11.05.06, 21:01
Mam nadzieję, że to tylko prowokatorka.Dość ekspansywna, ale TYLKO
prowokatorka.Moja optymistyczna natura nie pozwala mi uwierzyć, że ktoś
naprawdę potrafi być TAKI.W każdym razie zainteresowała mnie ta
osóbka.Przypuszczam, że o zainteresowanie jej właśnie chodziło, ale nie
zostawia się ludzi z problemami bez pomocy.Nawet jak jej posty to tylko
wyobraźnia, ma kobieta ze sobą problemów bez liku.Biedactwo!
Obserwuj wątek
    • weronka77 Re: Mangolda 11.05.06, 21:50
      Tacy ludzie to znaczy "jacy"?Napisz kilka konkretów bo jestem ciekawa.
      • bemari Re: Mangolda 11.05.06, 22:01
        Takie kobiety, które uważają, że mąż powinien zapomnieć o swoich dzieciach z
        poprzedniego związku.Takie kobiety, które szczycą się faktem, że dla dobra
        nowego związku przegoniły pasierbów.Takie kobiety, które chcą wymazać
        przeszłość partnera, choć ona w postaci dzieci istnieje.O mężczyznach można tak
        samo...Jak można dla własnego egoizmu niszczyć życie innych? Na szczęście poza
        mangoldą większość stara się jakoś pogodzić własne i cudze
        oczekiwania.Podziwiam takie postawy.
        • zawsze-w-drodze Re: Mangolda 11.05.06, 22:04
          Bemari - nie unoś się - ja też jestem w 100% przekonana, że to troll. Po prostu
          takich ludzi nie ma... Ja przynajmniej nie przyjmuję ich ewentualnego istnienia
          do wiadomości. Mangolda nie dość, że w swoich postach ostro przegina to jeszcze
          ten nick... Pozdrawiam ciepło.
          • weronka77 Re: Mangolda 11.05.06, 22:14
            No to teraz mnie się dostanie,ponieważ na skutek wzajemnych animozji dzieci
            męza i moich,pasierbowie nie bywają u Nas w domu,nie rozmawiamy o nich,nie
            zostali zaproszeni na Chrzciny itp.Jest to inicjatywa męża na skutek jego
            obserwacji moich i dzieciaków wzajemnych relacji.To co było "przed",było przed-
            mąż uważa że teraz ma swoje własne życie-bez względu na to czy dzieciakom się
            to podoba czy nie.Ja nie wnikam w jego decyzję-pasierbowie są mi
            obojętni,podobnie jak ja im.Tak też się zdarza.
            • bemari Re: Mangolda 11.05.06, 22:26
              Życie nie jest proste, różnie bywa.Szkoda tylko, tak myślę. Poza tym chyba
              obawiałabym się faceta, który nie chce tamtych dzieci.A jak moich nie będzie
              chciał, bo ja mu przestanę pasować?Każdy patrzy przez pryzmat własnych
              doświadczeń - mój ojciec, teść, brat i szwagier to fantastyczni ojcowie.Mój mąż
              jest w ogóle najlepszy - mam pewność, że jak mnie by zabrakło, będzie przy
              nich.Dla mnie więc facet , który nie jest dobrym ojcem to surogat
              mężczyzny.Poza moim pozytywnym zainteresowaniem.Chyba, że dzieci nie ma - to
              nie podlega ocenie.Jak nie lubi - chwała mu za wybór. Jak nie może -
              szkoda...Natomiast nigdy nie chciałabym faceta, któremu dzieci pasować
              przestały.Dla mnie to znaczy, że dużo może mu przestać pasować.Niech sobie żyje
              więc daleko ode mnie.
            • glonik Re: Mangolda 11.05.06, 22:52
              weronka77 napisała:

              > No to teraz mnie się dostanie,ponieważ na skutek wzajemnych animozji dzieci
              > męza i moich,pasierbowie nie bywają u Nas w domu,nie rozmawiamy o nich,nie
              > zostali zaproszeni na Chrzciny itp.Jest to inicjatywa męża na skutek jego
              > obserwacji moich i dzieciaków wzajemnych relacji.To co było "przed",było
              przed-
              > mąż uważa że teraz ma swoje własne życie-bez względu na to czy dzieciakom się
              > to podoba czy nie.Ja nie wnikam w jego decyzję-pasierbowie są mi
              > obojętni,podobnie jak ja im.Tak też się zdarza.


              Nic Ci się nie dostanie, przynajmniej ode mnie. Jesteś szczera i często za tę
              szczerość obrywasz.
              Ja nie mam swoich dzieci, ale M. ma. Są dorosłe, przynajmniej metrykalnie.
              Kiedy się poznawaliśmy, zaczynaliśmy myśleć o wspólnej przyszłości, często
              dopadało mnie pytanie, które artykułowałam: " a co będzie, jak mnie Twoje
              dzieci nie polubią?". Dostawałam odpowiedź: "może się zdarzyć, że cię nie
              polubią, bo nie muszą, ale na pewno nie wpłyną na moje decyzje i na zwiazki, na
              które się decyduję. Mogą mi powiedzieć, że glonika nie lubią, nie chcą i
              generalnie w d...e mają, ale to ich problem".
              Pamietam pierwsze spotkanie... tuż przed... włos zjeżony, dłonie mokre,
              głosiczyna drżąca i strach przed odrzuceniem.
              Nie wiem, co i jak Ich Ojciec Im powiedział, ale spotkanie nawet całkiem się
              udało. Teraz jesteśmy wobec siebie: życzliwie obojętne? Lubimy się? Ze starszą
              chyba lubimy się, z młodszą tolerujemy... może nawet akceptujemy.
              Ale - ja się kompletnie nie wtrącam z uwagami wobec nich. Traktuję je jako
              młodsze od siebie kobiety, lubię je obie, ale z niczym sie nie wyrywam, czekam
              na Ich inicjatywę. Mąż bardzo mi pomógł stwierdzeniem, że to Jego życie, nie
              Ich i to On się ze mną będzie męczył, a nie One.
              Gdyby starsza powiedziała, że woli, żeby mnie na Jej ślubie nie było,
              przełknęłabym. I do dziś nie wiem, czy zaproszona na ślub zostałam - wtedy
              jeszcze nie żona - na życzenie Ojca, czy z własnej chęci. Dociekać nie będę. O,
              co to, to nie wink
          • bemari Re: Mangolda 11.05.06, 22:33
            Nie unoszę się, bo szkoda moich uniesień na takie rewelacje.Zastanawiam się
            tylko, czy w człowieku może być tyle nienawiści, złości, egoizmu.A jeżeli jest,
            to skąd i po co? Tak krótko tu jesteśmy...Pozdrawiam wszystkich myslących
            pozytywnie.Ciebie szczególnie,zawsze.....
          • mangolda Re: Mangolda 11.05.06, 22:39
            Czego chcesz od mojego nicka kobieto?

            Reszty to nawet nie będe komentować.

            Tak ogólnie musze przyznać, ze jesteście macoszki strasznie zaklamane, taaaaaa
            forum publiczne, fason trzymac trzeba rozumie się. Jesli nie możecie publicznie
            to chciaz same sobie odpowiedzcie na pytanie: czy nie wolalybyscie, aby wasz M.
            byl czlowiekiem wolnym, bez przeszlosci, bez exi i ich dzieci? Wyobrazcie sobie
            przez chwile jakie zycie byloby piękne gdyby ich nie bylo. Kiedy to zrobicie
            bedziecie wiedziec, ze rózni mnie od was tylko jedno: szczerosc.
            Dzieki temu, ze sama przed soba przynala czego chce i dąze do tego konsekwentnie
            udaje mi sie zachować spokój ducha, a moja rodzina - mimo że placi wysokie
            alimenty - jest szczęśliwa.
            pozdrawiam trzeźwo myślące macochy
            Mangolda

            • bemari Re: Mangolda 11.05.06, 23:03
              Trzeba było szukać wolnego i bez przeszłości.Marzenia to nie real.
              • mangolda Re: Mangolda 11.05.06, 23:09
                >Marzenia to nie real.


                a serce nie sluga
            • zonka77 Re: Mangolda 12.05.06, 09:52
              Magnolda dla ciebie szczerość = nielubienie pasierbów i marzenie jakby było
              pięknie jakby dzieci nie było?
              Wybacz kobieto (spodobał mi się taki zwrot - mocny) ale się strasznie mylisz. to
              że Twoim marzeniem jest nieistnienie przeszłości faceta i zniknięcie jego dzieci
              których nie znosisz to nie znaczyże wszystkie macochy takie są (na szczęście)i
              mam szczerą nadzieję że jesteś tylko jedną z nielicznych o takim nastawieniu.
              W głowie ci się widac nie mieści że można akceptować dzieciaki i przeszłość
              faceta z którym się jest, że można LUBIĆ swoich pasierbów /pasierbice, że
              niektórym (o zgrozo dla Ciebie pewnie) zależy aby przyrodnie rodzeństwo się
              kochało i dobrze ze sobą żyło (wyobraź sobie jesli ci starczy wyobraźni że to
              możliwe)
              I wiesz co - ja własnie i akceptuję i lubię i u nas dzieci się kochają i są
              blisko i wiecz co? Jestem szczęśliwa - i to bardzo. Nie nękają mnie pytania "co
              by było gdyby młodej nie było" nie marzę aby zniknęła, nie zadręczam się że M
              poświęca dziecku czas i pieniądze. Co więcej - szanuje go za to i wiem że jest i
              będzie dobrym ojcem dla naszej córki choćby nie wiem co, tak i jest nim dla
              drugiej córki.
              Nie czekam z utęsknieniem aż ona dorośnie aby M przestał płacić
              Nie wyobrażam sobie jakie zycie byloby piękne gdyby nie było mojej pasierbicy bo
              zdecydowanie jest piękne kiedy jest
              Nie zależy mi na przekonaniu Ciebie do czegokolwiek bo nie uważam że to możliwe,
              Zależy mi na podkreśleniu że jako macocha się nie zgadzam z Twoimi poglądami i
              nie chcę żeby inni oceniali macochy ani na forum ani w życiu na podstawie tego
              co piszesz.
              • mangolda Re: Mangolda 12.05.06, 13:37
                Zonka, ja rozumiem że u ciebie wszystko dalo się jakoś ulozyć, mimo dramatycznej
                sytuacji na początku wszego związku, kiedy jescze bylaś w ciąży, o czym pisalaś
                swego czasu na forum. Podziwuam cie za tę walkę, naprawde.
                Weź jednak pod uwagę jedną rzecz: wasza exia nie naciąga was na kase.

                Piszesz: > Nie czekam z utęsknieniem aż ona dorośnie aby M przestał płacić

                a ja się pytam, jaki % swoich dochodów placicie?
                bo widzisz my placimy 50% i na nas 3 zostaje tylko 1500 zl, podczas gdy dorosla
                studiujaca corka exi mojego meza ma sama na siebie 1600 zl - 800 od nas i
                (teoretycznie) 800 od matki. jego 10-letni syn utrzymuje sie za 1400 zl.
                takie alimenty zasądzil sąd.
                najstarsza cokra meza obrazila sie, bo on sprzeciwil sie finansowaina jej
                utrzymania na kolejnych studiach, po zakonczeniu pierwszego kierunku, doskonale
                wiedzac jaka jest nasza sytuacja.
                corki M. odwiedzaly nas glownie celem splądrowania lodówki, zostawiąc po sobie
                tylko balagan w postaci sterty brudnych naczyn, czego nie zjadly na miejscu,
                zabieraly do domu, a ja z malym dzieckiem musialam co chwile chidzic po nowe
                zakupy, dziwigac kolejne siaty, ze nie wspomne juz o braku pieniedzy na jedzenie
                po ich wizytach. kiedy moj M. wracal ze spacerow z corkami nie mial nic w
                portfelu. MUSIALAM doprowadzic do zerwania kontaktow z tymi pasożytami, zeby
                ratowac swoje dziecko przed śmiercią glodowa. Teraz M. jest mi wdzieczny za
                stanowcze postawienie sprawy, wreszcie żyjemy spokojnie, czego i wam życze.
                • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 14:05
                  musze przyznać, że teraz rozumiem Twoją postawe, to straszne, nie wiem jak tak
                  można(a niestety i ja znam 2 kobitki pazerne okrutnie,pierwszym słowem jakie w
                  dzieciństwie wypowiedziały to pewnie było DAJ.)
                  • mrs_ka Re: Mangolda 12.05.06, 15:55
                    Nie znamy relacji drugiej strony. Napisanie, że się MUSIAŁO ograniczyć kontakty
                    jest mocnym stwierdzeniem. W dodatku kto musiał? Ojciec? Dzieci? Nie, obca osoba.
                    Alimenty bywają zasądzane różnie, ale na ogół nie zasądza się kwot wziętych z
                    sufitu. Nie mam pojęcia, jak Eks męza Mangoldy uargumentowała taką wysokość
                    alimentów, ale widać to zrobiła, skoro sąd się przychylił do jej wniosku.
                    Poza wszystkim żenujące jest przekładanie kontaktów z dzieckiem na płaszczyznę
                    li i jedynie materialną. Niektórzy naiwni ludzie wierzą, że relacja między
                    rodzicem i dzieckiem to milość, poczucie odpowiedzialności i opiekuńczość. Inni
                    przeliczają tę relację na banknoty i pewnie dlatego nie rozumiem Mangoldy, bo
                    prezentuje sobą to wszystko, co jest mi obce.
                    Mam też wrażenie, że zapewnienie sobie szacunku jest problemem rodzica, a nie
                    dziecka. Właśnie po to wychowuje się dzieci, a nie traktuje je niczym te
                    dziczki, które same się o siebie zatroszczą, a na starość zapali im się lampka i
                    zaczną troszczyć się o rodzica.
                    Dlaczego mam dziwne poczucie, że rodzice faktycznie angazujący się w mądre
                    wychowanie swoich dzieci i traktujący to jako życiowe zadanie, nie doczekują się
                    wychowania pasożytów?
                    Jeżeli ojcu do zerwania kontaktów wystarczy wyliczenie kosztów sporządzone przez
                    macochę, z którego jasno wynika, że nie jest opłacalne dla rodzinnego budżetu
                    spotykanie się z jego własnymi dziećmi, to dupą jest, a nie ojcem. I
                    najwidoczniej Bóg zapomniał zaopatrzyć go w serce, a w zamian za to dał
                    kalkulator wzmocniony solidną dawką tchórzostwa życiowego.

                    a.
                    • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 16:56
                      fakt, nie znamy relacji ze wszystkich stron, czterech, bo dwóch exi, M i
                      Mangoldy, być może jest jak mówi mangolda, co do dzieci, były one głownie pod
                      opieka ex jednej i drugiej, one głownie je wychowywały, M też po części, może
                      się czuł winny i na wszystko pozwalał i tak go tamte dziewczynki zaczęły
                      traktować, być może mangolda na początku nie była taka a to wszystko
                      doprowadziło do tego jaka jeste teraz... możemy gdybać i gdybać a i tak nie
                      cofniemy wody w rzece
                      • mrs_ka Re: Mangolda 12.05.06, 17:34
                        Nawet nie wiedziałam, że były dwie Eksie, ale to nie mój problem, tylko Mangoldy
                        jeśli już. Co do tego o czym piszesz:
                        Jak wiadomo nie jestem macochą. Mam syna z pierwszego malżeństwa i kompletnie
                        (biorąc pod uwagę osobiste doświadczenie) nie trafia do mnie argument:

                        "co do dzieci, były one głownie pod
                        > opieka ex jednej i drugiej, one głownie je wychowywały, M też po części, może
                        > się czuł winny i na wszystko pozwalał i tak go tamte dziewczynki zaczęły
                        > traktować"

                        Przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego wychowywanie dziecka przez matkę jest
                        oczywistością? To bijemy się w końcu o równouprawnienie i dostrzegamy
                        dyskryminację ojców czy nie? Dziecko wychowują rodzice. Oboje. Zarówno przed i
                        po rozwodzie. Mój syn spędza u ojca 3 dni w tygodniu, czasem mniej, czasem
                        więcej. Nie mamy uregulowanych kontaktów, jest pełna dowolność na korzyść Eksa.
                        Zapieniłabym się, gdyby ktoś usiłował mi imputować, że to wyłącznie ja wychowuję
                        dziecko i na mnie spoczywa odpowiedzialność za ewentualne fiasko.
                        Teraz tak: Wiesz, czemu mój Eks ma nieograniczony kontakt? Bo chce. Bo ma taką
                        naturalną potrzebę. Bo jest ojcem, a nie dawcą nasienia. Bo rozwiódł się ze mną,
                        a nie ze swoim synem. Bo wychowywanie swojego syna traktuje jako rzecz oczywistą
                        i swój obowiązek.

                        Jak wielu ojców czeka na pretekst, aby zacząć "nowe życie" bez powrotu do
                        starego? Ilu ojców ucieszyłoby się z takiej partnerki, jak Mangolda, która
                        ułatwia im wykaraskanie się z odpowiedzialności i wyparcie przeszłości?
                        Jasne, że są eksie- psy ogrodnika. Nie neguję tego. Ale nie łudźmy się, wielu
                        ojców po rozwodzie chętnie zapomina o zobowiązaniach. Ba- po co od razu
                        zobowiązaniach? Zapomina o miłości i pamięci. Zupełnie, jakby dane im było "nowe
                        wspaniałe życie", carte blanche, "co było a nie jest nie pisze się w rejestr"
                        cytując Twoją sygnaturkę.
                        I w takiej sytuacji większośc powołuje się na słuszność decyzji o ograniczeniu/
                        zerwaniu kontaktów, bo byłe żony wychowały im roszczeniowe dzieci. A gdzie byli
                        oni sami, kiedy te dzieci były wychowywane?
                        Bo ja sądzę, że jeśli ma się dzieci z dwóch związków, jak Eks Mangoldy, to pewne
                        sprawy nie układają się już w przypadek, a w regułę. I dziwne, że zarówno
                        pierwszy jak i drugi związek zaowocował roszczeniowymi dziećmi. A może to nie
                        dzieci są roszczeniowe, tylko ojciec podszedł do sprawy wychowania jak lufa i
                        łatwo scedował swoje obowiązki na obie partnerki?

                        Przypomina mi to sytuację zakupu winnicy, zostawienia jej odłogiem i wielkich
                        pretensji po latach, że jednakowoż riesling nie spoczywa w piwniczce. Tylko że
                        nie było komu chodzić koło tej winnicy i się o nią troszczyć.

                        Jeśli ktoś lubi chodzić na łatwiznę to cudów nie będzie.

                        a.
                        • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 17:48
                          wiesz co ja nie wiem, nie znam sie na tym, ja niestety znam kobiety z postawą
                          roszczeniową, nie dlatego, że chciały alimentów ale dlatego, że zostały one
                          bliżej poznane i z zachowania się to wnioskuje no mniejsza o to, nie wnikam, to
                          życie mangoldy i jej sprawa, jak są szczęsliwi to ich świat


                          fajną mam sygnaturke? smile to z niesamowicie smiesznej bajki "nowe szaty króla" w
                          nowym wydaniu gdzie król samolub zmienił sie w lamę, polecam big_grin
                          • mrs_ka Re: Mangolda 12.05.06, 18:38
                            Nie mówię, że postawa roszczeniowa nie istnieje. Przecież istnieje. Ale wynika z
                            czegoś innego niż geny. I też znam takich ludzi, ale na ogół ci ludzie mają
                            konkretne rodziny, w których roszczeniowość wychowawcza kwitnie jak róże na
                            czarnoziemie. I własnie o tym napisałam w swoim poście.
                            Nowe Szaty Króla znamsmile Ale nie ukrywam, że oba cytaty w Twojej sygnaturce
                            konotują mi się raczej negatywnie.

                            a.
                    • mangolda Re: Mangolda 12.05.06, 17:33
                      > Alimenty bywają zasądzane różnie, ale na ogół nie zasądza się kwot wziętych z
                      > sufitu. Nie mam pojęcia, jak Eks męza Mangoldy uargumentowała taką wysokość
                      > alimentów, ale widać to zrobiła, skoro sąd się przychylił do jej wniosku.

                      mamy 2 exie i 2 dzieci do alimentowania, w tym 1 dorosle

                • m-jak-magi Re: Mangolda 12.05.06, 16:43
                  Mangolda, mam wrazenie ze dopiero teraz piszesz po "ludzku". jestem, chocoaz z
                  trudem w stanie wyobrazic sobie przez co przeszlas - jesli to co piszesz jest
                  rzeczywiscie prawda. nie mozesz jednak przekladac swoich doswiadczen na nas
                  wszytskie. mysle ze ten watek pojawil sie na forum poniewaz zialas nienawiscia
                  i glosilas tezy kompletnie psrzeczne ze zdrowym rozsadkiem. Jak mozna
                  porownywac dzieci w wieku studentckim ( ktorych postawa jesli to prawda co
                  piszesz jest naganna ) z malutkimi kilkuletnimi dziecmi, ktore sa jedynie
                  ofiarami rozstania rodzicow. Mnie osobiscie twoje sady bulwersuja, nie umiem
                  sie z nimi zgodzic ale ................... zaczynam rozumiec twoje
                  rozgoryczenie.
    • antonio50 Re: Mangolda 12.05.06, 04:51
      Ja poprosiłem o możliwość wypowiedzenia się na forum, bo strasznie mnie wkurzyły
      wypowiedzi Mangoldy w którymś wątku (tym o oddaniu dziecka do izby dziecka, gdy
      matka wyjezdza na stypendium za granicę, bo ojciec i macocha nie życzą
      sobie....). Cisnęło mi się pod pióro coś niemiłego, ale zrezygnowałem. Też
      pomyślałem, że to niemożliwe, by istniały aż tak niegodziwe kobiety!

      Teraz powoli wierzę, wierzę i współczuję, ale chyba jedno warte drugiego.
      A Weronka77 i jej mąż też są "ciekawi".

      Pozdrawiam wszystkie macoszki, które swoją postawą i człowieczeństwem walczą
      dzielnie ze stereotypem złej macochy.
      • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 06:50
        chciałam Ci coś antonio odpisać na ten temat(weronki) ale jak zwykle gdy już
        napisałam długaśny post stwierdziłam, ze mi się nie chce dyskutowwać... tongue_out ale
        ja bym do weronki nie nie miała
    • magdmaz Re: Mangolda 12.05.06, 06:34
      Mangolda, a ja Ci bardzo szczerze odpowiem.
      Możesz nie wierzyć, ale ja bym NIE CHCIAŁA, żeby mój obecny facet nie miał
      przeszłości w postaci dwóch fajnych chłopaków, dorosłych już zresztą. A
      dlaczego? Bo moja przeszłość i moje dzieci ISTNIEJĄ i mój ex też istnieje i
      gdyby on był wolny kawaler, to by mojej sytuacji nie pojął i z nami nie
      wytrzymał. A tak - układa się coraz lepiej, choc problemem są tu nie jego
      dzieci i moje macochowanie (oni są bezproblemowi i ja z nimi kontaktu nie mam),
      ale moje dzieci i jego ojczymowanie. (i tu Cie zaskoczę - to ojczymowanie
      ułatwia mu fakt, że dzieci mają żywego ojca i on się może wypiąć na poczucie
      obowiązku wychowawczego - no bo w końcu mają ojca. Ja też tak wolę).
      Więc SZCZERZE to raczej mój obecny M. może pragnąć, by moja przeszłość nie
      istniała. Tylko widzisz - mimo że przeszłam niejedno i dużo chciałoby się
      wymazać gumką - urodzenia dzieci nie żałuję. I nie zamieniłabym ich istnienia
      na bycie z M. On też nie zamieniłby istnienia swoich synów na te parę
      wspólnych lat ze mną, co nam jeszcze do końca zostało.
      A może my jesteśmy po prostu sporo starsi od Ciebie, Mangoldo?
      • mangolda Re: Mangolda 12.05.06, 09:22
        >układa się coraz lepiej, choc problemem są tu nie jego
        > dzieci i moje macochowanie (oni są bezproblemowi i ja z nimi kontaktu nie mam),

        wlasnie caly czas o tym piszę; uklada się dobrze wtedy gdy nie ma się kontaktu z
        tamtymi dziecmi. u nas jest podobnie, córki M. dorosle, zero kontaktu z nimi,
        czyli tak jakby ich nie bylo.
        • m-jak-magi Re: Mangolda 12.05.06, 09:53
          ciekawa jestem jak bedziesz sie czula kiedy to ty staniesz sie eksia a przy
          takiej postawie jaka reprezentujesz jest to bardzo prawdopodobne. jesli chodzi
          o ciebie to dostaniesz to na co zasluzysz ale twoje dzieci rozniez zaplaac
          wysoka cene waszego rozstania bo utraca na zawsze kontakt z wlasnym ojcem.
          wiesz mangolda .... serce nie sluga i byc moze twoj maz rowniez kiedys taka
          zasada sie pokieruje, ktora jak juz zdazylam zoriwntowac sie z twoich postow
          regularnie i cyklicznie stosuje.
        • bezkresneniebo Re: Mangolda 12.05.06, 09:56
          A ja wierze mangoldzie,ze nie moze strawic, dzieci swojego meza. Ja tez syna
          mojego meza nie trawie. Beszczelny, roszczeniowy smarkacz. Niestety moj maz nie
          zerwal z nim calkiem kontaktow, a powinien, bo chlopak go traktuje jak
          bankomat. Nie dosc ze placi na niego dosyc wysokie alimenty, to jeszcze jak sie
          spotykaja, cale szczescie nie u nas w domu, zawsze mu ojciec cos kupi ekstra, a
          to dzinsy, ale nie normalne, tylko musza byc lewisy, a to buty, ale tylko takie
          z gornej polki, ostatnio mu kupil garnitur na mature, za szesc stow. Nie mam
          juz do tego sily, bo przede mna maz udaje niewiniatko i wypiera sie
          jakichkolwiek zakupow. A przeciez placi solidne alimenty miesiac w miesiac, to
          na co one ida??
          A jeszcze sie synalek na dzienne studia wybiera. Hehe, mam nadzieje ze sie nie
          dostanie i bedzie musial pojsc do pracy.
          A za wszystkim stoi mamusia, ktora tylko zaciera raczki.

          Och jak ja rozumiem cie mangolda. Tylko maz niestety nie da sie przekonac. Ale
          kiedys sam zobaczy.
          • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 10:00
            wiesz jak się nie dostanie to jdzie na płatne takie bez egzaminów i będzie 400
            zł miesięcznie na studia więc lepiej módl się by dostał się na bezpłatne
            • bezkresneniebo Re: Mangolda 12.05.06, 10:05
              Platne studia sa wieczorowe albo zaoczne i nic nie bedziemy musieli placic,
              niech sam sobie zarobi, jak inni mlodzi ludzie, ktorzy pracuja i studiuja.

              • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 10:08
                ja studiuję płatnie DZIENNIE! 360zł/m-c 12 m-cy w roku(jakbyśmy nie płacili w
                wakacje to bym miała wyższe czesne w roku akademickim
                • kleo1 Re: Mangolda 12.05.06, 14:11
                  żeby nie było, ja chetnie poszłabym do roboty, tylko takiej coby mi zostało
                  troche prywatnego życia- mam męża no i to zobowiązuje, jeśli jednak byłabym na
                  zaocznych(wolę takie, uważam, że wieczorowe to marnowanie czasu, wieczorem to
                  sie jakby mniej myśli i sie za dużo bym nie nauczyła) to bym naturalnie poszła
                  do pracy, i nie chcę byś myślała, że bronię tamtego dzieciaka, absolutnie,
                  tylko, że chciałam powiedziec, że są dzienne płatne, a jakbym nie miała męża to
                  bym z przyjemnościa poszła do roboty na promocje na weekendy coby samej nie
                  siedziec w domu i nie nudzić się(na dyskoteki nigdy nie chodziłam i nie jest mi
                  to do szczęścia potrzebne)
                  • coroline Re: Mangolda 12.05.06, 21:13
                    > wieczorem to
                    > sie jakby mniej myśli i sie za dużo bym nie nauczyła) to bym naturalnie
                    > poszła

                    no fakt jak ty takie bzdury o 14tej wypisujesz to wieczorem prawdopodonie juz
                    wogole nie myslisz.

                    > a jakbym nie miała męża to bym z przyjemnościa poszła do roboty na promocje
                    > na weekendy coby samej nie
                    > siedziec w domu i nie nudzić się(na dyskoteki nigdy nie chodziłam i nie jest >

                    no to dbaj o tego meza tylko z umiarem "coby" jeszcze sil na nauke wystarczylo.
                    a na jakim kierunku studiow jestes jesli mozna wiedziec? i kto te studia
                    finansuje?
                    • kleo1 Re: Mangolda 13.05.06, 06:56
                      wredna jesteś, nie każdy jest do cholery sową co po nocy łazi, ja wstaję
                      wczesnie rano i mam k***a prawo mieć taka a nie inna opinie, napisałam jedynie
                      że istenija dzienne studia płatne i jak już musi studiować to niech lepiej na
                      bezpłatnych i nie życze sobie bys mnie obrażał/a proste? jak nie umiesz nic
                      miłego napisac to lepiej nie pisz nic! nie znasz mnie i nie oceniaj, jak ci
                      się nie podoba nie czytaj jasne!
                      • kleo1 Re: Mangolda 13.05.06, 06:56
                        to było do corocośtam nie musze zapamiętywać nicka osoby która mi ubliża
                        • kleo1 Re: Mangolda 13.05.06, 07:02
                          a i jeszcze jedno, mam zakichane prawo uważać, że rodzina jest dl amnie
                          najważniejsza, ktś kto życzy sobie żebym skończyła studia daje mi na nie
                          pieniądze, wszystko na forum ni mam zamiaru pisać, nie wszyscy musza wszystko o
                          mnie wiedzieć, bezczynnie nie siedze, pomagam w firmie, która będzie kiedyś
                          moja ale tłumaczyć się takiej osobie jak ty nie musze, ktora potrafi tylko
                          wytykac ludziom glupote, szkoda, ze nie umiesz spojrzec glebiej, albo chociaz
                          zapytac, tak najlepiej
                          • glonik Re: Mangolda 13.05.06, 13:22
                            kleo1 napisała:
                            > a i jeszcze jedno, mam zakichane prawo uważać, że rodzina jest dl amnie
                            > najważniejsza, ktś kto życzy sobie żebym skończyła studia daje mi na nie
                            > pieniądze, wszystko na forum ni mam zamiaru pisać, nie wszyscy musza wszystko
                            o
                            >
                            > mnie wiedzieć,

                            Nie, nikt nie musi wszystkiego wiedzieć, ale żeby odpowiedzi były rzetelne,
                            trzeba odrobine się odsłonić. Prawda wyszukiwarki, prawda monitora, ze se
                            potrawestuję.
                            Młodsza Córka mojego M. studiuje. Wybrała sobie dzienne, płatne. Ojciec
                            sugerował jej inne rozwiązanie, dzienne, niekoniecznie płatne.
                            Dofinansowuje Ją, mimo, ze Córka wybrała inna opcję dokształtu, ale lekko
                            docisnął w sprawie kredytu studenckiego. Córka wzięła, kredyt jest bardzo nisko
                            oprocentowany, ale... ale trzeba się co semestr meldować z indeksem. I to jest
                            kolejny bodziec do uczenia się, a nie udawania, że się studiuje.
                            • glonik PS nazywa się to "preferencyjny kredyt studencki" 13.05.06, 13:23
    • cogita Trzeba płacić 12.05.06, 10:26
      materialną i mentalną cenę ,drogie panie, jak się brało faceta po przejsciach i
      z przychówkiem.
      Z góry wiadomo, ze jego ex, dzieci,które nie znikną wraz z naszym
      zamążpójściem, a przeszłość lubi się ciągnąć ,jak guma do żucia.
      Badźcie dzielne macochy i zamiast narzekać, weźcie się w garść i z podniesionym
      czołem zmagajcie się z przeciwnosciami losu,.... a któraś tu napisała , ze jest
      szczęśliwa mimo wszystko, w co wątpię, bo nie tak przecież miało być.
      • m-jak-magi Re: Trzeba płacić 12.05.06, 11:00
        wow cogita pokusila sie o glebsze przemyslenia.
        jestem pod wrazeniem ...........
        • zawsze-w-drodze Re: Trzeba płacić 12.05.06, 11:40
          DO: Mangolda - Błagam nie rozczarowuj mnie do końca. Naprawdę ten efektowny,
          inteligentny, przewrotny nick to dzieło...przypadku?! Zaczynam niestety
          wierzyć, że istniejesz - ot taki lokalny klon pazernego i prymitywnego,
          wczepionego w duuużo starszego faceta indywiduum 'a la Ann Nicole Smith...
          Szkoda.
          DO: Bezkresneniebo - mąż musi ukrywać swoje wydatki na syna? Super to rokuje
          waszej przyszłości! Naprawdę! Ciekawe co będzie za parę lat - z doświadczenia -
          aż nadto bogatego zapewniam, wiem, że takie postawienie między młotem a
          kowadłem nie wróży nic dobrego żadnej ze stron. A jeśli pasierb nie dostanie
          się na studia dzienne - cóż to zmieni? Mąż dalej będzie po kryjomu płacił
          i "udawał niewiniątko". Wiesz - opowiem Ci coś - poznałam swojego męża kilka
          lat po jego rozwodzie - rozwiódł się nie dla mnie - rozwiódł się dla Wielkiej
          Miłości Swojego Życia - zniósł ostracyzm towarzyski, bolesny, długi rozwód,
          stratę całego dorobku życia - byli potem ze sobą ponad rok - było im cudownie -
          ona też odeszła od swojego męża - poróżnił ich syn męża - ona konsekwentnie
          zarzucała mu zbyt częste kontakty, zbyt duże wydatki, wartościowała kto
          ważniejszy - syn czy ona. Rozeszli się, nikt, żaden rodzic nie zniesie takiego
          stanu na dłużej. Ja też mam "swoje" dziecko. Kocham je nad życie, kocham też
          męża - nie wyobrażam sobie sytuacji w której ktoś mnie zmusza do wyboru - syn
          lub mąż - wcześniej czy później napięcie byłoby nie do zniesienia. Różnica jest
          taka, że od męża - nawet z bólem, można odejść - od dziecka się nie da...
          • mrs_ka Re: Trzeba płacić 12.05.06, 12:00
            E tam, klony, klony... Jakie klony?
            Znam panią, która twierdzi, że najlepszym napojem w okresie ciązy jest piwo.
            Znam też inną pania, która może przez kilka godzin wam udowadniać, że jej sąsiad
            produkuje amfetaminę w bębnie pralki marki "Wiatka".
            To są autentyki, więc dlaczego zakładacie, że do internetu nie trafiają takie
            indywidua? One naprawdę istnieją.
            Kompleks Elektry też istnieje, nie wspominając już o zjawisku infantylnego
            konkurowania osoby dorosłej z cudzymi dziećmi.
            a.
            • barbara001 Re: Mangolda 12.05.06, 12:20
              Może Mangolda jest ciekawym zjawiskiem ale dla psychiatry. Jak można aż tak
              bardzo ziać nienawiścią do innych ludzi, jak można tak innych oceniać!( w watku
              z innego forum mangolda oswiadczyła, że wszystkie dzieci z rozbitych rodzin
              zostana prostytutkami i pedałami). Niepokojące jest to w jak dramatyczny sposób
              mangolda próbuje zagarnąć to co udało jej sie pozyskać tzn. męża i dziecko,
              rodzinę, i ten strach przed tym, ze ktos może przyjść i jej choć kawałeczek
              tego uszczknąć. Najlepiej jakby mogła schować sie z tym swoim szczęsciem tam,
              gdzie nikt by ich nie znalazł i nie mógł zaszkodzić.I najsmutniejsze w tym jest
              to, że nie przyjdzie jej do głowy, ze ludzie moga zyc inaczej, nie dopuszcza do
              siebie, ze innym sie udaje i polubic pasierbów i ułozyć sie z eks partnerami,
              ze kłopoty w wiekszości sa do rozwiązania. Moim zdaniem mangolda to taki struś.
              Złapałam to co mam, głowa w piasek i dalej jazda od tego co moje bo bede
              dziobac. I jak można byłoby zrozumiec urwanie kontaktów z pasierbami czy eks
              zonami bo cos tam, to ta nienawiść i chore teorie, jakimi posługuje sie
              mangolda kwalifikują sie na terapię. Biedne to jej dziecko, jakie budujące
              wartości musi chłonąć od matkisad
      • weronka77 Re: Trzeba płacić 12.05.06, 12:09
        Ja na szczęście za nic nie płacę-pasierbów w moim życiu nie ma i nie
        będzie.WIęc czym się mam przejmować i denerwować?Dzieci męza to tylko i
        wyłącznie jego sprawa.
        • pola_negri Re: Trzeba płacić 12.05.06, 18:56
          Osobiście uważałabym na nagłe "ucywilizowanie" Mangoldy. Nie wierzę w zmianę,
          nie ufam jej ani trochę. Dlaczego? Ot, choćby dlatego:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=18111&w=40011238
          Nie, nie wyszukałam tego tekstu teraz, żeby specjalnie dokopać. Przeczytałam go
          już dawno i to nie raz. Nie jest to jedyny tekst tego rodzaju.
          Mangoldo, jesteś podłą osobą. Jesteś pozbawiona wyższych uczuć, bezwględna i mściwa.
          Nieczęsto życzę ludziom źle, ale jeśli chodzi o ciebie, trudno jest znaleźć
          jakiekolwiek wytłumaczenie, usprawiedliwienie.
          Mam nadzieję, że słowa, które w tak bezwzględny sposób kierujesz wobec innych,
          wrócą do ciebie ze zdwojoną siłą.
          • weronka77 Re: Trzeba płacić 12.05.06, 19:36
            Jej odpowiednikiem na Forum kobieta jest Bet66...
          • mrs_ka Re: Trzeba płacić 12.05.06, 20:12
            Pola_Negri, przesadzaszsmile
            Aby napisać, że wszystkie dzieci z rozbitych rodzin zostają "pedałami lub
            prostytutkami", a jednocześnie wyznać kilka akapitów wczesniej, że starannie się
            unikało i unika kontaktu z dziećmi z rozbitych rodzin- do tego nie trzeba być
            mściwym i podłym, a jedynie nieco niepełnosprytnym wink
            Wiesz, to tak jak mój syn:
            ja- zjedz brokuła
            Młody- nie
            ja- dlaczego nie?
            Młody- bo nie lubię
            ja- dlaczego nie lubisz?
            Młody- bo są niedobre
            ja- a jadłeś już kiedyś brokuły?
            Młody- nie, bo nie lubię

            Wot, logika pięcioletnich dzieci i niektórych zasługujących na współczucie
            doroslychwink
            aa, jeszcze mi się to "getto ławkowe" przypomniało. Doprawdy, czemu nie tatuować
            dzieciom z rozbitych rodzin na czole "wyrzutek" lub "potencjalna kurwa"? Moim
            zdaniem genialny koncept. Wprawdzie nieco trąca "Mein Kampf", ale neonazizm jest
            w modzie.
            Mangolda, nie przyjaźnisz się czasem z Anną Sobecką lub dr. Wujkowską? One też
            mają równie rewelacyjne pomysły. Np. pomysł na likwidację alkoholizmu:
            wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu 1go czerwca, co naturalnie przełoży się na
            masowe oblężenie grup AA. Niepłodnym zaś proponują modlitwę o płodność, a żonom
            pedofili "ukochać i przytulić" zamiast skazać za gwałcenie córek.
            Tak więc w dobrym towarzystwie Jesteśsmile

            a.
            • bemari Re: Trzeba płacić 13.05.06, 01:15
              W każdej sytuacji trzeba po prostu być człowiekiem.Czy to takie trudne?
    • m-m-m Re: Mangolda 13.05.06, 14:58
      ...mnie tylko zastanawia jak retoryka pełna nienawiści do dzieci z rozbitych
      rrodzin (nawiasem mówiąc też takim dzieckiem jestem) jest do pogodzenia z
      poglądami Mangoldy rzekomo wspartymi chrześcijańską miłością bliźniego.
      W ktorymś wątku napisała, że takie dzieci (ze związków niesakramntalnych)
      się "nie liczą".
      Podaje mnóstwo przykładów kim to są w życiu dorosłym dzieci z rozbitej rodziny,
      przenosząc na wszystkich ten sam schemat i generalizację: jeśli to jej
      pasirbice zostawiały śmietnik w kuchni po swojej obecności to i wszystkie
      pasierbice takie są. Oczysiwście o wpływie ojca na ich wychowanie nie ma słowa,
      on niejako jest z tej odpowiedzialności zwolniony, bo z nimi nie mieszka.
      Wygodna teoria oczyszenia owego wielokrotnego recydywisty z odpowiedzialności i
      zrzucenie całej odpoiwiedzialności na te złe pasierbice i złe exie.
      Jakąś paranoją zupełną jest podział w szkole na dzieci z rozbitych rodzin i ich
      obowiazkową eliminacją z grupy rówiećniczej oraz ich obowiązkowe wizty u
      psychologa.
      Pierwszy raz czytam takie bzdury: od 8 -ego roku życia do końca szkoły byłam
      takim dzieckiem. I nigdy, przenigdy nie spotkałam się z tym, że mam się z kimś
      nie zadawać, bo moi rodzice byli rozwiedzeni, nigdy też nikt nie kazał mi
      chodzić obowiązkowo do psychologa. Moja najlepsza przyjacióka szkolna
      pochodziła z rodziny pelnej, wielodzietnej, odwrotnej do tej w jakiej ja się
      wychowywałam i jestem pewna, ze nigdy temat braku ojca u mnie nie był tematem
      żadnej dyskusji w jej domu: zawsze witano mnie tam serdecznie, a jej rodzeństwo
      kumplowało się ze mną w podobny sposób jak ona ze mną.
      Mówiąz szczerze oczy mam kwadratowe ze zdumienia jak czytam o takiej
      dyskryminacji, bo przez tyle lat ja nigdy czegoś takiego nie doznałam.
      Mangolda jest jeszcze bardzo młoda, tendencyjny czarno-bialuy świat w jej
      wydaniu kiedyś na pewno ulegnie modyfikacjom o odcieniu szarości, chyba, że
      zawsze zły to będzie ten z zewnątrz i to tym z zewnątrz będzie
      usprwawiedliwiała swoje kontrowersyjne spojrzenie na innych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka