weekendy.

_____________________________________
PS. osobiscie - nie jestem sam.
Obserwuj wątek
    • witrood Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 21:12
      A co to kogo obchodzi, za co im płacą? Jak chcą, to im płacą. A płaci się przeważnie za gotowość do pracy.
      Ja też mam rodzinę i znajomych i nie usycham z samotności. Ktoś tu usycha? Niech zatem podniesie rękę i naciśnie przycisk. wink
      A piszę, żeby nie zapomnieć, jak się pisze. Bo w robocie liczę albo co najwyżej piszę kody, A składnia tam jest dość ograniczona. wink
      • obrotowy Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 21:30
        witrood napisał:
        A płaci się przeważnie za gotowość do pracy.



        jako ekonomista nie ukrywam, ze wlasnie to mnie wqoorvia.

        - bo jednak placic sie powinno za prace i jej efekty

        a tu widac wyraznie - ile Pan przy kompie w godzinach pracy sie nudzi...

        w koncu fora powinny byc do zabawy w czasie wolnym...
          • obrotowy tak nie jest. 01.05.21, 21:46
            witrood napisał:
            > Jako ekonomista powinieneś wiedzieć, że pracodawca zatrudnia, kogo chce

            tak nie jest.
            jako ekonomista wiem, ze pracodawca zatrudnia tego, kogo znajdzie na rynku
            i ma podobnie zwiazane rece - jak i pracownik...
            tylko z drugiej strony.
            • witrood Re: tak nie jest. 01.05.21, 21:50
              I to tak ci spędza sen z powiek? A np. nie to, że Obajtek po technikum rolniczym zarządza Orlenem, który jest de facto spółką skarbu państwa i bierze za to miliony?
              • obrotowy Re: tak nie jest. 02.05.21, 02:12
                witrood napisał:

                > I to tak ci spędza sen z powiek?

                - w zadnym stopniu mi nie spedza.

                A np. nie to, że Obajtek po technikum rolniczym zarządza Orlenem,
                który jest de facto spółką skarbu państwa i bierze za to miliony?


                - pisalem juz tu kiedys, ze pracowalem w Orlenie (2 lata)

                a firma jest do dzis znakomicie zarzadzana, bo Prezes jest rylko od nadzoru politycznego.

                robote organizacyjna - robia tam inni
        • prawda_we_mgle Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 22:43
          obrotowy napisał:

          > - bo jednak placic sie powinno za prace i jej efekty
          > a tu widac wyraznie - ile Pan przy kompie w godzinach pracy sie nudzi...
          > w koncu fora powinny byc do zabawy w czasie wolnym...

          oj nie przesadzaj... jak człowiek odsapnie parę minut co jakiś czas, czytając te głupoty, między procedurką a sprawozdaniem - to jest ogólnie wydajniejszy...
          ja musze sobie robić płodozmian i z krótkimi przerwami, bo by mi się główka przegrzała wink

          Nikt tu wypracowań nie pisze 9wpisy są krótkie), a dodatkowo przypominam, że przy pracy przy komputerze przysługuje po każdej godzinie 5 minut odpoczynku od kompa wink ... także tego - nie starajmy się być świętsi od papieża wink ... skoro wiadomo, że w innych dziedzinach życia nam duuużo brakuje wink
    • prawda_we_mgle Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 22:48
      są jeszcze: książki, filmy, YT, fb, pisanie pamiętnika, szydełkowanie wink, ff/mastur.bacja, wyczesywanie zwierząt, gra na instrumentach, w ostateczności picie wódki...
      serio - nawet jak kobieta jest samotna, to niewykluczone, że pisanie na forum nie jest aktywnością pierwszego wyboru big_grin
      • searam Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 23:04
        prawda_we_mgle napisała:

        > są jeszcze: książki, filmy, YT, fb, pisanie pamiętnika, szydełkowanie wink, ff/ma
        > stur.bacja, wyczesywanie zwierząt, gra na instrumentach, w ostateczności picie
        > wódki...
        > serio - nawet jak kobieta jest samotna, to niewykluczone, że pisanie na forum n
        > ie jest aktywnością pierwszego wyboru big_grin
        Oooo..! Wyczesywanie zwierzat, Fascynujace zajecie.Kiedys w UK zamieszkalem chwilowo u (tak , tak.40+ ) pani.. ktora okazala sie byc posiadaczka 11(jedenastu) kotow i jednego psa...Obywalo sie bez wyczesywania gdyz wszystko bylo wszedzie..fotodokumentacja dla niedowiarkow.
        Picie wodki..? Fuj.To dla pospolstwa..ale. ze masturbacja..?i to ff..?! Dont get it..
        A samotna kobieta...? skoro jest na tym forum to juz nie jest samotna..Jest NASZA...wink
        • prawda_we_mgle Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 01.05.21, 23:11
          searam napisał:

          > Picie wodki..? Fuj.To dla pospolstwa..ale. ze masturbacja..?i to ff..?! Dont ge
          > t it..

          przełamanie oznacza możliwość wyboru wink w zależności od dostępności jedno albo drugie wink ... oj tam, oj tam... szczegóły tongue_out

          > A samotna kobieta...? skoro jest na tym forum to juz nie jest samotna..Jest NA
          > SZA...wink

          wy jesteście nieprawdziwi wink
              • searam Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 02.05.21, 00:04
                prawda_we_mgle napisała:

                > searam napisał:
                >
                > > Po co dostepnosc ? Nikt nam nie zrobi tak dobrze jak my sobie sami...!wink
                >
                > znam ja takich straconych dla kobiet samoobsługowych... zbyt dużo tongue_out wink
                >
                > lubię jeszcze zobaczyć ten błysk w męskim oku, zapalający się na myśl o:
                > youtu.be/rlTsMDm7Qg0
                "Zapalajacych sie na mysl."..czy " zapadajacych sie w..."
                Blysk...mglo_wprawdzie..zajarzy w meskim o.. ku..nimo.. np, soczewek..wink
            • obrotowy mlodzieniec... 02.05.21, 02:19
              searam napisał:
              Nikt nam nie zrobi tak dobrze jak my sobie sami...!wink


              mlodzieniec...

              gdyby tak bylo, to bym sie Panienkami w ogole nie zajmowal.

              - bo tak "poza tym" - to z nimi same klopoty.
              • prawda_we_mgle Re: mlodzieniec... 02.05.21, 11:50
                obrotowy napisał:

                > mlodzieniec...
                > gdyby tak bylo, to bym sie Panienkami w ogole nie zajmowal.
                > - bo tak "poza tym" - to z nimi same klopoty.

                Bo ty jesteś Obrotowy z innych czasów...
                teraz młodzież (i nie tylko) to w większości na ręcznym jedzie i wmawia sobie że im tak najlepiej, bo słabo ogarniają ogólnie rozumiane "stosunki międzyludzkie" wink
                • obrotowy odpowiem zgryzliwie :) 02.05.21, 16:07
                  prawda_we_mgle napisała:
                  > teraz młodzież (i nie tylko) to w większości na ręcznym jedzie i wmawia sobie ż
                  > e im tak najlepiej, bo słabo ogarniają ogólnie rozumiane "stosunki międzyludzkie" wink


                  odpowiem zgryzliwie :

                  - "kazden ma - nie to co lubi, ale to na co zasluguje" smile
    • akasha02 Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 02.05.21, 02:14
      Czasami czuję się samotna... Uczucie to mnie dopada różnie, ale przeważnie po nocach człowiek dużo rozmyśla i nie za bardzo jest, co takiego robić, by innych ludzi nie pobudzić.

      Jestem w dziwnym dla siebie momencie życia. Mam męża i dziecko i w sumie nic poza tym.

      Wiele lat temu, byłam tu, bo nie miałam ani jednego ani drugiego. A teraz, gdy moje "marzenia" spełniły się, wciąż coś jest nie tak.
      • anirat Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 02.05.21, 11:10
        Takie wpisy mnie trochę martwią, bo marzenia się spełniają, a to wszystko ciągle nie tak. Jestem jakby poza tym, bo już nie planuję wiązania się z kimś na stałe, ale czasem naprawdę dookoła mało ludzi, albo zajęci swoimi spawami.
        Może zwyczajnie nie umiemy pielęgnować związków, kontaktów z drugim człowiekiem? Sama szukam odpowiedzi na te pytania. A czas płynie, szybko płynie.
      • prawda_we_mgle Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 02.05.21, 11:53
        akasha02 napisał(a):

        > Wiele lat temu, byłam tu, bo nie miałam ani jednego ani drugiego. A teraz, gdy
        > moje "marzenia" spełniły się, wciąż coś jest nie tak.

        bo wciąż czegoś chcemy nowego, oszukując się, że to da nam upragnione szczęście...
        A to nieprawda: NIC Z ZEWNĄTRZ NIE DA NAM SZCZĘŚCIA.

        To podstawa buddyzmu, niestety każdy musi boleśnie przekonać się o tym na własnej skórze. To sie nazywa ROZWÓJ smile
        • akasha02 Re: Forumowe Panie: - same, ale nie samotne. 03.05.21, 01:36
          prawda_we_mgle napisała:

          > akasha02 napisał(a):
          >
          > > Jestem w dziwnym dla siebie momencie życia. Mam męża i dziecko i w sumie
          > nic po
          > > za tym.
          >
          > Uświadom sobie, jak wielkie szczęście masz i doceniaj... smile
          > Nic więcej nie da Ci szczęścia, tylko Ty sama dająca i przyjmująca w tych relac
          > jach... zapewniam smile

          Długo by opowiadać... Chyba już po prostu taki ze mnie typ, że nigdy nie będę w pełni zadowolona. Staram sobie przypominać te chwile, kiedy bardzo pragnęłam mieć własną rodzinę...
      • obrotowy hm... samo zycie :) 02.05.21, 16:11
        akasha02 napisał(a):
        > Wiele lat temu, byłam tu, bo nie miałam ani jednego ani drugiego.
        A teraz, gdy moje "marzenia" spełniły się, wciąż coś jest nie tak.


        hm... samo zycie smile

        gdy kiedys czlek byl sam - to wydawalo mu sie, ze wie - czego mu brakuje.

        a tera - gdy nie jest juz sam - to nadal mu czegos brakuje, tyle, ze nie wie - czego...
          • obrotowy tak tak, viem... 02.05.21, 16:47
            margott_2 napisała:
            > Bo w życiu wcale nie chodzi o to, żeby było lepiej.
            Chodzi o to, żeby było inaczej.


            tak tak, viem... - "lepsze wrogiem dobrego"

            a tak powaznie, - mnie jednak zawsze zalezalo na tym, by bylo "lepiej"...


            tylko, ze k... jak wielu innych - nie wiedzialem, co to "lepiej" ma oznaczac, ani w jaki sposob do tego dojsc...

            ale samo pragnienie "chcenia by bylo lepiej" przec w czlowieku tkwi...
            • akasha02 Re: tak tak, viem... 03.05.21, 01:47
              obrotowy napisał:

              > margott_2 napisała:
              > > Bo w życiu wcale nie chodzi o to, żeby było lepiej.
              > Chodzi o to, żeby było inaczej.
              >
              >
              > tak tak, viem... - "lepsze wrogiem dobrego"
              >
              > a tak powaznie, - mnie jednak zawsze zalezalo na tym, by bylo "lepiej"...
              >
              >
              > tylko, ze k... jak wielu innych - nie wiedzialem, co to "lepiej" ma oznaczac, a
              > ni w jaki sposob do tego dojsc...
              >
              > ale samo pragnienie "chcenia by bylo lepiej" przec w czlowieku tkwi...

              Myślałam, że podejmuję dobrą decyzję i to jest zmiana na lepsze.
        • akasha02 Re: hm... samo zycie :) 03.05.21, 01:43
          obrotowy napisał:

          > akasha02 napisał(a):

          > a tera - gdy nie jest juz sam - to nadal mu czegos brakuje, tyle, ze nie wie -
          > czego...

          Nie wiem czemu to wszystko musi być w moim przypadku takie skomplikowane. Jak patrzę na innych, to wydaje mi się, że nie mają takich dylematów.

          Kiedyś wydawało mi się, że jestem stworzona do życia w rodzinie. Gotowanie obiadków, sprzątanie, robienie prania, wspólne gry i zabawy z dziećmi - toć nie ma nic wspanialszego na świecie. Nie wiem, skąd miałam w sobie to przekonanie. Teraz wydaje mi się, że nie ma nic "piękniejszego" od życia bezdzietnego singla.
          • obrotowy poviem niezlosliwie :) 03.05.21, 02:15
            akasha02 napisał(a):
            > Kiedyś wydawało mi się, że jestem stworzona do życia w rodzinie. Gotowanie obia
            > dków, sprzątanie, robienie prania, wspólne gry i zabawy z dziećmi - toć nie ma
            > nic wspanialszego na świecie. Nie wiem, skąd miałam w sobie to przekonanie. Ter
            > az wydaje mi się, że nie ma nic "piękniejszego" od życia bezdzietnego singla.


            poviem niezlosliwie smile

            - jak sie nie obrocisz... - wlasna d... zawsze z tylu.

            eehh...
          • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 03.05.21, 22:18
            akasha02 napisał(a):


            > Nie wiem czemu to wszystko musi być w moim przypadku takie skomplikowane. Jak p
            > atrzę na innych, to wydaje mi się, że nie mają takich dylematów.

            mają, mają... tylko się do tego nie przyznają... zakładają swoje maski "szczęśliwej żony i matki" a ewentualne dylematy spychają głęboko do podświadomości...
            Ja tak kiedyś rozbroiłam moją starszą koleżankę: ona zaczęła opowiadać, jacy to jej synowie są cudowni, jak to ona uwielbia gotować swojej rodzinie... A ja akurat miałam swój dzień "pod prąd" i zamiast się wpisać w obrazek, mówię jej: a u mnie słabo... syn jest bardzo ciężki jako nastolatek, nie mam od niego dobrego słowa tylko zarzuty z dupy... a od tego codziennego wymyślania obiadów już mi się rzygać chce... mam takie fantazje, że wychodzę po bułki... i nigdy nie wracam...
            big_grin
            najpierw ją zatkało, a potem wylał jej sie strumień prawdy... że starszy zrobił sobie dziwna fryzurę (dredy wink) i popala zioło, że mąż ostatnio ciągle na nią warczy i że ona ogólnie czuje jakąś taką beznadzieję i często bez powodu jej sie płakać chce...
            big_grin big_grin
            popsioczyłyśmy sobie razem na czym świat stoi... i od razu nam się lżej na duszach zrobiło... wink

            Także nie wpędzaj się w poczucie winy, że nie czujesz się taka szczęśliwa, jak myślałaś - bo to zupełnie normalne smile

            > Kiedyś wydawało mi się, że jestem stworzona do życia w rodzinie. Gotowanie obia
            > dków, sprzątanie, robienie prania, wspólne gry i zabawy z dziećmi - toć nie ma
            > nic wspanialszego na świecie. Nie wiem, skąd miałam w sobie to przekonanie. Ter
            > az wydaje mi się, że nie ma nic "piękniejszego" od życia bezdzietnego singla.

            "Trawa za płotem zawsze bardziej zielona" wink
            tylko trzeba sobie z tego zdawać sprawę i świadomie dystansować od swoich mrzonek, doceniać co się ma smile
            • akasha02 Re: hm... samo zycie :) 03.05.21, 23:45
              Mam trudne dziecko, o wiele bardziej wymagające niż mogłam to sobie wyobrazić. Nie mam za bardzo pomocy. Mąż jest w domu tylko w weekendy. Koleżanek praktycznie tu nie mam. Teściowa przypilnuje mi dziecko, jak idę wyrzucić śmieci czy po pyrki do piwnicy, jest schorowana i nie posiedzi z dzieckiem zbyt długo. Żłobka nie mam w okolicy, na nianię nie za bardzo mnie stać, a dziecko od urodzenia ciągle płacze i krzyczy. Wystarczy pokiwać palcem, a ona już leży na podłodze i ryczy. Czasami już mi głową pęka.

              Szwagierka hmmm to taki typ Matki Polki, co ze swoim dzieckiem nigdy problemów nie miała. Ma zajebisty dom, zawsze pierwsi we wszystkim na wsi i nie rozumie, że komuś może być ciężko. Więc tam też nie chce mi się za bardzo chodzić. Choć jestem typem inyrowertyka, to potrzebuję z kimś dorosłym czasem pogadać, bez wysłuchiwania, że "moje dziecko to wstawało o 7, chodziło tylko w markowych ubrankach albo jak możesz dziecku nie nakładać czapki".
              • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 00:06
                aha. to w takim razie nie kwestia, że nie lubisz swojego etapu życia, tylko wpakowałaś się w schematy, które Cię po prostu uwierają na każdym kroku...

                Przeczekaj trochę, ale prędzej czy później pewnie zaczniesz sie tak dusić, że będziesz musiała coś zmienić...

                To, co kobiety robią najczęściej, to:
                przeprowadzka do większej aglomeracji, dziecko do przedszkola/żłobka, a ty do pracy...
                Mąż może na weekendy przyjeżdżać do ciebie w zdrowszym emocjonalnie miejscu... Na początku będzie się ciskał, ale to niech sobie pożyje twoim życiem przez parę miesięcy wink

                Mieszkanie bez kontaktu z ludźmi, z wyjątkiem szwagierki-chodzącego ideału i schorowanej teściowej, ciągła opieka nad płaczliwym dzieckiem, gdy męża nie ma na codzień - to Cię wykańcza psychicznie i nie dziwne...

                Pamiętaj, że najważniejszy jest prawidłowy rozwój emocjonalny dziecka, a tylko:
                szczęśliwa matka =szczęśliwe dziecko... Może ono płacze, bo czuje twoją frustrację? tak bywa... Przeanalizuj sobie na spokojnie... smile
                • akasha02 Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 00:36
                  Mąż nie chce wyprowadzki do miasta.

                  Niestety nie potrafiłam zrobić prawa jazdy i ostatnio, kiedy musiałam jechać z dzieckiem do miasta na badania... Okazało się, że są aż 2 autobusy i powrót zakończył się braniem taksówki. Mąż nie rozumie, że nie mam predyspozycji do jazdy autem. Kurs robiłam 2 razy bez powodzenia. I on nie wyobraża sobie życia w mieście, tylko przez to, że ja "nie chcę" jeździć autem. Poza tym jest pies. Czasem wydaje mi się, że on jest dla niego ważniejszy, bo on psa w bloku nie będzie męczyć.
                  • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 10:30
                    akasha02 napisał(a):

                    > Mąż nie chce wyprowadzki do miasta.
                    ...

                    No tak wyczułam klimat, choć tego nie napisałaś...
                    Pewnie jeszcze dla Ciebie za wcześnie (ja też do tego dochodziłam latami), ale... w życiu kobiety przychodzi taki czas, gdy ONA PYTA SIEBIE, CZEGO CHCE... I nie jest to egoizm, tylko dbanie o swoje potrzeby... bo tak naprawdę Ty sama jesteś jedynym, co masz na stałe w życiu.

                    A z ludźmi to jest tak: kto naprawdę chce CIEBIE - zawsze znajdzie sposób by z Tobą być...
                    A dla kogo jesteś funkcją, czy etapem - odpłynie prędzej czy później...

                    A na razie weź się zmuś do tego auta... ćwicz z mężem weekendami do upadłego... chyba każdy jest w stanie to prędzej czy później ogarnąć... Jak będziesz mogła jeździć samochodem - nie będziesz się czuła tak ubezwłasnowolniona na tej wsi... smile
                    • obrotowy niekoniecznie - nie krzywduj sobie :) 04.05.21, 18:02
                      prawda_we_mgle napisała:
                      > A dla kogo jesteś funkcją, czy etapem - odpłynie prędzej czy później...


                      niekoniecznie - nie krzywduj sobie smile

                      jesli ta funkcja jest uzyteczna (i nie za bardzo marudzaca)- to wygodnie ciagnie sie to do konca...
                    • kevinjohnmalcolm Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 18:55
                      prawda_we_mgle napisała:
                      > A na razie weź się zmuś do tego auta... ćwicz z mężem weekendami do upadłego...
                      > chyba każdy jest w stanie to prędzej czy później ogarnąć...

                      Zdecydowanie NIE polecam takiego rozwiązania. Są osoby, które w ogóle tego nie czują i niezależnie od liczby wyjeżdżonych godzin nie będzie im to szło. Zmuszanie się do jazdy w takiej sytuacji może być NIEBEZPIECZNE. Nie każdy jest do tego stworzony, a bez tej umiejętności też można żyć, tylko trzeba to sobie odpowiednio zorganizować.
                      • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 21:53
                        Dobra, dobra - niech Wam będzie... Ja tam z tych, że u mnie nie ma, że coś "się nie da"...
                        W przypadku akashy gra warta świeczki, bo mieszkać na wsi i bez środka lokomocji to naprawdę ciężko... No ale jak ma stwarzać zagrożenie na drodze to faktycznie...

                        Ale obiektywnie mamy mnóstwo szkodliwych przekonań na swój temat (ja tak miałam z matematyką) i czasem warto zrobić sporo, żeby je rozbroić.
                  • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 10:42
                    akasha02 napisał(a):

                    >Mąż nie rozumie, że nie mam predyspozycji do jazdy autem.

                    A jakieś przekonania, które sobie wbiliśmy do głowy - potrafią zniszczyć nam życie!
                    "nie mam predyspozycji" - nigdy tak o sobie nie myśl!
                    Afirmuj codziennie, wczuwając się energetycznie i emocjonalnie w to, że jeżdżenie samochodem jest super, że daje ci niesamowitą frajdę i wolność (w czasie teraźniejszym, tak, jakbyś już to uwielbiała robić... wyobraź sobie emocje, jakich doświadczasz gdy UWIELBIASZ prowadzić!
                    Serio, afirmacje działają... zapoznaj się z tematem, obejrzyj filmiki na YT - wszystko to kwestia zmiany fałszywego myślenia i odpowiedniego dostrojenia się..
                    uwierz, ze możesz przyciągnąć wiele dobrych rzeczy, jeśli tylko pozbędziesz się negatywnego myślenia.

                    i zajrzyj głęboko w siebie, czy przypadkiem ta "nieumiejętność dostosowania się do życia na wsi" to nie jest po prostu podświadoma niechęć do bycia w tamtym środowisku, która ujawnia się "nieumiejętnością nauczenia się prowadzić auto" smile
                    • tzn.aga Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 17:14
                      prawda_we_mgle napisała:

                      > akasha02 napisał(a):
                      >
                      > >Mąż nie rozumie, że nie mam predyspozycji do jazdy autem.
                      >
                      > A jakieś przekonania, które sobie wbiliśmy do głowy - potrafią zniszczyć nam ży
                      > cie!
                      > "nie mam predyspozycji" - nigdy tak o sobie nie myśl!
                      > Afirmuj codziennie, wczuwając się energetycznie i emocjonalnie w to, że jeżdżen
                      > ie samochodem jest super, że daje ci niesamowitą frajdę i wolność (w czasie ter
                      > aźniejszym, tak, jakbyś już to uwielbiała robić... wyobraź sobie emocje, jakich
                      > doświadczasz gdy UWIELBIASZ prowadzić!
                      > Serio, afirmacje działają... zapoznaj się z tematem, obejrzyj filmiki na YT - w
                      > szystko to kwestia zmiany fałszywego myślenia i odpowiedniego dostrojenia się..
                      > uwierz, ze możesz przyciągnąć wiele dobrych rzeczy, jeśli tylko pozbędziesz się
                      > negatywnego myślenia.
                      >
                      > i zajrzyj głęboko w siebie, czy przypadkiem ta "nieumiejętność dostosowania się
                      > do życia na wsi" to nie jest po prostu podświadoma niechęć do bycia w tamtym ś
                      > rodowisku, która ujawnia się "nieumiejętnością nauczenia się prowadzić auto" smile


                      Bzdury.
                      Afirmacja działa na uczucia, odczucia ale nie na umiejętności.
                      Ja też nie mam predyspozycji do prowadzenia auta. Próbowałam zrobić prawko prawie 20 lat temu, zdawałam wieeele razy. Nie zdałam.
                      Chciałabym bo jest praktyczne, samochód też by mi bardzo ułatwił wszelkie wyjazdy ale równocześnie sobie zdaję sprawę, że stwarzałabym zagrożenie na drodze.
                      Zresztą bardzo mnie dziwi to co piszesz bo większość kierowców reaguje na moje stwierdzenia akceptacją i podziwem, że zdaję sobie z tego sprawę i na siłę się nie cisnę na drogę.
                      Przekonując taką osobę do prawa jazdy wpychasz na drogę niebezpieczeństwo.

                      Dodam, że mój stosunek do prawa jazdy nie wynika z faktu, że tyle razy nie zdałam. Wcześniej już wiedziałam, że to nie dla mnie. Chciałam zrobić bo się przydaje. Moje doświadczenia jazdowo - egzaminacyjne tylko mnie uświadczyły w przekonaniu, że się nie nadaję.
                      • marcepanka313 Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 19:51
                        tzn.aga napisała:


                        > Bzdury.
                        > Afirmacja działa na uczucia, odczucia ale nie na umiejętności.
                        > Ja też nie mam predyspozycji do prowadzenia auta. Próbowałam zrobić prawko praw
                        > ie 20 lat temu, zdawałam wieeele razy. Nie zdałam.
                        > Chciałabym bo jest praktyczne, samochód też by mi bardzo ułatwił wszelkie wyjaz
                        > dy ale równocześnie sobie zdaję sprawę, że stwarzałabym zagrożenie na drodze.
                        > Zresztą bardzo mnie dziwi to co piszesz bo większość kierowców reaguje na moje
                        > stwierdzenia akceptacją i podziwem, że zdaję sobie z tego sprawę i na siłę się
                        > nie cisnę na drogę.
                        > Przekonując taką osobę do prawa jazdy wpychasz na drogę niebezpieczeństwo.
                        >
                        > Dodam, że mój stosunek do prawa jazdy nie wynika z faktu, że tyle razy nie zdał
                        > am. Wcześniej już wiedziałam, że to nie dla mnie. Chciałam zrobić bo się przyda
                        > je. Moje doświadczenia jazdowo - egzaminacyjne tylko mnie uświadczyły w przekon
                        > aniu, że się nie nadaję.


                        Robiłam i zrobiłam, bo chciałam, bo było potrzebne. Robiłam w tajemnicy. Dla mnie to była czysta frajda i przyjemność.
                        W tym samym czasie robiła moja znajoma, która miała tak paraliżujący lęk przed wyjazdem na miasto, że instruktor zasugerował wizytę u psychologa. Nie podeszła do egzaminu, tym bardziej, że prawko nie było jej aż tak niezbędne.
                        Nie każdy mieć musi, nie każdy powinien....
                      • prawda_we_mgle Re: hm... samo zycie :) 04.05.21, 22:02
                        tzn.aga napisała:

                        > Bzdury.
                        > Afirmacja działa na uczucia, odczucia ale nie na umiejętności.
                        > Ja też nie mam predyspozycji do prowadzenia auta. Próbowałam zrobić prawko praw
                        > ie 20 lat temu, zdawałam wieeele razy. Nie zdałam.

                        Rozumiem, ale nie znamy akashy, a w całej sytuacji jest jeszcze wątek psychologiczny, że ona jest trochę podduszona tą wiejską atmosferą...
                        Nie wiemy, czy brak predyspozycji jest prawdziwy, czy to tylko silnie zakorzenione przekonanie... Afirmacja mogłaby to wyjaśnić.
                        Ja tam bym się łapała różnych sposobów, zanim bym złożyła broń w takiej ważnej sprawie.
                        • akasha02 Re: hm... samo zycie :) 05.05.21, 02:57
                          Historia mojego prawka jest trochę skomplikowana. Jak wszystko u mnie, zresztą😉

                          Może gdybym zdecydowała się na naukę z 10 lat temu, byłabym pojętniejsza. Nie wiem, ale odwagi na spróbowanie starczyło mi dopiero po trzydziestce.

                          Byłam wówczas na praktykach w hospicjum, dokąd od siebie z wioski dojeżdżałam rowerem, a które znajduje się na końcu miasta i autobus tam nie dojeżdża. Miałam o tyle fajnie, że jak padało mogłam po prostu nie przyjechać, odrobić to innego dnia. Nie wiem ile robiłam km, ale droga czasami prowadzi tam pod górkę, bywało mi ciężko dojechać. Praktyki przebiegały dość dobrze, na koniec zostałam pochwalona przez siostrę przełożoną. Ojciec dyrektor powiedział, że budują nowy oddział i widzi mnie w zespole, tylko muszę się uzbroić w cierpliwość i poczekać parę miesięcy na jego otwarcie.

                          Wtedy pomyślałam, że ciężko mi będzie wiosna, lato, jesień, zima dojeżdżać taki kawał. To co zarobiłam podczas pracy sezonowej postanowiłam wydać na prawko.

                          Podeszlam do tego na zasadzie, uda się to fajnie, ale jeśli się nie nadaje, no to trudno. Niestety moja matka, a później poznany mąż dużo bardziej przeżywają tą moją porażkę.

                          No więc zapisałam się na lekcje. Teoria poszła jako tako, choć z pierwszeństwem na krzyżówkach miałam problem. Po dwóch latach nie za dużo teraz pamiętam, wtedy powiedzmy, że wiedza teoretyczna była dobra, bo zdałam egzamin za pierwszym razem.

                          Ale jazda to był dla mnie koszmar. Najpierw w moim małym mieście. Ciągle jeździłam jak pijany zająć. I wiecznie problem z ruszaniem. Szkoła niby bezstresowa, ale instruktorka potrafiła czasem dopiec.

                          Potem była jazda w mieście docelowym. Tutaj co lekcja to na innym aucie i z innym instruktorem. Nie umiałam się tak przestawiać. Dla mnie w każdym sprzęgło chodziło inaczej. Instruktorzy też różnie mówili, jeden kazał robić tak inny siak.

                          W trakcie tego prawka poznalam męża. Naciskał na przeprowadzkę do niego. Kiedy wyrobiłam wszystkie godziny jazdy, a wciąż jeździć nie umiałam naciskał, żebym nie brała tam jazd dodatkowych, tylko przeniosła się do szkoły, gdzie on prawko robił i uczyła się w łatwym i przyjemnym dla kierowców miasteczku. Prawdę mówiąc, tak nie lubiłam tamtej szkoły, że na to przystałam.

                          Tutaj się okazało, że kompletnie nic nie umiem i ciągle do kupowałam jazdy i dokupowałam. Wyszło mi bodajże 60 godzin i nadal twierdzili, że jeszcze nie, że muszę brać następne i mnie do egzaminu nie dopuszczą. Tutaj też jeździliśmy kilkoma autami i z kilkoma instruktorami.

                          Nie miałam już finansów i sił na kolejne lekcje lub kolejna zmianę szkoły. Jestem pewna, że w następnej byłoby podobnie.

                          Myślę, że nie mam predyspozycji, bo:
                          1) sam fakt, że usiadłam za kierownicą bardzo mocno mnie stresuje. Nieraz noga mi latała jak szalona. Leki uspokajajace trochę pomagały, ale znowuż spowalniał moje i tak powolne ruchy. Byłam nadwyraz spokojna, w sytuacjach, które napawały strachem instruktorow😉 No a nie o taki efekt chodzi.
                          2) mimo że okulista zezwolił mi na robienie prawka, to mój wzrok pozostawia wiele do życzenia. Nie pojadę w ogóle nocą. Mam problem ze światłami, oślepiają mnie nawet lampy drogowe. Zdrowy człowiek już z daleka wie, co widnieje na znaku, może się odpowiednio przygotować... Ja niestety zanim odczytam znak mija trochę czasu.

                          3) nie mam podzielności uwagi. Nie umiem jednoczesnie rozglądać się na boki, patrzeć na prędkościomierz, operować pedałami, jedna ręka kierować, drugą zmieniać biegi.

                          4) doszlo do sytuacji, kiedy dojechałam do skrzyżowania, powinnam puścić autobus, bo miałam go po prawej stronie, a ja go po prostu nie widziałam. Widziałam tylko tą drogę przede mną, gdzie chciałam ruszyć dalej i jechać. Wtedy byłam juz pewna, że stanowię zagrożenie na drodze.

                          5) nie widziałam też parę razy pieszych wchodzących na pasy...

                          6) po 60 godzinach jazdy nadal nie umiałam ruszać bezproblemowo

                          7)spedzalam multum czasu na ustawianiu lusterek, w trakcie jazdy okazywało się, że i tak nic nie widze

                          8)parkowanie...tylko przodem, reszta manewrów, to jakaś abstrakcja.

                          Wiecie co najgorsze? Po paru miesiącach zadzwonili z hospicjum, że mnie zapraszają do pracy, a ja musiałam powiedzieć, że niestety, ale wyprowadziłam się. I tu gdzie mieszkam obecnie trzykrotnie musiałam zrezygnować z pracy, bo autobusy i pociągi są, ale nigdy o odpowiednich godzinach. A na rower są tu za duże odległości.

                          O matko. Wypracowanie mi wyszło.

                          • akasha02 Re: hm... samo zycie :) 05.05.21, 03:32
                            Jeszcze dodam, że do mojego męża nie dociera, że nie wsiądę i nie pojadę. Prosił zimą, żebym przepaliła auto, udałam, że zapomniałam. Mam taki lęk, że nic nie pamiętam, że nie wsiądę już nawet tylko auto odpalić. Mam lęk, że coś porąbie, ono ruszy i wjadę w dom🤷‍♀️ Mąż uważa, że to jak z jazdą z rowerem, wsiądę i pojadę,, wezmę 2 lekcje i już mnie dopuszcza do egzaminu... Jakim cudem, skoro po 60 godzinach nie dopuścili? Nie umiem mu tego wytłumaczyć.
                            • tzn.aga Re: hm... samo zycie :) 05.05.21, 11:47
                              akasha02 napisał(a):

                              > Jeszcze dodam, że do mojego męża nie dociera, że nie wsiądę i nie pojadę. Prosi
                              > ł zimą, żebym przepaliła auto, udałam, że zapomniałam. Mam taki lęk, że nic nie
                              > pamiętam, że nie wsiądę już nawet tylko auto odpalić. Mam lęk, że coś porąbie,
                              > ono ruszy i wjadę w dom🤷‍♀️ Mąż uważa, że to jak z jazdą z rowerem, wsiądę i
                              > pojadę,, wezmę 2 lekcje i już mnie dopuszcza do egzaminu... Jakim cudem, skoro
                              > po 60 godzinach nie dopuścili? Nie umiem mu tego wytłumaczyć.

                              W zależności od dystansu i rodzaju drogi polecam rower elektryczny lub hulajnogę elektryczną.

                              To dziwne, że mąż - poznany w czasie kursu - nie wie o twoich wewnętrznych rozterkach w tym temacie.
          • gwen75 Re: hm... samo zycie :) 05.05.21, 09:34
            akasha02 napisał(a):

            > Teraz wydaje mi się, że nie ma nic "piękniejszego" od życia bezdzietnego singla.

            To zdanie powinni sobie wyryć w umyśle i sercu wszyscy, którzy tu narzekają na swój stan pojedynczości wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka