mejson.e
29.09.04, 22:49
Jesteśmy chyba jednym z nielicznych narodów w Unii Europejskiej, który potrafi
stworzyć kilometrowy korek tylko z powodu zamknięcia na odcinku 7 metrów
(słownie: siedmiu) środkowego z trzech pasów.
Zanim wyczołgałem się z tunelu pod Dworcem Zachodnim w Warszawie,
zastanawiałem się, jaki kataklizm nawiedził wtedy tę jedną z szybszych tras w
stolicy?
Przewrócona cysterna, karambol kilku aut, zepsuty pociąg drogowy?
Nie - tylko biało-czerwony płotek przed studzienką kanalizacyjną!
Było to kolejne potwierdzenie mojej teorii wysnutej na podstawie codziennych
obserwcji naszego zachowania na drodze.
A to bardzo proste zachowanie - "Mój pas to moja twierdza!"
Nie wpuszczę nikogo, komu kończy się własny pas, kto pogubił się i chce
zmienić kierunek na najbliższym skrzyżowaniu, kto wjeżdża z podporządkowanej w
stojący parking, ale za to na głównej ulicy.
JA byłem bardziej przewidujący i zająłem wcześniej ten pas, na który teraz
ktoś próbuje się wedrzeć.
A ch.j z nim!
Choćby skały srały, to nie wpuszczę! Mój pas i moja sprawa!
Dlatego obserwujemy tak często stojący pas obok dwóch pustych - tylko dlatego
że za kilkaset metrów będzie zwężenie. I inne pasy zamiast pomóc zwiększyć
przepustowość, stoją puste albo sporadycznie używane przez ... no przez kogo?
Oczywiście przez Cwaniaków!
Bo jak nazwać kogoś, kto nie wbija się w stojący pas już pół kilometra
wcześniej, nawet nie wiedząc, gdzie i dlaczego kończy mu się pas.
Skoro stoją, to znaczy, że jest powód.
Jak w perelowskiej kolejce eemerytów - "coś tu pewnie dają".
Zamiast jechać wszystkimi dostępnymi pasami do zwężenia i tam puścić na chwilę
pedał gazu, by ci, którym kończy się droga wjechali płynnie z naszą prędkością
i metodą "na jodełkę" czy "zamka błyskawicznego" pokonać zwężenie lekko tylko
zwalniając, my utrzymujemy odstęp od poprzednika rzędu grubości znaczka
pocztowego, nie pozwalając bocznym wjechać i w efekcie ... stoimy wszyscy.
Bo jaki efekt będzie, gdy na nasz pas wedrze się stojący do tej pory
nieruchomo nieszczęśnik z sąsiedniego pasa, który "przyparty do ściany" może
tylko wbić się szybkim startem w jakąś większą szczelinę?
Oczywiście inni muszą hamować do zera.
Co więcej - trudno nawet wtedy wpuścić kogoś, bo po to trzeba się zatrzymać,
nie wystarczy już zwykłe zdjęcie nogi z gazu.
Zwykłe prawa fizyki - płynność to najmniejsze straty, hamowanie,
przyspieszanie to marnotrawstwo energii.
Ale nic to - mój pas, moja sprawa.
A może ja lubię sobie postać w korku?
Może mam więcej czasu na obserwcję tych nieszczęsnych frajerów, którym nie
przyszło do głowy wybrać tak, jak ja - odpowiedniego pasa?
Mimo, że mają lepsze fury od mojej i są lepiej ubrani, to muszą stać z
podwiniętym ogonem i żałośnie mrugając kierunkowskazem liczyć jak psy na moją
łaskę.
I jak psy dostaną kopniaka...
Quo vadis, homo sovieticus XXI wieku?