Gość: Maciek IP: *.acn.waw.pl 18.05.05, 23:14 Cóż, za 46 minut sam zobaczę to wszystko. Napisze Wam, jak było Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Lord M@ROL Streszczenie Wersji Alternatywnej .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 09:06 Jazda Jazda. Po wielu koksach Joda ma wreszcie 2 metry, Knięznicka AmiDaŁa rodzi bachora za bachorem, niczym bidulowa fabryka embrionów, Ani Ani zaczyna pić i bić .. Zbyt często wsiada na swojego gwiezdnego komara i rozbija się w rozwianym (orzeszku) po galaktycznych gospodach, Okazuje się Czubaka okazuje się nieślubnym synem Dżar Dżara i o dziwo (po nieudanej operacji depilacji obszaru bikini) kosmatego, od łba aż po ogon Dżabby .. Ani Ani, wchodzi w ostre klimaty, zarzuca browna, białą dame, maryśke, zośke gośke i (o zgrozo) dżabbe ! Używa do woli, pijany niczym faun bahusa w pewne hedona juwenalia wreszcie wchodzi w prawdziwy hardkore : TSA, Iron Maiden, Scorpions, Metallica, Edyta Górniak, wreszcie - Wader !!! Brudna niczym węgiel darmowa koszulka Wadera i ksywka z wielu udanych głośnych libacji przesądza sprawe: Wader przylega do Aniego niczym jego brudna bielizna. Wreszcie którejś nieziemskiej imprezki, po przedawkowaniu kosmicznej wachy (2,50 za litr), Ani Ani, postanawia nie wypić już ani grama benzyny czy innego świństwa, zwłaszcza po nadchodzącym nieubłaganym zabiegu tracheotomii, i zaszycia antabusa ... Aniemu odbija na całego - Postanawia wdziać Habit i w tym wyuzdanym przebraniu robić dym w każdym możliwym młynie (to koniec). Dalszym : Pościgom Wybuchom i Naparzaniom Laserowymi Sztachetami ... nie masz końca ... - KURTYNA !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hmm Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: 217.17.35.* 19.05.05, 11:28 Hmm, kiedy Luke Skywalker otrzymał miano "Luc"? Autor jest chyba dość specyficznym fanem sagi... Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Miodzio Re: Kto to jest Luc? IP: 164.4.31.* 19.05.05, 13:59 No co wy Lucka nie znacie? Lucky Lucek - dobra strona mocy na dzikim zachodzie :-))) całe życie ściga braci Daltonów a na końcu pokonuje Imperatora :-))) i zostaje prezydentam USA :-))) czy jakoś tak Odpowiedz Link Zgłoś
didzej16 Re: Kto to jest Luc? 18.02.06, 12:33 No co wy Lucka nie znacie? Lucky Lucek - dobra strona mocy na dzikim zachodzie :-))) całe życie ściga braci Daltonów a na końcu pokonuje Imperatora :-))) i zostaje prezydentam USA :-))) czy jakoś tak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aneczka Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: 80.51.229.* 19.05.05, 15:10 Panie Węglarczyk....pisze sie LUKE ...a nie LUC Skywalker.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KHysiek Bartek, przyznaj się piłes coś czy wąchałeś przed IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.05.05, 18:39 filmem. Coś euforycznego chyba bo nie oglądałeś zbyt uważnie. Początek jest tajka tragiczny że tylko nawalenie efektów specjalnych odróżnia go od tanich produkcji klasy C. Aktorstwo jest na tak dennym poziomie że ci ludzie nie powinni się w ogóle pokazywać w żadnych filmach przez najbliższe 20 lat aż wszyscy zapomną o tym gniocie. Film jest po prostu tragiczny, nie wiem czy gorszy od Ataku Klonów, ale na pewno nie lepszy, to już Mroczne Widmo było nieco lepsze, a lata świetlne dzielą go od trylogii sprzed 27 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kicu Re: Bartek, przyznaj się piłes coś czy wąchałeś p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 09:37 Odwarzny jesteś porównywać to coś do Powrotu Jedi...a poza tym "Mistrz"to jest tytuł,a nie imie.Kurcze a tak sie cieszyłęm...do momentu jak w Timie przeczytałem recenzje.Niestety Gazeta sie stacza takimi recenzjami,mam nadzieje ze to tylko przejsciowe,pamietać kolege Dreda z Idola i jego recenzje muzyczne w przeszłości w gazecie-nie odbiegajĄ HAŁĄ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 9 Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: 143.117.231.* 20.05.05, 13:55 Film jest rewelacyjny. Jest duzo lepszy od Powrotu ktory jest chyba (poza scenami LUC ;) VADER i IMPERATOR) po prostu beznadziejny i nudny -patrz kudlate pokurcze i koszmarny palac jabby. Pierwsza scena Zemsty Sithow jest chyba drugia najlepsza scena otwierajaca film (oczywiscie po Nowej Nadzieji). Koszmarne dialogi pomiedzy anakinem i padme, ale za to swietne pomiedzy anakinem a palpatinem. poza tym za drugim i trzecim razem podoba sie bardziej... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Star-Ter Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.05, 17:49 Obejrzalem wczoraj, z wielkiej checi i nostalgii do calej serii. Film, niestety jest pozegnaniem z cala legenda. Jestem totalnie rozczarowany. Ten film powstal tylko po to, by zarobic kolejne miliony, a nie po to, by cos ciekawego opowiedziec. Aktor, grajacy kluczowa role Anakina jest dla mnie beznadziejny ! Nie potrafi pokazac zadnych emocji, poza gestem zmarszczenia czola. Takim osobnikiem, emocje powinny wrecz targac !!! A targaja mu ledwo grzywe. W filmie widac duzo bzdur, oczywistych nawet dla siedmiolatka. Uzbrojeni w miecze swietlne rycerze Jedi wygrywaja starcia z robotami uzbrojonymi w bron strzelecka nawet na dlugich dystansach ?! Rycerze Jedi, chyba nie walcza honorowo ! Zauwazyl Ktos, ze potrafia we dwoch rzucic sie do walki z jednym przeciwnikiem ! Iscie rycerskie zachowanie, prawda ? Ten film, to nie jest nawet bajka dla dzieci - to bezsens pod kazdym wzgledem. Tak wlasnie umiera legenda kina. Grzebie ja ten sam czlowiek, ktory ja stworzyl - niewytlumaczalne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: entomb Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 22:28 Coz za fantastyczny styl pisania recenzji!!! To bardziej streszczenie epizodu III a nie recenzja, dobrze ze najpierw obejrzalem film a potem przeczytalem "recenzje" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator "Recenzja" Bartka Węgla IP: *.90.udn.pl 30.05.05, 21:20 Niech Moc będzie ze wszystkimi fanami Sagi. Pominę zasadność użycia słowa "recenzja" w tej próbie streszczenia, ale widzę potrzebę sprostowania kilku faktów. Przede wszystkim wrażenie ogólne. Jeżeli ktoś wychował się na starej trylogii, to w dalszym ciągu będzie tam widział jej najlepszą część (prawdopodobnie "Imperium Kontratakuje"). Jeżeli jednak widz jest młodszy, to chyba "Zemsta Sithów" będzie jego ulubioną częścią. Film nie jest popisem gry aktorów, operatorów, czy reżysera. To typowe kino komercyjne, więc nie oczekujmy czegoś specjalnego pod krytyków i tzw. koneserów. Jego odbiorcami mieli przede wszystkim być fani - epizod ma spajać i zwieńczać wieloletnie dzieło. Stąd być może pewna sztucznośc i patos. Jednak z drugiej (mniej ciemnej) strony rolę swoją spełnia. Popatrzmy, jak wyglądały poszczególne części chronologicznie: Oryginalne "Star Wars" (czyli późniejsza "New Hope") to realizacja marzenia o wreszcie porządnym filmie fantasy. Jak na tamte lata, to efekty powalały, a historia wciągała: niewielka grupka bohaterów przeciwstawia się złemu Imperium. Barwne postacie, bajkowe światy i nasze wieczne marzenia o gwiazdach. Kontynuacją było kultowe już "The Empire Strikes Back". Mnóstwo dociskanych na siłę elementów historii bohaterów, ale w niesamowitym klimacie. Darth Wader, o którym z poprzedniej części wiemy, że jako skuszony Ciemną Stroną uczeń Obi-Wana zabił ojca Luke'a - podobno towarzysza Kenobiego z Wojen Klonów - okazuje się być ojcem młodego Skywalkera (vide jak fajnie jest to pokazane w Zemście). Wielkie zaskoczenie, ale też świetna praca reżysera, który przysporzył negatywnemu bohaterowi rzeszy wiernych fanów. Niedokończona fabuła to otwarte wrota dla filmu zamykającego trylogię - "The Return of Jedi". Jeszcze lepsze efekty, jeszcze więcej stworków, statków i gadżetów do sprzedaży, ale jednak lekkie rozczarowanie. Gdyby wyciąć Jabbę i Ewoków nie zostałaby nawet połowa filmu. Szkoda. Jednak już wtedy odbiorca był dobrze znany, więc trudno byłoby spodziewać się czegoś lepszego. Warto też zwrócić uwagę na wybuch gniewu, który pozwolił Luke'owi na pokonanie ojca. Po latach nadchodzi oczekiwana "The Phantom Menace". Kolejna poprawa efektów, ale fabuła wyraźnie nienadąża. Nasycenie polityczną poprawnością dochodzi do granic absurdu. Nawet jedyny człowiek w radzie Jedi jest czarny, choć statystycznie powinien być raczej żółty. Sama historia? "Dobry" Kanclerz wysyła 2 Jedi by "przekonali" Federację do zniesienia ceł i blokady. Znowu kilka różnych stworów i pojazdów w różnym otoczeniu (trzeba dbać o asortyment gadżetów), po czym połowa filmu to "ratowanie kolejnej marnej formy życia". "Zły" Darth Maul posłusznie wykonuje polecenia mistrza i samotnie walczy z dwoma Jedi. Jednego nawet pokonuje, ale mniej pokorny, "dobry" Obi-Wan wpada w gniew i go pokonuje. No cóż... to moja subiektywna ocena, ale gdyby nie jakość realizacji finałowego pojedynku, to żałowałbym wydanych pieniędzy. "Atack of the Klones" jest zdecydowanie lepszy. Pomijając połowę filmu zmarnowaną na wprawdzie ważną, ale nudną historię miłosną. Przede wszystkim rozwija się intryga polityczna i wątek kryminalny. Bohaterem pierwszej jest bez wątpienia Palpatine, który poprzez lata (!!!) samotnego knucia i spiskowania legalnymi środkami zdobywa pełnię władzy. Robi to pod bokiem "dobrej" Rady Jedi, którzy jako "strażnicy pokoju i sprawiedliwości" chętniej wydają dotacje Republiki na filiżankę ardeesu (nie widziałem żeby np. uprawiali ziemię) niż na wykonywanie obowiązków. Do każdego zadania mają w końcu Kenobiego i Skywalkera. Może i oceniam ten wątek surowo, ale polityczna poprawność Lukasa zaczyna ocierać się o granice absurdu. Korupcję i biurokrację można tolerować, bo to "dobra" demokracja, natomiast silna władza rzeczywiście zapewniająca pokój i sprawiedliwość przedstawiana jest jako "zła" dyktatura. Anakin zaczyna się wahać co do wyboru właściwej drogi. Bez przerwy balansuje na krawędzi dzielnie walcząc o życie mistrza i zakazanej ukochanej lub okrutnie mszcząc śmierć matki; broniąc Republiki chwali dyktaturę. Dużo wątków oraz rozterek bohaterów czyni tą część ciekawą. Jednocześnie rozwleczony wątek miłosny, a także dziecinna bitwa i słaba walka w finale sporo jej ujmują. Epizod zostawia przygnębiające wrażenie niewykorzystanej szansy, ale także chęć na "więcej i lepiej". Czy "Revenge of the Sith" tę sznasę wykorzystuje? Po zaledwie dwóch seansach nie jestem tego pewny. W dużym stopniu tak, ale niestety nie na 100%... Film rozpoczyna się "bitwą" w wersji dla dzieci z lekką domieszką humoru. Następnie krótka, ale przyjemna walka z Dooku. Potem baaaardzo długo kino familijne o miłości, przyjaźni i obowiązku, czasami przeplatane świetną intrygą Wielkiego Kanclerza i Radą Jedi. Ofiarą staje się Anakin, który coraz słabiej balansuje pomiędzy walczącymi. Ostatecznie wybiera lojalność wobec Jedi, ale widząc pojęcie "sprawiedliwości" mistrza Windu oraz chcąc ratować miłość swojego życia przechodzi na Ciemną Stronę. Gniew, który w nim drzemał znajduje wreszcie upust w nienawiści, która syci się sobą, by znowu wybuchnąć gniewem. W końcu całkowicie go pochłania. Jako Darth Vader dopuszcza się mordów, zdrad, aż wreszcie o mało nie zabija Padme. Od wykrycia Sidiuos-a do walki finałowej oglądamy kwintesencję Gwiezdnych Wojen - walkę dobra ze złem, historię bohaterów, którzy jak Obi-Wan wykazują męstwo oraz poświęcenie, czy jak Skywalker szarpią się ze swoimi dobrymi i złymi intencjami. Gdyby film sładał się tylko z tego fragmentu byłby napewno najlepszą częścią. Nawet melodramatyczne zakończenie (ciekawe jak Leia mogła wspominać piękną i smutną matkę) nie popsułoby filmu, gdyby nie te familijne kawałki na początku. Jakbym miał oceniać "Zemstę Sithów" z punktu widzenia warsztatu, to napewno pochwaliłbym Wiliamsa, który po raz kolejny dodał nowy kawałek do nowej części. Wprawdzie jest on lekko "na fali" chórów, ale prawdopodobnie nikt nie będzie żałował powiększenia kolekcji muzycznej o muzykę z tego filmu. Oprócz starych, świetnych motywów, doszedł nowy warty pozostałych. Mam dziwne wrażenie, że tylko autor muzyki traktował wszystkie epizody poważnie. Tyle uwag. Do kina zapraszam, bo pomimo wszystko film jest dobry. Podkreślam, że to moje prywatne zdanie, ale stawiam go na równi z "Imperium..." i wyżej od każdej innej części. Pozdrawiam i niech Moc będzie z Wami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Introverder Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 22:58 Kręcąc "Zemstę Sithów", George Lucas faktycznie chce przewrócić do góry nogami całą naszą filozofię oglądania "Gwiezdnych wojen". Okazuje się bowiem, że saga wcale nie opowiada o młodym rodzeństwie Lei i Lucu oraz o ich walce ze złym Imperium. Tak naprawdę jest to opowieść o winie, karze i odkupieniu, a głównym bohaterem "Gwiezdnych wojen" zawsze był i jest Darth Vader. ---> Nie zapominajmy o tym,iż przepowiednia,mówiąca że Anakin Skywalker jest Wybrańcem,jednak ostatecznie można powiedzieć się spełniła albowiem lord Vader (dzięki swojemu synowi) obalił tego,który stał się źródłem całego zła dla Galaktyki - Dartha Sidiousa... Lucas jednak nie zawiódł - wiedział, że cała saga będzie w dużym stopniu oceniana przez kolejne dziesięciolecia właśnie na podstawie tego ostatniego jej odcinka. Wrócił więc do swych korzeni i po raz pierwszy od "Gwiezdnych wojen: Nowej nadziei" z 1977 r. wziął się sam za reżyserowanie. ---> Ta część skłoni wielu do powrotu do pierwotnej trylogii... Sfrustrowany Anakin wierzy, że ma tylko dwoje przyjaciół - ukrywaną w tajemnicy przed innymi Jedi żonę Amidalę (piękna Natalie Portman) oraz właśnie kanclerza. Amidala to dobro w jego życiu, kanclerz powoli, ale stale ciągnie go w kierunku ciemnej strony Mocy. ---> Całe losy Anakina,wyglądają jak dzieje,oparte na zasadzie okrutnego i bezwględnego przeznaczenia...Że tak miało być,choć niejednokroć mogło być inaczej. Z drugiej strony wiemy też jakiemu praniu mózgu został poddany i jak się potem zmienił nie do poznania. Efekty specjalne was zauroczą, aktorzy was do siebie zjednają, duże jaszczurki staną się waszymi ulubionymi zwierzakami, a ciemna strona Mocy będzie was od tego momentu stale ku sobie kusić. Po 90 minutach w kinie chciałem sam złapać za miecz świetlny i stanąć u boku Mistrza Yody (który wreszcie pokaże nam, jak walczy prawdziwy Rycerz Jedi) w wojnie z Imperium. Czego więcej można chcieć od kina? ---> Jaszczur był naprawdę fajny,można go było nawet bardziej wyeksponować. Mam na myśli ten odgłos,jaki wydawał,jego niezdarne(choć urocze) przemieszczanie się...To niewątpliwy plus tej części:). PS Film w USA otrzymał kategorię PG-13, co oznacza, że realizatorzy zalecają, by dzieci poniżej 13. roku życia oglądały film wyłącznie w towarzystwie dorosłych. To pierwszy film gwiezdnej sagi, który otrzymał takie ograniczenie. Trudno się z nim nie zgodzić - wiele scen w filmie jest naprawdę brutalnych i trudnych (masakry dzieci nie wyłączając), a scena okaleczenia Anakina Skywalkera mogłaby swobodnie znaleźć się w kryminale nadawanym w telewizji po północy. Zalecam więc dużą ostrożność, choć powstrzymać dzieci przed szturmem na kina z pewnością będzie bardzo trudno. ---> A Obi-Wan pozwolił swojemu niedawnemu przyjacielowi zginąć tak marnie...Może nie miał wyjścia(?) Ale aż chciało się krzyknąć do Kenobiego:"Wyciągnij go,nie pozwól mu tak umrzeć",bo przecież mógł tak zrobić...A scena,kiedy lord Vader pytał się o los swojej żony pokazuje słuszność tego co mówiła Padme i twierdził Luke Skywalker,tego iż w lordzie Vaderze zawsze tkwił konflikt(nawet przed tym,jak przeszedł on na Ciemną Stronę Mocy)... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 8t88 Re: Moc jest znowu z nami - recenzja Bartka Węgla IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 03.06.05, 18:06 Nie wiem co było z panem Węglarczykiem w trakcie oglądania tego filmu, ale chyba nie była to moc. Jestem zdumiony tym, jak wiele pozytywnych recenzji zebrał ten film. Czy to jest jakiś spisek? Zmowa? Lucas opłacił tysiące recenzentów na świecie??? Nie wiem kim jest pan Węglarczyk, ale przypuszczam że kimś, kto ogląda sporo filmów i pisze recenzje na co dzień w Gazecie Wyborczej. Tym bardziej mnie dziwi ta pozytywna opinia. Według wszystkich obowiązujących standardów i gustów ten film powinien być oceniany jako absolutnie okropny. Praktycznie pod każdym względem, trudno mi jest powiedzieć coś pozytywnego (no może muzyka jest w porządku). Konkretnie dlaczego według mnie ten film jest beznadziejny - nie będę szczegółowo się wypisywał, bo inni już to powiedzieli po 1000 razy. Jako fan powiem tylko tyle - jest to gwóźdź do trumny dla świata SW. Każda kolejna minuta rujnuje moje dobre wspomniania z oryginalnej trylogii. Jedna z ostantich scen, w której Darth Vader krzyczy "Noooooo...." to jest ostateczna profanacja. W tym momencie sam mam ochotę wstać i krzyknąć "Nooooo...." Koniec. Świat SW został ukatrupiony w Mrocznym Widmie, a w Zemście Sithów jeszcze dodatkowo zbezczeszczony. Trudno będzie wymazać ten film z pamięci. Odpowiedz Link Zgłoś