Dodaj do ulubionych

Po rozmowie...

03.09.10, 21:01
Bylo bolesnie, nawet bardzo... Maz wini mnie, ze sie skarze, ze znowu rozmawiamy na ten sam
temat: zwiazku, jego syna, dziecka... Ze znowu to samo... a to moja wina, to ja sie buntuje,
obrazam, nie akceptuje jego dziecka itd.
Maz chcialby, zebym nie skupiala tyle uwagi na pasierbie, a zajela sie wiecej naszym zwiazkiem. W
teorii moze wykonalne, w praktyce mlody przychodzi sie powyzywac na mnie.
Maz powtorzyl, ze nie chce miec ze mna dziecka ,bo odchodze (bylam u rodzicow pare dni po
sprzeczce o malego, a raczej kolejnym swinstwie, ktore mi wywinal). Mowi, ze to moja wina, bo nie
moge zaakceptowac syna taki jaki jest; ze to ja sie "zmykam" nie chce kontaktu i wspolnych wyjsc
np do pubu z pasierbem dla przyjemnosci... Mowi, ze to nie on jest odpowiedzialny za zachowanie i
te swinstwa ze strony syna, bo to nie on przeciez go namawial, ani tego nie zrobil i nie mial nad tym
zadnej kontroli. Ze mam tolerowac slownictwo mlodego, bo siostrzennica tez jak mowi to zaczyna
zdania od k... i to jest normalne u nastolatkow. No i ze to ja niszcze nasze malzenstwo...

Nie widze za bardzo kontynuacji tego zwiazku
Obserwuj wątek
    • konstancja16 Re: Po rozmowie... 03.09.10, 21:13
      Rozstania musza bolec. Tak juz jest. Trzymaj sie.

      Wiesz, mam juz swoje lata i uwazam, ze trzeba walczyc o zwiazek, szukac kompromisow, a nie trzaskac
      drzwiami jak tylko sie pojawia klopoty. Ale z tego co opisujesz to.... naprawde nie ma czego
      zalowac. Sorry, ale obwiniac Cie o to, ze nie chodzisz z nieletnim wina pic? I ze on Cie wyzywa, a
      ojciec nie ma kontroli?! Zmiataj jak najpredzej i zostaw te zulie sama sobie. Dasz rade. Pisz tutaj i
      organizuj zycie na nowo. Zapewniam Cie, ze nie w kazdej rodzinie musza przewijac sie te slowa na k..
      w kazdej rozmowie. a jak komu sie wyrwie w nerwach to jest tez w uzyciu slowo "przepraszam". nie
      tylko w staroswieckich ksiazkach.
    • kittykitty Re: Po rozmowie... 03.09.10, 21:16
      No cóż, widać że Twój mąż za wszelką cenę chce utrzymać status quo i nie
      zamierza robić NIC. Kurde, przykro mi...
      • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 00:23
        ittykitty napisała:

        > No cóż, widać że Twój mąż za wszelką cenę chce utrzymać status quo i nie
        > zamierza robić NIC. Kurde, przykro mi...

        Tak , wyglada na to, ze maz nie chce zmienic stanu rzeczy, bo takowy mu odpowiada.
        Jak juz napisalam, nagle "obudzil sie" i stara sie mnie zatrzymac. Nie bede wiele pisac, po prostu
        ciezko mi i doskonale wiem, ze te wysilki meza sie skoncza w momencie, kiedy dam za wygrana.
        Ja widze raczej separacje i tyle.
        • erillzw Re: Po rozmowie... 05.09.10, 15:55
          Wiesz co wielu facetow postepuje wedle podobnej zasady jak twoj malzonek teraz. Nagle traci grunt
          pod nogami i pokazuje jak to strasznie sie zmieni, dba, zabiega a tylko dasz sei przekonac wszystko
          bedzie tak jak bylo a jeszcze gorzej nawet bo bedzie Cie szanowal jeszcze mniej.
          Niestety.

          Separacja chyba po to by latwiej bylo zlozyc pozew o rozwod. ja wiem, ze latwo jest mowic,
          doradzac gdy jest sie z dala. Ale nic nie zmieni postawy Twojego beztroskiego meza. Chcialabys zeby
          wychowywal wasze dziecko? Bo dla mnie wizja ktora opisujesz przyprawia mnie o dreszcze trwogi.
          Twoj malz po prostu wykorzystuje syna by nie poczuc ze sie starzeje.. I ze jest taki cool i susper ze ze
          swoim nastoletnim synem pija na imprezach..
          • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 16:54
            erillzw napisała:
            "Twoj maz po prostu wykorzystuje syna by nie poczuc ze sie starzeje.. I ze jest taki cool i susper ze
            ze swoim nastoletnim synem pija na imprezach.."

            Niestety musze ci przyznac racje. Wczesniej, kilka lat temu, nie bylo mowy ,zeby dziecko
            zaprowadzic do knajpy ... teraz jak syn ma 15 lat, takie wyskoki sa coraz czestsze i przyzwolen jest
            wiecej. Mlodemu to pasuje, a tata zadowolony, ze moze sie synowi przypodobac. Maz mowi, ze u
            bylej zony chlopiec musi zajmowac sie mlodszym rodzenstwem, ze bylej zony nie stac na wakacje
            itd wiec trzeba chlopcu wynagrodzic ta "strate".
            Tak jak piszesz, wyjscia do knajpy z chopakiem to "przedluzenie mlodosci": jest wesolo, smiejemy
            sie, padam na pysk ze zmeczenia, ale zrobie mlodemu przyjemnosc (maz wychodzil codziennie to
            jest przez 30 dni do knajpy do 4-5 albo do 7 nad ranem). Zafundujcie sobie taki maraton
            (rownoczesnie pracujac), zeby sprawic nastoletnim pasierbom przyjemnosc! Chora milosc?
            A potem wracali do domu i syn jeszcze do 7 nad ranem na komputerze .... eh

            Teraz chlopak jest u mamy w ten weekend. Wczoraj maz zaproponowal mi wyjscie i jak zwykle
            dzwoni do syna, zeby z nami wyszedl. Chlopiec odmowil, bo mama zorganizowala grila. Dzis w
            poludnie mlody dzwoni, zeby umowic sie z ojcem na wieczorne wyjscie. Maz mowi, ze oddzwoni za
            chwile. Pyta sie mnie, czy mam ochote wyjsc wieczorem z synem. Oczywiscie ja odmawiam,
            przypominam mezowi, ze to weekend u mamy i ze juz wczoraj maz proponowal wyjscie z mlodym,
            ktory odrzucil zaproszenie, z powodu grila ze znajomymi mamy, ktory mu bardziej pasowal.
            Ja sie zdecydowanie na to nie zgadzam i jak maz chce to niech sam z nim wychodzi (mowie tak, bo
            maz mi potem wypomina, ze to przeze mnie nie widzial sie z synem). Pasierb juz sie przyzwyczail, ze
            tata jest do jego dyspozycji. Jak mama nie ma nic "interesujacego" do zaproponowania w niedziele,
            to szuka atrakcji u ojca.
            Maz oddzwania do syna i mowi mu, ze jest zmeczony i chce spokojnie spedzic wieczor w domu.
            Nagle pojawiaja sie pretensje, szantaz emocjonalny ze strony syna, agresja i slownictwo ktore daje
            wiele do zyczenia. Maz zyczy synkowi milego weekendu i odklada sluchawke.
            Wiem dobrze, ze jakby byl sam, albo jakbym sie zgodzila na takie wyjscie, to juz by lecial po synka.

            Dla mnie taka sytuacja to natychmiastowy stres. Musze byc do dyspozycji. "Trzeba" wyjsc z
            nastolatkiem, moze zostanie u nas na noc i mi znowu wywinie jakies swinstwo, co znowu mi powie,
            w czym skrytykuje, co znowu trzeba kupic, ile bedzie chcial pieniedzy, znowu bedzie kaprysil przy
            kolacji i czy trzeba go zawiesc w poniedzialek do szkoly (ma kolo 8 minut na piechote)....
            Fakt faktem, ze chlopak moze pojawic sie kiedy chce i kiedy ma ochote. Nie uwazam, ze takie
            rozwiazanie jest dobre, ale niestety nie mam nic do powiedzenia. Jak neguje takie wizyty, to maz
            mi wypomina, ze utrudniam mu kontakty z synem. Dodam jeszcze, ze srednio w roku szkolnym
            (kiedy nie ma wakacji ) mlody pojawia sie u nas okolo 12-14 razy w miesiacu tj prawie w co drugi
            dzien, albo zostaje kilka dni, bo cos zbroil u mamy. Jak u nas cos zbroi, to tez nie pokazuje sie przez
            tydzien. Jak sa wakacje to np w lutym mamy chlopaka na jakies 20 dni; miesiac w lipcu albo w
            sierpniu itd. Jak w tym roku byl u ojca w sierpniu, to w lipcu tez do nas przychodzi kiedy mu sie
            zachce albo czegos potrzebuje (wyjscia, ubrania, pieniadze..). Czy u was tez tak jest ? czy to ja
            jestem przewrazliwiona?
            • erillzw Re: Po rozmowie... 05.09.10, 17:06
              Kochana to jakas patlogia!!! naprawde.. Ja wiem, ze nie powinno sie poddawac i uciekac jak sie
              pojawiaja problemy a to nie sa rzeczy z ktorymi mozna walczyc. To sa rzeczy od ktorych nalezy
              uciekac. twoj maz jesli zmadrzeje to pewnie za jakies 15 jak jego syn - o ile w ogole - sam sie hajtnie i
              "ustabilizuje".

              Poza tym.. mam nieodparte wrazenie, ze to proponowanie Tobie wyjscia do knajpy wespol z mlodym
              jest raczej pretekstem do czepiania sie potem gdy odmowisz i posiadania czystego sumienia "przeciez
              proponowalem Ci wyjscie a Ty odmowilas wiec Ty masz problem bo ja bylem ok".

              Naprawde dziewczyno ratuj sie i uciekaj stamtad nim nie bedzie za pozno i jeszcze masz szanse ulozyc
              sobie zycie z normalnym facetem a nie piotrusiem panem, ktory Ce bedzie cale zycie szantazowal i o
              wszystko obwinial.
              • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 17:17
                erillzw napisała:
                twoj maz jesli zmadrzeje to pewnie za jakies 15 jak jego syn - o ile w ogole - sam sie hajtnie i
                "ustabilizuje".

                Ja mam 33 lata... za te 15 lat, to meza moze i cos oswieci, jak zostanie tesciem i dziadkiem... a
                moze obudzi sie sam w srodku nocy i zrozumie, ze "chyba cos nie tak" zrobil ze swoim zyciem...
                A moze poczeka jeszcze 30 lat i do pubu bedzie z wnusiami wychodzil? Eh...

                Ciezko cos zrobic w takiej sytuacji.
              • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 19:18
                Ojciec pasierba ma swiadomosc, ze na starosc, bedzie mogl liczyc tylko na siebie, nie na syna... wiec
                cos tam do niego dociera...
            • agnessam Jak ukarac ojca? 05.09.10, 17:42
              Jak ojciec czegos odmawia np wyjsc, zakupu czegos itd to: pasierb nie dzwoni, nie odpowiada na
              zadne telefony ze strony taty, babci; nie przychodzi do nas do domu. Tak dlugo az ojciec "peknie" i
              bedzie sie czul winny, ze czegos tam nie zrobil dla syna.
              Maz w takich chwilach dzwoni do ex, kiedy syn jest w domu i "zmusza" syna do rozmowy.
              A pasierb: "Halo nie slysze cie, co mowiles, jest problem na linii..."i sie rozlacza.
              • erillzw Re: Jak ukarac ojca? 05.09.10, 17:51
                Ale to sa skutki dokladnie tego co mowilam. Bycia na kazde pierdniecie dziecka i nauczenie go, ze
                tatus jest po to by byc zawsze gdy dziecko zapragnie i miec focha i obrazac sie gdy tak nie bedzie. ja
                sie mlodemu troche nie dziwie bo skoro tyle lat tak bylo to zmiana teraz jest dla niego dzwina,
                niebezpieczna i sie przeciw niej buntuje. Zas podlizywanie sie Twojego meza swojemu dziecku i takie
                "pekanie" tylko buduje w mlodym poczucie, ze nad tatusiem ma calkowita wladze.
                Sorry dupa z tego twojego meza i to sie nigdy nie zmieni.
                • agnessam Re: Jak ukarac ojca? 05.09.10, 19:11
                  erillzw napisała:

                  "ja sie mlodemu troche nie dziwie bo skoro tyle lat tak bylo to zmiana teraz jest dla niego dzwina,
                  niebezpieczna i sie przeciw niej buntuje."

                  Tylko erillzw, o jaka zmiane chodzi? Bo wszystko jest pod dziecko: weekendy sa pod mlodego,
                  zakupy, jedzenie, wyjscia itd. Jak jest u nas w zwiazku "sytuacja kryzysowa", to mlody woli byc
                  cicho i przeczekac. Bo to nie jest przeciez jego wina. Dzis np. ojciec nie zgodzil sie na wspolne
                  wyjscie , to syn zaraz sie robi agresywny. Wierz mi, czy jestem w domu jak jest pasierb czy nie, to
                  zawsze jest moja wina. Nawet jak maz jedzie z synem na 2 tygodnie na narty, to jak cos nie tak ,
                  to ja jestem winna: "ale dziecko, ja jestem daleko, po co masz do mnie pretensje? czy to ja kazalam
                  ci cos zjesc, zrobic? to dlaczego ja?" Dodam, ze po takich wyjazdach maz jest wykonczony
                  nerwowo, czasem sie budzi i krzyczy w nocy, wola swojego syna. Straszne.
                  Glupio powiedziec, ale jak oni razem gdzies jada, czy to na wakacje, czy na weekend, to ja mam
                  wtedy psychiczny konfort, spokoj i cisze.

                  Maz tego tak nie widzi. Zo znaczy, wie, ze syn czasem "przegina", ale nie ma za to kary (bo jak syn
                  "za kare" ma isc do pokoju i grac na komputerze i rozmawiac z kolezankami przez telefon
                  stacjonarny jedzac czipy i pijac cole - to dla mnie nie jest kara), albo sam sie maz kara "nie chce cie
                  widziec przez weekend". Maz cierpi, ale sie nie ugnie przez te 2 dni.

                  Ja nie potrafie przekonac meza, zeby cos w tym wszystkim zmienil. Zreszta mozna cos zmienic jak
                  sie chce, albo jak sie widzi, ze sa problemy. Ale gdzie tam, to maz mnie wini. Nie uwazam, ze jest
                  "slepy", bo wczesniejszy 3letni zwiazek tez sie przez synka rozlecial (maly mial 6-9 lat) i maz jest
                  tego swiadomy.
                  Ja nie rywalizuje, ani o wzgledy meza, ani o wzgledy pasierba. Nie rozumiem dlaczego maz "podlizuje
                  sie synowi"? Ja tego nie znam?

                  Maz proponuje przeprowadzke, ktora "wszystko zmieni". Zgadnij, kto bedzie mnie obwinial za te
                  zmiany?
            • kittykitty Re: Po rozmowie... 05.09.10, 20:41
              "....albo zostaje kilka dni, bo cos zbroil u mamy. Jak u nas cos zbroi, to tez
              nie pokazuje sie przez tydzien."

              A jak wygląda współpraca między matką o ojcem Twojego pasierba? Dogadują się
              jakoś? Co matka na to, że synek jak coś zbroi to chroni się przed kara u ojca?
              • agnessam Jak u nas a jak u ex 05.09.10, 23:43
                kittykitty napisała:
                A jak wygląda współpraca między matką o ojcem Twojego pasierba? Dogadują się
                jakoś? Co matka na to, że synek jak coś zbroi to chroni się przed kara u ojca?

                Tak dogaduja sie...w teorii. Powtorze to co juz pisalam we wczesniejszych postach:

                mlody ma juz 15 lat i najczesciej pojawia sie w domu jak czegos potrzebuje. A to jest impreza i
                weekend spedza u nas w domu, tj przychodzi po poludniu w sobote , wychodzi na imprezke i
                wraca w nocy, a w niedziele wieczorem wraca do mamy (jego matka tego nie popiera!)
                Teraz , jego wymagania to markowe ciuchy, IPhone, nowy komputer itd. Juz zagaduje ojca o
                skuter, a pozniej bedzi auto, mieszkanie, tata daj pieniadze na to na tamto. Pisze o tym nie przez
                zazdrosc, bo ojciec ma prawo kupowania dziecku, co chce, tylko, zal mi, ze nas z mezem nie
                szanuje, a wszystko jest wykrzyczane i pojawiaja sie pogrozki, bo juz wiecej do ciebie nie przyjde,
                nigy mnie ie zobaczysz itd. najczesciej potem maz wydzwania za synem i przeprasza sie za to
                gniewanie.
                Przykro mi i zal mi meza, ze sie na to zgadza.

                Z byla zona nie mam za bardzo kontaktu, ale ona tez czasem "peka" i wysyla swojego syna do nas,
                bo sieje zamieszanie w jej domu. Chlopak sie miesza do ich zwiazku... to samo co u nas tylko wersja
                z ojczymem. eh, ciezko. Oczywiscie spotkalismy sie (z ex i ojczymem plus syn) kilka razy przez
                ostatnie lata, zeby wyjasnic rozne sprawy i ustalic pewne reguly, a maz w sprawie syna regularnie
                kontaktuje sie z byla zona np w sprawie ocen, albo uwagi w szkole, czy podzielenia wakacji itd. W
                koncu to rodzice i wazne jest dla nich dobro dziecka.
                Byla zona dzwoni tez jak chlopak cos u niej zbroi, albo jak mu czegos zakazuje, np bil sie z kolega w
                szkole to masz zakaz komorki i komputera.... ale wtady najczesciej dzieciak przychodzi do nas, na
                komputer ojca. Tata placi abonament, wiec mama (ani ojczym) nie ma prawa ci zabraniac, bo mam
                prawo w kazdej chwili zadzwonic do ciebie, po to ci kupilem telefon ... Wiec znowu brak
                konsekwencji ze strony ojca. Niestety.
                Mnie chlopak onie slucha i robi co chce. Jak to maz mowi, nie daj sie prowokowac mojemu synowi,
                bo to dla niego jest gra i on szuka zaczepki. Tylko przez ta "gre" cierpi nasze malzenstwo.

                Wiem, ze wczesniej ojczym bil chlopaka. Mam na mysli policzkowanie. Czasem w gniewie cos mu
                rozwali, np. telefon komorkowy, albo modne okolary sloneczne Ray Ban. Maz nakazuje ojczymowi
                odkupienie tych rzeczy, ktore niszczy.
                Raz, ojczym kazal pasierbowi isc do szkolyw za malych rzeczach, przykrotkich juz dzinsach i koszuli,
                gdzie rekawy byly juz za krotkie, zeby nauczyc chlopaka szacunku do ubran (maz kupuje tylko
                markowe ciuchy, bo innych nastolatek nie chce nosic). Tak go tata przyzwyczail od malego.
                Kiedys chlopak mial akademie (w czerwcu) i nagle przychodzi rano do nas do domu i zaczyna skarzyc
                na ojczyma, ze jest niedobry i chcial go upokorzyc zmuszajac go do wyjscia w pomaranczowych
                adidasach (sam dzieciak wybral takie buty na WF) i galowym stroju. Chcial wymusic na mezu
                zamiane butow tzn po prostu chcial zabrac skorzane buty meza, te ktore nosi do kostiumu (kilka
                rozmiarow za duze na chlopaka), bo kolezanki beda sie z niego smialy. Maz sie nie zgodzil. Ja glosno
                powiedzialam, ze pewnie jest jakis powod dla ktorego ojczym to zrobil. Dodatkowo w tym samym
                dniu telefon komorkowy skonfiskowany zostal przez matke. W pierwszym odruchu, po wysluchaniu
                syna, maz wybral numer telefonu do bylej zony i nakrzyczal na nia, ze ma oddawac telefon za ktory
                placi, i ze jej maz ma zostwic syna w spokoju. Potem chlopak, jak juz maz naryczal na byla, a potem
                na mnie (za to, ze powiedzialam, ze byl pewnie inny, wazniejszy powod niz samo osmieszenie tak za
                nic) odwiozl syna do szkoly. Okazalo sie, faktycznie, dowiedzielismy sie po polodniu, ze byla zona
                odkryla w telefonie komorkowym SMSy w ktorych syn przedstawia swoja matke kolegom jako k... i
                glupia idiotke. Ja bym tez nie pozwolila korzystac z telefonu jak by mnie tak obsmarowal, ale juz pod
                wieczor synek mial komorke do swojej dyspozycji (dzieki tatusiowi). Za kazdym razem jak pisze daje
                jakis konkretny przyklad. Kazdego dnia jest cos innego. Niestety dziecko pogrywa rodzicami i to jest
                przykre.
                O dziwo, jak pisalam u nas syn meza niewiele robi, a tam ojczym jak mu daje robote to musi zrobic,
                a to skosic trawnik, a to posprzatac pokoj, a (jak byl remont) pomoc przy malowaniu wlasnego
                pokoju. Potem ojczym wynagradza pasierba jakims drogim prezentem, albo atrakcyjnym wyjsciem
                np do restauracji.
                Tak jak pisalam w pierwszej wiadomosci. Ta, byla zona ma juz 3 dzieci z drugim mezem i malymi tez
                sie chlopak zajmuje tj. karmi, przewija pieluchy, bawi maluchy jak mama z ojczymem wychodza na
                randke (jak oni wychodza np. do kina to placa chlopakowi za pilnowanie maluchow) itd. Oczywiscie,
                nie pracuje od rana do wieczora jako niania, tylko normalnie pomaga bo trzeba, bo mama sie nie
                wyrabia itd.
                Moj maz bierze zachowanie bylej zony i ojczyma jako wykorzystywanie syna. Ja nie widze w tym nic
                nadzwyczajnego. Np syn dzwoni i mowi , ze w lipcu juz jest taki zmeczony, bo ciagle bawi dzieci, to
                ojciec w auto i bierze syna do nas do domu, bo syn przepracowany, a to przeciez wakacje letnie i
                chlopak ma nabrac sil na rozpoczecie roku szkolnego. Dlatego sa nocne wyjscia na piwko, nocne
                siedzenie do 5, 7 nad ranem przy komputerze na czacie i bog wie co on tam na tym komputerze
                robi o oglada itd
                Nie popieram bicia, ale sama tez nie rozumiem lekow i zachowania meza. Widze w tym brak
                konsekwencji w postepowaniu i wychowywaniu.

                czy maz mnie kocha jest:
                Ja po prostu mam dwa skrajnie rozne zycia.
                1. Ja+maz = normalne spokojne zycie, wspolne plany, spacery po lesie,
                spedzamy czas razem, razem gotujemy, razem robimy zakupy do domu, smiejemy sie itd
                2. Ja+maz+pasierb = synku na co masz ochote? w co chcesz sie bawic?
                Co chcesz jesc? Co chcesz robic? Moze wyjdziemy gdzies razem? Odpocznij sobie. Daj buziaka tacie.
                Tak pisze ze syn ma juz 15 lat.
                • agnessam Re: Jak u nas a jak u ex 05.09.10, 23:46
                  prawde mowiac, to co sie u nas dzieje syn maza zachowuje w tajemnicy przed matka. Dziala to tez w
                  druga strone, ja nie bardzo wiem co sie dzieje u jego mamy.Chlopak bardzo rzadko cos opowiada,
                  najczesciej zmysla.
                  • gk102 Re: Jak u nas a jak u ex 06.09.10, 11:09
                    Wiesz ja współczuję przyszłej żonie Twojego pasierba, szczególnie gdy będzie musiała płacić za wyniesienie kosza ze śmieciami - bo hrabia bezpłatnie tego na pewno nie zrobi. Zmykaj kobieto od nich i zostaw syna i ojca wraz z ich patologią.
                • edw-ina Re: Jak u nas a jak u ex 06.09.10, 12:55
                  Napiszę coś, co zwykle mnie drażni w forumowych radach, czyli uciekaj z tego związku jak najszybciej i jak najdalej możesz.
                  Z tego co piszesz wynika, że pasierb dezorganizuje życie wam i swojej matce. Jest skrajnie roszczeniowy, a twój mąż, którego psim obowiązkiem jest wychowanie chłopaka nawet w sytuacji problematycznej nie potrafi stworzyć wspólnego frontu z matką swego dziecka.

                  Jeszcze odnośnie tego fragmentu: > czy maz mnie kocha jest:
                  > Ja po prostu mam dwa skrajnie rozne zycia.
                  > 1. Ja+maz = normalne spokojne zycie, wspolne plany, spacery po lesie,
                  > spedzamy czas razem, razem gotujemy, razem robimy zakupy do domu, smiejemy sie
                  > itd
                  > 2. Ja+maz+pasierb = synku na co masz ochote? w co chcesz sie bawic?
                  > Co chcesz jesc? Co chcesz robic? Moze wyjdziemy gdzies razem? Odpocznij sobie.
                  > Daj buziaka tacie.


                  - Agnes, nie łudź się. Nie ma wy razem plus on. Przykro mi to nawet pomyśleć, nie mówiąc o napisaniu, ale przejrzyj na oczy i zrozum, że w tym związku jest gdzieś pomiędzy brudem na podłodze a workiem treningowym. Nie tak traktuje się żonę, kobietę, ukochaną. nie tak traktuje się człowieka.
                  Napisałaś, że masz 33 lata. Jak długo jeszcze chcesz czekać? Pragniesz własnego dziecka, normalnej rodziny, mężczyzna, z którym się związałaś nie da ci tego. Pozostawi cię wypraną z emocji i bez chęci do życia. Uciekaj, zwiewaj jak najszybciej. Zrób to dla siebie, bo z tego co napisałaś wynika, że na ratunek dla twojego męża i waszego związku jest już zdecydowanie za późno (jeśli oczywiście było to kiedykolwiek możliwe).
    • rybkka24 Re: Po rozmowie... 03.09.10, 21:57
      nic nowego.chyba już to powtarzał ten twój pan mąż.
      no kto jak kto ale ojciec kontrole nad synem powinien mieć a już tyczącą się szacunku do innych
      osób i wulgaryzmów to napewno.
      twój mąż stara się zrzucic wszelką winę na ciebie żadnej nie upatrując w sobie..przykre.
      za niewychowanie syna winę zrzuca na ciebie bo to TY jesteś nie taka, bo to ty się nie starasz...ty
      byś mogła przymknąć oko czasem jak usłyszysz ty szma...to w swoją stronę.totalna ślepota,
      żadnego obiektywizmu i krytycyzmu.
      ten czlowiek żyje totalnie w swoim świecie i dziwię się że na początku tego nie zauważyłaś.
      twój pasierb będzie miał ogromne problemy w dorosłym życiu ale wina nie będzie jego. tatuś go
      zawsze wytłumaczy. zawsze będzie winny ktoś inny.
      twój mąż żyje w zakłamaniu i przekrzywionej rzeczywiśtości, momo pragnienia macierzyństwa
      powinnas sie chyba cieszyć że twoje dziecko nie będzie mialo tak zaburzonego ojca.
      jeżeli mąż wogóle nie widzi winy w soie to pozostaje ci wyjści ejedyne z możliwych iść swoją drogą.
      tą realną.a nie podrasowaną przez męża.
      więć albo się taplasz wbagnie dalej albo decydujesz się na wyjście.

      życie--to sztuka trudnych wyborów.
    • alannda Re: Po rozmowie... 03.09.10, 23:24
      Przykro mi, ale rzeczywiscie nie wyglada to dobrze. Uciekaj jak najszybciej, szkoda Twojego czasu u
      boku kogos kto cie nie szanuje. Ja osobiscie, pomimo ciaglych zamachow Mlodego na moja wlasnosc i
      jego wkurzajace zachowania nie wyobrazam sobie, zeby w rozmowie ze mna czy z ojcem uzywal
      wulgaryzmow, a gdyby mnie nazwal szmata to jestem pewna, ze jego przeciwny przemocy ojciec dalby
      mu po prostu w pysk. Tak sie nie da zyc, a przynajmniej nie bez uszczerbku dla zdrowia psychicznego.
      Nie daj sie wpedzic w poczucie winy i walcz o swoja godnosc i szanse na macierzynstwo, ale nie z tym
      facetem. Powodzenia, trzymam kciuki!
      • agnessam Re: Po rozmowie... 04.09.10, 10:13
        alannda,
        tak, zgadzam sie z toba. Twoja sytuacja jest inna niz moja. Ty masz jeszcze w tym zwiazku swoje
        dziecko i pisalas, ze "mlody wpatrzony w starszego jak w obrazek".
        Jak to ktos napisal na forum, kazda macocha ma inna sytuacje wiec nie nalezy dawac jednego
        szablonu na wszystko.

        Maz ewidentnie nie widzi, ze sa jakies problemy, no moze jest jeden ze mna, bo sie nie potrafie do
        nich dostosowac. Wczoraj jeszcze przed nasza rozmowa opowiadal mi jak to bylo super z synem w
        wakacje. W ostatni dzien wakacji syna zrobili sobie imprezke z kolegami i kolezankami do 7 nad
        ranem. ekstra, zeby jakos uczcic ten osatni dzien lata wraz z synem... Tak wyobrazilam sobie, jak to
        bedzie wygladac jakbym byla w ciazy, albo juz z naszym dzieckiem. Jak malemu wytlumaczyc takie
        postepowanie, jak dac poprwne wzorce, skoro brak ich w domu rodzinnym, jak nauczyc dobrego
        zachowania, kiedy starszy brat nic nie robi w domu, podwaza moj autorytet i ma przyzwolenie
        ojca...

        Maz zaproponowal wyjazd do Tunezji, we dwoje, ktory rozwiaze wszystkie nasze problemy. Ja nie
        wierze , ze cos to zmieni.
        • rybkka24 Re: Po rozmowie... 04.09.10, 11:28
          mąż chce dać ci wyjazd na pocieszenie.to chyba rodzaj przekupstwa?
          napisz co zamierzasz dalej z tym zrobić skoro już wiesz że mąż nie widzi w tym wszystkim problemu i
          największym dla niego problemem jesteś ty w tej całej sytuacji.??
        • aragorna71 Re: Po rozmowie... 04.09.10, 12:32
          Jasne, ze kazda sytuacja jest inna, ale istnieja uniwersalne zasady, ktore moim
          zdaniem powinny obowiazywac w kazdym zwiazku.
          To szacunek i liczenie sie ze zdaniem partnera. U ciebie tego nie ma i zaden
          wyjazd tego nie zmieni. Jesli chcesz byc workiem treningowym dla pasierba to
          tkwij w tym chorym zwiazku.
          Caly czas uwazam, ze wine ponosi ojciec i ty, ze na to pozwalalas do tej pory.
          Moze czas obudzic sie?
          • salanderr Re: Po rozmowie... 04.09.10, 12:50
            Aragorna 100% racji !!! Nie wiem czemu mam jednak wrażenie....eh , że Agnessam
            pojedzie do tej Tunezjisad
            • konstancja16 Re: Po rozmowie... 04.09.10, 13:18
              ochlap rzucany zrzedliwej zonie, zeby sie zamknela.

              pewnie sie jeszcze bedzie bujac. kobiety maja to do siebie ze wyplatuja sie z patologicznych zwiazkow
              znacznie dluzej niz ustawa przewiduje. a potem sie pukaja w glowe, po grzyba czekalam tyle czasu,
              trzeba bylo juz lata temu zaczac nowe zycie.
            • alannda Re: Po rozmowie... 04.09.10, 14:55
              A niech jedzie i do Kuala Lumpur, byle sama. Nie wiem czy w Polsce sa biura podrozy specjalizujace
              sie w wyjazdach dla singlii, ja bym na miejscu Agnessam takiego poszukala i pojechala na wakacje jak
              najdalej od meza co sobie kumpli szuka w nieodpowiedniej grupie wiekowej.
            • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 00:17
              salanderr napisała:

              > Aragorna 100% racji !!! Nie wiem czemu mam jednak wrażenie....eh , że Agnessam
              > pojedzie do tej Tunezjisad

              Salanderr, nie badz zlosliwa prosze. Pisalam, ze maz zaproponowal mi wspolny wyjazd, a nie, ze sie
              gdziekolwiek wybieram.
              • salanderr Re: Po rozmowie... 06.09.10, 12:05
                Agnessam szkoda , że odebrałaś to jako złośliwość . To był raczej smutny wniosek dotyczący Twojej roli w związku , wysnuty na podstawie Twoich postów .
                Wchodząc dziś na forum zastanawiałam się w jakim klimacie będą Twoje nowe wpisy i co? po raz kolejny opisujesz tę patologię związkową !!! cały czas te same przykłady.... no i mój ulubiony fragment w którym piszesz jak Twój m cierpi... Boże nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać , następnie to rozgraniczenie na Wasze życie z pasierbem i bez . Twój mąż jest po prostu wspaniałym człowiekiem i cudownym dojrzałym partnerem tylko tak mu się troszkę zmienia jak pojawia się młody...ale tak poza tym jest na pewno super. Wybacz ale śledzę Twój wątek od początku i chyba się wycofam bo zaczynam czuć wkurw i niesmak zamiast współczucia . Pozdrawiam i życzę dobrych wyborów
        • filetta Re: Po rozmowie... 04.09.10, 19:08
          Przykre jest to, co usłyszałaś, ale chyba jasne jak słońce, prawda? Zdajesz sobie sprawę, kim jesteś
          dla swojego męża? Jeśli pojedziesz do tej Tunezji, wtedy będzie wiadomo (przynajmniej dla mnie),
          dlaczego rodzina tak Cię traktuje.
          Jeszcze raz polecam terapię. Zastanów się nad tym.
          Życzę dobrych dla Ciebie wyborów.
    • ajeje Re: Po rozmowie... 05.09.10, 17:38
      Agnessam, moim zdaniem, ten pan nie potrafi być ani mężem ani ojcem. Nie licz na to że to się
      zmieni. Jeżeli będziecie mieli dziecko to może Twój mąż zareaguje gdy chłopak będzie je źle
      traktował a może nie… ja podejrzewam że nie, tatuś tak uzależniony od przychylności synusia,
      może nie cenić i nie stanąć w obronie dziecka które świadomie mu się nie podliże. Na Twoim
      miejscu bałabym się to ciągnąć, bo w tym związku raczej lepiej nie będzie.
      Jest jeszcze jeden możliwy scenariusz. Za kilka lat chłopak zacznie mieć własne życie i drastycznie
      odstawi tatusia. Ktoś będzie winien temu że synuś już nie przychodzi i ja nawet wiem kto.
      • agnessam Re: Po rozmowie... 05.09.10, 19:15
        Tak, ciekawe kto bedzie winien? kto taki niedobry dla pasierba? no kto?

        PS Raczej ten scenariusz malo realistyczny, bo skad niesamodzielny pasierb wezmie pieniazki? kto mu
        kupi pierwsze auto, mieszkanie? Mama nie ma pieniedzy, no to kto?
    • krokusowo-tworczy-rozkwit Re: Po rozmowie... 06.09.10, 13:19
      A Ty czego chciałabyś?
      Jakie jest Twoje wyobrażenie idealnej rodziny?
      Jak chciałabyś, żeby wyglądało życie Twe za 5, 10, 15 lat?
      I dlaczego skupiasz się na tym, czego nie chce Twój mąż, a nie na tym czego Ty chcesz (bynajmniej w tej wypowiedzi)?
      • agnessam Re: Po rozmowie... 06.09.10, 14:50
        krokusowo-tworczy-rozkwit napisała:
        > A Ty czego chciałabyś?

        Chcialabym zyc normalnie. Chcialabym wypracowac z mezem wspolne metody wychowawcze. Chcialabym, zeby maz byl przy mnie jak go potrzebuje w trudnej sytuacji, jak ktos mnie skrzywdzi, zeby po prostu mnie wspieral... Chcialabym juz sie nie przejmowac co to znowu bedzie przy najblizszym spotkaniu, wakacjach w troje... Chcialabym moc planowac z mezem cos co dotyczyloby nas dwoje, wspolne wyjazdy, wycieczki w gory, spotkania ze znajomymi (bez rezygnacji w ostatniej chwili bo syn..., albo jak idziemy do znajomych to dzwonie po mlodego) itd Chcialabym byc choc troche doceniona jesli chodzi o wklad mojej pracy w domu, w moje starania o komfort wszystkich domownikow (nie wymagam wiele, nie lubie jak pasierb chodzi w butach po domu, a ja wlasnie na kolanach wyfroterowalam wszedzie podlogi; albo przygotowalam obiad-zjedz go i odnies talerz do zlewozmywaka: dla mnie to nie sa jakies straszne wymagania, a przynajmniej zyby sie o to szarpac). Chcialabym stworzyc dom, w ktorym jest wzajemne poszanowanie drugiej osoby. Chcialabym, zeby druga osoba powazala moja prywatnosc i moje rzeczy osobiste. Chcialabym stworzyc wlasna rodzine, miec dzieci... Chcialabym...

        "Jak chciałabyś, żeby wyglądało życie Twe za 5, 10, 15 lat?"
        Zyc i cieszyc sie zyciem. Zbudowac wlasna rodzine i walczyc wspolnie z przeciwnosciami losu, a nie szarpac sie i ranic wzajemnie miedzy soba. Wytyczyc sobie cele i realizowac je.
        Moze w tym zwiazku nie realne.
        • edw-ina Re: Po rozmowie... 06.09.10, 15:08
          Z tym mężczyzną tych planów nie zrealizujesz. Za długo pozwalałaś się tak traktować. Niestety, ale jest nikła szansa na to, że mąż będzie w stanie w ten sposób z tobą żyć. Być może przez tydzień lub dwa, aby cię zatrzymać, później - wierz mi - wróci do normy. Skoro rozpad wcześniejszego związku go niczego nie nauczył i popełnia te same błędy, to naprawdę sądzisz, że się zmieni?
        • konstancja16 hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:27
          ale kto dzis froteruje podlogi? i to jeszcze NA KOLANACH?!

          gdzies wczesniej pisales, ze macie kase, duzy dom, samochody, wczasy za granica. wiec dlaczego Ty na tych kolanach? nigdy nie froterowalam podlog, ale chyba nie trzeba tego robic na kolanach. a w ogole to nie macie kogos do pomocy?

          chyba ze to byla tylko taka figura stylistyczna. dla zobrazowania Twojego wkladu w dom... ktory niezaleznie od tego czy na kolanach czy nie jest nieproporcjonalnie wielki do tego szacunku (czy raczej jego braku) ktory Ci sie dostaje.

          wymanewruj sie z tego ukladu jak najszybciej bo oni wczasy all inclusiv w Tunezji ani nowe autko nie rekompensuja takiego traktowania.
          • agnessam Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:37
            To ja zajmuje sie domem od A do Z. Maz nie chce pomocy do sprzatania.
            Ja froteruje podlogi woskiem, bo mamy parkiety, a nie mamy maszyny, oczywiscie nie codziennie, bez przesady. Robie to dwa razy do roku.

            "chyba ze to byla tylko taka figura stylistyczna. dla zobrazowania Twojego wkla
            > du w dom... ktory niezaleznie od tego czy na kolanach czy nie jest nieproporcj
            > onalnie wielki do tego szacunku (czy raczej jego braku) ktory Ci sie dostaje. "
            Tak to tez mialam na mysli, zeby nie pisac w nieskonczonosc licznych przykladow.
            >
            • konstancja16 Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:44
              nie pracujesz zawodowo? czy drugi etat w domu?
              • agnessam Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:49
                "Drugi etat w domu"
                • alannda Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 16:46
                  Na Twoim miejscu zaprzestalabym tego procederu, bo jak sie Twoj pasierb, nie daj Boze, na takiej wyfroterowanej podlodze poslizgnie i zlamie nozke, to dopiero bedziesz miec przechlapanewink a tak na serio to ja chyba jestem jakis brudas, ale do glowy mi nigdy nie przyszlo podloge pastowac, myslalam, ze jak sie wyciera raz na tydzien plynem do drewnianych podlog to wystarczy.
                  • edw-ina Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 17:11
                    Mądrze powiedziane. Osobiście sugeruję by w ramach pomocy mężowi w odpowiedzialnym zajęciu się własnym dziecięciem powinnaś: a) nie gotować - a jeśli, nie daj jasny boże!, ugotujesz coś, co zaszkodzi młodemu, będzie na to uczulony i zastrzyk z adrenaliną nie zadziała wystarczająco szybko? Nie powinnaś ponosić takiego ryzyka. b) sprzątać - jak zauważyła anannda wyfroterowana podłoga to śmiertelna pułapka! Ba, odkurzona podłoga może doprowadzić do nieodwracalnych zmian zwyrodnieniowych zwojów mózgowych odpowiedzialnych za umiejętność zajmowania się samym sobą. c) pod żadnym pozorem nie możesz robić zakupów - a co, jeśli jakiś podły sprzedawca sprzeda ci przeterminowane jajka i twój mąż lub pasierb otrują się i umrą wespół w zespół? d) pranie i prasowanie odpadają kompletnie. Każdy rozsądny człowiek wie, że czyste ubrania wywołują alergie, a te, jak już było powiedziane wcześniej - nieuchronnie prowadzą do śmierci. Natomiast wyprasowane ubrania mogą mieć tak ostre kąty, że strach pomyśleć co się stanie, kiedy mąż lub synuś będą nieśli te wyprasowane oszule dow swoich pokoi idąc przy okazji po tej wyfroterowanej podłodze. Tragedia gotowa!
                    e) - najważniejsze - pod żadnym pozorem nie przeszkadzaj w życiu męża i jego syna, dbając o ich relacje wyprowadź się jak najdalej, zmień numer telefonu i sprawdź, czy w jakiejś klinice potrafią już robić wybiórcze czyszczenie mózgu, tak, by z twoich wspomnień usunąć tylko ukochanego i wszystko, co się z nim wiąże.
            • edw-ina Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:48
              super, wziął sobie facet sprzątaczkę, która daje się za wszystko obwiniać i nie wymaga wiele. Ekstra. Przepraszam, ale podobnie jak jedna z dziewczyn jestem zmuszona powiedzieć, że ten wątek mnie przerasta. Nie rozumiem, jak to wszystko jest możliwe. Nie rozumiem dlaczego nie trzasnęłaś szanownego małżonka kilka razy czymś ciężkim centralnie między oczy. Nie pojmuję jak przez tak długi czas liczyłaś, że coś się zmieni.
              Kobieto, w dużym stopniu sama pozwoliłaś na sytuację w jakiej się znajdujesz, więc wykorzystaj resztki szacunku, jakie jeszcze mam nadzieję masz sama do siebie i stań i walcz. Nie żadnymi listami, płaczem, prośbami. Nie dawaniem kolejnych szans. Walcz, bo ja na razie to jesteś jak cielę prowadzone na rzeź.
              Przepraszam jeśli to było zbyt ostre, ale szlag mnie trafia, kiedy czytam twoją historię.
              • konstancja16 Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:54
                mnie tez trafia. nie rozumiem tego, naprawde lubisz sprzatac po godzinach? zamiast odpoczac, isc na spacer, na aerobic czy tez poczytac ksiazke?


                jeszcze jedno. czy dom jest Wasz wspolny? czy maz go mial zanim sie ochajtaliscie i wprowadzilas sie do niego?

                nie musisz odpowiadac, juz mowie do czego zmierzam. zupelnie powaznie: na Twoim miejscu zaczelabym myslec o pozadnym zabezpieczeniu Twoim interesow majatkowych na wypadek rozwodu. nalezy Ci sie znaczacy udzial we wszystkim za pare latek robienia za sluzaca i popychadlo w tym domu. skonsultuj sie zawczasu z prawnikiem zebys dokladnie wiedziala na czym stoisz. i zebys nie dala sie szantazowac mezowi.
                • konstancja16 Re: hm, ja troche nie na temat 06.09.10, 15:59
                  o matko. PORZADNYM oczywiscie, a nie POZADNYM. od porzadku, a nie od pozadania.

                  przepraszam, nie uzywam polskich liter bo pisze w kilku jezykach na raz i nie chce mi sie zmieniac ustawien klawiatury do prywaty. i sie machnelam zdrowo w ortografii, zakres trzeciej klasy podstawowki ;-(
            • karolana Re: hm, ja troche nie na temat 08.09.10, 07:51
              agnessam napisała:

              > To ja zajmuje sie domem od A do Z. Maz nie chce pomocy do sprzatania.

              Rozwaliło mnie to sad((
              Nie rozumiem, przysięgam, nie ogarniam moim małym móżdżkiem tego, jak można sobie dać wleźć chłopu z buciorami na głowę!
              Ja żyłam w toksycznym związku, gdzie pozwoliłam sobie podporządkować exowi, ale nawet w tamtym układzie była krótka piłka - nie jestem służącą, jak nie masz ochoty ruszyć dupy do roboty w domu, będzie sprzątała pani Krysia i walą mnie twoje protesty. Albo zajmujemy się domem RAZEM, albo ja, jako osoba zaprzęgnięta do tego w 100%, ustawiam sobie sprawy tak, żeby MNIE pasowało!
              Facet, jeśli nie zajmuje się domem na równi lub choć w stopniu zbliżonym, z pracującą zawodowo partnerką NIE POWINIEN OTWIERAĆ PYSKA W KWESTII POMOCY DO SPRZĄTANIA!
              Dziewczyno, pozwoliłaś się wdeptać w ziemię! Ty już nawet na kolanach nie jesteś, ale leżysz plackiem sad WSTAWAJ!! I to póki jeszcze potrafisz zrobić to o własnych siłach.
              • edw-ina Re: hm, ja troche nie na temat 08.09.10, 09:23
                Masz rację Karolana, 100 procentową. Mam wrażenie, że wielu kobietom przydałyby się kursy asertywności, a mamuśkom kolejnych pokoleń należałoby stworzyć przykazanie: nie rób z córki swojej sprzątaczki. Bo kobiety po prostu uważają, że sprzątanie/gotowanie/prasowanie to ich psi obowiązek. Zauważ jak często nawet na tym forum, które w końcu dotyczy przede wszystkim spraw związkowo-dziecięcych, pada stwierdzenie: ja gotuję, ja sprzątam i moje ulubione: przecież korona mi z głowy nie spadnie, jeśli coś tam - ugotuję, pozmywam, wytrę na kolanach podłogę. Umiejętność mówienia nie w tak zdawałoby się prostych sprawach jak zajmowanie się domem może w znaczny sposób ułatwić nauczenie się tego samego w stosunku do partnera czy jego dzieci. Poza tym myślę, że nie ma się wówczas w sobie tyle ukrytego żalu.
                nie zamierzam gloryfikować własnego męża, ale powiem tyle: przez lata, jakie jesteśmy razem wypracowaliśmy pewne metody dzielenia się obowiązkami. I mimo tego, że ja w tej chwili nie pracuję i wygląda na to, że nawet jak wrócę do pracy, to będzie to praca zdalna, nie usłyszałam tekstu: ja pracuję, więc mogłabyś za mnie coś zrobić. Nie, M nadal wykonuje te same czynności, które wykonywał, gdy pracowałam. I nie widzę powodu, dla którego miałoby być inaczej.
                • karolana Re: hm, ja troche nie na temat 08.09.10, 15:12
                  Edw-ina, bo to taki cholerny trening jest od najmłodszych lat. Dziewczyny widzą jak jest (najczęściej) w domu, słuchają od babć, matek jakie są "kobiece" obowiązki z okrasą tekstów "przez żołądek do serca", "od kobiety zależy jaka atmosfera panuje w domu", "taki już kobiecy los", no i moje ulubione - "bo mężczyźni już tacy są, że mają do prac domowych dwie lewe ręce i potem trzeba po nich poprawiać, więc lepiej zrobić samej". I jeszcze, że on (ten mężczyzna) to taki nieporadny, biedny, więc ona musi się nim opiekować (czytaj- wyręczać).
                  I te bidule tak nasiąkają poczuciem misji, że potem nawet nie wyobrażają sobie, że może się jedna z drugą położyć na kanapie z książką, a mąż w tym czasie zrobi obiad i jeszcze poda herbatkę!
                  Szkoda tylko, że to napędza łańcuch pokoleniowy sad
                  Ale mam nadzieję, że z każdym pokoleniem jest mniej tego typu postaw, aż do błogiej chwili całkowitego zaniku.
                • tully.makker A ja sie zmagam z wrecz przeciwnym problemem 08.09.10, 16:05
                  Moja matka nauczyla mnie, ze prace domowe sa koniecznym zlem, ktorego nalezy unikac jak sie da, i zrec sie z aprtnerem, albo przejmie ich jak najwiecej. Ta druga czesc jest Ok, i przyznam szczerze, ze podzial obowiazkow w mojej rodzinie jest niesprawiedliwy czasami przynajmniej, na niekorzysc chlopa.

                  Ale podejscie pod tytulem - ja meczennica, musze pozmywac tez nie jest zdrowe. Czujesz sie jak ofiara, bo musisz robic normalne, codziene zycie niezbedne by nie zdechnac w glodzie i brudzie. ja powoli pracuje nad zmiana postawy na taka, ktora tu glosze od jakiegos juz czasu - robie to, co jest wazne dla mnie, dla wlasnej satysfakcji i nie iczekuje za to wdziecznosci od nikogo oprocz siebie samej. Jednoczesnie kiedy powolilam chlopu robic to, co dla niego jest wazne w domu, to jakos magicznie jego udzial w pracach domowych sie bezbolesnie zwiekszyl.
                  • edw-ina Re: A ja sie zmagam z wrecz przeciwnym problemem 08.09.10, 19:30
                    Bardzo mądrze cię matka wychowała smile smile
                    Z drugiej strony od obowiązków domowych trudno jest się wymigać, bo w którymś momencie czyste ciuchy się skończą, kot przyklei się do brudnej podłogi, a stos naczyń w zlewie zacznie przypominać kształtem i wysokością paryską wieżę. Chyba po prostu trzeba znaleźć jakiś złoty środek między postawą kobiety sprzątającej a leżącej na sofie i malującej paznokcie.
                    Ja się przyznaję bez bicia - jestem leniem. Tj. nie poświęcę na sprawy domu pięciu minut więcej niż jest to konieczne. I jeśli przez to przez dwa dni będą stały brudne szklanki na kuchennym blacie, umywalka nie będzie dzień w dzień lśniła nieskazitelną czystością, a z sierści ściągniętej z mebli i z podłogi da się uformować niewielkiego kota - z mostu przez to skakała nie będę. Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc wygląda to nieco inaczej niż w powiększonych związkach) i dzięki temu wciąż mi to sprawia frajdę. Ale przede wszystkim wychodzę z założenia, że szkoda życia na bezcelowe czynności.
                    pozdrowienia dla mamy smile
                    • illegal.alien Re: A ja sie zmagam z wrecz przeciwnym problemem 08.09.10, 19:57
                      U nas podobnie jak u Tully - chlop robi wiecej. Wynika to z moich zawyzonych poziomow motywacji (znaczy sie lenistwa smierdzacego) i bycia rozpuszczonym bachorem.
                      Teraz to w ogole mam miodzio - chodze do pracy, ale chlop nie, bo tak sie zlozylo, ze tymczasowo w robocie zastoj. Wracam do domu, a tam wyprane, wyprasowane, posprzatane, ja siadam na kanapie i czekam, az mi podsunie obiad pod nos. Chlop co prawda przyznaje, ze jakbym nie byla w ciazy, to nie bylby taki wyrywny, a od poniedzialku idzie do szkoly, wiec sie skonczy sielanka, ale kurcze, nie mialabym absolutnie nic przeciwko temu, zeby nasz zwiazek tak wygladal smile
                    • agnessam Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc...) 09.09.10, 09:36
                      edw-ina napisała

                      "Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc wygląda to nieco inaczej niż w powiększonych związkach) i dzięki temu wciąż mi to sprawia frajdę."

                      A jak przychodzi pasierb (-ica), to kto gotuje obiad? Np w weekendy jak wszyscy jestescie w domu?
                      Piszesz, ze nie macie dzieci (?)
                      • edw-ina Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 09:45
                        Ten, który podpisał się pod ich autorstwem, czyli mój mąż a ich ojciec smile W końcu to jego dzieci i jego obowiązki. Ok, mi czasami też się zdarzy coś ugotować, ale nie czuję się do tego zobligowana.
                        a dzieci nie mamy, natomiast dzieci mojego męża mieszkają zagranicą, więc trudno o większą ilość wspólnych weekendów
                        • agnessam Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 09:51
                          oki, znalazlam juz odpowiedz i lepiej rozumie twoje "rozterki":

                          Re: rano
                          Autor: edw-ina 07.02.10, 13:20

                          "Właśnie w dużym stopniu polega to na tym, że wiem, iż większość
                          spraw z różnych przyczyn spadłaby na moją głowę. Już teraz często
                          miewamy wojny o to, że mój mąż często wyjeżdża i zostawia mnie z
                          różnymi sprawami - remontem itp
                          . Gdyby wziął dzieci nie zmieniłby
                          trybu życia, choćby dlatego, że nie szczególnie ma jak to zrobić.
                          Czyli mi nie dość, że spadłby na głowę dom i wszystkie związane z
                          nim sprawy, to jeszcze jego dzieci. Które trzeba nakarmić, zawieźć -
                          pzywieźć do szkoły (mieszkamy pod miastem) itd. A ja już z dość
                          wielu spraw zrezygnowałam, by z nim być. Łącznie z karierą (często
                          żałuję).

                          Oczywiście on nie oczekuje ode mnie, że ja będę to wszystko robiła,
                          ale zdaje sobie sprawę, że tak czy siak to na mnie spadnie. Jego
                          zdaniem to się nazywa "pomoc".
                          Ale nie pomyśli, czym ta pomoc jest,
                          jakie pochłania pokłady czasu itp, a przede wszystkim, czy ja się w
                          ogóle na to godzę.
                          Tak jak napisałam - miałabym do niego mniejszy żal, gdyby zdecydował
                          się rozstać ze mną i poświęcić cały swój czas dziecim, niż gdyby
                          próbował mnie nimi uszczęśliwić na siłę.
                          ps. dzięki wszystkim
                          • edw-ina Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 09:53
                            o co ci chodzi? masz ochotę komuś przywalić i stwierdziłaś, że najfajniej będzie mi? sorry, nie ten adres, nie przypominam chłopca do bicia więc się delikatnie mówiąc odstosunkuj
                            • konstancja16 Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:00
                              jak to - kto gotuje? wszyscy chyba nie? szczegolnie w weekend nie rozumiem dlaczego jedna osoba ma obslugiwac caly dom.

                              wprawdzie bylo do Edwiny, ale opowiem jak jest u nas. w tygodniu gotouje ten kto ma czas albo natchnienie. a jesli i czasu i natchnienia brak to jemy cos szybkiego albo idziemy do knajpy / zamawiamy na wynos. z reguly nie ma w domu wielkiego zarcia w tygodniu bo sie robi za pozno (pracujemy, uczymy sie i uprawiamy przerozne sporty wiec noc nas zastaje w akcji) i salatka nam wystarcza. za to w weekendy najczesciej gotujemy wszyscy razem. facet lubi gotowac i zawsze ma jakies pomysly (typu dania hinduskiego z kuchni Manjuli na youtube albo zupelnie autorskie). ja to musze miec dokladny przepis z mojego segregatora i nie mam takiej fantazji. za to zadne z nas nie lubi pichcic w samotnosci wiec najczesciej jest tak, ze nawet jak gotuje NM to ja sie krece, zrobie drinka albo salatke. a jak ja cos gotuje to NM zadba o dodatki albo naleje mi lampke wina. Maly, widzac nas zajetych w kuchni, sam sie dopomina o udzial: tata, konstancja, moge wam pomoc. wie z czego sie robi sos do salatki, rozroznia bazylie od miety i oregano, mozna go spokojnie wyslac do ogrodu po ziola albo powierzyc doprawianie, mieszanie, nakrywanie do stolu. uzycie miksera jest z reguly spora atrakcja.

                              z kolei jak mielismy Malego na miesiac to posilki w tygodniu zalatwial NM. w koncu to jego syn. wiadomo ze dziecie potrzebowal regularniej i pozywniej i cos cieplego raczej. wiec ja robilam salatke (Maly sos), a tata dorabial dziecku omleta, parowe czy co tam sie nawinelo.
                              • tully.makker Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:29
                                U nas zazwyczaj toczy sie pewna walka o gotowanie - oboje lubimy to robic. Ale na ogol staram sie zaakceptowac fakt, ze skoro jego nie ma w domu kilka dni w tygodniu i wtedy ja gotuje, to juz jak on jest to moge dac mu szanse wyzyc sie kulinarnie.

                                Inna sprawa, ze my lubimy proste i szybkie potrawy, wiec to gotowanie nie jest jakims szczegolnym obciazeniem.
                              • illegal.alien Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:49
                                Ja bardzo boleje nad tym, ze moj W nie cierpi, jak mu ktos pod rece wlazi w kuchni. Gotuje zawsze sam i mi sie tez nie wtraca, a czasem by mi sie przydalo, zeby cos doprawil.
                                No i jak juz jemy to, co jedno z nas ugotowalo, to ja jem jak jest, a on bierze swieza papryczke chilli (bynajmniej nie ta duza, a taka maluska) i kroi ja nozyczkami na swoj talerz. Mnie zoladek boli od samego patrzenia na to - kiedys nie bylo problemu, zeby tak gotowac, ale nabawilam sie przez niego zgagi i refluksu i sie skonczylo rumakowanie z przyprawami.
                                No i soli moj W ze dwa razy wiecej niz ja.
                                Jedyne, czego on nie robi - zgodnie ze swoja kultura - to nakladanie jedzenia na talerze.
                                Gotowac moze, zmywac moze, ale jedzenie nakladam na talerze ja, chyba, ze jestem mega zmeczona, albo chora - ale zdarza sie to bardzo rzadko, zebym nie byla w stanie tego zrobic.
                                W ogole jak na swoja kulture to moj W jest ewenementem i jak ma znajomych w chalupie, to pozwalam mu pozgrywac macho - oczywiscie sa granice, ale nie wszyscy musza wiedziec, ze prasowanie, sprzatanie, gotowanie nie sa ponizej 'godnosci' mojego faceta wink
                              • aska_wro Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 19.09.10, 14:35
                                W domu gotuję głównie ja. Zdarza się jednak, że mąż coś ugotuje, gdy ja np. mam więcej pracy i nie wyrobię się. Zwykle jednak to ja przyrządzam obiad, a on wieczorem odwdzięcza się jakimś dobrym drinkiem… On jest lepszym barmanem, ja kucharką smile W zeszły piątek w zamian za potrawkę z kurczaka dostałam przepyszne malibu z wódką i sokiem limonkowym smile
                                • edw-ina Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 19.09.10, 16:50
                                  spoko podział obowiązków, ty godzinę w kuchni on 2 min przy barku smile A skarpetki mu prasujesz?
                                  • aska_wro Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 19.09.10, 17:05
                                    hehehe, nie no, w sumie nie mogę narzekać - gotować lubię, a jeśli wieczorem mogę się trochę zrelaksować, to ten układ mi odpowiada smile chociaż nie powiem, bo jak później wracam do domu, to zdarza mu się coś ugotować smile

                                    a jeśli dobrze pamiętam, z 3 razy zdarzyło mi się wyprasować mu koszulę, bo jemu niezbyt wyszło i po prostu wstyd było wyjść razem tongue_out
                            • agnessam Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:04
                              Nie boj sie swoich postow. Zycie nie jest uslane rozami.
                              To nie bylo zlosliwe i wiem, ze boisz sie, ze jakby nagle cos sie stalo i dzieci przyszlyby do ciebie pomieszkac, to prawdopodobnie zrezygnowalabys z tego zwiazku. Mnie tez przerastaja sytuacje, ale u mnie jest niezdrowa atmosfera.
                              • edw-ina Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:16
                                nie rób ze mnie dziecka. nie "boję się" swoich postów. Są pisane w danym momencie, do którego są dopisane dane emocje. I tak, zrezygnowałabym ze związku, w którym spadłyby na moją głowę nie moje sprawy w stopniu, którego bym nie zaakceptowała. Bo nie widzę powodu, dla którego należy mężczyć się w układzie, który nie funkcjonuje i w pewien sposób wywołuje ubezwłasnowolnienie jednej ze stron. Życie jest za krótkie by chcieć je przeżyć w żalu i niespełnieniu.
                        • agnessam Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 09:59
                          Wiec twoje relacje z dziecmi meza sa naprawde ograniczone. Rozumiem lepiej twoja sytuacje. Bynajmniej nie zlosliwie. Przemawiasz bardziej jak ktos, kto jest w zwiazku bez dzieci.
                          Ja tez mialam "zdrowe" uklady z pasierbem raz na 2 miesiace. Teraz jest na kazde zawolanie ojca. Juz mi niedobrze, stresy itd, bo bedzie w ten weekend, tzn przyjdzie juz w ten piatek po lekcjach.
                          I tak jak piszesz, ze czasem zalujesz, ze twoj M nie odszedl od ciebie dla dzieci. Moj maz poswieca swoj czas dla synka, zeby czegos nie przeoczyc w jego zyciu . Szkoda, ze nie zauwazyl tego w naszym malzenstwie.
                          • edw-ina Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:09
                            Każdy ma sytuację, na jaką jest w stanie się zgodzić. Nie podoba mi się, że wyciągasz fragmenty moich postów. Byłam i jestem ci życzliwa, a wyrywając pojedyncze posty z kontekstu doprowadziłaś do sytuacji, w której mimo świadomości twojej trudnej sytuacji, mam wrażenie, że tak po prostu szukasz kogoś, komu dowalisz za swój żal. Nie życzę sobie tego.
                            Napisałam o tym, że mąż powinien odejść ode mnie dla dzieci ze względu na ich dobro, ponieważ w Polsce byłoby im trudno, a ja nie wyprowadzę się. W sytuacji, jaką ty opisujesz - wierz mi - rozbiłabym mężowi na głowie wszystkie talerze, po czym spakowała się i wyszła.
                            • agnessam Re: Gotuję kiedy chcę (ok, nie mamy dzieci, więc. 09.09.10, 10:17
                              Szczerze mowiac, wolalabym wybrac opcje Konstancji, moze nakryc u niej w weekend do stolu smile
                              Zeby rozbic te talerze u mnie, to faktycznie niezly pomysl.
    • tully.makker Nie obraz sie 06.09.10, 13:24
      Wygladasz na osobe kulturalna i na poziomie, co ty robisz w takich dresiarsko-prostackich klimatach?
      • anner69 Re: Nie obraz sie 06.09.10, 15:03
        Agness, może przepisz swój post o tym, jak wyobrazasz sobie rodzinę i daj go w formie listu swojemu mężowi. Dopisz również, że jeśli nie jest w stanie z Tobą budowac takiej własnie, w sumie normalnej, rodziny to będziesz musiała zastanowić się nad sensem dalszego istnienia waszego związku. Ale raczej wyglądasz na kompletnie zdominowaną osobę, która juz nie ma siły dalej tego ciagnąc i walczyc o siebie w tym związku.
        Jak można poić 15 latka alkoholem? to jest dla mnie szokujące. Ojciec tak robi? Jeśli ja byłabym matką tego dzieciaka to próbowałabym odebrac ojcu prawa rodzicielskie a przynajmniej nie pozostawiłabym tego bez echa i kategorycznie nie dopuściła do tego aby mój syn spotykał się na alkoholowo z ojcem. Juz nie mówię o tym, że jest to karalne, jeśli rodzic sam nie wie co dobre a co złe dla nastolatka.
        Współczuję przyszłej żonie tego nastolatka, bo raczej szacunku do kobiet to ojciec go nie nauczy.
        • agnessam Re: Nie obraz sie 06.09.10, 15:27
          anner 69,
          dziekuje ci za pomysl z tym listem. Napisze taki list do meza. Chociaz watpie zeby to jakos wplynelo na niego.
          Czy jestem ta "zdominowana osoba" pewnie tak. O wszystkim dowiaduje sie w ostatniej chwili i maz z pasierbem stawiaja mnie czesto przed faktem dokonanym :opisywalam juz jak syn dzwonil, ze za 2 godziny bedziemy mieli sie zajmowac chlopcem z Anglii, w ciagu 4dni; lub maz mowi mi za chwile przyjdzie syn na obiad (a ja juz zrobilam salatke - pasierb nie je warzyw)...

          "Jak można poić 15 latka alkoholem?"
          Tak mozna od czasu do czasu wyjsc na piwko , albo kupic synowi Red Bulla (w srodku nocy, on po tym nie spi w nocy).

          "Jeśli ja byłabym matką tego dzieciaka to próbowałabym odebrac ojcu prawa rodzi
          > cielskie a przynajmniej nie pozostawiłabym tego bez echa i kategorycznie nie do
          > puściła do tego aby mój syn spotykał się na alkoholowo z ojcem. Juz nie mówię o
          > tym, że jest to karalne, jeśli rodzic sam nie wie co dobre a co złe dla nastol
          > atka. "

          Tak jak pisalam, matka nie wie o wszystkim co sie u nas dzieje. Maz daje przyzwolenie. Przeciez pasierb nie powie : "mamo bylo super , codziennie chodzimy do baru z tata. Ojciec stawia mi piwko". Ja nie informuje o wszystkim ex, bo potem maz i pasierb na mnie rycza. Oni sie potem dogaduja razem, a ja jestem ta wredna, co donosi.

          Co do przyszlej zonki pasierba, jesli sie zdecyduje zenic, to mam nadzieje, ze bedzie przy kasie, zeby dogodzic mezusiowi.
    • aragorna71 Re: Po rozmowie... 06.09.10, 16:03
      Agnessam a ty masz gdzie odejsc, gdybys sie juz na to zdecydowala? Dom w ktorym mieszkacie nalezy do meza? Nie masz do niego zadnych praw?
      Pytam, bo tez czytam twoje posty z niedowierzaniem. Moja wyobraznia nie siega tak daleko, aby wyobrazic sobie takie zdominowanie. Polerujesz na kolanach podlogi, bo maz nie chce nikogo do sprzatania, robisz co chce maz i pasierb..... jestes obrazana, upokarzana.....
      Mnie to wyglada na przemoc domowa a ty jestes uzalezniona od tego ukladu.
      • rybkka24 Re: Po rozmowie... 06.09.10, 16:39
        też mi to wygląda na uzależnienie.patologiczny układ z uzależnioną żoną.która się skarży ale zpochyloną głową znosi pomiatanie i brak szacuku.kombinuje pisanie listów a tutaj pisze żeby naładować akumulatory i zdobyć siłę przed kolejną dawką/latami pomiatania.
        pewnie w tyle głowy czai jej się nadzieja że przeczeka do 18-tki i sie uspokoi sytuacja. mąż kupi dziecku mieszkanie a oni będą szczęśliwym małżeństwem i przyjdzie też czas na ich dziecko.nic że z zaburzonym tatusiem.z ich dzieckiem napewno będzie inaczej.
        proponuję udać sie do dobrego psychoterapeuty.pzdr.
    • wielbicielnaruto czytam, czytam i znowu 06.09.10, 21:29
      gotuje mi się krew. Postaw sprawę jasno:
      1. Odwiedziny chłopaka w Waszaym domu - nie ma takiej opcji. Dopóki nie nauczy się szcunku do Ciebie i Męża (w takiej kolejności). Jeżeli mąż chce się z nim spotykać, proszę bardzo ale nie w Waszym domu.
      2. Pub - to wymaga spotkania z eksią i jego ojczymem. Mówicie całą prawdę i ustalacie plan działania. Nie ma mowy o późnych powrotach i siedzeniach w pubie. Tatuś z synkiem wraca o 21 maksymalnie. Nie ma wizyt w pubie. Jeżeli go zobaczycie, dzwonicie do sądu rodzinnego i wnosicie o pozbawienie opieki rodzicielskiej. Takie zachowania nie są normalne i trzeba je ukrócić - skoro nie prośbą to groźbą.
      3. Syneczek ucieka do tatusia bo coś przeskrobał - w tył zwrot i do mamusi. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów. A wracając do pkt. 1 nie ma co chwilowo szukać w waszym domu.
      4. Prezenty - tylko za twoją akceptacją. Droższe prezenty wymagają akceptacji eksi jako matki.
      Chodzi o skuter, rower, snowboard itd, co przekracza 340 pln / 10% śr. krajowej/
      Mieszkanie nie wolno mu kupować, bo się na to nie zgadzasz. Jeżeli to zrobi - zawiadomienie do prokuratury - kradzież z majątku wspólnego.
      Skoro twoje prośby nie pomagały, pomogą groźby.

      A przy okazji - no kuźwa z takim chcesz mieć dziecko?
      • konstancja16 Re: czytam, czytam i znowu 06.09.10, 23:33
        acha. a jak nie TO CO?

        nie ma takiej opcji, trzeba, w tyl zwrot. ciekawe kto tu bedzie cos od kogos egzekwowal.... jakis taki z ksiezyca ten post.
      • agnessam Re: czytam, czytam i znowu 07.09.10, 09:12
        takie "opcje" sa nierealne (mysle o tych punktach), nie tylko u nas w domu gdzie sytuacja jest na pewno inna niz u innych macoch.

        wielbicielnaruto napisał:
        "Takie zachowania nie są normalne i trzeba je ukrócić - skoro nie prośbą to groźbą."

        Tak zgadzam sie w punkcie, ze takie zachowania nie sa normalne, ale maja miejsce za przyzwoleniem ojca. Zadne grozby i prozby NIC nie daja. Do tego trzeba wspolpracy rodzicow, bez tego nie da rady.

        agnessam
    • agnessam Na koniec 07.09.10, 09:19
      Dziekuje wszystkim forumowiczka, macochom, za zaangazowanie sie w moj post. Jeszcze raz wszystko czytam i wyciagam wnioski. Podziekowania za rady i czarny humor.
      Ja mam tylko czarna wizje tego zwiazku. To prawda, ze z jednej strony chcialabym zeby sie ulozylo, ale z drugiej strony realnosc jest zupelnie inna. Jak to ktos juz napisal: od poczatku stoje na straconej pozycji.
      Wiem, ze moja sytuacja jest inna od waszej i dlatego podziekowania dla osob, ktore maja wiecej doswiadczenia ode mnie w tego typu zwiazkach.
      PS Umowilam sie juz na spotkanie z adwokatem.
      • agnessam Re: Na koniec 07.09.10, 09:21
        mialo byc: forumowiczkom
      • edw-ina Re: Na koniec 07.09.10, 09:37
        Czy spotkanie z adwokatem oznacza, że podjęłaś decyzję wymiksowania się z tego szalonego układu?
        pozdrawiam
        • agnessam Re: Na koniec 07.09.10, 09:51
          Tak , podjelam taka decyzje.
          Dla mnie to oznacza przeprowadzke, na drugi koniec kraju i zaczecie wszystkiego od zera.
          Oczywiscie rozwod znowu z mojej winy, bo maz mnie "jeszcze kocha" i nie rozumie dlaczego chce odejsc. Z drugiej strony, po naszej rozmowie, zabezpieczyl sie finansowo przede mna. Nawet mnie to nie dziwi.
          • edw-ina Re: Na koniec 07.09.10, 10:14
            Przeprowadzka to dobry sposób na zamnięcie pewnego etapu. Lepiej zaczynać życie od nowa w nowym miejscu.
            Nie rozumiem natomiast dlaczego rozwód ma być z twojej winy? Jeśli będzie się tego domagał, to powiedz, że poinformujesz prokuraturę o tym, że rozpija syna. Powinno poskutkować.
            Poza tym co to znaczy, że się zabezpieczył finansowo przed tobą? Jeśli macie wspólnotę majątkową, to wszystko, co nie wchodziło w obręb jego majątku przed małżeństwem, jest wasze wspólne. Jeśli macie wspólne konto to załóż oddzielne i przelej na nie połowę tego, co tam w tej chwili jest. Lepiej nie obudzić się z myślą, że nie masz za co kupić bułek na śniadanie.
            Poproś kogoś o pomoc, o wsparcie. Masz w okolicy kogoś bliskiego? Rodzinę, przyjaciółkę, dobrego kumpla? Mów im o wszystkim co się dzieje i nie wstydź się.
            powodzenia i gratuluję mądrej decyzji
            trzymam kciuki za nowe życie
            • agnessam Re: Na koniec 07.09.10, 10:41
              "Nie rozumiem natomiast dlaczego rozwód ma być z twojej winy? "

              Edw-ina, to przeciez ja odchodze, a nie maz. Dlatego wina jest po mojeje stronie.
              Maz wyciagnal gotowka pieniadze z banku i tyle. "Biedny" jest teraz.
              Przeciez podczas rozmowy, nie mowilam, ze jedynym wyjsciem jest rozwod. Chcialam odbyc sensowna dyskusje, zeby znalezc jakies wspolne rozwiazanie w tej sytuacji. Taki byl cel tej rozmowy. Glupio zabrzmi, ale myslalam, ze maz bedzie sie staral o nasz zwiazek, a nie zaraz leciec do banku, zebym bron boze go nie okradla. Tak, maz w ubieglym tygodniu zaproponowal wspolny wyjazd i na tym sie skonczylo. Oczywiscie nie bede pisac, ze nic w tym kierunku nie robi.( Prosze nie pisac zlosliwych uwag, ze maz mnie przekupuje. Maz daje mi propozycje bez pokrycia tzn proponuje, a potem i tak robi co mu pasuje. )
              Dla niego zrobienie mi kawy rano, to "szczyt dobroci". Maz co rano pyta mnie "kochasz mnie jeszcze" - z mojej strony brak odpowiedzi. Nie na pustych slowach polega zwiazek.
              Ja malo co juz robie w domu. Maz sie zaszywa, jak dzwoni jego telefon, to wychodzi z pokoju. Dziwne to jakies, te pokatne rozmowy. Utwierdza mnie to w przekonaniu, ze dobrze robie. Bo jakby na prawde mezowi na mnie zalezalo, to by walczyl o mnie, a nie odwracal sie ode mnie, planowal tak dzien , zebysmy sie nie widzieli.
              • edw-ina Re: Na koniec 07.09.10, 10:51
                Fakt, że to ty występujesz o rozwód nie jest jednoznaczny ze stwierdzeniem, że rozwód jest z twojej winy. Z twojej winy byłby gdybyś np. roztrwoniła wspólny majątek na prostytutki, znęcała się fizycznie, psychicznie itp. Poza tym większość rozwodów, nawet w tych, w jakich wina ewidentnie leży po stronie jednej z osób dialogu, orzeka się za tzw. porozumieniem stron. Porozmawiaj z adwokatem.
                A fakt, że twój facet wyczyścił konto w ramach wielkiej miłości do ciebie świadczy tylo o tym, że nie jest wart nawet chwili refleksji.
                • agnessam Re: Na koniec 07.09.10, 11:04
                  Edw-wina,
                  masz racje, w punkcie prawnym. Chodzilo mi raczej o to, ze maz juz obdzwonil najblizsza rodzine, ze odchodze od niego na wlasne zyczenie. O taka wina mi chodzilo, bo on jest OK, to ja mam jakies fochy i niszcze nasze malzenstwo.
                  • illegal.alien Re: Na koniec 07.09.10, 14:44
                    Agnessam, pierwsza rzecz, nad ktora bym pracowala, to wyprowadzka od meza, najlepiej w okolice kogos, kto bedzie w 100% po Twojej stronie i bedzie Ci przemawial do rozumu, jak maz bedzie Cie przekonywal, ze to Twoja wina.
                  • karolana Re: Na koniec 08.09.10, 08:20
                    agnessam napisała:

                    > Chodzilo mi raczej o to, ze maz juz obdzwonil na
                    > jblizsza rodzine, ze odchodze od niego na wlasne zyczenie. O taka wina mi chodz
                    > ilo, bo on jest OK, to ja mam jakies fochy i niszcze nasze malzenstwo.

                    Ufff - to na wieść, że podjęłaś decyzję.
                    Dalej - walić jego rodzinę, nie Twój cyrk, nie Twoje małpy. Z doświadczenia wiem, że nawet jeśli rodzina męża wydawała się w 100% Ciebie akceptować, na finiszu okazuje się, że jesteś nikim.
                    Dalej - dziewczyny dobrze radzą - zbieraj dowody, zabezpieczaj się z każdej strony, bo nie masz do czynienia z normalnym człowiekiem, ale z patologią.
                    Dalej - nie pozwól sobie wmówić, że to Twoja wina.
                    Walcz o siebie.
                    Trzymam kciuki.
            • illegal.alien Re: Na koniec 07.09.10, 10:43
              Rany, jak dobrze, ze podjelas ta decyzje.
              Czytam Twoje watki, ale nie mam cierpliwosci komentowac, bo porywcze ze mnie dziecko i bym jeszcze powiedziala za duzo, ale decyzje popieram. Zycze wytrwalosci i konsekwencji.
              Podpisuje sie jednak pod edw-ina - nie daj sie wrobic w rozwod z Twojej winy, tylko dlatego, ze 'maz cie jeszcze kocha' - bez jaj.
              I nie daj sie wyrolowac finansowo.
              • anner69 Re: Na koniec 07.09.10, 11:04
                hmmm, pokątne rozmowy, planowanie dnia bez Ciebie, uciekanie, pozwalanie na poniewieranie Tobą.....to mi wygląda na to, że on juz nawet może miec Twoją następczynię a na pewno bardzo odpowiada Jemu Twoja decyzja. Szkoda, że tak się zawiodłaś na kimś, kto powinien byc najblizszy. Rozwód to nie jest Twoja wina. Nie daj sobie tego wmówić, nie ustawiaj sie znów w pozycji ofiary. Zachowujesz się dokładnie jak ofiary przemocy domowej, zawsze winne wszystkiemu, zastraszone, zalęknione. Może wspomóż sie psychologiem, rodziną, koleżankami. Potrzebujesz osób bliskich, pomocnych. Życzę Ci wszystkiego najlepszego.
                • konstancja16 Re: Na koniec 07.09.10, 11:18
                  Agnes,

                  po pierwsze nie wdawaj sie w dyskusje. porozmawiaj spokojnie z adwokatem i dalsze rozmowy on juz bedzie prowadzil w Twoim imieniu. zarowno co do orzekania o winie jak i co do podzialu majatku. zbieraj dowody. jesli masz wyciag sprzed paru dni jak na koncie byla jeszcze kasa, wydrukuj dzisiejszy. wydrukuj historie konta. to wszystko sa dowody dla sadu. nie wiem czy to wspolne konto czy mialas wczesniej pelnomocnictwa, ale to nie jest tak, ze on moze bezkarnie wyczyscic to wszystko, bo juz nie jestes ulegla zonka.

                  przed nikim sie nie tlumacz, nie daj sie atakowac rodzinie ani znajomym. inaczej Cie zamecza, wpedza w poczucie winy, wykoncza psychnicznie. nie musisz sie nikomu tlumaczyc. szczegolnie nie daj sie nakrecac mezowi.

                  trzymamy tu kciuki, pamietaj.
                  • cleopa Re: Na koniec 07.09.10, 16:47
                    zdaje się ,że sąd moze zarzadać wydruku z banku na okreslony dzień..idź do banku przypal glupa i zażadaj historię to juz bedzie cos na poczatek
      • filetta Re: Na koniec 07.09.10, 14:43
        Agnessam, gratuluję decyzji. Wiem, że trudno jest Ci teraz pogodzić się z faktami, wiem, że boli, ale podjęłaś bardzo dobra decyzję. Przyjdzie dzień, że sama to przyznasz. A teraz do dzieła - adwokat, dowody praktycznie na wszystko, co Ci może pomóc w udowodnieniu winy męża i przy podziale majątku oraz chłodna i stanowcza postawa. Głowa do góry! Trzymam kciuki!
        • rybkka24 Re: Na koniec 07.09.10, 17:02
          no proszę.prawdziwie męska decyzja.
          byle nie chwilowa bo najlepsza chyba dla Ciebie.
          już teraz wychodzi prawdziwa natura twojego męża.
          wina TYLKO twoja a jakże, on w ogóle się nie przyczynił do rozpadu związku.
          a teraz pewnie będzie się szarpał o każdy grosz żeby dla synka nie zabrakło.
          życzę siły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka