Dodaj do ulubionych

Alimenty do rąk dziecka a nie matki

10.02.08, 12:12
Udało się tak komuś?
Córka męża skończyła 18 lat, mieszka jeszcze z matką, ale być może
od października wyjedzie na studia do innego miasta. Mąż chciałby
płacić alimenty na konto córki a nie matki, tak żeby mieć pewność,
że z tych pieniędzy rzeczywiście będzie korzystało dziecko a nie
jego matka. Rozmawiał już z byłą żoną, ale ona nie zgodziła się, aby
córka dostawała te pieniądze. Chcemy więc założyć sprawę w sądzie o
przyznanie alimentów do rąk córki. Czy może któraś z Was ma podobną
sytuację?
Obserwuj wątek
    • cleopa Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 20:45
      ale po co??? aby utrudnic eksi zycie...Rozumiem ,ze ona corke
      glodzi,nie kupuje jej ubrań,książek,nie płaci za media i
      mieszkanie...no i utrudnia córce podjęcia studiów...
      • adela38 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 20:52
        Moze po to by corka bedac osoba dorosla nie musiala o wszystko prosic matki? A
        jesli wyjezdza do innego miasta studiowac to oboje rodzice powinni ja wspierac w
        tym samym stopniu- czyz nie tak?
      • natasza39 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 21:35
        cleopa napisała:

        > ale po co??? aby utrudnic eksi zycie...


        A po to, że alimenty płaci się po to aby zaspokajać potrzeby dzieci.
        A jeśli owo dziecko jest pełnoletnie, to niech samo decyduje o swoich potrzebach.
        A co "życie exi" ma do tego, czy pieniadze dla jej córki będa płacone do rak córki?
        Chyba tylko wtedy ma to znaczenie, gdy exia z tych pieniedzy zyje.

        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
    • kicia031 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 22:03
      No coz, stopien dojrzalosci 18-latkow rozni sie znaczaco.
      Sadze jednak, ze jest duza szansa, ze panna przyhula kase, traktujac ja jako
      kieszonkowe, a po pieniadze na mieszkanie, ubranie i zarcie, a takze podreczniki
      przyjdzie do matki.
      Bo tata placi tylko alimenty i juz jest zwolniony z zobowiazan, a matka troszczy
      sie o zaspokojenie potrzeb dziecka - niestety to scenariusz calkiem czesty.
      • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 22:07
        Dziecko ze 'standardowej' rodziny tez z wielkim prawdopodobienstwem
        przez pierwsze pare miesiecy bedzie kase przepijac/wydawac na
        bzdury. Po paru miesiacach sie nauczy.
        • e_r_i_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 09:48
          nsc23 napisała:

          > Dziecko ze 'standardowej' rodziny tez z wielkim
          > prawdopodobienstwem przez pierwsze pare miesiecy bedzie kase
          > przepijac/wydawac na bzdury.

          Jak sie tak zachowa, to raczej ze standardowej nie jest.
          Albo sie na studia nie nadaje.
          • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 12:33
            No to jestem z niestandardowej rodziny, bo pierwszy semestr skonczylam z debetem
            500 funtow na koncie. Nie pilam i nie uzywalam zadnych narkotykow, po prostu nie
            bylam przyzwyczajona do planowania wydatkow (po dwoch latach w szkole z
            internatem czlowiek nie wie ile na co idzie, bo mieszkanie i jedzenie jest
            wliczone w czesne). Drugi semestr skonczylam na zero, oszczedzajac, zeby pokryc
            debet z semestru pierwszego.
            Chyba jestem z niestandardowej rodziny, albo sie na studia nie nadaje.
          • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 12:35
            W temacie wydawania kasy: czlowiek idący na studia powinien umieć
            gospodarowac pieniedzmi. A jak nie umie, to sie po miesiacu nauczy -
            z korzyscia dla wszystkich.

            Znaczy sie, jest z 'niestandardowej' rodziny jak nie umie, tak? Bo juz sie
            pogubilam...
            • e_r_i_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 12:42
              nsc23 napisała:

              > Znaczy sie, jest z 'niestandardowej' rodziny jak nie umie, tak? Bo
              > juz sie pogubilam...

              Ty uzylas sformułowania 'standardowa' w odniesieniu do
              pelna_niepełna, ja w znaczeniu 'przygotowujaca do doroslego zycia'
              (fakt pelna/niepelna bez znaczenia). Za nieporozumienie (choc smiem
              przypuszczac, ze takiego nie bylo) przepraszam.
              • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 13:34
                Ja po prostu uwazam, ze nie ma znaczenia, czy rodzina jest
                pelna/niepelna/patchworkowa/whatever i tak wiekszosc ludzi przez pierwsze pare
                miesiecy sie 'oswaja' z prowadzeniem wlasnego budzetu i zdarza im sie nie
                wyrobic. No chyba, ze wszyscy moi znajomi sa z rodzin nieprzygotowujacych do
                doroslego zycia tudziez nie nadaja sie na studia.
                • e_r_i_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 13:59
                  nsc23 napisała:

                  > Ja po prostu uwazam, ze nie ma znaczenia, czy rodzina jest
                  > pelna/niepelna/patchworkowa/whatever i tak wiekszosc ludzi przez
                  > pierwsze pare miesiecy sie 'oswaja' z prowadzeniem wlasnego
                  > budzetu i zdarza im sie nie wyrobic.

                  Tez uwazam, ze tutaj nie ma znaczenia czy rodzina jest
                  pelna/niepelna/patchworkowa/whatever. Uwazam tez, ze jednak
                  oswajanie zaczyna sie wczesniej, jak dzieciak zaczyna dostawac
                  kieszonkowe i wie, ze musi to mu wystarczyc na to i tamto. Umowmy
                  sie, ze czlowiek idacy na studia to nie szesciolatek, ktory rzuci
                  sie na super zabawke, bez myslenia, ze musi sobie jeszcze cukierki
                  kupic. Pewnie, ze sie studentowi moze zdarzyc szalenstwo na
                  imprezie, a potem wcina makaron z jajkiem. Ale nie przeginajmy w
                  druga strone - ze wiekszosc pierwsze pol roku kase przebalowuje.
                  Wydaje mi sie, ze jednak 19-latek to istotna myslaca.
                  • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 14:07
                    Ale tu nie chodzi o samo przebalowanie, ale takie na przyklad sprawy jak
                    rachunek za prad - mnie moj pierwszy rachunek zaskoczyl kompletnie i nie
                    wiedzialam, ze tyle kasy wydam. Biorac pod uwage, ze 'bohaterka watku' wybiera
                    sie do innego miasta, moze sie okazac, ze sa roznice cenowe, miedzy miejscem
                    gdzie mieszka, a gdzie bedzie sie uczyc. Ja na przyklad nie mialam pojecia ile
                    kosztuje jedzenie miesiecznie, bo w domu nigdy sie nie liczylo takich rzeczy i
                    jedzenie sie po prostu kupowalo. Dopiero bedac studentka zaczelam sie
                    zastanawiac nad tym, ile za co place i ktory sklep jest tanszy. Nie znam osoby,
                    ktora wiedzialaby ile ich rodzina wydaje miesiecznie na jedzenie/prad/telefon z
                    taka dokladnoscia, zeby na tej podstawie zaplanowac swoj budzet. Niektorzy ucza
                    sie po miesiacu, niektorzy po 3, a niektorzy nigdy. Ja sie nauczylam planowac
                    dlugoterminowo, bo dostaje od rodzicow kase na caly semestr z gory, co nie jest
                    standardowe, ale dla nas jest latwiejsze, ale nawet ci, z moich znajomych,
                    ktorzy dostaja kase raz na miesiac co najmniej dwa-trzy miesiace przyzwyczajali
                    sie do nowej sytuacji i planowania wydatkow.
                    • e_r_i_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 14:15
                      No coz, widac ja mialam latwiej, bo mieszkalam w akademiku smile.
                      Nie trafia jednak do mnie argument 'niewiedzy' i 'nieinteresowania
                      sie', bo ja mieszkajac z rodzicami wiedzialam, jaki jest rzad
                      wielkosci rachunkow za prad, wode czy inne koszty stale.
                      BTW jak sama widzisz, to nie kwestia kwot i tego, od kogo sie
                      dostaje kase - ewentualne przebalowanie nie jest wiec argumentem
                      przeciw alimentow bezposrednio do rak dziecka.
                      • jayin Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 18:43
                        też mi się wydaje, że jeśli dziecko jest uczone od małego gospodarowania pieniędzmi i uczestniczy W PEŁNI w życiu rodziny, to małe szanse na to, że nie poradzi sobie z samodzielnością finansową i planowaniem wydatków.

                        u nas w domu też zawsze się mówiło głośno o wydatkach, "co ile za ile", prąd, woda, liczniki (szczególnie jak te liczniki zakładać zaczęli na wodęsmile, na zakupy też się często razem chodziło i widziały dzieci, co się kupuje, za ile, ile pieniędzy można przebalować na przyjemności, a ile zostawić "w żelazlnej rezerwie", kieszonkowe było, najpierw małe ("na wafelka"), potem większe. jak na codzień widzi się to i słyszy, i "praktykuje" przy boku rodzica/rodziców, to łatwo jest potemm "zarządzać" samemu. gorzej, jeśli rodzice od zawsze wyręczają dzieci we wszystkim co finansowe, nie uczą ich gospodarowania kieszonkowym, odcinają od spraw domowych na zasadzie: "jesteś dziecko, nie znasz się na tym, to sprawy doroslych".

                        a alimenty do rąk pełnoletniego dziecka - jestem za.
                        • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 21:28
                          No to sie obracam w kregu rozpieszczonych dzieciakow wink
                          U mnie zakupy rodzice robili po drodze z pracy, rzadko wtedy z nimi
                          bywalam, wiec nie mialam pojecia ile co kosztuje. Kieszonkowe
                          dostawalam, ale jakos nigdy nie nauczylam sie nim gospodarowac.
                          Teraz w sumie tez tak mam, ze na poczatku semestru zyje 'wypasnie' a
                          pod koniec wsuwam zupki chinskie. To chyba kwestia podejscia do
                          pieniedzy i charakteru danej osoby, ja na przyklad nie umiem
                          oszczedzac, dopoki nie widze, ze do konca semestru zostalo mi dwa
                          tygodnie, a na koncie 10 funtow smile a i tak zawsze mam do
                          wykorzystania debet.

                          Ale ad rem - uwazam, ze przekazywanie tych pieniedzy przez mame czy
                          bezposrednio nie ma znaczenia (no chyba, ze matka prowizje pobiera
                          za psorednictwo wink). Jak ktos nie umie gospodarowac pieniedzmi to
                          nie umie i juz smile
                          • jayin Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 23:17
                            nsc23 - to nie chodzi o to, że dzieciaki rozpieszczone smile
                            dzieciaki bywają fajne i mądre, ale nieprzygotowane po prostu do jakichś samodzielnych finansowych np. decyzji.
                            (wersje rozpieszczone też bywają, ale na pewno nie z powodu "nie wdrażania ich w sprawy domowe" )

                            wydaje mi się, że gro rodziców "nie przygotowuje" dzieci do tego z "dobrych chęci". chcą im oszczędzić może "za szybkiego dorastania", albo problemów z "zarządzaniem pieniędzmi". i OK. tyle tylko, że nie zdają sobie najczęściej sprawy, że dbanie o dziecko w taki sposob (chronienie go przed "problematycznymi/dorosłymi sprawami") rzadko przynosi pozytywny rezultat, jak dziecko jest już dorosłe. taki świat niestety, że nigdy nie wiadomo, kiedy rodziców albo zabraknie, albo nie będą w stanie pomagać dziecku w podejmowaniu decyzji, albo też dziecko będzie musiało samo gospodarować swoimi finansami, chociażby właśnie na studiach.

                            ale to temat rzeka pewnie smile i nie związany do końca z wątkiem.

                            pozdr.
                            • adela38 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 23:43
                              Osoba pelnoletnia nie jest "dzieciakiem", przynajmniej prawnie.
                              Ma pelne prawo otrzymywac alimenty do wlasnej dyspozycji.Osoba wyplacajaca
                              alimenty nie ma wtedy obowiazku przekazywac ich jej matce.Moze na wyrazna prosbe
                              doroslego dziecka, ale nie musi.I matce nic do tego.Co wiecej matka jest w takim
                              samym stopniu zobowiazana alimentowac swoje dziecko.I to jak to robi to sprawa
                              miedzy nia a doroslym juz dzieckiem.
                              Czy wiecie , ze w niektorych innych panstwach alimentacja konczy sie z chwila
                              pelnoletnosci, a student utrzymuje sie sam z kredytu studenckiego, ewentualnego
                              stypendium i wlasnej pracy? Nawet tzw dobre i zamozne rodziny wymagaja od swoich
                              pociech by na siebie pracowaly...
                              • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 00:07
                                Nie wiem, o jakich krajach mowisz, ale w UK ludzie na studiach
                                rzadko kiedy utrzymuja sie w 100%. A juz szczegolnie na wyzszych
                                latach. Owszem, Brytyjczycy maja kredyty studenckie, ale po
                                spelnieniu ilus tam warunkow, w tym bodajze finansowych. Z moich
                                znajomych w tym momencie (jestem na 3. roku) pracuja moze ze 2-3
                                osoby, nikt nie ma kredytu, czesc musi placic czesne (Anglicy),
                                czesc nie (Polacy). Nie jest niczym dziwnym, ze rodzice kupuja
                                dziecku samochod, albo dokladaja mu do tego, co zarobi w wakacje.
                                Nie znam osoby bez laptopa i iPoda. Wiekszosc z pieniedzy rodzicow,
                                albo zarobionych w wakacje pieniedzy. Najczestszy model to taki, ze
                                rodzice daja na mieszkanie i zarcie, na reszte czlowiek dorabia w
                                czasie wakacji (dlatego we wrzesniu wszyscy maja nowy sprzet wink)
                            • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 00:02
                              Ale temat ciekawy smile
                              Bo ja na przyklad nie wyobrazam sobie, ze przychodzi rachunek z
                              elektrowni, a moja mama robi zbiorke w kuchni i mowi nam 'dzieci,
                              przyszedl rachunek za prad na Xzl'. Przychodzi rachunek,
                              zaadresowany do moich rodzicow, mama/tata go bierze, otwiera, robi
                              przelew, koniec tematu. To samo z telefonem, woda, wywozka smieci,
                              satelita, internetem i czym tam jeszcze. Jak mieszkalam w domu, to
                              jedzenie kupowalam w zasadzie tylko wtedy, kiedy chcialam zjesc poza
                              domem, albo cos kompletnie innego niz wszyscy na obiad. Jakbys mnie
                              zapytala wtedy, ile kosztuje kilogram szynki, to nie mialabym
                              zielonego pojecia.
                              • adela38 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 07:08
                                Podalam przyklad ze Skandynawii.Studenci tutaj przewaznie utrzymuja sie
                                sami.Nawet na takich studiach jak medycyna, gdzie zajec jest na tyle duzo, ze na
                                prace nie ma duzo czasu.Wtedy pracuje sie cale wakacje by miec za co
                                studiowac.Po to tez studenci maja dluzsze wakacje. Studia traktowane sa jako
                                inwestycja we wlasna lepsza przyszlosc.Nie znaczy to, ze rodzice w ogole nie
                                pomagaja- czesto pomoga np zaplacic rachunek od dentysty... jesli ich na to stac...
                                Moj syn chodzi z dziewczyna od niego starsza 2 lata.Wlasnie skonczyla 18 lat i
                                jej matka wymaga by ona chodzila do pracy i dokladala sie do wspolnego
                                gospodarstwa badz szla na swoje...Dziewczyna jest najstarsza z trojki
                                rodzenstwa, matka zarabia nie tak zle, ale ojciec dzieci nie mieszka z rodzina
                                tylko placi alimenty.
                                Co do wiedzy na temat cen itp- to kwestia chcenia, zainteresowania i wychowania.
                                Ja sama bedac najstarsza corka w latach kryzysu bylam domowym zaopatrzeniowcem,
                                czyli stalam w kolejkach i juz dzieki temu wiedzialam co ile kosztuje. Mialam
                                wiecej obowiazkow niz inni w tym czasie i w sumie na dobre mi to wyszlo.Mniej
                                mialam wakacji i przyjemnosci, mniej czasu dla kolezanek, ale mimo wszystko
                                skonczylam renomowane studia i mam naprawde dobra sytuacje materialna.Wspolne
                                obowiazki dla rodziny spowodowaly, ze jako rodzenstwo mamy silna wiez miedzy
                                soba i chec wzajemnej pomocy. Wspolnie tez pomagamy naszym rodzicom.I mimo
                                trudnosci wszyscy z naszej piatki skonczyli studia.
                                • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 10:55
                                  Adela,
                                  jak trzeba bylo stac w kolejkach, to ja mialam maks. 3 lata
                                  ('86) smile, ale to tak na marginesie.
                                  U nas w domu po prostu wygladalo to tak, ze rodzice robili zakupy po
                                  drodze z pracy, albo w ciagu dnia robila nam je nasza pomoc domowa.
                                  Caly dom tez ona sprzatala, poza pokojami dzieci (znaczy sie moim i
                                  mojego brata). Sprzatalismy tylko swoje pokoje i kuchnie w weekend.
                                  Co nie przeszkodzilo mi znalezc pracy jako sprzataczka w tydzien po
                                  rozpoczeciu studiow w Edi, ale tak naprawde dopiero wtedy nauczylam
                                  sie sprzatac smile
                                  Co do pracy wakacyjnej - widzisz, w UK czy Skandynawii to jak
                                  najbardziej mozliwy scenariusz i wynika to z kultury, bo tam po
                                  prostu tak jest. Nawet ludzie, ktorych stac na to, zeby dzieciaki
                                  caly czas lezaly kolami do gory wysylaja je do pracy 'dla zasady'. W
                                  Polsce nie wiem jak to wyglada, ale chyba z paru miesiecy pracy
                                  wakacyjnej nie utrzymasz sie caly rok? No i w Edi wakacje dla
                                  studentow trwaja od polowy maja do 3. tygodnia wrzesnia a w PL od
                                  konca czerwca (mniej wiecej) do pazdziernika.
                              • e_r_i_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 08:09
                                nsc23 napisała:

                                > Ale temat ciekawy smile
                                > Bo ja na przyklad nie wyobrazam sobie, ze przychodzi rachunek z
                                > elektrowni, a moja mama robi zbiorke w kuchni i mowi nam 'dzieci,
                                > przyszedl rachunek za prad na Xzl'.

                                Nie popadajmy w absurdy.

                                W temacie zakupow - zdarzało mi sie robic zakupy z rodzicami.
                                Wystarczylo do rekonesansu cenowego.
                                Zdarzalo mi sie placic rachunki - jw.
                                Zdarzalo mi sie gotowac dla rodziny, sprzatac itd.
                                Jednym slowem - uczestniczylam CZYNNIE w zyciu domu. Teraz to
                                procentuje.
                                • nsc23 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 10:59
                                  Wiadomo, ze doslownie to u nikogo tak nie ma, ale u nas pojawiala
                                  sie koperta i znikala i nikt nawet nie mowil, ile rachunek wynosi.
                                  Po prostu tata go placil i tyle.
      • natasza39 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 10.02.08, 23:34

        kicia031 napisała:

        > No coz, stopien dojrzalosci 18-latkow rozni sie znaczaco.

        Ano rózni się!
        Jak se matka wychowała tak se teraz ma!
        Mój dwudziestoletni syn jakoś rozumie, że nie cała jego "rentka po ojcu" jest
        wyłącznie na przehulanie bo go w odpowiedzialności wychowałam.
        Jak se mamusia wychowa twór który wyłacznie mysli o tym, że "ma mieć, bo sie mu
        nalezy" to jej brocha i jej kłopot.
        Jak se mamusia wychowa człowieka odpowiedzialnego, który wie, ze prąd, gaz,
        mieszkanie wymagają OPłACANIA to znaczy ze sie z wychowania wywiązała i
        przelewanie na osobiste konto takiego człowieka nie jest problemem. żyją z
        mamusia razem to się i razem utrzymują.
        I nie wiem kicia kto Ci takich kitów nawciskał o utrzymaniu na studiach.
        Ja mam syna na studiach w Krakowie i 1000 zł mu zupełnie starcza.
        Co prawda nie pije, nie pali, nie narkotyzuje się, więc ma mniejsze wydatki, ale
        tysiak starcza mu na bank!
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • kicia031 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 08:28
          Jak se matka wychowała tak se teraz ma!

          Nie no tak, matka jest od wychowywania, a ojciec od wrzucenia
          zasadzonych alimentow i zapomnienia o tym, ze ma dziecko.

          W zyciu nie czytalam wiekszej bzdury.
          • natasza39 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 10:13
            kicia031 napisała:

            > Jak se matka wychowała tak se teraz ma!
            >
            > Nie no tak, matka jest od wychowywania, a ojciec od wrzucenia
            > zasadzonych alimentow i zapomnienia o tym, ze ma dziecko.
            > W zyciu nie czytalam wiekszej bzdury.



            Bo też nie o wychowaniu jako całości mówimy tylko o tym jak matka,
            która dysponuje przecież budźetem nauczy dziecko rozporządzać
            pieniedzmi, jak go wdraża w zarządzanie finansami.
            Ojciec płacący alimenty na to wpływu nie ma żadnego.
            MAło tego, czesto gdy taki ojciec chce potomka oszczędnosci nauczyć
            to traktowane jest to jako jego wredota, bo przecież ojciec mna dać.
            A zatem o tym aspekcie mówiąc, ojciec na wychowanie w kwestii
            finansów wpływu nie ma zadnego albo bardzo znikomy.



            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
            • kicia031 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 10:19
              A ja wciaz uwqazam, ze tu rola ojca tez jest. Przeciez dziecko tez
              bywa u ojca, slyszy o jego sprawach finasowych, zarzadzaniu
              budzetem.

              To, ze dla ciebie natasza to abstrakcja z roznych wzgledow, nie
              znaczy, ze u kazdego tak wlasnie ma byc. zdarzaja sie odpowiedialni
              ojcowie, ktorzy wychowuja dzieci w roznych sfereach zycia, nie tylko
              w tych, w ktorch im wygodnie.
              • natasza39 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 10:32
                kicia031 napisała:
                > To, ze dla ciebie natasza to abstrakcja z roznych wzgledow, nie
                > znaczy, ze u kazdego tak wlasnie ma byc. zdarzaja sie
                odpowiedialni
                > ojcowie, ktorzy wychowuja dzieci w roznych sfereach zycia, nie
                tylko
                > w tych, w ktorch im wygodnie.


                A może to dla ciebie, kicia, abstrakcja, ale są matki, które
                wychowuja dzieci tak:
                "Ojciec jest od dawania w pozostałych kwestiach ma gówno do gadania"

                Ponadto dochodzi jeszcze jedna kwestia:
                Jeśli przez X lat matka jest dysponentem alimentów płaconych na
                dziecko przez ojca.
                Większość ojcó nie ma wpływu na co matka wydaje te pieniądze.
                Powiedzmy, że jeden ojciec wolałby np. aby matka inwestowała
                pieniądze w materiały edukacyjne a matka woli wydawac te pieniądze
                na firmowe ciuchy. A zatem to ona poprzez celowość wydatków daje
                dziecku sygnał co jest waźne, a co waźniejsze.
                I jeśli potem owo dziecko osiąga pełnoletnosc i samo zaczyna
                dysponować swoimi, płaconymi przez ojca pieniędzmi to będzie się
                nimi żądziło wg wzorców otrzymanych od matki.
                Nie sądzę aby dziecko wychowane przez oszczędną i mądrą matkę,
                wzięło pieniądze wpłacone przez ojca na jego konto i rozpierdzieliło
                w jeden dzień na głupoty.
                Dziecko matki, która ojca traktowała wyłącznie jako bankomat, tak
                się właśnie zachowa. Takie dziecko potraktuje pieniądze przesłane
                przez ojca jako extras na pierdoły, a jako bankomat na rzeczy
                przyziemne (zarcie i media) potraktuje tym razem matkę.


                ---------------------------------------------------------------------
                Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                jest z głupcami.
          • marusia1 Kicia 04.04.08, 23:23
            a jaki wpływ może mieć ojciec na wychowanie dziecka, jeśli nie mieszka z nim,
            nie przebywa na codzień? Mój M. załamał się zachowaniem syna, który był pod
            opieką matki tylko przez 2 lata. Młody jest teraz z nami (też już/aż 2 lata)
            wkładamy mu do głowy wartościowe rzeczy, uczymy go jak należy żyć, a np.
            2-tygodniowy pobyt u mamuśki zburzył wszystko, włącznie z poczucie
            bezpieczeństwa dziecka. Siła przebicia matki jest wielka, choćby była nie wiem
            jak złym człowiekiem.
            • kicia031 Re: Kicia 05.04.08, 08:18
              Masz racje co do sily przebicia matki - ale sadze, ze ojciec tez moze miec duzy
              wplyw - paradoksalnie, czesto ten rzadko widywany rodzic jest idelizowany i
              staje sie zyciowym wzorcem.
              No i to zalezy od czestotliwosci spotkan - sa ojcowie, ktorzy widuja sie z
              dzieckiem czesciej nicz raz na 2 tygodnie...

              Wspolczuj Mlodemu i wam, ze macie takie problemy. Trzymajcie ie cieplo.
    • kicia031 dodam jeszcze 10.02.08, 22:05
      Koszty utrzymania dziecka studiujacego poza rodzinnym miastem to wydatki rzedu
      1500 - 2000 pln najmarniej. Rozumiem, ze alimenty sa tak zawrotne, ze pokryja te
      koszty i Exia bedzie z tego mogla cos dla siebie uszczknac.

      Zalosne, naprawde zalosne.
      • adela38 Re: dodam jeszcze 10.02.08, 22:54
        kicia031 napisała:

        > Koszty utrzymania dziecka studiujacego poza rodzinnym miastem to wydatki rzedu
        > 1500 - 2000 pln najmarniej. Rozumiem, ze alimenty sa tak zawrotne, ze pokryja t
        > e
        > koszty i Exia bedzie z tego mogla cos dla siebie uszczknac.
        >
        > Zalosne, naprawde zalosne.

        Alimenty moglyby pokryc co najwyzej polowe tych kosztow... a poza tym istnieja
        stypendia i kredyty dla studentow...
        Eksia byla z koniecznosci posrednikiem- wz chwila pelnoletnosci posrednik nie
        jest potrzebny...
      • natasza39 Re: dodam jeszcze 10.02.08, 23:45

        Pisałam o tym powyżej, ale napisze raz jeszcze!
        Gdyby koszty studiowania były takie jak napisałaś, to bardzo mało dzieci
        studiowałoby.
        Mój syn studiujący w Krakowie (drogie miasto chyba każdy przyzna), na nie taniej
        uczelni (AGH), dostaje 1000 zł i mu wystarcza.
        No chyba że jest się studiuje na płatnych studiach, bo się maturę kiepsko zdało
        i trzeba płacić czesne, albo chce się wynajmować samodzielne mieszkanie tylko
        dla siebie, to faktycznie koszty mogą wzrosnąć do niebotycznych rozmiarów.
        Ale na takie luksusy nie stać 99% studiujących, więc nie ma się co podniecać.
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • cleopa Re: dodam jeszcze 11.02.08, 09:07
          to poradx mi jak to zrobisz bo moaj corka planuje studia w krakowie
          i ja drżę bo boje sie ze nie dam rady..

          A co do alimentow to gdy dziecko mieszka w domu z matka nie widze
          potrzeby aby te alimenty nagle przelewac na konto dziecka,dla mnie
          to czysta zlośliwość,bo niestety na matce lezy cala
          odpowiedzialność i ciężar dnia codziennego a alimenty
          niejednokrotnie ratują sytuacje a nie sa na "potrzeby eksi"..
          • e_r_i_n Re: dodam jeszcze 11.02.08, 10:00
            cleopa napisała:

            > to poradx mi jak to zrobisz bo moaj corka planuje studia w
            > krakowie i ja drżę bo boje sie ze nie dam rady..

            Mam w tej chwili dwojke rodzenstwa studiujacego poza domem. Oboje
            dostaja po 950 zł + 50 zł opłaty za komorke (czyli jak u Nataszy
            wychodzi 1000 zl) i sie z palcem w nosie utrzymuja. Brat sobie nawet
            zakupil nowy monitor w wiekszosci z odlozonej z tego tysiaka kasy.
            I nie odmawiaja sobie niczego, a mnie nawiedzaja w celu konsumpcji
            moze raz w miesiacu.
            A na ekstrasy (czytaj: ciuchy i kosmetyki) sobie dorabiaja (siostra
            znaczy, bo brat nie potrzebuje).
          • natasza39 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 10:06
            cleopa napisała:

            > to poradx mi jak to zrobisz bo moaj corka planuje studia w
            krakowie
            > i ja drżę bo boje sie ze nie dam rady..

            No ja nie wiem jakie Twoja córka ma potrzeby i w jaki sposób Ty je
            zaspokajasz.
            Ja mojemu synowi daję 1000 zł miesięcznie i ma mu wystarczyć.
            Jedyna "pomoc" dodatkowa to pierogi robione przez babcię, które
            sobie zabiera do Krakowa, a ja mu czasem piekę jakieś ciasto.
            Za tego tysiaka ma sobie opłacić mieszkanie, kupić ksiazki i ubrania.
            Fakt, faktem, że panienki młode są droższe w utrzymaniu, bo wydają
            na ciuchy i kosmetyki.
            Tym niemniej to też od wychowania rodziców zależy czy się kupuje
            takiej nastolatce firmowe ciuchy, buty i kosmetyki, czy też po
            zwykłych sklepach.
            Na normalne utrzymanie studenta, który studiuje na studiach
            dziennych państwoej uczelni suma 1000-1200 zł spokojnie
            wystarcza.
            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
            • cleopa Re: dodam jeszcze 11.02.08, 10:53
              No to mnie pocieszylyscie smile serio tysiaka jueszcze wykoluje.Moja
              corka jest rozsadna i oszczedna,nie wydaje na pierdoly .Ja
              obawialam sie najbardziej tych oplat za mieszkanie...
              pozdr
      • e_r_i_n Re: dodam jeszcze 11.02.08, 09:44
        kicia031 napisała:

        > Koszty utrzymania dziecka studiujacego poza rodzinnym miastem to
        > wydatki rzedu 1500 - 2000 pln najmarniej.

        Ciekawe skąd masz takie informacje.
        W temacie wydawania kasy: czlowiek idący na studia powinien umieć
        gospodarowac pieniedzmi. A jak nie umie, to sie po miesiacu nauczy -
        z korzyscia dla wszystkich.
        • burza4 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 11:08
          szczerze mówiąc - to chyba zależy od miasta, przecież nie tak dawno
          trąbiono o wygórowanych cenach mieszkań do wynajęcia, o problemach
          ze znalezieniem jakiegokolwiek kąta do spania. Nie każdy załapuje
          się na akademik, miejsce w pokoju przy rodzinie kosztuje 500-600 zł -
          więc mnie te kwoty nie dziwią, biorąc pod uwagę, że jeszcze trzeba
          coś jeść i jakoś dojechać.

          zresztą - mówimy przecież o KOSZTACH utrzymania, a nie o tym kto i
          jak je pokrywa. Koszty się nie zmniejszają przez to, że student sam
          zarabia na ich pokrycie.

          a nawiązując do tematu - też uważam, że to kolejny przypadek
          pt. "dokopię eks" - klasyczne założenie, że matka czerpie pełnymi
          garściami z zazwyczaj znikomych alimentów...
          • e_r_i_n Re: dodam jeszcze 11.02.08, 11:10
            burza4 napisała:

            > Nie każdy załapuje się na akademik

            W tej chwili na wiekszosci uczelni jest wiecej miejsc w akademikach,
            niz chetnych.
            • burza4 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 14:52
              e_r_i_n napisała:

              > burza4 napisała:
              >
              > > Nie każdy załapuje się na akademik
              >
              > W tej chwili na wiekszosci uczelni jest wiecej miejsc w
              akademikach, > niz chetnych.

              czy aby na pewno? dopiero co była afera w prasie, i wszyscy jak
              jeden mąż twierdzili, że jest znaczny niedobór miejsc? że przy tym
              nie sposób czegoś wynając za normalne pieniądze? trąbiła o tym
              prasa, telewizja pokazywała wywiady - i wynikalo z nich jasno, że z
              akademikami jest ogromny problem, przede wszystkim w dużych miastach.

              przeciez to chyba nie z kosmosu informacje?

              • e_r_i_n Re: dodam jeszcze 11.02.08, 14:58
                Na Politechnice Warszawskiej od lat nie ma limitu kwotowego przy
                ubieganiu sie o akademik.
                Na SGH limit jest wysoki.
                A akademiki podrozaly i kosztuja mniej wiecej tyle, co miejsce w
                mieszkaniu studenckim - czyli drozej niz bylo. Stad moze ta afera.
          • natasza39 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 11:26
            Np. na AGH aktualnie nie ma żadnego problemu z akademikiem.
            Niż z końca lat 80-tych i początku 90-tych zaczyna studiować.
            Studenci których znam wynajmują mieszkanie na 3, 4 osoby i wychodzi
            prawie tyle co akademik, czyli ok 300-350 zł/mc.
            Obiad na uczelnianych jadłodajniach, to w Krakowie koszt od 4 do 7
            zł. Przemnażając tą kwotę przez 30 dni mamy ok 200 zł. Cena biletu
            miesięcznego studenckiego na komunikację miejską też nie jest
            zniewalajaco wysoka.
            A zatem 1000 zł na dzień dzisiejszy zupełnie starcza na skromne
            życie studenckie nie powodujące bynajmniej, że student z głodu
            przymiera, bosy chodzi i pod mostem śpi.
            Oczywiście jak student chce się po klubach wieczorami włóczyć
            zamiast się uczyć, albo piwsko, czy inne alkohole codziennie chlać,
            to 1000 zł jest kwota stanowczo za mała.


            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
          • mikawi Re: dodam jeszcze 11.02.08, 11:26
            burza - jakie "dokopię eks"? alimenty są NA DZIECKO, którego
            PRZEDSTAWICIELEM do czasu uzyskania pełnoletności jest matka. Gdy
            dziecko uzyskuje pełnoletność, alimenty powinny być płacone
            BEZPOŚREDNIO dziecku, a matka, aby nimi dysponować powinna otrzymać
            pełnomocnictwo od pełnoletniego dziecka, aby otrzymywac pieniądze na
            swoje konto. Tak samo w sądzie pełnoletnie dziecko występuje w swoim
            imieniu, a matka może wystąpić w jego imieniu tylko gdy uzyska takie
            pełnomocnictwo.
          • natasza39 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 11:31
            burza4 napisała:

            >miejsce w pokoju przy rodzinie kosztuje 500-600 zł -

            No chyba, że przy rodzinie królewskiej i w tej cenie jest
            wyżywieniesmile


            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
          • dyderko Re: dodam jeszcze 11.02.08, 15:51
            Burza, wybacz ale ja chyba czegoś nie rozumiem - dziewczyna będzie
            studiować w innym mieście, w rodzinnym zostawia matkę i ojca...
            Dlaczego ojciec ma dawać alimenty matce, która nie będzie mieszkała
            z córką i nie będzie jej prowadziła gospodarstwa? Ja tu nie widzę
            symptomu dokopywania ex, raczej pazerność na władzę tejże. Czy nie
            chodzi nie o to by ojciec był dalej bankomatem, a matka tą której
            szczodra ręka rozdaje dobra?
    • mikawi Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 11:38
      Olga - mąż powinien taki wniosek złożyć jak najszybciej, to kwestia
      formalności ale lepiej miec papier z sądu, że alimenty mają być
      placone bezpośrednio dziecku. I nie ma co czekać do wyjazdu córki na
      studia, bo na dobrą sprawę córka może uruchomić egzekucję i ojciec
      zabuli dwa razy.
    • mikawi Re: dodam jeszcze 11.02.08, 15:05
      burza4 napisała:
      > W normalnych rodzinach nie jest to
      > kwestionowane, bo jest to oczywiste, że są to pieniądze na życie,
      a
      > nie kieszonkowe - w związku z tym idiotyzmem jest robienie sprawy
      > sądowej w celu narzucenia procedury typu wpłata na konto córki,
      > która powinna to wypłacić i wręczyć matce. CZemu to ma służyć?

      W tzw "normalnych" (czytaj pełnych) rodzinach ojciec nie ma w wyroku
      sądowym kwoty X do płacenia i konsekwencji z tego wynikających. A w
      moim rozumieniu płacenie na pełnoletnie dziecko pełnoletniemu
      dziecku bezpośrednio służy wyłącznie dostosowania się do prawa i być
      może uniknięcia przez ojca problemów.
    • dyderko Re: dodam jeszcze 11.02.08, 16:47
      No, ja akurat o ryzyku nie piszę, tylko o tym by to pełnoletnie
      dziewczę było odbiorcą alimentów na siebie samą. Może dziwnie na
      świat patrzę ale moim zdaniem młody człowiek powinien, zanim
      wyjedzie na studia, nauczyć się obchodzić z pieniędzmi. Może dlatego
      że ja sama od 16 roku życia dostawałam od matki alimenty jakie na
      mnie przekazywał ojciec i miałam dokładnie wyjaśnione co z tych
      alimentów opłacić muszę. Dzięki temu dorosłość nie była dla mnie
      finansowym szokiem.
      A jeśli chodzi o kwestię wydawania pieniędzy według potrzeb dziecka
      to ja, jak każdy, patrzę na świat przez pryzmat swojej sytuacji. U
      nas, Ex wywalczyła zwiększenie alimentów o kwotę jaką dzieci
      kieszonkowego dostawały i kupiła na raty (czyli spłaca mniej więcej
      po takiej kwocie) zestaw kina domowego, który niekoniecznie dzieciom
      jest niezbędny, zwłaszcza że stoi w jej pokoju. I jakoś tak rozumiem
      ojców którzy woleliby by sobie córeczka kupiła dodatkowe spodnie a
      nie mamusia zrobiła remont w kuchni w której córeczka raczej nie
      pogospodarzy.
      • kicia031 Re: dodam jeszcze 11.02.08, 17:16
        I jakoś tak rozumiem
        > ojców którzy woleliby by sobie córeczka kupiła dodatkowe spodnie a
        > nie mamusia zrobiła remont w kuchni w której córeczka raczej nie
        > pogospodarzy.

        Ach rozumiem, corka mieszka gdzie indziej i nie korzysta z kuchni no faktycznie,
        to przegiecie Exi. A skad przepraszam wiecie, ze to te akurat pieniadze poszly
        na remont kuchni? Oznakowalisci je jakos? A moze Exia na remont wspolnej kuchni
        w ktorej mieszka z dziecmi wydala SWOJE pieniadze?

        I jeszcze jedno - slabo bedzie wychowana ta coreczka czy synek, co nie
        gospodarzy w kuchni, kiepsko bedzie z utrzymaniem sie na studiach, jak sie nie
        nauczy gotowac.

        Ale co tam, furda logika, wiadomo powszechnie, ze wszystkie Exie:

        - za alimenty w wysokosci 500 zl na nastolatka remontuja kuchnie, robia sobie tipsy
        - nie ucza dzieci gospodarowania pieniedzmi
        - traktuja ojca jak bankomat
        - wydaja pieniadze na markowe ciuchy, podczas gdy ojcowie inwestuja w edukacje
        dzieci.

        Moglabym te brednie mnozyc, ale szkoda mi czasu. Ide pocwiczyc pazernosc, zadze
        wladzy, wydac alimenty mojego syna na solarium i kino domowe, po drodze wypisze
        go z angielskiego i kupie buty za 500zl. Potem przypilnuje, zeby moj chlop
        wystapil o zmniejszenie alimnetow i kontrole kuratora nad wydatkami Exi na
        dziecko - bo wiadomo, ze ona z tych 600 zl nie tylko utrzymuje Mala, ale i swoej
        2 dziecko, siebie i nexta i jeszcze remontuje mieszkanie.
        Pa.
        • dyderko Re: dodam jeszcze 12.02.08, 12:45
          Nooo... z tą kuchnią to mi się wyrwało ale jak mi w duszy gra to
          trudno cicho usiedzieć. A nasza sytuacja jest taka że po wygranej
          sprawie o podwyższenie alimentów po której faktycznie przejęła
          kieszonkowe dzieci, właśnie złożyła nowy wniosek o następną
          podwyżkę, tłumacząc to dzieciom właśnie kwestią że chce zrobić
          remont kuchni.
          Co do korzystania przez dzieci z kuchni to wybacz ale ojciec który z
          nimi nie mieszka, nie ma prawa wstępu i ma zakaz zapraszania dzieci
          do swojego mieszkania (nawet do jego rodziców z wizytą przychodzą
          ukrywając to przed matką) nie za bardzo ma wpływ na to czy dzieci
          potrafią się po kuchni poruszać czy nie, tym bardziej kobieta która
          jest powodem zakazu bywania w jej domu. A że mamusia pozwala im
          najwyżej na nalanie sobie soku „bo nabrudzisz”... Pozostaje tylko
          zgrzytać zębami i czekać aż ktoś tak nastawiony jak Ty rzuci ojcu w
          twarz „nie nauczyłeś dziecka niczego”.
          Ja nie twierdzę że Ex sobie robi tipsy czy chodzi na solarium,
          natomiast jeśli po wygranej sprawie o podwyższenie alimentów
          natychmiast kupuje zestaw kina domowego i zaczyna płacić raty prawie
          dokładnie w wysokości o jaką zwiększyły się alimenty, a dzieciaki od
          nowa chodzą po dziadkach i prosząc się o „dotacje” na kino czy
          książki (do poczytania, nie twierdzę że podręczników nie kupuje, ona
          tylko potrzeby czytania nie rozumie) to jakoś trudno mi uwierzyć że
          dobro dziecka a nie potrzeba dokopania byłemu jest tu najważniejsza.
          Kończąc, Ex mojego NM akurat nie wydaje pieniędzy na markowe ciuchy,
          nie robi także sobie tipsów... ale nie uczy dzieci gospodarować ani
          pieniędzmi ani w domu i traktuje ojca jak bankomat. Nie jest jaka
          wszystkie ale też nie jest Tobą, więc nie budź całej swojej
          złośliwości, bo wygląda to dziwną na frustrację jak na taką cudowną,
          dobrą i życzliwą wszystkim osobę.
          • cleopa Re: dodam jeszcze 12.02.08, 13:23
            wkurza mnie podjscie ,ze skoro ojciec -były mąż placi alimenty to
            moze sobie uzurpowac prawo do zagladania w kąty mojego mieszkania i
            oceniac co kupilam i za ile. Mnie czeka teraz remont i kuchni (sic)
            i lazienki wrescie po 15 latach i juz czekam na ataki eksa na ten
            temat ..bo to że placi alimenty na córke a nie na moje potrzeby juz
            uslyszalam ..w moim wlasnym mieszkaniu... A placi mi 500zl a buty
            zimowe dla Mlodej kupilam za 300zl bo tanszych po prostu nie ma
            chyba ze takie w daichmanie przemakajace .Corka jest w liceum ,ma
            najwyższa sredną wiec dziecku czasami tez sie cos nalezy..
            Nie sadze że przelewanie pieniedzy na konto dziecka jest takie az
            niezbedne ,matka nie tylko sprawuje opieke na codzień -ze wszelkimi
            tego konsekwencjami ,robi opłaty,gotuje obiady,pierze,kupuje itp
            itd..
            Jak moja mloda bedzie chciala wyjechac na studia to wtedy alimenty
            beda na jej koncie ale ona jest zameldowana u mnie wiec wszystko
            idzie na jej osobe tez wiec nie do końca jest tak że alimenty tylko
            i wyłacznie do rączek biednego ,zaniedbanego przez wrdena matke
            dziecka...zadziwia mnie fakt że Wy jako neksie wp**8 sie w zycie
            eksi z butami,widzicie czy ma tipsy i gdzie wstawila kino
            domowe ,wiecie ile placi rat i w jakiej wysokosci.Normalna
            inwigilacja mi by sie nie chcialo...to wredne
            • dyderko Re: dodam jeszcze 12.02.08, 14:08
              Cleopa, Ex mojego NM odebrała wypłacane przez ojca kieszonkowe
              dzieciom. Jak ojciec im dawał to miał prawo pytać na co wydały i
              żądać by pewne niezbędne według niego sprawy dzieci regulowały,
              teraz nie ma prawa. Teraz ojciec już nie ma żadnych praw wobec
              własnych dzieci poza tymi jakie same mu przyznają (dobrze że chociaż
              ma z nimi bardzo dobry kontakt i autorytet). A co do remontu kuchni,
              my sobie akurat trzeci rok odmawiamy nowej lodówki, bo na to nie
              mamy (a stara to jeszcze „Mińsk” i w każdej chwili może powiedzieć
              nam że dziękuje za współpracę), a w domu z którego wyszedł NM
              został zrobiony przed jego odejściem kapitalny remont, bo to był
              jeden z warunków postawionych przez Ex, by nie miał problemów z
              kontaktami z dziećmi (bo tak wtedy obiecywała), więc to wnętrze ma
              trzy lata i zostało zrobione pod gust i potrzeby gospodyni. Dla mnie
              nie jest to normalne że w domu w którym mieszkają dzieci ma być
              wszystko nowiusieńkie a czy tatuś będzie jadł zjełczałe masełko to
              już nikogo nie obchodzi.
              Ale jest jeszcze druga sprawa – mój majątek został wzięty pod uwagę
              przy ustalaniu alimentów na jego dzieci. Sędzia wziął pod uwagę
              sugestię że jak on mieszka ze mną i w moim mieszkaniu to jego koszty
              utrzymania ograniczają się do wydatków na jedzenie („bo przecież
              mieszka za friko”wink. Czy ja dobrze rozumiem że matka dziecka ma prawo
              zaglądać do lodówki w nowym domu ojca, bo broni dzieci swoich,
              natomiast jeśli potem wyda te pieniądze jednak nie całkiem na
              niezbędne potrzeby dzieci to Nexia powinna siedzieć cicho bo wara
              jej od cudzego domu? Mi się też ingwilować by nie chciało ale
              dlaczego cały świat uważa że moim obowiązkiem jest wspomóc w
              utrzymaniu ojca dzieci by tym dzieciom ptasiego mleczka i anielskiej
              pianki nie zbywało? A nikogo nie interesuje potrzeba ojca mieszkania
              gdzieś, ubrania się za coś... Jak chcę mieć chłopa to mam go sobie
              utrzymać, ubrać, jak nie chcę by za szybko wykorkował to i leki
              powinnam kupić?
              • dyderko Re: dodam jeszcze 12.02.08, 14:23
                Przepraszam. Poniosło mnie, moja sprawa jest jednak nie całkiem
                typowa i trochę mieszają mi się spojrzenie ogólne ze szczegółami,
                które dotyczą mnie i mało kogo więcej.

                A tak a’propos ingwilacji (kurde, zabolało mnie chyba to), ojciec ma
                prawo chyba interesować się życiem dzieci, a że przy okazji usłyszy
                opowieść że z nowego kina domowego można im korzystać tylko do 21 bo
                potem mamusia idzie spać, albo że będzie w wakacje remont w domu...
                to co? Ma tego nie usłyszeć? Wyrzucić natychmiast z myśli?
                • cleopa Re: dodam jeszcze 12.02.08, 14:37
                  Ja sie nie gniewam smile Dyskutujemy smile
                  Co do inwigilacji to moj ex moze mnie w d*** pocalowac i guzik mu
                  do tego czy robie remont i czy kupilam nowy telewizor. Jestem
                  zaradna albo moj facet mnie finansuje albo dobrze zarabiam moja
                  sprawa moje terytorium moje mieszkanie! I to tez powiedzialam
                  mojemu ex.
                  dziecko jest zadbane.
                  A on ma szczescie ze aby nie robic cyrkow i przykrosci corce
                  pozwalam mu na to ze wchodzi do mojego mieszkanie .ja u niego nie
                  bylam ,nie wiem jak mieszka,z kim,jakie ma meble i sprzet wiec...
                  A juz na pewno bym niepozwolila jego kobiecie na wyrazanie opini i
                  wtrącanie sie...
                  jestem tez macocha i nie wnikam co robi ex mojego Aniola,co sobie
                  kupuje i za ile..i nie zżera mnie zazdrośc jak dzieciak opowiada o
                  jej nowych meblach i plaźmie...Może mam "łatwiej" bo ona ma dziecko
                  gdzieś..Mlody zostal oddany na wniosek mamusi(!) ojcu i ja jestem
                  mu codzienną opiekunką...
                  • dyderko Re: dodam jeszcze 12.02.08, 16:08
                    Przepraszam bo jakoś osobiście mi się tu zrobiło, a sama uważam że
                    lepiej jest gdy się choć staramy o cień obiektywizmu.

                    Mi nie jest łatwiej, bo chyba jestem solą w oku Ex. Albo może
                    mitomanka jestem ale eskalacja żądań, przykrości i utrudnień jest
                    taka że zaczynam odbierać to osobiście. Ostatnio to głównie ja
                    jestem celem większości ataków i właśnie mi się ulewa... Może
                    możliwości dokopania swojemu byłemu się skończyły...
                    Niby nie jej sprawa czy mam własne mieszkanie czy nie ale jeśli ona
                    to przedstawia jako podstawę do podwyższenia alimentów na ich dzieci
                    to co? Mam je sprzedać, a może zakopać głęboko? Nie mogę wykluczyć
                    wtryniania się w moje sprawy osobie mającej dostęp do ewidencji
                    ludności w moim mieście. Nie jestem w stanie zabronić opowiadania
                    każdemu kto może mnie znać o tym że co chwilę wyjeżdżamy w góry,
                    podczas gdy jej dzieci spędzają wakacje na podwórku. Mam każdemu
                    tłumaczyć że ojciec według niej nie ma prawa wyjechać nigdzie z
                    własnym dzieckiem, nawet do własnego domu go zaprosić nie może? Mam
                    opowiadać że wszystkie wyjazdy dzieci ojciec w połowie finansował
                    (już nie będzie – aktualnie płaci alimentów dobrze ponad połowę
                    dochodów, więc albo sprzeda nerkę albo nie będzie miał). Mam się
                    spowiadać całemu światu że w górach mam rodzinę i wyjeżdżamy tam bo
                    mamy nocleg za darmo? W ogóle jak matka ma prawo uważać i głośno
                    wyrażać że ja jestem wszystkiemu winna to dlaczego ja nie mam prawa
                    stwierdzić że jak mój partner jest zimą non stop przeziębiony to
                    dlatego że zrezygnował z butów by dać na kieszonkowe dzieciom a w
                    efekcie to dzieci nie mają kieszonkowego ale ich matka może sobie
                    film w dobrych warunkach pooglądać...? W sumie jak jest taki
                    zakatarzony że na oczy nie widzi to żaden ekran mu niepotrzebny,
                    powinien zażyć aspirynę i spać, co nie?
                    Ex nie jest złą matką, nie! Ona tylko od czasu jak została sama
                    odgrywa się na życiu ojca dzieci i na nich też (a przynajmniej tak
                    wynika z opowieści – chodzi tu o robienie awantur dzieciom za
                    niewygodne dla niej posunięcia NM). Ma swoje wady, jak każdy, mnie
                    zadziwiają pewne rzeczy (jak właśnie przeświadczenie że książki to
                    podręczniki, poza tym można nic nie czytać) ale to nie znaczy że
                    jest złą matką i ja tak nie piszę. Natomiast twierdzę, że ponieważ
                    wykorzystuje dzieci do odgrywania się na byłym mężu to jednak nie
                    jest najlepszą, wykorzystywanie do tego mnie to już osobna bajka...
                    • dyderko Re: dodam jeszcze 12.02.08, 16:11
                      No to jednak pójdę sobie gdzieś wyluzować. Nakręciłam się strasznie.
                      Ale właśnie dziś dowiedziałam się że trafiła do żony mojego szefa! I
                      od niego dowiedziałam się o pewnych „znanych powszechnie faktach” na
                      mój temat. Jeśli połowa tego co usłyszałam jest prawdą to sama sobie
                      ręki nie podam. Hasła do kont utajnię!
                      Jak mnie ten facet nie zwolni to będzie tylko zasługa wieloletniej
                      pracy i jego zdrowego rozsądku, że nie mogłam się aż tak długo
                      (latami) ukrywać...

                      A tak a’propos czy ktoś wie jak może się skończyć sytuacja jeśli NM
                      odwołał się od zasądzonych alimentów a ona już złożyła wniosek o
                      podwyższenie. co będzie jeśli wyrok w sprawie którą ona teraz
                      złożyła zapadnie przed rozstrzygnięciem apelacji?
                      • cleopa Re: dodam jeszcze 12.02.08, 17:42
                        nie denerwuj sie smile taki nasz los ..ja mimo że dbam o jej
                        dziecko..a ona ma czas i pieniądze na imprezowanie to tez jeste ***8
                        Trzeba to olac.
    • braktalentu Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 17:12
      W wyroku, który otrzymał mąż jest napisane wyraźnie: "alimenty na
      rzecz MAŁOLETNIEJ". Z chwilą osiągnięcia przez Młodą pełnoletności
      miał zamiar automatycznie zaczać przelewać pieniądze na Jej konto.
      Czy to niezgodne z prawem?
    • kasia_kasia13 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 17:21
      Dziewczyna jest pelnoletnia i zgoda jej matki nie ma tu nic do rzeczy. Ojciec moze wystapic o zaprzestanie placenia alimntow Exi i zaczac placic bezsporednio corce. Jesli nie bedzie placil, wowczas corka sama wystepuje o alimenty na siebie. Jak corka dalej porozumie sie finansow z matka to juz sprawa miedzy nimi.
      A wlasnie, jak woli corka? Czy jest jej wszystko jedno?
    • olga721 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 11.02.08, 18:50
      Przede wszystkim dziękuję bardzo dziewczynom, które mi rzeczowo
      odpisały.

      A teraz wyjaśniam:
      Nigdy na tym forum nie narzekałam na córkę mojego męża (co innego
      jej mamusiawink. Dziewczyna jest fajną, jak na swój wiek dojrzałą
      osobą. Ma świetny kontakt z moimi dziećmi. Nie obawiam się, że na
      studiach będzie hulać, bo przeszła już egzamin z dorosłego życia.
      Całkiem niedawno wróciła z półrocznego stypendium zagranicznego.
      Musiała sama dać sobie radę za oceanem. Oczywiście żyła na koszt
      państwa, ale kieszonkowe miała ograniczone. Praktycznie jestem
      pewna, że dostanie się na studia. Jest prymusem w klasie i sam fakt,
      że jako jedyna w Polsce dostała to stypendium, też o czymś świadczy.
      Mój mąż regularnie płaci alimenty od 9 lat. Płaci grubo powyżej 1000
      zł. Niestety, pomimo tak wysokich alimentów dziewczyna od wielu lat
      chodzi w tych samych ubraniach. To my zabieramy ją na zakupy do
      Wrocławia, żeby mogła porządnie wyglądać. Nie będę tu rozpisywała
      się na temat jej matki, bo to temat rzeka. Szkoda mi dziewczyny, bo
      wiem, że matka będzie ograniczała jej dostęp do pieniędzy i
      wydzielała każdą kwotę. Ona już jest dorosła, chce studiować w
      Warszawie (między innymi, żeby uciec od matki). Nie chciałabym, żeby
      musiała się wstydzić, że nie ma co na siebie włożyć, albo, żeby
      oszczędzała na jedzeniu. Dlatego postanowiliśmy zawalczyć aby
      pieniądze szły na jej konto. Sprawa jest już w sądzie. Chciałam
      tylko spytać się Was dziewczyny, czy któraś też ma podobną sytuację,
      że przelewa pieniądze dziecku. Nie chciałam wywołać burzy.
      Acha, jak młoda była pół roku za granicą z alimentów żyła jej matka
      i matki mąż. Nawet przez myśl nam nie przyszło aby na ten okres
      wstrzymać alimenty. A może trzeba było?
      • 13monique_n Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 09:08
        Formalnie - córka mojego znajomego wyjechała na studia z Warszawy na
        Śląsk. I ponieważ jej matka zaczęła robic trudności (matka chciała,
        zeby dziewczyna studiowała w Warszawie), to sam ojciec kazał córce
        wystąpić do niego o alimenty na siebie. Wiem, że to jakoś za jednym
        zamachem sąd orzeka - alimenty na dziecko do rąk dziecka
        (pełnoletniego), zamiast do rąk matki. Jedno posiedzenie sądu i
        sprawa załatwiona.
      • mikawi Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 09:58
        > Acha, jak młoda była pół roku za granicą z alimentów żyła jej
        > matka i matki mąż. Nawet przez myśl nam nie przyszło aby na ten
        > okres wstrzymać alimenty. A może trzeba było?

        Alimentów nie należało wstrzymywać i dobrze, że tego nie
        zrobiliście, bo eks miałaby podstawy wszcząć egzekucję komorniczą.

        > Dlatego postanowiliśmy zawalczyć aby
        > pieniądze szły na jej konto. Sprawa jest już w sądzie.

        Nie macie się czym martwić, bo tu żadnej "walki" nie będzie. Ta
        sprawa to tylko formalność. Nie wiem jak wygląda dokładnie
        zaprzestanie płacenia na konto eks alimentów na dziecko ot tak
        samowolnie, gdy dziecko kończy 18 lat, bo różne zdania czytałam,
        dlatego uważam, że na wszelki wypadek warto złożyć w sądzie wniosek
        o formalne uregulowanie tej kwestii, żeby nie było potem tłumaczenia
        się, że się nie jest wielbłądem. Chociaż znalazłam w necie taką
        opinię prawną:
        www.poradaprawna.pl/index_pytania.php?co=pozycja&id=25886
        Mało tego - córka, która mieszka obecnie z matką, jest przez nią
        alimentowana (dach nad głową, część kosztów utrzymania itd). Gdy
        córka wyjedzie do innego miasta, matka ma obowiązek również łożyć na
        utrzymanie studiującego dziecka i jeśli nie będzie chciała
        partycypować w kosztach utrzymania córki, ta może wystąpić do sądu o
        alimenty również od matki.
        • kalina81 Re: Alimenty do rąk dziecka a nie matki 12.02.08, 11:10
          ja przez całe liceum i studia dysponowałam pieniędzmi z alimentów. Ale moja mama
          sama wyszła z tą propozycją. To w sposób drastyczny zablokowało moją hulaszczą
          jaźń, ale na dobre mi wyszło. Mama bowiem nie zdawała sobie sprawy (a ja tym
          bardziej) jakie ja przepuszczam pieniądze z nieograniczonego dostępu do jej
          konta. Pierwszy rok na studiach wspominam koszmarnie, miałam 5400zł długu, nie
          umiałam się opanować niestety, do tej pory nie musiałam sobie niczego odmawiać.
          Mając 850zł na miesiąc, pierwszego dnia zrobiłam zakupy na 200zł, z
          przyzwyczajenia, potem kupiłam dżinsy za 200. A w wakacje poinformowałam mamę o
          swym długu, ona z uśmiechem wręczyła mi fartuch i powiedziała asystentce "ma
          pani 2 miesiące zaległego urlopu".
          I chociaż przez całe życie opłacałam rachunki i robiłam zakupy z mamą i bez, to
          jednak ten pierwszy rok był koszmarem. Bo nie zdawałam sobie sprawy, że na
          zakupach z mamą wydaję więcej, niż to za co mam żyć przez miesiąc.

          Co do cen wynajmu, to akurat w wawie ceny spadają, poza tym zawsze można znaleźć
          okazję (ZAWSZE)
          pokój w mieszkaniu studenckim to koszt 400-600 zł zależy od standardu mieszkania
          i okolicy, moja kumpela wynajmuje dwupokojowe mieszkanie za 900zł/mies. Mój
          kumpel, który jakiś czas z nami mieszkał znalazł za 1600zł/mies 76m mieszkanie
          dwie łazienki, cztery sypialnie, salon z komienkiem(!!!) zamieszkali we czterech
          i płacili po 400zł.
          Ja w tamtym tygodnoiu znalazłam mieszkanie w centrum wawy do kupienia po 7000zł
          za metr, piękne słoneczne, duże, wyjątkowo ustawne. A w okolicy ceny po 10tys i
          więcej, zawsze można znaleźć, tylkmo trzeba dobrze szukać.
    • olga721 Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 18:36
      Kiedy dziecko jest pełnoletnie nie ma już obowiązku płacenia
      alimentów do rąk matki. Należy założyć dziecku konto i wpłacać na
      konto dziecka. W przypadku obniżki alimentów pozywa się pełnoletnie
      dziecko - nie matkę.
      Pozdrawiam - a z dzieckiem zawsze łatwiej się dogadać niż z jego
      matką smile
      • 13monique_n Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 18:57
        No tak, bo 18 letnie dziecko ma niejsze potrzeby! Zwłaszcza na studiach w innym
        mieście! Eureka! Wyślę moje dzieciory na jakieś wcześniejsze studia. Najlepiej
        daleko tongue_outPPP
      • kicia031 Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 20:03
        Pozdrawiam - a z dzieckiem zawsze łatwiej się dogadać niż z jego
        > matką smile

        Absolutnie, 18-latkiem duzo latwiej manipulowac.
        • cleopa Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 20:41
          ..ponadto 18-letnie dziecko nie ma potrzeby placic za media i inne
          takie wiec spoko loko a matka musi dać rade...
          • adela38 Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 21:43
            18-letnie to juz nie dziecko, a dorosly czlowiek. Moze byc niedojrzaly, ale
            ponosi odpowiedzialnosc jak kazdy z nas za swoje decyzje.Ma prawo do
            podejmowania wszystkich decyzji go dotyczacych.Tych finansowych takze.Jak jego
            mama czy tata martwi sie o zaspokojenie jego potrzeb moze z nim o tym rozmawiac
            i moze sluzyc swoja pomoca.Ale niech pomaga ze swojego wlasnego portfela , a nie
            z portfela exa...
            • 13monique_n Re: Wszystko już wiem !!! 05.04.08, 11:10
              A doczytałaś, że "w razie czego można obniżyć alimenty, bo się łatwiej
              negocjuje"???? Daj spokój.
      • kasia_kasia13 Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 21:40
        >W przypadku obniżki alimentów pozywa się pełnoletnie
        > dziecko - nie matkę.

        No i juz wiadomo, o co tak naprawde chodzilo.

        > Pozdrawiam - a z dzieckiem zawsze łatwiej się dogadać niż z jego
        > matką smile

        Jasne, dodam jako osoba bedaca kiedys na miejscu Waszej paisebicy, ze jest
        psychicznie bardzo ciezko wystapic do sadu przeciwko wlasnemu rodzicowi, nawet
        jest skonocznym s..m, o wieksze alimenty, wiec macie spore szanse zaoszczedzic
        na pasiebicy.

        • kasia_kasia13 ps 04.04.08, 21:41
          Uwazam i uwazalam, ze dorosla pasiebica powinna dostawac bezposrednio pieniadze
          na swoje utrzymanie. Ale zaczynam miec watpliwosci co Waszych pobudek.
        • marusia1 Re: Wszystko już wiem !!! 04.04.08, 23:58
          Z tego co pisze Olga, ma dobre kontakty z pasierbicą i nie wynika z niczego, że
          zależy jej na zaoszczędzeniu na niej. Ja byłam w rodzinie zastępczej (ciotka).
          Zawsze słyszałam ile to kosztuje utrzymanie, nie miałam zabawek, ubrań (nosiłam
          ciuchy sprzed 20 lat, po jej córkach). Skończyłam 18 lat, pierwsze kroki
          skierowałam do urzędu i wyrobiłam dowód, mama koleżanki zameldowała mnie u
          siebie i od razu powędrowałam do ZUSu, gdzie złożyłam wniosek o przekazywanie do
          moich rąk rentę po mamie. Następnie wyprowadziłam się na stancję. Dostałam od
          ciotki 2 bułki i kawałek kiełbasy. Gdyby nie pomoc mam koleżanek, zamorzyłabym
          się, bo renta szła na opłatę stacji. A moja ciotka przeżyła duży stres tylko
          raz- gdy określonego dnia nie wpłynęły pieniądze. Jak się później dowiedziałam
          dostawała na mnie kasę z różnych źródeł. Cóż, ja tego nie odczułam.
          Uważam, że pełnoletnie dziecko ma prawo dysponować swoimi pieniędzmi. Poza tym,
          gdyby chodziło tu o pełną rodzinę, w ogóle nie byłoby dyskusji. Młoda
          dostawałaby kieszonkowe na wydatki i do tego wałówkę z domu. A na extrasy
          dorabiałaby sobie w miarę potrzeb. :o)
          • kasia_kasia13 Re: Wszystko już wiem !!! 05.04.08, 10:57
            Na poczatku Olga pisala, ze jje M. chce dawac corce alimenty bezposrednio, poniewaz podejrzewa (pomijam czy slusznie czy nie), ze matka pieniedzy nie przeznacza na jej utrzymanie.
            Teraz pisze o powozywaniu dziecka o obnizenie alimnetow i "dogadywanie sie" z nia, i z tego wnioskuje, ze chca jej dawac po prostu mniej niz jej dawali do tej pory i ze o to w tym tylko chodzilo.

            Tak na marginesie, w pelnym rodzinach studiujace dzieci tez maja prawo pozwac rodzicow o alimnety. Na ogol tego nie robia, bo takie rodziny funkcjonuja normalnie i rodzice sami z siebie wspomagaja dzieci. Nie ma macoch troszczacych sie o rodzinne finanse wink
            • olga721 Re: Wszystko już wiem !!! 06.04.08, 14:09
              Dziewczyny - a nie zauważyłyście uśmiechu na końcu? Dlaczego taka
              agresja? Wybaczcie ale nie zamierzam się tutaj tłumaczyć, nawet
              gdybyśmy chcieli obniżyć alimenty.
              Pozdrawiam wszystkie te dziewczyny, które zrozumiały mój post. Te
              które nie zrozumiały - też pozdrawiam. Obyśmy wszystkie zawsze były
              szczęśliwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka