sven_b
21.08.07, 09:45
Złozylem wniosek o wydanie paszportu dla naszego smyka. Oblozone jest to
wieloma warunkami, m.in. wymogiem stawienia sie obojga rodziców wraz z
dzieckiem. W swietle tego przepisu ma to zapobiec przemytowi dzieci. Tak wiec
sala na ktorej sklada sie wnioski wyglada jak poczekalnia przychodni: tłok,
poirytowanie, szalejące dzieci. Prym wiódł niejaki Kamil rozpędem na kolanach
froterujący podłogę urzędu. Nieopatrznie wjechał czolem w blaszaną popielnice
co skonczylo sie hukiem, glosnym placzem i guzem. Ale nie o tym chcialem. Otoz
zauwazylismy, ze mimo wymogu, urzednik przyjmujący wnioski nie zwraca uwagi na
przyprowadzone dziecko. Z ludzmi z ktorymi nawiązalismy kolejkową sztame
umowilismy sie ze podejdziemy do okienka zamieniajac sie na dzieci. Nikt nawet
nie zapytal dlaczego stoje z 5 letnim chlopcem, a wpisalem w formularzu Maja,
lat 3 i pol. Pani nie podniosla sie zeby poszukac jej wzrokiem. Najwazniejsze,
oprocz naszych dowodow, bylo czy wplacilem 30zł. Potem chlopiec podszedl ze
swoimi rodzicami co rozbawilo całą kolejkę ale czujnosc pani nadal nastawiona
byla na potwierdzenie wplaty. Ot urzędy:-)