xurek
04.06.06, 23:34
Wy tu, moi drodzy, psy wieszacie, dziury w calym szukacie, krytykujecie,
pietnujecie i czarnowieszczycie a Behemot, szwajcarski od pokolen do szpiku
kosci tak sie w Polsce zakochal, ze nawet lze uronil i powiedzial, ze w
Polsce ludzie i uczucia sa zywe, prawdziwe, autentyczne i namacalne a knajpy
wszystkie bez wyjatku urzadzone z takim wkladem serca, smaku i energii, ze na
calym swiecie takich nie znajdziesz a ten caly Szwajc w porownaniu to pic na
wode, fotomontarz i pustynia pod kazdym wzgledem.
Teraz Behemot siedzi i rozgryza za pomoca instrukcji sporzadonych przeze mnie
pod presja nieustajacego marudzenia polskie teksty a w ciagu tych osmiu dni
nauczyl sie wiecej po polsku niz moj maz w ciagu ostatnich siedmiu lat. No i
uparcie przy dzisiejszym stole biesiadnym z samymi anglojezycznymi zyczyl
wszystkim smacznego i pil na zdrowie.
Tak wiec nie dziwcie sie, jezeli wejdzie dnia pewnego na foruma i stanie w
obronie ojczyzny :)).
Krotko mowiac: jeszcze Polska nie zginela, poki Behemoty zyja :)).
PS: bylo rewelacyjnie, choc w Krakowie musialysmy sie spic ze Szwajca
przywiezionym szampanem a dzien nastepny spedzic o suchym pysku przed
zamknietym z racji papierza Wawelem a problem slaski byl dla Behemota
niezglebialny a w domku kumpla, con am go dal do dyspozyciu Behemotowi bylo
zdecydowanie za zimno. Po raz pierwszy poczulam sie tak, jak czuc sie chyba
musi kazdy Hamerykanin oprowadzajacy po Njujorku potencjalnych i zachwyconych
imigrantow. Dumna i blada (to drugie glownie z racji nadmiernego spozycia)
jestem.
Teraz idem posprzontac (co wychodzi mi znacznie lepiej niz gotowanie),
glownie z racji braku lepszego zajecia, bo maz uzbrojony w stroj narodowy,
dreadlocki i ciemne okulary udal sie na Afropfingsten do Winterthur i do
jutra nie wroci. Eh, nie ma to jak multikulti :))).
PS2: niniejszym jak obiecalam przekazuje pozdrowienia wonderful Jutce.