jutka1
14.06.04, 16:44
W zeszlotygodniowym the Economist jest recenzja ksiazki traktujacej o
potrzebie zwolnienia tempa zycia (wersja amerykanska podobno sie rozni od
europejskiej, ale mam nadzieje, ze tez ta recenzja jest). Autor pisze o
swoich doswiadczeniach, ale rowniez o najrozniejszych ruchach na rzecz
zwolnienia tempa, od slow-food movement po ruch na rzecz wolniejszego (w
sensie tempa, nie wolnosci ;)) seksu. Autentyczne. :))))
Eniuej, ksiazke chcialabym przeczytac, ale nawet recenzja przemowila do mnie
i mojego myslenia. Cale zycie dorosle bylam zakochana w wielkich miastach,
tylko tam mieszkalam, stres i adrenalina to byl moj zywiol, wszystko szybko,
wszystko na wczoraj, piecdziesiat rzeczy na raz.
I nagle mi odbilo. Dokladniej, odbilo mi dwa lata temu, kiedy spedzilam
pierwsze lato w Zoltym Domu. Powoli. Wtedy jeszcze bez telefonu i bez zasiegu
komorki. Wtedy jeszcze bez foruma, bez emaili. Cztery tygodnie budzenia sie
wtedy, kiedy organizm podyktuje albo kogut sasiadki obudzi. Leniwe czytanie
ksiazek, leniwe sluchanie muzyki, obserwowanie bociana sasiada na lowach pod
moja lipa, jeza z rodzina przechodzacego przez trawnik. Dni jakies takie
dluzsze, czas na wszystko i jeszcze na nude.
Nie macie czasami takiej potrzeby? Zwolnic troche? Nie kupowac gadzetow
najnowszych generacji, dzieki ktorym sie jest osiagalnym 24/24? Gotowac
tylko samemu i bez polproduktow? Pisac listy i wysylac poczta?
Przepraszam, ze taki troche bez seksu watek mi wytrysnal ;))))
Pitunia
PS. Ten co wiadomo sio na kite ;))))))))))))))))))))))))))))))))