Dodaj do ulubionych

ostatnie arcydzieło

26.02.18, 11:08
Kiedy powstała ostatnia książka, którą można by bez zażenowania umieścić obok Szekspira, Dostojewskiego, Czechowa, Tołstoja, Kafki czy Camusa? Ostatnie znaczące dzieło - co by to w ogóle było? Na czym skończyła się literatura?
Obserwuj wątek
    • Gość: koneser Re: ostatnie arcydzieło IP: *.n5.marinex.msitelekom.pl 26.02.18, 14:33
      Umberto Eco - "Imię róży" (1980) to wyróżniająca się powieść i wielki bestseller, który jakoś tak "ustawił" lata 80. i 90. w Europie, bo profesorowie stali się bardzo szanowanymi autorytetami.
      Littell - "Łaskawe" (2006), nie czytałem, ale często pojawia się jako znacząca powieść o drugiej wojnie światowej.
      Teraz wszyscy w Europie czytają:
      pl.wikipedia.org/wiki/Karl_Ove_Knausg%C3%A5rd
      A co czyni książkę takim dziełem? Świeży pomysł czy lepsze ujęcie tematu? Dobry research? Uchwycenie atmosfery własnej epoki?
      • Gość: siostra Godlewska Re: ostatnie arcydzieło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.18, 15:55
        Łaskawa Littela - podobalo mi sie, wciągające, bulwersujące, świetnie się czyta jako idealną plugawostkę (neologizm od "ciekawostki") ale to nie żadna poważna literatura... to czytadło dla ambitnych.

        Moja Walka, Knausgard - akurat też nie znam, więc wstyd tak "oceniać po okładce", ale - taka wlasnie mam obserwacje - w otoczeniu bliskim i dalekim: tą książką zachwycają się "czytelnicy" tego pokroju którzy zachwycają sie każdym przereklamowanym gownem z polski i zagranicy. Ludzie polecaja kryminały Bondy, poradniki sukcesu i polskich pisarzy, tych najbardziej nadętych oraz każdy inny shit - i ci sami ludzi polecają "Moją walke"... to już na start lampki ostrzegawcze mi się świeca na czerwono. Ale wypada wreszce spr. by się przekonac...

        Cóz, chyba musi minąć z 50 lat żeby ważne dzieło miało czas się zestarzeć i przetrwać, np. "Sto lat samotności" bylo wydane w 1967 r. a dziś uchodzi za jakiś tam kanon, wszyscy się zachwycają.

        A na polskim podwórku ? "Madame" Libery wydane chyba w 1999 r. rozeszlo się w nakladzie podobno 100 tys., czy coś z tym może konkurować w ostatnich 20 latach ? pytam bo nie wiem. Lubie te książkę za cudowny język ale też się nie zachwycam jakoś bardzo.
        • Gość: koneser Re: ostatnie arcydzieło IP: *.n5.marinex.msitelekom.pl 26.02.18, 17:15
          Zagranica czyta Olgę Tokarczuk.
          Mnie podobał się "Seans" Horwatha - chłopak prawicowiec, dziewczyna z PZPR i ich różne spotkania i przygody.
          Coś Pilcha?
          Lubię Stasiuka za oddanie klimatów mniej prestiżowych dzielnic, np. "Dziewięć".
    • potworia Re: ostatnie arcydzieło 26.02.18, 15:11
      A kto twierdzi, że się skończyła?
      • Gość: koneser Re: ostatnie arcydzieło IP: *.n5.marinex.msitelekom.pl 26.02.18, 17:38
        Świat eksploduje jak supernowa?
        Zapanuje cenzura jak w książce "Rok 1984"?
    • Gość: koneser Re: ostatnie arcydzieło IP: *.n5.marinex.msitelekom.pl 01.03.18, 12:52
      "Cząstki elementarne" - Michel Houellebecq, 1998, polski przekład dopiero 2004.
      Bardzo francuska powieść o teraźniejszości i latach 70.
      Pisarz odkrywa nieznane (a jednak szczątkowo skądś tam już znane) rejony kultury.
      Zauważmy, że ekranizacja została zrobiona w Niemczech, co wskazuje na to, że cała ta generacja '68 poczuła więź wokół tego utworu.
      • Gość: koneser Re: ostatnie arcydzieło IP: *.n5.marinex.msitelekom.pl 01.03.18, 16:50
        Ellis "American Psycho" (1991) - jako powieść o Nowym Jorku lat 80. Co ciekawe, autor podchodzi do niej z dystansem, podkreśla, że sam ubiera się w stare wytarte garnitury.
    • irex22 Re: ostatnie arcydzieło 13.06.18, 17:17
      Cormac Mccarthy - trylogia pogranicza
      • bettylou133 Re: ostatnie arcydzieło 10.07.18, 13:53
        To coś więcej, aniżeli powieść, którą gatunkowo podpiąć możemy pod sci fiction. "Księga Joanny" to powieść wielopłaszczyznowa, o sile Natury, przetrwaniu, o destrukcyjnej mocy populizmu i kultury konsumpcyjnej. Prowokuje wizją końca gatunku, sięgając jednocześnie po obrazy apokaliptyczne, wybudowane na zgliszczach ziemi owładniętej żądzą władzy i populizmu. Moją szczególną uwagę zwróciły jednak nawiązania do szekspirowskiej twórczości mistrza pióra oraz nawiązania do stylistyki biblijnej. Zauważywszy te dwa zabiegi, powinna zapalić się nam czerwona lampka, sygnalizująca, że trzymamy niepozornie ambitne dzieło współczesnej literatury. Więcej nie zdradzę ponieważ gorąco zachęcam do sięgnięcia po najnowszą powieść Lidii Yuknavitch, obok której, świadomy czytelnik nie powinien przejść obojętnie.
    • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 16.07.18, 11:09
      Jestem po lekturze wywiadów Buka i chciałem coś o tym wysmażyć, ale jakiś kuchta zwędził mi adres smażalni. Tutaj to więc zareklamuję. Wiadomo, że Buk był lapidarny i że to lapidarność w znacznej mierze kreowana, wynikająca ze świadomości, iż nigdy nie będzie doskonałym stylistą. Teraz to już w ogóle go nie ma, ale właśnie wydano Świecie, oto jestem - zbiór wywiadów z których części udzielił faktycznie, inne po prostu napisał, do tego kilka wspominków (wyśmienity Hugh Fox), autobiograficznych migawek, notek itp. Warto przeczytać, bo byle jaki wywiad z Bukiem ma to, co w pisaniu najważniejsze: szczerość, humor, pasję, niebanalne obserwacje, trafność ocen, no i charakterystyczną dosadność, a już np. taki udzielony Thomasowi w 67 to w ogóle jest lepszy od wszystkiego, co tak ciężko wypacają z siebie pisarze w obecnym wieku.
      Jak można tego nie lubić: pisanie zawsze było dla mnie przyjemnością, nie żadną pracą. Jest tak łatwe jak picie, więc zwykle łączę obie te rzeczy. Słyszę od innych pisarzy, jak CIĘŻKO jest pisać, i gdyby dla mnie było to takie cholernie ciężkie, spróbowałbym czegoś innego.
      • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 21.07.18, 14:54
        Sprawdzę. Jakiś czas temu sięgnąłem po wymienione przez Ciebie "Palę Paryż" i nie żałuję.
        • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 25.07.18, 15:34
          Ja także. Znaczy sięgnę.
          Głupio przyznać, ze nazwiska nie kojarzę.
          • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 26.07.18, 12:27
            Charles Bukowski
            • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 27.07.18, 09:42
              O rany, a ja, z szacunku dla spinoffa, nawet nie pomyślałam, ze familiarnie skrócil go do Buka.
              Ale to nic, tym bardziej sięgnę by nie zapomnieć skąd przychodzę
              • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 01.08.18, 10:49
                Skąd przychodzisz?
                • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 02.08.18, 17:34
                  serią z kolibrem..
                  Zaczęło się od kieszonkowców, seria z kolibrem..podała mi śniadanie u Tiffany’ego, Gogola i jakoś tak, ze nauczyła mnie szukać.
                  Tak znalazłam Bukowskiego, Rotha i Volkersa. wcześniej ich znalazlam niż Dostojewskiego.
                  Oni nauczyli mnie szybko czytać i żeby się nie rumienić gdy czytam świństwa..
                  • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 03.08.18, 10:58
                    Pamiętam kolibry. Grubszym łamały się grzbiety i wypadały kartki. Nazwisk nie podam, bo przy zbirku trzeba z tym uważać. Już i tak podałaś za dużo. Przecież on to wszystko przeczyta, jeśli dotąd nie przeczytał. WSZYSTKO. A ja nawet nie wiem, co to za Volkers. On rumienił?
                    • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 04.08.18, 20:46
                      Oj rumienił. bardziej niż Roth, który wyklinał i pieprzył wszystko, ze tak powiem, systemowo.
                      A Wolkers świntuszył klnąc radośnie i z miłości i rozpaczy.
                      Myśle ze zbiron wszystko już przeczytał, tak jak ty; Od czasu do czasu, przypominacie sobie zakurzone książki i dajecie w fory
        • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 01.08.18, 10:48
          A co Ci obecnie "leży"? Masz jakiegoś ulubionego autora, książki do których wracasz?
          • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 03.08.18, 15:48
            Cześć, wracam co jakiś czas do T.B., którym mnie zaraziłeś, to nawet nie bałwochwalstwo ale poprostu relaks.
            Cóż, w ciagu ostatnich 2-3 miesiący główne odkrycie:P.Rawicz, który w kilka lat po wojnie wyemigrował do Paryża, gdzie po nauczeniu się francuskiego popełnił debiutanacką powieść (i jedyną jaką opublikował), był kolegą Ciorana (wspominał o nim kilkukrotnie w Zeszytach). Nierówno napisane, momentami wręcz słabe, ale jednak - mocna rzecz, nie przez opisy zbrodni i przemocy, ale językowo i filozoficznie - ma to tę iskrę. W Polsce prawie zapomniany (wspomnianą książke wydano w PL ponad 40 lat po pierwszym wydaniu FR), za to można o nim trochę ciekawych rzeczy znaleźć w emigracyjnym "Континент", gdzie też wydali w całości jego pamflet na rewolucję '68.

            Wspomniany Rawicz wspominał o Adolfie Rudnickim, którego czytał prawdopodobnie jeszcze przed wojną, więc sięgnąłem po jego opowiadania i nie wszystko całościowo, ale niektóre rzeczy - zachwyciły mnie totalnie.

            Po liźnięciu B.Jasieńskiego (i kilku książek jego "rywala", tego od palenia Moskwy: Paula Moranda - o! tego zalecam bo pisał z jajem, za co go gdzieś chwalił F.Celine), przede wszystkich po liźnięciu ksiażek dwóch wyżej wspomnianych Żydów doszedłem do wniosku, że Polascy pisarze XX w. płodzili w znacznych ilościach dzieła wybitne, wystarczy się schylić i po to sięgać, a potem usiąść wygodnie i tylko się delektować przy szklaneczce schłodzonego Jägermeistera. Cóż...
            • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 03.08.18, 15:58
              Kontynuując myśl - sięgnąłem po kilku innych, nieżyjących Polaków, ale dalej bez fajerwerków. Czytam aktualnie Leo Lipskiego, ale mieszane odczucia, raczej nie podzielam zachwytów. Więcej radości mi dają "Głosy Marrakeszu" Canettiego i jego "Pochodnia w uchu".
              • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 06.08.18, 13:44
                O Lipskim usłyszałem całkiem niedawno, ale prawdę mówiąc go olałem. Teraz mnie zmobilizowałeś, odnalazłem na wolnych lekturach jakieś jego opowiadania czy nowele. Otworzyłem Piotrusia i przeczytałem pkt 1-8. Nie wiem, czy są reprezentatywne dla całości, ale drukuję wszystko co tam jest i będę to czytał, bo wygląda na bardzo udane.
                Po tym co wymieniłeś przyszedł mi do głowy Stryjkowski - lubiłem jego Głosy i Wielki strach, obecnie wolę późniejsze książki, wzorowane na midraszach, choć uchodzą za słabsze. To był przedziwny człowiek o niesamowicie zamotanym życiorysie i wg mnie pisarz naprawdę wybitny więc nie dziwota że zapomniany. Kiedyś opowiadał jak nawiązał z Celinem korespondencję przekładając Śmierć na kredyt. Celine był życzliwy i bardzo pomocny, ale potem chciał, żeby S. przełożył też jakąś jego rozprawę antysemicką, przysłał mu egzemplarz z przymilną dedykacją. To musiała być niezła konsternacja , gdy sobie uświadomili, że jeden jest Żydem, a drugi antysemitą. Więcej się nie kontaktowali, ale podobno Celine opowiadał w Paryżu, że wszyscy Żydzi to kanalie, poza Stryjkowskim.
                • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 07.08.18, 13:27
                  Lipskiego sprawdziłem tylko "Niespokojnych". Momentami się nudziłem tak, że prawie rzuciłem w połowie. Zaczynało się obiecująco: chłodny ale zgrabny, samodzielny styl. Potem - subiektywnie - 5-10 stron leci bez polotu, po czym przez 1-2 strony zaczyna szybować jak natchniony geniusz. I tak w kółko. Więc przez te porozrzucane perły doczytałem do końca. Nie planowałem dalszej przygody, ale skoro Piotruś zaczyna się dobrze to chętnie sięgnę (prędzej bym cię posądzał o defraudację poważnych kwot lub o niepłacenie alimentów tuzinowi zbałamuconych kobiet - lecz nigdy o słaby gust, nie inaczej). Dzięki za polecenie dwóch następnych książek - wierzę w ciemno (czy tak się mówi?! chyba nie, ale ch..., upał zbyt wali na łeb) więc już je zakupiłem.
                  O wspomnianej "Krwi nieba" nie szepnąłeś ani słówka, też nie jest łatwo jej zdobyć. I jak uprzedzałem: rzecz nierówna. Ale warto, naprawdę warto, posłuchaj, nie będziesz żałował.
                  Już bym Cię nie zanudzał, ale wybacz - jestem na świeżo, bo w weekend pożarłem "Konformistę" Fritza Selbmanna, powieść za grosiki na allegro, ale jaka to jest powieść! Niemieckiego górnika, żołnierza I Wojny, następnie komunisty, osadzonego z wyrokiem śmierci w obozie koncentracyjnym który opuścił po II Wojnie i zrobił karierę w NRD zostając nawet ministrem przemysłu ciężkiego, potem został zdegradowany i w wieku ponad 60 lat zaczął pisać, podobno osiągnął sukces literacki ale nie wiem czy dzisiejsi Niemcy go czytają (wątpię), w wieku 73 lat wydał powieść która mnie na 2 dni wbiła w fotel. Nie jest to żadne "epickie" czy uwodzące artyzmem dzieło, ale zwięzła, ironiczna wiwisekcja narodu nie tylko pierwszej połowy XX wieku. Rzecz poniekąd anty-niemiecka... z niemieckiej perspektywy.
                  No to... czekam więc na listonosza ze Stryjkowskim. ps. Skończcie mnie proszę wyśmiewać, brutalnie poniewierać że niby czytam wsztsko, to kalumnia.
                  • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 07.08.18, 16:04
                    Tak przypuszczałam, ze nie oddam intencji, słowami.
                    A z wątku jasno, wynika ze nie tylko dobrej treśc brak do opowiedzenia ale i ze forma już nie oddaje pozytywnych emocji; skazując czytelnictwo na uwiad /?/
                    A wiec po raz kolejny przysięgając na literackiego Boga i wszystkie jego świętości, ze każdy z was- obudwu,zasługuje na każde dobre słowo- za miłość do książek..
                    tak zbira jak spina, by nie zaniechali pisać o książkach, krygując z powodu mojej pisaczej niedoskonałości,,. kłaniając nisko
                  • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 10.08.18, 11:26
                    Jeśli idzie o Rawicza to spostrzeżenia mam podobne do Twoich - to było pisane terapeutycznie, próba przetrawienia wspomnień, dlatego trudno to omawiać w kategoriach literatury i "zachwycać się". Nieprzypadkowo też chyba po francusku. Żydzi, którzy przeżyli wojnę, często mogli opowiadać o tym tylko w jakimś nowym dla siebie języku, zwiększając dystans.
                    Ten emigracyjny "Континент" czytałeś? On jest gdzieś dostępny, w jakim języku?

                    Rudnicki to u mnie trzecia liga. Czytałem dawno, może z uprzedzeniem, ale nie wrócę do niego.

                    Lipskiego pochłonąłem, co miałem. Przy Niespokojnych ani chwili nudy, wręcz przeciwnie, choć powieść zbudowana jest na jednym triku: przywołuje jakiś wielki motyw, cytat, czasem sam tytuł czy głośne nazwisko, naprowadzając w ten sposób czytelnika na konkretne obrazy, po czym smętnie odkleja się od tego i tonie, bo rzeczywistość jest inna, denna. Kolejny tytuł, cytat.... i znowu ta sama nieadekwatność. Niby skromna, kameralna historia, w rzeczywistości gęsta, przeładowana skojarzeniami i jak najbardziej do mnie adresowana. Widziałem w niej np. "klinikę lalek" bez nazwiska Bellmera, czy jeden z moich ulubionych grepsów - freudowskie pytanie do małego bohatera, czy chce być policjantem czy zbójem. I wiele, wiele podobnych. Przeczytałem 2 razy, jak się trochę zatrze w pamięci przeczytam jeszcze raz. Ty też spróbuj może jak "upał przestanie walić na łeb". Tam kluczowy jest incipit: prototypy zginęły, a typy nie istnieją.
                    • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 14.08.18, 15:46
                      Nie, spostrzeżenia mamy niepodobne. Na zarzuty o literackie potraktowanie zbrodniczej epoki i przejawy braku szacunku dla ofiar oponował, że tworzył właśnie fikcję literacką a sama epoka była normalna.
                      To zresztą niewyklucza Twojej opinii; transponował prawdę, co potwierdza symboliczna rola wujka-filozofa, tekst od str.322 :

                      Tekst linka

                      Wydał też godny uwagi esej "Zapiski kontrrewolucjonisty", po polsku fragment w "Na głos" nr 9/10 z 1993 r. Za to Rosjanom się chciało w całości przetłumaczyć:

                      Tekst linka
                      • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 15.08.18, 00:02
                        Niestety, ja tego po rosyjsku już nie przeczytam. To zresztą ciekawe, że Kultura nie drukowała Rawicz, a Rosjanie tak. Myślę, że Czapski by chętnie , natomiast Giedroyc mógł go blokować, kto wie... Lecz dlaczego dzisiaj nikt nie chce? On podobno sporo pisał, ale mieszał języki w ramach jednego tekstu, więc myślę, że tylko Kania by sobie poradził z przekładem.
                        Co do podobne/niepodobne, obstaję, że podobne - Krew to książka wybitna (takiego sobie słówka użyję, jeśli chcesz, choć ono chybia), ale wiedząc, że za nią stoją rzeczywiste przeżycia autora nie mogę jej nazwać wspaniałą (ani wybitną) i zachwycać się: ależ on to świetnie opisał i oddał... Nie wiem, czy dobrze rozumiesz. Nie mogę się z nią także zidentyfikować Mnie po prostu nie wypada powiedzieć, że to było "normalne", taki jest świat, ludzkość, cała jej historia, choć się z tym z grubsza zgadzam. Nie wypada, bo mnie świat tak nie potraktował, więc przekroczyłbym granice własnej bufonady. Rawicz miał też prawo nonszalancko twierdzić, że to "tylko" literatura. Dla mnie to coś znacznie WIĘCEJ. A jeśli ktoś mu stawiał zarzuty "braku szacunku dla ofiar" to chyba niewiele z tego zrozumiał.

                        Niespokojnych przeczytałem trzeci raz. Nie mogłem się powstrzymać, chciałem sprawdzić jakiś fragmencik, szukałem go, szukałem i poszła całość. Fragmenciku nie znalazłem.
                        • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 17.08.18, 11:37
                          Trzy razy? No ładnie! Podziwiam, serio. Może u mnie ta powieść trafiła na niewłaściwy moment/nastawienie, więc nie doceniłem pomimo całej sympatii do zapomnianych talentów. "Piotrusia" mam w kolejce...
                          • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 21.08.18, 10:50
                            Mam teraz labę i trochę czasu do zabicia, a Lipski to zabójca pierwsza klasa. Bo jak to mówią: są książki dobre i nowe, przy czym dobre nie są nowe, a nowe nie są dobre.
                            • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 21.08.18, 16:28
                              Objection!
                              ...a nowe nie są złe.
                            • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 11.09.18, 12:30
                              Frajdę mi sprawiły wywiady z Buk, są jak wyjście z kumplem na piwo. Aż sięgnąłem po jego wiersze.
                              Poleć coś proszę, może przychodzi Ci do głowy coś zabawnego? Może coś jak K.Vonnegut ale lepsze? bo go ostatnio czytam ale b.nierówne ma te powieści.
                              • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 27.09.18, 11:18
                                Stricte zabawnych to ja oczywiście nie wskażę, bo mnie przygnębiają i drażnią bałamutnością, ale z takich śmiesznych przez łzy to może Bulatovic? On trochę przypomina Vonneguta, a trochę też Rawicza, choć najbardziej chyba filmy Kusturicy. Dawno czytałem, a do dzisiaj jakoś pamiętam np. czeskiego owczarka niemieckiego imieniem bodaj Zdenek, który w szczenięctwie widział jak Niemcy rozstrzeliwują Czechów i od tego czasu nie szczeka, jest w szoku, leczy go psychiatra... itp.
                                Wiersze Buka też próbowałem kiedyś czytać i nie pojmuję jak on mógł w ogóle uchodzić za poetę. Nawet nie rymował.
                                • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 27.09.18, 11:41
                                  Z rzeczy nowszych - jeśli ktoś w takich gustuje - to przez Bałkany nasunęła mi się teraz jeszcze Rudan. Nie tyle śmieszna, co raczej wku...ona, przepisuje po swojemu Bernharda, którego lubisz, więc jeśli nie znasz to sprawdź, a nuż... Jest ze trzy razy bardziej zgorzkniała od niego, do tego wulgarna w każdym możliwym sensie, ale czasem tę frustrację próbuje przełamać szyderą. Literatura babska, ciężka, nieprzyjemnai.
                                  • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 27.09.18, 19:02
                                    "Stricte zabawnych to ja oczywiście nie wskażę, bo mnie przygnębiają i drażnią bałamutnością"

                                    Hah, no nie jest łatwo o coś wartościowego... Z nieczystym sumieniem mogę polecić Ci dla rozrywki "Spowiedź szaleńca" Strindberga. Odkryłem go natrafiając przypadkowo na zagranicznej stronie na jakiś analizy, że niby TB miał zaburzenie schizoidalne, według innych psychiatrów to w ogóle nie jest "zaburzenie" a typ osobowości a nawet zaleta, jeszcze gdzie indziej jako przykład tego typu charakteru podali właśnie A.Strindberga.

                                    Oba nazwiska sprawdzę, w pierwszej kolejności rzucam się na Chorwatkę, co prawda wulgarności nie lubię, ale zgorzknienie - jak najbardziej. Dzięki wielkie za polecenie. Chociaż mogłem Cię o to nie prosić, bo znów mnie trzepnie po kieszeni gdy odpalę allegro.
                                    • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 28.09.18, 11:40
                                      Zobaczymy co powiesz. Mnie ona mierzi, to jej zrzędzenie często zamienia się w zwykły jazgot. Za mało tam myśli, treści, za dużo emocji. Ale z kolei gdy pisze o śmierci, starości, przemijaniu to trafia w sedno, bo wszystko co można wymyślić na ten temat zawiera się w kilku przekleństwach, których ona się nie boi, a wszelka literackość i głębia to rozwadnia i zmiękcza.

                                      Jeśli spodobała Ci się Spowiedź odszukaj w bibliotece Inferno. W małym nakładzie wydało to nieistniejące już chyba KR - to od Ciorana i Rozanowa. Kupić trudno, więc siłą rzeczy nie trzepnie po kieszeni.
                                      • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 05.10.18, 23:13
                                        Przekonałeś mnie ancymonie - na "Inferno" poluję, łatwo nie będzie, według "archiwum allgro" raz poszło za 13 zł, innym razem za 160 zł. Ale skoro licytowałem kiedyś za dwie stówy "Beton" TB (i przegrałem!) to o marne 160 nie będę się telepał jak galareta z kurzych łapek. Swoją drogą śmieszne, że ja Ci polecam to co czytałeś X lat temu, ale spójrz na to z pocieszną litością, jeśli do łypania pocieszne jest zdolne twoje spojrzenie.

                                        Styl i ikrę V.Rudan odmalowałeś tak celnie, że niewiele mam do dodania. Tym bardziej że jestem dopiero po pierwszej książce, jej debiucie. I teraz po szklance gęstego Jagermeistera nie mam wiele do dodania poza garścią odczuć. Nie ma tam ogromu goryczy (domyślam się że oceniłeś z szerszej perspektywy), za to jest masa... rozczarowania? ale takiego właśnie pociesznego, litościwego (i brutalnego) łypania na własne i ogólnoludzkie słabości.

                                        Wstręt czuję do instytucjonalnej religii (wiem, tu zdania chyba nie podzielamy) ale też paradoksalnie czuję sympatię dla jej twórców oraz (ciut mniejszą) dla jej beneficjentów. Spójrz, taki ludzki, piękny fragment Rudany:

                                        "Księży nikt nie lubi. Ani wierzący, ani niewierzący. Nienawidzą ich za to, że cicho mówią, za to, że mają nerwy ze stali, że jeżdżą dobrymi autami, za to, że rzną młode kobiety (...), , dziewczynki łapią za cycuszki, lubią też wziąć do ręki małego, dziecięcego kutasika (...). Ludzie nie lubią księży, b księża są podobni do was i do mnie. A wy byście chcieli by księża byli tym, czym nie są. Wy byście chcieli, by księża byli tymi, za których się podają. Tak jakbyście by byli tymi, za których się podajcie. Albo ja."

                                        Po kilkunastu stronach myślalem że rzucę książkę w kąt, bo mam wstręt do fraternizacji, do komitywy. Do autorów mizdrzących się do czytelników bezpośrednimi zwrotami. Obrzydzało mnie to... Ale potem zajarzyłem, że ona transponuje sytuację gdy w knajpie, w gronie słuchaczy opowiadasz zwariowaną historię... a oni cię zachłannie słuchają ale też chamsko przerywają insynuacjami, że to nie możliwe. A jednak to prawda. Czytałem z nią wywiad na jakiejś chorwackiej stronie, stwierdziła, że jej największą wadą jest szczerość, mówi, że pisze po prostu to co myśli. Jeśli tak - to ja to kupuję, mimo, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam.

                                        Brakowało mi tego na co zwróciłeś uwagę - brakowało mi radykalnego intelektualizmu. Baba z jajami jak grejpfruty? Elegancko! Ale to nie to samo co filozof z jajami jak arbuzy. Inna kategoria... Ale jednak, myślę że ona - będąc zdolną do wysublimowanych analiz - świadomie obrała drogę sztubackiego prostactwa, i to mi się spodobało. Więc dzięki, że mi ją poleciłeś - połknąłem książkę z frajdą.

                                        Doceniam za agresję, za złość, za wkrwienie na świat. Poglądów w całości nie biorę, ale nastawienie - kupuję bez zarzutów. Ona mi przypomina Stonogę, to samo zwracanie się do słuchaczy, ta sama agresja, "Wyłącz ten telefon! bo ci go wyłączę na amen!"

                                        Gdyby Stonoga był prozaikiem, artystą finezyjnego żłobienie w słowie, wirtuozem pielęgnującym maestrię proporcji, gdyby potrafił pisać, to by - wierzę - usmażył coś w konwencji Rudany, może Ci to już wysłałem?, ale łypnij litościwym wzorkiem ponownie, bo to jednak jest mówiona literatura. Sam mam za spokojny charakter by tak ostro charczeć światu, ale jednak - tak żarliwe rozczarowanie, tak ostrą nienawiść jaką prezentują Rudana i Stonoga - kupuję. Kupuję autentyczność goryczy;

                                        Tekst linka

                                        To jest dramat, to jest dramat, że w tym antyludzkim państwie... Narodowi polscy idioci, ja mam to w pi...!
                                        • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 12.10.18, 10:31
                                          zbirone napisał:

                                          > Przekonałeś mnie ancymonie - na "Inferno" poluję, łatwo nie będzie, według "arc
                                          > hiwum allgro" raz poszło za 13 zł, innym razem za 160 zł. Ale skoro licytowałem
                                          > kiedyś za dwie stówy "Beton" TB (i przegrałem!)

                                          Ciekawe kto i po co wykupuje Ci takie książki. Sądząc po forum, jesteś ostatnim Mohikaninem, poza Tobą nikt już ich nie czyta. Rudan - rozumiem, Buk też, nawet Junior, ale Strindberg????? Poza tym mówiłem - BIBLIOTEKA! Inferno to raczej nie jest książka, którą chciałoby się zatrzymać, żeby do niej wracać. Ot, ciekawostka - jak przekonująco można udawać chorobę psychiczną.
                                        • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 12.10.18, 10:46
                                          Łypnąłem, ale nie wytrzymałem nawet minuty. Nie potrafię spojrzeć na Stonogę litościwym wzrokiem, za dużo wymagasz. Niby rozumiem, że ku temu zmierzamy merytorycznie i stylistycznie także w literaturze, jednak on przesadnie wyprzedza czasy.
                                          Czujesz wstręt do religii, a sympatię do Stonogi?
                                          • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 13.10.18, 19:38
                                            "jednak on przesadnie wyprzedza czasy."

                                            Hah, czyli niechcący obdarzasz go komplementem? i to nie byle jakim, nawet jeśli ma ostrze obelgi. Wiesz, tu nie chodzi "popieranie" w zwykłym sensie; możesz kogoś nie lubić a mimo to darzyć sympatią. Przypomina mi się piękny fragment "Miazmatów" o kibicowaniu ludziom kompletnie nie panującym nad apetytem, nad dietą... bo gdy tacy przejmą władzę? - sam wiesz... Więc na partię Stonogi - gdyby składała się z ludzi na poziomie lidera - głosowałbym w ciemno. W końcu nasz kraj wstał z kolan. Niestety trzeba się borykać z tymi miernotami jakie rządzą, bo po podliczeniu głosów Stonoga był w sejmie tylko jedną nogą...

                                            "Inferno to raczej nie jest książka, którą chciałoby się zatrzymać, żeby do niej wracać."

                                            Więc mnie jeszcze mocniej zaintrygowałeś, do "Spowiedzi szaleńca" wracam co chwilę, bo to rzecz niebywała pod każdym względem. Teraz czytam jego "wybór nowel" i chociaż to mniej spektakularne - też... też... Swoją drogą, co ten Szwed miał w głowie?

                                            W jakimś tam "badaniu" czy "rankingu" Polacy jako najlepszych pisarzy wszech czasów wymienili - poza wszelkiej maści Setephenami Kingami - Sienkiewicza ale też - zdumiewające - Prusa, Żeromskiego. Cóż, jednak prawdą jest, że szkoła robi ludziom sieczkę w mózgach. Przecież Prus i Strindberg zmarli w tym samym roku, Żeromski nieco później. A twórczość dwóch (wielkich) Polaków wobec tego co wyprawiał Szwed - to jest jakieś nieporozumienie, to jest dramat, nie dorastali mu do pięt. Ale też - pomijając geografię - musiałoby chyba 100 lat minąć, żeby takie opowiadanie Szweda jak "Nagroda za cnotę" polska szkoła zaoferowała uczniom jako lekturę. Więc niech już lepiej bachory czytają Lalkę, Przedwiośnie itd. itp. Przynajmniej dzięki temu potem nie zostają molami książkowymi, i to jest słuszny kierunek dla powstałego z kolan hegemona Europy.
                                            • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 16.10.18, 11:57
                                              Wiadomo, że słuszną linię ma nasza władza i stara się ludzi już w szkole zniechęcać do książek. A Prus czy Żeromski wykonują kawał dobrej roboty w tym względzie. Nie odmawiam im zasług, ale sądzę, że znacznie większe mają nowe technologie czy tzw. social media. Te krynice mądrości w rodzaju twittera, wiki, yt, fb itd. biją na łeb wszystkie książki świata. To jest pogrom. Niestety, pierwsi się w tym połapali Ruscy, jak zwykle. Przez co czasem słychać narzekanie, że jednak szkoła też ponosi część winy, bo nie uczy myślenia. Gadanie! Szkoła nie jest od nauki myślenia, tylko od selekcji: ty dobrze liczysz to będziesz w korpo, ty łapiesz angielski to pojedziesz na zmywak, ty zmogłaś Żeromskiego to będziesz bibliotekarką z migreną, a ty nauczycielką skoro on cię nawet zachwycił... a wszyscy pospołu jesteście Polakami, jak co czwarty bociek, a Polska jest najpiękniejsza na świocie, a jej historia taka wspaniała: husaria, 3 maja, zabory i powstania, morze przelanej krwi, więc jak zajdzie potrzeba to macie oddać za nią życie i na dnie tego morza lec, z honorem lec. Od tego jest szkoła. Zbiera dzieci, sprawdza predyspozycje i decyduje które czym się zajmie do czasu wybuchu wojny. Był taki film Zygadły, w którym po mistrzowsku w kilka minut pokazano na czym to polega...
                                              Nic tam, rozgadałem się na wspomnienie miazmatów. Tak swoją drogą, Zbirek - masz niezłą pamięć. A do szczęścia potrzebne dobre zdrowie i zła pamięć. Cytat z Bergmana. Twoja pamięć jest za dobra, musisz zwiększyć spożycie tłuszczów trans. One są ponoć niezastąpione. Ja ledwie kojarzę tych grubasów. Chodziło chyba o tuszę jako przejaw hardości i pogardy dla śmierci, albo o jakąś formę świadomej dekadencji? Nie pamiętam, może kręcę.
                                              Natomiast cham, który nam złorzeczy bo się nie dopchał do koryta, to żadna dekadencja, tylko chamstwo. I nawet jeśli on jest komiczny w tej megalomani, to po prostu szkoda na niego czasu. Przecież na świecie jest bez liku ludzi ciekawszych, którym można poświęcić te 5 minut życia.
                                              • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 18.10.18, 15:23
                                                Ozeszty- czyżby słynne, spinoffowe zniechęcanki, władza-wziawszy do serca, ustandaryzowala?
                                                Zaś,, kanalizując w media społecznościowe, niepokornych czytelników , pozbyła się literatury, się na zawsze.
                                                Jakaż ty moc posiadasz spinoffie zajadły /pierogami ruskimi/!
                                              • zbirone garść obelg 19.10.18, 23:26
                                                Widzę, że arkana zaawansowanej dietetyki - nie są Ci obce. Polecasz mi chipsy? frytki? Wiedz, że w dzieciństwie rodzicie futrowali mnie rybami i kazali zapijać szklankami oleju lnianego. Czy grymasiłem? - wówczas grozili, że będą mi gasić rozżarzone pety na czole...

                                                Kalllka też... - co ona ma w głowie??? :* - ona też, zaprasza Cię na pierogi. Czy się skusisz łapserdaku? Ja bym z nią poszedł i w pierogi, i w tango, Mrożka.

                                                Wiesz, przyjacielu (sic!), chciałem Ci rychło odpisać, bo siedzi mi w głowie sporo, ale od wielu dni czekałem na to by być trzeźwym. Cóż, nie udało się. Więc usmażę trochę sporo w stanie na jaki mnie w tej chwili stać, to potrwa, poprawa lieterówek a będzie ich w ch... i tak dalej.... mam kratę piw, noc jest długa... Ostrzegam, to Ci się nie spodoba - ale nie chcę od Ciebie dostawać reprymendy, od kogoś innego ? OK, wali mnie to. Ale nie od Ciebie, więc jeżeli obrazi Cię mój prostacki wywód - zignoruj. Zignoruj bo świat jest parkietem po którym tańczą jbani debile, a debile to moje plemię. Patrz litościwie...
                                                • spinoff Re: garść obelg 25.10.18, 11:29
                                                  Był już taki pisarz, co twierdził, że cywilizacja zaczęła się od destylacji. Dlaczego nie założysz bloga, jakieś Jagermajstrowanie, na którym mógłbyś się swobodnie i garściami wypowiadać przed światem? To pozwala nie tylko spojrzeć na siebie z dystansu, ale sprawia też zwyczajnie frajdę, nie wywołując kaca. Załóż i podaj adres.

                                                  Na dietetyce się nie znam. Coś tam słyszałem, że trans nienasycony, kwas alfa i omega, ale nie wierzę w to i żadnych diet nigdy nie stosowałem. Rodzice też nie, dość ścisłą jednak narzucało państwo - wszystko reglamentując. Chipsów nie znano, a słodycze ograniczały się do wyrobów czekoladopodobnych, które działały wymiotnie - bulimia na kartki, zero nadwagi. Starzy z własnej inicjatywy dręczyli mnie natomiast książkami. Podsuwali do konsumpcji jedną na tydzień, a potem sprytnie podpytywali: fajne? o czym? jak się kończy? Żadnej litości. Udawali, że nie znają Dumasa, Londona, Conrada... Petów na czole nie gasili, bo nie palili (fajki też były na kartki), ale moje zdrowie i tak ucierpiało - jak wiadomo zdrowie to ruch na świeżym powietrzu, a nie ślęczenie nad książkami. WHO powinna chronić dzieci i zwalczać literaturę jak nutellę.

                                                  A co ma w głowie kalllka to ja Ci nie powiem. Książki ją nie interesują, więc pewnie z nudów tylko dogaduje tu i tam. Nie ma co liczyć, że przeczyta, a tym bardziej że podzieli się z nami swoimi wrażeniami z lektury Bukowskiego, Lipskiego, Rawicza, Rudan...
                                                  • zbirone Re: garść obelg 26.10.18, 19:13
                                                    Coś... Coś... się popsuło i nie było mnie widać, to powtórzę jeszcze raz...

                                                    Formy nie odzyskałem, więc Cię tu niczym nie zaskoczę. Opary i szklanka, a w niej te kuriozalne burze prostaczka... Ale jak rzucam wszystko to jestem tak pobudzony że nie śpię przez około 100 godzin, a to zmienia perspektywę, więc wole trochę spać. A nie! Misiu Kolorowy, mój Ty :* mciu mciu :* może Cię jednak zaskoczę: "filmikiem" - koniecznie zobacz, bo to jest miazga, rzecz dla ludzi o stalowych nerwach, ale to później.

                                                    Zanik przejdę do meritum - bo zapomnę... połykam sporo liter nocami, mam nakupowany zapas, kolejne paczki w drodze (4x Miodraga Bulatovića wziąłem w ciemno), ale mi to topnieje zbyt szybko. Więc - jeśli tu zaglądniesz poleć znów coś proszę, ok ? Ale coś zabawnego, sam rozumiesz o co chodzi, nie będę tłumaczył. Proszę Cię o to. Może jakieś rzeczy podobne do "Gargantuy i Pantagruela" ? Lub - lepiej - nowsze klimaty: XX wiek? Rzuć mi nazwiska tak jak się rzuca ziarnka wróblom w parku. Wróble to też są Ostatnie Mohikaniny, spotkać jakiegoś to jest krwa cud, za to gołębie? Ach, szkoda gadać, szkoda strzępić ryja, naprawdę!

                                                    "Jagermajstrowanie" Hahaha! Kim Ty jesteś?? Chciałbym to wiedzieć. Udałeś się!!! Rodzice mimo dręczenia Dumasem musieli mieć z Tobą ubaw po pachy! "Udawali, że nie znają..." Hahahah :)

                                                    Ty mnie proszę nie zachęcaj do Jagermajstrowania bo się nie nadaję, chociaż tytuł tak piękny że bym brał w ciemno. Ale co się stało z Miazmatami? z recenzjami ? Nie dasz mi namiaru? nie zasługuję? masz mnie za kmiota ? za śląskiego obszymurka bo jesteś z inteligenckiego Krakowa? uważasz że jestem płytki jak kałuża?!!! Oooo TYYYY!!! nie rzucasz już pereł przed wieprze? Chyba, że masz to po prostu w d... jeżeli tak to wielkia szkoda.

                                                    Dobra ostatni buziak :*
                                                    i koniec czułości, koniec fałszu - czas na garść mocnych jak maczeta obelg (wymierzonych w Ciebie), ide do sklepu po piwko i za godzinę będzie już bardzo merytorycznie. Gotuj się na INFERNO!!!!
                                                  • zbirone Re: garść obelg 26.10.18, 22:53
                                                    Ok, ok, będzie prymitywnie, będzie chamsko - obrazi Cię to ? zignoruj, serio! - wróciłem z cmentarza, zaczerpnąłem mroku. Sztachnąłem się nim bardzo głęboko. Mam go wciąż w sobie chociaż umyka, paruje. Łeb mi pęka z tego niespania krwa jego mać! ze 4 godziny od wtorku? Gubię rachubę już. Swoją drogą - czy odwiedzasz groby bliskich nocą? Spinoffie mój drogi? Polecam, autentycznie Ci to polecam. To jak darmowy haust weny, 100% darmo a jakie efekty... Szok. Nie robię Cię w bambuko i też nie daj się robić w bambuko, ani żywym (jak Bachleda-Curuś), ani pół-żywym (jak ja), ani martwym (jak Żeromski) ... Zresztą co ja? jak ja? Ciebie chcę uczyć czegoś?! Śmiech na sali, śmiech na cmentarzu, ale taki na całe gardło... Nie myśl że to niebezpieczne - jeżeli przyobleczesz czarny płaszcz z kapturem to raczej przypadkowy przechodzień na cemntarzu czmychnie przed Tobą aniżeli Ty przed nim. Przerobiłem te sytuacje dziesiątki razy na przestrzeni dziesięciu lat - uciekali przede mną. Uciekały przede mną i drobne kobiety i więksi mężczyźni, nie w życiu, ale tam. Ale itak tam późnym wieczorem, a zwłaszcza nocą- nikogo nie spotkasz. To martwe terytorium intensywnie sycone absolutną ciszą i chciwie barwione pięknem delikatnej poświaty księżyca, gwiazd albo cieniem gęstego miąższu chmur. Chociaż to wilgotne miejsce jest pełne przykrytych jam w których tkwią szkielety tych którzy kiedyś byli nie mniej żwawi niż Ty, ja albo nawet - nie bójmy się iść na całość! - albo nawet niż Kalllllka. Dziś nad miastem mamy pełnię - gdy sie zamaszyście zadrze głowę w górę to to wygląda jak oko cyklopowego Boga. Którego? nie wiem, nie pytaj nawet, proszę. Studiowałem tylko pół roku teologię (patrystykę) w murach unwersytetu śląskiego, toż to była k... komedia - na inny raz... Tak... Tak... oni wszyscy tam grzecznie leżą, już są cicho, już są cisi, chociaż czasem o 3 nad ranem wydaje mi się że słyszę nieśmiałe szepty gdy lawiruję pijackim krokiem między funeralnymi płytami. Ale nie, nie... nie grymaszą - mają swoje. Mają, wierzę, bo nie jestem ateistą i ateizmem gardzę. A jak 20 lat temu hałasowali! jak 90 lat temu dokazywali! niejeden trupiczek marzył że wyda książkę a akuszerki mu unisono odpisały po 7 miesiącach że nie jest - jak cynicznie zasugerował autor "Miazmatów" - że trupiczek nie jest ostatnią nadzieją polskich wydawców. Ale to też cieszy. Trzeba wytrzeźwieć, wstać z kolan (jak Polska), trzeba podjąć kolejne wyzwanie, i zrobić to w bardziej precyzyjny sposób, w bardziej zwariowany, niech akuszerki dostaną wreszcie coś co im wykrzywi mordki w uśmiechu realnego błogostanu i żarliwego rozbisurmanienia. Oooo tak, tego łaknę jak kania dżdżu, bo z trupami jestem za pan brat, biesiaduje na ich nagrobkach, odprawiam tam nabożeństwa na swoją modłę. Gdybyś był kiedyś w Mikołowie k.Kaatowic to wiedz że struktura jego podłużnego cmentarza będąc dziełem człowieka ingerującego chamsko w naturę jest jednocześnie symultanicznie strukturą przywodzącą na myśl prawdziwą KATEDRĘ której sklepienia tworzą niesamowite, magicznie wysokie drzewa - ich szpaler wbijający się sztorcem w ciche niebo to finezyjna maestria ekstremalnie koherentnej estetyki, zwłaszcza nocą, zwłaszcza gdy ich konary i drastycznie nagie korony połyskują błogim blaskiem księżyca. I ta cisza. Mógłbyś ją kroić nożem... Możesz ją tylko na jedną sekundę przerwać, zbezcześcić dźwiękiem otwieranego piwa. Potem się delektujesz, potem to chłoniesz jak opętany. Więcej nie wiem. Sam wypróbuj. Sprawdź efekty. Trening, dieta, siłownia, groby. Najpierw masa, potem rzeźba, na końcu dusza? Kto to wie?...

                                                    Wracając do meritum, bo ta dygresja cmentarna jest z d... i nie wiem po co. "Autopromocje"? nie gardź mną, bo jeśli przed kimś się obnażam, to przed tobą. Chciałbym kiedyś móc publicznie powiedzieć że był taki jeden Spinoff który mi otworzył oczy i który był moim nauczycielem, lektorem, native speakerem, chociaż typa na oczy nie wiedziałem. Czy przesadzam? Śmieszy Cię to ? no to no to spójrz niżej - zaczynam bluzgać, nie będzie litości. No mercy for Satan enemy! [*]

                                                  • zbirone Re: garść obelg 27.10.18, 00:05
                                                    Hah, padnę na pijacki pysk, co znalazłem! To może da wyobrażenie pewne, ale zdjęcie jest tylko w 23% dobre, bo zwykle tam jest totalnie pusto, ciemno, i właściwa katedra zaczyna się na górce jakieś 200-300 metrów dalej, ale tu też coś z niej niej jest gdy się obróci widok na samą górę:

                                                    Tekst linka

                                                    No dobra, wracając do meritum...
                                                  • zbirone Re: garść obelg 27.10.18, 14:20
                                                    Oj, za dużo przymiotników, za dużo niedopracowanych fajerwerków, i że Cię jeszcze zachęcałem do nocnych spacerów? to chore.

                                                    Właśnie - pytam nieśmiało - dasz linka? jakieś spinoffmajstrowanie? czy nie ma do czego? Sugerowałeś że mam pamieć, to też, pamiętam że wspomniany autor chyba - o ile czegoś nie pomieszałem - śmiał się po latach z tego że kiedyś za młodu popełnił jakiś romans (?) i znalazł gdzieś w sieci komentarz kobiety która stwierdziła że to jest książka jej życia. To go rozbawiło.
                                                    Pytanie - jaki jest tytuł wspomnianej książki ? Kupiłbym to.

                                                    A propos pamięci - aż zapragnąłem sięgnąć do źródła. Uprzedzając jakiekolwiek wątpliwości - wiedz, że to jest tak dobre i tak mocne, że potrafiłoby mnie zbyt inspirować, a od inspiracji do kradzieży droga krótka, a kradzieżą się brzydzę. To auto-skalanie. Z szacunku dla autora Miazmatów ale i z szacunku do siebie. Więc mimo chęci nie zamierzam do tego wracać, niech leży, aktualnie nie mogę - mam swojej roboty po pachy. Jak wyjdę z "trybu" aktualnego i będę miał wolne to wtedy dla relaksu. Bo co to była za lektura!!!! Miazga! Myślałem że przepadło kilka lat temu gdy usmażył mi się komputer, ale jednak, jednak to nie zaginęło. Spójrz niżej - kto mógł tak pisać jeżeli nie Samuraj-słowa ? Co ja zresztą... jak ja... Jaki krwa "samuraj"?! To raczej kapłan starożytnej religii albo psychopata, z tą różnicą, że "psychopaci" są wbrew pozorom często prostymi durniami ponieważ toczy ich dusze chciwość, zawsze czegoś "chcą" od innych ludzi, najczęściej chodzi o zaspokojenia własnych deficytów itd itd. A Tu tego nigdy nie było, ale jest to wariactwo - wydestylowane. Sama esencja. Proszę wybaczyć wykropkowywanie ale to jest zbyt dosadne by cytować bez pominięć haha:

                                                    PIĄTEK, 23 LISTOPADA 2012
                                                    "Nie od dziś wiadomo, że (...) żyją krócej, jest to wiedza powszechna, przed nikim nie ukrywana, więc robią to całkowicie świadomie. Umierają może przedwcześnie, ale za to wolni, na własnych warunkach, wedle swego wariackiego widzimisię... (...) Oni nie łudzą się durnymi obietnicami wiecznego życia w zdrowiu, ani mrzonkami o pogodnej starości. To hedoniści, żyjący chwilą, impregnowani na miraże mglistej przyszłości. Mnie przeraża byle pączek, a ci cudowni dekadenci żyją sobie swobodnie, wedle zasady: dziś frykasy, jutro bajpasy. I to jest wspaniałe, godne szacunku."

                                                    Albo to! :

                                                    "Przedwczesna śmierć nie jest dla nich celem samym w sobie, lecz jedynie spodziewanym, i prawdopodobnie całkowicie nieistotnym, pobocznym rezultatem buntu. (...) Ich rządy oznaczają rychły koniec ludzkiej komedii! Jeśli z takim zapałem szkodzą sobie, jakim cudem mogliby nie zaszkodzić całym społecznościom, podejmując kluczowe decyzje?"

                                                    Tam jestem tego więcej, nie przypomnę tu bo to za ostre, dla mnie chwilami lepsze od Ciorana. Więc - jak to jest że to zniknęło? że nie próbowało (?) wypłynąć na powierzchnię? Czym się teraz może zajmować tamten facet? złagodniał ? Nic nie produkuje ? Olał temat?
                                                    Jeżeli tak to ja jego postawę potępiam. Miały być bluzgi, wiem, wiem, ludzie zawsze obiecują więcej niż dają. Taka już ta ich przereklamowana, miałka natura. Moja również, więc rzucać mięsem nie będę. Po prostu - jest mi najzwyczajniej w świecie przykro, że taki talent się nie ukazuje, ani w realu ani w wirtualu? Tak, tak... Wiem, wiem, zaoponujesz: "tamten typek to nie był żaden talent, bo to, bo tamto..." No to Ci powiem jak Stonoga: "wyłącz ten telefon bo ci go wyłączę na amen!". Zresztą po co ja Cie mam dręczyć? po co ? spacery nocą żebyś się przeziębił ? - nie, z tym się zagalopowałem. Ale majstrowanie? - jak najbardziej!
                                                    Zresztą... "mnie stać na wszystko! Będę żył krwa tak! Wypierdlę jeszcze dzisiaj, już bilet kupiony!"

                                                • kalllka Re: garść obelg 28.10.18, 12:17
                                                  Odczekalam tydzień, pełen wrażeń innych niż forowe i zauważyłam, ze
                                                  spinoffowe pisanie, atrakcyjne w formie i treści on sam albo ktoś za niego, sprytnie konfiguruje, z reklama.
                                                  Słowo kluczowe, pozwalające na docenienie „geniuszu” spinoffa i przełożenie poprzednio wspomnianego, na treści doczesne, to oczywiście sprytnie..
                                                  PS
                                                  Wylało ci się zbirze ale to chyba dobrze, co?
                                                  Nie masz chyba do siebie pijackich pretensji ze pijesz winy zamiast wina..?
                                              • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 27.10.18, 16:15
                                                "Nie odmawiam im zasług, ale sądzę, że znacznie większe mają nowe technologie czy tzw. social media. Te krynice mądrości w rodzaju twittera, wiki, yt, fb itd. biją na łeb wszystkie książki świata. To jest pogrom. "

                                                (Nie)mylisz się Łaskawy Panie. Ale kto ludziom te barachła na łeb zwalił ? i te efekty... wszechobecne... Pamiętasz "Ludzi teraźniejszych a cywilizacja przyszłości" Floriana Znanieckiego, on to wydał widzę w 1934 roku! Tak niesamowita rzecz, ponadczasowa. Ale pewne tam antycypowane zjawiska wyklarowały się dopiero z biegiem dekad. I wchodzi na scenę David Riesman w 1950 r. Wiem, wiem, już to Ci tu chyba kiedyś pisałem, to się powtórzę, bo "Samotny tłum" się czyta lepiej niż późniejszego o 14 lat "Człowieka jednowymiarowego" Marcuse'a, i o współczesnych esejach nie wspomniawszy. Social media to jest "pogrom" - 100% racji, ale przecież to właśnie opisał Riesman na długo zanim zaczął raczkować Internet:

                                                "Ponadto "psychika niedostatku", właściwa wielu wewnątrzsterownym ludziom, społecznie adekwatna w okresie akumulacji kapitału, musi ustąpić miejsca "psychice obfitości", zdolnej do rozrzutnej, "luksusowej" konsumpcji wolnego czasu i nadwyżek produkcji.

                                                Hegemonia zewnątrzsterowności jest sprawą niedalekiej przyszłości.

                                                Stosunki ze światem zewnętrznym, jak i z samym sobą, dokonują się w coraz większym stopniu za pośrednictwem strumienia masowego przekazu obrazów i słów.

                                                Każdy człowiek chce być lubiany przez niektórych ludzi przez jakiś czas, ale współczesny człowiek zewnątrzsterowny czyni z tej potrzeby swój kompas i główną sferę wrażliwości"

                                                Nawet się Riesman rzucił na cytat z Anny Kareniny jako egzemplifikację prefiguracji:

                                                "Obłoński nie wybierał kierunku ani zapatrywań, prądy i zapatrywania przychodziły do niego same, podobnie jak nie wybierał fasonu kapelusza ani kroju surduta, lecz nosił to co wszyscy. (...) lubił swoje pismo [gazetę], jak cygaro po obiedzie, za lekką mgłę, którą mu ono wytwarzało w głowie."

                                                Na edukację miał mniej odważne spojrzenie niż Ty, ale również... :

                                                "Chociaż obrazki i montaże są świadectwem bogactwa wyobraźni, szkoła pozostaje jednak jednym z czynników wyobraźnię niszczących, tak jak to było w epoce poprzedniej. Wyobraźnia zanika u większości dzieci na progu okresu dojrzewania. To, co żyje dalej poza tą granicą jest (...) powielaniem upodobań i zainteresowań."

                                                Dziwne że nie przewidział IV RP, Dobrej Zmiany i 12 listopada jako święta dla wybranych branż. Taką miał łeb! Pewnie by przewidział wszystko, ale może nie wiedział gdzie Polska leży na mapie, a co dopiero się nią zajmować. Słyszałeś o Amerykanach nie umiejących wskazać na mapie świata Europy ?
                                                Wszyscy się z tego śmieją, potępiają ich. A to - wierzę że się zgodzisz - wcale nie zasługuje na potępienie. Miałem jakieś anonimowe pozbawione "przyjaciół" konto na jednym z tych 'social media' (już sama nazwa mnie obrzydza) i gdybyś widział te zdjęcia i posty ludzi w grupach typu "kocham książki", "książki które warto przeczytać" (liczących setki lub tysiące członków) itd. To byłby raj dla Riesmana gdyby to ujrzał - 100% potwierdzenia jego intuicji. Ale co innego mam na myśli - zdumiewa mnie odbywająca się tam (już dawno zakończona, teraz wydająca owoce) internalizacja poczucia "elitarności" z uczestnictwa w kulturze wyższej. Bo co jest "kulturą wyższą? Według tych ludzkich mas - są nią książki. Które? no to które czytają "wszyscy", te które są modne, ale też te które są ponadczasowe (w sensie nie starsze niż 5 lat). Przede wszystkim: te które da się zekranizować, czyli mające na okładkach noże, maczety, haki, plamy gęstej karmazynowej krwi, albo cokolwiek innego co sugeruje zbrodnie. Albo pedofilię - tamtejsze czytelniczki lubują się w dramatach i historiach opisujących seksualną krzywdę. Dlatego wspomniane "Małe życie" jest dla nich potęgą miażdżąca wszelkie Anny Kareniny, Panie Bovary itd. Ci ludzie chwalą się tym, że czytają po 10 książek miesięcznie - zapytałbyś czy czytają klasykę? dla nich klasyka to lektury szkolne, więc nie - stronią od gówna. Chociaż wiadomo - Żeromski, Prus - respekt. Dostojewski totalny respekt - co prawda tylko "zbrodnia i kara" bo to Pani z polskiego kazała czytać.

                                                Wypisałem sie z tych "grup", ani mi to ciśnienia nie podnosiło ani też mnie niczym nie zaskoczyło, poza właśnie jednym: tamtejsi czytelnicy połykający po 100 kryminałów rocznie wrzucają jednocześnie jakieś różowawe piękne zdjęcia z cytatami typu "Ten, kto czyta książki przeżywa tysiąc żyć zanim umrze, ten kto nie czyta - żyje tylko raz" Heh. Czasem obrażali ludzi nieczytających - bo są ponad nimi. Są elitą w upadającym nieczytającym świecie - oni serio w to wierzą! Niesamowite to i piękne.

                                                A gdybyś ich zapytał czy przeczytaliby, bo ja wiem, Turgieniewa, to by się śmiali - jak z żartu, jak śmieją się przechodnie na poniższym filmiku:

                                                Tekst linka

                                                Patrz - to są szczęśliwi ludzie! Oni pędzą po mieście bo robili selfie a zaraz lunch z przystojniakiem z Tindera, a tu nagle jakiś reporter śmie pytać o....? O rzeczy z czasów przedszkola?! Kiedyś ktoś im kazał coś tam czytać - pamiętają te sytuacje - to są wspomnienia dzieciństwa, i dlatego są tak rozbawieni, podejrzewam. Wreszcie na stykach neuronów coś się dzieje i BUM - Dr. Seuss. Popieram ich, pochwalam. Szanuję, w przeciwieństwie do tych którzy połykanie powieści o zabijaniu i gwałceniu nazywają "rozwijaniem się duchowo".

                                                Dobra, koniec malkontenctwa! Trzym się ciepło i o szaliku nie zapominaj bo pogoda nie rozpieszcza.
                                                • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 08.11.18, 11:48
                                                  No jest życie w necie!
                                                  Ale tyle czasu to czytałem, że niewiele go zostało na odpowiedź. Może będzie następnym razem.
                                                  Na szybko napiszę tylko, że jako czytelnicy mamy się za lepszych, bo nam powiedziano, że nie czytają buraki i inne ćwoki, czyli zasugerowano, że jak poczytamy to będziemy lepsi przynajmniej od nich. A to już coś. Po cóż innego czytać te wszystkie bajania, jakiegoś Floriana, Riesmana, czy późniejszego o 14 lat Marcusego (do niego to bym się nawet nie przyznał). Ryjesz to do egzaminu, na zaliczenie, czy jak? Jeśli nie po to, żeby uznać się za lepszego, ważniejszego, to po cholerę? Inna sprawa, czy faktycznie stajemy się lepsi. Ja np. jestem tak samo buraczany, jak byłem, a niektórzy twierdzą, że bardziej. Kiedyś mnie tu przekonywano, że od książek rośnie IQ, i zasób słów, i jeszcze coś, nie pamiętam co. Nie było to zbyt lotne, raczej więc sobie zaprzeczało, samoistnie poddawało się w wątpliwość i zniechęcało do książek. Poza tym patrz na kalllkę - jaka inteligentna, jaka elokwentna. A nie czyta! No to po co czytasz, Zbirek? Potrafisz uczciwie na to odpowiedzieć?
                                                  • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 08.11.18, 22:24
                                                    przecież czytam.
                                                    Po co posuwasz złośliwości?


                                                  • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 11.11.18, 21:04
                                                    Jakie egzaminy Panie? To zwyczajny hedonizm. Aby normalnie to co ludzie mają do powiedzenia uznać za godne uwagi lub ciekawe to trzeba wyżłopać parę piw. Są wyjątki, wiadomo. Ale nawet wyjątki nie wypowiadają kilkudziesięciu ciekawych zdań na minutę. A to właśnie daje tekst - zanurzenie w strumień kilkuset słów na minutę, i to jakich! Wyżerka dla mózgu. Frajda.

                                                    Szkopuł w tym, że wbrew powszechnemu poglądowi nie istnieje wcale przeogromna ilość rzeczy godnych czytania. Przeciwnie, twierdzę że jest ich mało, zwłaszcza w zalewie przereklamowanych nowości ale także przereklamowanych klasyków. Chciałem z pół roku temu przerobić całą listę "100 książek XX wieku według Le Monde", ale po kilku pozycjach olałem temat. Prosty przykład: jest tam powieść "Pogarda" Alberto Moravii, rzecz, cóż, przeciętna, nudna, natomiast nie ma tam o niebo lepszej rzeczy tego autora czyli "Konformisty". To mam w d... taką listę.

                                                    Więc ponawiam prośbę byś coś polecił, zwłaszcza coś ironicznego.

                                                    "Ludzi o czterech palcach" Bulatovića pewnie skończę bo to zabawne (okradanie nieboszczyka w trakcie pogrzebu mnie rozbroiło!), chociaż nie lubię gangsterki. Czytanie powieści gangsterskich kojarzy mi się z lalusiami brandzlującymi się czynami (kryminalnych) herosów i tak dalej. Następny w kolejności "Bohater na ośle" i "Oby cię matka urodziła". Do tego muszę kupić wszystko co się ukazało Strindberga - koniecznie. Kończę też "Piękność wśród ludzi" Ramuza - jak to jest napisane! mało humoru, zero błyskotliwości, zero sztuczek, a jak to wciąga! Tak więc... szybciej mi tego ubywa niż przybywa.
                                                  • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 11.11.18, 22:16
                                                    Może należałoby zmienić nawyki- okoliczności /?/
                                                    To przecież jasne, jak piwo, ze przy piwie nie usłyszy się ciekawych rzeczy bo i zmysły i kojarzenie przytępione. Powiedzmy tak;
                                                    Gdyby zbirone poszedł do biblioteki w Trinity College to jak mniemam, ze każde tam słowo szeptem o Joyce’e czy z Joyca , łyknięte uznałby za objawienie.
                                                    Taka moc sprawcza wysokich sklepień..
                                                    Albo w bibliotece - centrum Guggenheima... światło pozwoliłoby czytać mu wyłącznie Bocchaccia.Nic tak nie urealnia piekła jak odmienne okoliczności
                                                    Podobnie ze Strindbergiem, drugie dno jego dramatów /życiowych/ komedia- do odkrycia tylko na fiordach..
                                                    Ośmielę się zatem stwierdzić, ze pożądana przez zbira lektura, wchłaniana każda częścią jego ciała, gdy przy piwie, zbyt szybko ulata,żeby nie powiedzieć wylata, tak jak nie ulataja smutni kolezcy., by ja należycie docenić.
                                                  • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 12.11.18, 11:39
                                                    "To przecież jasne, jak piwo, ze przy piwie nie usłyszy się ciekawych rzeczy bo i zmysły i kojarzenie przytępione"

                                                    Kalllka dziękuję za analizę, ale jest wręcz przeciwnie. To przytępienie zmysłów pozwala partycypować w pospolitości rozmów. Natomiast lektury (niektóre) same mają moc narkotyczną, nie trzeba ani alkoholu ani wysokich sklepień. Więc nie posądzaj mnie o synestezję; dobra rzecz patroszy umysł, obojętnie czy chłonie się ją siedząc w pięknym gmachu czy siedząc w zatęchłym kiblu.
                                                  • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 12.11.18, 18:52
                                                    Aa se pospolicie zażartowałam. Jak to się niegdyś mawiało-:grubo.
                                                    I.. pewnie z przekory
                                                    bo dla mnie towarzystwo, do rozmów przy piwie, zazwyczaj przypadkowe, jest dużo ciekawsze- niz żmudne przebijanie się przez forme by poznać powszechnie znane tyle ze ”przemyślane przez „nazwisko” prawdy.
                                                    . taka mam obecnie ekspresję i dlatego wewnętrznie zżymajac na spinoffowe złośliwostki oddaje tobie.
                                                    Przepraszam za żarcik , przy okazji dziękuje za miłe słowa.
                                                  • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 12.11.18, 00:22
                                                    Zebrałem do kupy wszystkie pytania mnie tyczące i wklejam odpowiedzi. Jeśli czegoś nie ma, to nie znaczy, że mi umknęło, tylko raczej specjalnie ominąłem, bo starałem się to zrobić skrupulatnie:

                                                    Jak każdy internauta ukrywający nazwisko jestem nikim i tak mnie traktuj. Nie ma żadnego spinoffa, nikt taki w rzeczywistości nie istnieje. Miazmaty to tylko kilka formacyjnych doświadczeń z czasów socjalizmu, trochę pretensji i spostrzeżeń gdzieś zasłyszanych, które do mnie trafiły, osiadły w pamięci i powtarzam je bezwiednie jako własne. Nic więcej. Nie ma ich w necie i pewnie już nie będzie. Adres zresztą przejął jakiś kucharz. Pochodzę ze Śląska, jak Ty. Z blokowiska przypominającego Alternatywy. Do Krakowa wyjechałem dopiero na studia i wtedy też zacząłem się wymyślać na nowo, albo jak pisał Kafka: przestałem mieć cokolwiek wspólnego ze sobą. I o tym nowym onym nie opowiadam, żeby nas nie kojarzono ze sobą. Nie wiem czy rodzice mieli ze mną ubaw, czy raczej utrapienie, ale ogólnie było bardzo niewesoło (życie w odbycie, jak wtedy mawiano). Choć sami niewierzący to wychowywali mnie w kontrze do socjalistycznej indoktrynacji, czyli na Powszechnym, Znaku, Więzi... Dlatego dzisiaj np. nie żal mi Urbana, że musi zapłacić ileś kary, raczej mnie wkurza, że on nie siedzi. Żeby post wydał się dłuższy wykorzystam tekst Michalskiego o Herbercie, z ostatniego Newsweeka, bo choć M. starszy ode mnie o kilka lat to fragmentem Niesympatyczni chyba trafia w sedno:
                                                    "Piszę to wszystko nie dlatego, że stałem się nagle jakimś nawróconym na genderowe kategorie zrekonstruowanym mężczyzną, nowym człowiekiem. Jestem człowiekiem starym, mężczyzną niepokojąco podobnym do podmiotu lirycznego Herberta. Wychowanym podobnie. Dorastającym w analogicznej sytuacji. Także marzącym o "zemście estetycznej" i próbującym uczynić innych narzędziami mojej prywatnej misji. Jest nas takich wielu - niemartwych (tak w tradycji bałkańskiej nazywa się wampiry) polskich mężczyzn, zepchniętych w hierarchii bytów nieporównanie niżej niż mężczyźni amerykańscy, angielscy, rosyjscy czy niemieccy. Członków narodu zbyt słabego, aby potrafił zaspokoić nasze potrzeby dominacji lub chociażby wolności. Herbert był naszym poetą i śmiem przypuszczać, że naszym poetą pozostał. Nawet jeśli go nie lubimy, i jeśli nie lubimy siebie.

                                                    Można się zastanawiać, czy rzeczywiście wszystkiemu winien był komunizm. Czy komunizm był winien czemukolwiek.

                                                    Ale nie sfalsyfikujemy tej tezy. Nie poznamy Herberta żyjącego od urodzenia w jakiejś innej wolnej Polsce, będącej spadkobierczynią istniejącego przez wcześniejsze 200 lat silnego państwa, może nawet imperium. Nie dowiemy się, czy taki alternatywny Herbert stałby się poetą opiewającym bezwzględną urodę życia, czy też nadal pozostałby manichejskim gnostykiem wymierzającym sprawiedliwość światu i samemu sobie. Jako części tego świata.

                                                    Jest więc tylko Herbert, jakiego znamy. A dla niego ten świat już na zawsze pozostanie więzieniem, więzieniem, którego mury pokrywają swoimi próbami teodycei liczni ornamentatorzy: marksistowscy, endeccy, katoliccy, konserwatywni Poloniusze, "kapitalne cielęta"...".

                                                    Będzie cd., ale już nie o mnie.
                                                  • spinoff cd. 12.11.18, 01:29
                                                    Tę prasę specjalnie wspomniałem ("katolicki ornament"), bo mam coś dla Ciebie. Okazało się, że pochopnie wzgardziłem Rudnickim, gdy go wymieniłeś. Pamięć nie ta, albo on w beletrystyce wypada gorzej (muszę sprawdzić), ale w starym numerze Znaku, wydanym na stulecie (hahaha).....śmierci Dostojewskiego, znalazłem tekst jaki R. przysłał w odpowiedzi na ankietę. Chaotyczny, bo przeładowany dygresjami, ale czyta się świetnie. Cała ankieta zresztą bardzo ciekawa: Andrzejewski totalnie zblazowany, Janion zniesmaczona dostojewszczyzną, Miłosz skromnie, ale z właściwą sobie klasą, Różewicz trochę zagubiony, dzielnie trzyma fason, Rymkiewicz jeszcze nie całkiem odleciał, choć momentami już się do lotu podrywa, ale za mnie to tam chyba Pilot gada. Ten numer daje wyobrażenie, jak zmieniły się czasy i co miałem na myśli mówiąc o "pogromie".

                                                    miesiecznik.znak.com.pl/archiwumpdf/319-320.pdf
                                                    Naturalnie, media ujednoliciły ludzkość, podsuwając te same wzorce ludziom z najodleglejszych zakątków świata. Arbitralnie dyktowały, który artysta dobry, które książki, filmy, płyty, obrazy, eventy zasługują na naszą uwagę, a także co zwiedzać, gdzie wypoczywać, w co się ubierać, jak odżywiać itd. W ten sposób wygenerowano masę, czyli tłum ludzi z jednej sztancy. Miało to wady, jak każda droga na skróty, ale i zalety, bo elity znając się na rzeczy, wiedziały co promować i podążając za tymi wskazaniami w jakimś sensie stawaliśmy się lepsi, o coś bogatsi, poszerzali horyzonty. Teraz masa odesłała won mass media, swojego łącznika z elitą, zerwała tę więź i homogenizuje się sama, skupiając i wzorując na sobie w tzw. social mediach. Nie jest w stanie ze swego grona wykreować elity, która w morzu śmieci wskazywałaby im np. dobrych pisarzy i "książki godne czytania" (jeśli takie w ogóle istnieją). Ich horyzonty ulegają stałemu zawężaniu. Zachowali tylko zaklęcia o czytelniczej lepszości i dodatkowym tysiącu żyć. Wierzą w nie, bo sobie je w kółko powtarzają, a powtarzają, bo wierzą i nade wszystko czują się wtedy lepsi. Gdy w końcu dostrzegają, że wcale lepsi nie są, że inni w tym życiowym wyścigu ich wyprzedzają, to po prostu natychmiast przestają czytać. Ja zaś czytam tak czy siak, więc nie mam z nimi szans. Oni ZAWSZE będą lepsi. To kwestia ambicji i aspiracji, których mnie brak.
                                                    Zgadzam się oczywiście, że jeśli są książki "godne czytania", to niewiele. Wspominany tu przez nas Vonnegut zapytał jakiegoś krytyka po czym rozpoznaje, że obraz jest dobry. Krytyk odpowiedział: trzeba zobaczyć tysiące obrazów, aby mieć tło, z którego to co wyjątkowe się wybija, to jedyny sposób. Podobnie jest z książkami - nie rozpozna się dobrej, znając ich kilkadziesiąt czy kilkaset. Dopiero znając tysiące człowiek zaczyna zauważać ich zadziwiającą wtórność i miałkość, bo gdzieś widział już znacznie efektowniejsze ujęcie tego samego. Ale to przecież niewiele zmienia, dobre wymaga lichego tła, stanowią jedność. Poniekąd właśnie dlatego, choć nie jest obojętne, czy się czyta Bovary, czy kryminały, to radzę, by w ogóle nie czytać. Bo trzeba przeczytać dużo szmiry, by docenić np. Prousta, a wtedy ilość tej szmiry i czas jaki się jej poświęciło bardzo ciąży. Lepiej nie czytać! Ktoś tutaj zapytał mnie, dość dramatycznie: co wtedy robić z czasem? I to jest jak myślę, jedyna uczciwa odpowiedź na pytanie z czego bierze się sukces tych dzisiejszych bestsellerów. Otóż, nie z chęci przeżycia 1000 dodatkowych żyć, lecz z konieczności zabicia czasu w tym jedynym, rzeczywistym życiu, niby krótkim a tak cholernie się dłużącym...
                                                  • zbirone Re: cd. 12.11.18, 12:18
                                                    "Nie ma ich w necie i pewnie już nie będzie"

                                                    No to się znów wywinąłeś bisurmanie, ale liczę, że przysłówek w powyższym zdaniu okaże się chybioną antycypacją. W ogóle oskarżam Cię o deficyt szczerości, więc wierzę, że jesteś tym kucharzem (F.Celine porównywał pisanie do pichcenia) więc zamierzam przetestować "Kurczaka Chipotle" - dobry przepis rzuciłeś. Kallka znów zarzuci mi super gejostwo, a ja po prostu cenię dobrą kuchnie, i też interesowałoby mnie który wiersz Pana Cogito jest jej najbardziej bliski.

                                                    O A.Rudnickim wspominałem (bądź nie), że jego talent objawił się jeszcze przed wojną ("Niekochana") - za to go dodatkowo cenię. Natomiast późniejsza Trauma... Dlatego polecam Ci spojrzeć znów na jego opowiadania, zwłaszcza "Czysty nurt", tak o tym tekście wspomniano w Newsweeku:

                                                    Tekst linka

                                                    Wiem, że twój brak empatii oraz pogarda dla czytelnika przekracza aksjomaty zdrowego rozsądku, ale może wreszcie polecisz jakieś nazwiska ?

                                                    Do twojej analizy czytelnictwa nie jako poszukiwania a jako "zabijania czasu" - nie dodam nic, wyczerpałeś temat. I tutaj pasuje tekst ze Znaku - dzięki za podrzucenie, czytało się to świetnie. Te zdania najbardziej mi się podobały! :

                                                    "Grzebał we wszystkich rosyjskich śmietnikach, a śmietniki zmieniał w złoto, które czas jedynie wyszlachetnił.

                                                    Gdy potem wychodzisz na ulicę, inaczej patrzysz na ludzi i zdaje ci się, iż oni sami także inaczej patrzą na ciebie.

                                                    Los łaskawy wyszedł Dostojewskiemu naprzeciw, wzdłuż drogi nagromadził dlań wszystkie możliwe przeszkody: epilepsję, młodzieńczy socjalizm, skazanie na śmierć, egzekucję, Sybir, nieudane małżeństwo, nędzę, stale długi, zmuszanie do katorżniczej pracy, okropny charakter osobisty, upokorzenia."
                                                  • kalllka Re: cd. 12.11.18, 19:50
                                                    Żaden.
                                                    Nie lubię Herberta. Inaczej, byl zawodowcem dlatego nic mi nowego nie powie.
                                                    Lubię fuksy. Najbardziej gdy coś znajdę. Jak na pchlim targu. Lubisz gdy w książkach gotuja.. i tak się składa , ze głównie mężczyźni.. to takie chłopięce!
                                                  • kalllka Re: cd. 12.11.18, 21:19
                                                    Właśnie mi przyszło do głowy ,ze chętnie przeczytalabym jakiś wiersz Twardocha
                                                    Apel:
                                                    Panie szczepanie, niech pan coś tu wrzuci, proszę- dziękuje.
                                                  • spinoff Re: cd. 19.11.18, 11:14
                                                    No widzę, że teraz tropi w necie "super gejowskie" rozmowy, by je sprowadzać do swojego poziomu - heteroseksualnego. Do tego doszła. I nadal nic o książkach. To jakie cogito może jej być bliskie?

                                                    Rudnicki czeka w kolejce.

                                                    Jak już się naczytasz Strindberga to kup za kilka złotych biografię Lagercrantza. Tam życie S. zostało zestawione z twórczością, co z jednej strony daje wyobrażenie jak rzeczywistość oddziałuje na dzieło, a z drugiej jak się jedno różni od drugiego.

                                                    Konformisty nie czytałem, widziałem film - znakomity. Pogardę czytałem i widziałem: film nudny, ale książka dobra, naprawdę, choć kobieta pogardzająca ukochanym, który z miłości do niej się sprzedaje, by zapewnić jej wszelkie wygody, może wydawać się DZISIAJ niewdzięczną idiotką. A to dlatego, że zwyciężyły właśnie wygody, zaś sztuka (w tym i literatura - o czym traktuje nasz wątek) przegrała z kretesem. Nie jest to jednak wada powieści, tylko właśnie znak czasów. Gdyby była wyrachowaną materialistką, wdzięczną mężowi za to, że się zeszmacił, stanowiłaby zapewne dzisiaj dla wielu wzór do naśladowania.

                                                    A gdzie u mnie widziałeś pogardę? Tym razem dla czytelnika?
                                                  • zbirone Re: cd. 19.11.18, 19:33
                                                    "A gdzie u mnie widziałeś pogardę?"
                                                    To była frywolna ironia. Chociaż nie powinna była być, bo wymieniłeś tylko jedno nazwisko. O Boże - co za niebywałe skąpstwo!... Tym bardziej skoro Adolf w kolejce, to mógłbyś podać co tam jeszcze się kłębi.

                                                    Ale dziękuję chociaż za to jedno - właśnie zakupiłem. Strasznie na punkcie Szweda oszalałem, bo ten jego "wybór nowel" (Wrocław 1985) to także rzecz jak na mój gust niesamowita. Ciągle nie potrafię uwierzyć (własnym oczom) w to, jak daleko wyprzedził swoją epokę.
                                                    To pokrewna mentalność i gorzki humor co u triady moich ulubieńców: Bernhard, Cioran, Celine. Zresztą oczywistością jest że każdy z powyższych czytywał Schopenhauera, który czytywał Leopardiego (którego uwielbiał też Cioran, ale nie wiem czy Zibaldone) - Strindberg do Niemca nawiązał w opowiadaniu "Wyrzuty sumienia" i ta nowela wczoraj wbiła mnie na godzinę w fotel. Swoją drogą to jest śmieszne - do owej triady wielu zaliczyłoby paryskiego Irlandczyka, to przecież Bernharda obrażano (w moim mniemaniu) nazywaniem go alpejskim Beckettem... nabyłem tom prozy Becketta w nowym tłumaczeniu A.Libery i cóż... Wiadomo, momentami naprawdę zachwyca, ale jednak... coś mi w nim nie pasuje. Więc do powyższej triady dołącza Szwed i teraz mam już tetraktys heh.

                                                    Chociaż zakończenie wspomnianego opowiadania jest nieco suche, w sensie dydaktyczne, to właśnie utrzymane w duchu innej popularnej obecnie książki. Czyli "21 jeden lekcji na XXI wiek" Harariego - bardzo, bardzo mnie ciekawi co byś na temat "21 lekcji..." powiedział? bo to lektura godna uwagi. Chociaż podejrzewam, że raziło by Cię - momentami - zbyt obfite nagromadzenie truizmów. No i braki w przyzwoitości, bo autor żywcem czerpie od innych nie podając źródeł (Jared Diamond miałby prawo się obrazić za bezczelne wykorzystanie jego metafory "zasady Anny Kareniny"). Jednak Yuval Harari ma dar pióra i oryginalności spojrzenia. Cóż, według jego wizji (zresztą to akurat banały) aktualna Polska nie gra w lidze krajów mogących pozytywnie oddziaływać na przyszłość ani świata, ani nawet na swoją partykularną...

                                                    Zaintrygowała mnie Twoja opinia na temat "Pogardy" Włocha. Dużo już wypiłem więc ciężko mi teraz zebrać myśli toczę niekoherentne zdania ale tam było względnie klarownie ujęte dlaczego ich małżeństwo się rozpadło. Natomiast fakt, faktem - twoja interpretacja jest diabelsko celna. Cóż, mnie ten małżonek-scenarzysta całkowicie odstręczał, może przez to książkę uznałem za mierną? Natomiast psychopatyczny bohater "Konformisty" wzbudzał we mnie i antypatię i sympatię.

                                                    Chciałem tu więcej napisać, ale mam kłopot już z obsługą klawiatury, więc... Może słyszałeś względnie głośną mediach quasi-aferę sprzed kilku tygodni gdy jakąś dziennikarkę oburzył "blog" dwóch prawników specjalizujących się w sprawach rozwodowych?

                                                    Tekst linka

                                                    Była nagonka i postępowanie dyscyplinarne, więc bloga usunęli. Chociaż to nie moje klimaty i nawet śmieszy mnie ich horyzont to jednak podoba mi się tam kilka zdań. W jakimś sensie to koresponduje (a ściślej: kłóci się) z tym co napisałeś na temat "Pogardy", bo wrew mniemaniu tych prawników ani mężczyźni ani kobiety nie są homo oeconomicus co zresztą celnie ujął Stefan Zweig w "dziewczynie z poczty" i w "24 godzinach z życia kobiety". Chcesz to zerknij co mam na myśli, ale nie besztaj jeżeli uszy ci zwiędną:

                                                    [url=http://web.archive.org/web/20181028184558/blogdlamezczyzn.pl/wpis-10-malzenstwo-dla-kobiety-to-biznes/]Tekst linka[/url]
                                                  • spinoff Re: cd. 21.11.18, 11:13
                                                    Nic ciekawego się nie kłębi, bo beletrystyki już właściwie nie tykam, chyba że uznać za taką Papierowych bandytów, których sobie podczytuję fragmentami, żonglując w międzyczasie wywiadami z Barthesem i Nowosielskim. A czekają głównie biografie (Bułhakow, Stomma, Kurtyka...), Diabeł Tismaneanu, Historia pijaństwa, Taktyka w Premier League... takie rzeczy.
                                                    21 lekcji nie znam, tytuł mi się kojarzy z 20 lekcjami z XX wieku Snydera. Natomiast tego Harariego czytałem Homo Deus, bo ktoś to kiedyś zachwalał tu albo na forum Religia. I miałem wrażenie, że to jest pisane dla dzieci, taka rozbrajająca w swojej naiwności recydywa pozytywizmu spod znaku późnego Comte, wishful thinking.
                                                    Artykuł z wyborczej otworzył mi się tylko w zajawce. Przeczytałem więc jedynie notatkę z bloga. Nie wiem, jak wyglądały inne, ale dziwi mnie, że Gazeta się czymś takim w ogóle zainteresowała, a jeszcze bardziej, że narobiła wokół tego rabanu. Albo właściwie to już nie dziwi. Od pewnego czasu mam wrażenie, że czytelnicy Gazety są bystrzejsi od jej dziennikarzy, choć powinno być chyba na odwrót. A sam blog, całe to narzekanie na kobiety jest po prostu komiczne. Jeśli to była zamierzona karykatura to OK, choć widziałem lepsze, choćby w reklamach piwa.
                                                    Czytelnikami nie pogardzam. Nawet jeśli trochę z nich szydzę, to czy nie byłyby to nade wszystko kpiny z siebie samego, autoironia? Mnie jest całkowicie obojętne, czy ludzie czytają, ile, co i po co. Tak jak jest mi obojętne, co i w jakich ilościach jedzą, piją, czy jarają, w co wierzą, jak często sypiają, z kim i ile mają z tego dzieci (zakładając, że nie są kastrowani, gwałceni albo w inny sposób wykorzystywani, np. przez państwo dla regulowania owej dzietności). Każdy ma jedno, własne życie do przeputania i niech robi to po swojemu, jak chce, jak umie. Już tłumaczyłem - liberalizm to nie jest pogarda. Nie pogardzam też przewrotnie nie-czytelnikami. Po prostu widzę kto czyta a kto nie, bo trudno tego nie zauważyć - człowiek oczytany ma jakąś wiedzę na temat książek i sam gada książkami.
                                                    I w ogóle pasjonaci to ludzie ciekawi i żywi (a ci bez pasji puści i martwi, omijam ich jak cmentarze nocą). Nie muszą być oczywiście pasjonatami akurat czytania, równie dobrze mogą to być kinomani, melomani, piłkarscy kibice, albo ludzie religijni... cokolwiek, byle prezentowali autentyczną pasję, bo pasja to życie.
                                                  • zbirone Re: cd. 21.11.18, 22:40
                                                    Ikra i język jak w najlepszych Miazmatach! To cenię. Zabawne; nabywając Lagercrantza akurat dorzuciłem (skoro raz się płaci za przesyłkę a jestem z tych co napychają gębę przy szwedzkim stole) przypadkowo Stommy "Choroby i dolegliwości sławnych ludzi", spis treści sugeruje że będzie się działo... Rozejrzę się za innymi spośród wymienionych, chociaż tkwię po uszy i po oczy w prozie. "Recydywa pozytywizmu"! cha cha! 'Homo Deus' nie znam, pominąłem gdy usłyszałem, że to mocno optymistyczne. W "21 lekcjach" już twardziej stąpa po ziemi, i nawet urąga; Holendrom, Żydom, Polakom... Natomiast... "Krotka historia pijaństwa" brzmi dla mnie jak tytuł lektury obowiązkowej.
                                                    Ludzi martwych (pustych) możesz omijać, ale to przecież daremne, bo oni nie będą omijać Ciebie, no chyba że w kolejce do kasy w markecie, tam będą tego próbować. Za to nie rozumiem jak możesz chcieć omijać martwych nocą, przecież nie sposób im się naprzykrzyć. Ale racja, każdy winien znaleźć swoje źródła mroku, i z martwymi lub z żywymi tańczyć po swojemu. Bo patrz, już 2018 ma się ku końcowi, a to przecież okrągła pięćsetna rocznica:

                                                    Tekst linka
                                                  • spinoff Re: cd. 28.11.18, 10:47
                                                    zbirone napisał:

                                                    'Homo Deus' nie znam, pominąłem gdy usłyszałem, że to mo
                                                    > cno optymistyczne. W "21 lekcjach" już twardziej stąpa po ziemi, i nawet urąga;

                                                    Z kolei ja nie czytałem innych jego książek - sądzę, że jedna daje dostateczne wyobrażenie całej tej twórczości. Gdy dzisiaj coś chwyci to się korzysta z koniunktury i nic nie zmienia. A Harari chwycił, sprzedaje się jak Potter, Grey czy Brown wcześniej - ponoć miliony zachwyconych. Homo Deus to więcej niż optymizm, to quasi-naukowy prometeizm: wkrótce człowiek straci swe człowieczeństwo, ale za to zyska boskie moce i wieczność w komplecie. Zawiera przy tym pokaźny katalog chorób dzisiejszego świata i niebezpieczeństw czyhających w przyszłości. Każdy prometeusz musi polać łez, żeby ulepić nowego człowieka, bo tylko skrzywdzeni marzą o innym świecie i złapią się na jego bajeczkę.
                                                    Czytasz wszystko to właściwie możesz i to, co Ci szkodzi. Nawet jeśli nic się nie dowiesz o boskich ludziach z przyszłości, to zawsze dowiesz się czegoś o tych milionach zachwyconych z teraźniejszości: co mają w głowach, jak postrzegają rzeczywistość, siebie, swoje życie.
                                                  • kalllka Re: cd. 01.12.18, 10:25
                                                    Stworzyliście ze zbirem listę książek nieczytanych. zamiast arcydzieł ramoty. Zamiar czy tak wyszło..?
                                                    PS
                                                    I nic nowego na twoim blogu, spin..
                                                    szkoda, ze znudziła cię ta forma korespondencji. Mógłbyś dużo więcej wytłumaczyć czy pokazać choćby takim jak ja- fankom ciekawej lektury.
                                                  • kalllka Re: ostatnie arcydzieło 12.11.18, 02:08
                                                    Ja mam tak, ze moimi osobistymi opiniami na temat przeczytanych książek raczej się nie dziele.. Kogo obchodziloby, ze po spożyciu Herbeta czułam się jak Herbert?
                                                    po raz tysięczny przerabianie treści dla zaspokojenia pragnień jest nieekologiczne.
                                                    Ale lubię czytać wasze komentarze do siebie, są, super gejowskie
                                                    Przypominają mi śliczne popołudnia z wypiekami na twarzy i Colette.



                                                    Ale rozumiem, ze przerzucając się nieznanymi zwykłemu zjadaczowi chleba, nazwiskami autorów książek, bawicie.


                                                  • zbirone Re: ostatnie arcydzieło 12.11.18, 12:59
                                                    Co do pochodzenia - wiem chyba z którego osiedla jak i to, że trochę, trochę później prawie uwiodłeś i zbałamuciłeś pięknonogą kelnerkę z "Europy" w Centrum lub ona ciebie, może coś mylę? Chciałem to teraz sprawdzić... a tu BUM! - nie mam tego, widocznie kiedyś zostało usunięte zbyt szybko! Szkoda, nie wynagrodzi mi tego przepis na "Hawajskie krewetki", chociaż na zdjęciu są OK.
              • bidaazpiszczy Re: ostatnie arcydzieło 05.10.18, 14:09
                Elias Canetti jest niezmiernie bliski memu sercu. Cieszę się, że nadal czytywany. Osobiście jestem wielką miłośniczką jego sztuk.....
                • spinoff Re: ostatnie arcydzieło 12.10.18, 10:34
                  Bida, a ile Ty masz lat, że czytasz takie rzeczy? Jesteś stara bida?
    • zbyfauch Szukam szydercydzieła, 05.01.19, 18:37
      lepiej w liczbie mnogiej.
      (Że się tu między wetknę.)


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka