IP: 213.216.66.* 22.05.03, 08:59
Eisler o "marcowych" emigrantach
22.05.2003 08:09
Kilkuset emigrantów z marca 1968 r. powinno odpowiadać za swe przestępstwa z
okresu stalinowskiego - ocenia historyk PRL, szef warszawskiego oddziału
Instytutu Pamięci Narodowej prof. Jerzy Eisler.

Wypowiadając się dla najnowszego, poświęconego Marcowi 1968 r. "Biuletynu
IPN" z marca-kwietnia br., Eisler powiedział m.in.: - Trzeba dopowiedzieć
jedną rzecz - to też jest temat wstydliwy - i doszedłem do tego po pewnym
czasie od wydania mojej pierwszej książki na ten temat. Wśród tych kilkunastu
tysięcy ludzi, którzy wtedy wyemigrowali z Polski, byli i tacy, którzy nie
powinni wyemigrować, ale powinni stawić się przed prokuratorem z racji swojej
działalności w aparacie bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej, sądownictwie
wojskowym w okresie stalinowskim.

Według Eislera, takich osób było "prawdopodobnie kilkaset, ale to dopiero
należy dokładnie zbadać". - Były takie sytuacje, że ktoś padł ofiarą w 1968
r.; wtedy wyrzucono go z partii, usunięto z zajmowanego stanowiska i w
efekcie w atmosferze zaszczucia wyjechał z Polski, ale to nie przekreśliło
jego wcześniejszych "dokonań" - powiedział Eisler.

Wymienił przykład Heleny Wolińskiej, stalinowskiego prokuratora wojskowego, o
której ekstradycję Polska wystąpiła kilka lat temu do Wielkiej Brytanii
(ostatecznej odpowiedzi wciąż nie ma - red.). - Powinna ona odpowiadać za
swoją działalność z okresu stalinowskiego, ale to nie zmienia faktu, że w
1968 r. rzeczywiście była ofiarą nagonki antysemickiej - oświadczył Eisler.


5040
Obserwuj wątek
    • gini Re: bingo! 22.05.03, 09:14
      Nr 50 z 1998 r.



      Inkwizytor Wolińska



      Jedną z prominentnych osób — typowych i reprezentatywnych dla partyjnej
      oligarchii, architektów terroru i bratobójczych mordów, była i pozostaje Helena
      Wolińska, prokurator wojskowy, pułkownik LWP. Żona Jóźwiaka — „Witolda”, szefa
      sztabu Armii Ludowej i komendanta głównego Milicji Obywatelskiej, generała i
      oczywiście wysokiego funkcjonariusza PZPR. Także agenta NKWD. Później żona
      profesora Brusa, oficera politycznego z armii Berlinga.

      Kobieta-inkwizytor, która „lekką, kobiecą ręką” kierowaną zajadłą nienawiścią,
      tworzyła zastępy wdów i sierot, zrozpaczonych rodziców i przyjaciół, do dzisiaj
      opłakujących tych, którzy byli dumą Polski.

      Naszej Polski.

      Inkwizytora, który z pogardą odmawiał widzeń z uwięzionymi, torturowanymi w
      śledztwie więźniami politycznymi i dostarczenia im skromnych, biednych paczek
      żywnościowych, o co prosili jak o łaskę... Który odmawiał skazanym na śmierć
      ostatnich, przed egzekucją, pożegnań.

      Aby potem, w 1968 roku — kiedy nie żył już od dawna generał „Nil” — Emil
      Fieldorf i dziesiątki tych, do których śmierci się przyczyniła, tą samą ręką i
      piórem, postanowiła wystąpić z prośbą do władz brytyjskich o prawo pobytu na
      Wyspach, co uzasadniała prześladowaniami antysemickich Polaków.

      Dostała to prawo pobytu, a z czasem i brytyjskie obywatelstwo.

      Ona, wcześniej zapiekły wróg Zachodu i jego wartości.

      Ona, która bezlitośnie niszczyła wszystkich tych, którzy nie godzili się z
      komunistyczną administracją sprawowaną pod kuratelą Moskwy...

      Która dobijała dziesiątki oficerów i żołnierzy AK, NSZ, WiN, ROAK oraz
      stronników organizacji narodowych, reprezentujących te same wartości i te same
      cele co antykomunistyczny Zachód.

      Jaką godność i o jakiej moralności może mówić dawny inkwizytor, który swoją
      przynależność państwową gotów był przehandlować za to, co pozwalało mu uciec z
      kraju popełnionych zbrodni i gdzie są — lub ich nie można odnaleźć do dzisiaj —
      mogiły tych, których swoimi sądowymi wyrokami pozbawiła życia.

      Należała do koszmarnej kameryli peerelowskich prawników i pseudooficerów,
      którzy dzisiaj mówią, że „crying...) mieliśmy przecież, my UB-owcy, polskie orzełki
      na czapkach”. Można zrozumieć, że postkomuniści robią dzisiaj wszystko, aby
      pomniejszać swoją kolaborację i służalczość wobec ZSRR i ratować resztki
      swojego narodowego sumienia, które kiedyś pozwalało im robić to, co utrwaliło
      się w naszej pamięci i w naszych, żywych jeszcze dzisiaj, oczach. Oni, sprawcy
      terroru lat 1944-49, kiedy wymordowano ponad 10 000 ludzi, a drugie tyle
      wywieziono do kopalni Donbasu, gdzie umierali wyniszczeni nadludzką pracą...

      Terroru, który w kilku powojennych latach zaowocował ponad 2000 wyroków śmierci
      i uwięzieniem w aresztach, więzieniach i obozach przymusowej, pracy ponad 250
      000 ludzi...

      Czynili to polscy komuniści, dla których — co sami deklarowali — ZSRR
      był „crying...) niedościgłym wzorem i przykładem”. Rzeczywiście niedościgłym. Bo
      tam, w tym kraju „przywództwa walki o pokój i szczęśliwość narodów” w ciągu
      kilkunastu miesięcy potrafiono wydać 650 000 wyroków śmierci. Unicestwiając w
      strasznym umęczeniu, upodleniu i nieludzkiej poniewierce kilkadziesiąt milionów
      ludzi, którzy rozpaczliwie chcieli żyć. Ale tu nie chodzi o licytację liczbami
      trupów. I nie o przypominanie, jak umierał kapitan WP Józef Batory ps. „Argus”
      oficer Armii Krajowej i WiN, aresztowany w 1947 roku i po trzyletnim (!!!)
      śledztwie skazany na dwukrotną karę śmierci, stracony 1 marca 1951 roku w
      więzieniu mokotowskim w Warszawie. Sześć lat po wojnie!

      Czy Tadeusz Bejta, żołnierz AK, uczestnik Warszawskiego Powstania, kawaler
      Krzyża Walecznych, otrzymanego z rąk Bora-Komorowskiego. Tadeusza porwano w
      Berlinie w 1948 roku i stracono w Warszawie 11 lutego 1949 roku.

      Jak umierał i co czuł stracony 14 kwietnia 1950 roku w więzieniu mokotowskim
      porucznik Edmund Bukowski ps. „Zbyszek”, żołnierz SZP, ZWZ i AK, kawaler orderu
      wojennego Virtuti Militari i dwukrotnego Krzyża Walecznych?

      Albo kapitan Zygmunt Wolanin ps. „Zenon”, szef Akcji Specjalnej i PAS Okręgu
      Lubelskiego Narodowych Sił Zbrojnych i NZW, stracony 19 marca 1946 roku w
      więzieniu mokotowskim w Warszawie?

      Czy pułkownik pilot Szczepan Ścibor, kawaler orderu VM z 305 Dywizjonu
      Bombowego z Francji i Wielkiej Brytanii, skazany na karę śmierci i stracony 7
      sierpnia 1952 roku w mokotowskiej katowni. Siedem lat po skończonej wojnie?

      Czy major Ludwik Swider, aresztowany przez Sowietów w 1951 roku w Berlinie i
      przekazany „polskim towarzyszom”, po to, aby być straconym, z wyroku
      peerelowskiego sądu, 19 grudnia 1952 roku, tuż przed świętami Bożego
      Narodzenia...

      Albo los podporucznika Zygmunta Lercela, żołnierza września 1939 roku, członka
      Armii Krajowej w oddziale mjr. „Skali” w Obwodzie Kraków. Aresztowanego przez
      NKWD. Potem — po ucieczce w II Korpusie Polskim we Włoszech w 3 Dywizji
      Strzelców Karpackich, u „Andersa”. Po powrocie do swojego kraju, aresztowanego,
      skazanego na karę śmierci i straconego 1 czerwca 1950 roku, pięć lat po wojnie,
      w której walczył od pierwszego dnia o Polskę. Przeżył, aby zginąć z rąk
      komunistycznych rodaków. Rodaków?

      Czy Władysław Lisiecki, od „szkolnych lat” — jak sam pisał — działacz
      Stronnictwa Narodowego. Więzień gestapo. I obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu
      i Buchenwaldzie, które przeżył. Później redaktor Orła Białego — pisma II
      Korpusu Polskiego we Włoszech. W 1946 roku decyduje się wrócić do swojego
      kraju, zaczyna studiować prawo. 29 listopada 1951 roku zostaje aresztowany i
      następnie skazany na karę śmierci za „crying...) działalność polityczną” — jak to
      formułuje wyrok. Wyrok wykonano 24 października 1952 roku. Siedem lat po
      wojnie...

      I kapitan — lekarz medycyny Witold Kalicki, w czasie okupacji lekarz AK
      ps. „Marian II” leczący partyzantów i ukrywających się w Kielcach Żydów...
      Wcielony do KBW — LWP, aresztowany 7 grudnia 1946 roku jako żołnierz WiN ps. „A
      25” zostaje skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie na karę
      śmierci i mimo błagań matki u Bieruta stracony 24 lutego 1947 roku w
      mokotowskiej katowni. Katowni, gdzie ginęły również ofiary prokurator Heleny
      Wolińskiej.

      Ginęli dzień po dniu.

      Miesiąc po miesiącu.

      Rok po roku...

      Aresztowanie — śledztwo — tortury — morderstwo.

      Aresztowanie — śledztwo — tortury — morderstwo.

      Aresztowanie — śledztwo — tortury — morderstwo. Zdawało się bez końca...

      W roku 1948, kiedy byłem — po przybyciu II Korpusu Polskiego z Włoch do Anglii —
      żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, staliśmy przed problemem: co
      robić dalej? Z jałtańskiego wyroku, którego nie chcieliśmy uznać, Polska była
      okupowana przez dywizje Armii Czerwonej i oddziały NKWD, pod osłoną których
      marionetkowe władze PKWN, a potem Rządu Tymczasowego, zwanego „warszawskim”
      realizowały, dany im scenariusz pacyfikacji. Pacyfikacji przeciwników „nowego,
      komunistycznego ładu”, de facto i de jure, rozbioru.

      W moim kraju, w którym nie miałem już nikogo i gdzie pozostały ruiny domu
      rodzinnego, rządzili komuniści, którzy — po moich lwowskich doświadczeniach
      roku 1939 — byli, ostatnimi ludźmi, z którymi chciałbym mieć cokolwiek do
      czynienia, oprócz, z nimi walki.

      Anglia roku 1948 nie była już krajem nam przychylnym. Sympatie społeczne
      przesunęły się na korzyść lewicowej Labour Party premiera Clementa Attlee, a
      Wyspy Brytyjskie zalewały setki tysięcy wracających do domu żołnierzy, lotników
      i marynarzy, z
      • Gość: siedem znowu wyszło na moje IP: 213.216.66.* 22.05.03, 09:25
        od jakiegos czasu głosze terie kolejnej bitwy miedzy żydokomuną i polokomuną.
        afera rywina, dziesiatki incydentów, których nie potrafimy zrozumieć nie
        wiedząc, że pod X w równaniu kryje się własnie kolejne starcie w obozie
        zbrodniczej komuny. a gloszenie koniecznosci osadzenia kilkuset moskow z makabi
        w szortach i czerwonych chustach to tez jeden z elemetów tej walki.


        5040

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka