Dodaj do ulubionych

koty i pies

04.04.08, 15:44
Za dwa miesiące przeprowadzam sie do wolnostojącego domu męża. Razem z dwoma
kotami wychowanymi w małym mieszkaniu, po kastracji i sterylizacji. Mąż ma w
domu, a w zasadzie przed domem owczarka podhalańskiego, raczej nie
przepadającego za kotami. Bardzo się boję tej przeprowadzki. Koty co prawda
będą mieszkały w domu, ale wiadomo że i na ogród wyjdą. Czy są jakieś sposoby,
żeby pies nie zjadł moich kotów? Strasznie bym nie chciała się z nimi
rozstawać, ale niektórzy straszą ze może sie to tragicznie skończyć. Może ktoś
miał podobne doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • przeciwcialo Re: koty i pies 04.04.08, 19:33
      Ja mam psa wzietego ze schroniska o którym wiedziałam że lubi koty.
      I tak jest. Może to jest rozwiązanie?
    • rezurekcja Re: koty i pies 04.04.08, 20:16
      katka76 napisała:

      > w zasadzie przed domem owczarka podhalańskiego, raczej nie
      > przepadającego za kotami. Bardzo się boję tej przeprowadzki. Koty
      co prawda
      > będą mieszkały w domu, ale wiadomo że i na ogród wyjdą. Czy są
      jakieś sposoby,
      > żeby pies nie zjadł moich kotów?

      Czarno widze.
      MAm psa ze schroniska, ktory nie mogl zostac w domu tymczasowym,
      mimo ze opiekunka chciala go zatrzymac, bo koty byly dla niego
      obiektem co najmniej do gonienia jesli nie do zjedzenia.
      Musieli sie rozstac, dziewczyna z zalem, pies - trudno wyczuc.
      Do dzis - a jest u mnie ponad 3 lata - musze go starannie izolowac
      od wszelkich kotow i innych malych zwierzat. Moge sie tylko
      domyslac, co by zrobil, gdyby dopadl. Na spcerze mam oczy dookola
      glowy, bo okolica mocno zakocona. Pies oczywiscie zawsze na smyczy.
      Oczywiscie, moze sie okazac, ze w przyapdku Waszych zwierzat dobrze
      sie skonczy, w koncu przyjaznie miedzy psem i kotem sie zdarzaja
      (mielismy i taka pare), ale przygotuj sie raczej na ciezkie chwile.
      • mist3 Re: koty i pies 04.04.08, 20:39
        a nie możesz kotom zrobić woliery? żeby mogły wyjść ale pies do nich nie miał
        dostępu?
        no i może psa daloby się wyszkolić?
    • 111majka Re: koty i pies 04.04.08, 21:04
      Widzę, że już tu jesteś :)
      Miałam dwie suczki wilkowate, jedna przybłęda, druga ze schroniska. Pierwsza
      miała już 11 lat, druga ze 4.
      Wzięliśmy kota młodego. Pokazywaliśmy go pomału suczkom. Starsza nie była do
      niego miło nastawiona, ale nic mu nie robiła. Mlodsza nie odstępowała go na
      krok, patrzyli sobie godzinami w oczy. Po miesiącu zaczęły się razem bawić i
      była wielka miłość.
      Tu są na ostatnim zdjęciu. Wcześniejsze już z nowym kotem
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,631,77742292.html
      Gdy starsza suczka odeszła - wzięliśmy inną ze schroniska, podobną do posokowca
      bawarskiego, bardzo szybką i trochę agresywną. Niestety gdy ją przywieźliśmy,
      kot akurat miał "wychodne", wracal na ogół po 2-3 dniach. Niestety - bo nie
      mogliśmy jakoś ich ze sobą poznać. Gdy wrócił, nowa sunia już czuła się "u
      siebie". Kot oczywiście też wrócił do "swojego" domu niczego się nie
      spodziewając. Spotkanie było straszne, suka się na niego rzuciła. Kot zdążył
      uciec, a ja zostalam z wyrzutem sumienia, że sprowadziłam do domu kociego
      mordercę...
      Po jakimś czasie kot zaczął przychodzić, ale tylko na piętro domku przez okno.
      Mieszkał na gorze, gdzie psy nigdy nie miały wstępu. Mimo, że psy biegaly sobie
      zawsze też po dworze - nigdy nie doszło do spotkania. "Nowa" suczka gdy słyszała
      kota na górze dostawala furii.
      Ale kot wybral towarzystwo sąsiadow, którzy mieli inne koty, zamieszkał w końcu
      u nich, a my się przeprowadziliśmy.
      Niedawno syn przyniósł mlodego kociaka do domu. Nie chciałam się zgodzić na
      niego, bo przecież mieliśmy "kociego mordercę". Obiecywał, że będzie mieszkał
      tylko na górze, był mróz i nie miałam serca odmowić.
      Cały czas mi było szkoda, że trzy stworzenia nie będą nigdy mogły przebywać ze sobą.
      Ale kot czasem sam otwieral drzwi pokoju i z gory patrzył na psie towarzystwo,
      które oczywiście z zadartymi łebkami gapiło się na niego. Suki nie wchodzą tutaj
      też na piętro. Czasem kot zszedł cicho na dół niezauważony nawet przez nie...
      Od czasu do czasu zaczęliśmy brać go na rękach na dół, żeby jednak nie było
      kiedyś niespodzianki. Suczki oczywiście go obwąchiwaly, kociamorderczyni
      zachowywała się wyjątkowo spokojnie.
      Teraz kot chodzi już wszędzie. Pierwsza suczka się w niego wpatruje (jak na
      zdjęciach), czasem dostanie od niego leciutko po pyszczku, on się przed nią
      nawqet kładzie na plecach, machając łapkami...
      A ta druga na początku go omijała, nie podchodziła do niego. Teraz go czasem
      dość nachalnie obwąchuje (kot ma to w nosie).

      Oj, ale się rozpisałam :)
      Ale chciałam pokazać, że chyba największego kociego wroga można jakoś do kota
      przyzwyczaić.
      O, mieliśmy jeszcze jednego kotka. Wzięliśmy go, gdy była tylko tamta napierwsza
      suczka. To było dziwne, bo kiedy tylko kot (mały był) schodził z mebli na
      podłogę - ona brała jego lepek do pyska. Kot nie miał chyba instynktu
      samozachowawczego że na to pozwalał. Puszczała go jak zapiszczal, albo jej się
      znudziło. Potem chodził taki obśliniony jak mokry szczur. Znaleźliśmy go kiedyś
      już nieżywego w ogrodzie. Możliwe, że za długo go trzymała... Ale on się wcale
      nie bronił, nigdy nie dał jej łapką po pyszczku, ona też nie reagowała na niego
      jakoś niespokojnie. Może to tak z miłości....

      Myślę, że uda Ci się jakoś pogodzić Wasze towarzystwo. Tylko trzeba pokazać, że
      i pies i koty są u siebie, że mieszkają tu razem. Pokazać oczywiście z daleka,
      żeby nie spotkały się po raz pierwszy przypadkowo. Niech wiedzą o sobie, niech
      się wyczuwają.
      I nie dawać powodow do zazdrości.

      Powodzenia Wam życzę :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka