maly.ksiaze
26.04.05, 05:42
Zawsze miałem kłopot z przebrnięciem przez dowolny z tak zwanych
bestsellerów. Jednak to, co dzieje się ze mną w przypadku książki Dana Browna
naprawdę mnie zaniepokoiło. Otóż przez cały dzień podróży - nie żartuję, 21
godzin (pozdrowienia z Bangalore) - udało mi się przeczytać mniej więcej
połowę. W normalnych okolicznościach przeczytałbym w tym czasie dwie książki.
Cóż za dzieło! Suspens bez suspensu. Chociaż - może zaszkodziła mi ilość
recenzji, którą przeczytałem w czasie naszej na ten temat dyskusji...
It is official now... Worst piece of...
Z drugiej strony - przecież Autor to pono człowiek nader inteligentny.
Przyznam, że gdy próbuję sobie pana Browna wyobrazić, staje przed moimi
oczami podstarzały muzyk rokowy z filmu 'Love, actually'. Kto oglądał - ten
wie.
Pozdrawiam,
mk.