co po operacji?

07.01.08, 21:43
WITAM. 1 KWIETNIA MOJA CÓRECZKA MA NA KOZIEJ OPERACJĘ ROZSZCZEPU
WARGI I PODNIEBIENIA ORAZ KOREKTĘ NOSKA (PRAWOSTRONNY ROZSZCZEP).
JUŻ TERAZ CIĄGLE MYŚLĘ OTYM CO BĘDZIE PRZED I PO OPERACJI. MIESZKAM
300 KM OD WARSZAWY, A Z TEGO CO WIEM PO ZABIEGU I NABYCIU
UMIEJĘTNOŚCI KARMIENIA DZIECKA JEDZIE SIĘ DO DOMU, A PO TYGODNIU
PRZYJEŻDŻA SIĘ TYLKO NA ZDJĘCIE SZWÓW. SZCZERZE MÓWIĄC BOJĘ SIĘ
JECHAĆ Z MOJĄ MALEŃKĄ TAKI SZMAT DROGI PO OPERACJI, MOŻE
WYOLBRZYMIAM, ALE WOLAŁABYM ZOSTAĆ W WARSZAWIE, BO TUTAJ ZAWSZE KTOŚ
POMOŻE W RAZIE NIE DAJ PANIE BOŻE, GDYBY COŚ SIĘ DZIAŁO. WIEM, ŻE
NIE MOŻNA KARMIĆ DZIECKA NA 6 GODZIN PRZED OPERACJĄ. STRASZNE. JUŻ
WIDZĘ JAKI BĘDZIE PŁACZ... ZMĘCZY SIĘ I ZAŚNIE. TAK MYŚLĘ. TO
WSZYSTKO DLA JEJ DOBRA. WSZYSTKO MUSIMY PRZEJŚĆ I MUSI BYĆ DOBRZE,
ALE STRASZNIE SIĘ BOJĘ. PROSZĘ JEŚLI BYLIŚCIE W TAKIEJ SYTUACJI I
MACIE TO JUŻ ZA SOBĄ, PROSZĘ NAPISZCIE JAK TO WSZYSTKO WYGLĄDAŁO.
SZUKALIŚCIE HOTELU W W-WIE, A MOŻE ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ PRZYJĘCIA DO
IMID? CZY JEST TO NIEPOTRZEBNE? JAK DŁUGO MOŻNA ZOSTAĆ NA KOZIEJ?
CIESZĘ SIĘ, ŻE ISTNIEJE TAKIE FORUM. JEST TO PRAWDZIWA KOPALNIA
WIEDZY NA TEMAT ROZSZCZEPÓW. DZIĘKUJĘ
BEATA, MAMA WIKTORII
    • annya11 Re: co po operacji? 07.01.08, 22:42
      Napisałam na priv.
      Ania
    • 1_mamaoli Re: co po operacji? 22.02.08, 16:57
      Mam te same obawy co Ty. Mieszkam ponad 400 km od Warszawy i jeszcze
      nie zdecydowałam czy operacja się tam odbędzie, bo właśnie boję się
      tej podróży po zabiegu. Myślę że trzeba poprostu wziąć hotel, ale na
      tydzień to trochę kosztowne dla dwojga rodziców. Wiadomo, że na
      miejscu jest raźniej, bo nie ma jak w domu. A przecież te
      najtrudniejsze chwile po operacji powinny przebiegać w jak
      najbardziej sprzyjających warunkach. Z drugiej strony ludzie jeżdżą
      i dają radę, a najważniejsze żeby dziecko było w dobrych rękach
      profesjonalistów.

      Poza tym ja też potwornie się boję tej "głodówki" przed operacją.
      Moja Ola tak się potwornie drze jak jest głodna aż się zapowietrza.
      Nie wiem jak sobie z tym poradzimy :( Poprostu gorszy stres niż przy
      porodzie.
      • myroad Re: co po operacji? 22.02.08, 18:55
        Witam :)
        Nasz Bartek mial operowany rozszczep lewostronny wargi na Koziej.
        Tak samo sie martwiłam jak wytrzyma bez jedzenia 6 godzin bo w tym
        okresie jadł co 2 godziny cycusia ( czasami zupke w słoiczkach). My
        mieszkamy w Stalowej Woli i do Warszawy mamy jakies 270 km.
        Jak mineła nam podroż ? mały przed wyjazdem dostał zupe i popił
        mleczkiem , w samochodzie dziecko jest zajete patrzeniem na
        krajobrazy ( zalezy czy lubi jazde samochdem) a takze trzeba zabrac
        ze soba duzo jego ulubionych zabawek. Jak dziecko lubi okreslone
        piosenki mozna nagrac płytke i puszczac po drodze. Po jakis 4
        godzinach jazdy ktora Bartek zniosł bardzo dzielnie zaczął bardzo
        głosno płakac z glodu.Po pół godzinie nieprzerwanego płaczu zasnał
        ze zmeczenia i spał jakies 30 minut a potem to samo az do momentu
        przyjazdu do kliniki( trzeba sie bardzo pilnować zeby przypadkiem w
        odruchu wspolczucia nie wypiac dziecka z fotelika co zapewne by go
        uspokoiło ale skutek tego może byc bardzo niebezpieczny podczas np
        kolizji albo gwałtownego chamowania) Na Koziej został wziety na
        raczki i uspokoił sie. Bartek był drugi w kolejce do operacjii wiec
        było opoznienie w skutek czego nasz mały nie jadł 8 godzin... wiec
        proponuje bardzo dokładnie wypytać sie o godzinie zabiegu bo my
        bylismy troszke tym faktem zdenerwowani.
        Nastepnie panie pielegniarki nasmarowały raczki Bartka mascia
        znieczulajaca i podały głupiego jasia , no ktorego nasz mały w ogole
        nie zareagował , jak płakał tak płakał dalej ( zalezy od organizmu
        dziecka) Chłopiec operowany przed nami po tym lekarstwie stał sie
        naprawde spokojniutki.
        Najgorszym momentem jest odprowadzenie dziecka na sale operacyjna.
        Ja płakałam chociaz wiem ze tym faktem wcale mu nie pomogłam ale to
        naprawde jest drastyczne przezycie.
        Gdy małemu podano srodek nasenny , odpłynał w przeciagu kilu
        sekund , i wtedy rodzice wychodza i zaczyna sie operacja.
        My w tym czasie poszlismy do knajpy cos zjesc zeby dojsc do siebie.
        Po godzinie operacja sie zakonczyła i przeniesli go na lozko do sali
        obok.Cała noc slicznie spał z małymi przerwami gdzie dostał luminal
        i srodek przeciwbolowy i znowu zasypiał , wiec najgorsza noc mineła
        pozytywnie. Rano po przebudzeniu nastapiła proba nakarmienia i po 5
        minutach malutki przyssał sie do cyca pomimo bolacej wargi.
        Od poczatku jadł duzo i bez problemów.
        Około 12 zostalismy wypisanii do domku i zaczeła sie podróz . Połowe
        drogi spał bez przerwy ( dostał luminal) niestety pozniej było
        gorzej. Dosyc duzo płakał ,w pewnym momencie w radiu puszczono jego
        ulubiona piosenke i to jest moment kroego nie zpomne , malutki
        zamikł i jej w spokoju wysłuchał, od tego momentu to jest takze moja
        ulubiona piosenka.
        Pierwsza noc w domku była nienajlepsza. Bolała go buzka czesto sie
        budził. Jednak juz drugiej nocy spał slicznie i ominał nas etap
        szoku pooperacyjnego. Zalecane jest podawanie przez pierwszy tydzien
        srodkow przeciwbolowych my jednak zrezygnowalismy z ich stosowania
        po 3 dniach poniewaz mały naprawde dzielnie sie trzymał. Troche
        spowazniał po operacjii jednak nadal był takim samym lobuzem i
        smieszkiem jak przed zabiegiem.
        Bardzo duzo go nosilismy na raczkach praktycznie bez przerwy :)
        Po tygodniu pojechalismy na sciaganie szwow ale tym razem podroz
        była naprawde bardzo udana i przyjemna. Maluszek byl najedzony to i
        zadowolony :) Ja po sciagnieciu szwow odetchnełam z ulga poniewaz
        ciagle sie bałam poniewaz w miejscu rany wystawały szwy ( takie
        igiełki ktore przypominaja kolce jeza:) ) wiec podswiadomie
        obawiałam sie ich pociagniecia...
        Kupiliśmy zestaw ciuchów zapinanych na guziki i przez miesiac
        zrezygnowalismy z takich ubieranych przez głowke.
        Bartek miał wiazane raczki przez 3 tygodnie i to tez zniosl naprawde
        dzielnie , po odstawieniu usztywniaczy zachowywał sie tak jakby nie
        wiedział po co ma raczki :)
        Najgorszym stresem jest myslenie o operacji, gdy nadejdzie juz ten
        moment działa sie jak w transie , człowiek skoncentrowany jest
        przedewszystkim na działaniu :)
        Pozdrawiam


Pełna wersja