lucja7
05.02.05, 17:51
Watek o rzece w miescie.
Nie ma miasta bez rzeki. Sa duze (Wisla, Dunaj, Tygrys, Ganges...), sa male
(Sekwana, Tamisa, Cam, Amstel...)
I wszystkie te pisania tutaj o Warszawie i oskarzanie mnie o brak
obiektywnosci w milosciach do miast, sklania mnie do wyrazenia publicznie
mej milosci do paryskiej Sekwany!!!
Otoz nie znam zadnego innego przykladu na swiecie relacji rownie harmonijnej
miasta z jego rzeka jak Paryza z jego Sekwana!
Spacery, widoki wschodu i zachodu slonca, budynki na lewo i prawo, siedzenie
na brzegu i gapienie sie i na rybakow i na malarzy i na turystow i na
handlarzy.
Usiasc na skraju zachodnim wyspy Cité w kwietniu i sluchac pluskania malych
fal kochanej Sekwany....godzinami, miec kogos obok i rozmawiac, rozmawiac, i
ogladac ten ciagly spektakl. I pojsc na plac Dauphine, i grzebac u
bukinistow, napic sie dobrej kawy, odwiedzic ksiegarnie.
Odpowiedziec na pozdrowienia rekami turystom na stateczkach, tak wszyscy sa
blisko i bliscy...jakas komunia. Czy to rzeka, woda? Woda w miescie?
Co to znaczy "pojsc nad rzeke?" u was, ludzi z miast?
Opowiedzcie cos o waszym kontakcie waszego miasta z jego rzeka, prosze
(oficjalnie oddzielam sie od piszacych "pliz").
Bardzo mnie to interesuje :)))
lucja