Dodaj do ulubionych

Ważna Sprawa...

05.08.04, 11:59
PRZYJAŹŃ. Czy chciałybyście napisać o Waszych przyjaźniach? Coś dobrego,
pozytywnego, co daje siłę w trudnych chwilach - nie tylko macoszych czy bycia
samodzielną. Na kogo możecie liczyć, czy jest ktoś, kto Was słucha, kto zna
Wasze myśli, gdzie wystarczy pomilczeć a i tak wszystko jasne? Czy te
przyjaźnie trwają, a może zdarzyło się coś, co je zniszczyło?
Ja mam dwie przyjaciółki. Od 12 lat te same. Znają mnie chyba bardziej niż ja
siebie wink Wiedzą o mnie wszystko, nawet te najgorsze rzeczy, najwstrętniejsze
grzeszki i przewinienia. Tajemnice im powierzane są jakby wrzucone do grobu –
nigdy nie ujrzały światła dziennego. M nie ma o mnie bladego pojęcia, jeśli
miałby zestawić swoją wiedzę z nimi. Ale do tego trzeba lat i zaufania. Czy
uwierzycie, że nigdy się nie pokłóciłyśmy? Że przetrwałyśmy czasy, gdy faceci
jeden przez drugiego próbowali nam udowodnić, że przyjaźń między kobietami
nie istnieje i wystawiali na próbę naszą lojalność? Każda każdej mogła zrobić
świństwo, ale do tego nigdy nie doszło. W czasach nastolatkowych paliłyśmy
potajemnie papierosy i chodziłyśmy na wagary smile Naszą świętą trójcę wywalili
ze szkoły za aspołeczne postawy, skończyłyśmy inną. Z jedną z moich
przyjaciółek skończyłam studia (kolejne lata razem w jednym pokoju), druga
pracowała i studiowała zaocznie. Teraz jedna daleko za granicą, jest żoną
tego, którego Wanda nie chciała wink Druga mieszka kilkaset kilometrów ode
mnie, pracuje, ma męża, ale na razie nie chce dzieci - spłacają jakiś
straszny kredyt za mieszkanie. Mamy słabszy kontakt, ale piszemy maile,
gadamy przez telefon. Wystarczy, że zmienię ton głosu, a one już wiedzą, że
wchodzimy na temat, jakiego nie mogę pociągnąć w obecności M. wink I bezbłędnie
zgadują a ja po swojej stronie tylko mówię „tak”, „yhy” itd. wink Nie wyobrażam
sobie życia bez nich...
co jakiś czas nawiązuję cenne znajomości, pisujemy maile... Czas to
zweryfikuje - czy uda nam się przetrwać, nie wiemy, ale ważne jest, że dziś,
dziś pomagamy sobie i nawet jeśli nasze drogi się rozejdą - warto.
I chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że ostatnio straciłam kogoś bliskiego.
Przyjaciółkę z netu, która bardzo mi pomogła, gdy stawałam się macochą. Była
samodzielną z dwójka dzieci i rozumiała mnie - neksię, jak nikt. Nie chcę o
niej się rozpisywać na forum, bo nie lubiła wokół siebie szumu, na wypadek
swojej śmierci prosiła by wspominać ją żyjącą, wspominać chwile spędzone na
nocnych rozmowach i to, co dałyśmy sobie wzajemnie. Brakuje mi jej.
Zastanówcie się dziewczyny, czy aby nie jesteście potrzebne swoich bliskim.
Czy nie macie zaległego jakiegoś bardzo ważnego listu... Bo ja chciałabym do
niej teraz napisać, ale ona już nie przeczyta… Dbajmy o nasze przyjaźnie, bo
w tych okropnych czasach pozwalają nam żyć po ludzku. Kończę ten post fragm.
maila, jaki dostałam po śmierci J. "Jesli dostalas te emalie, to znaczy, ze
nie udalo mi sie i juz
mnie tu nie ma. Ale nie martw sie, bo i tak jestem z Toba (albo za
Toba, albo przed) i widze Cie. Tylko pogadac nie moge..."

A my możemy. Więc rozmawiajmy a zwłaszcza… słuchajmy.

pozdrawiam
lida
Obserwuj wątek
    • capa_negra Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 12:11
      Mam równiez 2 bliskie przyjaciólki - jedna ze studiów , 5 lat razem teraz
      mieszkamy 200 km od siebie, ale jestesmy w stałym telefonicznym kontakcie.
      I druga z liceum, od 2 lat w Polsce po 12 latach w USA ( kontakt telef) ,
      mieszkamy właściwie obok siebie i domy budujemy obok siebie....
      Wierze im , ufam , ale ani one ani nikt inny nie ma dostepu do całej mnie - są
      przezycia i wiadomości i grzeszki oczywiście zarezerwowane tylko i wyłacznie do
      mojej wiadomości
      • lideczka_27 Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 12:29
        capa_negra napisała:
        Wierze im , ufam , ale ani one ani nikt inny nie ma dostepu do całej mnie - są
        > przezycia i wiadomości i grzeszki oczywiście zarezerwowane tylko i wyłacznie
        do
        >
        > mojej wiadomości

        Moje, jeśli czegoś nie wiedzą, to raczej dlatego, że nie było okazji
        powiedzieć, a potem się temat zdezaktualizował. No albo akurat sprawa nie była
        na tyle istotna, by im o tym mówić (jak się przesiadywało godzinami ze sobą, to
        się gadało także o pierdołach, a teraz... nie sposób, gdy nas TPSA
        rozlicza wink)))

        pozdrówka
        lida

        Straszecznie Ci zazdroszczę i domu i tego, że przyjaciółkowy rośnie obok. Ja
        nie wiem, chyba bym się pokichała ze szczęścia, gdyby choć jedna była przy
        mnie... A tak - jestem w obcym mieście, wokół znajomi eksi, nie mogę się z
        nikim zaznajomić, bo wszelkie próby kończą się na tematach życia eksi i muszę
        wysłuchiwać o jej i M. przeszłości sad
        • capa_negra Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 12:45
          A mój mąż obraca sie tylko w moim towarzystwie bo woli...
          A do domu.... to jeszcze daleko - jakies drobne 100 tys.
          • lideczka_27 Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 12:52
            capa_negra napisała:

            > A mój mąż obraca sie tylko w moim towarzystwie bo woli...

            I odpowiada Ci to? Bo widzisz, mój jest taki sam. Czasem aż wolałabym, by
            poszedł z kolegami na piwo a ja spędziłabym czas w jakimś babskim gronie. A on
            się mojej spódnicy trzyma i mówi, że to kwestia priorytetów i tego, że jest
            bardzo zakochany wink)))

            > A do domu.... to jeszcze daleko - jakies drobne 100 tys.

            Ale kiedyś stanie. A to wspaniała perspektywa smile
            • atagag Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 13:57
              a ja nie ma przyjaciółki, nigdy jej nie miałam. W podstawówce i szkole średniej
              miłam bardzo dobrą koleżankę, ale to nie była chyba przyjaźń. Nasze drogi sie
              rozeszły, mimo, że mieszkamy w jednym mieście. Ona szybcie wyszła za mąż (byłam
              oczywiście świadkiem na jej ślubie), szybciej urodziła dziecko, potem ja
              założyłam rodzinę (ona nie lubiła mojego męża) i tak się jakoś stało. Na
              studiach poznałam dziewczynę, z którą do tej pory utrzymuję kontakty (teraz
              coraz rzadsze), jest mi bliska, ale to chyba też nie przyjaźń. Mnie chyba nie
              potrzebna jest przyjaciółka. O swoich problemach nie rozmawiam i nigdy nie
              rozmawiałam. Nie wie o nich ani mąż, ani rodzice, ani ta ostatnia koleżanka.
              Jak coś się źle dzieje zamykam się w sobie (ale już sie nauczyłam, że za długo
              nie mogę, bo za bardzo widać i mąż próbuje ze mnie wyciągnąć co mi jest). Poza
              tym czytam wszystkie Wasze listy, porównuję sytuację, wyciagam wnioski. W
              takich sytuacjach najlepiej chciałabym być sama. Idę sobie wtedy na długi
              spacer z moim psem. Pewnie źle robię, pewnie to się wszystko gdzieś kumuluje,
              pewnie kiedyś wybuchnie. Ale tak jest, albo ja jestem dziwna, albo może
              poprostu nie trafiłam na odpowiednią osobę. Pozdrowienia.
            • capa_negra Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 18:53
              "W moim towarzystwie" to nie tylko znaczy, że konkretnie zawsze ze mną.
              Miłam na mysli, ze głownie obracamy sie wsród ludzi, którzy najpierw byli moimi
              znajomymi, a dopiero potem naszymi.
              Poprostu Jurek woli "moje" srodowisko.
              A, że faktycznie sam nigdzie nie łazi to tez fakt - to takie domowe zwierze.
              Bardzooo tolerancyjne bo ja spokojnie moge iśc gdzies sama i jeszcze mnie
              zawiezie i przywiezie po smile)

              Dom..tak kiedys stanie - licze, że najpóźniej za dwa lata będe tam mieszkac -
              problem w tym ze ja chciałabym juz tam mieszkac.
              Ratuje mnie skok na bank, albo milion w totka smile)
    • lilith76 Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 14:03
      mam jedną przyjaciółkę - taką sprawdzoną i zahartowaną w niełatwych kontaktach
      ze mną. znamy się od 14 lat i to jest chyba główna cecha wspólna wszystkich
      przyjaciółek - początki przyjaźni pochodzą z czasów młodości, kiedy wszystko
      przyjmuje się emocjonalnie i proza życia to jeszcze przyszłość. w momencie
      kiedy idziemy do pracy, zakładamy domy nasze znajomości z kobietami są
      serdeczne, ale jednak z pewnym dystansem.
      przyjaciółka mieszka w sąsiednim mieście, więc widujemy się 2-3 razy w miesiącu
      i gadamy. nie jest już tak blisko jak kiedyś, ale nadal opowiadamy sobie rzeczy
      których nie usłyszeli by nasi faceci. przez lata jej córkę traktowałam niemal
      jak własne dziecko, ale odkąd pojawiły się dzieci M emocje przerzuciłam na nie
      i ta dziewczynka zaczęła się oddalać.
      jest w moim życiu jeszcze 2-3 bardzo dobre, bliskie koleżanki - takie na
      granicy przyjaźni, ale to nie to.
    • pom Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 14:21
      Mam tylko jedną osobę, którą mogę nazwać swoją przyjaciółką.
      Znamy się z czasów liceum i dopiero w czasie studiów zaczęłyśmy się
      systematycznie kontaktować.
      Wiele przeszłyśmy razem, bardzo wiele... ona w swym życiu, ja w swym. Teraz
      obie mamy etap "na wozie" i jesteśmy obie szczęśliwe, choć nasz szcześcia nieco
      róznią sie od siebie.
      Obecnie dzieli nas 400km, zostają więc telefony, gg i wizyty raz na dwa
      miesiące. Cenię ją za wrażliwość, wysoką kulturę osobistą i pion moralny. Jej
      pomoc trudno przecenić, ja także byłam przy niej, kiedy było bardzo źle.
      Czasem się od niej oddalam... ale już taką mam naturę, że momentami psychicznie
      uciekam od bliskich mi osób. Zawsze jednak wracam a ona JEST. Zna mnie na
      wylot, ja ją też... Słowa "przyjaciółka" nie nadużywamy.

      Była też inna osoba. Też znana od liceum, papużki nierozłączki. Ta znajomość
      nie zakończyła się tak dobrze... to, co nam nie przeszkadza za młodu, potem
      doskwiera bardzo. Nawet fakt, że jestem matką chrzestną jej dziecka nie
      pomogło, prawdę mówiąc, dopiero wówczas zdałam sobie sprawę, że to nie jest
      osoba, z którą chce sie przyjaźnić. Chodzi o nieszcżęsne pieniądze. Zawsze była
      pazerna ale nie przeszkadzalo mi to zbytnio. Ale kiedy zapytana przeze mnie co
      mam kupić jej synowi na chrzest, urodziny, Święta, itepe sypała mi od razu
      rzeczy, które baaardzo śrubowały me finansowe możliwości (ona o tym dobrze
      wiedziała) to zraziła mnie do siebie okrutnie. Nie zapytałam a może to a to, o
      ile możesz... tylko waliła bez mrugnięcia okiem: potrzebne jest mu to a to,
      wszystko inne ma. Więc przestałam pytać... pamiętam, że chrześniak ma urodziny
      na początku czerwca ale już nie dzwonię, nie kupuję. wiem, że to głupie, że
      wystarczy być bardziej asertywną. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jej
      pazerność była od zawsze bardzo wyraźna i litościwie nie opisze szczegółów
      niektórych scen.
      Trochę nie na temat, ale tak mi się zebrało, pisząc o bliskich mi
      przyjaciółkach... obecnych i dawnych.
    • madalenka25 Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 15:19
      moją najlepszą przyjaciółką była moja Babcia, która zmarła dwa lata temu - to
      Ona nauczyła mnie wszystkiego, to do niej biegłam ze wszystkimi problemami, to
      Ona była powierniczką moich największych sekretów, nigdy nie krytykowała,
      cierpliwilie tłumaczyła - kiedy dorosłam Babcia powierzała mi swoje sektery,
      mówiła o rozterkach, czasem radziła się - to kim dziś jestem i jaki mam
      stosunek do życia zawdzięczam właśnie jej. Strasznie za nią tęsknie.
      • fredzia10 Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 16:11


        A moim najlepszym przyjacielem jest mój mąż.
        To miłe mieć obok siebie Przyjaciela.
        A za babcią też tęsknię , bo była bardzo mądrą kobietą.
    • badia Re: Ważna Sprawa... 05.08.04, 23:46
      Lideczko, przykro mi z powodu śmierci tej dziewczyny. Moja przyjaźń też umarła parę lat temu, choć osoba nadal żyje. Byłyśmy papużkami nierozłączkami. Razem szkoła średnia, razem studia, razem w czasie mojego pierwszego związku. A potem okazało się, że ta przyjaźń istniła wtedy, kiedy ja byłam ta "biedna", kiedy skarżyłam się na partnera, kiedy ona mogła być ta "silna", ta udzielająca dobrych rad. Od kiedy spotkałam M. przyjaźń się załamała. Do dziś nie potrafię do końca zrozumieć dlaczego. Potrafiłysmy być ze sobą na złe, a nie potrafiłyśmy na dobre - dziwne.
      Drugą, a w tej chwili jedyną moją przyjaźnią, jest przjaźń z matką. I tu też punktem przełomowym są moje życiowe perypetie. Wczesniej ja byłam córką, ona - matką, zawsze miałyśmy dobre relacje, ale takie klasycznie rodzinnie. Dopiero po rozpadzie mojego związku, jak zaczęłam zadawać pytanie dlaczego i odkryłam, że ex jest zadziwiająco podobny do mojego ojca - zaczęłam rozmawiać z mamą o jej związku, rozmawiać jak kobieta z kobietą.
      Ta przyjaźń pozostała i nadal się rozwija. A ja jakoś już nie mam specjalnie ochoty na następne. Poplotkować, owszem, wybrać się do kanjpki, owszem. Ale w sumie najlepiej czuje się z mężem, synkiem, albo z mamą. No i cieszę się, że mam ją bardzo blisko.
      badia
      • asiall Re: Ważna Sprawa... 06.08.04, 00:03
        tuz przed "na stary system" 8 klasa podstawowki wyjechalam z PL. W liceum
        poznalam bardzo sympatyczna dziewczyne i choc rzadko, to milo spedzalysmy raze,
        czas. Dzisiaj, 8 lat pozniej, jest moja przyjaciolka tutaj. W PL tez mam
        przyjaciolke. te dwie dziewczyny znaja mnie jak nikt. Nie chodzi mi tu o cala
        moja historie, ale o moja osobowosc. Wiedza jaka/kim jestem. Dobrze mi z tym,
        bo lubia, kochaja mnie taka jaka jestem.
        Kiedy poznalam M (juz nie jestesmy razem) - ZADNA Z NICH nie sugerowala
        skonczenie tej znajomosci zanim sie zacznie na dobre. Dzielnie przygryzaly
        jezyk i sluchaly uwaznie co mam o M do powiedzenia. Kiedy tak sama slyszalam co
        mowie, niektore rzeczy dawaly mi do myslenia.
        W dobrych i zlych momentach te dziewczyny sa przy mnie. Nie zawsze fizycznie,
        ale sa. SMS w srodku nocy mimo roznic stref czasowych, jakby czula ze nie moge
        zasnac. Przesmieszna pocztowka wyslana do mnie kompletnie bez okazji. czasami
        ostre slowa, bo nie ma sensu owijac sprawy w bawelne.
        Ktos kiedys bardzo ladnie i madrze powiedzial / napisal, ze nieboimy sie ranic
        bliskich nam osob z tego dokaldnie powodu - bo nas kochaja i wybacza. Ciekawe,
        prawda?

        Czasami nie wiem co powiedzeic. Nie umiem wyjasnic o co mi chodzi, czo
        dokladnie chce powiedziec. Wtedy niezawodnie dziala jedno - przytulic ta
        kochana osobe.
        Pozdrawiam
        i zycze wszystkim zeby ktos taki byl w Waszym zyciu.
        Asia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka