04.05.15, 21:16
Zobacze czy mnie wyjdzie opis wycieczki gdyz w zasadzie jeszcze nie robilem czego takiego.

W zasadzie jak co roku planuje wyjazd - niespodzianke na urodziny Grubej. A ze nasze urodziny dziela 3 dni wiec i ja sie lapie ;)
W tym roku wybralem Peru. peru ktore chodzilo mi po glowie przez wiele, wiele lat odkad jako nastolatek przeczytalem ksiazke Danikena na temat miedzy innymi rysunkow w Nasca. Jako ze urlopy u nas sa dosc krotkie to musialem zmiesci sie w 8 dniach wlacznie z lotami. Szukajac tanich lotow okazalo sie ze bede mial przystanek w Mexico City. Wybralem wiec takie polaczenia zeby spedzic tam przynajmniej z 10 godzin co pozwoli nam na zwiedzenie centrum tzw Zocalo. Potem lot do Limy, wypozyczenie samochodu, jazda 500km do Nasca.
hmm w zasadzie to po co mam to pisac?
Opisze kazdy z dni naszej wycieczki, dorzuce zdjec itp. Mam nadzieje ze sie spodoba.
Prosze o cierpliwosc bo wlasnie wrocilismy dzis o 3 nad ranem wiec zajmi troche czasu uporzadkowanie zdjec.
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Peru 04.05.15, 21:27
      Czekam niecierpliwie :-)
    • ertes Peru: Dzien ZERO 04.05.15, 21:36
      Dzien zero czyli jutro wyjezdzamy.
      Jestesmy praktycznie spakowani. Ciezko bylo przygotowac sie bez powiedzenia gdzie jedziemy. Od kilkunastu dni obserwuje pogode w Peru i wychodzi na to ze bedzie goraco na pustyni, ostatecznie to slynna, bezdeszczowa Atacama. W drugiej czesci niestety wszelkie mozliwe serwisy podaja ze leje deszcz i jest zimno. Dochodza wiec do bagazu peleryny, cieple kurtki etc etc.
      Gruba ciagle sie pyta zeby dac jej jakies clues ale ja twardo nie daje albo daje jej zupelne zmylki.Mysle ze podejrzewa gdzie jedziemy ale mam nadzieje ze jednak uda sie zrobic jej niespodzianke.
      Rano idac do pracy biore paszporty, zrobie check in na nastepny dzien wydrukuje bilety itp. W pracy ostatnie przygotowania, mam caly folder z planem, hotele, atrakcje, co zobaczyc, co olac ;) W zasadzie pierwszy raz robie tak dokladny plan z dwoma opcjami gdyby cos nie wyszlo. Ale tez mamy dosc napiety program na te kilka dni.
      Poniewaz pierwszy dzien spedzamy w Meksyku wiec dokladnie sprawdzam jakiej firmy wziac taksowke. Bo ponoc to roznie bywa i moga zawiezc w ciemny zakamarek i zabrac szmal...

      Wieczorem ostatnie przygotowania a tu Gruba ni stad ni zowad wychodzi z pokoju trzymajac stara torebke w ktorej trzymamy paszporty i sie pyta czy ma je wziac. Z zimna krwia odpowiadam -nie, paszporty niepotrzebne, ale wez na pewno prawo jazdy - . Widze na jej twarzy delikatne rozczarownie :) Pewnie myslala ze jedziemy za granice... a tu nic... :)
      Coz, chyba udalo mi sie utrzymac tajemnice i jutro bedzie naprawde niespodzianka.
      • ewa553 Re: Peru: Dzien ZERO 04.05.15, 21:57
        no wiest ertes, chyba jeszcze nigdy nie pisales tu takiej powiesci w odcinkach. A robisz to bardzo fajnie, pochwalam czekajac c.d.
    • ertes Peru: Dzien 1 04.05.15, 22:30
      Wstajemy z rana, w samochod i do Los Angeles na lotnisko. To okolo godzina jazdy. W sobote o 4rtej rano to sama przyjemnosc: nie ma korkow. Parkujemy na naszym ulubionym Lot C, autobusik i jedziemy. W autobusie jakas pani zaczyna rozmowe z Gruba. Oczywiscie pytanie gdzie jedziemy. Coz, Gruba mowi ze nie wie a ja nic nie odpowiadam. Poniewaz rozmawa dosc glosna to wokol ludzie patrza zaciekawieni. Wreszcie wjezdamy na LAX a tu kierowca sie pyta jaki terminal, co nie jest problem i mowie ze "2" a potem pada pytanie jakie linie i tu jest prblem bo ja jeszcze niechce zdradzic gdzie lecimy a cholerne linie nazywaja sie Aeromexico. Cale szczescie ktos obok mowi nazwe jakies linii na tym samym terminalu wiec ja siedze cicho. Wysiadamy wiec a Gruba nadal nie ma pojecia. Terminal 2 to sa rozne linie, nie tylko zagraniczne. Wysiadajac z autobusu rzucam po cichu w strone ciekawskich "Peru" :)
      OK, wchodzimy do srodka, okazuje sie ze stoimy dokladnie w miejscu gdzie przyjmuja bagaze do Aeromexico... Ok, cale ukrywane planowanie dostapi kulminacji: Gruba sie dowie gdzie lecimy. Ide wiec w strone Check In dla Aeromexico na co gruba sie mnie pyta -jakto? Meksyk? A paszporty? - i w tym momencie rozumie ze ja jednak dobrze wyprowadzilem w pole. Jest tam zaskoczona ze ku mojemu zdziwieniu nie slyszy jaka jest nasza lot docelowy po tym gdy prawnik mowi glosno "Mexico City"... Oddajemy bagaze, biore boarding passes, chowam pod spod te z MC to Lima.
      Za chwile lecimy. 3 godziny z kawalkiem, zmiana czasu. Kolejka do wyjscia.
      Oczywiscie biore oficjalna taksowke. Placi sie w srodku, daja voucher i tyle. Taksowkarzowi pieniedzy sie nie daje. Super. Cos jak Uber albo Lyft. Podoba mi sie.
      30 minut jazdy w ciezkim ruchu i jestesmy na Zocalo gdzie wita na ogroma flaga. Po kilku godzinach lazenia orientujemy sie ze sa dwie strony tego placu: jedna z nieprzebranym tlumem gdzie mozna kupic chyba wszystko i druga, duzo bardziej reprezentacyjna, gdzie sa knajpki, restauracje, kawiarnie. Dwa rozna swiaty.
      https://lh6.googleusercontent.com/-xVsNnt-R5KY/VUfLrVBzljI/AAAAAAAAZuA/IehPL4L2ZKU/w485-h724-no/DSC_6654.JPG
      Pierwsze kroki kierujemy ku katedrze:

      https://lh6.googleusercontent.com/-cYXOee3rJeM/VUfLBtWn20I/AAAAAAAAZso/zDQWwEI_qo0/w1083-h725-no/DSC_6634.JPG

      Ja obciazony aparatem, ubraniami, woda itp itd

      https://lh4.googleusercontent.com/-DUAzHbyl3vY/VUfLRyuHfrI/AAAAAAAAZtA/f9C_4N-Fy2Q/w1083-h725-no/DSC_6637.JPG

      Piekny oltarz w katedrze:

      https://plus.google.com/photos/106819593644998913984/albums/6145103422333005985/6145103779692298306?pid=6145103779692298306&oid=106819593644998913984

      Wychodzimy z katedry i krazymy po oklolicy wsrod niesamowitych tlumow ludzi

      https://lh4.googleusercontent.com/-9LvbKtEXNtQ/VUfLeP5JojI/AAAAAAAAZto/glf0uA8N12c/w1083-h725-no/DSC_6648.JPG
      https://plus.google.com/photos/106819593644998913984/albums/6145103422333005985/6145104005434663106?pid=6145104005434663106&oid=106819593644998913984

      https://plus.google.com/photos/106819593644998913984/albums/6145103422333005985/6145113637233775346?pid=6145113637233775346&oid=106819593644998913984

      https://lh4.googleusercontent.com/-0e5zuD--BL8/VUfUO9vPUlI/AAAAAAAAZu4/M1YlcPwi0EQ/w511-h681-no/11026588_10206499005823978_3043765098072976204_n.jpg

      Nie wiem ile kilometrow zrobilismy ale na pewno duzo. Pod wieczor zaczynamy padac. Znajdujemy bardzo fajna restauracje gdzie padamy na krzesla. Zjadamy jakies dobre meksykanskie dziwiac sie ze prawie nikt nie mowi po angielsku z obslugi. Pomagajac sobie Google translate prosimy o zamowienie taksowki i jedziemy na lotnisko. Coz, przyszedl czas na odkrycie tajemnicy. Wchodzimy do terminalu, prosze o bilety i pada pytanie gdzie lecimy wiec odpowiadam -Lima, Peru- Coz, zaskoczenie na twarzy Grubej jest pelne. Udalo mi sie... :)
      Teraz przychodzi omowienie planu jaki przygotowalem i mam nadzieje ze sie spodoba. Moje urodziny w poniedzialek spedzamy w Nasca. Gruba dostaje ode mnie w prezencie urodziny na Machu Picchu w czwartek.
      Prawie polnoc ... a my wlasnie siedzimy, zupelnie wykonczeni po dlugim dniu, w samolocie lecacym do Ameryki Poludniowej. Trzeba spac gdyz rano zaraz po wyladowaniu jedziemy 500km do Nasca. j
      • jutka1 Re: Peru: Dzien 1 04.05.15, 22:54
        Adorable! :-)
      • iwannabesedated Re: Peru: Dzien 1 04.05.15, 23:02
        O rany, tak dręczyć niewiastę! Ertes, jesteś POTWOREM! A Gruba jest święta, za jeszcze nie dokonanie na Tobie uzasadnionego mordu. Każdy ją by sąd uniewinnił :)

        Dobre, dobre, dawaj dalej.

        :D
        • kan_z_oz Re: Peru: Dzien 1 05.05.15, 00:24
          Fajne. Jestem niesamowicie ciekawa Waszych czy Twoich wrazen z prowadzenia samochodu w Limie. Nie bede nic mowic aby nie zapeszyc...
          Lima i jej okolica nie ma opadow deszczu. Za to codziennie przed zmrokiem ma taka mala 'murke'. Kurtki i ubrania przeciw deszczowe mozecie wiec schowac az do wizyty w Cusco.

          Pa
          • maria421 Re: Peru: Dzien 1 05.05.15, 08:36
            Ertes, nic tylko pozazdroscic Twojej Grubej takich niespodzianek:-)

            Fajnie opisujesz, czekam na ciag dalszy.
            • ewa553 Re: Peru: Dzien 1 05.05.15, 09:29
              Ertes, to prawie jak opowiesc z tysiaca i jednej nocy! Pisz, pisz, nie kaz nam czekac. A zdjecia fantastyczne, zu pelnie inny swiat, nie wiem jak bym sie tam odnalazla..
              • ertes Re: Peru: Dzien 1 05.05.15, 15:50
                Cholera ale pisanie bez bledow cos mi nie wychodzi. Widze ze tez zle wkleilem niektore zdjecia.
                Postaram sie dodac nowe i poprawic.
      • ertes Peru: Dzien 1 cd 05.05.15, 19:15
        Nie wyszlo wstawienie kilku zdjec wiec tu je dodam.

        Przepiekna katedra w srodku:

        https://lh4.googleusercontent.com/-BmfRQravZPA/VUfLVFh4QEI/AAAAAAAAZtI/vGNnTdGl1k4/w1083-h725-no/DSC_6640.JPG

        Palac Narodowy. Bylismy w srodku po przejsciu groznie wygladajacej ochrony. Glowna atrakcja byla czesc poswiecona Benito Juarez.

        https://lh6.googleusercontent.com/-Z9pz7TwT9js/VUj2isfzr2I/AAAAAAAAZxE/hvOa-c4weS0/w967-h725-no/IMG_0711.JPG

        Tlumy sprzedawcow po "prawej stronie placu".

        https://lh3.googleusercontent.com/-5JIeB5t_TGs/VUj2kvY1wJI/AAAAAAAAZxM/QtIcOqF5YTo/w544-h725-no/IMG_0713.JPG

        I dla kontrastu "lepsza" czesc po lewej

        https://lh6.googleusercontent.com/-T102TI5LydA/VUj2DXWnQ6I/AAAAAAAAZzY/noBw0E-S-kA/w967-h725-no/IMG_0698.JPG

        • chris-joe Re: Peru: Dzien 1 cd 05.05.15, 20:08
          Ale fajowo! I pomysl 'mystery voyage' przedni. No i ta katedra- cudo.
          Dawaj dalej.
        • jutka1 Re: Peru: Dzien 1 cd 05.05.15, 20:15
          Cudo! Nieustająco zazdraszczam!
          Dawaj jeszcze!
          :-)
          • maria421 Re: Peru: Dzien 1 cd 05.05.15, 20:16
            Piekne zdjecia, prosze o wiecej :)
    • ertes Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) 05.05.15, 20:43
      Lot do Limy to 6 godzin a wiec cala noc. Staram sie spac, jutro jedziemy 500km przez zupelnie nieznany teren a pewno gorsze drogi niz u nas. Wychodzi to kiepsko ale przesypiam moze z 2-3 godziny. Ladowanie jak ladowanie, nic szczegolnego. Przechodzimy kontrole, nawet dosc szybko, idziemy do wyjscia i mila niespodzianka bo sa zaraz przed wyjsciem biura firm wypozyczajacych saamochody. Nasz to Budget. Pan bardzo dumnie nam mowi ze ma dla nas wypasiona Toyote Yaris. hmm no OK, wielkie rzeczy... mikroskopijny samochod ale co zrobic. Niestety mamy przykra niespodzianke gdy mowie ze niechce ubezpieczenia. Pan nam mowi ze zadna karta kredytowa nie kryje ubezpieczenia w Ameryce Poludniowej. Nie wiem czy to prawda ale po namysle wolimy nie ryzykowac i wykupujemy 100% pokrycie od Budget. Kosztuje to $40/dzien wiec czujemy sie zrobieni w trabe. Ale coz.. takie zycie. Idziemy po samochod, obskakuja nas taksowkarze... Wreszcie wyciagam kontrakt z Budget i macham im przed oczami wiec sie odczepiaja. Samochod jak samochod, damy rade, poobijany z kazdej strony.
      Jedziemy, chwile zajmuje mi przyzwyczajenie sie do uzywania obu stop i machania drazkiem. Po pierwszych 250 metrach widze ze trzeba jechac na wyczucie gdyz pasy na ulicy niby sa ale czasem nie maja sensu. Po dalszych 250 metrach wjezdamy w ruch i tutaj wlacza mi sie alarm! O jasna cholera tutaj nie ma zadnych zasad ruchu! Ja tutaj grzeczny amerykanski kierowca wiec zajezdzaja mnie z kazdej strony przy tym soczyscie trabiac. Zajmuje mi kilka minut zeby ochlonac. Cale szczescie niedziela wiec ruch nieduzy. Zreszta zaraz mja GPS zaprowadzi mnie na autostrade ktora pojade na okolo miasta... Coz za pomylka... Durny GPS prowadzi mnie najkrotsza droga do autostrady. Poniewaz lotnisku jest na polnocy miasta a my jedziemy na poludnie to wjezdzamy w sam srodek. W tym momecie obydwoje sie zgadzamy ze wykupienie ubezpieczenia za $40/dzien nie bylo wcale glupie! Przejezdzamy przez lepsze i gorsze dzielnice. Ogromne miasto, brudne i ohydne w jednych miejscach a calkiem ladne w innych. Wrescie po chyba ponad godzinie a moze i wiecej wjezdzamy na platna autostrade.
      Och, jaka inna jazda, od razu robi sie przyjemnie. Zatrzymujemy sie na stacji, kupujemy redbulla, jakies orzeszki, chipsy i w droge. Wyjezdzamy poza miasto i otwiera sie przed nami pustynia. Ohydna, pusta, sam piach. Atacama, zero opadow. Jest po prostu brzydko, nie ma nic. Pojawiaja sie jakies miejscowosci... widac biede, brud
      https://lh6.googleusercontent.com/-CWsZLcm273g/VUkBp5xFR2I/AAAAAAAAZ0w/ykdaVnVbTGg/w967-h725-no/IMG_0757.JPG
      https://lh3.googleusercontent.com/-U9o0XL7xVqE/VUkBaL1KsLI/AAAAAAAAZz4/KVVjkHHUbc4/w544-h725-no/IMG_0743.JPG

      Monotonnosc jazdy zaczyna powodowac ze zamykaja sie oczy, ostatecznie spalem jakies 8 godzin w ciagu poprzednich 48... Redbull nie pomaga na zbyt dlugo. Gruba chce koniecznie zjechac na plaze ale nie mozemy nic znalezc. Wreszcie znajduje droge w bok, jedziemy ze 2 mile ppo zupelnych bezdrozach i dojezdzamy do sporych kompleksow domkow na samej plazy ale wszystko za plotem. Jedziemy wzdluz az otwiera sie wjazd nad ocean. Parkujemy i idziemy polazic w chlodnej wodzie.

      https://lh3.googleusercontent.com/-wNhhmQSOXqo/VUkBjbmeMHI/AAAAAAAAZ0Y/-d2udKdqTc8/w544-h725-no/IMG_0750.JPG

      https://lh6.googleusercontent.com/-_lv0LN35lng/VUkBnVqusEI/AAAAAAAAZ0o/Mc8nMT8gjCc/w967-h725-no/IMG_0754.JPG

      Zmiana jest dobra, budze sie i jedziemy dalej. Kilometry znow zaczynaja sie ciagnac, nic nie ma poza piaskiem i potworna bieda szalasow robiacych za domy. Wreszcie dojezdzamy do czego zielonego. Uprawy, sady, banany, kukurydza. Co jakis czas ktos stoi przy drodze i sprzedaje owoce. Zatrzymujemy sie i kupujemy winogrona, jablka, banany. Myjemy wszystko dokladnie woda z butelki... babka patrzy sie jak na glupkow ale wolimy nie ryzykowac. Ok, w droge, zabieramy sie za owoce. I szok! O rany, jakie te winogrona sa pyszne! Jakie slodkie! Opychamy sie do nieprzytomnosci. No tak, ale teraz sie najadlem to dopiero zaczyna sie spac. Gruba usypia wiec ja od razu budze i mowie ze jej nie wolno. Mowi mi ze musimy sie zatrzymac i przespac ale ja wole jechac. Coz po jakims czasie okazuje sie ze autopista sie konczy... Bardzo nieprzyjemna niespodzianka. Jedziemy zwykla droga, ciezarowki, ruch, trzeba wyprzedzac. Jedno co dobre to natychmiast przechodzi mi sen. To jest survival... Czy moze byc gorzej? Chyba raczej nie... O do diabla wjezdamy do miasta i tu dopiero zaczyna sie zabawa!

      cdn

      https://lh3.googleusercontent.com/-yFfhBf-dmk4/VUkBu-TAnoI/AAAAAAAAZ04/yQAu5GXitqQ/w544-h725-no/IMG_0761.JPG
      • jutka1 Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) 05.05.15, 20:56
        AAAAAAA.
        CDN poproszę jak najszybciej!
        :-)
      • chris-joe Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) 05.05.15, 21:09
        Welcome to South America "B" :)) Na korzysc Brazylii musze dodac, ze autostrady maja tam swietne, drogi zwykle calkiem porzadne, a i reguly ruchu sa zdecydowanie respektowane tak w miescie, jak i w terenie. I w zyciu nie bulilismy takiej forsy za ubezpieczenie auta! Ale jak mystery voyage, to mystery voyage. Przygodo ahoj :) Mnie sie podoba, choc przyznam, nie koniecznie zaraz po dlugim nocnym locie :)
        Natomiast Gruba prezentuje sie kosz-mar-nie! ;)
      • ertes Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 05.05.15, 23:23
        Wjezdzamy do Chincha Alta. Obydwoje jednoglosnie stwierdzamy ze bardzo nam sie podoba tutejsza sygnalizacja: podaje czas trwania swiatla. Na zdjeciu w poprzednim poscie widac 25 i to jest ilosc sekund do czerwonego. Super.
        Wjezdzamy w miasto. Ruch niesamowity. Pojawiaja sie mototaxi. Znow wlacza mi sie czerwona lampka. Alarm dla chyba wszystkich zmyslow!

        https://lh6.googleusercontent.com/-6TKaTOiXtaE/VUkBxgb6zcI/AAAAAAAAZ1I/HHGDNv-p44s/w967-h725-no/IMG_0764.JPG

        https://lh6.googleusercontent.com/-tBQYDZ-fJkc/VUkCAYp4mlI/AAAAAAAAZ2Q/vOCcASIOexg/w967-h725-no/IMG_0778.JPG

        Gruba ni stad ni zowad zaczyna sie strasznie cieszyc i pokazuje dziesiatki Daweoo Tico. Przewazajacy zolty kolor. Podobno kiedys super popularne w Polsce
        Zapomnialem przy okazji dodac ze tutaj uzywa sie klaksonu wiecej niz hamulca. Cale to towarzystwo nieustannie trabi. Maja to opanowane do perfekcji!

        https://lh3.googleusercontent.com/-QIthAB9P5T4/VUkB-u1XDxI/AAAAAAAAZ2I/42sJRVePoHM/w544-h725-no/IMG_0777.JPG

        Przejezdamy przez to miasto. Cale szczescie ruch maleje i zaczynamy znow jechac w jakims rozsadnym tempie. Co chwila trzeba wyprzedzac ale akurat tego sie nie boje wiec jedziemy dosc szybko. Jednak trzeba uwazac na tych co wyprzedzaja z naprzeciwka. Nie ma myslenia o niebieskich migdalach.
        Radosc z luznej drogi jednak nie trwa dlugo. Wjezdzamy do Pisco, znow szalony ruch ale juz mam doswiadczenie wiec jakos jedziemy. Tym razem mototaxi jezdzace w kazda strone wokol mnie juz nie przerazaja. Zaczynam dostrzegac sens w tym wszystkim. W koncu dojezdzamy do Ica, czyli nasz cel na jutro wieczor. Przejechalismy lekko ponad 300km.
        https://lh6.googleusercontent.com/-oj78-q_1CN4/VUkB5ZHa6lI/AAAAAAAAZ1w/OxAD0gUIAVU/w967-h725-no/IMG_0773.JPG
        Do Nasca zostalo 150km. Padam na nos ze zmeczenia. Wszystko sie powtarza, ruch jak szalony jakby bez zadnych zasad. Wreszcie wyjezdzamy poza miasto.

        https://lh6.googleusercontent.com/-Z_hiMfSwA6Q/VUkB3oK1jZI/AAAAAAAAZ1o/BPNQ04wyEeA/w967-h725-no/IMG_0769.JPG

        Panamericana pustoszeje. Lecimy dosc szybko. Po kilku godzinach samego piasku wreszcie zielona dolina

        https://lh6.googleusercontent.com/-XiyPRbAJCyA/VUkCDPsV3jI/AAAAAAAAZ2g/SIXcDMccaLE/w967-h725-no/IMG_0785.JPG

        Tu ciekawostka. Musimy zatankowac bo bak pustawy. Gosc w wypozyczalni powiedzial nam ze mamy tankowac minimum E95. Dobra, nie ma sprawy ale ona kosztuje prawie 12 soles czyli podzielone na 3 to wychodzi $4 za litr!!! Rany boskie! Alez oni maja potwornie droga benzyne.
        Licze ze 30 litrow bedzie mnie kosztowalo $120 dolcow! Jakos to mi malo pasuje ale co tam, trzeba tankowac. podjezdzam, wychodzi peruwianska laska, mowie jej -Full - , leje a tu full sie robi po 7 litrach! Jasny gwint... Tozto sa galony! Uffff place 85 soles z ogromna ulga. Ale do dzis nie rozumiem skad tam sie wziely galony kiedy wszystko jest w systemie metrycznym.
        Jedziemy.
        Powoli zaczyna nas ogarniac podniecenie bo juz wiemy ze jedziemy w poblizu obrazkow. Wreszcie jest wieza

        lh6.googleusercontent.com/-Sv7buFJrmF4/VUkCfExsj8I/AAAAAAAAZ3A/QBynk6VlDuI/w485-h724-no/DSC_6667.JPG
        Placimy 3 soles i wlazimy na gore

        https://lh4.googleusercontent.com/-koLdu2_l7lg/VUkCJD7KNlI/AAAAAAAAZ2o/PcGNeIDRwqs/w1083-h725-no/DSC_6660.JPG

        Co to jest? Rece? 9 palcy? Ktos mowi ze to ma cos wspolnego z fertylity: 9 miesiecy...
        Obok jest drzewo. Pod slonce, zle widac. Ale jutro bedziemy latac samolotem wiec zobaczymy wiecej. Nic straconego. Wjezdzamy do Nasca, szukamy naszego hotelu. W zasadzie to nie hotel ale hospedaje czyli nocleg. Tripadvisor ocenia bardzo wysoko, cena $23 dolary. Troche bladzimy ale wreszcie znajdujemy. Pokazuja nam pokoj. Zwykly, prosty ale czysty, lazienka, dwa lozka. Super. Na spanie wystarczy. Przy okazji pytamy sie o lot na jutro. Ja licze sie z wydatkiem $90-$100 na osobe. Wlasciciel nam mowi $80 i odbiora nas rano o 7dmej z hotelu!
        Super, bierzemy. Parkujemy samochod u kogos za brama.
        Z rozkosza bierzemy prysznic po dwoch dniach podrozy! czyste ciuchy, odpoczynek, relaks.
        Ale nie za dlugo, jestesmy tu krotko, trzeba isc zwiedzac, ogladac miasto.

        cdn
        • chris-joe Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 05.05.15, 23:35
          Smakowity reportaz. Mniam, mniam. Czekam na wiecej :)
          • iwannabesedated Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 06.05.15, 00:10
            No nie, rozsierdzające i rozbestwiające te wszystkie rajze-memuary są :D Fajnie, fajnie. Też czytałam Danikena. Czytać książkę o tych rysunkach to jedno, a się dowiedzieć, że naprawdę są, i do tej pory nie wiadomo czym są - duża frajda to jest.
      • ertes Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 01:10
        Zwlekamy sie z lozek i idziemy. Na zewntarz jest przyjemnie chlodno. Tuz przed wyjsciem wygladam przez okno... hmm... no tak...

        https://lh6.googleusercontent.com/-6zwD8k1RBvc/VUkCg_gv--I/AAAAAAAAZ3I/29XWzsNyWrk/w967-h725-no/IMG_0791.JPG

        Mam nadzieje ze bedzie lepiej. I jest. Wchodzimy na calkiem przyjemna uliczke

        https://lh3.googleusercontent.com/-2wpWEXYnYE4/VUlEQVezVwI/AAAAAAAAZ3o/zJCHK2XacF4/w544-h725-no/IMG_0795.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-Kqobl9KCVbQ/VUlETskj97I/AAAAAAAAZ34/8MxX2lqlCIs/w967-h725-no/IMG_0803.JPG

        Calkiem ladnie. Wybieramy przy okazji jedna z tych knajpek na obiad ale poki co lecimy dalej mimo ze jestesmy niezle glodni. Oczywiscie jest to kraj kontrastow

        https://lh6.googleusercontent.com/-vZWUXEnGecQ/VUlEdszMxTI/AAAAAAAAZ4g/eC2B6QkwmMc/w967-h725-no/IMG_0811.JPG

        Dochodzimy do Plaza de Armas
        https://lh6.googleusercontent.com/-bPPyK96OUo8/VUlEces-XeI/AAAAAAAAZ4Y/PTc9HPxp1FY/w967-h725-no/IMG_0809.JPG
        Calkiem sporo ludzi, miejscowych i turystow. Az przyjemnie wejsc w takie miejsce.

        https://lh6.googleusercontent.com/-HFIORzSmDyU/VUlEgYs5QlI/AAAAAAAAZ4w/1tP8L1pxRgQ/w967-h725-no/IMG_0814.JPG

        Oczywiscie cykamy zdjecia jak japonska wycieczka

        https://lh6.googleusercontent.com/-DIH_1zCpldk/VUlEm0Bt47I/AAAAAAAAZ5I/8hw7oeduKVc/w967-h725-no/IMG_0821.JPG

        Tico, Tico, Tico,. Wlasciciele na nasz widok dostaja orgazmu klaksonowego: a moze trafi sie turysta do podwiezienia... Zauwazamy ze kazdy samochod ma napisane imie wlasciciela a czesto dwa imiona: maz i zona, bracia etc
        https://lh6.googleusercontent.com/-0FghElWTS4s/VUlEuhE8yII/AAAAAAAAZ5o/2OpEcXqI3MI/w967-h725-no/IMG_0828.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-ly_O_cWfuYo/VUlEqvtRp2I/AAAAAAAAZ5Y/ZHmYrAQZeiM/w967-h725-no/IMG_0824.JPG

        Dochodzimy do targu. Tlum ludzi, mozna kupic wszystko. Ja kupuje sobie skarpetki za $1. 3 sztuki. Calkiem ok. Obok widze garnki. Ale super. Przydalyby sie. Gruba oglada rozne ciuchy. kupuje dla syna koszulke FC Barcelona z Messi na plecach. Podroba. Ale co tam. 15 soles.

        https://lh3.googleusercontent.com/-JRlrE86ubmU/VUlEtXW7c3I/AAAAAAAAZ5g/qUptoJ3B0L4/w544-h725-no/IMG_0827.JPG

        Wreszcie zmeczeni i glodni idziemy cos zjesc. Wyglada na to ze jestesmy za wczesnie. Zamawiamy miejscowe piwo: Cusqueña. Bardzo dobre. Wreszcie dostajemy appetizer. Peruwianskie Ceviche. O rany! Ale pycha! hmm ale dziwna kukurydza... 100 razy lepsze niz nasze w Kalifornii. Do tego opychamy sie Lomo Saltado.
        https://lh3.googleusercontent.com/-AsGOJK13AtM/VUlEv-IdHtI/AAAAAAAAZ5w/kHWousowtro/w544-h725-no/IMG_0831.JPG

        Po obiedzie jestesmy tak najedzeni ze juz w zasadzie nie ma sily na nic. Kupujemy tylko wode, owoce.
        Jutro moje urodziny, ktore spedze ogladajac rysunki w Nasca. Ogarnia mnie fala refleksji. Gdy czytalem Danikena Nasca byla dla mnie tak odlegla i nieosiagalna jak Slonce. A teraz jestem wlasnie tutaj. Wreszcie dowlekam sie do lozka i spie w 5 minut z poczuciem dobrze spedzonych dwoch dni.
        • chris-joe Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 02:11
          "Gdy czytalem Danikena Nasca byla dla mnie tak odlegla i nieosiagalna jak Slonce. A teraz jestem wlasnie tutaj. Wreszcie dowlekam sie do lozka i spie w 5 minut z poczuciem dobrze spedzonych dwoch dni."

          I dobrze ci tak :)
        • jutka1 Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 07:39
          Wspaniały reportaż, Ertesie. Wielkie dzięki! :-)
        • blues28 Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 10:32
          Ertes! Znakomity reportaz! Wrecz zagladam Wam przez ramie oczami wyobrazni :-)
          Dzieki i czekam na c.d.
          Acha, Twoja Bardzo Gruba Zona wyglada swietnie ale napewno jest to efekt bezkresu oceanu :-)))
          No i Happy Birthday dla Was obojga :-)
          • maria421 Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 11:10
            Z ciekawoscia przeczytalam i obejrzalam. Fajnie macie, uzywajcie sobie :)
            • kan_z_oz Re: Peru: Dzien 2 (Lima do Nasca) cd 2 06.05.15, 13:29
              Te koszmarnie wystajace stalowe prety z budynkow, powodujace, ze miasta wygladaja jak po kataklizmie sa w Peru oznaka nadzieji i dobrobytu...haha
              Wlasciciele takich domow w ten sposob wyrazaja swoje zadowolenie, ze po pierwsze maja dom , a drugie maja nadzieje, ze go wktrotce rozbuduja. Tylu domow wygladaja czesto na na zdjeciu..hlehle.

              Czesto tyly domow maja biegajace psy po dachach dobudowek, wiec nie ma co narzekac - mozna miec bezsenna bo wycie takiej sfory trudno przespac.

              No i tak sobie poradziles super z prowadzeniem samochodu. 9 lat temu Lima miala 3 dzialajace skrzyzowania ze swiatlami, na najwiekszych skrzyzowaniach gdzie absolutnie 'na czuja' sie juz przejechac nie dalo (przy populacji 11 milionow).

              Czekam na zdjecia linii z lotu.

              Kan
    • ertes Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) 06.05.15, 20:03
      Rano, 27 kwiecien... znowu. Ktory to juz? Niechce wiedziec. Za duzo. Zyczenia zewszad. Super.
      Ale najwazniejsze dzis przedemna :) Mam troche treme. Nigdy nie lecialem takim malutkim samolotem. Gruba tez widze nadrabia mina. Na sniadanie owoce, woda i idziemy. Kurcze, drzwi zamkniete na klucz... Nikogo nie ma. No nic, otwieram sposobem wlasnie gdy podjezdza po nas van. Wskakujemy. W srodku Angielka i Australijka. Poznac latwo po smiesznych akcentach. Za chwile wsiadaja jeszcze dwie osoby i o rany! Szeleszcza po naszemu! Polacy :) Fajnie, milo. Polonia gora, anglosaski milkna :) Chlopak ze Slaska spod Katowic wiec z Gruba maja dodatkowo wspolny jezyk. Wjezdzamy na lotnisko, wchodzimy do hali a tam pelno ludzi. Ale brzmia jakos swojsko! Kurcze, Polacy! 3/4 ludzi to sa Polacy :)
      Niestety przez to ze jest tyle wiary mowia nam "air traffic" wiec czekamy chyba z godzine.
      Wreszcie wolaja nas. Po raz kolejny dokladne sprawdzanie paszportow. Przychodzi sliczna Peruwianka i prowadzi do samolotu

      https://lh6.googleusercontent.com/-AjaxOp3IBrE/VUlE1JQtiEI/AAAAAAAAZ54/goNUgnto3bo/w1083-h725-no/DSC_6674.JPG

      Przedstawia nam pilota, David. Dokladnie opisuje co bedziemy widziec, w jakiej kolejnosci. Samolot bedzie bardzo ostro skrecal i sie przechylal. Rysuje mapke i nam daje. Swietnie.

      https://lh6.googleusercontent.com/-KQPVzDAd2EY/VUlE6zRH4uI/AAAAAAAAZ6I/rbKMtFPrkR8/w967-h725-no/IMG_0835.JPG

      Pakuje sie samolociku. Niestety nie jest to latwe przy moich gabarytach a zwlaszcza ze sztywna noga w kolanie.
      Lecimy
      https://lh6.googleusercontent.com/-gmb_TODZMS8/VUlE_izcv0I/AAAAAAAAZ6o/jeodLcOQAnY/w967-h725-no/IMG_0840.JPG

      pokazuja nam kolejne figury. Niektore ciezko byloby samemu rozpoznac a niektore od razu widac

      https://lh6.googleusercontent.com/-dG6D6fwie8Y/VUlFP96cSTI/AAAAAAAAZ7Q/bJYB3yJqGIk/w912-h725-no/DSC_6678.JPG

      https://lh5.googleusercontent.com/-nO7PUiD7I8Q/VUlFmvg9dhI/AAAAAAAAZ7w/OeF5SbUFGRs/w766-h725-no/DSC_6688.JPG

      Krecimy sie jak baczki. Przechylenie jest niesamowite ale przy takim podnieceniu nie czuc nic. Napawamy sie widokiem:

      ASTRONAUTA
      https://lh6.googleusercontent.com/-Qv2On0jPZyU/VUlF2YBjARI/AAAAAAAAZ8I/pRSal2jk5sQ/w1083-h725-no/DSC_6692.JPG

      MALPA
      https://lh5.googleusercontent.com/-PMGtrFpQ0Wk/VUlGQfVFvQI/AAAAAAAAZ8o/SQGkVA4YLTc/w1046-h725-no/DSC_6703.JPG

      PIES
      https://lh4.googleusercontent.com/-DCH9mrOWg68/VUlGcRVy31I/AAAAAAAAZ8w/hEbpO7TKhZg/w844-h725-no/DSC_6706.JPG

      KOLIBER (najslynniejszy rysunek)
      https://lh6.googleusercontent.com/-Gw7w2tONz4Y/VUlGeGiK2bI/AAAAAAAAZ84/FnNTUHc3EJ0/w1083-h725-no/DSC_6713.JPG

      PAJAK
      https://lh3.googleusercontent.com/-b_G61CWty6k/VUlGrNcWVNI/AAAAAAAAZ9I/fjN_mSQBzTQ/w962-h725-no/DSC_6717.JPG

      DRZEWO (to co nie bylo za dobrze widac z wiezy)

      https://lh4.googleusercontent.com/-SdPNE7o82y8/VUlHTcqmTAI/AAAAAAAAZ94/aOhx7sh8iYQ/w1083-h725-no/DSC_6729.JPG

      Nasza co pilotka

      https://lh4.googleusercontent.com/-nPDvk0xWc-w/VUlHa1TNXaI/AAAAAAAAZ-M/PubfGGLTGXs/w1083-h725-no/DSC_6741.JPG

      Dodatkowa atrakcja: wydma o wyskosci prawie 2000metrow!

      https://lh6.googleusercontent.com/-oi4cbXs8GRs/VUlHd3bqF7I/AAAAAAAAZ-Q/iAoBFAoTgc0/w1083-h725-no/DSC_6744.JPG

      Ok, widzielismy cale mnostwo rysunkow. Cos niesamowitego. Niektore sa po prostu ogromne. Cala plaszczyzna jest pokryta rysunkami. Tysiace pytan bez odpowiedzi. Alez to bylo wspaniale przezycie! Wydaje sie tylko 5 minut a jestesmy ponad pol godziny w powietrzu.
      Ladujemy
      https://lh4.googleusercontent.com/-1XONfpuAe8o/VUlHvRLxtMI/AAAAAAAAZ-o/w0KIRGVpcVU/w1083-h725-no/DSC_6752.JPG

      Wysiadamy z samolociku. Nie mamy czasu nawet ochlonac bo wsadzaja nas do vana i do hotelu. Pelni wrazen pakujemy sie. W hotelu nawet nie wiedza ze bylismy locie a przeciez trzeba im zaplacic. Staram sie to wytlumaczyc ale babka nie bardzo rozumie i mowi - gracias -. Ok, no fajnie byloby zaoszczedzic $160 dolcow ale to nie w moim stylu. jeszcze raz tlumacze ze musze jej zostawic pieniadze. Wreszcie rozumie :) Biore na wszelki wypadek rachunek...
      Bierzemy samochod i mowimy do widzenia Nasca. Jedziemy teraz do Ica. Tam czeka nas kolejna przygoda.
      • blues28 Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) 06.05.15, 20:27
        Niesamowite! Gracias!
        Jak ten pies Pavlova czekam na relacje z Ica :-)
      • ertes Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd 07.05.15, 00:35
        Jedziemy do Ica. Ten odcinek spokojny. Dopiero w Ica wiem ze zacznie sie zabawa. Po drodze jednak jest ciekawostka. Zamknieta droga. Zauwazylismy jadac do Nasca ze niektorzy tam pojechali. Moj GPS tez pokazuje ze jest krocej. OK, co tam, jestesmy w Peru, jak tutejsi maja zakazy w nosie to my tez. Wyglada ciekawie

        https://lh6.googleusercontent.com/-P4zjLuqyZdY/VUqH_gDli2I/AAAAAAAAaCc/9isko2eOlNk/w967-h725-no/IMG_0906.JPG

        Kawalek dalej zaczynamy sie ostro wspinac. raptem zatrzymuja nas jakies babki. Cos nam sie wydaje ze chca pieniadze ale gadam ze nie mowie po hiszpansku i odjezdzam. Za chwile ostry zakret, curva peligrosa, no i rzeczywsice jest obsuniety kawal drogi. Urwisko pionowo w dol ma z 200-300 metrow. Robi nam sie goraco ale jedziemy dalej. I znow stop, tym razem tunel
        https://lh3.googleusercontent.com/-JTxjwvF9sM4/VUqIGiN5uyI/AAAAAAAAaCs/eQ9glCRjBn0/w544-h725-no/IMG_0913.JPG

        Czekamy jak nikogo nie ma i wjezdzamy. Cholera, mam okulary przeciwsloneczne i nic nie widze! Zdejmuje ale i tak jestem slepy bo teraz wszystko rozmazane wiec jade troche na wyczucie w ciemnosci. Uff, przejechalem. Ponizej nieostre zdjecie ale oddaje to jak ja widze:

        https://lh3.googleusercontent.com/-Y0XrbnToAvg/VUqIIGRraEI/AAAAAAAAaC0/sPV2Lolp_Bw/w544-h725-no/IMG_0914.JPG

        jestesmy po drugiej stronie oszczedzajac z godzine jazdy.
        https://lh6.googleusercontent.com/-G0xRazsq4o8/VUqILADgcKI/AAAAAAAAaC8/riFVFGh0BIk/w967-h725-no/IMG_0918.JPG

        Teraz juz prosta droga do Ica. Miejscowosc ta jest ciekawa ze wzgledu na oaze i ogromne wydmy. Musimy sie zastanowic nad planem. Nie mam tutaj przygotowanego hotelu poza ogolna mapka dwoch czy trzech. Ja wole najpierw znalezc hotel ale moja strasznie gruba Zona jest innego zdania. Chyba jasne co robimy....
        Wjezdzamy w miasto. Zaczyna sie normalna zabawa w traffic. Wczoraj widzialem znaki kierujace na Huacachina wiec bez problemu znajduje. Po kilkuset metrach znikaja mototaxi
        https://lh6.googleusercontent.com/-G03zx5U50os/VUqISQncCnI/AAAAAAAAaDM/t1jN0QfvPKk/w967-h725-no/IMG_0923.JPG

        Wjezdzamy do oazy. Jest pieknie
        https://lh4.googleusercontent.com/-2GIgiyyc5oY/VUp8zuOFTCI/AAAAAAAAaB8/A3EWhmsHtMU/w1083-h725-no/DSC_6783.JPG

        Szukamy parkingu. Wjezdzam w jakas uliczke, konczy sie, wycofuje, przybiega Peruwianczyk i ladna angielszczyzna pyta sie czy pomoc. Jasne! Prowadzi nas na parking, proponuje pomoc w znalezieniu hotelu. Pokazuje nam dwa, wybieramy drugi. Pytamy sie o dune bugging i sanboarding. Oczywiscie, on ma firme i bedzie jechal o 4 po poludniu. Swietnie. o to nam chodzi. Dajemy zaliczke, umawiamy sie. Jest po prostu bomba. Poszlo nam duzo latwiej niz myslelismy. idziemy cos zjesc, basen, piwo. Zyc nie umierac.
        Dochodzi czwarta. Przyjezdza po nas gosc, pakujemy sie do dune buggy

        https://lh6.googleusercontent.com/-YVrv_7k1Rfc/VUp8hGjtgcI/AAAAAAAAaBc/cjjZV3_1dtI/w967-h725-no/IMG_0968.JPG

        Wjezdzamy w szalenczym tempie na wydmy. Silnik ryczy jak szalony, predkosc niesamowita. Fantastyczna zabawa.
        https://lh6.googleusercontent.com/-ZhKZlwsrPrg/VUp8MMyfC_I/AAAAAAAAaAM/m_OyeE7PzUQ/w967-h725-no/IMG_0939.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-5P1V277f3ZA/VUp8XLSapBI/AAAAAAAAaA0/nHIkE9WaPVY/w1083-h725-no/DSC_6773.JPG

        Po szalenczej jezdzie przychodzi czas na sandboarding. Dostajemy po desce, smarujemy woskiem i jedziemy z ograomnych wydm w dol. w tej czesci mam tylko filmiki z iphone wiec musze je gdzies wrzucic na youtube. Dodam ewentualnie errate do dzis :)
        Ja zjezdzam z pierwszej wydmy, robie koziolka i mam dosc. Gruba jak to Gruba, niczego sie nie boi. Jezdzi po tych wydmach jak szalona. Ostatnia ma chyba ze 100-150 metrow wysokosci

        https://lh3.googleusercontent.com/-g7ZHT-7kO44/VUp8s1N2jzI/AAAAAAAAaBs/XDZjXsF2sP4/w544-h725-no/IMG_0999.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-zqUyvOy8AIc/VUp8vbgjJCI/AAAAAAAAaB0/aynoy92w9V4/w967-h725-no/IMG_1001.JPG

        Ja robie zdjecia i krece filmiki. Powoli zapada noc

        https://lh6.googleusercontent.com/-C54fxG2irDs/VUp8pEYkb3I/AAAAAAAAaBk/K1GbXcgcrvA/w967-h725-no/IMG_0993.JPG

        Wreszcie zabieramy cala ekipe i zjezdzamy do Oazy. Zabawa byla super. Teraz tylko zostal piach w butach
        https://lh6.googleusercontent.com/-zTpSz8JiSlk/VUp84khjLDI/AAAAAAAAaCM/ZxXy9yiExDs/w1083-h725-no/DSC_6788.JPG


        Lecimy do hotelu. Otrzepujemy sie z piasku i wracamy na obiad do restauracji. Siadamy obok jakiejs grupki ktora juz chyba wypila i zachowuje sie dosc glosno. Patrzymy z niesmakiem. Wygladaja na Amerykanow lub Kanadyjczykow sadzac ppo akcencie. Nieszkodzi. damy rade. Jest Happy Hour: 4x1. zamawiamy Pisco Sour. Moze byc. Przy drugiej kolejce nasi sasiedzi zaczynaja spiewac Happy Birthday. Okazauje sie jeden z nich ma dzis urodziny! Dolaczamy spiewem. hmm zdaje sie ze halas juz nam nie przeszkadza. Konczymy druga kolejke a nasi sasiedzi znow spiewaja. No tego to juz za duzo. Mowie im ze dzis sa moje urodziny. nie dowierzaja. Pokazuje paszport. O rany! teraz spiewamy wszyscy dla mnie. Nastepne kolejka Pisco Sour. Dolaczamy sie do nich. Mlodziez... 25-30 lat. Kanadyjczycy i jeden Australijczyk.
        Z mloda para Kanadoli dogaduje sie ze sa z Toronto ale zeby tego bylo malo to z dzielnicy Mimico gdzie ja kiedys mieszkalem. Ok, dobra, spiewamy Happy Birthday. Nastepna kolejka Pisco Sour. Spiewamy. Wymieniamy uwagi na temat hokeja.
        Cholera, przekroczylem stan trzezwosci juz dawno. Zblizam sie do stanu przytomnosci. Zamykaja knajpe, idziemy gdzies. Dostaje w reke ucho z wodka... pije brrr co za ohyda...
        Wchodzimy do jakiejs knajpy, ktoras z Kanadyjek sie przyczepia i gada jak najeta do mnie. Mam wrazenie ze jest ciut za blisko... zaczynam czuc sie niekofortowo mimo alkoholu. W pewnym momencie widze Guba na ulicy, gdzies idzie. Zajmuje mi nie wiem nawet ile uwolnienie sie od mojej Kanadyjki i staram sie pojsc za Gruba. Nie idzie mi to latwo szczerze mowiac ale jestem zdeterminowany. Wreszcie zauwazam ja jak wchodzi na podworze naszego hotelu. ufff, bo sie balem ze jej nie znajde. Wreszcie i ja dochodze do hotelu, widze ze siedzi na lawce. Mowie zebysmy poszli do pokoju ale widze ze nie bedzie to mozliwe. Obok wisi hamak wiec zwalam sie na niego i staram sie czuwac ale usypiam. Budze sie co jakis czas, sprawdzam czy Gruba jest OK. W koncu, nie wiem po ilu godzinach, widze ze siedzi na lawce. Namawiam ja do pojscia do pokoju, tym razem sie udaje. Kladziemy sie spac. Jeszcze sprawdzam czy mam wszystkie dokumenty. Ufff, mam. Zanim usne to juz wiem ze jutro bedzie CIEZKI dzien. Pisco Sour zapamietamy na baaardzo dlugo.


          • jutka1 Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd Sandboarding 07.05.15, 07:27
            Nie-sa-mo-wi-te! :-)
            I świetnie napisany ten reportaż, Ertesie.
            Dziękuję, że się z nami tym dzielisz.
            :-)
            • maria421 Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd Sandboarding 07.05.15, 08:50
              Ertes, ja Ci osobiscie przyznaje nagrode Forum za najlepszy reportaz z podrozy ! :-)
          • asia.sthm Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd Sandboarding 07.05.15, 12:03
            Zachwycajaca bomba!

            Urodzinowe 100 lat, 100lat dla Jubilatow obojga, odspiewane na trzezwo lecz glosno.
            • kan_z_oz Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd Sandboarding 07.05.15, 12:49
              Bylam ciekawa kiedy natkniesz sie na pisco sour. Jest serwowane w hotelach niemalze obowiazkowo na sniadanie. Jesli jestes na wycieczce, to zawsze siedzi obok ciebie abstynent, lub taki co na sniedanie nie pije alkoholu. Na sniadanie to w sumie nikt nie pije. Powstaje w ten sposob dylemat - wylac? czy wypic? oraz ile?

              Czekam kiedy natkniesz sie na 'herbatke'...haha

              Nie moge zdzierzyc nazywania tej pieknej dziewczyny 'gruba', no ale to juz moj problem.
              Happy B.

              Kan
              • blues28 Re: Peru: Dzien 2 (Nasca i Ica) cd Sandboarding 07.05.15, 13:21
                My oh my, ale podróz! I reportaz!!
                Ja wciaz jeszcze wracam do kosmicznych znaków Nazca, sa niesamowite ale szalenstwo na wydmach Ica tez ma swój urok :-)
                Bardzo jestem ciekawa nastepnego dnia, nawet z kolosalnym kacem :-))
    • ertes Peru: Dzien 3 (Paracas i Lima) 07.05.15, 20:46
      Budzi mnie rozgrzewajacy sie pokoj. Poniewaz tym razem zalozylem ostry limit na hotele mamy bardzo prosty pokoik z dwoma lozkami, lazienka, to wszystko. Ale kosztuje 70 soles :) Coz klimy nie ma. W nocy niepotrzebna ale teraz by sie przydala.
      Co tu duzo ukrywac? Kac na potege. W glowie sie kreci, zoladek wywrocony na druga strone. Zimny prysznic niewiele pomaga. Zaczynam powoli pakowac, budza moja Strasznie Gruba Zone.
      Biedna... przeprasza mnie i dziekuje ze sie opiekowalem. Moja meskie ego jest twardnieje ;)
      Ok, stwierdzenie ze mamy kaca, ze wyglupilismy sie gorzej niz te malolaty z ktorymi pilismy jest faktem z ktorym musimy sie pogodzic. Najgorsze jest to ze mamy do zrobienia ponad 300km do Limy a zwlaszcza przez Lima...
      Idziemy na sniadanie, jakis omlecik, kawa, sok pomaranczowy. Organizm sie troche wzbrania ale przyjmuje :)
      Dzis w planie mamy Paracas i Ballestats Islands. Wsiadamy do samochodu, klimatyzacja robi dobrze. Za 5 minut jedziemy juz w szalonym ruchu w Ica wiec moj mozg wlacz 5 bieg, z trudnoscia bo najchetniej to zostal w pozycji netutralnej...
      Wyjezdzamy poza miasto. Coz za piekne widoki. Boze alez to Peru w tym miejscu jest brzydkie
      https://lh6.googleusercontent.com/-dkpQ_8125MI/VUqIQG_VSGI/AAAAAAAAaDE/wNmIyVguvjo/w967-h725-no/IMG_0919.JPG

      Dojezdzamy do Paracas. Niewielkie miasteczko portowe ale caly rejon jest parkiem. Tyle ze opisy mowia ze nic takiego ciekawego.
      https://lh6.googleusercontent.com/-kPN5b8uv0GE/VUuOOR-nQTI/AAAAAAAAaG8/SU8MutbyiwQ/w967-h725-no/IMG_1009.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-IpiVQlJwk50/VUuOXqF5TII/AAAAAAAAaHc/LETvh3nODWg/w967-h725-no/IMG_1010.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-_zgTI7Q0T_U/VUuOMzNDBFI/AAAAAAAAaG0/17Zgj5nNsxA/w967-h725-no/IMG_1008.JPG



      Co warto zobaczyc to Ballestas Islands. Problem w tym, tzn, problem jest dzisiaj, ze tam sie plynie niewielka lodzia motorowa. Calosc trwa okolo 2 godzin. Pelno naganiaczy, niewielu turystow. Zastanawiamy sie co robic. Jakos nie widzi mi sie bujanie w lodce przez 2 godziny. Widze ze Gruba ma ochote ale decyzje zostawia mnie. Siadamy w knajpce, pora lunch bierzemy cos do zjedzenia. Siedzimy z godzine, moze wiecej i jakos wcale nie nachodzi mnie ochota na mala wyprawe. Czas podjac decyzje... rezygnujemy. Nie jestesmy tak do konca rozczarowni gdyz mieszkamy nad Pacyfikiem wiec mamy codziennie do czynienia z morksimi zwierzetami: foki, slonie morkie, kormorany, pelikany etc etc. Tak przynajmniej sobie tlumaczymy ale wiadomo ze troche zalu jest. Cena pijanstwa...

      Wsiadamy w samochod. GPS prowadzi nas przez mistao Pisco... o boze co za makabra.
      https://lh3.googleusercontent.com/-YJyTDBLiRLE/VUuOSOgiG_I/AAAAAAAAaHM/gE-k_R0cKEI/w544-h725-no/IMG_1012.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-N-lGpWLeb3I/VUuOT-_7a2I/AAAAAAAAaHU/84gQb2G_qS0/w967-h725-no/IMG_1016.JPG

      Smrod, brud i bieda. Wreszcie wyjedzamy na Panamericana, wjezdzamy znow do Chincha Alta. Tu nam zajmuje dobre poltorej godziny korka. To przedsmak tego co nas czeka w Limie.
      Za Chincha Alta zaczyna sie autostrada. Coz za ulga. Cholera. orientujemy sie ze nie mamy Soles a tu trzeba placic przeciez. Zjezdzamy na stacje benzynowa. Gosc po hiszpoansku nam tlumaczy gdzie jest bankomat. Wylapujemy kluczowe slowa, jedziemy. 20 km i jest miasto o ktorym mowil, znajdujemy ulice, zjazd. Sa bankomaty. Swietnie. Raptem Grubej sie zachciewa sie zwiedzac miasto. he??? - Zwariowalas? - sie pytam? Zle pytanie, ups. Ok, jedziemy zwiedzac. Asfalt sie konczy, kamienie. Wreszcie jakas zamknieta droga. Gruba mowi zebym zawracal. Po chwili lecimy w strone Limy.
      Dojezdzamy oczywiscie w godzinach szczytu. Szczerze mowiac to nie wiem czy chce mi sie opisywac to co przezywamy przez nastepne 2 godziny jadac w ciezkim ruchu... Chyba cud ze nie mialem wypadku, samochod nawet nie zarysowany choc kilka razy centymetry nas dziela od zgniecionej blachy. Nasz cel to BB niedaleko lotniska gdyz jutro wczesnie rano lecimy do Cusco. Gdzies po drodze wjedzam w sam srodek zajezdni autobusowej, pod prad. Ale mam ich gdzies, jade widzac zdziwionych ludzi. Przejezdzamy przez lepsza dzielnice, Miraflores (tutaj spedzimy ostatnia noc). Od razu inne ulice, czysciej, lepsze samochody. Potem znow w popoludniowy traffic.Wreszcie dojedzamy... jestem wykonczony fizycznie i psychicznie.
      BB prowadzony przez goscia z Holandii Joop'a, zona Peruwianka. Czestuja nas kawa, ciastkami, milo. Zrzucamy bagaze w pokoju i idziemy cos zjesc. Najblizsze restauracje sa zamkniete! O 6 po poludniu! Joop nam mowi ze otwarta jest chinska zaraz obok. Idziemy tam ale cholera wszystko pop hiszpansku... dogadujemy sie jakos z kelnerem zaby nam cos wybral. Zamawiam dwie Cusquena, male. Za chwile przynosi nam dwie litrowe butelki piwa... no coz... tak to jest jak czlowiek nie zna jezykow :( wreszcie przynosi glowne danie. Kurcze! pyszne! Napycham sie jak prosiak. Ledwo sie ruszam. Joop na mowil ze jest bezpiecznie wiec idziemy na spacer w strone oceanu. Obydwoje stwierdzamy ze ichniejszy Pacyfik smierdzi. Dochodzimy gdzies w poblize bo slychac fale na plazy ale domy na klifie sa ogrodzone. niechce nam sie szukac uliczki z przejsciem na klif. Wracamy do BB. Prysznic po calym dniu podrozy plus czyste ciuchy powoduje wrecz ekstaze jest tak przyjemnie. Kladziemy sie spac wczesniej, otwieramy okno. jasny gwint, wszyscy maja otwarte okna a ze jest dopiero 10 wieczorem to slychac jak gadaja, ogladaja TV, jest po prostu bardzo glosno. Mimo to usypiam. Budzi mnie raptem alarm w samochodzie. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi sie ze to moj. Ubieram sie, wychodze. Tak, to moj sie drze. Jest bardzo czuly, jakis inny samochod przejezdzal i sie wlaczyl. Joop mowi nie przejmuj sie to normalne. Tu w nocy co chwila slychac alarmy. OK, klade sie, usypiam. Alarm! teraz juz nie wychodze tylko wystawiam reke przez okno i wylaczam cholere. Tak chyba jeszcze ze dwa razy. Za trzecim razem wystawiam reke, naciskam guzik a moj alarm grzecznie odpowiada - to nie ja, ja tu cichuto czuwam-. aaaa Joop mial racje, teraz ktos inny sie drze. Po chwili robi to co ja, wylacza syrene. No i tak do 5 rano gdy wstajemy.
      • roseanne Re: Peru: Dzien 3 (Paracas i Lima) 07.05.15, 21:27
        reportarz swietny i zdjecia pouczajace
        pewnie widok rysunkow na plaskowyzu na zywca to zupelnie inny stan swiadomosci, niz zdjecia, ale zawsze :)

        co do piwa M tez narzekal, ze jak sie prosi o male w lokalu to przynosza litra
        • roseanne Re: Peru: Dzien 3 (Paracas i Lima) 07.05.15, 21:44
          znaczy w Brazylii tak bylo
      • chris-joe Re: Peru: Dzien 3 (Paracas i Lima) 07.05.15, 22:15
        Wlasnie takie raporty lubie, na zywca, niemal krok po kroku. Duza frajda, Ertes :)
    • ertes Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) - Chinchero 08.05.15, 00:27
      Budzimy sie wczesnie. Makabryczna noc. Pakujemy sie szybko, ubieramy w cieplejsze ciuchy. Przygotowujemy peleryny przeciwdeszczowe. Ostatecznie prognozy pogody sa jednoznaczne: ma lac caly czas.
      Idziemy na dol, sniadanie gotowe. hmm no prosze nawet tak wczesnie. Milo. Wskakujemy do samochodu: kierunek lotnisko. Jest przed 6AM a wiec nie powinno byc zle. Wyjezdzamy, tankuje do pelna na pierwszej stacji. Fajnie, pusto. Dojezdzamy do poprzecznej ulicy w ktora musimy skrecic: cholera ruch i to spory. Najgorsze sa autobusy bo one sie pchaja wszedzie nie zwazajac na osobowki. Jedziemy juz do lotniska. Jeszcze tylko w lewo na okraglaku i jestesmy. Dojezdzamy a tu setki samochodow jadacych w rozne strony bez ladu i skladu. Wszyscy sie pchaja jak moga, trabia, ciezarwoki, autobusy. KOSZMAR. Czego takiego w zyciu nie widzialem. Nie wiem jakim cudem uniknelismy kolizji. Tego po prostu nie da sie opisac.
      https://lh3.googleusercontent.com/-RSdVYeqFraA/VUvepojGCQI/AAAAAAAAaPo/EpO3-8JRKNk/w539-h532-no/lotnisko.JPG

      Wjezdzam na lotnisko. Oczywsicie zle, nie tam gdzie mam oddac samochod ale oczywiscie znakow nigdzie nie ma. Jakos trafiamy na parking obok. ide do goscia a on mowi ze mam wycjechac na co ja stanowaczy - i'm not going f*ing out there - bo pokazuje zeby wyjechac z lotniska. Chyba moja stanowczosc go przekonala bo kaze dac sobie 5 soles za parking ktory musi zaplacic i odbiera samochod. Juz wiem ze ostatni raz jechalem samochodem w tym miescie. TAKSOWKA to bedzie moj transport :)
      Standardowe procedury na lotnisku, wsiadamy do samolotu. Drzwi otwarte z tylu i z przodu. Mam 14sty rzad wiec ide od przodu. Acha, moje siedzenia to ostatni rzad... Siadamy, troche starawy ten samolocik ale tak to jest jak niechce sie wydac $400 za bilet tylko polowe. Gruba siada i siedzenie od razu sie rozklada. hmm zepsute. Smiejemy sie ze to jakies dyskontowe bilety wiec dlatego sie sypie. jednak lot przebiega bez zaklocen. To zaledwie lekko ponad godzina. Niestety jestesmy opoznieni o ponad 3 godziny. Mam nadzieje ze nasz przewodnik czeka. Zanim wychodzimy idziemy odebrac bilety Peru Rail, ktore kupilem kilka miesiecy temu.
      Idziemy na zewnatrz, odganiamy sie od taksowkarzy. Szukamy naszego przewodnika, Victora, jest! Bierze nas do samochodu i wyjezdzamy. Jedziemy zwiedzac. Wiezie nas po Cusco, piekne miasto, podoba nam sie. Nie ma takiego szalonego ruchu. Cykamy zdjecia po drodze. Uliczki waziutkie.
      https://lh6.googleusercontent.com/-GDRBLwo6oq0/VUvibccv6kI/AAAAAAAAaP8/LHn3rmDM03E/w967-h725-no/IMG_1024.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-4I0xwqgEzgo/VUvideYckiI/AAAAAAAAaQE/Vsot5EMej2M/w967-h725-no/IMG_1027.JPG

      Victor mowi ze jedziemy do Chinchero. Ruiny Inkow i zabudowania koscielne. Wyjedzdzamy wreszcie z Cusco i pniemy sie troche pod gore. Wyjezdzamy na jakis plaskowyz
      https://lh6.googleusercontent.com/-C8isKuNIBTw/VUvYwq0wy1I/AAAAAAAAaH8/HB_q028CUdg/w1223-h725-no/DSC_6793.JPG

      Wydaje mi sie ze zaczyna doganiac mnie zmeczenie tempem naszej wycieczki. troche kreci mi sie w glowie, czuje ze zoladek jest jakis nieswoj. Cholera, cos jest nie tak. Staram sie nie myslec bo widoki przed nami piekne
      https://lh4.googleusercontent.com/-ekM1rvTfKyQ/VUvapw5tUGI/AAAAAAAAaM0/_9xpA9DQ0JQ/w1083-h725-no/DSC_6857.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-b72A5imSqGE/VUvZn91nbFI/AAAAAAAAaKM/Z6MHsyq-Ijw/w1083-h725-no/DSC_6812.JPG

      Wreszcie dojezdzamy do Chinchero. Victor nam tlumaczy ze tu musimy kupic bilety do wielu ruin, muzeow itp. Jasne nie ma sprawy. 260 soles nie jest tanio ale coz , nie ma wyboru.
      Victor wyskakuje z samochodu, podbiega te pare schodkow do okienka a ja jak ten balwan za nim. Wskakuje na dwa schodki i raptem stwierdzam ze cholera jasne NIE MA TLENU!!! No kurde dusze sie! Stoje kilka minut probujac uspokoic serce, pluca, siebie ale ciezko to idzie. Victor przychodzi i mowi -altitude- o zesz ty w morde... toz ze mnie naprawde balwan. Zapomnialem o tym. Wyciagam moj telefon, wlaczam GPS. Po chwili pokazuje 3770 metrow...
      Nic dziwnego. Mowie Grubej ze trzeba uwazac i poruszac sie jak muchy w smole :)
      Idziemy ogladac nasze pierwsze Inkaskie ruiny
      https://lh4.googleusercontent.com/-1km_nHbx3MQ/VUvZJRqNYJI/AAAAAAAAaIs/qDRC9rN-XTQ/w1083-h725-no/DSC_6796.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-P6Y7RO51ZAk/VUvZFbHvd9I/AAAAAAAAaIk/ESL8E5jRIx4/w967-h725-no/IMG_1041.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-0groFi-ZOHU/VUvZUgX9SwI/AAAAAAAAaJc/MNX76Hot93A/w967-h725-no/IMG_1069.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-Nxqb6W3djbE/VUvZYizXv7I/AAAAAAAAaJs/xjLZC1rYrFQ/w967-h725-no/IMG_1071.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-U1xNxWOW99g/VUvY9q_pH4I/AAAAAAAAaIU/zOVh9Mg1TGE/w499-h725-no/IMG_1034.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-BYAU4efuX20/VUvZaEQBZwI/AAAAAAAAaJ0/urrtpzgEEwI/w1083-h725-no/DSC_6804.JPG
      • ertes Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 01:11
        Lazimy troche po ruinach, wchodzimy do kosciola. Zdjec nie wolno robic a szkoda bo jest piekny.
        Gruba wierzaca wiec sie modli. Przynajmniej jedno z nas wie jak sie zachowac w kosciele... ja prosze inkaskich bogow o goscine. Po drodze zatrzymuja ja stragany. Ostatecznie kobieta wiec czekam cierpliwie
        https://lh6.googleusercontent.com/-MiF2y2iDxHI/VUvZkmuJ5fI/AAAAAAAAaKE/kW9kk3t4MrQ/w1083-h725-no/DSC_6809.JPG

        Wrescie wjezdzamy i jedziemy na obiad bo glodni okropnie. Okazuje sie ze musimy zjechac z trasy w doline do miejscowosci Urubamba. Moj GPS pokazuje 800 metrow nizej, od razu latwiej oddychac. Idziemy na bufet
        https://lh4.googleusercontent.com/-tKo5Web75Ag/VUvZpdGZTLI/AAAAAAAAaKU/KYrbk4KNzUM/w1083-h725-no/DSC_6813.JPG

        Victor nas ostrzega zeby nie jest nic ciezkiego, zadnego miesa, najlepiej wegetarianskie. OK, nie ma sprawy. Wybor jest duzy, potrawy pyszne. Ide po kawe ale widze ze w misce leza liscie koki wiec biore i robie sobie herbate. Podobno to pomaga na chorobe wysokosciowa. Z lekka ohydna, jedzie trawa. Dopijam bardziej z ciekawosci niz ze smaku.
        Po obiedzie jedziemy dalej. Tym razem do Salinas de Maras. konczy sie asfalt, jedziemy zwykla droga miedzy polami. Najpierw do gry a potem w dol. Ciut obok przepasc.
        https://lh4.googleusercontent.com/-9C9FfEjmFAk/VUvZzxBgcOI/AAAAAAAAaKs/DMmLNPW5Jt8/w1083-h725-no/DSC_6826.JPG
        https://lh4.googleusercontent.com/-08OFfRgKMGM/VUvZ6uCR9xI/AAAAAAAAaLE/BIoLUaNcbVM/w1083-h725-no/DSC_6831.JPG

        Gruba jest szefowa w firmie ktora sprzedaje mydlo i powidlo. Miedzy innymi maja selfie sticks wiec wzielismy jeden i teraz szalejemy majac siwetna zabawe
        https://lh6.googleusercontent.com/-aq93MLVI960/VUvaJnPCINI/AAAAAAAAaLs/FIAH91l6Z_w/w967-h725-no/IMG_1083.JPG

        Kopalnia soli jeszcze sprzed inkaskich czasow. Zasolona woda paruje zostawiajac w tych basenach sol. Kupujemy jakies 3 rodzaje soli . Przy okazji widzimy ze po prawie stromej scianie ida kozice czy jakies inne barany
        https://lh6.googleusercontent.com/-wcrqtqYAoKo/VUvaGzg03VI/AAAAAAAAaLk/ODl54aTQ_tc/w1083-h725-no/DSC_6838.JPG
        Niesamowite miejsce ale czas jechac dalej. Zaczyna sie robic pozno.
        Jedziemy do Moray. Nie mam pojecia co to jest. Wychodzimy z samochodu i zapiera nam dech
        https://lh4.googleusercontent.com/-_ROnSuTOfWs/VUvahM8pnpI/AAAAAAAAaMc/UmZlpku8NtA/w1083-h725-no/DSC_6853.JPG
        Nasuwa sie pytanie jak do ciezkiego diabla ci ludzie to zbudowali. Podobno to jest jakies eksperymentalne miejsce gdzie Inkowie badali zmiany temperatury zaleznie od glebokosci. Roznica temperatur to nawet 15C pomiedzy dolem a gora.
        Dobra, co tam Inkowie, czas na selfie
        https://lh6.googleusercontent.com/-6Udtw8PvbrM/VUvalLYjsaI/AAAAAAAAaMk/4OhfUwbOSm4/w967-h725-no/IMG_1088.JPG

        https://lh6.googleusercontent.com/-pdjsrGkk-Mg/VUvandBA8nI/AAAAAAAAaMs/MGg6EPa-PkA/w967-h725-no/IMG_1091.JPG

        Wystarczy nam lazenia po Moray. Zaczynamy czuc zmeczenie, wysokosc...
        Jedziemy do Ollantaytambo. Ale zeby dojechac musimy zjechac w dol jakies 500 metrow roznicy poziomow. Po takiej waskiej drozce na jeden samochod po zboczu gory... momentami zamykam oczy ze strachu. Wreszcie dojezdzamy majac za soba na sam koniec taki o to most
        https://lh6.googleusercontent.com/-dWxg14X2rSI/VUvaxiXjPnI/AAAAAAAAaNM/qB9IPFaIvHU/w1083-h725-no/DSC_6863.JPG
        Za chwile jestesmy w kolejnym hoteliku. Zmeczeni ale szczesliwi. Dlugo nie odpoczywamy.
        Idziemy obejrzec miasteczko. Stwierdzamy ze nam sie tutaj bardzo podoba. Zapada wieczor, robi sie fajna atmosfera. Wokol pelno ruin, czuc inkaskie duchy...

        https://lh4.googleusercontent.com/-p2pQX0CIp7k/VUva4jfaAtI/AAAAAAAAaNk/umMaeGrXCBI/w1083-h725-no/DSC_6877.JPG
        https://lh4.googleusercontent.com/-Kzv677JwMFI/VUva6DulmZI/AAAAAAAAaNs/hm9TV_lYXfU/w1083-h725-no/DSC_6880.JPG

        Szukamy knajpki na obiad cykajac zdjecia.
        https://lh6.googleusercontent.com/-GC8EAvHZ9b0/VUva-jkj8QI/AAAAAAAAaOE/IpKLrpf2yu4/w1083-h725-no/DSC_6883.JPG
        https://lh4.googleusercontent.com/-X2XL5ifP6aw/VUvbGeoHbVI/AAAAAAAAaOs/B9ry69949tA/w1083-h725-no/DSC_6891.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-U3iy_cU07sI/VUvbBt009VI/AAAAAAAAaOU/5zW3Fkpipu4/w1083-h725-no/DSC_6887.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-A3pDCcYQysQ/VUvbJm7uhMI/AAAAAAAAaO8/zVoO64D-vNE/w485-h724-no/DSC_6894.JPG

        Wreszcie wybieramy malutka knajpke gdzie maja wielki piec do pieczenia pizzy.
        https://lh6.googleusercontent.com/-JtofdA1Pg34/VUvwEKaa73I/AAAAAAAAaQk/nUiAxs2aVxA/w967-h725-no/IMG_1098.JPG

        Zamawiamy hawaian plus peruwianskie wino. Siedzimy chyba z godzine chlonac atmosfere, chrupiac pizze i popijajac winem. czas isc do hotelu, spac. Jutro rano znow wstajemy z samego rana przed switem.
        Jutro 30 kwiecien, Mojej Strasznie Grubej Zony urodziny. Tym razem spedzimy je na Machu Picchu. Obydwoje jestesmy bardzo podekscytowani ze az trudno spac, wysokosc nie pomaga...




        • maria421 Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 08:06
          Ertes, czy mozna Cie wydelegowac, oczywiscie z Twoja Gruba, w jakas podroz dookola swiata zebym ja codziennie rano takie reportaze czytac mogla?
          No i happy birthday dla Was obojga:)
          • blues28 Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 08:25
            Dnia Kaca wspólczuje, nie wiedziec czemu skojarzyl mi sie z Dniem Swistaka (ten z Billem Murrayem :-)
            A Cuzco i okolice cudo! Piekne zdjecia!
          • jutka1 Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 08:56
            Nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się pod Marysią. :-)
            • kan_z_oz Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 11:50
              Yep, podpisuje sie pod dziewczynami.

              Te okragle tarasy na zdjeciach to inkaskie rolnicze laboratorium. Inkowie budowali takowe aby eksperymentowac na nich z uprawa roslin. Na podstawie tych eksperymentow pozniej kaplani Inkascy rekomendowali jakie rosliny sadzic czy siac i gdzie, w calym Peru. Obecne rolnictwo w Peru wciaz oparte jest na tych badaniach sprzed stuleci. W ten sposob Peru uzyskuje najwyzsze plony z hektara na przyklad ziemniakow, ktorych odmian ma cala game. Duzo zreszta wyzsze niz wszystkie obecnie nam znane zachodnie sposoby uprawy ziemniaka na swiecie. Ollantaytambo bylo tez zapleczem rolniczym dal Machu Picchu, z ktorego dostarczano zywnosc. W prostej linii to jakies chyba 10-12 km. Na zdjeciu masz tez stare spichlerze, w ktorych przechwywano ziarno.
              W okresie swietnosci Machu Picchu mialo 4 glowne drogi, oraz 4 boczne. Inkowie byli w stanie w ciagu jednego dnia dzieki nim pokonac dystans 100km w kazdym kierunku. Transport byl ich najskuteczniejsza bronia, bo byli w stanie dostrzec do kazdej prowincji w krotkim czasie.
              Wszystkie drogi z Machu Picchu zostaly przez nich tez zniszczone gdy zdali sobie sprawe, ze Machu Picchu zostanie podbite. Zwroc na to uwage, bo dla mnie to bylo nie do pomyslenia, gdzie tam moglo byc 8 drog we wszystkich kierunkach, biorac pod uwage obecny dostep.

              W drodze na wyspy Ballestas mozna zobaczyc swiecznik - czyli nastepny rysunek z tej samej serii co linie w Nasca. Cala okolica byla nimi pokryta I pewnie gdzies tam jeszcze sa nieodmiecione. Linie w Nasca miotla odmiotala latami mloda Niemka.
              www.perudreamtravel.com/paracas/paracas-ballestas-island-tour/#
              Ale, chustawka z kacem pewnie nie byla wskazana, za to 'herbatke' odkryles...haha
              A na serio, na 3700 nie wjezdza sie w jednym dniu!!! Potrzeba 2-3 lub tabletki w aptece na rozrzedzenie krwi!! Pilnuj tego, jakbys mial sie jeszcze gdzies wspinac kiedys.

              Bawcie sie dobrze na urodzinach.

              Kan
            • chris-joe Re: Peru: Dzien 4 (Cusco do Ollantaytambo) cd 08.05.15, 12:15
              Jezu, piekne widoki...
    • ertes Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 18:34
      Znow wstajemy bardzo wczesnie. Za oknem szum ale cale szczescie tylko rzeki. Bardzo boimy sie deszczu. Juz na miesiac przed wyjazdem sprawdzam codziennie popgode i wszystkie serwisy podaja ze nieustannie leje. Ludzie spotykani po drodze przez te kilka dni mowia ze pogoda jest raczej kiepska. Rano jest w miare OK ale juz kolo poludnia leje. Poza tym sa chmury i zakrywaja wiekszosc widoku. Mamy wiec jeden dzien, jedna mozliwosc. Jak bedzie padac to sie zalamiemy.
      Wygladamy przez okno, ciemno ale widac ze jest sucho. Moze nam sie uda. Wychodzimy po cichu, 5ta rano. Wlasciciele czuwaja, daja nam sniadanie w torebkach przed wyjsciem. Ale super serwis. Idziemy na stacje pociagu. Chlodno, ciemno ale nie widac zeby zamierzalo padac. Pijamy kawe, sniadanie. Wreszcie 5:45 i jedziemy
      https://lh6.googleusercontent.com/-TKILIm8--24/VUzb683DmdI/AAAAAAAAad0/3agwYlys-iU/w967-h725-no/IMG_1103.JPG
      https://lh3.googleusercontent.com/-K9cQPwqldRE/VUzb-mlR2rI/AAAAAAAAaeE/YUxebYhjiRo/w544-h725-no/IMG_1106.JPG

      Jazda trwa okolo poltorej godziny. Wszystkie przewodniki sie zachwycaja. Jest OK, ladnie. Dojezdzamy do miasteczka Aguas Calientes. Koniec drogi. Zostawiamy bagaze w przechowalni i idziemy do autobusu. Tutaj czeka nas zaskoczenie. Bilety kosztuja $48. Wyciagamy dolary a panienka zaczyna je ogladac i mowi -no good-, Co??? Co jest "no good". Pokazauje nam ze krawedzie banknotow sa poprzecierane! -no kurwa, pojebalo babe - wymyka mi sie przeklenstwo... Dobrze ze nie rozumie ale slyszy moj ton... Wyciagamy wszystkie dolary i panienka zjaduje 3 banktoty ktore sa "good" ... idiotyzm.
      Wsiadamy do autobusu
      https://lh4.googleusercontent.com/-NCPcX0N48lw/VUzWf6ql5xI/AAAAAAAAabc/MA8mf5J1suc/w1083-h725-no/DSC_7063.JPG

      i zaczynamy sie wspinac po prawie pionowej scianie. 500 metrow do gory.
      https://lh4.googleusercontent.com/-wrt1ysCorwc/VUzURraVFdI/AAAAAAAAaT8/-_VCIVw8cxM/w1083-h725-no/DSC_6910.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-LEqE_RPITMo/VUzV8_igH8I/AAAAAAAAaY8/vFoMyCIQOXQ/w1083-h725-no/DSC_7021.JPG

      Wreszcie jestesmy. Wchodzimy za bramki, bilety kupilem jeszcze w styczniu :) Pogada jest po prostu wymarzona, slonecznie, troche chmurek. Oddychamy z ulga. Straznik nam mowi ze jestsmy very lucky bo to najpiekniejszy dzien od miesiaca! Troche pod gore i nareszcie jest: Machu Picchu


      https://lh4.googleusercontent.com/-ywZTHVBEfgY/VUzUYObzElI/AAAAAAAAaUE/Ili_JSKHS-Q/w1083-h725-no/DSC_6918.JPG

      Cieszymy sie jak dzieci. Miejsce jest piekne. Dokaldnie tak jak na zdjeciach i tak jak sobie wyobrazalismy. Naprzeciwko Huayna Picchu czyli Mniejsza Gora,
      https://lh6.googleusercontent.com/-X_h1LUACo4k/VUzUuO9A8iI/AAAAAAAAaUs/8QGEDX_7i6k/w1083-h725-no/DSC_6933.JPG
      pod nia cale Pueblo, z tylu, Machu Picchu czyli "Wyzsza Gora"
      https://lh6.googleusercontent.com/-QG1KjxSqQCA/VUzVlpD3u7I/AAAAAAAAaXc/G5lO8bwT5xQ/w1083-h725-no/DSC_6984.JPG

      Napawamy sie widokiem, robiac mnostwo zdjec. Jest tu naprawde pieknie, moze zabraknac miejsca na karcie w aparacie, selfies iphonem, panoramy...

      https://lh6.googleusercontent.com/-UVApS4msmBI/VUzUfG_8xcI/AAAAAAAAaUU/xYC-Ol29blw/w1083-h725-no/DSC_6924.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-2JXGCuiZN7U/VUzVMJKMmvI/AAAAAAAAaWM/rYdLAQdZSkg/w967-h725-no/IMG_1171.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-uQEyWnCpIdU/VUzVDOhZ6uI/AAAAAAAAaV0/X9ugwXyt7pA/w1083-h725-no/DSC_6950.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-jwNwfF-Z5zM/VUzWLl2_nfI/AAAAAAAAaZ8/6rpoqn7aMlg/w1083-h725-no/DSC_7033.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-GdjFCeW6-Yc/VUzWFCrM0TI/AAAAAAAAaZk/WeGRzj46mes/w485-h724-no/DSC_7030.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-6g5QhiFjLpo/VUzVewZMviI/AAAAAAAAaW8/SWkbLfEBJBY/w1083-h725-no/DSC_6976.JPG
      https://lh3.googleusercontent.com/-XPpRG2wk8ss/VUzV5XZ6KeI/AAAAAAAAaYs/WS1a8yvh0_Q/w544-h725-no/IMG_1222.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-VRhfSVAdGqQ/VUzVgQT88jI/AAAAAAAAaXE/zP2NTCiETt8/w1083-h725-no/DSC_6977.JPG

      Zdjecie mowia za siebie. Co tu dodac? Urodziny mojej zony w tym miejscu... czy mozna prosic o wiecej? Pogoda jest po prostu idealna. Miejsce jest piekne. Spedzamy tam kilka godzin. Gruba chce wlazic na szczyt Machu Picchu ale ja protestuje. Moje zlamane kolano zaczyna dawac o sobie znac. Mnie wystarczy lazenia. Powoli kierujemy sie do wyjscia. Kupujemy cos do picia. Decydujemy sie nie jechac autobusem tylko isc w dol
      https://lh4.googleusercontent.com/-JG_9ad9SE8c/VUzWUCjvDJI/AAAAAAAAaak/GHM-1V57DUw/w1083-h725-no/DSC_7047.JPG
      Poczatek latwy ale z kazdym metrem w dol czuje ze to nie byl dobry pomysl na moja kontuzje.
      Nie mowiac juz o tym ze dorobilem sie niezlego plecaka.... Zly jestem na siebie bo to zwykle lenistwo. Ale odwrotu nie ma
      https://lh6.googleusercontent.com/-C3Mw5D8evn8/VUzWQql78iI/AAAAAAAAaaU/Oiz6mAlyNis/w1083-h725-no/DSC_7039.JPG

      Po godzinie jestesmy na dole. Cale szczescie jest malutki sklepik. Kupujemy gatorade i to nas stawia troche na nogi. Idziemy powoli do miasta. Wyciagam mapke i szukam naszego hotelu. Dzis ze wzgledu na urodziny zamowilem calkiem dobry hotel. Hotel jest nad sama rzeka, trafiamy bez problemu. Meldujemy sie, pokazuje dziewczynie w paszporcie date urodzenia mojej zony i prosze o jakis ladny pokoj. Dostajemy upgrade do suite :)
      Za chwile jestesmy w pokoju. Prysznic, swieze ciuchy i lezymy na lozku odpoczywajac. Niedlugo gdyz chcemy obejrzec Aguas Calientes w ktorym spedzimy noc.
      https://lh6.googleusercontent.com/-lcI-zSsyQsg/VUzWalJs7HI/AAAAAAAAabE/l45MyEJAogU/w1083-h725-no/DSC_7053.JPG



      • blues28 Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 20:01
        Kurcze! Ale miejsce nieziemskie ns ziemi!
        Ertes, szczerze i najzwyczajniej zazdroszcze!
        • ania_2000 Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 20:38
          Ale super wycieczka - I niezapomniane urodziny:) Dodam twoj watek do ulubionych - jako swietny przewodnik. Mi tez chodzi po glowie wybrac sie w te strony, narobiles mi tylko nowego smaku:)
          Thanks for sharing!
          • chris-joe Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 21:42
            Cuda, Ertes. Chyba wpisze trase w nasz brazylijski urlop za 2 lata.
            • ertes Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 21:51
              Moja nastepna urodzinowa wycieczke planuje do Australii albo wlasnie do Brazylii i Argentyny.
              Ale to minimum 2 lata. Teraz, tzn jesienia, musimy pojechac gdzies z chlopakami zeby posiedzieli w cieplej wodzie.
              W przyszlym roku 50 rocznica slubu rodzicow mojej zony wiec kierunek Polska.
              • jutka1 Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 22:03
                "Kierunek Polska" - już się cieszę! W tym roku minęło 10 (?) lat, od kiedy się widzieliśmy w Kalifornii? Kjap...
                • ertes Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 08.05.15, 22:10
                  Wlasnie mija 10. Bylas tu na wiosne 2005.
                  Alez ten czas leci. Bardzo milo to wspominam.
                  Zwlaszcza nasz wycieczka do San Diego i potem szalencza jazda na stacji z, no wlasnie, pamiec zawodzi jak mial na imie ten gosc z SD.
                  10 lat??? Niesamowite. Maly ertes ma juz ponad 5 i w to jeszcze trudniej jest uwierzyc.
                  • jutka1 Re: Peru: Dzien 5 (Machu Picchu) 09.05.15, 10:12
                    Trudno uwierzyć, ale to prawda. :-)
                    Ale że mały Ertes ma ponad 5 lat, to naprawdę! :-)
      • ertes Re: Peru: Dzien 5 (Aguas Calientes) 08.05.15, 22:40
        Zwlekamy sie z lozka, trzeba nie tylko zwiedzic miasteczko ale i cos zjesc. Ciezko idzie ale powoli sie ruszamy i zaczynamy zwykla rutyne: ogladanie i zdjecia.
        Uwieczniamy nasz hotel. Podoba nam sie ich styl.
        https://lh6.googleusercontent.com/-l3svMjAdPuM/VUzWyq5_LEI/AAAAAAAAac0/d8w6g_SIkJQ/w1083-h725-no/DSC_7086.JPG


        Problemu ze znalezieniem miejsca na obiad nie bedzie. Tutaj sa same knajpy i hotele. Miasto zyje z turystyki. Choc styl daje duzo do zyczenia, obok zupelnie nowych rozwiazan widac te stare. Pasuje to jak piesc do nosa. Nie ma takiej fajnej atmosfery jak w Ollantaytambo.
        https://lh6.googleusercontent.com/-f3vEBqBy4MQ/VUzWmmyMAUI/AAAAAAAAab8/mm7XYmc06ps/w1083-h725-no/DSC_7068.JPG
        https://lh6.googleusercontent.com/-pTRVIj1BmSU/VUzWhgSqNfI/AAAAAAAAabk/jufh97kzPNk/w1083-h725-no/DSC_7064.JPG

        Idziemy do restauracji poleconej nam w hotelu. Bardzo ciekawy wystroj, ladnie. Dostajemy menu i szczeka mi opada. Co tu duzo mowic wrecz mnie szlag trafia bo ceny sa astronomiczne. Ja rozumiem ze turystow sie doi ale bez przesady. Jestem tak wkurzony ze Zona proponuje zmiane. Wychodzimy. Teraz idziemy powoli uliczka do gory i sprawdzam ceny. Chetnie zaplace uczciwym ludziom a nie zlodziejom
        https://lh3.googleusercontent.com/-qtQ-jKFTBRI/VUzW1jr4L-I/AAAAAAAAadE/MLVIC318N04/w544-h725-no/IMG_1237.JPG
        https://lh3.googleusercontent.com/-NsUtT0cDtg8/VUzW3Eom0HI/AAAAAAAAadM/3jojyQX4974/w544-h725-no/IMG_1245.JPG

        Znajdujemy restauracje po dosc dlugim studiowaniu menu. Mam pewnosc ze tu nas nikt nie okrada. Siadamy, obok wycieczka Polakow. Sami panowie. Ale nie integrujemy sie. Kilka godzin temu spotkalismy dwie laski z Polski na MP i zostal nam jakby maly niesmak z tego spotkania.
        Zjadamy peruwianskie pysznosci, popijamy peruwianskim winkiem. Powoli idziemy do hotelu ale po drodze zaczepia nas jedna z dziesiatek osob i proponuje masaz. Ok, pojde. Godzina za $10 dolarow... cena po prostu smieszna, wiec przez godzine mam totalny relaks.
        Zona idzie w tym czasie polezec w holelu, Nie ma ochoty na masaz.
        https://lh3.googleusercontent.com/-rnNq5fPoulE/VUzW4XcIYeI/AAAAAAAAadU/OxMQzYDBvgo/w544-h725-no/IMG_1246.JPG

        Wracam i wyciagam ja na urodzinowego drinka do jednej z knajp ktora zauwazylem na rynku. Zaczyna padac deszcz. Pijemy po mojito, cos tam przegryzamy. Robi sie pozno, deszcz coraz mocniej leje. Czas zakonczyc dzien. Jeszcze tylko fotka i pedzimy spac. Jutro bedzie znow dzien pelen wrazen.
        https://lh6.googleusercontent.com/-sPy4QxONkCg/VU0cyWO-XII/AAAAAAAAaeU/p-KkUQRKPsk/w967-h725-no/IMG_1248.JPG
        • jutka1 Re: Peru: Dzien 5 (Aguas Calientes) 09.05.15, 10:07
          Super.
          A podzielisz się, co Was zniesmaczyło u tych 2 pań z PL?
          • blues28 Re: Peru: Dzien 5 (Aguas Calientes) 09.05.15, 15:56
            Naprawde nadzwyczajny wyjazd!
            Dodam tylko, ze ja otwieralam cale zdjecia, bo gazeta obcina. Naprawde warto!
            Thx, Ertes.
            • jutka1 Re: Peru: Dzien 5 (Aguas Calientes) 10.05.15, 10:22
              U mnie nic nie obcina - widzę takie samo zdjęcie w wątku, jak przy okazji otwierania osobno. :-)
              • chris-joe Re: Peru: Dzien 5 (Aguas Calientes) 12.05.15, 22:11
                Mi tez tnie. Otwieram kazde osobno. Warto :)
    • iwannabesedated Wow! 13.05.15, 01:04
      Zatkało mnie... Specjalnie sobie odłożyłam, i przeczytałam jednym tchem. Bo Ertes pisze zupełnie inaczej niż reszta z nas, na takim przydechu i z pierdnięciem, to się właśnie najfajniej czyta w kawałku.

      Foty towarzyszące, rewelacja, moje ulubione te z Peru Rail. Są po prostu niesamowite, zwłaszcza, że ja uwielbiam pociągi.

      Wiecie co, od samego czytania tych reportaży, się dostaje jakiegoś okropnego świeżbu stóp. Jakaś maść na to, może jest? Bo inaczej mojego "dreptacza" będę musiała leczyć wydeptując te sakramentalne 10 tysięcy kroków wokół osiedla. Trochę głupio.
      • chris-joe Re: Wow! 13.05.15, 01:35
        I'm with ya. Ledwom wrocil z Brazylii, a juz mam swierzba na Peru. Az mi sie lkac chce.

        Tymczasem jednak lzy lykam, bo bzy i konwalie wlasnie bezwstydnie swe checi demonstruja, wiec w weekend najblizszy (dlugi) juz spadamy do VT w namiot.
        (Co to za nazwa wogole w naszej huculszczyznie ten "namiot": Miot? Pomiot? Namiet-nosc? Wymiot? Ja nie wiem...)
        • kan_z_oz Re: Wow! 13.05.15, 09:25
          Dla mnie wow to oprocz tego reportazu Ertes w wypozyczonym samochodzie w Limie.

          Kan
      • ertes Re: Wow! 13.05.15, 20:08
        Rzeczywsicie, nawet calkiem fajnie sie to czyta. To chyba jeszcze efekt Koka Tea...
        Zostaly jeszcze 3 dni. Jutro postaram sie cos dodac gdzy do dzis jestem zajety calodziennymi meetingami.
        • iwannabesedated Re: Wow! 14.05.15, 18:04
          E tam, nie kryguj się Ertes, koki-sroki. A swój reportaż gdzieś zachowaj, dla siebie i potomnych. I dawaj tu resztę, tak szybko jak się da.
          • jutka1 Re: Wow! 14.05.15, 19:16
            No właśnie.
    • ertes Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) 14.05.15, 20:23
      Cala noc leje deszcz. Ulewa... Alez nam sie udalo! Budzimy sie jak cdzien bardzo wczesnie. Ciemno. Wygladam przez okno i widze ludzi idacych w strugach deszczu w strone Machu Picchu. Niesamowite. Podziwiam. Dzis mamy dosc wolny poczatek dnia, odpoczynek. Nareszcie! Narzucilismy sobie dosc ostre tempo. Lezymy wiec, kindlujemy w zasadzie. I tak do 8smej. Sniadanie w hotelu, bufet, pysznosci :) Zwlaszcza swieze soki i owoce.
      Powoli przestaje padac, wychodzi slonce. Zbieramy swoje rzeczy, szybki wpis do ksiazki gosci ze Polonia tu byla. Idziemy na stacje. Dzis jedziemy pociagiem klasy sredniej. Podobno jest wygodniejszy jak ten wczoraj i jest jakies przedstawienie.
      Wsiadanie do pociagu przebiega bardzo sprawnie i jedziemy. Tym razem siedziemy na przeciwko rodziny z Chile. Dziwia ze p[rzyjechalismy z tak daleko wiec znow trzeba tlumaczyc ze, tak, my jestesmy z Polonia ale w zasadzie z USA wiec nie az daleko ;) Pponiewaz Gruba ma jakis dar przyciagania ludzi daja nam namiary adresowy na nich w Santiago de Chile.
      Pociag jest rzeczywiscie wyzszej klasy. Tym razem siedzimy po stronie rzeki
      https://lh3.googleusercontent.com/-3ZbB50YFan4/VVTOfTJIb7I/AAAAAAAAawg/ySIvX7Kvkc0/w544-h725-no/IMG_1257.JPG

      Stajemy. Na zewnatrz Inkaska staruszka sprzedaje kwiaty
      https://lh3.googleusercontent.com/-3s-JlhOSssY/VVTOmICvolI/AAAAAAAAaww/ubzflc6_pMg/w544-h725-no/IMG_1260.JPG

      A w pociagu zaczyna sie przedstawienie i pokaz mody
      https://lh3.googleusercontent.com/-SoZDu8ARJr4/VVTOpVraoqI/AAAAAAAAaxA/QkVF48gg_K0/w544-h725-no/IMG_1265.JPG
      https://lh3.googleusercontent.com/-9otZioOrkrQ/VVTOvA2OG_I/AAAAAAAAaxY/PhfQnJo-uCs/w544-h725-no/IMG_1278.JPG

      Dojezdzamy do Olaytantambo. Victor na nas czeka. Super gosc, szkoda tylko ze nie mowi po angielsku. Nasz hiszpanski jest jeszcze gorszy jak jego angielski, niestety.
      Idziemy zwiedzac Inkaskie miasteczko. Calkiem dobrze zachowane. Znow trzeba bedzie sie wspinac ale czuje ze juz duzo lepiej mi sie oddycha. Niesamowite jak organizm szybko sie przestawia.
      https://lh4.googleusercontent.com/-pLfR8KLGNdw/VVTFjwfojsI/AAAAAAAAakY/UosY-IOXYMw/w1083-h725-no/DSC_7090.JPG

      https://lh4.googleusercontent.com/-A6lzWw0eo64/VVTFuK3WLzI/AAAAAAAAakw/UuCJlB5IweQ/w1083-h725-no/DSC_7094.JPG

      Idziemy do gory. Pod nami piekne widoki. Stwierdzam ze to szybkie przyzwyczajenie sie organizmu do wysokosci to byla sciema bo znow sapie jak miech kowalski w poszukiwanie kazdej wolnej czastki tlenu. Dochodzimy do miejsca gdzie Inkowie wystrugali sobie w skale "laweczke"
      https://lh6.googleusercontent.com/-KKlNndQSuYU/VVTF52usjSI/AAAAAAAAalQ/71A-3FDVxW8/w1083-h725-no/DSC_7103.JPG

      A z laweczki mogli ogladac sobie wschod Slonca w tej dolinie

      https://lh4.googleusercontent.com/-C6vXR68ydmA/VVTGBXoV99I/AAAAAAAAalg/mCYYrU7kNcA/w1083-h725-no/DSC_7106.JPG

      Jestem pelen podziwu dla ich zdolnosci budowlanych, architektonicznych itp. Cos niesamowitego co Oni potrafili stworzyc w dosc krotkim czasie

      https://lh4.googleusercontent.com/-uyBtXeCDhGQ/VVTGLaEMdmI/AAAAAAAAal4/cI4w9HJxQn0/w1083-h725-no/DSC_7111.JPG

      Moja kozica, ehem znaczy Strasznie Gruba Zona, biega po sciezkach wycietych w prawie pionowej skale. Ja sapiac staram sie nadazac. Coz to sa minusy posiadania duuzo mlodszej zony... Spiesze dodac ze plusow jest zdecydowanie wiecej. W tle na zdjeciu widac wycieta twarz Boga Inkow Viracocha
      https://lh6.googleusercontent.com/-nxDzifwvzzE/VVTGGykSsdI/AAAAAAAAalw/WVoE_VRRUFk/w1083-h725-no/DSC_7109.JPG
      Biegamy po kamieniach w tempie blyskawicznym, mamy dzis bardzo duzo do zobaczenia.
      Miejsce jest piekne, zapiera dech w piersiach.
      https://lh4.googleusercontent.com/-7Ls68IOdKHI/VVTGWIWUDSI/AAAAAAAAamY/1N6xhH795Ow/w1083-h725-no/DSC_7117.JPG

      Wychodzimy do miasta, znajdujemy Victora i w droge. Jedziemy do Pisac. Po drodze Lamay. ktore slynie z pewnego przysmaku...
      Zanim opuscimy piekne Ollantaytambo przejezdzamy obok hotelu dla nie znajacych strachu.
      Wisi 400 metrow powyzej dna doliny. Ktos chetny?

      https://lh3.googleusercontent.com/-v-ZzOkOhcR0/VVTGcohCn8I/AAAAAAAAamw/l4gDfDF2HY4/w544-h725-no/IMG_1289.JPG


      • blues28 Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) 14.05.15, 21:21
        Widoki cudne!
        Szczerze podziwiam, bo program zapakowany niesamowicie. Alez macie kondycje :-)
        • chris-joe Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) 14.05.15, 21:55
          Odjazd normalny, Ertes! Za dwa lata musimy wyciac tydzien z Brazylii dla Peru.
          Nad Strasznie Gruba nie bede cmokal, bo mlodka, ale z twojej foty w ruinach wyciagnij mileage, bo swietnie wyszedles. (Zauwaz, ze w naszym wieku dobrze sie niekoniecznie wyglada, natomiast czasem nam sie udaje "dobrze wyjsc" na focie i taka fota to skarb ;)

          Z niedotlenieniem mialem jaja na Teneryfie, gdym wjechal kolejka linowa na Teide (najwyzsza gora Hiszpanii, 3718m), po czym dalej sie wspialem pieszo na szczyt (glejt na wejscie na dany dzien i godzine sie wyciaga z odpowiedniego Ministerium w Santa Cruz, bo ruch limitowany). Po wyjsciu z kolejki zwawym krokiem ruszylem szlakiem na szczyt i nagle mnie scielo: rabanie w klacie, puls tlukacy w czerepie (choc cisnienie mam zawsze idealne), poczucie jak z pogranicza omdlenia albo eksplozji. Pozniej na szczycie, gdym juz niby doszedl do siebie, strzelilem sobie selfie: geba nabrzmiala, usta purpurowe. TEJ foty na pewno nigdzie nie opublikuje... ;)
      • ertes Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 14.05.15, 23:02
        Jedziemy dolina Sacred Valley. Pieknie, napawamy sie zielenia jakiej u nas nie widzimy. Nawet zima gdy padaja deszcze nie da sie porownac. Powoli zaczynamy sie wspinac do gory. Jedziemy do Pisac ktore jest niedaleko Cusco. Oczywiscie ruiny ale i dosc znany targ. Mam pewne obawy czy damy rade obejrzec targ. Juz jest popoludnie, troche zaczynamy sie robic glodni. Victor mowi ze po drodze jest miasteczko Lamay gdzie jest swietuja 1 maja i jest duzo miejsc gdzie mozna zjesc tutejszy przysmak czyli Cuy. Po naszemu Swinka Morska. Tutejsi udomowili to zwierze gdzies kolo 5000 BC. Skoro wiec jedza to od tylu lat musi byc dobre? Chyba.... Dojezdzamy do miasta i stajemy w przdroznej jadlodajni. Na roznie swinki. Victor poleca nam rosl wiec w oczekiwaniu na swinke zajadamy sie smakowita zupa.
        Nasza jadlodajnia choduje wlasne swinki
        https://lh3.googleusercontent.com/-kcEEHyePeYs/VVTGu9wHn0I/AAAAAAAAanY/dkhLB0klJWU/w544-h725-no/IMG_1309.JPG

        Victor nie bardzo dowierza ze zjemy porcje Cuy.
        https://lh3.googleusercontent.com/-18SrptnXpL4/VVTGhUfZFnI/AAAAAAAAam4/0O9n8ujv8dY/w544-h725-no/IMG_1294.JPG

        Panie kucharki sie ciesza i smieja z nas gdy robimy zdjecia
        https://lh6.googleusercontent.com/-GdyEhY_cVf4/VVTGySzoHNI/AAAAAAAAano/tnUs9RO7ggQ/w967-h725-no/IMG_1311.JPG

        Wreszcie czas na posmakowanie. Okazuje ze jest calkiem OK. Nic takiego co bym chcial zaraz wiecej ale smakuje OK. Zjadam wieksza czesc naszej porcji. Jedzac ziemniaka zdaje sobie sprawe ze pierwszy raz jem PRAWDZIWEGO ziemniaka z ojczyzny ziemniaka ;)
        https://lh3.googleusercontent.com/-0CEY9yJslYY/VVTGraQEtdI/AAAAAAAAanI/fwsNrYNzbdU/w544-h725-no/IMG_1299.JPG

        Placimy polowe tego co w restauracji choc nadal dosc drogo. Cuy nie jest tani choc i tak mysle ze cena dla nas byla jak dla Gringo...
        Tak pozywieni wskakujemy do auto i jedziemy do Pisac.
        • kan_z_oz Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 15.05.15, 14:33
          Widze, ze skusiles sie na przysmak lokalny....haha
          W Limie jest kosciol, gdzie na obrazie "Ostatnia Wieczerza", na talerzu przed Jezusem lezy swinka morska do zjedzenia, zamiast ryby.
          Bardzo mnie to onegdaj ubawilo.

          Kan
          • ertes Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 15.05.15, 16:25
            W katedrze w Cusco dokladniej rzecz biorac:

            https://lh5.googleusercontent.com/-2Lk7qmWzFwk/VVTIkHddI0I/AAAAAAAAauQ/g4JFTOKZzO0/w514-h685-no/IMG_1391.JPG

            • maria421 Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 15.05.15, 17:05
              Wszystko piekne, oprocz morskich swinek na roznie .
            • jutka1 Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 15.05.15, 19:13
              Myślałam w pierwszej chwili że co innego jedliście, bo couilles (wym. kuj) to po francusku jaja. Nie te od kury, bynajmniej. :-)))

              Cudny reportaż i wow.
              Amen.
              :-D
        • ertes Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 1 15.05.15, 19:35
          Powoli sie zblizamy do Pisac. Znow jedziemy do gory. Po drodze mijamy stragany ze swiezymi owocami wiec zatrzymujemy sie i znow delektujemy sie pysznymi pachnacymi mandarynkami, arbuzami itp. Dojazd do Pisac jest dluga i kreta droga. Jestesmy na gorze. Wysoko i od razu czuc w oddechu. Idziemy zwiedzac. Goni nas czas wiec trzeba maszerowac w miare szybko
          https://lh4.googleusercontent.com/-6RPzrf-3PPw/VVTG7ZVTOuI/AAAAAAAAaoI/wQ1fLAD7pw0/w1083-h725-no/DSC_7126.JPG

          Wokol nas oszalamiajaca zielen. Napawamy sie gdzy powrocie do domu czeka nas lato czyli raczej dosc szaro
          https://lh6.googleusercontent.com/-le4Czaf8xKs/VVTG9Nnph1I/AAAAAAAAaoQ/ZBURvXrJ3Xw/w1083-h725-no/DSC_7127.JPG

          Przed nami otwiera sie widok na kolejne wielkie miasto Inkow
          https://lh4.googleusercontent.com/-DjrL8P7wgNc/VVTG-jTmPDI/AAAAAAAAaoY/GzCUb4X_2gk/w1083-h725-no/DSC_7128.JPG

          https://lh6.googleusercontent.com/-n8UpRkVVMTU/VVTHAt7hiuI/AAAAAAAAaog/4ltu7Ex9ewM/w1083-h725-no/DSC_7129.JPG

          Idziemy do gory gdzie widac budynki.
          https://lh4.googleusercontent.com/-QTHKTNhcrgI/VVTHCLcUXXI/AAAAAAAAaoo/oBzbWPBvgHQ/w1083-h725-no/DSC_7131.JPG

          Jestesmy na szczycie i podziwiamy widok. Spotykamy Francuzow ktorzy podrozuja z dziecmi 5 i 8 lat. Komentuje z podziwem ich dzieci. Mowia nam ze podrozuja juz rok po Ameryce Poludniowej i dzieci i przystosowane. Az milo popatrzec na zadowolone dzieciaki. Zwykle slyszy sie jeczenia i narzekania

          https://lh6.googleusercontent.com/-931NWUAqbFM/VVTHO_ja7zI/AAAAAAAAapY/6F-pnlwHQGI/w1083-h725-no/DSC_7152.JPG

          https://lh4.googleusercontent.com/-h2ZN7I1S2o4/VVTHVR2l5TI/AAAAAAAAapw/U7Zru9MVygk/w1083-h725-no/DSC_7157.JPG

          Zbiegamy do Victora, czas jechac dalej. Szczerze mowiac to moje zainteresowanie ruinami zaczyna wahac sie w granicach zera. Jak na 3 dni to calkiem sporo tego bylo. Victor niechce nawet slyszec o zaniechaniu dalszego zwiedzania wiec jedziemy. Zwiedzamy miejsce gdzie w grocie jest zrobiony oltarz na ktorym bardzo mozliwe skladano ofiary z ludzi. Niestety nie pamietam w tej chwili jak to miejsce sie nazywa.
          https://lh4.googleusercontent.com/-5CaWLSrx4NA/VVTHevJvAnI/AAAAAAAAaqI/8rukZBdlTag/w1083-h725-no/DSC_7162.JPG

          Jestesmy znow wysoko, powyzej Cusco, okolo 3500 metrow. Przed nami w dolinie miasto
          https://lh6.googleusercontent.com/-ITQG-vyJ8wo/VVTHn7GQ3qI/AAAAAAAAaqo/eoBfya_Ldy8/w967-h725-no/IMG_1335.JPG

          Po drodze zagladamy do ogromnego Jezusa, ktory czuwa nad Cusco

          https://lh6.googleusercontent.com/-DALvuwP_XPM/VVTHyED6a3I/AAAAAAAAarQ/ab9CuOO0Va8/w1083-h725-no/DSC_7178.JPG
          https://lh3.googleusercontent.com/-tMyOlzjiSnI/VVTHz4H4lyI/AAAAAAAAarY/9wUoCQD6tvY/w544-h725-no/IMG_1343.JPG

          Idziemy zaraz obok do Saksaywaman. Znow 3700 metrow. Tym razem jednak nie jest tak zle.
          https://lh4.googleusercontent.com/-Ai9Y7Eevp0M/VVTIIUkXNfI/AAAAAAAAasY/nZ3oN2msJSA/w1083-h725-no/DSC_7193.JPG
          Robi sie coraz pozniej i ciemno. Nie mozemy wjesc dalej gdyz straznicy nas zawracaja wiec obchodzimy wzdluz idac do wyjscia. Po drodze widac kunszt budowniczych

          https://lh6.googleusercontent.com/-DwKE8eQbiZ8/VVTH3ENuwTI/AAAAAAAAaro/ChqWWQKTYcI/w1083-h725-no/DSC_7181.JPG
          https://lh4.googleusercontent.com/-sYpfct_FVxY/VVTH1fH82-I/AAAAAAAAarg/nc-RVtooPp4/w1083-h725-no/DSC_7180.JPG

          Zanim zapadl zupelny zmrok zdazylem zrobic kilka zdjec Cusco. tutaj Plaza de Armas czyli glowny rynek
          https://lh6.googleusercontent.com/-TFq9wk-J7LE/VVTHqusYtTI/AAAAAAAAaqw/f2IzvPpWURY/w1083-h725-no/DSC_7169.JPG
          https://lh6.googleusercontent.com/-87X1lVss4vk/VVTHsRQrhCI/AAAAAAAAaq4/n-tNS2SRhIE/w1083-h725-no/DSC_7170.JPG

          Jedziemy do miasta. Znajdujemy nasz hotel. W zasadzie to nie szukamy gdy Victor nas po prostu tam zawozi. Zegnamy sie z nim i umawiamy na jutro z samego rana.
          Zaczyna sie normalna rutyna: prysznic, swieze ciuchy, odpoczynek, wymarsz na zweidzanie miasta. Moj pierwotny plan byl triche inny. Mielismy spedzic w Cusco nie tylko pozny wieczor ale ponad pol dnia. Coz, nie udalo sie. Dochodzimydo rynku, lazimy po sklepach. Trzeba kupic cos dzieciom, babci ktora sie nimi zajmuje gdy nas nie ma, cos dla nas na pamiatke. Przy okazji zagladamy do restauracji nie mogac sie zdecydowac. Znajdujemy cos co nam odpowiada. Uff coz za ulga i przyjemnosc. Glodni i zmeczeni ale zadowoleni co nie przeszkadza nam skoczyc sobie do gardel na 5 minut z jakiegos powodu. Reagujemy dosc podobnie na glod: zloscia i nadpobudliwoscia. Zamawiamy do obiadu butelke wina wiec po paru kieliszkach troche nastroj sie poprawia choc klocimy sie przez chwile kto wypil wiecej a kto komu nie dolal.. Ale glupoty. Po jakims czasie zapelniamy zoladki, alkohol rozplywa sie blogoscia po ciele. Obok siedzi grupa ludzi. Duzo ich wiec dosc glosno rozmawiaja w nieznanym mi jezyku. Zastanawiamy sie skad sa, ja mowie Izrael, a gruba Holandia. Strzela w 10-tke. Zaczepiona przez nas Holenderka bardzo rozmowna. Opowiada nam co robili, gdzie byli ale i rowniez ze jedna osoba przez tydzien lezala w szpitalu z powodu choroby wysokosciowej. Tak, to nie sa zarty.
          Po obiedzie czas nas spacer i fotki
          https://lh3.googleusercontent.com/-pPeriDXafEs/VVTILHUXroI/AAAAAAAAasg/RBCbHF2U7c8/w544-h725-no/IMG_1365.JPG
          https://lh3.googleusercontent.com/-KkYC5Ifetjw/VVTIMqKYLLI/AAAAAAAAaso/ZjhWI4ScXQg/w544-h725-no/IMG_1367.JPG
          https://lh6.googleusercontent.com/-oCG8fmdW2m8/VVTINx3nnjI/AAAAAAAAasw/jwBWUaPdQ8M/w967-h725-no/IMG_1368.JPG
          https://lh3.googleusercontent.com/-gRT_-PwuvkI/VVTIPPv8mKI/AAAAAAAAas4/ApPXQ0IZGkM/w544-h725-no/IMG_1370.JPG
          https://lh3.googleusercontent.com/-Ti3Wr8U56Uw/VVTISDQ9GYI/AAAAAAAAatI/hFSBzpoBeDg/w544-h725-no/IMG_1375.JPG

          Zmeczeni idziemy do hotelu. Pod gore. Alez ciezko. Stajemy co kilkanascie krokow zeby zlapac oddech. Kolejny dzien zakonczony. Dzisiejszy wieczor dodatkowo trudniejszy gdyz kupowalismy prezenty dla dzieci. Gruba chwile poplakuje, a mnie cos w gardle cisnie. Ten maly czlowiek jest naszym oczkiem w glowie
          https://lh3.googleusercontent.com/-JSF0ut1roEI/VPClHW8w6KI/AAAAAAAAZRs/QKjm0JXa1y8/w544-h725-no/IMG_0402.jpg


          • chris-joe Re: Peru: Dzien 6 (Agua Calientes do Cusco) cd 1 15.05.15, 20:04
            Pieknie. I widze, ze Chrysta z Rio skopiowali. Nawiasem, tu podrzucam polonicum: autorem Chrysta Odkupiciela w Rio jest Paul Landowski, syn Francuzki i polskiego emigranta po Powstaniu Styczniowym.
    • ertes Peru: Dzien 7 (Cusco do Lima) 15.05.15, 19:56
      Noc jest okropna. Lozko jest dosc male, niewygodne. Budzimy sie co chwila. Jednak ta wysokosc nad poziomem morza robi swoje. Z ulga witamy swit.

      https://lh6.googleusercontent.com/-aBALTmwRrhI/VVTIZVye-hI/AAAAAAAAatg/naoNb-VQSh0/w967-h725-no/IMG_1386.JPG

      Dzis ostatni dzien. Zapelniony wiec minie szybko. Pakujemy sie i schodzimy na sniadanie. Punktualnie o 7:30 podjezdza Victor i jedziemy ogladac Cusco
      https://lh6.googleusercontent.com/-pW5MNv9ojOs/VVTIc3FMIDI/AAAAAAAAatw/ZoDoXjYyzLs/w1083-h725-no/DSC_7196.JPG

      Kamien z dwunastoma naroznikami
      https://lh4.googleusercontent.com/-exUEhIUBl3I/VVTIiAaPr_I/AAAAAAAAauA/ge_EARTh88c/w1083-h725-no/DSC_7199.JPG

      Katedra na rynku

      https://lh6.googleusercontent.com/-aywtN-AzEU8/VVTIl08yWbI/AAAAAAAAauY/vFIU7Let1EI/w1083-h725-no/DSC_7200.JPG
      https://lh6.googleusercontent.com/-isqsNELddJI/VVTIpsurjxI/AAAAAAAAaug/6lGhd-lzcgc/w1083-h725-no/DSC_7202.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-mGA82Pv0b88/VVTIuxNN1eI/AAAAAAAAau4/DUU3WoerTt8/w1083-h725-no/DSC_7207.JPG
      https://lh4.googleusercontent.com/-dfsOJUvsY1E/VVTI0xfKDAI/AAAAAAAAavQ/jRSTQcU9sdg/w1083-h725-no/DSC_7210.JPG

      Czas jechac na lotnisko. I tu staje sie przykra rzecz: z ramienia spada mi moj Nikon robiac ciezko o chodnik. Podnosze, szkla cale ale obiektyw ma calkiem sporo wgiecie :( Zly jestem na siebie za chwile nieuwagi. Tym bardziej ze do tej pory zgubilismy nakladke przeciwsloneczna i pokrywke do obiektywu. A teraz jeszcze to...

      Na lotnisku rozstajemy sie z Victorem. Swietny gosc. Bez problemu go polece. Ale, ale tylko osobom mowiacym po hiszpansku.
      Nadajemy walizke, check in, security, lotniskowa rutyna i lecimy do Lima zegnajac Cusco i Inkow...
      Ostatnie 3 dni na dlugo zostana nam w pamieci.
      • ertes Re: Peru: Dzien 7 (Cusco do Lima) 15.05.15, 20:49
        Lot do Limy dosc jalowy ale i krotki. Stad bierzemy taksowke. Wczesniej zrobilem wywiad na Tripadvisor jaka wziac firma: taxi green. OK, sa. 50 soles a wiec dosc tanio. Dojazd do hotelu zajmuje okolo 30 minut. Tym razem , na ostatnia noc, zabukowalem porzadny hotel w samym sercu jednej z najlepszych dzielnic Limy Miraflores. Wchodzimy do Hilton Miraflores. Coz za zmiana po naszych noclegowniach :) Szkoda ze spedzamy tu tylko jedna noc a i to niecala.
        Nie ma jednak czasu na odpoczynek. Idziemy do Larcomar, ponoc jednego z najlepszych miejsc w miescie. Wychodzimy z hotelu, widac ze to jest lepsza dzielnica. Ladne domy, czysto. Dochodzimy spacerkiem do kompleksu sklepow, restaurcji i kafejek zawieszonym na brzegu wyskokiego klifu na samym Pacyfikiem.
        https://lh6.googleusercontent.com/-x0fIkZiDxDU/VVY0SWIy34I/AAAAAAAAayQ/hvmD-TsmtMo/w960-h720-no/1907522_10206542381028331_1134404533783199885_n.jpg

        Idziemy od razu na obiad. Ja zamawiam moje ulubone Lomo Saltados
        https://lh3.googleusercontent.com/-TdiJqENPHKE/VVY0YpyAG0I/AAAAAAAAay4/7S5dkyp45Eo/w544-h725-no/11059513_10206542378628271_4019491749397311734_n.jpg

        Po obiedzie krecimy sie po sklepach. Miejsce wyglada jak kazde inne na swiecie. Pelno markowych sklepow, znanych restauracji z USA. Sobotni wieczor, mnostwo ludzi. Przyjemnie.
        Znajdyjemy sklep North Face. Tuz przed wyjazdem kupilismy sobie kurtki puchowe tejze firmy za $160. Znajdujemy takie same: kosztuja powyzej 1000 soles!!! Wszedzie widzimy ze ceny sa 2, 3 razy wyzsze jak u nas.
        Szkoda ze jestesmy tak krotko w Limie ale coz zrobic. Snujemy sie po Larcomar w te i z powrotem.

        https://lh4.googleusercontent.com/-23xJeLeoMOo/VVY0UHnxXLI/AAAAAAAAayY/-5QYSLCyoW8/w960-h720-no/11215863_10206542381548344_6265553367314335099_n.jpg
        https://lh4.googleusercontent.com/-NnWjwpZEnrQ/VVY0XmHA1MI/AAAAAAAAayw/WzIEIog1qfQ/w960-h720-no/11140023_10206542379868302_844620931462137574_n.jpg
        https://lh3.googleusercontent.com/-LiFOA_SMYQc/VVY0ZsNo2EI/AAAAAAAAazA/Eh3MAYVOusA/w544-h725-no/11165280_10206542377788250_6111464448574360064_n.jpg
        https://lh4.googleusercontent.com/-3BueOXSoyqI/VVY0anujtTI/AAAAAAAAazI/GdSKMcomd0I/w960-h720-no/10425532_10206542377508243_4293996530549316898_n.jpg

        Powoli zapada sobotnia noc
        https://lh4.googleusercontent.com/-pDfNIY-ueGk/VVY0WapU_bI/AAAAAAAAayo/H9WiGXhA5Cw/w960-h720-no/11143114_10206542380508318_6516282686957900379_n.jpg

        Czujemy zmeczenie ostatnich dni. Czas wracac do hotelu. Powolnym spacerem idziemy w jego strone. Zagladamy do sklepow. Napawamy sie do konca nasza peruwianska wycieczka.

        W pokoju rzucam sie na lozko i jeszcze slysze jak Gruba sie pyta czy nastawilem budzik gdyz musimy wstac o 4-rtej rano. Nie mam sily odpowiedziec wierzac ze wystarczy nam jeden budzik.
        • chris-joe Re: Peru: Dzien 7 (Cusco do Lima) 15.05.15, 21:06
          Sceny z wybrzeza bardzo mi Chile przypominaja, w koncu to za miedza. Po scysji z Gruba nad obiadem mam nadzieje, ze you made up ;)
    • ertes Peru: Dzien 8 THE END 15.05.15, 23:40
      Budze sie w nocy. Moja Strasznie Gruba zona spi. Staram sie zasnac. Musimy wstac bardzo wczesnie. O 4:30 mamy taksowke. Cholera, nie moge usnac... Ok, wstaje ide po telefon ktory lezy na biurku zobaczyc ktora godzina.
      O jasna cholera!!!! 4:15AM!!!! Zaspalismy, ale jakim cudem?!?!
      Budze Gruba. Zwijamy sie w tempie. Znaczy ja sie zwijam. Moja jasnie pani przeciez nie wyjdzie bez makijazu :) Coz, kobieta. Czasami mysle sobie ze bycie gejem ma duzo dobrych stron: gdybym podrozowal z facetem to juz bysmy byli na dole w taksowce a tak siedze i sie denerwuje.
      Dojezdzamy na lotnisko bez wiekszych zaklocen. W taksowce sprawdzamy co sie stalo ze nie zadzwonil alarm. Dosc proste. Gruba miala ustawione weekdays a dzis niedziela...
      Znow lotniskowa rutyna.
      Glodni, idziemy na sniadanie. Zdziwieni ze wszystko bardzo tanio. Zamawiamy omlety, kawe.
      Czekaja nas 24 godziny podrozy gdyz w domu bedziemy okolo 2 nad ranem. prosimy o rachunek i tu zaskoczenie: $30 dolarow! huh! Dolarow! Przeciez jestesmy w Peru wiec dlaczego ceny sa w dolarach?!?! No tak, ogladamy menu i widzimy ze z tylu sa malutkie ceny w soles. Huh, na sam koniec czujemy nabici sie w butelke. Ale co tam, humoru nam to nie zepsuje.
      Musze tez stwierdzic ze lotnisko w Limie jak i tez lotnisko w Mexico City jest duzo ladniejsze od lotniska w Los Angeles ktore jest po prostu beznadziejne.
      W Mexico City mamy 8 godzin czekania wiec pojedziemy do Muzeum Archeologii. Postanawiamy te zapytac sie o mozliwosc wczesniejszego odlotu.
      Lecimy. 6 godzin. Patrze sobie na moim GPS jak przekraczamy rownik :)
      Samolt jest OK ale siedzenia mamy w ostatnim rzedzie. Staram sie tego unikac i zmieniam zwykle na jak najbardziej z przodu gdzie jest ciszej. Jakos tym razem umknelo mnie. Coz, zaraz obok jest kibel...
      Rzad 30sty. Sprawdzam jakie miejsca mam w nastepnym samolocie. Rzad 25ty. OK.
      Wysiadamy w Mexico City i idziemy do odprawy. Ogromny tlum ludzi. Balagan straszny. Wyklinam jak moge Meksykanow. Stoimy ponad godzine, moze poltorej. Odbieramy walizke i od razu oddajemy. Dziwne troche. Szukamy biura Aeromexico. OK, jest ale sali odlotow. Zajmuje nam dobre 40 minut dostac sie tam. Okazuje sie ze mamy kiepskie bilety i trzeba sporo doplacic... hmm wydawalo mi sie ze po prostu kupilem bilety nie patrzac jaie one sa.
      Jest juz 3-cia. w Zoladkach burczy. Idziemy cos zjesc. Wreszcie okolo 4rtej mozemy jechac. Ale zastanawiamy sie czy warto. Muzeum dosc daleko. Nie spedzimy tam za wiele czasu. Rezygnujemy. Znajdujemy sobie spokojne miejsce i czekamy do odlotu czytajac sobie ksiazki, lazac po sklepach. O dziwo dosc szybko mija i znow lecimy.
      Jasna cholera by to wziela moj 25 rzad okazal sie ostatnim. I to jeszcze gorszy niz tamten gdyz stary samolot i siedzenia sie nie rozkladaja... Cale szczescie w miare krotki lot.
      Wysiadamy w LA, jest ciut po polnocy. Idziemy do odprawy a tam kolejka po horyzont i okropny balagan.. A ja tak wyklinalem Meksykanskie sluzby.... Znow godzine stoimy. Docieramy do samochodu. Teraz godzina jazdy. W domu jestesmy o 2:30 nad ranem.
      24 godziny temu wlasnie wstawalismy w Limie...

      THE END



      • roseanne Re: Peru: Dzien 8 THE END 16.05.15, 00:33
        hurra!
        przezyliscie
        a co obaczyliscie to Wasze, mimo niewygod i kiepskiej obslugi
      • chris-joe Re: Peru: Dzien 8 THE END 16.05.15, 00:45
        Ostatni rzad w samolocie, siedzenia sztywne, w porzadalu na 2-3 godzinny lot dniem. Ertes, my od lat uzywamy www.seatguru.com/ przy bukowaniu stolkow.

        I bedziemy unikac jak ognia lotow przez juesej. Koszmar. Wszystkie loty z Am. Pld. laduja w podobnym czasie, tlumy wala do Immigration. My, Kanada, stoimy w nieprzebranym tlumie, a kazdy z tego tlumu przechodzi pelna procedure w bramce, czyli wywiad, fota, odciski palcow. Niemal zawsze co prawda wylawiaja Kanadyjczykow, by ich przerzucic do szybkiej odprawy w kolejce dla obywateli US, ale nim nas wylowia nerwy na pelnych obrotach, zwlaszcza jesli dalszy lot za 2-3 godziny. Juz sie nauczylem, by machac kanadyjskim paszportem w tym sajgonie...

        Ostatnio wracajac z Brazylii przez JFK, gdy wreszcie mnie rzucono do szybkiej odprawy dla jankesow, nierozwaznie polozylem dlon na ladzie przed szefuniem. Stary sfrustrowany zgred to byl. Opierdolil mnie jak bura suke, ze "rece przy sobie". Yes sir, sorry sir... :)
        • ertes Re: Peru: Dzien 8 THE END 16.05.15, 01:36
          Ciekawe jest to ze miejsca w tamta strone ustawilem jak trzeba. Zaplanowanie calej tej wycieczki lacznie ze wszystkimi pozwoleniami, biletami itp to bylo dosc duzo roboty.
          Dalismy rade.
          Zreszta przez prawie cala wycieczke trafialismy na jakies dziwne miejsca. W jednym samolotow siedzenie mial tylko jedna pozycje: lezaca. Znowu lecac z porotem do Limy siedzielismy w 1szym rzedzie przed sciana. Niby fajnie ale to siedzenie waskie gdyz stolik sie chowa w oparcie. W pociagu na samym srodku okna podpora. Akurat przy naszym stoliku. Uznalismy ze mamy to wszystkie nasze miejscowki musza byc discounted. I tak juz zostalo.

          Jesli chodzi o przechodzenie granic to odkad mam obywatelstwo jest duzo lepiej. Tym razem stojac w kolejce zauwazylem reklame Global Entry. Odprawe robi sie samemu w takiej maszynie jak ATM. jeszcze lepsze jest Sentri gdyz obejmuje samochod. Troche jest roboty zeby to zalatwic ale mozna. Wtedy jest duzo latwiej. Wiem ze na polnocy mozna starac sie o Nexus.
          www.cbsa-asfc.gc.ca/prog/nexus/menu-eng.html
    • blues28 Hats off... 16.05.15, 09:32
      Ja robie moje male resumé bo ochalam i achalam w kolejnych odcinkach to teraz tylko wypunktuje co m i sie baaardzo podobalo:
      1. Sama idea celebrowania urodzin BGZ (zalapujac sie samemu zreszta na celebracje) bardzo fajna jest! Ajuz dzielenie sie pieknym wyjazdem z czcigodnym forum to wiecej niz fajne :-)
      2. Rozpis na dni bardzo klarowny, a ze pisany tekstem wartkim, wciagajacym to wyszedl prawdziwy bomba reportaz. Uroku i smaku dodaja wtrety osobiste, czy to zadyszka pod górke, czy scysja glodnego Ertesa z BGZ. I reportaz robi sie jeszcze fajniejszy :-)
      3. Zdjecia fantastyczne. Moje uklony Twojem u Nikonowi, mam nadzieje, ze z upadku wyjdzie obronna reka!
      4. Podziwiam rzutkosc i smialosc w podejmowaniu wszelkiego ryzyka, czy to jazda wynajetym autem w Limie czy na bezdrozach jakis przepasci i wawozów, czy niezaleznie od stopnia zmeczenia chec wlazenia na kazda górke :-)
      5. Nadzwyczajna kondycja u obojga. Nie czepiam sie wieku tylko biore pod uwage kolano :-)
      6. Mnie osobiscie zafascynowala druga czesc wycieczki (choc linie w Nazca maja urok), bo te niesamowite widoki górskie polaczone ze sladami starej kultury to jak summum szczescia dla turysty.

      No, jak mówilam: hats off...
      • maria421 Re: Hats off... 16.05.15, 09:50
        Podpisuje sie pod Bluesem.

      • jutka1 Re: Hats off... 16.05.15, 10:27
        Podpisuję się rencyma-i-nogoma. :-)

        Dodam jeszcze jedną rzecz: Nazca. Po raz któryś w życiu, ale pierwszy raz od lat dzieciństwa i nastolęctwa (zam.) zaparły mi te rysunki dech w piersiach, a to że Ertesu to widział, fotografował i zamieścił - bardzo mi je urealniły. I pozostawiły z rozdziawiona japą. :-)
        • kan_z_oz Re: Hats off... 16.05.15, 11:01
          W zupelnosci. Dzieki za chec wklejania i pisania w czasie wakacji, co kazdy wie jest trudne i upierdliwe. Tym bardziej reportaz Twoj/Wasz jest bezcenny.

          Mam jedno pytanie, jak sie ogarniesz po podrozy, wypoczniesz, rozpakujesz etc.

          Co myslisz o liniach w Nazca? Czy widzisz jakas czesc ksiazek Danikena jako jakas mozliwosc.?
          Nie zyby mi jakos na jakims potwierdzeniu zalezo, ale bedac na swiezo jestem ciekawa wrazen? Human or Alien?

          Dla mnie; ogladane fragment murow z kamienia zbudowanych z precyzja co do 1mm oraz cala mozaika z tylu by zazebic bylo dla mnie wystarczajacym elementem rozpychajacym.

          Sama podroz po Peru, tez mnie rozciagnela. W repertuarze majac Dolne Kolki, do ktorej dojazd prowadzi przez przelecz 4500m, uff ogromny bol glowy, jak rowniez by pozostac na 4000m przez kilka dni.

          Kan
          • blues28 Re: Hats off... 16.05.15, 17:12
            Tez jestem ciekawa Waszej dyskusji. Ja o liniach w Nazca tylko czytalam i naukowcy przypisuja je kulturze nazca. Ale jak to moglo powstac bez wizji panoramicznej , bez urzadzen pomiarowych i od 600 lat p.n.e do 200 lat n.e. to juz nikt przekonywujaco nie wyjasnil.
      • ertes Re: Hats off... 16.05.15, 17:47
        Jest mnie niesamowicie milo ze Wam sie podobal i tekst i zdjecia, i plonie sie jak nastolatek.

        Niestety nie jestem ekspertem od Nasca ani tym bardziej kilkudniowy pobyt takim mnie nie czyni wiec mam niewiele do powiedzenia w temacie. Ksiazki Danikena byly ciekawe w latach 70-tych ale od tamtego czasu dosc ostro sie z nimi rozprawiono.
        Siedzac w poczekalni na lotnisku w Nasca ogladalem film, bodajze NGO, gdzie pokazywali jak jakis naukowiec udowodnil w jaki sposob mogli stworzyc te rysunki, uzywajac prymitywnych metod geodezyjnych.
        Dla mnie jednak najbardziej, i to nie pierwszy raz, jest zdumiewajace jak ludzie, w sumie dosc prymitywni potrafili wzniesc takie fantatystyczne budowle...
        • ania_2000 Re: Hats off... 16.05.15, 21:17
          Piekne zdjecia, i pod wzgledem samej pieknosci i "reportazowosci_". Ale dla mnie najwieksze gratulacje to ta jazda autem na kacu nastepnego dnia:) To jest wysilek :)
          Super pomysl na swietowanie urodzin, lucky jest twoja zona ze ma takiego fajnego meza:)
          • iwannabesedated Re: Hats off... 17.05.15, 01:46
            No, no, prawdę samą prawicie ludzie. Też poczyniłam spostrzeżenie, że BGŻ (bardzo trafny skrót Bluesie) jest osobą jakąś straszną doprawdy, bo i się nie boi niczego, i jak ta kozica po kamykach, szarlotki też robi (to gdzie indziej Ertes pisał), do tego jest szefową w firmie, i na dodatek Bardzo jest Gruba, tak więc sobie myślę, że Ertes się musi ciągle trzymać w kondycji, pionie, w mundurze i przy szabli przy takiej żonie. Rzadnego rozmemłania i snucia w obwisłej bieliźnie. Bardzo myślę to pewnie jest motywujące dla faceta. Foty, co tu ja będę, dech zapierają, reportaż takowoż, zmęczyłam się i zdyszałam od samego czytania, tudzież przestraszyłam, wkurzyłam, zachwyciłam i zasromałam (nad sobą, oczywiście, jako rasowy egocentryk, bo ja to na przykład się kurwa mać - wszystkiego boję, z moją skrzynką pocztową i abonamentem rtv na czele i tyle. Jak to w ogóle jest - niczego się nie bać??? )

            Dzięki Ertesie :D
            • chris-joe Re: Hats off... 21.05.15, 19:48
              Ja tez, w calej rozciaglosci, Ertes. Bravissimo.

              A jesli juz o bravado, to mam pytanie, moze glupie, ale jednak istotne. Wokol Peru (podobnie jak wokol Brazylii) krazy mnostwo anegdot jak tam strasznie niebezpiecznie jest. W twoich relacjach nie znalazlem chocby cienia czyhajacego na nadzianych gringosow niebezpieczenstwa (z wyjatkiem niskiego cisnienia oraz wysokich cen). Sie wypowiedz w temacie, please.
              • ertes Re: Hats off... 22.05.15, 00:24
                Ogolnie to nie jest drogo. Hotele i zarcie jest dosc tanie, taksowki rowniez.
                Zanim pojechalem zrobilem wywiad gdzie bukowac hotel, jakiej firmy jechac taksowka itp.
                No a poza tym zachowujesz szczegolna ostroznosc i tyle.
                Coprawda niektorzy sie smieja gdy im mowie ze czuje sie w miare bezpiecznie zauwazajac ze jestem ze dwa razy wiekszy niz przecietny Latynos wiec nie kazdy mialby ochote stanac mi na drodze. Ile w tym prawdy nie wiadomo.
                Ogolnie rzecz biorac nigdzie nie czulem sie zagrozony. To nasze media lubia sie rozpisywac o niebezpieczenstwach i strasza nie wiadomo po co. U nas ludzie boja sie pojechac do Meksyku, zaraz tu obok bo im glowy obetna... A tam jest super, zarcie tanie i pyszne, przemili ludzie. Jutro zreszta jade pod namiot do Baja.

                Czytales co znalazlem dla Was on Nexus?
                • chris-joe Re: Hats off... 22.05.15, 01:11
                  Tym bardziej sie wiec potwierdza wersja, ze za 2 lata wpadniemy z Brazylii do Peru na kilka dni. Nie zeby zaraz cala trase, ale chocby do Machu Picchu.
                  Nexusa nie obmacalem jeszcze. Widze to na granicach drogowych i na lotniskach kanadyjskich, ale nie widzialem nigdy np. na JFK itp. Obmacam. Dzieks :)
                  • kan_z_oz Re: Hats off... 22.05.15, 04:12
                    Niebezpiecznie to jest w slumsach w Limie. Jest to obszar gdzie wlasciwie turysta nie wchodzi, nie wchodzi tez jakis przypadkowy bialy etc. Ta informacje mam od przewodnika, ktory nasza grupe po Limie prowadzil, mieszkajac w Limie wiele lat. Polak zreszta, byly jezuita, wykluczony z zakonu za dziecko z peruwianka, prowadzacy dom dla dzieciakow szwendajacych sie po ulicach Limy. Dorywczo obslugujacy wycieczki. Byl niezastapionym zrodlem informacji, ktore nie zawsze pochodzily z ksiazek.

                    Wiele lat temu, dosyc ostro bylo na polnocy Peru, tuz przy granicy z Ekwadorem; szwendaly sie tam wciaz dawne pozostalosci lokalnych bojowek.

                    Okolice Punto oraz region w strone przejscia gorskiego z Bolivia i juz w Bolivii; jest to region zamieszkaly przez lokalnych Aymara, ktorzy znani sa z temperametu. Moze nie jakies zagrozenia dla turysty ale jest to dosyc wojownicza odmiana, gdzie mozna trafic na lokalne polityczne utarczki.
                    Wciaz zdrowy rozsadek oraz glowa na karku obowiazujace jak w innych regionach Ameryki Poludniowej.

                    Kan

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka