Dodaj do ulubionych

Zaczynam się sobą brzydzić..................

23.11.09, 09:03
Nie będę się zbytnio rozpisywał.............Jestem 40-to letnim,
normalnym facetem. Żoa, dziecko. Od kilku lat sex w naszym związku
wygląda nastepujaco: kiedy ja mam ochotę - 5 razy dostanę kosza, raz
trafię na akceptację. Inicjatywa ze strony żony - od wielkiego
dzwonu. Zaczynam się sobą brzydzić - filmiki w necie, fotki itp.
Renia Grabowska jest moją łóżkową partnerką. W ciągu ostatnich
kilunastu dni próbowałem 3 razy zainicjować sex. Po trzecim koszu
powiedziałem sobie i jej: CZWARTEGO PODEJŚCIA NIE BĘDZIE. Przez
wszystkie lata naszego związku byłem wierny jak pies. Ale nie
mam 'nastu" lat żeby swoje potrzeby zaspokajać w toalecie !!!! Moją
dewizą w związku było " masz dobrze podane w domu - nie szukasz
restauraci". Niestety - coraz częściej myslę o
restauracji.........Jestem normalnym człowiekiem, który od czasu do
czasu musi coś zjeść. A zupek z proszku mam dosyć...........
Nie piszcie o rozmowach - niestety moja Pani nie należy do osób z
którymi można spokojnie o ważnych rzeczach porozmawiać. A jeżeli
nawet coś ustalimy to żona wywiąże się z tego przez najbliższe 2-3
tygodnie.
Czasami mam ochotę ostentacyjnie włączyć pornola i sobie w dużym
pokoju zrobić dobrze. Na jej oczach.
Zachowuję się facet "bez jaj" - wiem o tym. Musiałem komuś o tym
powiedzieć.
Obserwuj wątek
    • zielona.borowka Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 23.11.09, 10:49
      "Jak się ma miękkie serce, trzeba mieć twardą du**" Niestety często się
      sprawdza. Chociaż z drugiej strony ciężko osądzać, słuchając argumentów tylko
      jednej osoby. Być może gdyby miała możliwość wypowiedzenia się tu Twoja żona,
      usłyszelibyśmy, że nie sprzątasz, nie pomagasz jej w domu, jest sama z pracą,
      prowadzeniem domu, załatwianiem rachunków, zakupami ble ble ble. A po wszystkim
      jak ona już padnie na łóżko Ty jeszcze masz pretensje, że nie ma siły. A jak już
      się zgodzi, to traktujesz ją jak swoisty worek do zaspokojenia swoich potrzeb.
      Napisałam "BYĆ MOŻE". Ale być może to ona jest tą złą, a Ty tak naprawdę
      zasługujesz na więcej. Może spróbuj spojrzeć na to z jej strony i coś się uda
      zmienić?
      • ytran Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 23.11.09, 11:18
        Z pewnością ideałem nie jestem..........:)) jesteśmy 15 lat po
        ślubie. Ponieważ prowadzię dobrze prosperującą firmę ustalilismy, że
        żona nie pracuje ( nigdy nie pracowała). Jestem z tego dumny, że
        mogę zapewnić utrzymanie swojej rodzinie. Wiadomo raz jest cudownie,
        innym razem ciche dni - jak to w rodzinie. Dawno, dawno temu kiedy
        miałem ochotę na sex a zona nie (lub po prostu nie mogła)
        zaspokajała moje potrzeby w na różne sposoby. Ale to było dawno,
        dawno temu. Kiedy leżymy wieczorkiem w łóżku i mamy ochotę na sex
        też jest beznadziejnie - kręcimy się, wiercimy, chrząkamy i czekamy
        które z nas zacznie. Qrde - też lubię jak kobieta rozpocznie grę i
        zacznie się do mnie "dobierać". Ale żonka zaczyna być typową kłodą w
        łózku - nawet jak ma ochotę. Rozmowy przynoszą efekt na krótki
        okres. A ile razy można prosić o coś co jest potrzebne do życia jak
        posiłek ????? Nie chcę i nie mogę zaspokajać swoich potrzeb tylko
        wtedy, kiedy żona ma na to ochotę. Ogierem nie jestem - ale raz na
        tydzień by się przydało.....:))))
        • zamyslonaona Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 29.11.09, 11:18
          Czytam te posty i czasem mam wrażenie że to jedna osoba pisze,
          wszędzie ten sam temat i wszędzie tylko oskarżenia drugiej strony o
          sobie ani słowa, nie wiem po co to napisałeś chcesz isc do
          restauracji bo w domu nie masz odpowiednich posiłków, pojawiają sie
          wyrzuty sumienia, że przychodzi ci to do głowy i próbujesz sie
          usprawiedliwiac zganiając wszystko na żonę. Czemu nie
          usprawiedliwisz się przed nią tylko przed obcymi ludzmi, którzy w
          dodatku mają podobne problemy i wiesz że staną po twojej stronie.Tak
          rozwiązuje problemy 40letni mężczyzna? Rozumiem gdybyś miał 20 lat
          mniej. Daj do przeczytania tego posta żonie przed nią sie
          usprawiedliwiaj,skoro jestes taki pewny braku swojej winy...
      • waclawawa Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 23.11.09, 11:20
        ...Widzisz zielona borówko. Ja "mam podobnie" jak autor wątku.

        Mam 28 lat, jestem dwa lata po ślubie. Żona ma pracę jak pracę - ale stałą,
        bezpieczną posadkę.
        Gotujemy wspólnie, sprzątam - ja, robię zakupy - ja, w niedzielę albo sobotę
        pięć razy latam do sklepu, bo czegoś jej się chce - ja! Sprzątam łazienkę i
        kuchnię śmierdzącymi domestosami i ajax'ami - ja! Wracam z pracy, ugotuję jakieś
        zupsko, coś usmażę albo opiekę, a żona siada i uczy się języków - chciała,
        opłaciliśmy. Ja się krzątam, albo zajmuję psem, z którym jej nie chce się wyjść
        na spacer raz dziennie.
        Kiedy przychodzi godzina ósma wieczorem, idzie, bierze kąpiel, coś tam sobie
        poczyta, poupiększa się kremami itd. Kładzie się do łóżka i już jej nie ma.
        Zasypia po 10 minutach, z książką w ręku. Dalej to ja muszę zadbać o 7
        miesięcznego szczeniaka, który po spaniu cały dzień ma ochotę na zabawy i
        zadręczanie swojego pana.

        Każda próba rozmowy o seksie kończy się tym, że to ja mam się w nim o wszystko
        starać, adorować, "inicjować". Kiedy delikatnie powiedziałem, że też mam swoje
        potrzeby, w domyśle i lekko sugerując, że mogłaby okazać nieco pożądania,
        pragnienia - o ile je odczuwa, to otrzymałem ripostę w postaci tekstu "pewnie
        chcesz żebym ci loda zrobiła". Zawsze po tym kończy się rozmowa.

        Zgoda - czasem chciałbym, żeby moja żona mi dogodziła, tak jak ja potrafiłem
        zrobić to jej - ale to nie licytacja i od tego nic nie zależy, nie namawiam jej
        na siłę, nie mówię o tym otwarcie. Nawet kiedyś stwierdziłem jej otwarcie, że
        nie zamierzam jej do tego nakłaniać jeśli nie ma ochoty, ale problem w tym - że
        ona nie ma ochoty na NIC! Chce tylko spać! Ja rozumiem - ma problemy ze
        zdrowiem, coś tam ją czasem boli (w szczegóły wchodzić nie będę, ale z pożyciem
        nie ma to nic wspólnego) - leczy się, dbam o nią, prowadzam ją do lekarzy, dbam
        o badania, zdrowe odżywianie, wysyłałem ją nawet na fitness, ale zrezygnowała -
        sam nie wiem dlaczego (twierdzi, że jest jej dobrze, jak jest pulchna). Ok,
        lubię okrągłe kobiety, ale ona tyje w oczach i nie zamierza przestać :(

        [.....] END!
        • marek_gazeta Recepty 23.11.09, 11:56
          W obu wypadkach recepta jest podobna.

          1. Zastanowić się nad sobą - czy nie doszło do "zasiedzenia się" i ewolucji w kierunku miękkiego pantofla-pluszowego misia.
          2. Wprowadzić zmiany w kierunku "macho" - na razie żadnych gadek z kobietą, żadnego żebrania o seks, nic z tych rzeczy. Zacząć dbać o siebie (ubrania, sport), dać sobie więcej niezależności (wyjścia z kumplami), zająć się jakimś - najlepiej męskim - hobby. Mniej bywać w domu i część obowiązków (uczciwie) przerzucić na kobietę albo po prostu olać.
          3. Odczekać, aż kobieta wyraźnie zauważy zmianę. Potem jeszcze odczekać. Może to potrwać od jednego miesiąca do kilku. W tym czasie delikatnie odrzucać próby "poważnej rozmowy".
          4. Zabrać kobietę na tańce lub inną erotyczną randkę tylko we dwoje i spróbować bzyknąć w nietypowym miejscu (samochód, klatka schodowa, hotel - byle nie własne łóżko).
          5. Jeśli kobieta w międzyczasie nie zmieni nastawienia, porozmawiać poważnie o dalszej przyszłości związku - rozwodzie bądź pozwoleniu na zaspokajaniu się gdzie indziej.

          > Gotujemy wspólnie

          Przestań gotować wspólnie.

          > w niedzielę albo sobotę pięć razy latam do sklepu

          Idziesz raz, a potem oświadczasz, że wychodzisz na piłkę - koledzy czekają.

          > Sprzątam łazienkę i kuchnię śmierdzącymi domestosami

          Kochanie, wolisz umyć kuchnię czy łazienkę?

          > Wracam z pracy, ugotuję jakieś zupsko, coś usmażę albo opiekę

          Zamawiasz pizzę - dziś są ważniejsze sprawy od domowego obiadku. Od czasu do czasu zjedz na mieście.

          > "pewnie chcesz żebym ci loda zrobiła"

          Jasne, że chcę. Miałem propozycję w pracy, ale chciałbym, żebyś to Ty robiła mi loda.

          > dbam o nią, prowadzam ją do lekarzy, dbam
          > o badania, zdrowe odżywianie, wysyłałem ją nawet na fitness, ale zrezygnowała

          Wiesz, kobiety marzą o seksie z męskimi mężczyznami, nie z niańką. Do niani mogą się co najwyżej przytulić.
          • anais_nin666 Re: Recepty 23.11.09, 17:56
            marek_gazeta napisał:Wiesz, kobiety marzą o seksie z męskimi mężczyznami, nie z niańką. Do niani mogą się co najwyżej przytulić.

            Fakt. Przy czym męskość nie leży w kwestii braku pomocy w domu, co wielu panom się myli, a w stylu bycia. Gotujący mężczyzna może być super męski i sexy. Jeśli tylko właśnie taki jest. Facet typu dupa wołowa choćby się prężył, montował, stukał, wiercił pozostanie dupą wołową.
            Męskość jak i kobiecość to definicyjnie trudne kwestie, ale pewnie da się mikro definicję stworzyć. Męski = czuły, pewny siebie, zaradny, opiekuńczy, ale i opanowany, zdecydowany itp.
            Jak takim być? Nie wiem. Ale to działa.
            Jak sprawić, by żona ponownie zapłonęła? Nie ma takich złotych recept. Minął czas podniet. Minął okres chcenia.
            Pozostał - dla niej - obowiązek.
            Możesz prosić. Rozmawiać. Dla dobra związku na jakiś czas będzie się starać bardziej. Ale nie będzie robić tego czego sama pragnie. Będzie robić to, co będzie uważała za dobre dla utrzymania związku = będzie się poświęcać. Ty na tym zyskasz, bo przez miesiąc czy dwa będziesz miał ciut więcej seksu. PO 3 miesiącach wszystko wróci do normy, czyli seksu raz na ileś dni.
            Nie mówię, że żona już w ogóle nie ma na Ciebie ochoty. Pewnie ma. Umiarkowaną. Od czasu do czasu. I tego zmienić się nie da.
            Natura...
            • marek_gazeta Re: Recepty 23.11.09, 20:01
              Jakiś taki smutny i beznadziejny ten Twój post - sugeruje, że niewiele da się zrobić. Otóż, moim zdaniem - da się zrobić całkiem sporo. Jest możliwa zmiana samego siebie, oczywiście w pewnych granicach. Pluszowy Misio nie zmieni się w Dżejmsa Bonda, ale możliwa jest migracja w rozsądnych granicach w jednym lub drugim kierunku. Jeden facet jest naturalnym samcem alfa (geny, wychowanie), inny musi ciężko zapracować na bycie betą czy gammą. Ale nie musi być omegą.

              Męskość może być trudna do zdefiniowania, ale niezależność, własne, męskie zainteresowania, schludny, męski (znowu) wygląd, zawsze działa. No i, dodajmy, wysokie poczucie własnej atrakcyjności: jestem fajnym facetem, do którego uśmiechają się kobiety. Nie muszę prosić o seks.
              • anais_nin666 Re: Recepty 23.11.09, 20:10
                Marku. Piszesz co może zrobić on. Ja piszę, że cokolwiek zrobi jest już za późno, bo pewne emocje uleciały. I nic tego nie zmieni.
                Żona może walczyć o związek dając mu tyle ile będzie chciał seksu, ale to będzie seks z łachy. Kto chce takiego seksu? Poza tym takie starania ograniczają się do miesiąca, w porywach do dwóch miesięcy. I facet pantofel czy macho znowu będzie poczciwym dobrze znanym mężem, którego może się i kocha, ale się nie pragnie!!! I nie dlatego, że jest be, że zaniedbany, że nudny. Dlatego, że po latach kobieca potrzeba tego konkretnego faceta w łóżku jest minimalna. Ona chce seksu. Ale nie z mężem.
                Naturalnie zdarzają się związki, gdzie para się zgrywa przez całe życie, ale jeśli w związku coś zaczyna w sferze erotyki zgrzytać, to zgrzytać będzie już do końca. Poza przypadkami czysto medycznym, typu nie mogła, bo choroba, bo leki itp., a nie brak chęci, bo to mąż, a nie sąsiad;) No i poza przypadkami ewidentnych zaniedbań.
                • marek_gazeta Re: Recepty 23.11.09, 20:29
                  Może masz rację, a może nie. Być może potrzebny jest "reset" - wyjazd na kilka miesięcy i powrót "w nowej skórze". Pewne emocje uleciały, ale mogą pojawić się inne. Np. - od wielu lat jeżdżą na wakacje w to samo miejsce nad morze. I grzeją tyłki na plaży, stołując się w restauracji, a wieczorem oglądając rozlewiska w TV. A teraz facet organizuje "podróż za jeden uśmiech", przed siebie, w jakieś egzotyczne miejsce, bez planu (przynajmniej ma tak wyglądać), bez hoteli i stołówek, kompletne wariactwo. Jeśli takie akcje połączone będą z przemianami na innych polach, może zadziałać.

                  Tak na marginesie: znam braci, nazwijmy ich roboczo A. i P. Są w podobnym wieku, obaj w miarę przystojni, niegłupi itp. P. od wielu lat szczęśliwie (jak się wydaje) żonaty z inteligentną kobietą; związki A. z kobietami kończą się katastrofami (dodajmy, że kolejne kobiety organizują mu życie w stu procentach, więc facet nawet na kolegów nie ma czasu). No i odbywa się rozmowa na tematy damsko-męskie, mniej więcej taka:
                  A. - No bo my nigdzie razem nie chodzimy.
                  P. - No jak to? No to weź ją do kina.
                  A. - Pytałem, czy chce isć do kina, powiedziała, że nie chce.
                  P. - Jak to pytałeś? Po prostu weź kobietę i zabierz ją do kina.
                  Moim zdaniem ten fragment tłumaczy wszystko.
                  • anais_nin666 Re: Recepty 23.11.09, 21:19
                    Marku, sądzę, że pary, o których rozmawiamy są dość szczęśliwe mimo braku seksu takiego o jakim marzą.
                    Brak seksu jest upierdliwy, ale w końcu większość z nas zaczyna ow brak odczuwać i jakoś z tym żyje, i sie nie rozwodzi z tego powodu. Ewentualnie sobie pomarudzi.
                    Często inne sfery życia są całkiem ok.
                    Marzymy o nowym obiekcie seksualnym, ale przez mysl nam nie przyjdzie, by rzucić to co mamy, a co budowaliśmy wiele lat, bo w wielu aspektach dogadywać się można super.
                    A że seks padł... Cóż. Bywa.
                    Mamy forum:) Pożalimy się. Dowiemy, że inni mają tak samo i już lepiej;)
                  • zakletawmarmur Re: Recepty 29.11.09, 10:58
                    Genialny ten przykład z kinem:-)
                  • kleks.keks.eks.seks Re: Recepty 29.11.09, 18:43
                    > A. - No bo my nigdzie razem nie chodzimy.
                    > P. - No jak to? No to weź ją do kina.
                    > A. - Pytałem, czy chce isć do kina, powiedziała, że nie chce.
                    > P. - Jak to pytałeś? Po prostu weź kobietę i zabierz ją do kina.
                    > Moim zdaniem ten fragment tłumaczy wszystko.
                    >

                    Świetne! Naprawdę świetne.
                    Jako kobieta stwierdzam, że uwielbiam męską stanowczość i pewność siebie. A ten fragment przekleję znajomym jako kwintesencję seksowności. I metaforę dobrego związku.
                  • sara.pl Re: Recepty 02.12.09, 15:47
                    > A. - No bo my nigdzie razem nie chodzimy.
                    > P. - No jak to? No to weź ją do kina.
                    > A. - Pytałem, czy chce isć do kina, powiedziała, że nie chce.
                    > P. - Jak to pytałeś? Po prostu weź kobietę i zabierz ją do kina.

                    Faktycznie, piękny przykład. Bardzo prawdziwy.

                    Szczerze powiedziawszy jest to jeden z głównych czynników mających
                    wpływ na moje wycofanie uczuciowe w stosunku do męża po latach
                    małżeństwa. Kiedyś właśnie by mnie "wziął" do kina...

                    To prawda, ze kobiety lubią zdecydowanych mężczyzn, to nam imponuje
                    Ale nalezy dobrze rozumieć słowo "zdecydowany"...i działa dopiero w
                    otoczeniu innych cech.

                    Sara
                • bi_chetny Re: Recepty 25.11.09, 17:40
                  anais_nin666 napisała:
                  > Marku. Piszesz co może zrobić on. Ja piszę, że cokolwiek zrobi jest już za późn
                  > o, bo pewne emocje uleciały. I nic tego nie zmieni.

                  można to zmienić. nie zawsze, ale można.
              • bi_chetny Re: Recepty 25.11.09, 17:39
                marek_gazeta napisał:
                No i, dodajmy, wyso
                > kie poczucie własnej atrakcyjności: jestem fajnym facetem, do którego uśmiechaj
                > ą się kobiety. Nie muszę prosić o seks.

                to jest znakomity afrodyzjak
        • noxnegra Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 23.11.09, 20:44
          waclawawa napisał:
          Nawet kiedyś stwierdziłem jej otwarcie, że
          > nie zamierzam jej do tego nakłaniać jeśli nie ma ochoty, ale problem w tym - że
          > ona nie ma ochoty na NIC! Chce tylko spać! Ja rozumiem - ma problemy ze
          > zdrowiem, coś tam ją czasem boli (w szczegóły wchodzić nie będę, ale z pożyciem
          > nie ma to nic wspólnego) - leczy się, dbam o nią, prowadzam ją do lekarzy, dbam
          > o badania, zdrowe odżywianie, wysyłałem ją nawet na fitness, ale zrezygnowała -
          > sam nie wiem dlaczego (twierdzi, że jest jej dobrze, jak jest pulchna). Ok,
          > lubię okrągłe kobiety, ale ona tyje w oczach i nie zamierza przestać :(


          Węszę niedoczynność tarczycy, mam rację? Jeśli mam rację to ta niedoczynność
          jest ewidentnie źle leczona.
          • arronia Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 23.11.09, 22:25
            Przyznam, że miałam identyczne skojarzenie. Ale wiem, że to zgadywanka, może
            żonie co innego dolega. Jeśli to jednak jest ta (nieskutecznie traktowana)
            niedoczynność tarczycy, to zaiste ognia się nie rozpali, kiedy całe ciało (i
            psyche!) są w trybie oszczędnościowego wydatkowania energii. Wtedy wszelkie
            "niechcenie się" nie jest pozą ani lenistwem, ono obezwładnia, ono jest realne,
            z chemii ciała. Mam porównanie. Been there, done that. Z tyciem też ciężko, bo
            to w dużym stopniu gromadzenie się wody. Można obciąć słodycze itd., ale
            metabolizm jest nieporównywalny z wersją z tarczycą działającą normalnie. Znowu
            - been there, done that, wiem, jak to jest stracić 10 kilo zupełnie bez
            zawracania sobie tym głowy, tylko dlatego, że wreszcie organizm ruszył
            (odpowiednie leki). A ruch jest ważny, jak się zacznie, potem jest łatwiej,
            kilka molekuł się jakoś ruszy w człowieku. Wspólne regularne spacery z psem to
            samo zdrowie.
    • kapitandragan Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 25.11.09, 10:58

      Przykro mi panowie, ale chyba jesteście ofiarami zbytniej
      poprawności politycznej. Meżczyzna musi to, tamto i jeszcze to i
      jeszcze tamto. Bo jak nie, to jest taki i siaki. A niestety, jak
      ktos napisał, kobiety lubią mężczyzn a nie służących. Służący moze
      byc im co najwyżej potrzebny, ale nie myśli sie o zaspokajaniu jego
      potrzeb, to on ma zaspokajac potrzeby kobiet. Owszem, trzeba
      pomagać, umiec sprzatać, gotować, robić zakupy i wiele innych
      rzeczy, ale jednocześnie nalezy byc meżczyzną. Jeśli prosisz, wręcz
      błagasz o seks i nic, to znaczy, że jej nie pociagasz. I tyle. Jeśli
      bedzie sie z Toba kochac to albo dla odpracowania pańszczyzny albo
      dla zaspokojenia włsnych potrzeb. po prostu nie jesteście stanowczy,
      nie umiecie wyrazic i skuteczne wyegzekwowac własnych potrzeb i
      pogladów. Przepraszam jeśli Was uraziłem, ale czasami taka szczera,
      bolesna prawda może byc katalizatorem zmian, które rozwiążą Wasze
      problemy. W opisywanych sytuacjasz kobety przestały sie starać.
      Wiedzą, że nic im za to nie grozi. Jestyeście juz oswojeni i dobrze
      im z tym. Jesli chcecie coś zmienić to wyrwijcie je z błogstanu
      opartego na Waszym bezgranicznym poswięceniu i oddaniu. Owszem,
      kochana żono, Jestes dla mnie najważniejsza, staram się, poswięcam,
      ale dlaczego ty nie jestes taka w stosunku do mnie? Może ktos inny
      mnie doceni? Taka postawa albo bedzie skuteczna albo pozbawi Was
      złudzeń, co tez jest dobrym rozwiązaniem. pozdrawiam
      • happymezatka Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 29.11.09, 10:41
        Zgadzam sie:) To bardzo dobra taktyka:)
      • elle-melek Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 03.12.09, 16:24
        kapitandragan napisała:
        ...
        > Jeśli prosisz, wręcz
        > błagasz o seks i nic, to znaczy, że jej nie pociagasz. I tyle. Jeśli

        > Jesli chcecie coś zmienić to wyrwijcie je z błogstanu
        > opartego na Waszym bezgranicznym poswięceniu i oddaniu. Owszem,
        > kochana żono, Jestes dla mnie najważniejsza, staram się, poswięcam,
        > ale dlaczego ty nie jestes taka w stosunku do mnie? Może ktos inny
        > mnie doceni? Taka postawa albo bedzie skuteczna albo pozbawi Was
        > złudzeń, co tez jest dobrym rozwiązaniem. pozdrawiam

        Sugerujesz szantaż? Ma zacząć flirtować?

    • robson-to-ja Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 29.11.09, 18:08
      Witam serdecznie i mam ten sam problem (post pt "zimna ryba w
      łóżku). Proponowane rozwiązania są tu ciekawe, nie powiem, ale
      człowiek ma to do siebie, że boi się czasem wykonać jakiś
      poważniejszy krok. Niestety
    • kucurek Re: Zaczynam się sobą brzydzić.................. 29.11.09, 21:40
      i dlatego burdele powinny być zalegalizowane- jak żona nie daje
      winno się pójść do przybytku i tam poużywać. W sumie za te 200 zł
      nie ma sensu babie głowy zawracać skoro nie chce

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka