agnessam
03.09.10, 21:01
Bylo bolesnie, nawet bardzo... Maz wini mnie, ze sie skarze, ze znowu rozmawiamy na ten sam
temat: zwiazku, jego syna, dziecka... Ze znowu to samo... a to moja wina, to ja sie buntuje,
obrazam, nie akceptuje jego dziecka itd.
Maz chcialby, zebym nie skupiala tyle uwagi na pasierbie, a zajela sie wiecej naszym zwiazkiem. W
teorii moze wykonalne, w praktyce mlody przychodzi sie powyzywac na mnie.
Maz powtorzyl, ze nie chce miec ze mna dziecka ,bo odchodze (bylam u rodzicow pare dni po
sprzeczce o malego, a raczej kolejnym swinstwie, ktore mi wywinal). Mowi, ze to moja wina, bo nie
moge zaakceptowac syna taki jaki jest; ze to ja sie "zmykam" nie chce kontaktu i wspolnych wyjsc
np do pubu z pasierbem dla przyjemnosci... Mowi, ze to nie on jest odpowiedzialny za zachowanie i
te swinstwa ze strony syna, bo to nie on przeciez go namawial, ani tego nie zrobil i nie mial nad tym
zadnej kontroli. Ze mam tolerowac slownictwo mlodego, bo siostrzennica tez jak mowi to zaczyna
zdania od k... i to jest normalne u nastolatkow. No i ze to ja niszcze nasze malzenstwo...
Nie widze za bardzo kontynuacji tego zwiazku