bozena_l
03.03.04, 18:01
Dosc kontorowersyjny artykul z katolickiej gazety (mozna sie domyslec
czytajac go) nawiazujacy do tematow chust we Francji. Sle tutaj bo poziom
rozmow jest o wiele wyzszy niz na poloni 1.
---------------------------------------------------------------------------
Czy Kościół ogranicza wolność człowieka?
Chciałbym jeszcze raz wrócić do francuskiej ustawy o laickości szkół,
zakazującej noszenia wyróżniających się symboli religijnych, przyjętej 10
lutego br. przez francuskie Zgromadzenie Narodowe. Czytelnik Niedzieli
napisał do mnie, że państwo francuskie musi mieć poważne problemy z
muzułmańskimi dziewczętami w szkołach, skoro uchwala prawo naruszające
swobody religijne wszystkich obywateli.
CZESŁAW RYSZKA 2004-03-03
To prawda, lecz nie chodzi wyłącznie o problemy z wyznawcami islamu,
ponieważ za tą ustawą kryje się niechęć francuskich polityków do
wszystkiego, co religijne. Francuska ustawa jest ponadto niebezpiecznym
precedensem, gdyż ma już zwolenników w Niemczech i Belgii. Niewykluczone,
że po jakimś czasie zakaz noszenia „wyraźnych” symboli religijnych może być
uważany za standard w Unii Europejskiej. A więc także w katolickim Kraju
nad Wisłą.
Przypomnijmy, że we Francji mieszka 5 mln wyznawców islamu (w Niemczech – 3
mln, a w Anglii – tylko 1,5 mln). Na obrzeżach dużych francuskich miast
powstają dzielnice arabskie, w których faktycznie odradza się agresywny
islam, często dochodzi do zamieszek na tle rasowym, do zajść fetujących bin
Ladena, palenia synagog... Problem więc istnieje, ale czy rozwiąże go zakaz
noszenia chusty (czarczafu) przez muzułmańskie uczennice? Jednak najbardziej
szokujące jest to, że zakaz noszenia chust przybrał formę ustawy zakazującej
noszenia wszelkich wyróżniających się symboli religijnych przez wyznawców
wszystkich religii!
Dużo do myślenia daje powołanie się ustawodawcy na zasadę laickości szkół
francuskich, wprowadzoną na polecenie masonerii przez Justina Combes’a,
ministra spraw wewnętrznych w 1905 r. Tenże minister rok wcześniej
unieważnił konkordat, usunął ze szkół lekcje religii, zwalczał zgromadzenia
zakonne prowadzące szkoły. Czy więc obecnej, wspomnianej wyżej ustawy nie
tłumaczyć jako przejawu wrogości nie tylko wobec islamu, ale także wobec
chrześcijaństwa? Laickość jest w niej wyraźnie rozumiana jako ateizacja, bo
zaczęło się od sporu o muzułmańskie chusty, a kończy na walce także z
symbolami chrześcijańskimi. A przecież w przeciwieństwie do chusty, będącej
elementem kultury islamu, krzyż jest dla chrześcijańskiego Zachodu zarówno
znakiem zbawiającej miłości Chrystusa, jak i cywilizacyjnych podwalin.
Tymczasem ustawa nie zabrania uczniom nosić w szkołach symboli politycznych,
satanistycznych, wolnomularskich... Ścigane z mocy prawa będą jedynie
symbole religijne. Wniosek: największym złem dla człowieka jest jedynie
religia. I jak tu nie mówić o niechęci do chrześcijaństwa we Francji?!
Nie tylko we Francji – u nas także. Ostatnio na forum komisji Senatu RP
omawiano projekt ustawy o tzw. rejestrowanych związkach partnerskich –
autorstwa Marii Szyszkowskiej z SLD-UP. Obradom komisji towarzyszyła na
zewnątrz pikieta kilkuosobowej grupy homoseksualistów popierających tę
ustawę. Chodzi w niej o to, by umożliwić homoseksualistom rejestrację swego
partnerstwa, czyli ustanowić dla nich coś na wzór małżeństwa. Dzięki temu
mogliby nabyć takie same prawa, jakie przysługują małżeństwom, a więc
wspólnie rozliczać się z podatku, dziedziczyć po śmierci partnera, a kto
wie – może i adoptować dzieci, co jest już możliwe w Danii, Belgii czy
Holandii (polskie przepisy stanowią, że samotna osoba może przysposobić
dziecko, zdarzyć się więc może, iż uczyni to jeden z partnerów i w ten
sposób będzie ono wychowywane przez parę gejów lub lesbijek).
Niestety, w argumentach senatorów SLD-UP optujących za ustawą pojawiały się
zarzuty przeciw Kościołowi katolickiemu, że jest przeciw aborcji, środkom
antykoncepcyjnym, rozwodom, że tłamsi wolność człowieka, dyskryminuje osoby
ze względu na orientację seksualną... O różnych przypadkach dyskryminacji
opowiadali senatorom zaproszeni homoseksualiści.
No cóż, na wszystkie nieszczęścia i biedy w naszym kraju lekarstwem ma być
jeszcze większa wolność dla dewiantów. Jakby nie wystarczyło politycznych
dewiacji, które funduje narodowi rząd L. Millera. Dowiadujemy się bowiem, że
SLD wciąż szuka w Sejmie poparcia dla planu Hausnera. Dla jakiego planu? –
zapytajmy, skoro po rozmowach z PO przyznano, że tak naprawdę to planu
jeszcze nie ma i dopiero później będzie on przedstawiony w formie ustaw.
Czy chodzi więc o plan Hausnera, czy raczej o plan przetrwania L. Millera?
Premier zapowiedział, że na marcowym kongresie SLD zrezygnuje z funkcji
przewodniczącego partii, aby poświęcić się wyłącznie pracy dla Polski.
Sondaże wskazują, że naród właściwie ocenia tę pracę: SLD może liczyć w
wyborach na 13 proc. poparcia. Politycy lewicy są ponoć tym „zaszokowani”.
Udają, że afera ich kolegów ze Starachowic jest mało znacząca, a nowa afera
barona z Pomorza – Jerzego Jędykiewicza – to tylko samooczyszczanie
szeregów. – Zmiana przywódcy to za mało, aby poprawić wizerunek partii –
mówi wiceprzewodniczący SLD Andrzej Celiński, były działacz „Solidarności”
oraz Unii Wolności, kandydat na szefa SLD. Proponuje powrót do lewicowych
korzeni. Zapewne pierwszym krokiem tego powrotu będzie ustawa o związkach
partnerskich. Zdominowany przez postkomunistów Senat zwrócił się o poparcie
do właściwego sobie elektoratu. Naszej lewicy zawsze najlepiej wychodziła
niechęć do chrześcijaństwa. Zobaczymy, jak teraz odbije się to w sondażach.