winnix
08.07.08, 09:35
W niedzielę wybraliśmy się do Tropical Islands koło Berlina,
zachęceni reklamą Mrzagiego:) Zabawa git, bardzo miło spędzona
niedziela, no i powrót. Drogę "do" przemknęliśmy w 2 godz 50 minut,
ruszamy w drogę powrotną, po jakichś 20km widzę korek. Zaklęłam
siarczyście, no ale niedziela wieczór, pewnie ludzie wracają z
weekendu do Berlina, albo coś w tym stylu. Ale korek taki dziwny, bo
w sumie wszyscy jadą, tyle że w żółwim tempie. W pewnym momencie z
naprzeciwka jedzie policja na sygnale, za chwilę widzę ich z tyłu.
Myślę sobie, coś się stało, znaczy możemy mieć pecha i utknąć do
czasu aż usuną auta z autostrady. Ale nie, dalej się toczymy. Po
chwili drugi radiowóz i trzeci, a my nadal się toczymy. W końcu
widzę na horyzoncie migające światła, ale po drugiej stronie! W tym
momencie do mnie dotarło, że od dawna już nic nie jedzie z
naprzeciwka. No dobra, po przeciwnej stronie był wypadek, ale czemu
my do cholery mamy korek?! Hm... może po naszej stronie też był
wypadek? Dojeżdżamy do miejsca wypadku, osobówka z rozwalonym
przodem (ale kabina kierowcy praktycznie bez szwanku), jakaś
rozwalona przyczepka, dostawczak z urwanym zderzakiem z przodu i
meeeega koras złożony z pechowców, którzy byli między zjazdem a
miejscem wypadku. Przejechaliśmy i... wszystko wróciło do normy,
nagle wszyscy przyspieszyli i normalnie pojechaliśmy dalej.
Straciłam blisko pół godziny na toczenie się, bo ludzie się chcieli
pogapić, jak dla mnie to był klasyczny efekt gapia, słyszałam o nim,
ale nie sądziłam, że może takie utrudnienie wygenerować.
A w ogóle, ja już mam takiego pierdolca na punkcie motocykli, że jak
zobaczyłam motocyklistów ze smutnymi minami stojących koło
rozwalonych aut, to oczywiście sobie ubzdurałam, że to motocyklista
się rozbił. Marcin przytomnie zapytał "Widziałaś jakiś rozwalony
motocykl?", ja na to że nie, a on "No to co histeryzujesz, skąd ci
się wzięło, ze tam motocyklista zginął?". Ja "No bo oni z takimi
smutnymi minami stali..." :)))) Pewnie stali, bo była blokada i nie
mogli przejechać, ale ja oczywiście odstawiłam klasyczną
nadinterpretację:)
Na koniec powiem tylko, że jak na razie żaden motocykl nie dał mi
takiej adrenaliny jak ta szalona zjeżdżalnia, w której się jedzie
70km/h. Prawie dostałam zawału, serce mi waliło, ręce się trzęsły i
na miękkich nogach wyszłam z basenu. Jak zaczęłam przyspieszać, to
miałam irracjonalny odruch szorowania rękami po ścianach, żeby
wyhamować:)