rapid130
24.10.06, 00:02
Zaprojektowany na przełomie lat 50. i 60. Ostatni z osobowych modeli
najstarszego francuskiego producenta samochodów. Wielka szkoda, że narodził
się w złych czasach. Pod zazdrosnym okiem decydentów Citroena, który w 1955
r. położył rękę na gardle rodzinnej firmy Panhardów. I z upływem czasu
zaciskał ją coraz bardziej…
(...)
2-drzwiowe coupe Panhard 24 było ukoronowaniem karier dwóch słynnych,
odchodzących na emeryturę mistrzów stylistyki i mechaniki - Louisa Bioniera i
Louisa Delagarde’a – pracujących dla Panharda przez swoje całe aktywne życie.
Dziś jest jeżdżącym pomnikiem awangardowej, ale przemyślanej w każdym calu
sztuki projektowania aut, jeszcze nie podporządkowanej ślepo kontrolerom
kosztów.
(...)
Tego auta nie kupowało się z rozsądku. Panhard 24CT był najdroższym, ale i
najszybszym, produkowanym w tysiącach kopii rocznie, samochodem 2-cylindrowym
ostatnich 50 lat. Kosztował kilka procent drożej, niż Citroen ID, czy Volvo
123GT!
Gorące uczucie właścicieli było od początku wystawiane na trudne próby. Czas
oczekiwania na odbiór zamówionego wozu sięgał kilku miesięcy. Wolny wybór
spośród obiecanych 1764 kombinacji wyposażenia i barw nadwozia pozostawał w
sferze pobożnych życzeń. A później – na co dzień – Panhard zachowywał się jak
francuski piesek, delikatny i chimeryczny. Wymagał starannej opieki. Wraz z
podwoziem Dyny odziedziczył długą litanię punktów smarowania. Piętą
achillesową była instalacja elektryczna pozbawiona bezpieczników. Mocno
obciążony termicznie silnik przyjmował tylko najdroższe oleje. Co 50 tys. km
należało go rozebrać, aby zweryfikować części i oczyścić komory spalania z
nagarów. Na szczęście wóz potrafił zrekompensować niedogodności.
Pomimo mikrego litrażu 24CT spisywał się lepiej na trasie, niż w mieście.
Wysokoobrotowy bokser przy ruszaniu zbierał się niemrawo. Zamierał poniżej
2500 obr/min. Dopiero na szosie rozkwitał pięknie, jeśli był konsekwentnie
utrzymywany w górnej połowie zakresu obrotów. Najwięcej radości z jazdy
dawało tempo 100…130 km/h. Dochodząc do dopuszczalnych 6200 obr/min, przy
wtórze dragsterowego pomruku bokserka, osiągało się 90 km/h na dwójce i 130
km/h na trójce. Przyspieszenie do setki trwało 19 s. Panhard 24CT uzyskiwał
prędkość maksymalną 155…160 km/h, a przy mocnym wietrze „w plecy” nawet 170
km/h! Nadbiegowa czwórka (100 km/h = 3400 obr/min) służyła do utrzymania
stałej szybkości, zmniejszając hałas i zużycie paliwa. Łagodnie traktowany
24CT spalał zaledwie 5-6 dm³/100 km. Używany ekstremalnie powiększał apetyt o
połowę.
Właściwości jezdne były znakomite, a wrażliwość na podmuchy bocznego wiatru
minimalna. Tak sumowały się zalety korzystnego rozkładu wagi na osie (56 / 44
%), nisko położonego środka ciężkości i radialnych opon Michelin X 145-380.
Niekonwencjonalny układ jezdny o dobrze dobranej charakterystyce doskonale
łączył pewne zachowanie przy dużych szybkościach z wysokim komfortem jazdy.
Jedynym dysonansem była hałaśliwość zespołu napędowego.
* * *
To tylko fragmenty... Całość za parę dni.