Witam.
Często tu zagladam od lat,ale nieczęsto cos pisałam.Tak najłatwiej. Macochą weekendowo-wakacyjną jestem od ponad 10 lat. Wtedy syn m miał niespełna 3 a teraz ma właśnie 13 i trochę. Powiem w największym skrócie coś może potem dopiszę. Dzieck oz nami bardzo pozytywnie i mocno związane. Jeździł do nas od początku co weekend, czasem zostawał u mamy lub jeździł do dziadkow (rodziców m). ale ogolnie był wrośniety w naszą rodzinę. Np każde święta wolał spędzać u nas,nawet jak była kolej bycia u mamy wówczas.My go chętnie zabieraliśmy zawsze. Później urodizła się nam cóeka jak J miał 6 lat i od początku zakochany w siostrze z wzajnemnością jeździł kiedy tylko mógł. Czasem gdy był np chory i nie mógł przyjechać by małej nie zarazić to był smutny,tęsknił i w ogóle bardzo przeżywał. Oprócz alimentów kupowaliśmy mu w miarę możliwości ubrania,zabawki, prezenty dośc kosztowne, współzorganizowaliśmy przyjecie komunijne etc. Z eksią kontakty były raczej poprawne. Bez sensacji

w jedną bądź drugą stronę. Później urodziła mu się kolejna siostra tyle, że urodziła ją tym razem mama. Wtedy też z racji grania w piłkęi posadania drugiej sistry przyjeżdżał do nas (mieszkamy w różnych miastach) co 2 weekendy. Jednak zawsze baaardzo chętnie. W sytuacji kiedy rok npo narodzinach jego sisotry zaszłam w ciążę (nasza starsza córka miała wtedy 6 lat)też bardzo sie ucieszył. Wszytsko było oki. Późniejt troszkę pojawiły sie pewne problemy w szkole tzn nieodrobione zadania, zgubione ćwiczenia - nie jakieś mega problemy ale niepokojące, do tego dołożyło się ignorowanie poleceń mamy, jej partnera. Wówczas eksia poprosiła mojego m o rozmowe z synem, wieć m z nim rozmawiał, ustalał zakazy, kary (np przepisywanie jakiegoś tekstu na 2 strony w ramach i ćwiczeń kaligrafii i utrwalenia obietnicy poprawy)i owszem J dostawał ochrzanki ale nigdy nie był palcem tknięty. Mimo, że ansza córcia klapsa czasem obrywała (co go cieszyło to od pewnego czasu). ale przyjmowaliśmy tojako sprawy związane z dorastaniem. eksia w pewnym czasiue wyszła z pomysłem prywatnej szkoły sportowej. co ustalila najpierw z synem nic z m. I od tego czasu zaczęło sie psuc. M nie chcial sie zgodzic,bo gimnazjum platne w sytuacji kiedy im sie nie przelewa to obarczenie nas,a też nie wiemy co bedzie za jakiś czas.A po drugie talent J...nie jest jakiś wybitny, ot lubienie grania w piłkę.a poza tym zajęcia trwające od rana do wieczora i to ostre treningi etc. Ale eksia w rozmowach z m (majac syna za plecami) jak m mówił: że jest to dla niego za ciężkie werbalizowała- tak,robisz zniego sierotę, słabeusza!!etc albo - czemu mówisz, że J jest ofiarą i nie umie grać. Dziecko to słyszało. Wiec za jakiś czas nie chciał nagle do nas przyjeżdżać, nie odbierał telefonów m. Jak m dzwonil, J mówił w tle : nie chę z nim gadać.Na chwiłe obecna do nas nie jeździ, nie odbiera telefonów. Chcieliśmy mu dać trochę "oddechu", nie naciskać to jak m napisał mu maila z prośbą by napisał do jakiej szkoły chodzi (jednak nie sportowa) i jakiej klasy to dostał maila, że skoro go nie interesował J przez te miesiące to po co mu te informacje....Dodatkowo rodzina m na nas się obraziła, nie mamy pojęcia o to (chyba o to poniekąd, że skoro już im wnuka nie przywozimy to nie ejsteśmy potrzebni). On moim zdaniem widząc ich przychylność i to że nas oodsunęli całkowicie przyjął, że faktycznie coś chyba jest u nas nie tak. (poparto jego nastolatkowy wybryk,foch-tak to widzę). Jego mama się również obraziła,a ponadto mały w jednej z osattnich moich rozmów z nim powiedizał,ze nie chodzi mu o to co mu zrobił tata,bo mu nic nie zrobił, tylko o to co mu powiedziala mama...ale co mogła rzec.nie mam pojęcia.Generalnie moje córki straciły brata,starsza bardzo to przezywa. Oraz straciły dziadków i ciocię, bo odsunieto nas totalnie.
Nie wiem, czy któraś z Was miała podobną sytuacje?Wiem, ogolnikowo to opisałam,bo nie wiem czy któsw ogóle podejmie temat. Jakby co to doprecyzuję. ciężko nam bardzo, pracowaliśmy cały czas by J czuł się u nas jak u siebie.Jeszcze w międzyczasie naopowiadał tyle nieprawdziwych rzeczy na nas (eksia mi mówila zanim sie obraziła..). Nikt mu tego nie wyprostował,tylko go utwierdzono widać w jego tupnięciu nogą. wiadomo,takie tupnięcie to prawo nastolatka,ale czemu nikt nie otworzył mu oczu że rodziny nie wybiera się jak w menu, ze są też jakieś obowiązki, a ojciec to nie manekin. ojciec będący ciągle w szkole, jeżdzący po niego itp.Przykre. bo nie wiemy o co chodzi. Z nami nie chciał i nei chce rozmawiać ,rodzina m zanim sie obraziła pwoeidziała,zę nie będa z nim o tym rozmwaiać bo nie ma o czym ,jest w porzaku,a u nas widocznie musiało sie coś stać...choć na początku mówili inaczej.
źle się z tym czuje.
Pozdrawiam.
Sylwia