Z wielkim zainteresowaniem obserwuję finał kampanii przed referendum niepodległościowym w Szkocji. Jeśli o mnie chodzi, to zrobiłem już swój research i zająłem stanowisko, ale teraz mam z bliska okazję pooglądać ludzi zaangażowanych w kampanię YES - bo mamy fuchę w której rozwozimy im ulotki.
Codziennie odwiedzam kilka-kilkanaście punktów, w większosci lokalne biura kampanii YES, ale czasem także prywatne domy aktywistów i musze powiedzieć, ze atmosfera jest naprawdę porywająca. Widac, że nie jest to zwykła kampania wyborcza - atmosfera raczej przypomina mi to, co się działo na wałach we Wrocławiu podczas powodzi w 1997. Może z wyjątkiem tego, że nie ma postronnych gapiów - wszyscy się interesują, jeszcze nie spotkałem osoby, któraby to olewała, nie mówiąc o nabijaniu się.
Sama dyskusja także prowadzona jest na poziomie - czy to w internetach czy to w pubach, dyskusje są gorące ale kulturalne i dobrze uargumentowane - nic co znamy z polskich internetów gdzie banda debili wyzywa się nawzajem od lemingów i katoli... Co prawda ostatnio jak się zrobiło gorąco to strona NO nieco obniżyła loty i wali poniżej pasa - z jednej strony strasząc czym mogą (dziś mnie rozbawił ten obrazek:

), z drugiej znów dodając jakieś nowe obietnice, co jest łamaniem ustaleń kampanii (przez ostatni miesiąc nie można obiecywać nowych rzeczy, kampania powinna być prowadzona jedynie w odniesieniu do rzeczy, które już zostały powiedziane.
Jeżdżąc po Szkocji prezencja zwolenników niepodległości jest widoczna aż nadto - myślę, że nie będzie przesady jeśli powiem, że na jeden plakat "NO" przypada jakieś 20 plakatów YES. Co więcej wśród zwolenników niepodległości widać zaangażowanie zwykłych ludzi, plakatami i nalepkami obklejone są domy, samochody, tabliczki stoją po polach i ogrodach. Jesli chodzi o kampanię NO to bardzo duży procent stanowią billboardy (nie to, że YES nie mają billboardów, ale NO mają GŁÓWNIE billboardy), indywidualne osoby afiszujące swoje poglądy na NO zdarzają się sporadycznie i to głównie w dużych miastach. Im dalej w las, tym więcej YES.
Z drugiej strony bardzo zawiodłem się na BBC, ktore, choć powinno być bezstronne, strasznie zakłamuje przekazywane informacje (na korzyść Londynu oczywiście).
Ciekaw jestem na ile jest to tylko związane z tym, że ci na YES robią wszystko żeby zachęcić innych, a ci na NO są spokojni o wyniki referendum. Jak na razie badania opinii publicznej wskazywałyby, że walka jest wyrównana. I teraz jeżeli rzeczywiste poparcie chociaż w części odpowiada widoczności zwolenników YES, to niepodległościowcy wygrają z hukiem. Jeśli jednak to tylko marketing, to będzie ciekawe...
Tak czy owak, udało się poruszyć masy i ludzie naprawdę angażują się niezależnie od swojego miejsca w społeczeństwie - wczoraj w łańcuszku rozładowującym pudła z mojej furgonetki stały dwie staruszki, młody student sebrskiego pochodzenia, kilku pakistańczyków-brytyjczyków, biznesmen w garniturze, budowlaniec w koszulce Celtica, młoda wylaszczona dziewczyna i Nicola Sturgeon - wicepremier Szkocji...
Napisałem nawet reportaż o tym bo natemat.pl się ogłaszali, że są chętni na reportaże, ale olewają i nawet nie odpowiadają na e-maile. Chyba puszczę u siebie (chyba, że ktoś zna kogoś, kto pomógłby to puścić w czymś szerzej czytanym, bo myslę, że warto (i nie chodzi mi o moje zdolnosci pisarskie tylko o to, że to jest naprawdę ciekawa sprawa)).