xurek
02.02.04, 16:44
Wiem wiem, Pirahna ma dopiero trzy lata i do szkoly jeszcze daleko, ale
problem niestety zaczal sie juz dzisiaj, wiec chetnie bym sie dowiedziala, co
o tym myslicie.
Wiec ja mialam taki plan: Piranha rok do szwajcarskiego przedszkola (czyli
teraz), coby sie Schwyzerdütsch porzadnie nauczyla. Potem dwa lata
przedszkole podzielone, czyli dwa dni szwajcarskie dwa dni angielskojezyczne.
Potem obowiazkowy rok przed-szkolny w przedszkolu szwajcarskim plus dalej
regularne szwajcarskie szkoly i prywatne lekcje angielskiego (tutaj angielski
zacznie dopiero w 3-ciej klasie gimnazjim, czyli po osmiu latach szkoly).
Powody mojego planu sa nastepujace:
Te dwa lata angielskiego polprzedszkola plus dalsze prywatne lekcje maja
sluzyc do tego, by Pirahna naprawde i stuprocentowo byla co najmniej
dwujezyczna a to dlatego, iz jego Daddy moim zdaniem nigdy nie osiagnie
takiego „szwajcarskiego poziomu“, by w tym jezyku swobodnie z Piranha sie
porozumiewac a swobodna wymiane zdan rodzice – dzieci uwazam za absolutnie
nieodzowna. Jezeli Piranha bedzie nadal spedzac tyle czasu „szwajcarsko“ co
rowniez implikuje miec kiedys glownie takie towarzystwo to jego angielski
siadzie, bo nie bedzie mu sie chcialo.
Za szkola szwajcarska przemawia przede wszstkim integracja w jego najblizszym
otoczeniu jak rowniez koszty. Szkola ta jest darmowa, szkola
angielskojezyczna to dla nas co najmniej 30'000 CHF rocznie przec cale 13 lat
nauki plus ewentualne studia w tym jezyku, czyli za granica, gdyz nauczany
tam niemiecki wystarcza do nazwania go „dobrym jezykiem obcym“ ale wiecej nie
(nie mowiac juz o tym, jezeli Piranha na studia sie nie nada – szkol uczacych
zawodu po angielsku tutaj niet). Szkoly szwajcarskie maja dobra renome, wiec
argument „w international school nauczy sie wiecej“ nie jest az tak bardzo
przemawiajacy (szkola w tym roku miala najlepszy rezultat w porownaniu, ale
szwajcarskie nie odstaja za bardzo w dol).
Od dwoch tygodni usiluje wcielic moj genialny plan w zycie i jak dotad bez
rezultatu, by nie powiedziec, ze z wynikiem negatywnym. Szwajcarskie
przedszkole jest „obrazone“ i mowi, ze sie powaznie zastanowia nad tym, czy
go tam dalej trzymac (maja prawo „wyrzucic“ niestety) jezeli to beda tylko
dwa dni, gdyz owe nie wystarcza dla „integracji“. International school
twierdzi dokladnie to samo, czyli nie chce go przyjac na dwa dni tylko na
cale cztery, bo dwa nie starcza na “integracje”. Lekarz plus przyjaciolka –
psycholog twierdza ze gowno prawda, poniewaz Piranha obydwa miejsca zna i
jest dzieckiem otwartym i sa zdania, ze pomysl jest dobry. Niestety psycholog
nie moze zmusic zadnej z instytucji do przyjecia go.
Jeszcze troche powalcze, ale jak sie nie uda, to musze sie na jedno z tych
przedszkoli zdecydowac z calymi przyszlosciowymi tego konsekwencjami, czyli
albo szkoly prywatne do konca nauki albo skok w „gleboka wode“ po trzech
latach angielskiego przedszkola do szwajcarskiej szkoly albo tylko
szwajcarskie przedszkole i klopoty z utrzymaniem angielskiego na rownym
poziomie.
Co zrobilibyscie na moim miejscu i dlaczego?
PS: wiem ze przydlugie i przyciezkie, ale moze nie usniecie :))
Xurek