Dodaj do ulubionych

"śmierdzący" problem

18.06.08, 20:50
czyli tchórzofretka.
Ale od początku. Młode mają od piątku przyjechać do nas na pierwszą
część wakacji (2tyg). Będą u nas przez tydzień, drugi spędzą u
babci na wsi. Wspólny wyjaz zaplanowaliśmy na sierpień. I od 2 dni
Ex oraz dzieciaki wydzwaniają z informacją o tym, że zabierają do
nas swoje zwierzątko, tchórzofretkę :[ dla mnie osobiście zapach
fretek jest obrzydliwy, błeee. zaznaczam też, że mamy 2 psy, które
nie są agresywne, ale nie zmienia to faktu, że mają psi instynkt i
kto wie co może się zdarzyć. a fredkę trzeba wypuszczać z klatki,
odpowiednio karmić i pilnować, bo rozumku to nie ma za wiele (bez
obrazy dla małych zwierząt,ale fakt jest faktem). i jestem w
ciąży...wcale a wcale nie mam ochoty "chodzić" koło fretki. nawet te
2 tygodnie (do babci nie ma sznas by pojechała, babcia nie lubi
zwierzątek).
nie słyszałam o hotelach dla takich zwierząt?!
Oczywiście teksty dzieci: albo nas zabierzesz z tchórzofretką albo
wcale. M jest załamny, widzę, że serce mu pęka. wie, że to nie są
słowa wymyślone przez dzieci,a raczej podyktowane przez Ex...ale
wakacje stoją pod znakiem zapytania.
Nie mam pomysłu co zrobić. Niby zwierze nie moje i część obowiązków
powinna spaść na dzieci, ale wiem jak bedzie - to są wakacje i
młodym nie w głowie karmienie tego paskudztwa. Pilnowanie psów i
fretki i dzieci jakoś nam się nie uśmiecha. Ponoszenie konsekwencji
zakupu zwierzęcia nie powinna spadać w 100% na dzieci, tylko na
rodzica, który wyraził na to zgodę. W końcu on jest dorosły..

help!!
bo szkoda mi M.










Obserwuj wątek
    • weronka77 Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 21:34
      Wiesz co, jesteś w ciąży i ja bym się trochę bała zwierzaka bo może
      być nosicielem Toksoplazmozy. Potem musisz zrobić badania. POza tym,
      fakt- to dodatkowy dla Ciebie obowiązek.No i nie ma gwarancji jak
      zareagują Wasze psy na nowego lokatora. Może da się ją gdzieś w
      osobnym pomieszczeniu zamknąć i tam wypuszczać? Albo zmajstrowac coś
      w rodzaju kojca w miarę pancernego, żeby tam ją od czasu do czasu
      wypuszczać? Jak się zwierzakowi coś stanie to wina spadnie na Was
      czyli również na Ciebie. Z drugiej strony jeśli warunek jest taki,że
      dzieciaki przyjadą albo z fretką albo wcale...Może da się jakoś z
      nimi ustalić zasady obecności zwierzaka w Waszym domu? Hotele dla
      zwierzaków są oczywiście, ale znając życie będzie afera i koszty Wy
      poniesiecie...
      • reksia Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:08
        Tydzień czasu to tylko 7 dni.Moim zdaniem przerysowany
        problem.Fretka na tydzień do klatki, wypuszczana wtedy, gdy w
        otoczeniu nie ma psiaków... to wszystko można przy odrobinie dobrej
        woli zorganizować.Wakacje to wakacje, jako dziecko nie wyobrażałabym
        sobie dobrych wakacji bez obecności ulubionego zwierzątka.
        • msba Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 08:12
          po pierwsze 2 tygodnie, czyli 14 dni pilnowania całej gromadki. dla
          mnie to długo

          świnkę morską zabrałaś na kolonie? czy psa na obóz harcerski? miałam
          chomiki, psy i świnki morskie i kanarki i żadne ze zwierzątek nie
          jechało ze mną na kolonie. rodzice organizowali im opiekę, bo się
          zgodzili na futrzaki
          • reksia Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 08:40
            msba napisała:

            > po pierwsze 2 tygodnie, czyli 14 dni pilnowania całej gromadki.
            dla
            > mnie to długo
            >
            > świnkę morską zabrałaś na kolonie? czy psa na obóz harcerski?
            miałam
            > chomiki, psy i świnki morskie i kanarki i żadne ze zwierzątek nie
            > jechało ze mną na kolonie. rodzice organizowali im opiekę, bo się
            > zgodzili na futrzaki

            Na pewno w pierwszej kolejności ten problem powinien być problemem
            rodziców dzieci. Masz prawo okreslić własne warunki ( jako osoba
            która włascicielem fretki nie jest), a oni niech sie martwią o
            znalezienie kompromisu. Ich dzieci.
    • liz-beauty Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:02
      Ja tez pomyslalam o toksoplazmozie... Na pewno nie mozna tego zwierzecia
      zostawic w domu dziewczynek? Ile one maja lat, moze zrozumieja? Ich mama tym
      bardziej powinna, skoro jest dorosla kobieta i tez dwukrotnie byla w ciazy...
      • weronka77 Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:08
        Możew tu chodzi o tzw. "małpią złosliwość" i zdrowie autorki wątku
        oraz ro, że to ona będzie się musiała zwierzakiem zajmować wcale nie
        jest brane pod uwagę?
    • reksia Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:28
      O niektórych chorobach warto poczytać, nim zacznie panikowac na
      wyrost.
      • weronka77 Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:30
        Nie chodzi o panikowanie. Tylko o ostrożność.POczytałam w ciąży,
        dziękuję.
        • reksia Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:46
          Weronka chodzi o to, że nie tak znów łatwo się tą toksoplazmozą
          zarazić.Mówię to jako właścicielka kotów, w okresie gdy byłam w
          ciąży.Ponadto uważam tydzień to tylko 7 dni, można moim zdaniem
          całość tak zorganizować by młoda mama była bezpieczna, a i dzieci
          były zadowolone.
          • weronka77 Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:51
            Wiesz co, ja dmucham na zimno.Toxo to pasożyt a to zawsze niestety
            może się przyplątać. Ostatnio córka znajomych zaczęła mieć problemy
            ze wzrokiem i przytomnie ją do bakteriologa zaprowadzili...okazało
            się ze to toxo, któe się pewnie 6 mies już rozwijało u niej.
            Głaszczesz sobie zwierzątko a ono wylizując sobie sierść zostawia to
            paskudztwo na sobie. Spanikowałam bo koty mam i miałam, nawet psa i
            konia, ale poza myciem rąk każdorazowym i niejedzeniem surowego
            mięsa, jak mnie poinformowała lekarka- nic nei zrobię.Ja bym tą
            fretkę umieściłą z dala od mamy ciężarnej ale w zasięgu dzieci.
            Niehc tatuś zmajstruje jakiś zadaszony wybieg po prostu.
            • reksia Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 23:17
              Ja pewnie też córce, gdy będzie w ciąży, nie pozwolę sprzatać kocich
              odchodów, ale od tego są inni domownicy i rodzina, by w takich
              momentach się zorganizować i ciężarnej pomóc.
    • kicia031 Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:49
      Jak dla mnie sprawa prosta: zwierzatkami swoich pociech zajmuja sie ich rodzice.
      Czyli twoj malzon zajmuje sie fretka.

      Ja akurat fretki lubie, ale wyobrazam sobie, ze gdyby mi mloda przywiozla np
      weza do domu, to przeciez bym sie nawet nie zblizyla...

      Chociaz ni, po namysle stwierdzam,z e w przypadku weza wyprowadzilabym sie z
      domu na czas pobytu gada.
    • jayin Re: "śmierdzący" problem 18.06.08, 22:58
      Jeśli Ex nie moze się zaopiekować zwierzakiem, dzieci nie będą miały czasu na opiekę, M nie będzie się też nim zajmował - i jest wizja tego, że musiałabyś sama się fretką opiekować w głównej mierze - to może opcja nr 3:

      ...ktoś znajomy, który miałby ochotę poopiekowac się fretką u siebie - bo lubi fretki i nie ma nic przeciwko smile

      (u nas zwierzaki "spoza domu" są w ogóle nierealne - bo zwierza domowe za bardzo się przywiązały do swojego terytorium i skończyłoby się na obustronnym stresie zwierzaków, a może i fruwaniu kłaczków futra w bitwie)
      • adela38 Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 05:16
        Nie rozumiem...dzieciaki moga przyjechac, a fretka niech sie ex zajmuje...to
        przeciez JEJ zwierzak.Odradzam branie fretki do domu z psami...Tutaj niepowinnas
        popuscic ani na centymetr...Jakby mieli konia to tez by do ciebie do domu
        sciagneli? Albo mniejszego kalibru- kota? Sama mam psa, ktory wyrosl w
        towarzystwie kota, ale jak niedawno probowalismy wziac jednego kota do siebie
        okazalo sie to niemozliwe i po 15 minutach wlasciciel razem z kotem ewakuowal
        sie ucieczka... Pies wcale nie zaakceptowal "intruza" na swoim terenie...U
        znajomych, gdy wzieli drugiego pieska i wszystko wygladalo ok, po wyjsciu na
        dluzsze zakupy znalezli "nowego" pieska zagryzionego...
        • liz-beauty Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 05:54
          Argument "z fretka albo wcale" tez jest nie fair. Zadne dziecko nie zabiera
          zwierzaka np na oboz letni, a o traumie z tego powodu jeszcze nie slyszalam...
          Ja ostatnio zgodzilam sie na przewiezienie zolwia moim autem. Zolw jechal na
          tylnym siedzeniu, w akwarium. Okazalo sie, ze akwarium nie da sie przypiac pasem
          i juz sie nie moglam wycofac (lzy). Oczywiscie za chwile musielismy gwaltownie
          hamowac. Postanowilam wtedy nie ulegac wiecej takim kaprysom i tez pisze jako
          wlascicielka psow i kotow! Aha, zolw nie byl nawet Mlodego, tylko jego siostry,
          ktora akurat wyjezdzala, mama zwierzatkiem zajmowac sie nie miala zamiaru, a on
          przeciez OBIECAL...
          • reksia Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 08:29
            Liz ja uważam, że masz racje z tym transportem - dlatego właśnie
            tatuś powinien rozwiązywać problem, a nie msba.Msba ma pełne prawo
            do przedstawiania swych obawi i życzeń, w stosunku co do całej
            sytuacji.Tatusiowi, nie dzieciom!

            Ostatnie słowa w wypowiedzi autorki: "żal mi M", uważam osobiście za
            wręcz niepoważne.
            • msba Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 12:56
              a co w tym niepoważnego Reksiu? że żal mi chłopa bo stawia się w go
              w sytuacji pod bramkowej 2 czy 3 dni przed planowanymi wakacjami z
              dziećmi? jak ojciec ma rozwiązać problem skoro mieszkamy razem
              (sic!), ja jestem w ciąży i tokspolazmozy nie przechodziłam. I muszę
              uważać. Czyli nie zobaczy dzieci bo Ex stawia go w takiej sytaucji?
              no żal mi Go, bo najlepiej jakby cały czas stał na rzęsach i
              spełniał nielogiczne zachcianki Ex.
              Niepoważne jest to, że uważasz że tatuś powinien rozwiązać problem,
              a ja nie powinnam Go wspierać. Postawa na "nie" dla fredki jest
              naszą postawą, bo to nasz dom i obowiązki spadną na nas. A ja
              szukałam u Was porady czy pomysłu na rozwiązanie tego problemu, bo
              to ja jestem na forum "macochy" - szukałam wsparcia, każdy go szuka.
              chyba.
              • 13monique_n msba 19.06.08, 13:24
                W pełni rozumiem Twoją postawę. I też bym się martwiła zmartwieniami
                faceta, któremu wrzuca się "na podesranie" takiego kłopotliwego
                zwierzaka, jak fretka. A że mamy psa i córka ma chomika, to tym
                bardziej rozumiem dylemat opieki nad zwierzakami podczas
                nieobecności dzieci. Sama perswadowałam córce podróże do taty z
                chomikiem, który jest dużo mniej kłopotliwy niż fretka. Pies bywa
                czasem zabierany, jak gdzieś jadą "w Polskę", bo pies był "rodzinnym
                psem i po rozwodzie był pewien czas z eksem, ale mu się znudził,
                więc jest z nami.

                Skracając - moim zdaniem najsensowniejsza rada to rozejrzeć się, u
                kogo ze znajomych (a są tacy wielbiciele zwierząt) fretka mogłaby
                się przechować. Bo akurat fobii chorobowych w okresie ciązy to ja
                nie umiem lekceważyć. Lepiej być bardziej ostrożnym niż potem
                żałować.
              • reksia Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 17:35

                msba napisała:

                >bo najlepiej jakby cały czas stał na rzęsach i
                > spełniał nielogiczne zachcianki Ex.

                No i w powyższym stwierdzeniu ujełaś sedno problemu wink

                Widzisz to nie są "nielogiczne zachcianki Ex" to niestety, ale część
                ich wspólnego życia.

                Dla nich i dla ich dzieci, wzięcie zwierzaka jest widocznie czymś
                naturalnym, co jako rodzina praktykowali już we własnym domu.

                To się niestety nazywa "związanie się z facetem ze zobowiązaniami"

                ..i byśmy sie jasno zrozumiały, mi też trudno jest zaakceptować
                fakt, że mężczyzna( który "teoretycznie jest moim mężczyzną") należy
                jeszcze dodatkowo "do kogoś tam" (w jakimś tam zakresie) sad((
        • kasia_kasia13 Re: "śmierdzący" problem 21.06.08, 15:06
          adela38 napisała:

          > Nie rozumiem...dzieciaki moga przyjechac, a fretka niech sie ex zajmuje...to
          > przeciez JEJ zwierzak

          A skad wiesz, ze to jej zwierzak? Moze jej dzieciaki marudzily, truly d..e tak dlugo, az sie zgodzila na zwierzaka POD WARUNKIEM, ze zajmowac sie beda nim dzieci a nie ona. No i teraz stara sie byc konsekwentna.
          Co nie znaczy, ze nie rozumiem problemu autorki watku, bo sama do zajmowania sie cudzym zwierzakiem tez bym sie nie palila.
    • burza4 Re: "śmierdzący" problem 19.06.08, 11:40
      no cóż - ja postawiłam sprawę jasno - żadnego przechowywania cudzych
      zwierząt na czas wyjazdów. A takie zakusy były i powiedziałam
      otwarcie - po moim trupie. Sami świadomie nie mamy zwierzaka, bo nas
      po prostu nie ma w domu, i nie widzę powodu, żebym miała
      dezorganizować sobie życie cudzym.

      nawet gdybym siedziała plackiem w domu - powiedziałabym to samo. Nie
      mam ochoty brać na siebie cudze obowiązki. I nie ma opcji, żeby pod
      wspólnym dachem sprawa dotyczyła tylko rodzica, który zwierzę swoich
      dzieci chce przechować. Bo śmierdzi, bo biega, bo brudzi, bo
      hałasuje, bo trzeba wyjść na spacer...
      • aldonakatarzyna Re: "śmierdzący" problem 20.06.08, 15:49
        ja tez bylabym na nie
        argumenty juz wszystkie zostaly wymienione

        najwazniejszy argument to fakt ze zwierzatko bedzie wypuszczane a sa w domu
        pieski- powinien byc wystarczajacy w odmowie


    • jowita771 Re: "śmierdzący" problem 20.06.08, 17:36
      współczuję, fretka śmierdzi faktycznie. Nie możecie jeszcze z dziećmi pogadać?
      może powiedzieć, że ktoś jest uczulony?
      • jowita771 Re: "śmierdzący" problem 20.06.08, 17:47
        Wiem, powiedziałabym dzieciom, że Tobie lekarz zabronił i jeśli nie mogą bez
        fretki, to zapraszamy w innym terminie, kiedy znajdą dla zwierzęcia jakąś
        opiekę. Stanowczo.
    • burza4 Re: "śmierdzący" problem 20.06.08, 21:42
      wiecie co, jak dla mnie to jest naciągane.

      przede wszystkim - jesli eksia zabroni dzieciom przyjazdu bez
      fretki, to kto się nimi zajmie, bo jakby wakacje się zaczęły? Eksia
      pracuje? bo jeśli tak, to wizja że dzieci zostaną u niej razem ze
      zwierzątkiem może ostudzić te zapędy.

      z jednej strony szkoda mi tych ojców, z drugiej - wkurza mnie taka
      podatność na manipulacje i brak jaj.
    • jayin Kasiu: 21.06.08, 15:36
      ...nie rozbleblujmy wątku o tchorzofretce w kierunku stosunków jednej z forumek z "jej" exią i wyciąganiem jej starych wątków do tego smile (reszta waszej dyskusji prywatnej, jeśli się pojawi, pójdzie w kosmos - więc lepiej od razu na prv).
      • kasia_kasia13 Re: Kasiu: 21.06.08, 19:03
        jayin napisała:

        > ...nie rozbleblujmy wątku o tchorzofretce w kierunku stosunków jednej z forumek
        > z "jej" exią i wyciąganiem jej starych wątków do tego smile (reszta waszej dysku
        > sji prywatnej, jeśli się pojawi, pójdzie w kosmos - więc lepiej od razu na prv)
        > .

        Moim zdaniem bylo to jak najbardziej na temat. Gdyby stosunki z Exia byly inne, byc moze mozna by rozwiazac problem zwierzaka bardziej pokojowo. W tego typu konfiguracjach rodzinnych wszystko jest ze soba powiazane i dzisiejszy problem z tchorzofretka moze byc konsekwencja wczorajszych zachowac.
    • coccolona Re: "śmierdzący" problem 22.06.08, 19:52
      Kocham zwierzeta i zazdroszcze tym, ktorzy je posiadaja. Nie moge sobie na nie
      pozwolic, bo mieszkam w wielkiej europejskiej metropolii, nie mam ogrodu a w
      mieszkaniu nie moglabym trzymac zadnego stworka smile, wlasnie ze wzgledu na
      brzydkie zapachy.
      Pasierbom maja kupic kroliczki, chyba juz im kupili. Mam nadzieje, ze jak
      przyjada do nas, to nie przyjdzie im do glowy zabrac z soba tych stworzen, bo
      ich do domu nie wpuszcze (tj pasierbow)
    • msba sukces 24.06.08, 08:35
      Witajcie,
      trochę mnie tu nie było, ale już informuję Was jak rozwiązała się
      sytuacja.

      M. swoją konsekwencją (bo nie argumentacją) doprowadził do tego, że
      Eks znalazła opiekę nad zwierzątkiem. I tak na prawdę nie obchodzi
      mnie co wymyśliła. Skoro zgodziła się na zwierzę w domu, powinna
      wziąść pod uwagę takie sytuacje jak wyjazd dzieci, wakacje i opieka
      w tym czasie nad pupilem. Jasne, że wszystkie dzieci obiecują
      zajmować się zwierzęciem, ale rodzice, którzy podjeli decyzję
      na "tak" również biorą sobie problem na głowę. Taka jest oczywista
      oczywistość.
      Dzieci są u nas, nie płaczą i nie tęsknią za fredką, widać, że to iż
      nie wzieli jej ze sobą nie stanowi dla nich problemu. A to tylko
      dowód na to czyj to był pomysł.

      pozdrawiam wakacyjnie
      • 13monique_n Re: sukces 24.06.08, 09:03
        Gratulacje smile
        I niestety, po Twojej opowieści widać, że niektóre kobiety mimo
        pozornej dorosłości, poza piaskownicę nosa nie wyściubiły.

        Dobrych wakacji Wam życzę big_grin
      • reksia Re: sukces 24.06.08, 09:11
        Takim samym jej obowiązkiem było zajęcie się zorganizowaniem opieki
        dla zwierzaka dzieci jak i ojca dzieci smile
        • burza4 Re: sukces 24.06.08, 16:16
          no nie, Reksiu - jeśli decyzja o zakupie fretki była jednostronną
          decyzją jednego z rodziców, nie wszystkie obowiązki rozciągają się
          na oboje tylko dlatego że pośrednio są związane ze wspólnymi dziećmi.
          • nsc23 Re: sukces 24.06.08, 16:19
            Ale jezeli ojciec nie jest na tyle zaangazowany w zycie dzieci, ze decyzja nie
            jest z nim konsultowana, albo nie oponowal dostatecznie mocno (ja bym wolal
            nie... ale zrobicie jak bedziecie chcieli... powiedziane slabym glosem nie
            wystarczy) to sam jest sobie winien.
            Wszystko zalezy od sytuacji, w jakiej decyzja zostala podjeta.
      • lilith76 Re: sukces 24.06.08, 11:24
        Gratulacje, partner zachował się jak mężczyzna smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka