lilith76
08.12.04, 15:08
nie chciałabym wyjść na cierpiętnicę, która z braku zemsty z zewnątrz sama
sobie ją wyrządza.
wczoraj z M rozmawialiśmy na temat Wigilii - sądziłam, że każde z nas
pojedzie do swojej rodziny. okazało się, że eksia myśli o zaproszeniu nas na
Wigilię - dzieci, ona, my. prawdę mówiąc myślałam, że ona też pojedzie z
dziećmi do swoich rodziców, na drugi kraniec Polski (tak było z zeszłym roku)
i jestem zdziwiona, że woli zostać tutaj.
całkiem oddzielną dyskusją jest pomysł tej Wigilii, bo mam mieszane uczucia.
wracając do tematu. ja, katalizator rozpadu ich związku jestem zapraszana
razem z M na tak ważny wieczór, a na tym forum tyle jest kobiet, które
poznały swoich mężczyzn długi czas po ich rozwodach, ale ich eksie nadal
zachowują się jak "posiadaczki", robią trudności.
gdzie tu sprawiedliwość, gdzie logika losu? głupio się czuję.