swiatlo
06.02.06, 19:31
Odwiedził mnie ojciec. Całymi nocami gadaliśmy o tym i owym, między innymi o
polityce. Nie zdawałem sobie sprawy z wielu rzeczy w Polsce. Na przykład
rzeczą o jakiej ojciec opowiadał to odrzucenie na śmietnik całych starszych
pokoleń. Nie mówię już nawet o emerytach, bo oni i tak są skazani na
śmietniki już od 1989 i to się wciąż nie zmienia.
Ale dotyczy się to nawet i średniego pokolenia. Na przykład 50-latków, a
nawet i 40-latków. Jeżeli masz powyżej 40-tki i nie masz pracy, to jest
zupełnie niemożliwe aby znaleźć jakąkolwiek nową pracę. Że nastąpił obłędny
wyścig szczurów, gdzie na przegranych i wolniejszych nikt się nie ogląda.
Nastąpił dyktat młodych drapieżnych technokratów. Jak w filmie sci-
fi "Logan's Run", gdzie wszyscy po 30-tce publicznie byli likwidowani w
tzw. "karuzeli", tak samo być może się dzieje w RP.
Czy rzeczywiście tak jest?
Czy w tym świetle nie jest tak że ostatnie wybory w Polsce są po prostu
sprawiedliwym buntem starszych i słabych? Demonstracją że nie można zbudować
nowego społeczeństwa poświęcając tych którzy z jakiegoś względu nie pasują
wizji nowoczesnego jutra? Że społeczeństwo nie należy tylko do 20- i 30-
latków pędzących w morderczym tempie przez 16 godzin na dobę. Że są także
samotne matki, emeryci i starsi, i w ogóle wielu tych, którzy z jakiś tam
losowych powodów wypadli z morderczego wyścigu. Czy te starsze i słabe
kobiety w moherowych beretach muszą po prostu zamknąć japę i po cichu umrzeć?
Czy więc te ostatnie wybory nie są donośnym okrzykiem że my też istniejemy i
chcemy być podmiotami w społeczeństwie?