sherlock_holmes
12.06.08, 21:03
Józef Kuraś od czasu jak dwa lata temu załatwił sobie III grupę. Każdego dnia chlał w Zajeździe Przystań do późnych godzin nocnych. Zośkę ( jego żonę) gówno to obchodziło, bo sąsiad Antek zaspokajał ją całkowicie, a i grosza ze swojego zasiłku dla bezrobotnych nie skąpił.
Pewnego dnia Józek wrócił z Przystani jakiś taki markotny:
- Co ci tak ryja wykrzywiło? – zapytała Zośka
- Aj. – westchnął Józek – Dzisiaj zasnąłem przy stoliku i przyśniło mi się, że jutro jak będę w Przystani, to o godzinie 22:45 przyjdzie po mnie Śmierć. Chyba już tam więcej nie pójdę.
Po chwili smutno dodał: - A, i do roboty jakiej trzaby się wziąć.
- O kur*a – pomyślała Zośka – Przecież ten dupek gotów całymi dniami chlać w domu. I grosza nie dać, a i Antek przestanie przychodzić. Trza cóś mu wyperswadować ( w robotę męża jakoś nie mogła uwierzyć).
- Co ty się boisz – powiedziała głośno – Przecież wystarczy, żebyś zmienił „imago” ( to takie obce słowo, które znała jeszcze z czasów szkolnych) i cię Śmierć nie pozna.
- Dobra myśl – Józkowi aż nos pokraśniał z zadowolenia – Opier*olę się na łyso i będzie git.
Z rana około 13:00 zaszedł do fryzjera i zaraz potem skierował swoje kroki do Przystani. Zasiadł przy swoim stałym stoliku pod oknem i zamówił pierwszą setę. O 22:30, gdy był już dobrze nawalony, zauważył, że do lokalu weszła wysoka postać cała ubrana na czarno i z kosą . Przyjrzała się po kolei wszystkim „degustantom” ( ku*wa, teraz ja zaczynam), przesunęła obojętnym wzrokiem po Józku i stanęła w kącie przy zasyfionym bufecie, zerkając na zegarek.
- Udało się - uśmiechnął się do siebie Józek - Nie poznała.
Śmierć faktycznie coraz bardziej się niecierpliwiła. Znowu sprawdziła godzinę. Była 22:44. Spojrzała znowu na pijaków:
- Szlag by to trafił - mruknęła - Jak za minutę nie przyjdzie Józek Kuraś, to wezmę tego łysego chu*a co siedzi na jego miejscu.