W świetle badań Wirtualnej Polski Platforma w przeciągu dwóch tygodni notuje
najpierw 7-procentowy spadek, by potem szybko te straty odrobić. To wahania
wprawdzie spore, ale nie zastraszające.
Większa część społeczeństwa odbiera działania Platformy dobrze. One mogą
budzić niedosyt, pewne deklaracje wciąż pozostają w sferze zamierzeń,
stadiony, które mają być naszą ozdobą podczas Euro 2012 jeszcze nie wyszły z
ziemi, ale Polacy zdali sobie sprawę, że żmudna, mało efektywna w mediach
praca rządu jednak się odbywa. Przykładem może być tutaj niezmiernie
pożyteczne działanie komisji Janusza Palikota, przede wszystkim jednak styl
prowadzenia polityki, także tej międzynarodowej, opanowany, spokojny, bardzo
profesjonalny (myślę tutaj m.in. o Radosławie Sikorskim czy Zbigniewie
Ćwiąkalskim) budzi zaufanie dużej części społeczeństwa. To nie znaczy, że
Polacy są do Platformy nastawieni bezkrytyczne, ale zdają sobie sprawę, że
jest to formacja obliczalna. Zrozumieli, że nie potrzeba wielkich rewolucji,
wstrząsów, by stabilny rząd stopniowo wprowadzał konieczne reformy.

W przypadku PiS-u wciąż obracamy się wokół twardego elektoratu, który czasem
tylko nieco topnieje bądź wzrasta, ale nigdy nie przekracza 25%. To zaklęte
koło, tak jest podzielona Polska, choć elektorat PiS, który ze swej natury
jest mniej ruchawy, jest niedoreprezentowany w sondażach. To elektorat, moim
zdaniem, słabszy intelektualnie i materialnie, w dużej mierze anachroniczny.
Nie sądzę, by w najbliższym czasie PiS zagroził Platformie. Nie ma też szans
na pozyskanie ludzi wykształconych, kulturalnych, inteligentnych, mających
szerokie horyzonty, Europejczyków, bo coraz bardziej pogrąża się w
obskurantyzmie i ciasnocie poglądów. Jeśli dodać do tego skłonności do
awanturnictwa i robienia żenujących widowisk w Sejmie, wręcz upadek moralny
tej formacji, który najlepiej oddaje wymiana zdań między Ludwikiem Dornem, a
Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Kurskim szanse te maleją jeszcze bardziej.
Partia, która dźwigała wysoko sztandary rewolucji moralnej osiągnęła moralne
dno. Schodzenie poniżej pasa, sięgnięcie do argumentacji z kategorii tzw.
obyczajówki, mówienie o tym, czy ktoś się rozwodzi, czy zdradzał żonę, czy
płaci alimenty to upadek kompletny. Widać, że partia Jarosława Kaczyńskiego
nie ma Polakom nic do zaoferowania, a może jedynie konserwować obawy i
frustracje. I rzeczywiście PiS na frustracjach żeruje, ale jej przekaz dociera
tylko do ludzi pewnego pokroju. Taka polityka jest dla większości Polaków
odstręczająca, dociera do nich, że PiS nie może im przedstawić nic, poza
tropieniem agentów, rzucaniem pustych haseł i wzniecaniem tumultu,
blokowaniem, wszelkich możliwych działań Sejmu czy rządu.
sondaz.wp.pl/kat,60876,wid,10393086,wiadomosc.html