07.07.05, 13:40
W obliczu tego co się dzieje teraz w Londynie, zastanówmy się wszystkie na co
czasem są te nasze bezsensowne dyskusje o winie, zdradzających facetach,
wredych Neksiach i Eksiach, i tym podobnych.

Kurcze, życie jest takie kruche...
Obserwuj wątek
    • maxxi26 Re: LONDYN 07.07.05, 13:50
      Przeżyłam chwile stresu. Moj brat właśnie jest w Londynie . Nie mogłam się
      dodzwonić przez 3 godziny, ale odezwał się i wszystko dobrze smile smile smile smile
      • elf28 Re: LONDYN 07.07.05, 13:54
        to super! Mój M jest we Francji, ale i tak przeszły mnie ciarki....
    • mikawi Re: LONDYN 07.07.05, 13:56
      [*]
    • e_r_i_n Re: LONDYN 07.07.05, 13:59
      Owszem, kruche sad
      Nie zapomne nigdy 11 wrzesnia 2001 - wtedy synka mialam jeszcze w brzuchu i sie
      stresowalam, na jaki swiat on sie wybiera.
      Co nie zmienia faktu, ze takie sytuacje sa rzadkie (na szczescie), a problemy
      z eksiami, alimentami i innymi to nasza codziennosc...
      • elf28 Re: LONDYN 07.07.05, 14:33
        To prawda, że problemy z Eksiami to nasza codzienność. Tylko tak sobie myślę w
        takich sytuacjach, że czasem może warto mniej emocji w to wszystko wkładać...
        Szkoda, że nie zawsze się da....
    • leeya Re: LONDYN 07.07.05, 14:23
      Wlasnie dostalam info, ze moi znajomi sa bezpieczni. Prawie wszyscy. Z jednym
      kolega nie ma kontaktu.. Czekamy na jakakolwiek informacje. Ci, ktorzy sa na
      miejscu szukaja Go. To juz ponad 4 godziny...
      • ajmj Re: LONDYN 07.07.05, 14:33
        Zawsze pisze o tym, ze NIEKTÓRE problemy to pikuś w porównaniu z tym co się
        dzieje złego na świecie.
        • elf28 Re: LONDYN 07.07.05, 14:34
          dokładnie...
    • ciemnanocka Re: LONDYN 07.07.05, 16:31
      a ja w zwiazku z Londynem i exsia. Ona wlasnie tam pojechala wczoraj na
      wakacje. I kurcze moj Chlop na wsi zabitej dechami z dzieckiem i ja tez nic nie
      wiem...
    • oledzga Re: LONDYN 07.07.05, 17:34
      naszczescie mojej kuzynce sie nic nie stało....[*] a to za ofiary tej tragedii
    • capa_negra A my nic nie wiemy 07.07.05, 21:38
      Wyslaliśmy smsa do córki męza - cisza
      Moja osobista kolezanka ma męza w Londynie - tez nie może sie skontaktowac.
      Mówili w TV, że telefony przeciązone i fiksuja - może to to??
      • kammik Re: A my nic nie wiemy 07.07.05, 21:55
        Capa, spokojnie, nie denerwujcie sie. Wlasnie rozmawiam z moja londynska
        przyjaciolka - mojego smsa dostala po 6 godzinach a odpisac nie mogla. Bedzie
        dobrze.
        • capa_negra Re: A my nic nie wiemy 07.07.05, 22:11
          Mam nadzieje - czlowiek dziwnie sie czuje jesli w takiej sytuacji nie ma od
          bliskich wjadomości.
          Moze byłej zonie mojego męza udało sie jakims cudem dodzwonic i jutro czegos
          sie dowiemy.
          Mam nadzieje.
          Kolezanka tez chodzi "zielona" - zero kontaku - zarówno z męzem jak i z kuzynka
          mieszkająca w Lądynie od lat.
          Niech to cholera
        • capa_negra Do tego zaczynam walic byki... 07.07.05, 22:13
          Ten LĄdyn wyszedł mi " przecudnej urody", ale mam to w doopie byleby sie tylko
          bliscy odezwali
          • leeya Re: Do tego zaczynam walic byki... 07.07.05, 22:22
            Capunia,

            Slonko, nie martw sie. Na pewno bedzie dobrze. Moj kolega sie znalazl. Jedna z
            moich kolezanek pracuje w szpitalu w Londynie. Wszystkie ofiary sa juz
            zidentyfikowane i wydaje jej sie, ze nie ma wsrod nich Polakow (sprawdzala po
            nazwiskach, nie ma w tej bazie danych narodowosci). Takze spokojnie,
            rzeczywiscie z telefonami jest kiepsko, jak wszystko sie unormuje to na pewno
            sie odezwasmile

            Leeya
    • delecta Re: LONDYN 08.07.05, 15:45
      Zanim moja córka dała znać, że wszystko w porządku, umierałam, jak zwykle.
      Wiadomość, że wszystko w porządku, przyszła przez 2 pośredników na komórkę
      małej siostrzyczki.
      Moja nastolatka kocha atmosferę londyńskiego metra, była na feralnej stacji
      poprzedniego dnia.
      A mąż był w WTC poprzedniego dnia przed tragedią, niemal dodkładnie 24 godz.
      przed wybuchem.
      Natomiast Mama miała towarzyszyć koleżance w podjęciu gotówki z Rotundy,
      dwadzieścia kilka lat temu. Na szczęście coś "rzucili" do Sawy, więc ustawiły
      się w kolejce.
      • e_r_i_n Re: LONDYN 08.07.05, 15:47
        Jakis dobry duch nad Wami czuwa. Na szczescie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka