czytam i czytam i czytam forum "machochy", bo mądrość podobno
przychodzi z czasem

i tak się zastanawiam która macocha jest
dobra, a która zła?
Dobra to taka co lata z husteczkami i podciera nosek, gotuje
pyyyyszne obiadki, ale robi to pomimo mniejszej lub większej
niechęci do pasierba? No niby się stara, ale tak na prawdę udaje.
I odwrotnie - jest się złą macochą bo nienadskakuje się i niematkuje
dziecku w trakcie jego pobytów, ale jest się grzecznym (nie mylić z
miłym!), uprzejmym i omija się pasierba szerokim łukiem? Nie obraża
sie dziecka, ale jest się w zgodzie z samym sobą - nic na siłę.
A może nie ma dobrych macoch? albo 1 na 10000 kobiet ma takie
uwarunkowania masosze (hę, jak to sie pisze?) i z czystym sumieniem
jest wstanie powiedzieć, że nie ma sobie nic (lub nie wiele) do
zarzucenia?