mejson.e5
19.12.03, 23:46
Kierowca jadący bardzo szybko, musi być maksymalnie skoncentrowany. Obie ręce mocno ściskają kierownicę, patrzy bez przerwy na drogę, analizuje bodźce i podejmuje decyzje. Szybko, bo nie ma czasu się zastanawiać. Czasami decyzje są błędne albo prędkość za duża. Ale cały czas jest gotowy na zlokalizowanie zagrożenia i podjęcie odpowiednich kroków.
A kierowca jadący spokojnie i wolno, np. 80 km/h poza obszarem niezabudowanym?
Ma mnóstwo czasu na decyzje i manewry.
Ma możliwość zatrzymania się na krótszym odcinku drogi.
Ma dużo więcej czasu w porównaniu z w/w ścigantem.
Ale on ten czas ... marnuje.
Nie patrzy się ciągle na drogę przed sobą czy w lusterku wstecznym.
Jazda jest nudna i spokojna, więc kierownicę trzyma tylko jedną ręką, czasami tylko pojedynczymi palcami, z łokciami opartymi o podłokietniki albo kolana.
Rozgląda się na boki z zainteresowaniem, ?dzieci, patrzcie ? bocian!?.
Napiętą uwagę można u niego zaobserwować, gdy próbuje w czasie jazdy przeczytać cały tekst na mijanym billbordzie.
Rozmawia z pasażerem(ką), czasami flirtuje, łapie za kolana...
Gdy pojawi się nagłe zagrożenie, jest kompletnie zaskoczony i jego reakcje są ospale i mocno spóźnione a czasami kompletnie błędne, jeśli ... w ogóle są jakieś.
Bo często taki wyrwany z letargu suseł nie robi NIC. Sparaliżowany zaskoczeniem nie skręca, nie hamuje, tylko z niedowierzaniem wali w przeszkodę. Z poczuciem niesprawiedliwości, bo przecież jechał ostrożnie, gdy ten rowerzysta wyskoczył mu z boku!
Jazda z prędkością ok. 80 km/h w nocy na krótkich światłach jest bardzo niebezpieczna. Na ok. 40 metrach oświetlonej drogi musimy mieć dość czasu i miejsca, by zahamować lub ominąć niespodziewaną przeszkodę. To bardzo mało miejsca i czasu. Prędkość, która w dzień jest bardzo spokojna, w nocy na tym samym odcinku drogi, może okazać się nadmierna.
A gdy dojdzie do tego ospałość i głębokie przekonanie o wysokim bezpieczeństwie własnej jazdy to skutki mogą być tragiczne.
Spokojna jazda nuży i otępia niewprawionych i niecierpliwych. Sam często na zmęczenie dłuższą jazdą, oprócz przerw w podróży, stosuję okresowy, żwawszy styl jazdy ? wyprzedzę tych, których normalnie olałbym, wdepnę mocniej gaz czy hamulec. Pomaga.
Pewnie niejeden z Was się mocno zdziwił, że to ja krytykuję wolną jazdę. Ja, który zwalcza nadmierną prędkość i namawia do umiaru.
Tak, do umiaru, ale nie do zidiocenia.
Warzywo za kierownicą nigdy nie będzie bezpiecznym kierowcą. Może nie uniknąć wypadku, mimo wolnej ale nie zawsze bezpiecznej jazdy.
Dlatego ułatwiam wyprzedzanie szybszym, staram się im pomóc, nie wnikam w przyczyny szybszej jazdy i nie zmuszam nikogo do zwalniania. Nie dotyczy to bezmózgowców, którzy ponad setką wyprzedzają przed przejściami albo niewidocznymi łukami, wzniesieniami czy skrzyżowaniami, albo poganiających mnie jadącego przy prawej krawędzi jazdy z najwyższą dopuszczalną prędkością.
Pomagam szybkim, bo wiem, że są bardziej skoncentrowani niż zaspany żeglarz z niewidzącym spojrzeniem, bujający w obłokach podczas jednej z najniebezpieczniejszych czynności, jaką jest kierowanie samochodem.
Nie bójcie się mnie!
Ja nie wegetuję za kierownicą.
A jeśli zwolnicie (oby!), to nie przesadzajcie ze złudnym poczuciem bezpieczeństwa!
Wolniej jeździć też trzeba umieć...
Pozdrawiam,
Mejson