PRZYJAŹŃ. Czy chciałybyście napisać o Waszych przyjaźniach? Coś dobrego,
pozytywnego, co daje siłę w trudnych chwilach - nie tylko macoszych czy bycia
samodzielną. Na kogo możecie liczyć, czy jest ktoś, kto Was słucha, kto zna
Wasze myśli, gdzie wystarczy pomilczeć a i tak wszystko jasne? Czy te
przyjaźnie trwają, a może zdarzyło się coś, co je zniszczyło?
Ja mam dwie przyjaciółki. Od 12 lat te same. Znają mnie chyba bardziej niż ja
siebie

Wiedzą o mnie wszystko, nawet te najgorsze rzeczy, najwstrętniejsze
grzeszki i przewinienia. Tajemnice im powierzane są jakby wrzucone do grobu –
nigdy nie ujrzały światła dziennego. M nie ma o mnie bladego pojęcia, jeśli
miałby zestawić swoją wiedzę z nimi. Ale do tego trzeba lat i zaufania. Czy
uwierzycie, że nigdy się nie pokłóciłyśmy? Że przetrwałyśmy czasy, gdy faceci
jeden przez drugiego próbowali nam udowodnić, że przyjaźń między kobietami
nie istnieje i wystawiali na próbę naszą lojalność? Każda każdej mogła zrobić
świństwo, ale do tego nigdy nie doszło. W czasach nastolatkowych paliłyśmy
potajemnie papierosy i chodziłyśmy na wagary

Naszą świętą trójcę wywalili
ze szkoły za aspołeczne postawy, skończyłyśmy inną. Z jedną z moich
przyjaciółek skończyłam studia (kolejne lata razem w jednym pokoju), druga
pracowała i studiowała zaocznie. Teraz jedna daleko za granicą, jest żoną
tego, którego Wanda nie chciała

Druga mieszka kilkaset kilometrów ode
mnie, pracuje, ma męża, ale na razie nie chce dzieci - spłacają jakiś
straszny kredyt za mieszkanie. Mamy słabszy kontakt, ale piszemy maile,
gadamy przez telefon. Wystarczy, że zmienię ton głosu, a one już wiedzą, że
wchodzimy na temat, jakiego nie mogę pociągnąć w obecności M.

I bezbłędnie
zgadują a ja po swojej stronie tylko mówię „tak”, „yhy” itd.

Nie wyobrażam
sobie życia bez nich...
co jakiś czas nawiązuję cenne znajomości, pisujemy maile... Czas to
zweryfikuje - czy uda nam się przetrwać, nie wiemy, ale ważne jest, że dziś,
dziś pomagamy sobie i nawet jeśli nasze drogi się rozejdą - warto.
I chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że ostatnio straciłam kogoś bliskiego.
Przyjaciółkę z netu, która bardzo mi pomogła, gdy stawałam się macochą. Była
samodzielną z dwójka dzieci i rozumiała mnie - neksię, jak nikt. Nie chcę o
niej się rozpisywać na forum, bo nie lubiła wokół siebie szumu, na wypadek
swojej śmierci prosiła by wspominać ją żyjącą, wspominać chwile spędzone na
nocnych rozmowach i to, co dałyśmy sobie wzajemnie. Brakuje mi jej.
Zastanówcie się dziewczyny, czy aby nie jesteście potrzebne swoich bliskim.
Czy nie macie zaległego jakiegoś bardzo ważnego listu... Bo ja chciałabym do
niej teraz napisać, ale ona już nie przeczyta… Dbajmy o nasze przyjaźnie, bo
w tych okropnych czasach pozwalają nam żyć po ludzku. Kończę ten post fragm.
maila, jaki dostałam po śmierci J. "Jesli dostalas te emalie, to znaczy, ze
nie udalo mi sie i juz
mnie tu nie ma. Ale nie martw sie, bo i tak jestem z Toba (albo za
Toba, albo przed) i widze Cie. Tylko pogadac nie moge..."
A my możemy. Więc rozmawiajmy a zwłaszcza… słuchajmy.
pozdrawiam
lida