hymen
05.05.05, 08:41
Pierwszy trafił mu się podczas snu. Przeleciał przed nosem śpiącego psa,
jakby niby nic. Czujny sen przerwany został natychmiast, lecz do czasu
nabrania impetu, kot był prawie na płocie. Właściwie tego pierwszego można by
mu nie zaliczyć, gdyż psiak jedynie trącił go lekko w ostatniej chwili. Drugi
nieopatrznie wlazł na osobiste tereny psa pod oknem. Gdy się połapał, została
mu jedyna droga ucieczki, do domu przez okno. Pies za nim. Nie rozwodząc się
zbytnio, wyglądało to jak obrazki z discovery ukazujące niszczycielską siłę
tornada. Trudno przyznać tu wygraną gonitwy, ale oba dwa zwierzaki wyszły z
tego mocno poturbowane. Trzeci trafił się w parku. Pies dojrzał go z daleka i
z całą swoją prędkością popędził w jego kierunku. Kot skierował się ku
najbliższemu drzewu szybko się nań wskrabując. Ale przeliczył się. Pies z
rozpędu wbiegł na drzewo do pierwszej gałęzi, na której przysiadł kot. Złapał
go i razem z nim w pysku spadł z około dwóch metrów. Następnie potarmosił go
lekko i postawił. Kot stał nieruchomo. Złapał go więc ponownie, potarmosił i
znowu postawił. Wtedy kot ruszył z kopyta, pies za nim. Złapał go jeszcze
kilka razy, za każdym razem tarmosząc i stawiając na nogi. Aż wreszcie
znudziło mu się. Z czwartym była gonitwa po ogrodzie. Tu muszę uznać wygraną
kota, gdyż choć kilka razy pies go szturchnął łapą lub pyskiem, jednak nie
udało mu się go dorwać. Ostatnie spotkanie miało miejsce w zaułku wśród
krzewów. Dorodny kocur, piękny i okazały ani myślał ustąpić. Wygrzewał się na
słoneczku i tylko głośno parsknął. Pies zbity z tropu w pierwszej chwili
stanął jak wryty. Jednak już w następnej poszedł na całego. Kot lekko
odskoczył i pies trafił w próżnię. Odbił się jednak błyskawicznie od ziemi i
ponowił atak sięgając sierści kocura. Wtedy poznał siłę pazurów. Skowycząc
odskoczył na chwilę. W ten sposób kotłowali się przez dobrych parę minut. Kot
wyraźnie dostawał manto, aż wreszcie zrezygnował i czmychnął w zarośla.