tomek854
30.03.05, 01:15
Współlokatorka wróciła z Łodzi i opowiada scenę której była świadkiem
Dwóch dresów ścigało się na ulicy w mieście.
jeden zajechał drugiemu drogę, więc ten rzucił się do niego na końcu i uderzył go w twarz przez szybę w wyniku czego tenże zaraz zalał się cały krwią. Potem zjechali na podwórko, aby dalej sobie wyjasniać o co chodzi. A chodziło o to, że ten skuerwysyn zajechał drugiemu drogę nie bacząc na to, ze tamten przecież jedzie Z DZIECKIEM!!!
Na szczęśćie policja ich dorwała pomimo ukrycia się w podwórku
I teraz wyobraźmy sobie dzieciaka siedzącego grzecznei w foteliku i obswerwujacego, jak tatuś ściga sie z innym, który zajeżdża mu drogę mało co nie doprowadzając do wypadku, nastepnie demolując samochód robi tamtemu krzywdę, tamten nie pozostaje dłuzny i również tatusiowi spuszcza wpierdol a na końcu tatuś w kajdankach odjeżdża radiowozem... nie ma to jak troska o dziecko...