Gość: albert
IP: *.pl
24.05.02, 19:22
Na ten temat powiedziano juz wiele w kilku wątkach.
Ustalmy fakty:
Przez 1000 lat Lwów był miastem polskim.
Obecnie jest miastem ukraińskim (czy to się nam podoba czy nie podoba).
Okoliczności i decyzje o zmianie przynależności Lwowa
podejmowano przy nieobecności przedstawicieli Polski
(ale byli tam nasi przyjaciele),
ale również przy nieobecności przedstawiecieli niepodległej Ukrainy.
Nie dziwmy sie zatem, ze dzisaij niepodległa Ukraina nie chce tablicy
upamiętniającej "bohaterskich polskich obrońców" (na cmentarz zgadza się)
tak samo jak my nie chcmy we Wrocławiu pomnika
"bohaterskich obrońców Wrocławia z 1945 roku".
I musimu te fakty przyjąć do wiadomości albo też ich nie przyjąć.
Jeżeli przyjmiemy je do wiadomości to przyjmijmy tez stanowisko władz Lwowa.
Jeżeli nie przyjmiemy tych faktów to przywróćmy stan poprzedni (sprzed 1939
roku).
Mamy dwie mozliwoeści: w drodze pokojowej lub wojennej.
W drodsze pokojowej możemy wystąpic o anulowanie decyzji Wielkich Mocarstw
z Jałty i Poczdamu. Jestm pewien, że Niemcy nas w tym poprą,
a i ówczesni i obecni przyjaciele też. Ostatni uczestnik konferencji, który
mógłby nie zgodzić się - ZSRR - nie istnieje więc nie ma sprawy.
Gdyby jednak nie udało się na drodze pokojowej to pozostaje droga wojenna.
Przez 50 lat nie mielismy zadnych szans w starciu z ZSRR.
Ale teraz mamy duże szanse z Ukrainą.
I sądzę, że w miarę szybko udałoby si przywrócić stan przedwojenny.
A wielu zwolenników polskiego Lwowa i tablicy cmentarnej wzięłoby udział
w wyzwalaniu Lwowa, i wielu z nich najprawdopodobniej
zapewniłoby sobie miejsce na nowym cmentarzu,
na którym umieślciliby płytę o tak chcianej treści
"dla bohaterskich wyzwolicieli Lwowa".
Czy to jest logiczne ?