bassooner
16.10.06, 12:07
Wczoraj wróciłem z pracy,jak zwykle pociągiem relacji Poznań-Szczecin o
godz.21.27.
O ja nieszczęsny !!! Co mnie podkusiło, żeby to okno zamykać !!!
Przecież ziąb nie taki dokuczliwy, jakoś bym przy otwartym do Szamoni
dojechał...ale nie, się mi luksusów zachciało. No to zamknąłem... ale nie tak
wnet, bo nasamprzód to się zaprzeć mocno musiałem, mięśnie jak struny
napiąć...no i zamknąłem...z wielkim impetem, zapadka strzeliła, a mój malutki
paluszek został w środku :-(((
Normalnie to bym zemdlał chyba, ale oczami wyobraźni widziałem siebie
wiszącego na małym palcu przy oknie i dyndającego w rytm podkładowych drgań.
Ta myśl dodała mi na tyle sił, że drugą ręką zacząłem walczyć z oknem aby je
otworzyć.
Palec przez cały czas tkwił pomiędzy aluminiową ramą okna, a samym oknem-
aluminiowym zresztą też...
Nie wiem jaka jest odległość pomiędzy tymi elementami, ale zapewniam
was..dotychczas myślałem, że tylko kot jest w stanie wcisnąć się w jakąś
niewyobrażalnie wąską szczelinę od wczoraj wiem również, że mój mały palec
lewej ręki posiadł taką umiejętność również.
Tak więc palec tkwił w zamkniętym, zatrzaśniętym(z wielkim impetem) oknie, a
ja nieszczęsny walczyłem drugą ręką z zapadką i uchwytem.Zajęło mi to może z
pięć sekund ale te pięć sekund wystarczyło abym pojął teorię względności
Einsteina bo dla mojego małego palca lewej dłoni trwało to wieki.
Gdy go w końcu wyciągnąłem poczułem jak cała krew z mojego organizmu odpływa w
jego kierunku, a kiedy dotarła widziałem puls na jego spłaszczonej powierzchni.
Paznokieć na bank zejdzie...ruiny, zgliszcza, Akropol...