Dodaj do ulubionych

Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek...

20.05.08, 15:17
... w Jazzie. Po trzech latach w końcu stało się to, co się musiało
kiedyś stać i przepaliła mi się żarówka świateł mijania. Obawiałam
się tej chwili dlatego, ze przed zeszłoroczną podróżą do Hiszpanii
przekartkowałam instrukcję w poszukiwaniu informacji jak w Jazzie
się owe światła wymienia i mnie zmroziło. Otóż w moim czerwonym
demonie prędkości należy odinstalować część nadkola, żeby się dostać
do żarówek. Miałam chytry plan, żeby po prostu się rozpłakać w
pobliżu samochodu, na bank by się jakiś mił pan zatrzymał i pomógł,
ale postanowiłam być dzielna i w piątek po pracy dziarsko chwyciłam
śrubokręt i z instrukcją pod pachą pomaszerowałam na parking.
Pierwszą przeszkodą okazał się zacisk trzymający nadkole - niestety
w instrukcji nie napisali (a powinni, dla niezorientowanych
użytkowników, takich jak ja:)), że ów plastikowy zacisk ma w
centralnej części taki mały bolec - po wymontowaniu bolca, można to
plastikowe ustrojstwo bez problemu wyjąć, a po całej operacji włożyć
z powrotem. Niestety udało mi się wyrwać cały zacisk i dopiero po
przyjrzeniu się bestii odkryłam ten prostu mechanizm. Odgięłam
nadkole, zaglądnęłam do środka i wyrwało mi się siarczyste "O ja
pierd...ę". Nic tam w środku nie wyglądało jak na rysunku. W tym
momencie przechodził sąsiad, który zaintrygowany swoją sąsiadką
patrzącą ze zgrozą na koło samochodu, zapytał co się stało i
zaoferował pomoc. Jakoś wspólnymi siłami wymieniliśmy żarówki, oboje
się upapraliśmy jak nieboskie stworzenia, w tym sąsiad swoje jasne
spodnie (szedł wyrzucić śmieci, nie spodziewał się prac
warsztatowych przy okazji:)). W połowie inny sąsiad przystanął i z
niedowierzaniem zapytał "Tyle zachodu, żeby wymienić żarówkę?".
Okazało się, że i tak miałam szczęście, bo podobno w którejś z
nowych meganek trzeba odkręcić błotnik, żeby się dostać do zarazy.

Mam niedoparte wrażenie, że konstruktorzy nowych aut są opłacani
przez właścicieli warsztatów, żeby przypadkiem użytkownik sam nie
mógł nic przy aucie zrobić i z każdą pierdołą musiał jeździć do
mechanika. Pech polegał na tym, że dwa dni wcześniej byłam w
serwisie, jakby się świnia przepaliła dwa dni wcześniej, to by mi
wymienili przy okazji:) Chociaż ja wiem czy pech, teraz już wymiana
paskudztwa nie jest mi straszna:) Mam tylko nadzieję, że nigdy mi
się to nie przytrafi w trasie, bo to na maksa brudna robota...
Obserwuj wątek
    • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 15:37
      Czyli jeszcze jeden przyklad ze w nowych samochodach zaprojektowano wszystko
      tak, zeby biednego uzytkownika doprowadzic do rozpaczy. Tak sobie mysle ze to
      musi byc zmowa mechanikow i producentow (Lexus - przyznaj sie!) - samochody sa
      coraz bardziej niezawodne, wiec zeby mechanicy mogli przezyc, coraz wiecej
      czynnosci ktore dawniej wykonywal uzytkownik musi byc tak zaprojektowanych zeby
      samemu sie nie dalo. Filtr powietrza, filtr pylkow, zarowka itp. Zmiana oleju
      ktora w starszych samochodzach byla banalna czynnoscia, staje sie takze zadaniem
      nie do pokonania. A juz niedlugo dolewanie plynu do spryskiwaczy bedzie mozna
      wylacznie wykonac w autoryzowanym zakladzie naprawczym. A tankowanie pewnie tez...
      • typson Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 20:48
        > Czyli jeszcze jeden przyklad ze w nowych samochodach zaprojektowano wszystko
        > tak, zeby biednego uzytkownika doprowadzic do rozpaczy.

        wcale nie - wystarczy zanabyć pojazd z jedynie słuszną konstrukcją - wzdłużnie
        ułożonym silnikiem i napędem na tył lub Q. I wtedy wszystko ma takie rozmiary
        jak powinno. Pokrywa zaworów nie znajduje się pod nawiewami konsoli centralnej a
        dostęp do żarówek jest taki, jaki powinien byc :)
        • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 22:31
          Zajrzalbys pod maske mojemu Lexusowi to bys zmienil zdanie - V8 sie ledwo w
          komorze miesci i wszystko jest tak poupychane ze trudno palec wetknac...
          • typson Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 22:58
            bo to japońskie - wielki człowiek w małym ciele
            • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 23:18
              img169.imageshack.us/img169/5769/p10504621rn9.jpg
              • cracovian A jak w tym cudzie pasek zmienic??? 21.05.08, 22:24
                Tez silnik dziwacznie bokiem siedzi i nie mozna palca wcisnac:
                a6.vox.com/6a00f48d090b96000100f48d13e6fe0001-pi
                Zarowki da sie jednak latwo zmienic, nawet bezpiecznikiem
                zhackowalem dzienne swiatla, ktore teraz sie pala jak powinny (50%
                dlugich)
        • sherlock_holmes Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 10:08
          Z tym deklem to nie do końca, bo w BMW silnik wędruje coraz dalej do tyłu i za chwile będzie już tzeba stosować pokrywę od środka pojazdu - jak w Żuku ;)

          A co do zmowy producentów - jednak nie do końca tak jest. W Corsie i Lanosie dostęp do żarówek jest bajecznie prosty, z tego co wiem to w Fabii, gdzie do lewej żarówki trzeba mieć rękę ginekologa, przy okazji liftingu przesunięto nieco akumulator, tyak aby dało się dostać do lampy i przy okazji odsłonięto korek zbiorniczka płynu wspomagania. Najciekawiej jest w koncernie Forda. W Focusie trzeba demontować przedni pas, a w bliźniaczych Volvo (S40/V50) lampy są wsuwane na prowadnicach i zabezpieczone "śledziami". Demontaż całej lampy z samochodu trwa 15 sekund. Chociaż ...pokażcie mi własciciela samochodu klasy premium, który sam będzie sie bawiłw wymianę żarówek ;)

          A - i jeszcze o Alfie Romeo i innych fiatopochodnych. Projektant komory silnika nie dość, że nigdy nie widział silnika, to jeszcze musi jeździć autem, w którym nie ma spryskiwacza szyby. Bo tak popieprzonych wlewów jak w Fiacie CC, Lancii Thema, Alfie 147 (itd.itp.) nie ma w żadnym samochodzie. W Themie wlew jest tak schowany, że nawet lejkiem się nie dojdzie. Trzeba mieć węża - "harmonijkę"
    • emes-nju Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 15:40
      winnix napisała:

      > Mam tylko nadzieję, że nigdy mi się to nie przytrafi w trasie, bo
      > to na maksa brudna robota...

      Oby sie nie przytrafilo! Mozesz nie miec wtedy odpowiednich narzedzi.

      Jak bez jednej lampy zlapie Cie wtedy policaj, to, wobec tego, ze auto jest niesprawne i nie daje sie naprawic, bedziesz kulac sie do najblizszego warsztatu na lawecie...

      Pod maskami jest tak nasr..., ze nic sie juz nie miesci. No i te wyszukane ksztalty nadwozia :-)
      • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 15:57
        > No i te wyszukane ksztalty nadwozia :-)

        To akurat jest ostatnim co można o Jazzie powiedzieć;)

        > Pod maskami jest tak nasr..., ze nic sie juz nie miesci.

        U mnie właśnie problem polega na tym, że przód jest bardzo krótki,
        więc siłą rzeczy, po upchnięciu tam wszystkiego co powinno być, nie
        zostaje już miejsca na nic innego. No ale to pierwsze moje auto,
        przy następnym będę już miała znacznie więcej czynników na uwadze
        podczas wyboru modelu.

        Ale żeby nie było, ogólnie jestem bardzo zadowolona, gdyby jeszcze
        nie była taką ciężką i niemrawą krową, to w ogóle było by git:)

        Na marginesie, od czasu jak jeżdżę motocyklem, niemrawość odczuwam
        jeszcze mocniej - po weekendzie spędzonym na przejażdżkach pojazdem
        dwukołowym, wsiadam w Jazza i wyrywa mi się "Jezzzzu, czemu to nie
        jedzie..."
        • emes-nju Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 16:35
          winnix napisała:

          > > No i te wyszukane ksztalty nadwozia :-)
          >
          > To akurat jest ostatnim co można o Jazzie powiedzieć;)

          Mi tam Jazz sie podoba :-)

          A wyszukane ksztalty ma - np. te lampy prawie do przedniej szyby ;-)

          > U mnie właśnie problem polega na tym, że przód jest bardzo krótki

          W moim jest dlugi, ale wymiana zarowek tez jest niezla ekwilibrystyka. Elegancka zwezajaca sie ku przodowi maska powoduje, ze lampy sa mniej wiecej do polowy przykryte blotnikami. Do prawej lampy jeszcze idzie sie dostac - dostanie sie do lewej, to zabawa, w czasie ktorej czesto padaja slowa z warczacym "r" w srodku :-) A najgorzej jak padnie lewa pozycja (nie moge tego zignorowac, bo zapala mi sie wtedy taka wkurzajaca pomaranczowa lampka na jednym z zegarow). Zarowka pozycji jest dokladnie pomiedzy lampa mijania i drogowa. A dekle na tyle lampy sa dwa - po bokach... Dobranie sie do pozycji wymaga chirurgiczno-ginekologicznych umiejetnosci :-P

          > Na marginesie, od czasu jak jeżdżę motocyklem, niemrawość odczuwam
          > jeszcze mocniej - po weekendzie spędzonym na przejażdżkach pojazdem
          > dwukołowym, wsiadam w Jazza i wyrywa mi się "Jezzzzu, czemu to nie
          > jedzie..."

          Motura sie boje, ale jezdze dosc dynamicznym autem. Mniej wiecej potrafie sobie wyobrazic co czujesz ;-)
          • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:27
            > Mi tam Jazz sie podoba :-)

            A spojrzałeś kiedyś na niego z boku? Wielkie, mało kształtne cielsko na oponach
            14tkach wygląda dość zabawnie:) Pyszczek ma fajny, to fakt, a całą resztę
            idealnie opisał któryś z prowadzących Top Gear: to idealne auto do napadu na
            bank - nikt potem nie będzie umiał go opisać:)
            • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:31
              A mi sie Jazz (czy jak go w USA nazywaja - Fit) podoba. Wydaje sie byc
              funkcjonalny jak na swoj rozmiar, a poza tym troszeczke z sylwetki przypomina
              Saaba :)
              • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 19:42
                Jest bardzo funkcjonalny, jak na swoją klasę, ma duży bagażnik i zaskakująco
                dużo miejsca w środku. Tylko jest bezkształtny po prostu...:)
                • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 22:30
                  Mi sie podoba.
                  • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 10:47
                    > Mi sie podoba.

                    Niezmiernie się cieszę, bo już myślałam, że nie znajdę osoby, która
                    to powie szczerze, a nie z grzeczności;)
                    • marekatlanta71 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 14:07
                      www.iihs.org/ratings/ratingsbyseries.aspx?id=593
                      To wiele mowi, szczegolnie ze np. najnowszy model Mercedesa C:
                      www.iihs.org/ratings/ratingsbyseries.aspx?id=464
                    • pizza987 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 20:25
                      winnix napisała:

                      > > Mi sie podoba.
                      >
                      > Niezmiernie się cieszę, bo już myślałam, że nie znajdę osoby, która
                      > to powie szczerze, a nie z grzeczności;)
                      >

                      Do mnie to auto przemówiło po tym jak bez problemów udało się mnie zamknąć w bagażniku. Na siedząco a nie na ofiarę mafii ;)
            • emes-nju Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:43
              winnix napisała:

              > > Mi tam Jazz sie podoba :-)
              >
              > A spojrzałeś kiedyś na niego z boku?

              Owszem. I nadal mi sie podoba :-D
              • tiges_wiz Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:43
                emes .. jestes jakis zboczony :P
                • emes-nju Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:50
                  tiges_wiz napisał:

                  > emes .. jestes jakis zboczony :P

                  I bardzo mi z tym dobrze :-D
                  • tiges_wiz Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:55
                    jeszcze napisz ze ci sie micra podoba (rozowa), to sie do ciebie nieodzywam i
                    beda ciche dni :P
                    • emes-nju Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 19:00
                      Micra tak - rozowa NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!

                      :-D

                      Acha - podoba mi sie tez Multupla :-P W ogole lubie brzydkie auta, bo ubarwiaja drogowy nijako-ladny krajobraz.

                      Oczywiscie lubie tez BARDZO ladne auta - dlatego jezdze AR 156 :-)
                      • rapid130 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 21:51
                        emes-nju napisał:

                        > Acha - podoba mi sie tez Multupla :-P W ogole lubie brzydkie auta,
                        > bo ubarwiaja drogowy nijako-ladny krajobraz.

                        Multipla? To te dwie kopulujące ropuchy?
                        Ja też lubię National Geographic! :DDDDD
      • qwertys22 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 16:22
        emes-nju napisał:


        > Pod maskami jest tak nasr..., ze nic sie juz nie miesci. No i te wyszukane kszt
        > alty nadwozia :-)

        O właśnie! Tu „polecam” wymianę żarówek w cytrynie-C3. Wymiana prawej zajęła mi jakieś 30 minut spędzonych na: manipulowaniu lusterkiem i latarką, żeby cokolwiek dojrzeć (instrukcja jest w zasadzie bezużyteczna bo sformułowania w stylu „ odpiąć część x” w połączeniu z niezbyt wyraźną grafiką niewiele pomagają), próbach wciśnięcia moich niezbyt małych dłoni w mikroszczelinę pomiędzy reflektorem a badziewiem pod maską (w akcie desperacji, który zniszczyłby resztki mojej męskiej godności, miałem już wołać kobietę-właścicielkę dłoni rozmiaru o wiele mniejszego i do tego zdecydowanie sprawniejszych...). Jakoś się w końcu udało i...po dwóch dniach spaliła się żarówka lewa. Po raz kolejny otworzyłem maskę, popatrzyłem na jeszcze mniejszą ilość miejsca niż w przypadku żarówki prawej i na niezagojone szramy na łapach po czym udałem się do kumpla-elektryka. Tym razem trwało to „tylko” 20 minut, kumpel użył jakiś dziwnych drucików-haczyków-szczypczyków, obficie przy tym przeklinając moją decyzje o zakupie tego, cytuję, gó....a na kołach ;D
        • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 18:33
          Patrz, a chciałam kupić C3, tylko narodowość mnie nie przekonywała...

          > i...po dwóch dniach spaliła się żarówka lewa.

          Dlatego też po wymianie spalonej żarówki ostatkiem sił opanowałam chęć ucieczki do domu i postanowiłam wymienić też drugą, skoro już i tak byliśmy brudni, więc siłą rozpędu... Natomiast druga żarówka (ta od strony kierowcy) wymagała większej kombinatoryki, bo blokowały ją jakieś przewody, tudzież rurki. I tu się przydały moje kobiece dłonie, bo byłam w stanie wepchnąć obie ręce, żeby jedną odgiąć blokujący element, a drugą manewrować żarówką.

          A Twój opis cudny, parę razy się w głos zaśmiałam:)))
      • typson Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 20:50
        > Mam tylko nadzieję, że nigdy mi się to nie przytrafi w trasie, bo
        > to na maksa brudna robota...

        dlatego warto się poświecić i wymienić obie żarówki na raz. Jesli tego nie
        zrobiłaś, to druga zapewne padnie Ci w przeciągu miesiąca, no moze dwóch (przy
        dobrych wiatrach)
        • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 10:49
          > dlatego warto się poświecić i wymienić obie żarówki na raz.

          Też pisałam chwilę wyżej, że z rozpędu obie wymieniliśmy, zresztą
          druga już wyraźnie słabiej świeciła, więc pewnie by padła niedługo.
      • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 10:45
        A jeszcze mi się przypomniało, a propos "> Oby sie nie przytrafilo!
        Mozesz nie miec wtedy odpowiednich narzedzi."

        Śrubokręt gdzieś tam zawsze się wala, ale ostatnio wylał mi się sok
        w torebce i po powrocie do domu wszystko wywaliłam na stół w celu
        wyczyszczenia. W tym momencie do kuchni wszedł mój narzeczony,
        najpierw zapytał "Jaaa, ty to wszystko w torebce nosisz???",
        następnie zaczął robić zdjęcia, a na koniec popłakał się ze śmiechu
        jak zobaczył dwa klucze płaskie leżące obok błyszczyka do ust:)
        Stwierdziłam, że całe szczęście, że śrubokręt wyjęłam dwa tygodnie
        wcześniej, bo by tam do dzisiaj się kulał ze śmiechu:)

        Taki offtopic mi się skojarzył z brakiem bądź nadmiarem narzędzi:)
    • pizza987 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 15:42
      W Sceniku II udało mi się samodzielnie wymienić żarówkę światła postojowego prawego. Tam jest tyle miejsca żeby dojść ręką. Na upartego chyba jeszcze udałoby się wymienić mijania, drogową nie sądzę. Za to po lewej dojście maksimum do pozycyjnej a reszta w serwisie. Podobno to w tym modelu trzeba zdejmować przedni zderzak do wymiany żarówek. Dojście do spryskiwacza szczęśliwie jest bardzo dobre. Ogólnie w tym samochodzie maska to jakaś kpina. Kawałek blachy krótszy nawet niż w CC.
      • winnix Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 16:13
        > Podobno to w tym modelu trzeba zdejmować przedni zderzak do
        >wymiany żarówek.

        Możliwe, chodziło o któreś Renault, a może zastosowali to genialne
        rozwiązanie w większej ilości modeli... W każdym razie jak będę
        kupować następne auto, to jedną z rzeczy, które sprawdzę będzie
        właśnie sposób wymiany żarówek...
        • yamasz Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 16:43
          Ehh, widac nie jestem sam. :]
          W Fordzie Ka niestety też nie mogę wymieniac samodzielnie żarówek,
          mam za duże łapska (czytaj normalne) dlatego za kazdym razem kiedy
          jakas cholera ulega spaleniu musze jechac do elektryka który wykreca
          lampe w dodatku demontując cały gril, inaczej sie do niej nie
          dostanie.
          W Polonezie przez 11 lat jakie znajduje sie u nas w rodzinie żarówki
          wymieniałem 2 razy i to w dodatku profilaktycznie, bo były już tak
          stare że aż pożółkłe, za każdym razem wymiana zajmowała nie wiecej
          niż 5 min. a miejsca tyle że można to zrobic z ręką w rękawicy
          bokserskiej.
          Ciekawie sytuacja też wygląda w Audi A2,
          (ciotka takiego sobie sprawiła) tam pozostaje tylko ASO.

          • m.a.n.n Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 19:39
            W poprzednim moim aucie, tj Rover 25, wymiana z prawej strony to pikuś. Z lewej
            - wyjmowanie akumulatora, a po tym i tak mnóstwo sznyt na łapie. Niestety bycie
            fizolem w moim przypadku nie pomaga. Teraz zabieram się za pozycyjne w Accordzie
            - podobnie jak w Jazzie, trzeba zacząć od zdjęcia nadkoli, ale dalej to już mam
            stracha...
          • jawa99 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 20:12
            > W Fordzie Ka niestety też nie mogę wymieniac samodzielnie żarówek,
            > mam za duże łapska (czytaj normalne) dlatego za kazdym razem kiedy
            > jakas cholera ulega spaleniu musze jechac do elektryka który wykreca
            > lampe w dodatku demontując cały gril, inaczej sie do niej nie
            > dostanie.

            Hehe, czytając ten wątek od razu pomyślałem o tym cudnym aucie. Ale byłem
            lepszy, siostra takie posiada, i z prawej strony udało mi się żarówki wymienić,
            zarówno mijania jak i pozycyjną za jednym zamachem :) ale ilość czasu i straty w
            postaci mocno podrapanych rąk to już inna sprawa. A ręce mam spore :) U siebie
            jeszcze nie wymieniałem, a to też Renault :) strach myśleć...
            • pizza987 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 22:06
              Z Kapiszonem okoliczności nie miałem. Za to wprawiłem się w wymienianiu żarówek w Fieście '97. Lampa miała w sobie 4 szt: kierunkowskaz, pozycja, mijania, długie. W instrukcji opisane było że trzeba wyjąć lampę (demontując uprzednio atrapę) odkręcając chyba 2 a może 3 śruby typu TORX (klucza w wyposażeniu brak). Po odkręceniu lampy trzeba było niezłej ekwilibrystyki żeby odpiąć kostkę (kabelki były na tyle krótkie że lampę ledwo na 3-5 cm. oddalałem od samochodu drugą ręką próbując odpiąć oporną kostkę). Jak już się udało to luksus na maksa. Lampę położyć bezpiecznie na podłożu i można prosto rozłożyć ją na czynniki pierwsze. Ciąg dalszy zabawy zaczynał się w momencie wkładania lampy na miejsce. Ile razy udało mi się już dokładnie skręcić wszystko że wyglądało że jest OK, po czym atrapa się nie mieściła. Za każdym razem miałem ochotę ten samochód skopać w takiej sytuacji.
          • tomek854 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 23:19
            A próbowałeś wymieniać lampkę podświetlenia tablicy w caro plusie?
            • yamasz Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 23.05.08, 11:24
              Tomku, ja mam regularnnie dewastowany tylny zderzak w Polonezie,
              średnio raz na 1.5 roku, więc wymnianą żarówek w podświetleniu
              tablicy zajmuje się warsztat przy okazji lakierowania zderzaka. ;]
              Szczerze mówiąc nigdy do nich przez te 11 lat nie zaglądałem. :D
    • mejson.e Zmowa 20.05.08, 19:10
      winnix napisała:

      > Mam niedoparte wrażenie, że konstruktorzy nowych aut są opłacani
      > przez właścicieli warsztatów, żeby przypadkiem użytkownik sam nie
      > mógł nic przy aucie zrobić i z każdą pierdołą musiał jeździć do
      > mechanika.

      Coś w tym jest...

      Chociaż z powodu coraz wyższych wymagań co do bezpieczeństwa biernego samochody
      muszą mieć coraz sztywniejsze przody - stąd pewnie większa zabudowa przestrzeni
      pod maską.

      Interwencja serwisu przy wymianie żarówek chroni także przed błędami w postaci
      założenia nieodpowiedniej żarówki (np bez filtra UV) lub odwrotnego jej
      wetknięcia w reflektor.

      BTW winnix - czy założyłaś poprawnie żarówki?

      Bo jak nie, to wiesz, co Cię czeka...

      Tfu, tfu, tfu!

      Nie piszę o wymianie żarówki w lanosie, bo tu też nuuuuudy.

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • winnix Re: Zmowa 20.05.08, 19:40
        > BTW winnix - czy założyłaś poprawnie żarówki?

        Tak i nawet udało mi się nie dotknąć ich paluchem, a byłam bliska, na szczęście
        mnie sąsiad powstrzymał:) Żarówki były na liście pasujących do Jazza, a przed
        wyjęciem zużytych z reflektora miałam duuużo czasu, żeby się przyjrzeć jak
        powinny być tak umiejscowione:)

        Nie sprawdzałam filtra UV, a wywyaliłam już opakowanie, muszę się przejechać do
        Norauto i sprawdzić czy mają.
    • iberia.pl Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 20:41
      hmm powinnas byc z siebie dumna i cieszyc sie, ze nie musisz z
      autem jechac do serwisu-tak jak np. Rover75-porazka na maksa, tam
      trzeba pol przodu lub tylu zdemontowac.

      W Fordach wymiana zarowki tez do najprzyjemniejszych nie nalezy...
      • tiges_wiz Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 20.05.08, 21:15
        mialem sierre ... nudy na pudy .. odkrecic pokrywke, odpoac kostke, wyjac
        zarowkem, podpiac kostke, zakrecic pokrywke. Dopalacz h3 mial osobna klapke :P
        • iberia.pl Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 21:52
          lucky you :-), niestety w mondeo i w escorcie panowie inzynierowie
          dali upust swej....fantazji :-(
    • tomek854 Re: Sport ekstremalny, czyli wymiana żarówek... 21.05.08, 23:21
      A u mnie w zasadzie łatwo, tylko ten drucik ciągle mi wyskakuje. Powinienem mieć
      drugiego kciuka przeciwstawnego do tego pierwszego i do reszty palców z trzeciej
      strony dłoni, to by był pikuś. A tak - 2 minuty roboty i trzy minuty
      dziamdziania się z drucikiem i przeklinania.
    • niknejm Polecam swój 'sposób' 23.05.08, 10:35
      U mnie też jest trochę zabawy z wymianą żarówek, zwłaszcza dlatego,
      że mam autko z największym silnikiem w tym modelu i też jest zdrowo
      upakowane pod maską. Sam wymieniałem kilka razy, każdorazowo
      zaliczyłem zabawę na 30 minut i sznyty na ręce.

      Moja obecna procedura:
      1) Ponieważ światła w moim syfiku są marne (w nowszych modelach były
      jednak sporo lepsze), montuję żarówki z serii +50% czy podobne -
      lepiej oświetlają drogę
      2) Takie żarówy padają przy moich przebiegach mniej więcej co
      półtora roku.
      3) W związku z powyższym, przywożę żarówy do serwisu co rok
      (proaktywnie) i po prostu proszę o wymianę. W 'moim' serwisie jest
      mechanik specjalizujący sie w takiej robocie - gość bardzo wysoki,
      chudy i ma długie palce... a przy tym ruchy przy zmianie żarówek ma
      obcykane na pamięć. Jemu to zajmuje 3 minuty (czasem 5), a ja za
      wymiankę nie płacę, bo i tak odbywa się przy okazji przeglądu.

      Wam też to polecam. :-) Wiem, wiem, to takie 'niemęskie' ;-)

      Pzdr
      Niknejm
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka