mejson.e5
17.07.04, 21:43
Pamiętam taką "zabawę" z dawnych czasów na Podkarpaciu - jeden drugiego mógł
postraszyć nagłym zbliżeniem twarzy do twarzy albo markowaniem ciosu.
Jak ten drugi się cofnął albo zasłonił, to był frajer.
"Wygrany" cedząc słowo "muka" klepał potem z wyższością po ramieniu "przegranego".
Jeśli atakowany się nie cofnął, to był wygrany i z wyższoscią mógł sobie
patrzyć na frajera, który go chciał przestraszyć.
Czasem atakowany też zbiżał twarz do przeciwnika i mogło się skończyć na
zderzeniu głowami.
Dwa guzy i po krzyku.
To była zabawa dzieciaków, ale widzę że niektórzy dorośli grają w odmianę tej
zabawy już całkiem niebezpieczną.
Jeśli ktoś się rozbujał samochodem i na przeszkodzie stoi mu poprzednik jadący
wolniej, to czasami próbuje go przestraszyć poprzez nagłe zbliżanie się do
tylnego zderzaka. Jak poprzednik się wystraszy i zjedzie na book, to tamten
jest "wygrany".
Gorzej, że czasami może zaistnieć potrzeba nagłego hamowania przez poprzednika
i wszelkie wyliczenia atakującego mogą wziąć w łeb, więc przypie.doli w
zderzak z ogromną siłą.
Wtedy na pewno atakujący jest przegrany, ale zdarzyć się może że wytrąci z
toru jazdy biedaka z przodu i może go wepchnąć na czołowe.
Co niestety nie raz już się zdarzyło.
Mam wrażenie, że niektórzy kierowcy są pewni w stu procentach, że potrafią
zapanować nad soim samochodem i mogą pozwolić sobie na ryzykowne manewry jazdy
z półmetrową odległością od poprzednika przy prędkości 100/h czy wyprzedzanie
slalomem po kilku pasach, traktując innych jak nieruchome pionki na
szachownicy a nie skomplikowany układ wielu ruchomych obiektów.
Jazda bez limitu prędkości, gdzie jedynym ograniczeniem są inne pojazdy na
drodze, prędzej czy później musi doprowadzić do zderzenia.
Pół biedy, jesli jedynym poszkodowanym będzie sprawca.
Ale wszyscy wiemy, ze jest inaczej - czasami rzeczywisty sprawca odjeżdża
sobie w siną dal zostawiając za sobą pobojowisko.
I dalej może się szczycić osiągnięciami iluś tam lat bez wypadku.
Ciekawe, ilu z Was nigdy nie popychało nosem zawalidrogi?
Ja sam kiedyś to robiłem, teraz nie robię tego wcale.
Choć nie znaczy to, że mnie to nie korci...
Mejson