goozee
04.03.11, 23:36
Hej macoszki z wiekszym niz moje doswiadczeniem.
szybki skrot mojej historii: 9 lat po rozwodzie, corka 14l mieszka ze mna w innym kraju. stosunki z eks zimno poprawne, corka jest w Polsce kilka razy w roku, wtedy mieszka u ojca, wzajemne stosunki poprawne, ma kontakt z jego next i jej dziecmi, brak zwiazku emocjonalnego z ojcem, za duzo pamieta z przeszlosci.
Tutaj- od prawie roku angielski niemaz (nie mieszkamy jeszcze razem), corka go uwielbia wrecz, moze wlasnie dlatego ze nie probuje wejsc w role ojca, ale jest przy niej, wyrozumialy, sluchajacy, cieply etc. jako ze corka jest ze mna caly czas, kiedy wyszlismy poza etap spotykania sie gdzies w miescie, kwestia koniecznosci ich kontaktow rozwiazala sie w sposob niemal naturalny, fakt, ze moja corka jest bardzo otwarta i wiele rozumie napewno w tym pomogl.
Niemaz ma dwojke dzieci 2,5 i 4,5 lat. I tu zaczynaja sie schody...... Zaznaczam ze ja NIE jestem przyczyna rozpadu jego 12-to letniego zwiazku, aczkolwiek znalismy sie ok rok wczesniej, a spotykac sie na luznych zasadach zaczelismy niedlugo potem jak ich zwiazek sie rozpadl. Niestety pani eks ma chyba inne zdanie na ten temat. ale przejdzmy do Maluchow. mama dzieci jako profesjonalistka zasiegnela opini psychologow, uslyszelismy "czekac pol roku". jak najbardziej zrozumiale, dzieci malutkie, jeszcze nie poukladane z sytuacja po rozwodzie, oswajaja sie z dwoma oddzielnymi domami. OK. nie naciskalam, czekalam cierpliwie. zdazylo sie ze w pol drogi (mieszkamy godzine drogi od siebie) mialam telefon, ze dzieci musza u niego zostac, ze cos, ze nie moge przyjechac teraz. rozumiem, sytuacje nieprzewidziane. schowalam wlasne ego do kieszeni, przeplakalam, dobro wszystkich naszych dzieci jest priorytetem. Pol roku minelo, nadeszly swieta. niemaz odbyl powazna rozmowe z ex, trudno nam bylo wyobrazic sobie swieta rozdzieleni w dwoch domach. niestety pani mama stwierdzila ze ani ona ani dzieci nie sa gotowe, i ze zaczynanie tematu 2-3 tygodnue przed swietami jest absolutnie za pozno. zabolalo, przeplakalam swoje. zrobilismy wigilie u mnie, z moja corka, nastepne dwa dni byly na prawde ciezkie. ja tu z jednym dzieckiem, on tam z dwojka. dodam ze niemaz nie ma w tym kraju ABSOLUTNIE zadnej rodziny, wiec byl tylko on i dzieci, ja poszlam do przyjaciol, zeby nie czuc pustki, moja corka nie mogla pojac dlaczego nie mozemy byc wszyscy razem i dzielic radosci. minely kolejne dwa miesiace, wydawalo mi sie ze dalismy jej dosc czasu na oswojenie sie z mysla o moim z ich dziecmi spotkaniu. Niestety, w ciagu ostatniego miesiaca pani mama nie jest w stanie znalezc czasu na rozmowe. chce powiedziec ze na prawde szanuje ja jako matke ich dzieci i rozumiem ze nie jest latwo wyobrazic sobie wlasne dzieci z inna kobieta ALE to takze jego dzieci i zarowno on ma prawo do swojego zycia jak i dzieci maja prawo do uczestniczenia takze w tej czesci jego zycia. takie sa konsekwencje zerwania i trudno...ja tez przez to przeszlam i zyje. dzieci sa u niemeza 12 dni w miesiacu wiec nie malo, jak na takie maluchy. pojawiaja sie sytuacje kiedy takze z czysto "technicznych" powodow byloby latwiej gdybym byla w poblizu. oboje mamy poczucie ze cos jest niekompletne, chcielibysmy polaczyc te dwa swiaty. ja sie czuje w pewien sposob odrzucona przez 1/3 miesiaca. wiem ze oni musza miec czas dla siebie, ale z drugiej strony tak bardzo nie moge sie doczekac zebysmy zaczeli spedzac czas razem cala piatka. Niemaz tez tego chce, ale problem lezy w jego "miekkosci". on nie chce zaczynac wojny o dzieci, nie chce bardziej skrzywdzic takze ex, ciagle ma poczucie winy za rozpad rodziny (nie byli malzenstwem, oboje zawinili tak samo...) Trzymajac sie wersji pani mamy, dzieci nigdy nie beda gotowe. mam wrazenie ze ona ciagle jeszcze ma nadzieje na powrot do tego zwiazku i to co mowi starszy chlopiec odzwierciedla moje obawy.
nie chce nic zrobic przeciwko Maluchom, ale w tej chwili mam wrazenie ze pani mama tylko probuje odwlec sprawe. nigdy nie jest w nastroju do rozmowy, zawsze sie spieszy, a ostatnio ustalony plan spotkan zmienia sie z dnia na dzien. Niemaz dla dzieci (takze mojego) zrobi wszystko, ale ja zaczynam byc zmeczona ta sytuacja, kiedy wszystkie nasze plany biora w leb, bo ja z danego weekendu niespodziewanie jestem wylaczona. moj poziom frustracji wzrasta drastycznie, ciagle truje niemezowi glowe na ten temat, coraz latwiej trace rownowage, i dostaje drgawek kiedy dzwoni jego telefon- pani mama dzwoni o roznych porach z roznymi sprawami. ale kiedy niemaz prosi o spokojna rozmowe...chyba trzeba sie zapisac na audiencje!
macoszki pomozcie, jak przetrzymac czekanie?
Myslimy o zwiazku na powaznie, zaczelismy przebakiwac o slubie, moze jeszcze jednym dziecku.... tylko jak?