Dodaj do ulubionych

potencjalna macocha- czekanie.....emocje

04.03.11, 23:36
Hej macoszki z wiekszym niz moje doswiadczeniem.
szybki skrot mojej historii: 9 lat po rozwodzie, corka 14l mieszka ze mna w innym kraju. stosunki z eks zimno poprawne, corka jest w Polsce kilka razy w roku, wtedy mieszka u ojca, wzajemne stosunki poprawne, ma kontakt z jego next i jej dziecmi, brak zwiazku emocjonalnego z ojcem, za duzo pamieta z przeszlosci.
Tutaj- od prawie roku angielski niemaz (nie mieszkamy jeszcze razem), corka go uwielbia wrecz, moze wlasnie dlatego ze nie probuje wejsc w role ojca, ale jest przy niej, wyrozumialy, sluchajacy, cieply etc. jako ze corka jest ze mna caly czas, kiedy wyszlismy poza etap spotykania sie gdzies w miescie, kwestia koniecznosci ich kontaktow rozwiazala sie w sposob niemal naturalny, fakt, ze moja corka jest bardzo otwarta i wiele rozumie napewno w tym pomogl.
Niemaz ma dwojke dzieci 2,5 i 4,5 lat. I tu zaczynaja sie schody...... Zaznaczam ze ja NIE jestem przyczyna rozpadu jego 12-to letniego zwiazku, aczkolwiek znalismy sie ok rok wczesniej, a spotykac sie na luznych zasadach zaczelismy niedlugo potem jak ich zwiazek sie rozpadl. Niestety pani eks ma chyba inne zdanie na ten temat. ale przejdzmy do Maluchow. mama dzieci jako profesjonalistka zasiegnela opini psychologow, uslyszelismy "czekac pol roku". jak najbardziej zrozumiale, dzieci malutkie, jeszcze nie poukladane z sytuacja po rozwodzie, oswajaja sie z dwoma oddzielnymi domami. OK. nie naciskalam, czekalam cierpliwie. zdazylo sie ze w pol drogi (mieszkamy godzine drogi od siebie) mialam telefon, ze dzieci musza u niego zostac, ze cos, ze nie moge przyjechac teraz. rozumiem, sytuacje nieprzewidziane. schowalam wlasne ego do kieszeni, przeplakalam, dobro wszystkich naszych dzieci jest priorytetem. Pol roku minelo, nadeszly swieta. niemaz odbyl powazna rozmowe z ex, trudno nam bylo wyobrazic sobie swieta rozdzieleni w dwoch domach. niestety pani mama stwierdzila ze ani ona ani dzieci nie sa gotowe, i ze zaczynanie tematu 2-3 tygodnue przed swietami jest absolutnie za pozno. zabolalo, przeplakalam swoje. zrobilismy wigilie u mnie, z moja corka, nastepne dwa dni byly na prawde ciezkie. ja tu z jednym dzieckiem, on tam z dwojka. dodam ze niemaz nie ma w tym kraju ABSOLUTNIE zadnej rodziny, wiec byl tylko on i dzieci, ja poszlam do przyjaciol, zeby nie czuc pustki, moja corka nie mogla pojac dlaczego nie mozemy byc wszyscy razem i dzielic radosci. minely kolejne dwa miesiace, wydawalo mi sie ze dalismy jej dosc czasu na oswojenie sie z mysla o moim z ich dziecmi spotkaniu. Niestety, w ciagu ostatniego miesiaca pani mama nie jest w stanie znalezc czasu na rozmowe. chce powiedziec ze na prawde szanuje ja jako matke ich dzieci i rozumiem ze nie jest latwo wyobrazic sobie wlasne dzieci z inna kobieta ALE to takze jego dzieci i zarowno on ma prawo do swojego zycia jak i dzieci maja prawo do uczestniczenia takze w tej czesci jego zycia. takie sa konsekwencje zerwania i trudno...ja tez przez to przeszlam i zyje. dzieci sa u niemeza 12 dni w miesiacu wiec nie malo, jak na takie maluchy. pojawiaja sie sytuacje kiedy takze z czysto "technicznych" powodow byloby latwiej gdybym byla w poblizu. oboje mamy poczucie ze cos jest niekompletne, chcielibysmy polaczyc te dwa swiaty. ja sie czuje w pewien sposob odrzucona przez 1/3 miesiaca. wiem ze oni musza miec czas dla siebie, ale z drugiej strony tak bardzo nie moge sie doczekac zebysmy zaczeli spedzac czas razem cala piatka. Niemaz tez tego chce, ale problem lezy w jego "miekkosci". on nie chce zaczynac wojny o dzieci, nie chce bardziej skrzywdzic takze ex, ciagle ma poczucie winy za rozpad rodziny (nie byli malzenstwem, oboje zawinili tak samo...) Trzymajac sie wersji pani mamy, dzieci nigdy nie beda gotowe. mam wrazenie ze ona ciagle jeszcze ma nadzieje na powrot do tego zwiazku i to co mowi starszy chlopiec odzwierciedla moje obawy.
nie chce nic zrobic przeciwko Maluchom, ale w tej chwili mam wrazenie ze pani mama tylko probuje odwlec sprawe. nigdy nie jest w nastroju do rozmowy, zawsze sie spieszy, a ostatnio ustalony plan spotkan zmienia sie z dnia na dzien. Niemaz dla dzieci (takze mojego) zrobi wszystko, ale ja zaczynam byc zmeczona ta sytuacja, kiedy wszystkie nasze plany biora w leb, bo ja z danego weekendu niespodziewanie jestem wylaczona. moj poziom frustracji wzrasta drastycznie, ciagle truje niemezowi glowe na ten temat, coraz latwiej trace rownowage, i dostaje drgawek kiedy dzwoni jego telefon- pani mama dzwoni o roznych porach z roznymi sprawami. ale kiedy niemaz prosi o spokojna rozmowe...chyba trzeba sie zapisac na audiencje!
macoszki pomozcie, jak przetrzymac czekanie?
Myslimy o zwiazku na powaznie, zaczelismy przebakiwac o slubie, moze jeszcze jednym dziecku.... tylko jak?
Obserwuj wątek
    • agnessam Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 01:20
      goozee napisała:
      mama dzieci jako profesjonalistka zasiegnela opini psychologow, uslyszelismy "czekac pol roku".

      Nie rozumiem o co z tym czekaniem chodzi? Czy to jest prawo w tym kraju, w ktorym mieszkacie, ze maluchom nie wolno widziec rodzicow w towarzystwie innego partnera niz rodzic (sarkazm)? Czy to tylko eks sobie ubzdurala ten "polroczny" dystans - bo to w zasadzie to on ciebie dotyczy i ogranicza kontakty z nm.
      Goozee, piszesz, ze minal termin, a twoj nm i eksia nadal oddalaja ciebie od kontaktu z ich dziecmi. Ta sytuacja nie jest normalna i niszczy wasz zwiazek. Piszesz, ze myslicie o dziecku, slubie.... mam nadzieje, ze nie jest to sfera marzen z twojej strony, a ty jestes tylko "seks pogotowiem" dla twojego nm.
      Dam tylko jedna propozycje: ustalcie razem z nm dalsze dzialania i wizyty dzieci, bo jak nie, to ta sytuacja moze sie ciagnac bardzo dlugo.... Z twojego opisu wyglada, ze eksia dyktuje warunki, eksia poszla do psychologa... moze faktycznie nie zakonczyli jeszcze tego zwiazku i stad te dzialania, zeby przyciagnac bylego meza.
      Twoj nm stawia siebie w pozycji bardzo wygodnej - byla jako matka ich dzieci, a ty kochanka pod reka... jak zdecyduje sie miec czas dla ciebie to OK, jak nie to ciebie odsuwa i zajmuje sie dziecmi.
      • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 09:59
        agnessam....z tym polrocznym czekaniem- to tak ze dzieci bardzo przezyly ich rozstanie, i starszy chlopiec ciagle ma z tym problemy. akurat to rozumiem, i popieram zeby nie robic maluchom wody z mozgu dopoki nie jest sie pewnym ze zwiazek jest powazny. czytalam duzo na ten temat i wszysce madrzy specialisci sa zgodni. a w tym kraju wszyscy maja pierdolca na punkcie dzieci i wszystko kreci sie dookola nich. a poziom rozwodow jest najwyzszy w europie he he. troche wiecej czasu juz minelo stad moja niecierpliwosc. Nm nie traktuje mnie jak pogotowia, ale i tak slyszy odemnie wiele w tym stylu. ja go obwiniam, a on sam przyznaje mi racje ze nie jest stanowczy wystarczajaco. twierdzi ze tez nie moze sie doczekac kiedy wszyscy bedziemy razem. Z eksia praktycznie sie nie widuja, tylko przy odbieraniu dzieci, ja czuje sie pewna w zwiazku, ale widze ze pani mama jest typu poswiecajaca sie dla dobra dzieci, i szlag ja trafia ze nm idzie dalej a ona nie. czuje ze nasz zwiazek jest sabotowany, ale nm nie chce tego widziec, bo eksia wszystko podciaga pod dobro dzieci. jak go przycisnac zeby w koncu on przycisnal pania mame? tak zeby nie spowodowac wojny?
        dzieki za wsparcie, bo juz slyszalam zupelnie inne opinie, ze to ja jetem ta wredna i chce pani swietej matce dzieci odebrac. nieprawda, ja tylko chcialabym zbudowac rodzine w ktorej bedzie miejsce dla wszyskich dzieci....
        • konstancja16 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 11:08
          kosmos jakis.

          moze facet powinien zasiegnac rady konkurencyjnego psychologa? z calym szacunkiem do troski o dzieci Ex nie ma prawa ingerowac w sposob w jaki ojciec spedza czas z dziecmi (o ile nie sa to jakies ekstremalne wypadki, ktore moga narazac dzieci na niebezpieczenstwo)

          w rozsadnych granicach pelnosprawny umyslowo i cieszacy sie pelnia praw rodzicielskich rodzic sam decyduje czy isc do kina, do wesolego miasteczka czy spotykac sie ze znajomymi. warto moze przypomniec tej pani, ze to nie jej broszka i ni ma zadnego powodu, aby z nia "uzgadniac" kiedy dzieci maja Cie poznac i w jaki sposob i gdzie. Twoj facet chyba jeszcze nie odcial pepowiny, dziwne ze sie tak daje wodzic za nos bylej zonie. chyba tez ma rozum i wie kiedy dzieci sa gotowe na spotkanie z Toba, nie potrzebuje pisemnej zgody Ex i wyznaczania terminu.

          niezaleznie, z punktu widzenia macochy uwazam, ze im wczesniej tym lepiej. male dzieciaki latwiej przyjmuja rzeczywistosc o ile sa najedzone, zadowolone i dopieszczone to nie zadaja trudnych pytan. nie widze powodu, zeby kilkulatkom objasniac wszystkie zawilosci swiata doroslych. wystarczy sie z nimi bawic na poczatek, urzadzic ich kacik w noym domu, a reszta sama przyjdzie w swoim czasie.

          nie dajcie sobie robic prania mozgu, nie potrzebujecie chyba dyrygenta w Waszym zyciu.
          • salanderr Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 14:00
            Słusznie prawisz droga Konstancjo smile zgadzam się z Twoim postem w 100%
    • rybkka24 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 10:59
      witam
      dziwna sytuacja.zdaje się że pani mama nie przeszła pewnego etapu po rozstaniu i bardzo się go boi stąd te jej uniki i ciągły "pośpiech", nie chce dopuścić do konfrontacji.
      półroczny czas dla dzieci na oswojenie się z sytuacją jest dobrym i racjonalnym pomysłem aczkolwiek sztuczne przedłużanie i przeciąganie tego czasu w nieskończoność jest krzywdzące dla wszystkich i destabilizują wasz związek.dzieci tkwią w ułudzie, nie znają faktycznej sytuacji stąd też uzasadniona może być nadziej dzieci że rodzice się jeszcze zejdą.
      była musi sobie uświadomić że Twój facet to jej były i ma prawo ułożyć sobie życie z inną kobietą a dzieci będą w tym uczestniczyć czy chce tego czy nie.taka jest naturalna kolej rzeczy i konsekwencja rozstania.
      pan boi się afer, złości, wyrzutów byłej, boi się utrudnień w kontaktach ale na tym strachu nic nie zbuduje....
      proponuję powoli zapoznawać dzieci z Tobą i Twoją córką i całą sytuacją.
      może na początek przez pewien czas spotykajcie się np. w parku, plac zabaw, kino, basen, przyjdź do pana na obiad, powoli wprowadzajcie coś nowego, takie maluchy szybko przyzwyczajają się do różnych sytuacji.w spokojnym tempie dojdziecie do zamieszkania razem, ślubu i tworzenia nowej rodziny.

      a była??
      pewnie będzie złość, pewnie kilka awantur, ale musi jej przejść.nie ma kobieta wyboru..
      a twój facet musi przestać podporządkowywać się eks inaczej nic nowego nie stworzy...
      • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 11:37
        dziewczyny dziekuje za wsparcie, dobrze wiedziec ze nie tylko ja mysle ze cos tu jest nie tak. dzis az sie we mnie gotuje i zbiera zbiera....pani mama zabiera dzieciaki po poludniu, potem nm przyjezdza do nas na reszte weekendu, chyba mu sie znow uslyszy co nieco. ja sama juz jestem zmeczona moim ciaglym gadaniem na ten temat. pora skonczyc gadanie i dzialac.
        • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 11:54
          jeszcze jedno pytanie, a wlasciwie przyczynek do dyskusji. Konstancja, dobrze mi sie wydaje ze ty tez masz doswiadczenia w zwiazkach miedzynarodowych? bo wlasnie roznice kulturowe to cos co mnie zastanawia. ja bylam mloda mama, corka urodzila sie w Polsce. mama bylam i jestem mocno zrelaksowana, i mimo roznych zawirowan zyciowych dbalam zawsze takze o siebie, nie poswiecajac wszystkiego dziecku. jakos nie zaszkodzilo, corka wyrosla na fajna nastolatke, wiadomo ze bywaja problemy, ale umiarkowane. Nm jest anglikiem, pani mama dunka, oboje byli po 30 kiedy pojawily sie dzieci. nie wiem czy to kwestia wieku, czy kultury ich krajow, ale mam wrazenie ze dzieci dominuja wszystko. za przeproszeniem traktuje sie je jak udzielnych ksieznych. gdzie jest reszta zycia ja sie pytam? I to nie tylko w ich przypadku, ale ja to widze jako tendencje ogolna. przestaje sie dziwic ze zwiazki sie rozpadaja na tak wielka skale. Powiedzcie jak to widzice wy jesli macie takie doswiadczenia.
          • konstancja16 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 12:29
            ho, ja mam glownie doswiadczenie w zwiazkach miedzynarodowych. mialam tylko jednego polskiego narzeczonego, a zagranicznych... no, moze nie bede liczyc. smile

            mieszkalam w roznych krajach i nie widze obecnie szczegolnych roznic w Europie (pod wzgledem geograficznym) co do traktowania dzieci. moze na poludniu Europy dzieciaki sa troche glosniejsze niz na polnocy (ale coz, dotyczy to nie tylko dzieci, ale ich rodzicow i dziadkow. skoro od malego ludzie wychowywuja sie w domach gdzie wszyscy mowia naraz i przekrzykuja sie nawzajem to trudno zeby potem byli cisi).

            traktowanie dzieci jak udzielnych ksiazat to tendencja (moim zdaniem) "pokoleniowa". w Polsce tez ludzie teraz sie pieszcza strasznie z malolatami - widze u wielu znajomych ze dzieci dyryguja doroslymi, wtracaja sie do rozmow. dzieciaki sa wszedzie wozone i w ogole cala organizacja domowa podporzadkowana jest rozkladowi zajec dziecka. wypasione imprezy urodzinowe dla kilkulatkow i prezenty, ktore nie mieszcza sie w szafach. nie wszystkim tak odbija, ale generalnie dzieci sa wyniesione na oltarze. wszedzie.

            hm, zaraz tu sie pewnie odezwa obronczynie nieszczesliwych dzieci z przykladami sytuacji gdzie dzieciom dzieje sie krzywada i sa zaniedbywane. taaa, tez sa takie przypadki. zreszta dzieciom wyniesionym na oltarze tez sie dzieje krzywda, tylko inaczej. zgadzam sie, ze takie traktowanie przeklada sie pozniej na roszczeniowosc i trudnosci w zwiazku partnerskim (partner domaga sie co najmniej kompromisu, a nie serwuje wiecznego uwielbienia, co za niemila niespodzianka)

            acha, dodam jeszcze ze ja jestem bezdzietna stara panna i toleruje jedynie dzieci ciche i bezwonne. wiec moja opinia moze byc uznana za malo reprezentatywna.
    • aragorna71 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 15:33
      Maz powinien porozmawiac z Eks i byc bardziej stanowczy. Dzieci tym nie krzywdzi, zyskuja kolejna bliska osobe. Na tym forum czesto mozna wyczytac, ze poczucie winy u facetow zle sie przeklada na nastepne zwiazki.
      Co do traktowania dzieci jak ksiazeta to w Polse tez od pewnego czasu tak jest.
      Moja siostra ma 3 dzieci i z zadnym z nich nie ma problemow wychowawczych a czesto slyszala od znajomych, ze dla niej liczy sie tylko maz a dzieci sa dodatkiem. Jak moga jechac sami na urlop a dzieci u dziadkow itp. Ja wiem, ze dla niej dzieci sa b.wazne i zawsze chciala miec 3, ale umie je madrze wychowac.
      • 333a13 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 15:57
        Ja to widzę tak, że nie powinnaś sobie zaprzątać głowy "panią mamą" tylko "panem nm". To jakie ma układy z dziećmi i exią to jego sprawa. Skoro decyduje się na nowy związek, to powinien sobie stosunki z każdą ze stron poukładać tak, żeby wszystko w miarę dobrze funkcjonowało. Zupełnie nie rozumiem kobiet, które mają wielkie pretensje i żale do exi zamiast do swojego nieudolnego w pewnych kwestiach faceta... Mój M nigdy exi nie pytał czy może mi przedstawić dziecko, nie pytał o zdanie gdzie, kiedy i jak ma to nastąpić. Rozumiem rezerwę exi i w pewnym sensie "ochronę" dzieci przez kolejnymi zmianami, może chce ratować długoletni związek, bo w końcu dzieci są malutkie... Ty zamiast się na exię wściekać za to, że zależy jej na rodzinie powiedz nm-owi czego od niego oczekujesz i zapytaj jak ma zamiar pogodzić Wasz związek z potrzebami dzieci. Nie ma nic na siłę, nie ma sensu się denerwować i uczyć dorosłego faceta jak ma żyć. Albo jest na tyle dojrzały, że wie czego chce i co jest dla niego ważne, a jak nie to raczej nie ma czego żałować. Na tym forum jest wiele kobiet, które związały się mężczyznami będącymi jedną nogą w poprzednim związku lub "wynagradzających dzieciom zło tego świata" kosztem obecnej rodziny, więc radzę się przyjrzeć do jakiej grupy mężczyzn należy nm, bo chyba chcesz być jego partnerką a nie mamusią prowadzącą chłopca przez życie za rękę.
        • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 05.03.11, 16:42
          uwierz, ja sie na nia nie wsciekam. szanuje jako matke bo sama matka jestem, a i eksia przy okazji tez. tylko ze ja mojemu eks mezowi nie wtracalam sie w zycie zupelnie. wkurzam sie na nm, bo nie potrafi walnac reka w stol. a z drugiej strony widze jak on tez sie szarpie bo cala ta sytuacja meczy takze jego, a w tym wszystkim jest tez obawa o dzieci. i nie probuje go bronic. i na prawde doprowadza mnie do szalu kiedy on rezygnuje z siebie w imie wyzszych celow. niezaleznie od winy ktora jest tu OBOPOLNA, to on jest ten niedobry bo sie wyprowadzil i do tej pory potulnie zbiera za to ciegi. Poza tym nie da sie na faceta zlego slowa powiedziec, az sie dziwie jak on ze mna wytrzymuje bo ja cholera jestem wredna jak mnie co gryzie.
          plan docelowy jest zeby dzieci byly pol na pol, czyli tydzien u niego tydzien u niej, to najpopularniejszy model w tym kraju. popieram, i rozmawiamy o tym bardzo wiele, bo nie chodzi o to by tylko pogodzic potrzeby dzieci z moimi, ale o to aby stworzyc cos co ma rece i nogi i wszyscy beda sie czuli w tym dobrze. nie palnuje bycia macocha niewidoczna, chcemy byc rodzina, potluczana, posklejana ale rodzina. nie mam checi wchodzenia w role matki, swoje dziecko mam, ale nie wyobrazam sobie sytuacji "to twoje dzieci, nie angazuj mnie do tego".nm z moja corka siedzi nad lekcjami jak trzeba, chadza z nami do lekarzy (a tego jest sporo niestety), na spotkania rodzinne w szkole, itp itd. uwazam ze fair jest oczekiwac podobnego zaangazowania ode mnie. jesli sie decyduje na zwiazek - biore caly pakiet, a nie tylko to co mi pasuje. nie mieszkamy razem ale w praktyce jest tak ze wspolnie prowadzimy dwa domy. zdaza sie ze nie wiem gdzie co mam. dzieci wiedza o mnie, widza moje rzeczy w mieszkaniu taty, rozmawiaja ze mna przez telefon. to pierwszy krok ktory nm zrobil calkiem zgrabnie. tylko jak go popchnac do nastepnych zeby sobie nog nie polamac?
        • sofija_biala A opozwolenie na spotykanie się z Tobą też prosił? 05.03.11, 16:54
          333a13 z ust mi wyjęłaś opinię smile
          Dodam jeszcze, że mojemu M do głowy nie przyszło ustalanie z ex, przy kim może zajmowac się dziećmi, a już na pewno nie łudził się, że ex kiedykolwiek zaakceptuje inną kobietę przy jego boku.
          Takie ustalenia może robić jedynie ta para rodziców, którzy rozstali się w zgodzie i omawiają temat nie na zasadzie "pozwolenia" wydanego przez matkę, tylko rzeczowo przekazanej informacji: mam nową/nowego next, to sprawa poważna, chcę/planuję poznać z nim/nią dzieci wtedy i wtedy, tak i siak.
          W Waszym przypadku za dużo jest niepoukładanych emocji, jakaś próba sztucznego podtrzymania status quo przed dziećmi... Trochę to bez sensu.
          Podtrzymuę, co mówią dziewczyny, masz problem z chłopem, nie z ex. Nie ma mu co truć, trzeba postawić sprawę jasno - ma się puścić tamtej kiecki.
          • goozee Re: A opozwolenie na spotykanie się z Tobą też pr 05.03.11, 17:39
            no i teraz juz sama glupieje. Sofija, rozmowa wlasnie taka o jakiej piszesz odbyla sie przed swietami. dokladnie tak jak piszesz. oni w kwestii dzieci wiele rzeczy konsultuja, co jest dla mnie normalne jesli chce sie byc aktywnym rodzicem, np, ona tez pytala co nm sadzi o zmianie przedszkola, decyzje podjeli poniekad wspolnie. nm oznajmil bylej ze chce dzieci ze mna poznac. i tu ex stanowczo stwierdzila ze nie sa gotowe na taki krok. to tez jestem w stanie zrozumiec, bo naprawde maluchy, przezyly rozstanie bardzo bo przyzwyczajone to taty aktywnie i codziennie uczestniczacego w ich zyciu. no i ok, kto lepiej niz matka moze to ocenic? stwierdzilismy ze ok, nie warto walczyc, bo to nie poprawi niczego, odczekamy miesiac dwa i znow ruszymy temat. do tego momentu bylam spokojna. ale teraz kiedy eksia unika tematu jak tylko moze trudno to przelknac. tu nie chodzi o akceptacje mnie jako nowej partnerki, tylko o to ze nie chce kontaktow z dziecmi zaczynac od wojny z ich matka, bo emocje z tym zwiazane nikomu dobrze nie zrobia. i tak ciezka robota przede mna zeby nawiazac z nimi kontakty lepsze niz poprawne, ale z wojna wiszaca w powietrzu moze byc tylko gorzej. a te bable na prawde niczemu nie winne.
            • konstancja16 Re: A opozwolenie na spotykanie się z Tobą też pr 05.03.11, 18:10
              goozee napisała:
              > nm oznajmil bylej ze chce dzieci ze mna poznac. i tu ex stanowczo stwierdzila ze nie sa gotowe na taki krok.

              bzdura jakas. dziecko nigdy nie bedzie "gotowe" na to, zeby uslyszec o smierci babci albo o nieszcesliwym wypadku ukochanego chomika. rola doroslych jest przekazywanie dzieciom rowniez przykrych rzeczy i objasnianie nie tylko kolorowej teczy, ale smutnych i brzydkich rzeczy tez (przy czym nowa partnerka ojca to wcalenie taki az dramat dla takich malolatow, gorzej byloby z nastolatkami).

              alternatywa jest odgrywanie komedii az do osiemnastki i udawanie, ze nic sie nie stalo. tylko wtedy w wieku lat 18 dziecko dalej nie bedzie gotowe. i trzeba bedzie grac dalej.

              taki film mi sie przypomnial "Good-bye Lenin". z czasem bedzie coraz trudniej przerwac te komedie.
              • goozee Re: A opozwolenie na spotykanie się z Tobą też pr 05.03.11, 18:31
                he he film znam i uwielbiam wrecz, na to skojarzenie nie wpadlam. ale o czekaniu do 18 juz nm uslyszal ode mnie.
                wiesz ja juz raz macocha nieregularno weekendowo-wakacyjna bylam i nie bylo tak zle, chlopak byl duzy-11 lat, ale roznica byla taka ze rodzice byli kilka lat po rozwodzie. tu to wszystko bylo bardzo swieze, moze za swieze nawet kiedy ja sie pojawilam, aczkolwiek zwiazek nie istnial praktycznie duzo dluzej. ja nie chce maluchom fundowac kolejnego trzesienia ziemi, proces powolnego wrastania w ich zycie mamy omowiony z kazdej strony, wiec nie jest tez tak ze temat nie istnieje. tylko tego symbolicznego kopa trzeba.
                pomalu dochodze do wniosku ze jest jeden czynnik pogarszajacy sprawe. po rozwodzie bylam w kilkuletnim zwiazku, ktory zakonczyl sie ze sporym hukiem (jedna z glownych przyczyn bylo podejscie bylego do mojej corki). kiedy pol roku pozniej zaczelam sie spotykac z nm, byly sie dowiedzial, ja sie przeciez nie ukrywalam, i zgotowal nam wszystkim pieklo. takie solidne, trwajace ok 2 miesiece, lacznie z angazowaniem policji i grozba deportacji dla bylego, skonczylo sie zakazem kontaktow. Nm byl przy mnie jak aniol stroz, mimo ze nasz zwiazek byl w powijakach a wlasciwie na etapie randkowania. teraz mysle ze bardziej lub mniej swiadomie probujemy uniknac konfliktow, przynajmniej tych duzych z jego byla, zeby zaoszczedzic sobie kolejnego rozstroju nerwowego, nawt jesli szanse ze jej tak odbije sa niewielkie.
                • sofija_biala Re: A opozwolenie na spotykanie się z Tobą też pr 05.03.11, 20:16
                  Super, że rodzice ze sobą rozmawiają na temat dzieci. I bardzo dobrze, jak wspólnie decydują, co będzie dla nich lepsze.
                  Ale w tym konkretnie temacie - to nie jest chyba do końca kwestia tylko dobra dzieci. I nie widzę tu dyskusji, tylko decyzję exi, której Twój partner się podporządkował. Piszesz, że jest zaangażowanym ojcem. Skoro tak, to jak on postrzega gotowość dzieci? Zgadza się ze zdaniem ex, czy nie zgadza, ale nie ma odwagi się przeciwstawić?
                  Tym bardziej to wszystko dziwne, że dzieci już o Tobie wiedzą. Może ex boi się, że będziesz jej dzieciom za bardzo matkować?
                  Odnoszę też wrażenie, że stawiasz siebie na końcu w całej tej historii i wszystkich chcesz rozumieć i wytłumaczyć - dzieci, ex, i Twojego NM. A to nie najlepsza droga do budowania związku.
    • tully.makker Nie obraz sie 05.03.11, 22:13
      Tutaj- od prawie roku angielski niemaz (nie mieszkamy jeszcze razem),

      Nie obraz sie, ale niestety chyba trzeba troche zejsc na ziemie. Jaki niemaz do diaska? Poki co, to jest pan na dochodne, z ktorym laczy cie w sumie dosc krotki, bo jeszcze nawet nie112 miesieczny zwiazek. Co do ktorego twoje oczekiwania zdaja sie byc zupelnie inne, niz ma je druga strona.
      Ja bym radzila, zebys troche otrzezwiala, przstala do niego jezdzic i byc odsylana do domu jak panna na telefon, tylko dala mu przestrzen na decyzje w kwestii waszej przeszlosci i swojego do ciebie stosunku. Wtedy bedziesz miala okazje przekonac sie, czy deklaracje, ktorymi mnostwo osb, zwlaszcza facetwo po ciezkich przejsciach szafuje w okresie zauroczenia maja nadal jakakolwiek realna wartosc.

      I na boga, nie pozwol, by na tym etapie twoja corka za bardzo sie z panem oswajala, bo moze byc roznie.

      Nie pisze tego zlosliwie, ale niestety z zewnetrznej perspektywy tak wlasnie sprawa wyglada. odrobina dystansu z twojej strony mze wam tylko pomoc.
      • goozee Re: Nie obraz sie 06.03.11, 12:52
        sorry tully, ale jako stara baba po przejsciach roznych weim jak okreslic moj zwiazek nawet jesli to "tylko" rok. wiem co dostaje, wiem co daje i wiem ile to warte, mam porownanie. jesli mieszkanie razem przez wieksza czesc tygodnia okreslasz dochodnym, to ja sie z tym nie zgadzam. tak samo ja bywam u niego jak i on u mnie, a wlasciwie ze wzgledu na szkole i chorobe mojej corki jestesmy wiecej u mnie. posiadanie dwoch domow bywa trudne ale czasem warto dac cos od siebie nie tylko brac. jak napisalam wczesniej raz i to duuuzo wczesniej zdazyla sie sytuacja kiedy wrocilam do domu z drogi, zabolalo, zatrzeslo, ale na tamtym etapie sama bym chyba tak zrobila, gdyby chodzilo o moje dziecko. a co do oswajania mojej corki..... widze ich relacje na codzien i dla mnie to jest potwierdzeniem deklaracji o ktorych piszesz. niejedna noc przesiedzielismy wspolnie nad moja corka, ktorej choroba jest mocno nieobliczalna, niejeden raz to ja wykonczona zasypialam, a on siedzial dalej, maly dowod na zaangazowanie. bynajmniej nie twierdze ze jest idealem, obojgu nam do tego daleko, ale mamy swiadomosc swoich wad i umiemy wyciagac wnioski ze swoich doswiadczen. nie probuje idealizowac, ale wiem ze warto nad tym zwiazkiem pracowac, mimo ze nie bedzie lekko, pod wieloma wzgledami.
        • tully.makker Re: Nie obraz sie 06.03.11, 14:13
          A czy ktos mowi, ze nad tym zwiazkiem nie warto pracowac?
          Pytanie tylko jak - czy nadmiernie sie angazujac, niewspolmiernie do dzialan drugiej strony, czy raczej dajac facetowi szanse na to, by zapracowal na zwiazek, zanim wskoczysz do niego w 120%

          Ale oczywiscie to twoje zycie i twoj wybor, nie musisz sie zgadzac z moimi pogladami. A mi wcale nie zalezy na tym, by miec racje.
          • goozee Re: Nie obraz sie 06.03.11, 14:37
            "Generalnie, sadze, ze jesli facet traktuje kobiete powaznie, to zadba, zeby poznala jego rodzine. Natomiast sadze, ze nie powinnas na to nalegac. jak zechce, zebys poznala jego corke, to cie z nia pozna."
            tully, tak napisalas dwa tygodnie temu, a dzis udowadniasz mi ze skoro ja jeszcze dzieci mojego nie poznalam, to nie jest zaangazowany..... i gdzie tu konsekwencja? ja mimo ze jest mi z tym ciezko, i wlasnie nalegam, doceniam ze moj caly problem probuje rozwiazac z szacunkiem dla wszystkich, TAKZE dla eksi, ktora przeciez zawsze bedzie matka jego dzieci, i lepiej miec z nia normalne uklady a nie wieczne wojny. o co go obwiniam, to o zbytnia miekkosc i powolnosc. twierdzisz ze ja sie angazuje niewspolmiernie do niego, na jakiej podstawie? bo nie tupie nozka zeby dostac to co chce? tylko probuje znalezc kompromis?
            czytam to forum od dawna, do tej pory nie pisalam, ale lubilam dyskusje, typu a jak to u was bylo, i czasem zwykle wzajemne wyzalanie sie. ale nie lubie frontow przeciw eksiom, pasierbom, czy uleglym facetom.
            macocha juz bylam przez kilka lat, swoje boje z jedna eksia juz przeszlam,dziekuje wiecej nie chce, da sie humanitarnie, sama jestem eksia, i boze moj, chcialabym gdyby moj ex maz czasem pomyslal co czuje jego dziecko albo zapytal mnie o zdanie w jej kwestii. ale to juz inna bajka.
            • tully.makker Re: Nie obraz sie 06.03.11, 19:55
              tully, tak napisalas dwa tygodnie temu, a dzis udowadniasz mi ze skoro ja jeszc
              > ze dzieci mojego nie poznalam, to nie jest zaangazowany..... i gdzie tu konsekw
              > encja?
              Szczrerze mowiac, nie rozumiem pytania? Twoj facet nie poznal cie ze swoimi dziecmi. Tak, na tej podstawie sadze, ze nie jest az tak aangazowany jak ty. Ty wciagnelas go w zycie swojej corki, jakby jej uczucia sie nie liczyly, a lykasz teksty o tym, ze jego dzieci nie moga cie poznac przez 12 miesiecy, bo exia sie nie zgadza. Nie wiedzisz tu roznicy stopnie zaangazowania? Ja nie krytykuje twojego faceta, tylko uwazam, ze ty dajesz a duzo i on automatycznie uwaza, ze niemusi sie wysilac, bo ty i tak jestes juz jego.
              Mozesz oczywiscie robic sie defensive, i to jest naturalna reakcja jak slyszy sie przykra opinie. Ale duzo bardziej korzystne bedzie dla ciebie, jak podejdziesz do sprawy z wiekszym dystansem. Ale wybor jest twoj.
              • goozee Re: Nie obraz sie 07.03.11, 09:54
                no tak, swiat jest czarno bialy....fajnie by bylo. na boga, ja widze roznice miedzy nastolatka, 9 lat po rozwodzie rodzicow, od kilku lat doskonale sobie zdajaca sprawe ze czlowiek to stworzenie stadne i lubi towarzystwo plci przeciwnej, a maluchami, ktorym rodzice dopiero rozwalili caly swiat. i tak, widze roznice w kwestii przystosowania wyzej wymienionych do faktu istnienia nowego zwiazku ktoregos z rodzicow. nie zmienia to faktu ze sytuacja mnie wkurza, ale nie na dzieciach bazuje ocene zwiazku, bo zwiazek to chyba dorosli tworza?
                w kwestii liczenia badz nie liczenia sie z uczuciami mojej corki....hmmm czy probawalas kiedys zmusic nastolatka do polubienia kogos, lub bodaj nawiazania z nim blizszego kontaktu? uwierz, NIEWYKONALNE. decyzje czy i na ile ma chec uczestniczenia mojego faceta w jej zyciu podjela sama, a i owszem zajela jej troche czasu. i wiesz, wiem co mowie, bo w kilkuletnim zwiazku w ktorym bylam wczesniej, nie otworzyla sie wlasciwie nigdy do samego konca...hmm jej wybor, a trzeba przyznac ze nosa miala.
                normalnie jeszcze chwila i uwierze ze moj kochany zmanipulowal mnie, zmanipulowal moja corke, cala moja rodzine, tylko cholera nie wiem w jakim niecnym celu.....bo ani mu niania, ani gosposia nie jestem, moze czyha na moje fochy i dlugi, masochista chyba? a moze ja taka boginii seksu jestem ze warto 24na dobe szopki o zaangazowaniu odstawiac i sie wlasnie wysilac (oj a ja lubie byc rozpieszczana oj lubie), zeby tylko na audiencje sie zalapac....hmm fajnie by bylo smile
                tully, szczerze zycze ci lepszego dnia niz ostatnie, bo jak zauwazylam, pogryzlas tez i innych na forum.
                ps...doceniam krytyczne komentarze, aczkolwiek istotny jest dla mnie klimat dyskusji a nie oceniania ludzi po kilku zdaniach. pozdrawiam
                • tully.makker Re: Nie obraz sie 07.03.11, 11:12
                  Rany, dawno nie wiedzialam takiego przypadku wyparcia.

                  Ale to twoje zycie, i zycze ci powodzenia.
                • mw144 Re: Nie obraz sie 08.03.11, 09:48
                  goozee napisała:

                  > normalnie jeszcze chwila i uwierze ze moj kochany zmanipulowal mnie, zmanipulow
                  > al moja corke, cala moja rodzine, tylko cholera nie wiem w jakim niecnym celu..

                  Też nie wiem w jakim celu, ale jest właśnie tak, jak piszesz.

                  > ...bo ani mu niania, ani gosposia nie jestem, moze czyha na moje fochy i dlugi,
                  > masochista chyba? a moze ja taka boginii seksu jestem ze warto 24na dobe szopk
                  > i o zaangazowaniu odstawiac

                  Stawiam na to, że z powyżej wymienionych chodzi głównie o seks.
                  • goozee Re: Nie obraz sie 08.03.11, 11:47
                    nie znam ZADNEGO faceta ktory dobrowolnie pchalby sie w zobowiazania, babe z dzieckiem, i caly ten cyrk zwany zwiazkiem, tylko po to zeby osiagnac satysfakcje seksualna, to kosztuje troche niewspolmiernie duzo czasu i wysilku. szczegolnie ze mieszkamy w kraju o duuuuzej swobodzie seksualnej. tak ze twoj komentarz uwazam za trafiony kula w plot smile
                    • mw144 Re: Nie obraz sie 08.03.11, 12:48
                      Ależ on się w nic nie pcha, mieszka sobie osobno, spotyka się z Tobą kiedy ma ochotę, bo jak są dzieci, to już nie masz wstępu do jego mieszkania i izoluje Cię od swojej najbliższej rodziny, czyli dzieci. A w temacie spotkań z dziećmi partnera - moja eksia dowiedziała się o moim istnieniu od 3,5 letniej wówczas córki, do głowy nam nie przyszło, żeby ją pytać o zgodę na poznanie dziecka ze mną. Córka - już teraz nastolata - traumy z tego powodu nie przeżyła. Poza tym o ile Twój partner ma pełnię praw rodzicielskich to eksi gón*o do tego co i z kim robi kiedy dzieci są pod jego opieką.
                      • kittykitty Re: Nie obraz sie 08.03.11, 16:29
                        mw144 napisała:

                        > Ależ on się w nic nie pcha, mieszka sobie osobno, spotyka się z Tobą kiedy ma o
                        > chotę, bo jak są dzieci, to już nie masz wstępu do jego mieszkania i izoluje Ci
                        > ę od swojej najbliższej rodziny, czyli dzieci.

                        No niby tak, ale autorka napisała też, że siedział wspólnie z nią nad jej chorą córką po nocach, nawet ją zastępując, by mogla złapać chwilę snu. No to chyba nie liczył wówczas na płomienny seks? Jeśli prawdą jest, to co pisze autorka, to jednak jest to coś więcej niż swobodny związek dla seksu...
                        • goozee Re: Nie obraz sie 08.03.11, 17:15
                          kitty dziekuje.
                          mw144 - zaangazowanie to takie cos czego miarka nie zmierzysz. ja mam tego "objawy" na codzien i wiem ile sa warte. a w puste deklaracje sama nie wierze, przemawia do mnie tylko dzialanie. jakby to mial byc zwiazek tylko dla seksu, to na boga nie mialabym faceta aktywnego w kazdej dziedzinie mojego zycia. oni (my baby zreszta takze) sa z natury za leniwi na takie szopki.
    • edw-ina Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 06.03.11, 14:50
      Dla mnie sytuacja jest dziwna z kilku powodów. Po kolei sprawy, które mnie dziwią:
      - mężczyzna, który tak szybko i z takim rozmachem zaangażował się w nowy związek. Wydaje mi się i często o tym mówię, że aby zacząć coś nowego trzeba skończyć i przetrawić coś poprzedniego. Nie myślisz czasami, że skoro ten facet nie potrzebował czasu na zakończenie jednego związku, to nie będzie go również potrzebował z tobą? Nie życzę Ci źle pod żadnym pozorem, ale zastanów się, czy chciałabyć znaleźć się w sytuacji, w której ty uznajesz, że wasz związek przechodzi kryzys i trzeba coś z nim zrobić, a twój parter już wszedł obiema nogami w kolejny?
      - tak skrajnie rozdzielone życie trąci o zakłamanie. Jesteś święcie przekonana, że w tych dniach, gdy jest z dziećmi i ty nie możesz się z nim zobaczyć, bo przecież ex powiedziała, że nie!, to on z pewnością jest z dziećmi? Jak dla mnie to jest to boska wymówka. Trochę jak ten niepełnosprawny brat w Lejdis.
      - tak małe dzieci szybko przyzwyczajają się do nowej sytuacji. Pozanają przecież kolegów/koleżanki rodziców z pracy, poznają przedszkolanki, opiekunki itd. Nie muszą ciebie poznać jako partnerkę ojca. Poza tym już widzę szczęście i spokój tych dzieci, kiedy po kilku latach zobaczą, że ojciec ma już regularną rodzinę, której im nawet nie pokazał.

      Wiesz co, spójrz na tego swojego faceta z większym dystansem. Tak na wszelki wypadek.
      • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 06.03.11, 15:12
        edw-ina, troche wyjasnien.....
        1.kwestia nowego zwiazku- wiem ze sporna ale ciagle realna. ja osobiscie mialam sytuacje kiedy zwiazek nie istnial, ale przez kolejne pol roku mieszkalam z obcym juz dla mnie facetem, bo jakos zaklinowalismy sie obok siebie, nie miejac nic ze soba wspolnego i tak tez podobnie bylo u mojego, sytuacje widzialam z boku, jako znajoma bez zadnych inklinacji w kierunku blizszych kontaktow. i uwierz mi oboje mieli dosc, i chcieli to skonczyc bez pieprzenia o byciu razem dla dobra dzieci. kryzys kryzysem, a martwy zwiazek martwym zwiazkiem. ale owszem nie zaprzeczam, ze my zaczelismy sie spotykac krotko po ich formalnym rozstaniu. i oboje przez pewien czas wmawialismy sie ze to tylko luzny uklad, ale wkrotce wyszlo ze nie taki luzny, choc nie do konca planowany
        2.czas z dziecmi..... tu obrazilabym siebie sama podejrzewajac cokolwiek, a wrzaski w tle rozmowy telefonicznej typu daddy chodz do mnie, lub placz bo ktores drugiemu przylozylo misiem, nie wzielabym raczej za oznaki wyuzdanego seksu, a mojego za perwerta ktory do mnie dzwoni zebym posluchala....a i glos kilkulatka w telefonie brzmi calkiem wiarygodnie.
        3. to nie kwestia lat, o nie nie nie, tygodni najdalej, stan sie zrobil swiezo zapalny i dlatego sie wsciekam. moj tez czuje presje i na prawde temat walkujemy w kazda mozliwa strone. tylko to stworzenie w dobroci swojej chcialoby nie ukrzywdzic nikogo, a to se ne da.....i tu jest problem. osobiscie nazywam go czasem dupa wolowa, i asertywnosc to cos nad czym muuuusi popracowac, nie tylko w stosunku do eksi....
    • sofija_biala Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 11:08
      A popatrz może jeszcze z tej strony.
      Ex nie jest gotowa i nie wiadomo kiedy będzie, robi dziecinne uniki i myślę, że nie ma sensu się na nią oglądać.
      Jeśli chodzi o dzieci - to mam wrażenie, że chyba za dużo oczekujecie od pierwszego spotkania. Co mają zrobić małe dzieciaki? Dać błogosławieństwo dla nowego związku taty? No bzdura jakaś.
      Jak pierwszy raz spotkałam się z moim M i jego synkiem, mały miał chyba coś ponad 3 lata. Poszliśmy na lody, pośmialiśmy się i tyle. Oswoił się z nową osobą. Nie tłumaczyliśmy, że ja to nowa przyszła żona taty, że kiedyś zamieszkamy razem, bo to nie miało sensu. Skupiliśmy się na tym, by dziecko czuło się dobrze i swobodnie przy mnie.
      CHłop zajmował się dzieckiem co drugi dzień, ja na początku uczestniczyłam w tych np. raz w tygodniu. Im bardziej się poznawaliśmy z Młodym, tym spotkania stały się częstsze i bardziej naturalna była moja obecność przy tacie. Drobnymi krokami i poszło dobrze.
      Nie wymagajcie od dzieci myślenia, analizowania i refleksji na poziomie osób dorosłych. Po prostu spędźcie razem fajnie czas, tak by chciały spotkać się ponownie.
      POwodzenia smile

      • 333a13 Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 12:10
        U nas także I spotkanie z Młodym (miał wtedy 10 lat) było niezobowiązujące w ZOO. Byłam koleżanką taty i już. Nie żadną przyszłą żoną, nie osobą którą na siłę trzeba polubić... Po prostu kolejna osoba, którą się poznaje. Z biegiem czasu spotkań było więcej i były częstrze, tym bardziej że Młody mnie polubił i nie było z tym żadnego problemu. Skończyło się na tym, że Młody (14 l)nie wyobrażał sobie jak może go zabraknąć na naszym ślubie i nie naciskany przez żadną ze stron zdecydował, że przyjedzie na tą uroczystość. Myślę, że w Twoim przypadku spotkanie z dziećmi NM-a to raczej "łatwa" sprawa. To małe dzieciaki, które nie do końca rozumieją co się dzieje i przyjmują rzeczywistość taką jaka ona jest. Więc jeśli Wasze spotkanie będzie przebiegało w miłej atmosferze, bez zbytniego spouchwalania się na początek pomiędzy ich ojcem a Tobą nie powinny się poczuć zagrożone i zazdrosne. To nie są przecież niepogodzone ze światem nastolatki o własnym poglądzie i patrzeniu na świat...
        Strasznie ostro reagujesz na słowa o Twoim NM-mie... Myślę że w słowach dziewczyn może być dużo prawdy, której jak na razie chyba nie chcesz do siebie dopuścić... Nie znam się zbytnio na "martwych" związkach, ale nie wydaje mi sie, że para która decyduje się na dzieci była sobie obojętna... Skoro związku już nie było przez rok, to młodsze dziecko miało wtedy zaledwie 1 - 1.5 roku, więc może ten związek miał/ma jakieś szanse a objęła go marwica z powodu problemów z dziećmi, brakiem czasu itd... Jak dla mnie to bardzo świeża sprawa i szczerze powiedziawszy osobiśbie bałabym się wogóle coś takiego zaczynać... Dlatego też może rezerwa Twojego faceta w ostatecznym załatwieniu pewnych spraw wiąże się z brakiem zdecydowania i niezakończeniem jeszcze pewnego etapu w życiu...
        • edw-ina Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 13:09
          Jak dla mnie to bardzo świeża sprawa i szczerze powie
          > dziawszy osobiśbie bałabym się wogóle coś takiego zaczynać... Dlatego też może
          > rezerwa Twojego faceta w ostatecznym załatwieniu pewnych spraw wiąże się z brak
          > iem zdecydowania i niezakończeniem jeszcze pewnego etapu w życiu...

          - mi również tym pachnie. I to nawet nie koniecznie dlatego, że facet coś czuje do swojej ex partnerki, choć diabli wiedzą. Ja związałam się z M po niemal trzech latach od jego rozwodu i wyprowadzki i chociaż nasz początkowy związek był bardzo szczeniacki i nie wymagał jakiegoś wielkiego zaangażowania, to mimo wszystko M miał momenty paniki i odwrotu.
          Jakoś nie chce mi się wierzyć, że była kobieta twojego faceta nie zgadza się na spotkanie tylko ze względu na psychikę dzieci. Nie oszukujmy się - na początku byłabyś dla nich tak czy siak tylko i wyłącznie panią, która rozmawia z tatą. Może twojemu facetowi jest tak wygodnie, ma swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Ja wiem, że mówienie zakochanej kobiecie "złap nieco dystansu" można porównać do próby używania myśliwca jako kosiarki do trawy, ale mimo wszystko spróbuj.
          Skoro sama jesteś ex masz szerszy ogląd. Naprawdę sądzisz, że problemem jest właśnie ex twojego faceta? poważnie? kobieta, z którą się przecież rozwiódł? przeanalizuj to.
          • tully.makker Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 16:39
            Ja bynajmniej nie uwazam, ze faceta laczy jeszcze cokolwiek z Ex. Uwazam tylko, ze nie laczy go z autorka watku az tyle, ile ja laczy z nim. A nazywanie niemezem faceta na dochodne, chocby nocowal u mnie 5 nocy w tygodniu swiadczy o braku realnego spojrzenia na fakty.
            • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 17:19
              tully teraz bedzie sie czepiac nazewnictwa, zapomniala tylko dodac "racje sa rozne, moja mojsza i najmojsza"
              pozdrawiam najserdeczniej
          • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 17:05
            >mimo wszystko M miał momenty paniki i odwrotu
            ja sama takie mialam. i tez mimo pewnej znajomosci sprawy z pozycji neutralnego obserwatora trudno mi bylo uwierzyc ze to tak juz calkiem skonczone miedzy nimi i w co ja sie pakuje.... ale w momencie kiedy zaczelam sie obawiac, ze z tego moze wykluc sie cos wiecej, zamiast gdybac i wysnuwac dzikie teorie, po prostu przegadalam temat doglebnie i bez owijania w bawelne. w piatek postawilam te same pytania i wnioski sa proste i ja jako zakochana naiwna w nie wierze.
            facet dla ktorego dzieci sa absolutnym priorytetem i kocha je nad zycie, na pytanie czy wylaczajac moje istnienie z calej sytuacji, wiedzac jak bardzo odbilo sie to na dzieciach podjalby jeszcze raz taka sama decyzje, czy probowalby ratowac tamten zwiazek, odpowiada ze zrobilby dokladnie to samo, bo w prospekcie dlugofalowym dla dzieci zdrowsze bedzie posiadanie dwoch oddzielnych ale szczesliwych i spokojnych rodzicow, mimo poczatkowej traumy.
            dzieciaki byly male, owszem, ale co do mlodszej istnieje teoria, o ktorej nawet nie chce glosno myslec, bo wyjatkowo wredna, ale nie ja ja wymyslilam.....nie zmienia to faktu ze mala jest ukochana coreczka tatusia.
        • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 18:03
          .>ostro reagujesz na słowa o Twoim NM-mie
          dalas mi do myslenia,uczciwie przejrzalam moje poprzednie posty i zgodze sie ze ok, moze i bronie mojego nm, ale krytyke przyjmuje spokojnie poza jednym wyjatkiem...osoby ktora wie zawsze lepiej na wszystkich mozliwych forach i beszta wszystkich dookola, sorry moze ja nadwrazliwa jestem
          a za rady dziekuje wszystkim cieplo, bo wlasnie po to tu napisalam, wczesniej tylko czytalam

      • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 16:41
        Sofija, zgadzam sie z toba w stu procentach. co do pierwszego spotkania, ja wielkich nadziei nie pokladam, a i metode malych krokow przedyskutowalismy na wszystkie strony. i tak bedziemy dzialac, mimo ze pani mama twierdzi ze dzieci powinny od razu poznac prawde, co dla mnie sorry ale jest bzdura. natomiast co do dziecinnych unikow bylej, mojemu po piatkowej burzliwej dyskusji oczy pomalu zaczynaja sie otwierac, bo wczesniej w naiwnosci swojej dawal sie omamic haslem "dla dobra dzieci". i mimo ze ja sie wkurzalam i dalej sie wkurzam, w pewnym stopniu rozumiem, ze faceta z poczuciem winy, ktore nie ukrywajmy ma szanse pozostac na cale zycie (u mnie po tylu latach tez czasem zadzwoni...) mozna w ten sposob przekonac prawie do wszystkiego. teraz przechodzimy do etapu "nie jestem winny zlu calego swiata, a dzieci sa tak samo moje jak i jej". szacunek dla bylej rozumiem i popieram (az mi zal ze moj eks tak sie nie zachowywal he he) ale odrobina zdrowego egoizmu nie zaszkodzi.
    • kittykitty Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 19:38
      Przeczytałam cały wątek i tak mi przyszło do głowy - gdy rozstaliśmy się z moim eks, nasz syn był mały, miał ok. 3 lat. Przypominam sobie, że wtedy oczekiwałam, że mój eks poinformuje mnie o ZAMIARZE poznania syna z potencjalną "ciocią" - po to, bym nie była zaskoczona, gdy mały zapyta o tę właśnie "ciocię". Poza tym, choć nie odbierałam eksowi prawa do własnego życia, to jednak bardzo nie chciałam, by poznawał naszego syna z każdą swoją nową przyjaciółką - nie chciałam, by syn miał zastępy "cioć". Dodatkowo, może to głupie i nie na miejscu, ale bałam się, że nowa partnerka mojego eks będzie w jakiś sposób nieodpowiednim towarzystwem dla mojego syna i może poprzez kontakt z nim przekazywać mu niepożądane wzorce zachowań, wartości sprzeczne z moimi itp. Byłam święcie przekonana, że mam rację i w ten sposób dbam o dobro mojego dziecka.

      • kittykitty Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 19:40
        cd:

        Oczywiście, oczekiwałam, że mój eks uwzględni moje żądania i postąpi zgodnie z nimi.
      • goozee Re: potencjalna macocha- czekanie.....emocje 07.03.11, 21:09
        dzieki kitty za glos z drugiej strony. ja uslyszalam o nowej a potem nowszej partnerce eksmeza od corki, chwala bogu starsza byla. jako msciwa jedza odplacilam tym samym, nie raczylam poinformowac eksa o niczym, dowiedzial sie jak ja mimochodem. mimo ze sie juz zasadniczo nie obchodzilismy, mozna domyslac sie ze na ocieplenie kontaktow to nie wplynelo, co wszystko mialo negatywny wplyw na corke i ich kontakty, dzieci lapia emocje, szczegolnie te negatywne, jak male radarki.... ja juz swoje bledy popelnilam, i moze i jestem naiwna ale chcialabym uniknac powtarzania historii. i mimo ze sytuacja mnie frustruje, i baaardzo powoli posuwa sie do przodu, eksi nie lubie chyba ustawowo, ale probuje szanowac, chociaz poglady mam odmienne. wiem ze teraz wszystko w rekach mojego mezczyzny, ktory chcialby osiagnac zamierzony efekt minimalizujac straty, ale pomalu do niego dociera ze nie wszystkich da sie usatysfacjonowac.
    • ciociacesia z drugiej mańki 08.03.11, 12:53
      z deka niekontruktywnie, ot tak ku zastanowieniu
      wg mnie zle sie stalo zescie zaczeli sie spotykac szybko po rozstaniu niemeza. nowa dziewczyna zawsze przez kontrast wydaje sie fajniejsza niz wredna ex zona. szybki nowy zwiazek przekresla szanse na reanimacje starego. a cos ich chyba laczylo skoro byli razem lat 12 i maja 2 dzieci? swiezo rozwiedzeni powinni miec okres karencji (pomijajac wypadki ewidentnie nie do odratowania - a i tu dobrze dac sobie czas na pobycie samemu i spojrzenie na zycie z nowej perspektywy)
      w kazdym razie rozumiem troche ex, zwlaszcza jesli widzi w tobie choc troche przyczyne rozpadu swojego zwiazku. czy rok to dosc czasu zeby ochlonac? powinno wystarczyc ale to jeszcze zalezy opd tego jak bardzo ona przezyla rozsanie i jak bardzo zaluje takiego obrotu sprawy. bez rozmowy miedzy nia a niemezem sprawa ma marne szanse. z drugiej nie dziwie mu sie ze nie chce naciskac...
      • tully.makker Re: z drugiej mańki 08.03.11, 14:54
        Nieeeee no. Rostali sie. Autorka watku pisze, ze nie miala w tym udzialu, i nie mamy podstaw, by w to watpic. Exia moze byc wsciekla, ale chyba wszystko odbylo sie uczciwie i musi sie z tym pogodzic.

        Inna sprawa, ze facet swiezo po rostaniu nie jest najlepszym towarem na dlugotrwaly zwiazek, ale to juz insza inszosc.
        • goozee Re: z drugiej mańki 08.03.11, 16:57
          doceniam obiektywnosc smile
        • salanderr Re: z drugiej mańki 09.03.11, 14:23
          Dziewczyny czy nie uważacie , że trochę za dużo generalizowania i wysuwania "oczywistych" wniosków ???? Czepianie się nazewnictwa i na tej podstawie opiniowanie o zaangażowania (lub jego braku ) będących w tym związku ludzi to jakiś absurd , a to , że ktoś jest z kimś dla seksu jest po prostu tak oczywiste ,że bez względu na to co będzie pisać autorka wątku wiadomo jak jest ... !!! autorytatywne stwierdzanie wśród dojrzałych kobiet , które niejedno przeżyły i powinny wiedzieć ,że szablony to sobie można w życiu wsadzić w d... ile komu czasu potrzeba i kiedy najlepiej rozpoczynać związek i na tej podstawie oceniać jego przyszłość , uważam delikatnie mówiąc za zabawne.
          Do Goozee:
          U nas spotkanie z młodym było spontaniczne i niezaplanowane . To chyba jest tak , że im bardziej się człowiek zastanawia i planuje tym bardziej widzi oczyma wyobrazni jak to będzie wyglądać i gdy dojdzie do spotkania każde odstępstwo od podświadomego obrazu sytuacji frustruję bądz niepokoi . M posłuchał intuicji i któregoś dnia po odebraniu młodego ze szkoły po prostu przyszedł z nim do domu . Mnie zatkało , małego mniej i chcąc nie chcąc musiało się to potoczyć . Dorośli potrafią komplikować sytuacje ponad miarę i często zupełnie niepotrzebnie . Fakt M mnie zna i wiedział , że może sobie pozwolić na spontan a dziecko (tak jak jest w tym przypadku) jeśli jest więz , bliskość i zaufanie między nim a rodzicem , "wchodzi" często w jego nowe związek bez traumy i szoku . To trochę tak jak z dentystą , dziecko z założenia się nie boi (bo niby skąd ma wiedzieć ,że jest czego? ) zaczyna się bać gdy my dorośli przed pierwszą wizytą zaczynamy je "uspokajać" i przekonywać , że bać się nie powinien . Czyli dajemy mu sprzeczne komunikaty i to one wywołują niepokój i strach . M mając na uwadze tą zależność wprowadził małego w swój świat bez " specjalnych" ceregieli .
          Chłopiec jednocześnie miał pewność , że na wszystkie pytania uzyska odpowiedz . Gdy dziecko ufa rodzicowi a postawa rodzica wyraża pewność i spokój to często automatycznie ta postawa
          adaptowana jest przez dziecko . Reasumując : moim zdaniem powinnaś spokojnie przemyśleć jak jest w twoim przypadku i czy nie warto ten sposób rozwiązania podpowiedzieć partnerowi . Zgadzam się z macoszkami , które twierdzą ,że ex nic do decydowania o terminie spotkania ani wiedzy czy spotkanie się odbyło czy nie . Martwić bym się zaczęła dopiero gdy parter pomimo rozmów i ustaleń faktycznie nie zacznie działać .
          • goozee Re: z drugiej mańki 09.03.11, 15:40
            salanderr, podbudowalas mnie, dzieki. btw twoj nick kojarzy mi sie z moja ulubiona rebeliantka wink
            a i do zakomunikowania mam wiesci pozytywne, pora zamykac watek. po burzy i dyskusjach trwajacych od soboty, zaszly zmiany i to solidne. moj mezczyzna przeszedl kolejny stopien samouswiadomienia czyli "mam prawa a nie tylko obowiazki". przyznal potulnie ze naiwny jest jak malo kto, wierzac ze moze osiagnac jakikolwiek cel bez sprawiania przykrosci komukolwiek z zainteresowanych. zrozumial ze sytuacja robi sie toksyczna, szczegolnie ze on juz od dluzszego czasu jest ponad 100% pewien czego chce, a problem w tym ze robi za malo zeby to osiagnac. uwazam to za postep. co do poinformowania eks nadal nalega, zabronic przeciez nie zabronie, jestem w stanie pojac, jako ze jest to rzecz typowa dla mentalnosci tubylcow, przy takiej skali rozwodow, rodzice naprawde niezle wspolpracuja w tym kraju.
            dzis dostal solidnego kopa, bo jedno z maluchow chore, mama z reszta tez, wiec zamiast do mnie jedzie do siebie i bierze drugiego dzieciaka (dla mnie normalne, jakos nie czuje sie upokorzona tym ze nad szalone wybryki seksualne-co mi tu co poniektorzy sugeruja he he-przedklada zdrowie dziecka). sam stwierdzil ze szlag go trafia ze mnie tam ZNOWU nie bedzie. przykro mi z powodu choroby, ale zdarzyla sie w najlepszym momencie, zeby na wlasnej skorze poczul jeszcze dobitniej o czym mowie w kwestii wykluczenia. i sam uznal ze skoro pani mama robi uniki od kilku tygodni, nalezy ja przycisnac, skoro ona nie ma czasu na rozmowe na gruncie neutralnym, zamierza ja odwiedzic wieczorem jak juz dzieci zasna i poprostu postawic pod sciana, rozmawiamy tu i teraz i koniec. a i w koncu pojal, ze poinformowac to jedno, ale decyzja nalezy do niego.
            wygadanie sie na forum pomoglo mi rozladowac emocje i w koncu bylam zdolna rozmawiac "spokojnie", bez poglebiania frustracji, tylko konkretnie i dokladnie formuujac moje zastrzezenia. ciesze sie ze mam faceta z ktorym na prawde da sie rozmawiac, a ze jako zwiazek wymykamy sie szablonom i zasadom? mam to w najglebszym powazaniu!
            wroce sie pochwalic a moze i poprosic o rady jak przezyc z kilkulatkami, szczegolnie jak sie malych dzieci nie mialo w rekach od lat nastu....
            czas konczyc prace i do domku, ponapawac sie cisza, poki jeszcze jest. corka u kolezanki do wieczora, chata tylko dla mnie, heh, wbrew "oczywistym" wnioskom jakie pewnie co poniektorzy wysnuli, ja jestem stworzeniem bardzo ceniacym wlasna przestrzen.

            pozdrawiam serdecznie wszystkie macochy, te spelnione. i te walczace, te szczesliwe i te pracujace nad tym, te zlosliwe i zgorzkniale tez, a co mi tam smile
      • goozee Re: z drugiej mańki 08.03.11, 16:56
        wcale nie twierdze ze dobrze sie stalo, ze nasz zwiazek zaczal sie szybko po zakonczeniu starego. i przez pewien czas sama wytwarzalam sztuczny dystans, ale jak wyszlo tak wyszlo, pewnych spraw sie przewidziec nie da.
        z drugiej strony ja z mojego malzenstwa oraz pozniejszego zwiazku, wyszlam absolutnie wolna i "ochlonieta", wszystko zalezy od sytuacji przed rozstaniem, no chyba ze ja taka zimna sucz jestem, przepraszam wrazliwcow. partnerstwo zredukowane TYLKO do rodzicielstwa partnerstwem juz nie jest.
        co eksia mysli to mysli, ale moja wina w ich rozstaniu jest az taka ze osmielilam sie znac czlowieka, nie znajac jego partnerki. kontakty mielismy a i owszem, w gronie 15-20 osob, raz na miesiac moze. pare razy pogadalismy o dzieciach, pracy, emigracji itp, tak samo jak z kazda inna osoba w tej grupie, co chyba nie oznacza jeszcze ze z kazdym z kim rozmawiam musze od razu miec romans. wiec winy zadnej wmowic sobie nie dam
        • agnessam Re: z drugiej mańki 08.03.11, 17:42
          gooze,
          mysle , ze Konstancja dobrze ci poradzila. Dziewczyny odpowiedzialy na twoje pytanie z roznych punktow widzenia (eksie wliczajac wink). Chyba gdzies tam w srodku wiesz, ze twoj nm ma jeszcze niezakonczony zwiazek i z eks i nawet, kiedy wydaje sie juz byc gotow na nastepny etap ... hamuje sie. Jesli faktycznie miedzy wami tworzy sie cos powaznego, to radze szczerze porozmawiac. Zapytaj sie nm co jest podstawa jego obaw i jak widzi wyjscie z tej sytuacji oraz niech ci da konkretny termin, w ktorym spotkasz sie z dziecmi. Im szybciej tym lepiej, bo potem problem urosnie do gigantycznych rozmiarow.
          • agnessam Re: z drugiej mańki 08.03.11, 18:01
            Cos z zycia wziete:
            moj byly maz tez obawial sie pierwszego mojego spotkania z jego 9letnim synem. Juz na poczatku zalozyl bariere "strachu" o "dobro dziecka" i podtrzymywal ja przez kilka lat... co niestety utrudnilo kontynuacje (rozwoj) naszego zwiazku. Kazdy pobyt mlodego u nas, weekend "u taty" , kazda wolna chwile; poswiecal tylko synkowi - ze strachu, ze jak czegos nie zrobi to dziecko juz do niego nie przyjdzie i przestanie go kochac (wiele razy slyszalam pogrozki i szantaz emocjonalny ze strony syna). Byly wspolne zabawy, wycieczki, wakacje, zakupy itd pod dziecko.... Eks stal sie toksycznym rodzicem przyzwalajacym mlodemu na wiele rzeczy i toksycznym partnerem, ktory odbieral wlasnej zonie jej miejsce w rodzinie....
            • goozee Re: z drugiej mańki 08.03.11, 19:34
              agnessam, dzieki za podzielenie sie twoimi doswiadczeniami. nie zazdroszcze i chcialabym takiego rozwoju spraw uniknac. w naszym przypadku glowna obawa mojego lezy troche gdzie indziej, on nie obawia sie ze dobro dzieci ucierpi przez spotkanie ze mna, wrecz przeciwnie, tylko obawia sie ze zaczynanie naszych wspolnych kontaktow od solidnej wojny z mama dzieci zaszkodzi wszystkim bez wyjatku, dlatego tez do tej pory probowal sprawe zalatwic humanitarnie. niestety bieg wypadkow wymknal mu sie spod kontroli. nie sadzil ze to bedzie trwalo tak dlugo, i sam czuje cisnienie, ja sie piekle, on sie szarpie miedzy mna a dziecmi, a czas leci. zobaczymy jak z tego wybrnie. w naiwnosci swojej poczynil pewne dosc wiazace plany na ferie wiosenne dla calej naszej piatki, bo jak sie mu wydawalo, do tej pory bedzie juz wszystko unormowane a dzieci i ja ze soba w pewnym stopniu oswojeni. moze znowu uslysze o mojej naiwnosci, ale kurcze jak dla mnie jest to dowod ze facet chce, i nie jego hipotetyczna rezerwa w kwestii moich i dzieci kontaktow jest tu problemem. to definitywnie nie jest typ macho co po trupach do celu, ale nie zamienilabym na zaden inny model.
              ps zanim mnie ktos zwrzeszczy.... jesli stytuacja nie poprawi sie zasadniczo w najblizszycvh dniach, sama odwolam a co najmniej przesune rezerwacje, nie jestem wariatka zeby jechac gdziekolwiek z dziecmi ktore trzeci raz na oczy widze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka