Dodaj do ulubionych

dobra macocha... ?!

30.05.08, 15:21
czytam i czytam i czytam forum "machochy", bo mądrość podobno
przychodzi z czasem wink i tak się zastanawiam która macocha jest
dobra, a która zła?
Dobra to taka co lata z husteczkami i podciera nosek, gotuje
pyyyyszne obiadki, ale robi to pomimo mniejszej lub większej
niechęci do pasierba? No niby się stara, ale tak na prawdę udaje.
I odwrotnie - jest się złą macochą bo nienadskakuje się i niematkuje
dziecku w trakcie jego pobytów, ale jest się grzecznym (nie mylić z
miłym!), uprzejmym i omija się pasierba szerokim łukiem? Nie obraża
sie dziecka, ale jest się w zgodzie z samym sobą - nic na siłę.

A może nie ma dobrych macoch? albo 1 na 10000 kobiet ma takie
uwarunkowania masosze (hę, jak to sie pisze?) i z czystym sumieniem
jest wstanie powiedzieć, że nie ma sobie nic (lub nie wiele) do
zarzucenia?
Obserwuj wątek
    • macoszkaxx Re: dobra macocha... ?! 30.05.08, 16:10
      Ja mysle ze to pytanie nalezy skierowac do pasierbow bo to ich
      odczucia i uczucia bylyby wlasciwym miernikiem. A z macoszego punktu
      widzenia moim zdaniem dobra macocha to taka ktora nie musi niczego
      udawac i robic wbrew sobie, jest szczesliwa, spelniona i pogodna
      osoba, a pasierbiatka ja co najmniej lubia i szanuja.
      • 13monique_n Re: dobra macocha... ?! 30.05.08, 20:51
        Myślę, że dobrze to opisałaś, macoszkoxx smile

        (ten Twój facet to głupek jest, wiesz!) Pozdrawiam smile
    • nangaparbat3 Re: dobra macocha... ?! 30.05.08, 18:47
      "Nasza" macocha po prostu lubi moja córkę, a nawet i mnie (z wzajemnoscia).
      Młoda woli wyjeżdżac z ojcem i z macocha niz bez niej.
      Tak tez bywa.
      I jeszcze jedno - o naszych dzieciach mowi chetnie uzywajac słow "siostra", "brat".
    • z_lasu Re: dobra macocha... ?! 31.05.08, 21:19
      Dobra macocha to taka, która w pełni akceptuje swoich pasierbów -
      takich, jakimi są i w tym miejscu, w którym są. Akceptuje jako
      ludzi, jako dzieci, jako pasierbów wreszcie (co oczywiście nie
      wyklucza irytacji konkrentym zachowaniem). Wtedy latanie albo nie
      latanie z chusteczkami nie ma już żadnego znaczenia. Macocha, która
      podciera nosek pomimo niechęci jest tak samo zła jak ta, która omija
      szerokim łukiem, żeby nie zrobić czegoś wbrew sobie.
      • konstancja16 Re: dobra macocha... ?! 01.06.08, 11:12
        chcialam przewrotnie napisac, ze nie ma dobrych macoch, wszystkie
        musza byc zle, zgodnie z tradycja wink)
        niektore bywaja tylko troche mniej zle.

        ale chyba dobrze to podsumowal(a) z_lasu. nic dodac nic ujac.


        jeszcze mi tylko przyszlo do glowy, ze zle wrozy ukladowi, jesli
        macocha widzi w dziecku konkurencje. dzieciak to dzieciak. inna
        relacja. jesli jest akceptacja ukladu, akceptacja pasierba jako
        osoby i nie ma zazdrosci o dziecko to chyba wszystko da sie ulozyc.
        przy odrobinie dobrej woli i wspolpracy wszystkich uczestnikow.

        duuuuzo tez zalezy od dzieciaka (a wlasciwie od tego jak go
        wychowali rodzice). duzo latwiej traktowac 'po ludzku' dobrze
        ulozonego mlodego czlowieka, a duzo trudniej zniesc rozwydrzonego i
        rozpaskudzonego bachora. wiadomo, ze kazdy nieletni bedzie mial
        swoje odjazdy, ale reakcja tatusia (stanowcza-tak, przyzwalajaca-
        nie) ma duze znaczenie.
    • kicia031 Re: dobra macocha... ?! 02.06.08, 09:56
      Ja na pewno nie jestem dobra macocha - mam tu sobie wiele do
      zarzucenia - rzeczy, ktore mozna bylo zrobic, zorganizowac inaczej,
      lepiej poprowadzic od poczatku. Pocieszam sie troche tym, ze nie ma
      tu uniwersalnych recept...

      Kiedy Mala jest u nas, staram sie ja traktowac tak, jak traktuje
      wlasne dzieci - ma obowiazki, sa jakies wymagania - tak by czula sie
      czescia rodziny, a nie gosciem w domu swojego ojca.

      Relacje miedzy ludzmi roznie sie ukladaja, czasem nie klika z
      wlasnym dzieckiem i sie je kocha, ale nie lubi, wiec moze byc tak,
      ze i z dzieckiem partnera sie nie dopasujecie - ale wazna jest dobra
      wola. jesli wchodzi sie w zwiazek z czlowiekiem dzieciatym bedac z
      zalozenia wrogo nastawionym w ogole do idei posiadania dzieci przez
      partnera, to trzeba sie zdrowo puknac w glowe...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka