Dodaj do ulubionych

brak seksu to ZDRADA!!!

23.03.10, 17:46
Wiele się mówi i pisze na tym forum i innych, że seks pozamałżeński
to zdrada.

Stawiam, tezę, że odmowa seksu przez któregokolwiek z małżonków
(partnerów) (wyłączając przypadki chorobowe i inne losowe) jest
również zdradą!!! Taką samą zdradą jak seks pozamałżeński

Odmowa współżycia z partnerem jest co najmniej podżeganiem do seksu
pozamałżeńskiego i zdradą samą w sobie.

Trzeba rozpowszechniać pogląd, że odmowa współżycia jest zdradą, bo
seks stanowi istotę małżeństwa i jest wyrazem bliskości dwóch osób.
Jeżlei jedna osoba nie chce (choć może) być blisko - to ZDRADZA!!!

Jak czytam różne biadolenia zdradzonych małżonków (obojga płci) to
robi mi się niedobrze. W 99,99% przypadków to oziębły niechętny
wiecznie skwaszony małżonek(małżonka) jest powodem szukania uciech
gdzie indziej.

Tak jesteśmy skonstruowani że chcemy się kochać!!! Jak chronicznie
odmawia się nam tego - szukamy gdzie indziej,

Ale czy wtedy zdradzamy?

Czy może jesteśmy zdradzani?

Co myślicie

Obserwuj wątek
    • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 23.03.10, 18:50
      o ile zdradzanie jest wymierne i łatwo je okreslic to ciezko w klamry zamknac
      unikanie sexu jako zdradę.

      czesto jest tak, ze partnerka lub partner odmawiają sexu bo cos złego sie
      dzieje miedzy partnerami. pomijamy kwestie zdrowotne, ale np mezczyzni czesto
      wstydza sie przyzanc ze cos z ich seksualnoscia jest nie tak i wola zgrywac
      zmeczonych itd

      kobietymiewają czesto żal do parntera o cos, ze czegos nie robi, ze jest nie
      taki jak trzeba itd

      to są skomplikowane sprawy, a rozmawiac o tym jest czasem bardzo trudno,
      tymbardziej ze czasem sami nie umiemy ubrac tego wszsytkiego w slowa

      naprawde niezbyt czesto zdarza się, zeby ktos odmawiał sexu po zlosci, z
      totalnej oziebłosci- jesli wczesniej byl inny

      i teraz zanim dojdziemy czemu nasz sex kuleje to moze minac troche czasu. jesli
      uznamy ze to furtka do zdrady, a wyjdzie za chwile, ze powód byl powazny to co
      wtedy?

      nadal wtedy unikanie sexu to zdrada?
      • sisi_kecz Re: muszę potwierdzić, 23.03.10, 19:32
        koncepcja jest śmiała i słuszna.
        Ja na ten przykład, odmawiam mężowi seksu, czyli go zdradzam wg
        szanownego Autora i nawet powiem z kim go zdradzam:
        z Abstynencją seksualną.

        Winszuję kompletnego zaspermienia mózgu i funduję podróż na wyspę
        Gor.

        duze brawa!!!
        • gardenersdog Re: muszę potwierdzić, 23.03.10, 22:18
          >>>i nawet powiem z kim go zdradzam:
          > z Abstynencją seksualną

          A to już zdrada-afront do kwadratu, bo z osobnikiem tej samej płci:)
        • somoza73 Re: muszę potwierdzić, 24.03.10, 12:26
          Jak Twoim partnerem jest Abstynencja seksualna, to może zostań z
          nim, a męża opuść pozwalając jemu i sobie żyć.
        • arronia Re: muszę potwierdzić, 24.03.10, 19:11
          > Winszuję kompletnego zaspermienia mózgu i funduję podróż na wyspę
          > Gor.

          Popraw mnie, jeśli się mylę (moje informacje nie są z pierwszej ręki), ale to
          nie jest miejsce dla "misiów", skrzywdzonych misiów, słabych misiów, zależnych
          misiów...
          • sisi_kecz Re: muszę potwierdzić, 24.03.10, 19:55
            przeciez Autor watku kreuje sie/jest osobą z silną osobowością.
            Ustala nowe normy społeczne, wprowadza rewolucję w wiedzy o
            społecznych interakcjach, a ponad wszystko tworzy wizję
            rzeczywistości dla siebie doskonałej i spełniającej jego oczekiwania.
            Wypisz wymaluj Pan i Wladca z Gor.
            Jak tam pojedzie i nie poradzi sobie z chmarą uległych, nagich i
            niepłodnych kobitek, to juz nic nie bedę rozumiała, gdyż to by
            znaczyło, ze nawet tej spermy w mózgu zabrakło;

            duze pozdro!!!
            • urquhart Re: muszę potwierdzić, 24.03.10, 23:43

            • urquhart Re: muszę potwierdzić, 24.03.10, 23:51
              sisi_kecz napisała:
              > Jak tam pojedzie i nie poradzi sobie z chmarą uległych, nagich i
              > niepłodnych kobitek, to juz nic nie bedę rozumiała, gdyż to by
              > znaczyło, ze nawet tej spermy w mózgu zabrakło;

              Z argumentami i logicznym rozprawieniem się z tezą poszło dość kiepsko, to rozprawimy się po naszemu kobiecemu dołożywszy mu w języku emocjonalnym? :)
              • sisi_kecz Re: muszę potwierdzić, 25.03.10, 08:16
                Podałam już z dwa rzeczowe argumenty:
                1. pierwsza teza samca: odmowa seksu to zdrada.
                to nie jest zdrada, bo zdradzić można dla innej rzeczy, i każda
                definicja zdrady wartość, dla której sie zdradza zawiera.
                (podałam, na swoim zresztą przykładzie, że abstynencja seksualna
                żadną wartością nie jest, co najwyżej uprawiam zaniechanie, a nie
                zdradę pomimo nie uprawiania seksu).
                2. druga teza samca: zdrada odmawiającego seksu to nie zdrada.
                to jest takie nadużycie etyczno-semantyczno-logiczne, ze
                argumentowac trzeba analogicznie jak do tezy: czarne jest białe.

                a powyższe komentarze z ostatniego postu, tez są logiczne.
                Na planecie Gor mieszjkaja same chętne na seks laski, jeśli ich nie
                zadowoli, to chyba kiepsko z potencją?
                -odarte z emocji, aż przykro patrzeć.

                duze pozdro!!!
                • samiec-sprawiedliwy Re: muszę potwierdzić, 25.03.10, 08:57
                  Dzikuję za super dyskusję. Nawen nie myślałem, że taką emocję
                  wywołam. Myślę że dla kobiet całe życie to seks bo są istotami
                  100000 razy bardzie seksualnymi niż mężczyźni, ale pojmują seks
                  inaczej niźli tylko jako prosty bzyk. Malujecie się, ubieracie
                  seksowną bieliznę nie dla nas (ale dla siebie) bo siuę dobrze w tym
                  czujecie. Stsounek, to dla was jakiś element seksu ale na pewno nie
                  wyczerpuje całego pojęcia seksu. Sta może i nieporozumienia że
                  możecie życć bez seksu (tu: aktu seksulanego) bo uprawiacie tenż
                  eseks w inny sposób (jak wyżej).

                  Mylę się?

                  Co do poruszanych tu kwestii jakoby bark seksu nie wykuczał miłości
                  to powiem tylko tyle że mw przypadku miłości mężczyzny i kobiety
                  seks nie jest dodatkiem do miłości ale stanowi jej istotę w znacznej
                  mierze. Są oczywiście miłości inne jak do rodziców i do dzieci
                  (oczywiście niepatologiczne), które seksu nie zakładająale
                  przenoszenie takich miłości na związki małżeńskie i inne podobne to
                  mega nieporoumienie
                  • your-beta Re: muszę potwierdzić, 26.03.10, 11:17
                    Wg Katechizmu KK abstynencja seksualna moze byc ogloszona przez
                    jednego ( lub dwoje) malzonkow jesli drugi partner sie na to zgadza
                    bez przymusu. Jak ktos wczesniej zauwzyl slusznie malzenstwo w swej
                    istocie zaklada seks, a uchylanie sie od niego bez powaznych
                    przyczyn ( konflikty, choroby) jest zdrada ideii malzenstwa.

                    Zaden ksiadz nie powinien pochwalac takich "aktow strzelistych",
                    jakkolwiek moze to byc piekne poswiecenie, jednak nie moze byc ono
                    wymuszone na drugiej stronie.

                    Jednym zdaniem - brakseksu to zdrad malzenstwa.
                    • robsentex Re: muszę potwierdzić, 26.03.10, 11:33
                      Co kogo obchodzi zdanie księdza i katechizmu na temat zdrady i seksu ? Im dalej
                      będą się trzymali od tych tematów tym lepiej gdyż za przeproszeniem wymiotować
                      mi się chce jak słyszę tych pseudoksięży
                      • your-beta Re: muszę potwierdzić, 26.03.10, 11:45
                        Wiesz co, moze ci sie i chce wymiotowac, ale dla wielu ludzi to
                        wartosca jest. Nie oceniam czy maja wyprane przez kk mozgi czy sa
                        gorsi od rozbuchanych ruchaczy co wykorzystaja wszystko co na dzrewo
                        nie ucieka.

                        Fakt jest taki ze sa ludzie ktorzy z powodow religijnych jako swego
                        rodzaju ofiare chca zloyc seks np powstrzymujac sie od niego na rok.
                        Jednak nie moga tego uczynic bez zgody wspolmalzonka. bo
                        MALZENSTWO=SEKS.

                        poza tym daj sobie siana z uszczypliwosciami. kazdy ma prawo do
                        kulturalnego wypowiadania wlasnych opinii. wyystarczy powiedziec ze
                        sie nie zgadzasz z wyzej wymienionym pogladem.
                • kretynofil Troche cienka ta Twoja logika... 26.03.10, 11:16
                  > 1. pierwsza teza samca: odmowa seksu to zdrada.
                  > to nie jest zdrada, bo zdradzić można dla innej rzeczy

                  Oczywiscie. Zdrada jest zawarcie zwiazku malzenskiego - po co sie
                  pobieralas z facetem ktory Cie nie pociagal? Czyzbys zataila przed
                  nim powody?

                  Wybacz, ale jesli dwoje ludzi sie kocha (a nie - jedno potrzebuje
                  drugiego do wyrzucania smieci czy finansowania spa) to seks jest tak
                  samo naturalny jak kazdy inny objaw czulosci.

                  Zdrada i ozieblosc to naprawde to samo - bo jedno i drugie polega na
                  tym samym (ranienie partnera, pozbawianie go poczucia wlasnej
                  wartosci, oszukiwanie) i dziala na tej samej zasadzie. Co za roznica
                  czy pobiore sie z kims kto mnie nie pociaga i bede sobie uzywal na
                  boku w tajemnicy czy po prostu bedzie mnie bolala glowa?

                  Zwlaszcza ze partner pozbawiony seksu obawia sie ze jest zdradzany!

                  > 2. druga teza samca: zdrada odmawiającego seksu to nie zdrada.

                  Tu sie zgadzam z Toba co do zasady. Z drugiej strony - zauwaz ze
                  mieszkanie dwoch osob oddalonych od siebie emocjonalnie (cos jak
                  wspollokatorzy) nie podlega regulom zwiazku. Sypiajac z dziewczyna na
                  studiach nie zdradzalem kumpla ze studiow z ktorym mieszkalem,
                  prawda?

                  ------------

                  Generalnie przeslanie jest proste - kobiety, badzcie wobec nas
                  uczciwe to i my bedziemy uczciwi. Nie wmawiajcie nam szczesliwego
                  zycia jesli Was nie pociagamy - bo z tego wychodza tylko dzieci u
                  psychiatry i awantury w domu...

                  ----------

                  A co do zaspermionego mozgu - to chamski stereotyp lezacy na polce
                  obok dziewczyn zaciagajacych facetow do oltarza dla kasy. Na pewno
                  chcesz zeby dyskusja zmierzala w ta strone?
                  • robsentex Re: Troche cienka ta Twoja logika... 26.03.10, 11:36
                    W zasadzie nie mam nic do dodania czyli nieźle powiedziane
                  • sisi_kecz Re: Troche cienka ta Twoja logika... 26.03.10, 12:04
                    Nieźle to wypunktowałeś,
                    faktycznie moja logika nie broni sie w przypadku małżonka który
                    wszedł w związek z premedytacją wiedząc że mąż/żona go nie pociąga i
                    jak tylko glejt na zawarcie ślubu dostanie, to pokaże "takiego wała"
                    w sprawach seksu.
                    To jest oszustwo, ranienie, zawiedzione zaufanie, pozbawianie
                    poczucia własnej wartości w niektórych przypadkach (nie zawsze od
                    tego poczucie wartości straci, zależy na czym je sobie buduje).
                    Czy to jest zdrada małżeństwa?
                    zdrada jednego ideału to przyłączenie sie do drugiego.
                    czyli w tym przypadku:
                    zdrada instytucji małżeństwa na rzecz...
                    niemałżeństwa?
                    to za mało na zdradę.
                    ale na oszustwo, ranienie, itp. wystarczająco.

                    'Co za roznica
                    > czy pobiore sie z kims kto mnie nie pociaga i bede sobie uzywal na
                    > boku w tajemnicy czy po prostu bedzie mnie bolala glowa?'
                    różnica jest taka że w pierwszym przypadku:
                    zostawiam go z jego popedem, bo swoj poped realizuje z kimś innym,
                    a w drugim: zostawiam go z jego popedem, ale nie realizuje swojego
                    popędu.

                    'Zwlaszcza ze partner pozbawiony seksu obawia sie ze jest zdradzany!'
                    a to już genralizujesz. Mój partner sie nie obawia, ten co sie
                    obawia pewnie sądzi po sobie;)

                    Z drugiej strony - zauwaz ze
                    > mieszkanie dwoch osob oddalonych od siebie emocjonalnie (cos jak
                    > wspollokatorzy) nie podlega regulom zwiazku.
                    To zależy po pierwsze od tego:
                    czy brak seksu jest u nich trwały.
                    po drugie:
                    czy seks to były wszystkie emocje, które ich łączyły.
                    Jeśli w obu przypadkach tak, to masz absolutnie rację.

                    co do zaspermionego mozgu - to chamski stereotyp
                    to było nieładne określenie o możliwościach intelektu Autora-
                    przepraszam z określenie.

                    duze pozdro!!!
                    • aneta-skarpeta Re: Troche cienka ta Twoja logika... 26.03.10, 12:50
                      sisi_kecz napisała:

                      > 'Zwlaszcza ze partner pozbawiony seksu obawia sie ze jest
                      zdradzany!'
                      > a to już genralizujesz. Mój partner sie nie obawia, ten co sie
                      > obawia pewnie sądzi po sobie;)

                      ja tez mając okres bez sexu, powiedzmy z winy faceta, nie czułam że
                      pewnie mnie zdradza- wiedziałam dlaczego tak jest i wiedzialam ze
                      nie kłamie. do glowy mi nie przyszlo ze mnie zdradza

                      żeby było ciekawiej z moim ex sex był, a wiedziałam podskurnie, ze
                      coś robi nie tak ( w pewnym momencie) i podejrzewałam zdradę...bo
                      tak naprawdę zdradę można rozpoznać po niesexualnych zachowaniach
                      • kretynofil Zasadnicza roznica... 26.03.10, 13:12
                        > ja tez mając okres bez sexu, powiedzmy z winy faceta, nie czułam że
                        pewnie mnie zdradza- wiedziałam dlaczego tak jest i wiedzialam ze nie
                        kłamie.

                        Daaa-a!

                        Tak, bo wiedzialas dlaczego. To teraz sobie wyobraz ze nie wiesz a
                        partner mowi ze wszystko w porzadku...
                        • aneta-skarpeta Re: Zasadnicza roznica... 26.03.10, 13:53
                          on przez pierwsze 2 3 rozmowy mocno sie wstydził, bo przeciez macho
                          musi zawsze chciec;)..ale wałkowalismy temat i przegadalismy

                          natomiast gdy odmawiający sexu mówi, ze nei widzi problemu to albo
                          ma cos na sumieniu, albo nie umie rozmawiac o tym, albo ma jakis
                          wstydliwy klopot

                          jesli facet mowi ,ze nie chce bo stres bo przytył, bo coś tam to tak
                          samo moze to byc tylko przykrywka dla zdrady

                          są tez faceci, ktorzy w momencie zdrady duzo bardziej sie starają,
                          zeby uniknąć podejrzeń

                          dla mnie podejrzeniem do zdrady nie bylby sam sex, co nagłe zmiany
                          powrotów do domu, dziwne chowanie telefonu, wyjscia, odsuniecie itd
                          • aneta-skarpeta Re: Zasadnicza roznica... 26.03.10, 13:57
                            poza tym gdy w malzenstwie jest cos wiecej niz sex to nie wyobrazam
                            sobie rozmow na poziomie

                            - kochanie od 3 m-cy nie spalismy ze soba, o co chodzi?
                            - o nic, wszystko w porządku
                            - jak to w porządku, kiedys sama chcialas sie kochac a teraz nie
                            chcesz, o co chodzi
                            - o nic, wszystko ok
                            - aha no dobrze

                            przeciez przy 1, 2 czy 3 takiej rozmowie w koncu wydusisz chocby
                            awanturą powód ( o ile to nie zdrada;))
                            • kretynofil Niekoniecznie... 26.03.10, 14:22
                              > poza tym gdy w malzenstwie jest cos wiecej niz sex to nie wyobrazam
                              sobie rozmow na poziomie (...)

                              Chyba ze pytajaca osoba jest zakompleksiona i uzna ze "spuszczanie
                              jej na drzewo" oznacza cos bardzo, bardzo zlego.

                              Efekt bedzie prosty - seksu juz nie bedzie. Wszyscy sie na wszystkich
                              po cichu obraza i najwyzej sobie przygruchaja kogos na boku...
                          • kretynofil Faceci ;) 26.03.10, 14:07
                            > on przez pierwsze 2 3 rozmowy mocno sie wstydził, bo przeciez macho
                            musi zawsze chciec;)..ale wałkowalismy temat i przegadalismy

                            Ot, faceci :D

                            Ale wlasnie o tym pisze - jesli jest jakis problem to niewazne ze
                            trudno - trzeba o nim porozmawiac. Unikanie rozmowy, jak sama
                            piszesz:

                            > natomiast gdy odmawiający sexu mówi, ze nei widzi problemu to albo
                            ma cos na sumieniu (...)

                            Otoz to. Tez to wymienilas jako pierwsza przyczyne, ktora przyszla Ci
                            do glowy ;) Tak juz jestesmy skonstruowani. Mozna sie obrazac, mozna
                            kopac i krzyczec - ale nie mozna zmienic tego ze jestesmy istotami
                            ktore maja pewne potrzeby.

                            Czy te potrzeby sa wrodzone czy raczej uksztaltowane przez nasza
                            swiadomosc i spoleczenstwo - mozna sie spierac. Natomiast wypierac
                            sie samego faktu (jak robi to sisi_kecz) - naprawde nie ma sensu.

                            > jesli facet mowi ,ze nie chce bo stres bo przytył, bo coś tam to
                            tak samo moze to byc tylko przykrywka dla zdrady

                            Oczywiscie - ale glownie wtedy kiedy to "jakos kupy sie nie trzyma".

                            > dla mnie podejrzeniem do zdrady nie bylby sam sex, co nagłe zmiany
                            powrotów do domu, dziwne chowanie telefonu, wyjscia, odsuniecie itd

                            Tak. Niemniej jednak szlaban na seks bez rozsadnego wytlumaczenia tez
                            by Ci dal do myslenia. I nawet gdybys nie podejrzewala zdrady, to
                            zaczelabys sie zastanawiac czy nie przytyl Ci tylek albo cos
                            takiego...
                            • aneta-skarpeta Re: Faceci ;) 26.03.10, 14:15
                              > Otoz to. Tez to wymienilas jako pierwsza przyczyne, ktora przyszla
                              Ci
                              > do glowy ;)

                              tylko dla mnie domysłem o zdrade nie jest odmowa sexu, a brak
                              rozmowy i te wszystkie poboczne pierdoły:)



                              I nawet gdybys nie podejrzewala zdrady, to
                              > zaczelabys sie zastanawiac czy nie przytyl Ci tylek albo cos
                              > takiego...
                              >

                              oczywiscie. zastanawialabym sie czy sie przypadkiem nie zapusciłam (
                              bo moglo mi to umknąc), albo moze on ma za dzuo pracy, albo ja za
                              bardzo narzekam

                              ale te mysli kręcą sie wokół "bezpiecznych spraw"...nie zdrady,
                              tylko czegos nad czym mozna oppracowac

                              zdrada to juz najcięższy kaliber

                              aaa i chyba bym pomyslała, ze ma problem ze erekcją;)

                              jednak nie czułabym sie, nie czułam sie zdradzana-> A juz na pewno
                              nie traktowałam tego jak pozwolenie na zdradę...

                              • kretynofil Uaaaaaa! 26.03.10, 14:25
                                > jednak nie czułabym sie, nie czułam sie zdradzana

                                Zaraz zaczne gryzc i kopac!

                                Nie masz pojecia co bys poczula gdyby rozmow nie bylo. A
                                prawdopodobnie ich brak sprawilby ze poczulabys sie odrzucona. I to,
                                w kontekscie tego co juz napisalas, moglabys uznac za zdrade...

                                Posluchaj. Sprawa jest prosta. Ja mam racje. Zawsze i wszedzie!

                                Zrozumiano?!
                                • aneta-skarpeta Re: Uaaaaaa! 26.03.10, 17:33
                                  kretynofil napisał:


                                  > Posluchaj. Sprawa jest prosta. Ja mam racje. Zawsze i wszedzie!
                                  >
                                  > Zrozumiano?!
                                  >


                                  tak tak, mama mówiła, ze trzeba przytakiwac;)
                                  • songo3000 Re: Uaaaaaa! 26.03.10, 23:54
                                    Cholera, najprostsze pomysły jednak najlepsze :( Mi to nigdy tak nie przytakiwałaś ;P
                    • kretynofil No to porozmawiajmy ;) 26.03.10, 13:09
                      > faktycznie moja logika nie broni sie w przypadku małżonka który
                      wszedł w związek z premedytacją wiedząc że mąż/żona go nie pociąga i
                      jak tylko glejt na zawarcie ślubu dostanie, to pokaże "takiego wała"
                      w sprawach seksu.

                      Nie tylko. Wiesz, generalnie jesli ktos mowi ze bedzie sie staral, ze
                      bedzie chcial stworzyc szczesliwa rodzine - a pozniej ignoruje
                      potrzeby partnera, to niewiele sie to rozni.

                      W sensie: niekoniecznie musi byc tak ze "oziebly" partner sobie ta
                      ozieblosc zalozyl; moze byc tak ze "zapomnial" powiedziec ze nie
                      zamierza komunikowac sie w sprawach zwiazku i seksu. Wychodzi na to
                      samo!

                      Niewielka jest roznica pomiedzy zona ktora nie chce bo nie a taka
                      ktora nie chce bo jej sie nie podoba - ale nie powie co sie nie
                      podoba...

                      > pozbawianie poczucia własnej wartości w niektórych przypadkach (nie
                      zawsze od tego poczucie wartości straci, zależy na czym je sobie
                      buduje).

                      Demagogia. Probujesz tutaj przemycic teze ze sa ludzie (w domysle -
                      ci bardziej uduchowieni, czyli lepsiejsi), ktorych poczucie wlasnej
                      wartosci nie ma zwiazku z zyciem erotycznym. Wybacz, ale to bzdura.
                      Kazdy poczuje sie dotkniety do zywego jesli mu powiedziec ze w lozku
                      ssie. I nie ssie na dodatek ;)

                      > zdrada jednego ideału to przyłączenie sie do drugiego.

                      Nie zawsze.

                      > zdrada instytucji małżeństwa na rzecz... niemałżeństwa?

                      Cos tak jakby. Umawiasz sie z druga osoba ze bedziecie dla siebie
                      "jedyni i wyjatkowi" a traktujesz ja/jego jak zwyklego przyjaciela?

                      > to za mało na zdradę.

                      Wystarczajaco duzo. Chcesz miec kogos na wlasnosc, jednoczesnie
                      oddajac siebie w calosci. I ponownie - nie chodzi o to zeby co srode
                      rozkladac nogi i "przecierpiec" tylko o to zeby sie komunikowac.
                      Nawet jesli to co jest wazne trudno powiedziec.

                      > zostawiam go z jego popedem, bo swoj poped realizuje z kimś innym,
                      a w drugim: zostawiam go z jego popedem, ale nie realizuje swojego
                      popędu.

                      Niekoniecznie. A jesli masz poped do braku popedu?

                      > a to już genralizujesz. Mój partner sie nie obawia, ten co sie
                      obawia pewnie sądzi po sobie;)

                      Ad personam? Slabo.

                      To ze nie mowi - nie znaczy ze sie nie obawia. Zreszta - jak uwazasz,
                      nie chce oceniac Twojego zycia. Mowie tylko ze wszelkie "nierownosci"
                      w zwiazku sa chore i rania druga osobe.

                      I to niewazne czy chodzi o seks czy o sadzenie kwiatkow. Jesli
                      wykluczasz druga osobe z tego co jest czescia Ciebie - to niedobrze.
                      Nie fair.

                      > To zależy po pierwsze od tego:
                      > czy brak seksu jest u nich trwały.

                      Nie ma czegos takiego jak trwaly/nietrwaly brak seksu. Jest tylko
                      rozbieznosc oczekiwan...

                      > czy seks to były wszystkie emocje, które ich łączyły.

                      Paskudne. Babskie (w pejoratywnym sensie). Odpychajace.

                      Chcesz mi powiedziec ze jesli facet oczekuje seksu to znaczy ze "to
                      wszystko czego chce"?

                      Ratunku.

                      Nawet wiecej - brak seksu w zwiazku opartym tylko na seksie to prosta
                      sprawa - bo to oznacza koniec zwiazku. A problem pojawia sie tylko
                      wtedy gdy w gre wchodza naprawde powazne uczucia, ktore powstrzymuja
                      kogos przed zranieniem partnera co de facto oznacza jego
                      autodestrukcje...

                      > to było nieładne określenie o możliwościach intelektu Autora-
                      przepraszam z określenie.

                      Nie przepraszaj. Obrazaj go (i mnie tez) do woli. Od tego jest Forum.

                      Tylko na bogow, pisz z sensem. Jakbym chcial stereotypy to bym sobie
                      poczytal bravo girl...
                      • ichi51e Re: No to porozmawiajmy ;) 26.03.10, 14:04
                        Wszystko pieknie tylko ze to nie jest takie proste.
                        Maz wraca do domu po 12 godzinach pracy. Wsciekly. W sumie chyba nie
                        na zone a na szefa, kolegow, bog jeden wie na co, bo nie mowi. Robi
                        awanture o nie wyniesione smieci, rzuca urocza uwage o leniwych
                        sukach ktore caly dzien siedza na dupie, trwonia krwawice, itp... No
                        i po tym wszystkim zona ma jeszcze rozlozyc wieczorem nogi i
                        zapracowac na chleb, zeby "pozycie" bylo? Chyba zart. Kazdy w
                        malzenstwie ma prawo do poszanowania jego uczuc. Jesli jesdna strona
                        nie ma ochoty na seks, boli ja glowa itp to nie "zdradza" tylko ma
                        jakis problem, albo po prostu nie ma ochoty na seks. Mozna sie
                        obrazic na zimna suke(chama) a mozna pogadac, przytulic, sprobowac
                        uwiesc... wydaje mi sie ze dobijanie nie jest najlepsza metoda...
                        • kretynofil A kto powiedzial zeby dobijac? 26.03.10, 14:13
                          > Maz wraca do domu po 12 godzinach pracy. Wsciekly. W sumie chyba
                          nie na zone a na szefa, kolegow, bog jeden wie na co, bo nie mowi.

                          I tu sie temat konczy. Nie mowi. A dlaczego?

                          Moze ostatni raz jak powiedzial to byla awantura? A moze nie umie
                          kontrolowac swoich emocji? A moze boi sie powiedziec ze wscieklosc
                          wynika z tego ze boi sie stracic prace - a jednoczesnie nie ma odwagi
                          sie do tego przyznac?

                          > Robi awanture o nie wyniesione smieci, rzuca urocza uwage o
                          leniwych sukach ktore caly dzien siedza na dupie, trwonia krwawice,
                          itp...

                          No sorry - ale to zwykly cham.

                          > i po tym wszystkim zona ma jeszcze rozlozyc wieczorem nogi i
                          zapracowac na chleb, zeby "pozycie" bylo?

                          Oczywiscie ze nie. Ale poprosic o rozmowe i nie dac sie sprowokowac -
                          moze probowac. Oczywiscie, maz tez moze nie chciec rozmawiac. I wtedy
                          to naprawde koniec piesni.

                          > Mozna sie obrazic na zimna suke(chama) a mozna pogadac, przytulic,
                          sprobowac uwiesc...

                          Oczywiscie ze mozna. Wszystko mozna. Tylko czasami brakuje odwagi...

                          Kluczowe jest to co napisalas tutaj:

                          > Kazdy w malzenstwie ma prawo do poszanowania jego uczuc.

                          W kontekscie watku (i tego co pisze sisi_kecz): jak kazdy to kazdy. I
                          facet tez zasluguje na poszanowanie jego (jakby nie bylo -
                          naturalnego) postrzegania seksu. Wyrzucanie mu ze "mysli o jednym"
                          albo "tylko to dla niego sie liczy" nie ma z poszanowaniem uczuc nic
                          wspolnego!
                      • sisi_kecz Re: No to porozmawiajmy ;) 26.03.10, 14:25
                        porozmawiać jest pieknie :)

                        (ale to takie kobiece, może nie powinieneś?;)

                        Możesz sobie interpretować moje wpisy, jak Ci sie zywnie podoba:
                        że żywię pogardę dla erotyki i uwazam ją za zwierzecą pozostałość w
                        naszej naturze, czy że sugeruję Ci myślenie/działanie w kierunku
                        fizycznej zdrady- to Twoje prawo do interpretacji,ale nigdzie tego
                        nie napisałam.
                        Nie odpowiadam za to, jakie skojarzenia ze swoim zyciem budzą w
                        Tobie moje słowa i jaki na podstawie tego połączenia wniosek
                        wyciągasz.

                        ale jeśli bawisz sie tak dobrze jak ja, czytając Twoje posty, to
                        możemy argumenty dalej przerzucać.

                        'Jesli
                        > wykluczasz druga osobe z tego co jest czescia Ciebie - to
                        niedobrze.
                        > Nie fair.
                        nie mówie, ze to dobrze, i ze wypinam za to pierś do medalu.
                        To, że jak piszesz, w danej chwili istnieje stan bez seksu, jest
                        rozbiezność potrzeb jest dysfunkcją w związku, a nie jego zdradą.

                        'A jesli masz poped do braku popedu?'

                        gratuluję:)) widać, ze kolega nigdy na brak popędu nie cierpiał.:)
                        coś jak : zapierdzielać przez pokój z wielką energią, której
                        starczyłoby na finał turnieju wielkoszlemowego ,aby położyć się na
                        kanapę.
                        >

                        Mowie tylko ze wszelkie "nierownosci"
                        > w zwiazku sa chore i rania druga osobe.
                        coś o tym wiem.
                        Ale w każdym zwiazku różne rzeczy szwankują i rozłażą sie w szwach,
                        nie ma tak że jest pieknie i bez zgrzytów.
                        Wg Twojej logiki, to pierdnąć w łazience nie mozna, bo być może
                        zaraz tam partner wejdzie i może doznać zranienia swoich odczuć
                        zmysłu powonienia.

                        dążę do szczęścia jak każdym, ale nie po swoim trupie;)

                        P.S. juz przeprosiłam za wyrażenie,więc nie musisz sie pastwić.
                        Forum nie jest od obrażania, od tego jest pudelek;

                        duze pozdro!!!
                        • kretynofil Pieknie, pieknie ;) 26.03.10, 14:51
                          > porozmawiać jest pieknie :)
                          > (ale to takie kobiece, może nie powinieneś?;)

                          Powinienem. Inaczej zasne ;)

                          > Możesz sobie interpretować moje wpisy, jak Ci sie zywnie podoba

                          Co wiecej - moge interpretowac tylko to co napiszesz. Wszystko co
                          myslisz - ale nie chcesz lub nie umiesz napisac - do mnie nie dotrze.

                          > Nie odpowiadam za to, jakie skojarzenia ze swoim zyciem

                          Ad personam. Ponownie. Co pisalas o pudelku?

                          > To, że jak piszesz, w danej chwili istnieje stan bez seksu, jest
                          rozbiezność potrzeb jest dysfunkcją w związku, a nie jego zdradą.

                          Oczywiscie. Idac tym tokiem rozumowania, sportowy seks z kolezanka z
                          biura w celu obnizenia cisnienia spermy na mozg (ergo: w celu
                          rozluznienia atmosfery w domu) to dysfunkcja zwiazku, a nie jego
                          zdrada.

                          Nie wiem jak Ci to wyjasnic zeby dotarlo. Biologicznie rzecz biorac
                          tak jestesmy uksztaltowani ze slowo "zdrada" bedzie mialo inne
                          konotacje dla Ciebie a inne dla mnie.

                          I zrozum, sensem tej (jakby nie bylo) gry slownej jest przekazanie
                          Tobie i moze innym kobietom co czuje facet obciety od seksu. Osoba,
                          ktora zaczela ten watek specjalnie uzyla slowa [b]z kobiecego
                          slownika[/b] zeby dotarlo.

                          Nikt nie probuje powiedziec ze "brak seksu to zdrada [wkladanie
                          siusiaka w inna pochwe niz normalnie - przyp. tlum.]" tylko ze facet
                          moze odbierac brak seksu tak jak kobieta odbiera zdrade.

                          Zapieranie sie rekami i nogami przed zrozumieniem tego dowodzi tylko
                          zlej woli albo problemow z lotnoscia umyslu...

                          > gratuluję:)) widać, ze kolega nigdy na brak popędu nie cierpiał.:)

                          Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - ale ja facet jestem, wiadomo
                          ze jakby mi sie przestalo chciec to by mi od razu wacek odpadl i
                          urosly cycki ;)

                          > Ale w każdym zwiazku różne rzeczy szwankują i rozłażą sie w szwach,
                          nie ma tak że jest pieknie i bez zgrzytów.

                          Chodzi o skale problemu. Dla kobiety to ze nie szanuje i nie stara
                          sie zrozumiec emocjonalno-seksualnych potrzeb meza jest takim samym
                          pryszczem jak dla faceta zdradzenie zony. I, symetrycznie, faceta tak
                          samo boli brak wiezi emocjonalnej i seksu jak kobiete zdrada.

                          Dla Ciebie moze cos takiego to "drobny zgrzyt", dla autora watku -
                          powazny problem...

                          > Wg Twojej logiki, to pierdnąć w łazience nie mozna (...)

                          Nie, jesli partner mialby to mocno przezyc.

                          -------------------------

                          Kiedys, jeszcze za sekciarskich czasow, sluchalem wykladu takiego
                          kaznodziei. Przez cztery godziny udalo mu sie powiedziec jedno zdanie
                          ktore mialo sens - prawde mowiac, i tak znacznie wiecej niz wiekszosc
                          z nich potrafila.

                          A zdanie brzmialo:

                          [b]Wyrazaj milosc do drugiej osoby w JEJ jezyku![/b]

                          W sensie: nie oceniaj wagi czyichs emocji na podstawie Twojej wlasnej
                          wrazliwosci. Nie bagatelizuj problemow partnera, nawet jesli gdyby
                          Tobie sie przytrafily - bylyby dla Ciebie banalne.

                          I chyba to wszystko co moge na ten temat napisac.

                          Rowniez pozdrawiam!
                          • sisi_kecz Re: Pieknie, pieknie ;) 26.03.10, 15:24
                            tak samo jak Ty reagujesz alergicznie na teksty typu: porównujesz ze
                            swoim życiem,
                            (a czy to jest równoznaczne z założeniem, ze Twoje życie jest bez
                            wartości i codziennie rozjeżdżasz jedna staruszkę na pasach?
                            mówię o Twojej sumie doświadczeń, które sprawiają że np. na słowo
                            biel masz skojarzenie: łąka wyłaniająca sie z porannej mgły gęstej
                            jak mleko, a na słowo: segregator, przypominasz sobie jak na kumpla
                            spadła kiedys cała półka segregatorów, pod którą zniknął.)

                            tak samo ja nie znoszę niepotrzebnego dzielenia ludzi na kobiety i
                            mężczyzn.
                            Zdrada- jak zdradzam to pryszcz, jak mnie zdradzają to zbrodnia.
                            autorem tego stwierdzenia może być i ona i on.
                            Brak wiezi emocjonalnej i seksu- to mój największy problem w związku.
                            autorem tego stwierdzenia j.w.
                            Więc nie idź tą ścieżka:
                            Wy kobiety tego nie zrozumiecie...
                            grzecznie nalegam;

                            Obiektywnie teza Autora jest błędna. Jeśli jego partnerka
                            permanentnie odmawia mu seksu, to znaczy że go rzuciła, a nie
                            zdradziła.

                            duze pozdro!!!
                            • symmetryisall Re: Pieknie, pieknie ;) 26.03.10, 15:42
                              > Obiektywnie teza Autora jest błędna. Jeśli jego partnerka
                              > permanentnie odmawia mu seksu, to znaczy że go rzuciła, a nie
                              > zdradziła.

                              Ale mimo wszystko teza, że odmowa seksu jednak równa się zdrada jest atrakcyjna
                              i kusząca :)

                              Można by na przykład zastosować taką pokrętną argumentację - jeśli partnerka
                              autora odmawia mu seksu, to znaczy, że nie godzi się na bliskość z nim, a to
                              znaczy, że wybiera bliskość z kimś innym - tyle, że ten ktoś inny jest póki co
                              bytem potencjalnym, niezrealizowanym. Ale zasada właściwie jest ta sama - "nie
                              chcę być z tobą, chcę być z kimś innym".

                              Zdrada i porzucenie to są zjawiska, które się przenikają i rozgraniczenie ich
                              potrafi być trudne. Jeśli np mąż puka koleżanki z pracy, a przy żonie trzyma go
                              tylko wygoda, to ją zdradza, czy de facto rzucił? Jeśli nie traktuje jej już
                              jako "tej jedynej", a tylko jako "tę piorąco/gotującą"? Podobnie żona
                              "niedająca" mężowi, którego traktuje tylko jako źródło dochodu (jedyne bądź
                              dodatkowe).

                              Nawet tłumaczenia, że odmowa seksu z reguły spowodowana jest jakimiś
                              trudnościami zewnętrznymi, też się zgadzają, bo zdrada fizyczna również nie
                              bierze się z powietrza.

                              Można by to podsumować w ten sposób - odmowa seksu i zdrada cielesna to sposoby
                              powiedzenia "nie dajesz mi tego, czego potrzebuję, odsuwam się od ciebie, nie
                              chcę bliskości z tobą", i w takim ujęciu można je chyba zrównać.

                              • kretynofil Dziekuje! 26.03.10, 15:55
                                Dziekuje za ten wpis. Moze do niej dotrze?

                                A moze jestem optymista ;)

                                I tak, symetria jest wszystkim.
                                • sisi_kecz Re: juz też podziekuje! 26.03.10, 17:27
                                  'To
                                  zbyt skomplikowane dla prostego, kobiecego mozgu ;)

                                  Dobra, zanim sie wsciekniesz - przeczytaj jeszcze raz to co
                                  napisalem. Powoli. Trzy razy.'


                                  a radziłam, nie idż tą uliczką...

                                  Nie umiesz zargumentować swojej tezy w sposób zrozumiały, to
                                  posiłkujesz sie tekstami, ze tłumaczenie kobiecie mija sie z celem.
                                  Twój wybór, ja spadam- czytać kogoś kto mnie traktuje jak partnera w
                                  dyskusji.

                                  P.S.
                                  Forum jest do obrażania- podawałeś swoje credo, ale do kobiecego
                                  mózgu teraz dotarło ( to cud , że w ogóle).



                                  • kretynofil Troche dystansu do siebie... 26.03.10, 17:38
                                    ...zalecam, bo Twoja aseksualna autokreacja wyglada na dosc nedzna
                                    poze, kiedy wsciekasz sie co dwa posty.

                                    Jesli nie potrafisz zrozumiec ze zartuje, jesli potrzebujesz uciekac
                                    sie do atakow personalnych - to tylko dowodzi tego jak bardzo
                                    niepewnie czujesz sie w tej dyskusji i jak bardzo jest Ci potrzebne
                                    to zeby przekonac sama siebie ze robisz dobrze.

                                    A przeciez ja Cie nie atakuje. Nie staram sie krytykowac Ciebie, ale
                                    wybacz - bardzo, bardzo trudno jest dyskutowac z kims kto twierdzi ze
                                    jego "prawda" jest najmojsza i OBIEKTYWNA.

                                    I tak, probowalem traktowac Cie jak partnera. I to byl blad, bo
                                    trzeba sie bylo zachowac po kretynofilsku - oszczedzilibysmy sobie
                                    tej bezsensownej gry wstepnej i Twojego marnego pozerstwa.

                                    Coz, ja tez nie widze za bardzo mozliwosci dojscia do porozumienia,
                                    skoro OBIEKTYWNA prawda lezy po Twojej stronie ;)
                              • sisi_kecz Re: Pieknie, pieknie ;) 26.03.10, 17:59
                                'jeśli partnerka
                                > autora odmawia mu seksu, to znaczy, że nie godzi się na bliskość z
                                nim, a to
                                > znaczy, że wybiera bliskość z kimś innym '
                                to jest błąd wnoskowania taki sam jak stwierdzenie:
                                jak nie kupię jogurtu, to nie ma możliwości, żebym wyszła ze sklepu
                                bez paczków.

                                I dalej z tą przenośnią:
                                jak zacznę głodówkę to jogurt ma prawo czuć się zdradzony z moją
                                pustką w żołądku.
                                nie tak sie umawialiśmy z moim metabolizmem na początku i on ma
                                teraz słuszne żądania abym przyswajała te białka, bo bez jedzenia
                                jogurtu pozbawiam go ulubionej części roboty. To że nie jem tez
                                tłuszczów, cukrów czy mikroelementów i że jak dalej tak pociagne to
                                zdechniemy, ja i mój metabolizm, to go mało interesuje.
                                On jest zorientowany na białko.

                                'odmowa seksu i zdrada cielesna to sposoby
                                > powiedzenia "nie dajesz mi tego, czego potrzebuję, odsuwam się od
                                ciebie, nie
                                > chcę bliskości z tobą", i w takim ujęciu można je chyba zrównać.'
                                zrównanie to nie to samo co utożsamienie.

                                duze pozdro!!!
                                • symmetryisall Re: Pieknie, pieknie ;) 28.03.10, 11:44
                                  > jak nie kupię jogurtu, to nie ma możliwości, żebym wyszła ze sklepu
                                  > bez paczków.

                                  Tak, jeśli trzecim wyjściem jest zagłodzenie się na śmierć.

                                  W ogóle Twoja paralela jest o tyle nietrafiona, że jest okropnie... zimna i
                                  bezduszna. Jeśli tu dała o sobie znać Twoja podświadomość, to faktycznie,
                                  przejebane ma Twój facet...
                            • kretynofil Oooo, dochodzimy gdzies ;) 26.03.10, 15:45
                              > tak samo ja nie znoszę niepotrzebnego dzielenia ludzi na kobiety i
                              mężczyzn.

                              Ale to nie jest niepotrzebne dzielenie. Akurat jesli chodzi o
                              postrzeganie seksu i milosci - kobiety i mezczyzni sie bardzo roznia.

                              > Zdrada- jak zdradzam to pryszcz, jak mnie zdradzają to zbrodnia.
                              autorem tego stwierdzenia może być i ona i on.

                              Tak. Oczywiscie. Bardziej chodzilo mi o analogie... Nie, niewazne. To
                              zbyt skomplikowane dla prostego, kobiecego mozgu ;)

                              Dobra, zanim sie wsciekniesz - przeczytaj jeszcze raz to co
                              napisalem. Powoli. Trzy razy.

                              > Obiektywnie teza Autora jest błędna. Jeśli jego partnerka
                              permanentnie odmawia mu seksu, to znaczy że go rzuciła, a nie
                              zdradziła.

                              Obiektywnie Ty tak uwazasz.

                              A partnerka go nie rzucila - bo co to za rzucanie po ktorym nadal
                              chce sie miec wladze nad drugim czlowiekiem?

                              Tak samo moge powiedziec ze jak sie przespie z kolezanka z pracy to
                              nie zdradzilem Najlepszej z Zon, tylko ja rzucilem. Na dwadziescia
                              minut. A potem wrocilem. I nawet sie nie zorientowala ;)
                    • filipinski-wirus Re: Troche cienka ta Twoja logika... 26.04.10, 10:58
                      Jakby nie było, wynika z tego że seks dla zdecydowanej większości kobiet jest
                      czymś w rodzaju "karty przetargowej". Gdzieś tu się wcześniej pojawił post "nie
                      ma seksu bo partner (facet w tym wypadku) nie zachowuje się tak jakbym tego
                      sobie życzyła".

                      Ciężko to tak kobietom pojąć i przyjąć do wiadomości że dla facetów seks jest
                      jednym z istotniejszych potrzeb?

                      Czy jednak dojdziemy do stwierdzenia, że kobieta na swoim faceci wymusza pewne
                      jego zachowanie przez "humory i kaprysy". Trochę to się wydaje nie fair. Jak dla
                      mnie to paradoks, "chcę być kochana, ale unikam fizyczności".

                      Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że kobiety dobrze o tym wiedzą (inaczej
                      nie kwapiły by się tak z tych faktów korzystać), ale jeśli mówimy o związku
                      partnerskim to w moim odczuciu nie ma miejsca na takie zachowanie... Jak na
                      partnerze coś wymusi przeciętna kobieta, jeśli nie brakiem seksu ? Skuteczne o
                      dziwo, i działa wyśmienicie, do czasu aż gdzieś pojawi się inna która zaoferuje
                      to samo "po miejszych kosztach" a później płacz i lament" bo ten sk**iel mnie
                      zostawił dla innej".


                      Rozmowa jest od tego żeby konflikty rozwiązywać - to raz.
                      Dwa - jeśli kobieta ma tendencje do zachowywania się w ten sposób, dla mnie
                      równoważnym do zachowaniem faceta w tej sytuacji jest "związek tylko dla seksu".

                      To już w moim odczuciu, niewiele odbiega od prostytucji. Kobieta dostaje różnego
                      rodzaju profity w zamian za seks, a facet daje się doić w zamian za adekwatną do
                      potrzeb, możliwość realizacji popędu seksulanego. Tylko pytanie - czy to związek
                      czy może zależność jednego od drugiego ?
                      • zakletawmarmur Re: Troche cienka ta Twoja logika... 03.05.10, 11:50

                        > Czy jednak dojdziemy do stwierdzenia, że kobieta na swoim faceci
                        wymusza pewne
                        > jego zachowanie przez "humory i kaprysy". Trochę to się wydaje nie
                        fair. Jak dl
                        > a
                        > mnie to paradoks, "chcę być kochana, ale unikam fizyczności".
                        >
                        > Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że kobiety dobrze o tym
                        wiedzą (inacze
                        > j
                        > nie kwapiły by się tak z tych faktów korzystać), ale jeśli mówimy
                        o związku
                        > partnerskim to w moim odczuciu nie ma miejsca na takie
                        zachowanie... Jak na
                        > partnerze coś wymusi przeciętna kobieta, jeśli nie brakiem seksu ?
                        Skuteczne o
                        > dziwo, i działa wyśmienicie, do czasu aż gdzieś pojawi się inna
                        która zaoferuje
                        > to samo "po miejszych kosztach" a później płacz i lament" bo ten
                        sk**iel mnie
                        > zostawił dla innej".

                        No właśnie! Mowa jest o związku partnerskim, w którym jak rozumiem
                        obie strony dążą do zaspakajania potrzeb drugiej strony. Tym czasem
                        mężczyźni w związku widzą jedynie zaspokojenie własnych potrzeb a
                        potrzeby kobiety wrzucają do worka z "jej zachciankami". Jeśli
                        kobieta czuje, że facet ma w dupie jej potrzeby to dlaczego ma się
                        starać?

                        Nie chcecie, żeby kobiety seks traktowały w kategoriach karty
                        przetargowej? Sami przestańcie wykorzystywać poczucie
                        odpowiedzialności za rodzinę waszych kobiet jako kartę przetargową.
                        Robicie dokładnie to samo!

                        Skuteczne o
                        > dziwo, i działa wyśmienicie, do czasu aż gdzieś pojawi się inna
                        która zaoferuje
                        > to samo "po miejszych kosztach" a później płacz i lament" bo ten
                        sk**iel mnie
                        > zostawił dla innej".

                        Nie zauważyłam, żeby mężczyźni odchodzili do "tańszych" kobiet.
                        Odchodzą do atrakcyjniejszych ale na pewno nie do tych, które dają
                        im taniej niż żona:-)
                        • urquhart Nie zauważyłam, żeby mężczyźni odchodzili do "tańs 03.05.10, 12:56
                          zakletawmarmur napisała:
                          > Nie chcecie, żeby kobiety seks traktowały w kategoriach karty
                          > przetargowej? Sami przestańcie wykorzystywać poczucie
                          > odpowiedzialności za rodzinę waszych kobiet jako kartę przetargową.

                          Zaklęta jest zatem jak w wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109947518,109947518,Mezczyzni_kochaja_bardziej.html
                          Każda płeć ma czuły punkt i to na czym jej zależy.
                          Kobietom zależy głównie z czasem w związku na inwestowaniu w tak zwaną "rodzinę", dom, dzieci, gdzie mężczyzna jest gdzieś na dalszym planie, a mężczyznom na pierwszym planie na przeżywaniu seksu w związku z partnerką a resztę traktują jako dodatki. Nie wiem czy można mówić o poczuciu męskiej odpowiedzialności jako karcie przetargowej. Raczej rozczarowanie partnerką i brakiem wzajemności powoduje że ta całą reszta przestaje mieć znaczenie.

                          > Nie zauważyłam, żeby mężczyźni odchodzili do "tańszych" kobiet.
                          > Odchodzą do atrakcyjniejszych ale na pewno nie do tych, które dają
                          > im taniej niż żona:-)

                          No a 200 tysięcy regularnych prostytutek plus szacunkowo 100 tysięcy doraźnie prostytuujących się studentek i uczennic w Polsce to z czego żyje ja nie za około 150pln za numerek??? Co to jest 150pln w porównaniu do tego czego oczekuje żona :)

                          __________________________________________________________
                          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                          • zakletawmarmur Re: Nie zauważyłam, żeby mężczyźni odchodzili do 03.05.10, 15:00
                            Po raz kolejny Urqu chcesz pokazać, jacy to mężczyźni nie są
                            uczuciowi i jaki seks jest dla was ważny a kobiety to tylko o
                            dzieciach myślą. Tak myślą o dzieciach, bo ktoś musi.

                            > Kobietom zależy głównie z czasem w związku na inwestowaniu w tak
                            zwaną "rodzinę
                            > ", dom, dzieci, gdzie mężczyzna jest gdzieś na dalszym planie,

                            A kobieta nie może się poczuć rozczarowana, gdy jest traktowana
                            przede wszystkim jako osoba obsługująca rodzinę? Wcale się nie
                            dziwie takim kobietom, że nie mają na seks z mężem ochoty. Taka jest
                            prawda, że mężczyźni żerują na swoich żonach, wykorzystując ich
                            większe poczucie odpowiedzialności za rodzinę, żeby się wygodnie
                            ustawić. A jak już się ustawią to dopiero wtedy narzekają, że żona
                            kolegi zgrabniejsza, sensowniejsza, lepsza w łóżku. Chcieliby
                            jeszcze więcej ze swojej kobity wycisnąć... Tacy jesteście uczuciowi!

                            > No a 200 tysięcy regularnych prostytutek plus szacunkowo 100
                            tysięcy doraźnie p
                            > rostytuujących się studentek i uczennic w Polsce to z czego żyje
                            ja nie za okoł
                            > o 150pln za numerek??? Co to jest 150pln w porównaniu do tego
                            czego oczekuje żo
                            > na :)

                            mężczyznom na
                            > pierwszym planie na przeżywaniu seksu w związku z partnerką a
                            resztę traktują j
                            > ako dodatki.

                            Mężczyźnie, któremu zależy przede wszystkim na "przeżywaniu seksu w
                            związku z partnerką" seks z prostytutką nie wystarczy. Ilość
                            prostytutek świadczy o czymś wręcz przeciwnym niż piszesz. Świadczy
                            o tym, że mężczyźni świetnie rozdzielają seks od uczuć. Sam
                            przyznaj, że dużo bardziej opłaca się mieć atrakcyjną, porządną
                            żonę, która dobrze zarobi, dziećmi się zajmie i dom wysprząta a
                            dodatkowo pobzykać na boku prostytutki lub puszczalskie koleżanki z
                            pracy. Z potrzebami podstawowymi to jest tak, że zaspakaja się je w
                            pierwszej kolejności. Skoro facet za żonę ma "niechętną żonę" to
                            widocznie "przeżywaniu seksu w związku z partnerką" nie jest jego
                            podstawową potrzebą. Nikt nie tkwi w związku przez przypadek.

                            Problem polega na tym, że ludziom brakuje samoświadomości i odwagi
                            cywilnej, żeby nazywać rzeczy po imieniu.
            • arronia Re: muszę potwierdzić, 26.03.10, 17:12
              Kreuje... Mi jest trudno myśleć jako o silnej postaci o osobie, która potrzebuje
              pokrętnej logiki i poparcia anonimowej grupy, żeby uzasadnić swoje postępowanie.
              Albo chociaż swoje zamiary (nie aż tak rewolucyjne zresztą, zdrada nie jest
              niezwykła, rzadka, nowa). Czy taki Pan i Władca pyta kogokolwiek o swoje prawa?
              Kryje się z czymkolwiek?

              No i można podejrzewać istnienie co najmniej jednej kobiety, która mu nie ulega
              ;) Bo by "problemu" nie było.

              Ale nie mój chłop, nie mój cyrk.
        • q-ku "odmawiam mężowi seksu" 26.03.10, 21:14
          nie widzisz jak to brzmi
          "odmawiam mu"

          jakbyś dystrybuowała jakieś dobro rzadkie
          nie musisz się z nim kochać
          możesz się nie kochać z nim

          ale "odmawianie mu seksu" to co innego - to cyniczne granie na posiadanym
          "rzadkim dobru"

          ale widzisz - o no nie jest tak wcale rzadkie:-)
        • amorka11 Re: muszę potwierdzić, 26.03.10, 21:49
          jaka zdrada z czyjej strony? Ja się kocham ze swoim mężem dwa razy dziennie a i
          tak mam pewność,że mnie zdradza z młodszą o 10 lat.I kto tu kogo zdradza?
      • pyzz Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 12:02
        > unikanie sexu jako zdradę.
        Pisze się seks. Przez "ks".
    • gacusia1 Re: brak seksu to ZDRADA!!! 23.03.10, 19:36
      Rewelacyjne usprawiedliwienie ZDRADY i jednoczesnie PODZEGANIE do
      zalegalizowania bzykania na boku :-D
    • candyca Re: brak seksu to ZDRADA!!! 23.03.10, 19:42
      Czyli w/g twojej teorii moj maz mnie zdradza z wlasna reka,tak? A co
      ze mna? Jesli w odwecie znajde sobie reke z cala jej reszta
      przytwierdzona do niej,uzywac bede jak natura chciala to juz
      zdradzac nie bede? Bomba! Jak dla mnie bomba!
      Puknij sie w glowe!
      • kretynofil A dlaczego nie? 26.03.10, 11:20
        Wybacz, nie ma w tym zlosliwosci - ale czy robiloby Ci roznice o kim
        maz rozmysla w trakcie randki z wlasna prawica? Czy gdyby fantazjowal
        o Twojej najlepszej kolezance - to czy bys sie czula dobrze? A moze
        poczulabys sie... zdradzona?

        Zdrada zaszufladkowana jako bezposredni kontakt seksualny to bardzo
        plytkie podejscie do sprawy.

        Pamietaj tez ze samo slowo ma szersze znaczenie - i, moim zdaniem,
        zdrada jest rowniez oklamywanie kochajacej osoby... A czym, jak nie
        klamstwem, jest wmawianie komus ze go kochamy, uwielbiamy i uwazamy
        za "numer jeden" - nie czujac do tego kogos pociagu seksualnego?
    • arronia Re: brak seksu to ZDRADA!!! 23.03.10, 20:19
      Słowa nie zmieniają znaczenia w zależności od woli jednostek.
    • songo3000 Brak seksu to jakby nie patrzeć ZDRADA 23.03.10, 22:10
      Kochane Panie (bo tyle takowe natychmiastową kontrę tu założyły). Czy się to Wam podoba czy nie, to będzie ZDRADA, zdrada przysięgi małżeńskiej "...i będę cię kochać..." czy jakoś tak to leciało ;)

      Oczywiście, w życiu nie ma tak łatwo. Bo jeżeli nawet zaczniecie się zgadzać na seks w celu podtrzymania więzi z partnerem. A partner jest przykładowo zwyczajnie przykry (i tu jest wasza pierwotna niechęć do seksu) to i tak zdradzicie - same SIEBIE.

      Tak czy siak zdrada będzie :D
      • arronia Re: Brak seksu to jakby nie patrzeć ZDRADA 23.03.10, 22:26
        Dokładniejszy cytat to "i będę się z tobą kochać aż do śmierci"?
        • songo3000 Re: Brak seksu to jakby nie patrzeć ZDRADA 24.03.10, 01:06
          Jeżeli "będę Cię kochać" oznacza dbanie o o KAŻDĄ istotną płaszczyznę związku to i owszem. Z konsekwencjami wyłuszczonymi w poprzednim poście.

          A dla Ciebie co dokładnie oznacza 'kochać' i 'dbać o związek'?
          • arronia Re: Brak seksu to jakby nie patrzeć ZDRADA 24.03.10, 02:15
            Czy zaniedbanie, zaniechanie, wycofanie, lenistwo czy parę innych
            zachowań-nie-zachowań musi dostać nalepkę "zdrada", żeby zostać ocenione
            negatywnie? Po co?
      • izabella9.0 gdzie masz w przysiędze małżeńskiej 24.03.10, 09:07
        coś o seksie o tym ze będę ci dawać /dawał na zawołanie , że będę
        chętny chętna zawsze i wszędzie?

        • urquhart Historyczne prawo do odmowy seksu 24.03.10, 09:21
          izabella9.0 napisała:
          > coś o seksie o tym ze będę ci dawać /dawał na zawołanie , że będę
          > chętny chętna zawsze i wszędzie?

          Dobre pytanie Bella. W etyce chrześcijańskiej w odróżnieniu od islamu i judaizmu kobieta miała prawo odmówić. Bo św Paweł pisze ze wyzwanie do świętości to czystość seksualna, Maryja była dziewicą itd. Ale dla równowagi mężczyzna też miał święte prawo prawo iść na dziwki i prostytutki i tam rypać do woli i nie było to uznawane za żadną zdradę.
          Taka etyka ci się bardziej podoba?
          • sisi_kecz Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 09:47
            samiec-sprawiedliwy pyta:
            "Tak jesteśmy skonstruowani że chcemy się kochać!!! Jak chronicznie
            odmawia się nam tego - szukamy gdzie indziej,
            Ale czy wtedy zdradzamy?
            czy sami jestesmy zdradzani?"
            Po co mieszac tu interpretacje przysiegi małżeńskiej, to kwestia
            logiki.
            Przygladajac sie pogladom samca od strony logicznej, czyli wchodzac
            w sens meskiego myslenia to sprawa jest prosta:
            ja jestem ok, a malzonka nie dopuszcza do siebie--> zdradza --> ide
            do innej kobiety, ktora dopuszcza --> robie to samo co malzonka, bo
            nie jestem frajerem, ktory spokojnie patrzy jak go zdradzają.

            Perfidia (moze za duze slowo na tę teorie) ujawnia sie dopiero w
            zalozeniu, ze zdradzenie w rewanżu za zdradę nie jest zdradą.

            ja to tlumacze zaspermieniem pod kopułą.
            Ale moze nie doceniam talentu filozofa, moze napisze ksiażke z serii
            tych utopijnych wizji, znanych i docenianych w historii dziejow
            ludzkosci.

            duzy podziw dla odwagi "myslenia inaczej" !!!
            • urquhart Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 10:49
              > samiec-sprawiedliwy pyta:
              > "Tak jesteśmy skonstruowani że chcemy się kochać!!! Jak chronicznie
              > odmawia się nam tego - szukamy gdzie indziej,

              dojrzała-samica pyta:
              Jestem tak skonstruowana że chęć do seksu zależy od stu tysięcy warunków i
              aktualnego humoru. Kiedy wreszcie te samce o innym zaspermionym mózgu dojrzeją
              do tego że równouprawnienie polega na tym to one muszą się dopasować do mnie i
              moich warunków a nie ja do nich?
              :)
              :)
              :)
              • aneta-skarpeta Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 10:57
                jak będzie dobrze bzykał to i łatwiej o "dobry humor";P
                • urquhart Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 11:45
                  aneta-skarpeta napisała:

                  > jak będzie dobrze bzykał to i łatwiej o "dobry humor";P

                  Gdzie ma ćwiczyć i doskonalić "dobre bzykanie"? Z innymi: oj źle, Z ręka i porno
                  też źle. Może powinien się już rodzić się z takimi umiejętnościami???
                  • aneta-skarpeta Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 12:08
                    mogł sie szkolic przed

                    a jak juz jest w zwiazku a sex jest cienszy niz kiedys to oznacza,
                    ze trzeba popracowac nad staraniami

                    ps. ja przeciwko porno nic nie mam, o ile nie jest zamiast mnie:)
                    • songo3000 Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 12:15
                      > mogł sie szkolic przed
                      Sorry, a może to teraz jest własnie 'przed'? :D
                      • urquhart Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 12:21
                        songo3000 napisał:
                        > Sorry, a może to teraz jest własnie 'przed'? :D

                        ! :)
                        Człowiek uczy sie całe zycie...
                      • aneta-skarpeta Re: i smieszno i straszno 24.03.10, 12:29
                        songo3000 napisał:

                        > > mogł sie szkolic przed
                        > Sorry, a może to teraz jest własnie 'przed'? :D
                        >

                        :D to musi przejsc odrazu do pkt 2 czyli checi i starania okraszone
                        ogladamiem okropnego porno;D
                        • songo3000 aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 12:46
                          A nie nie, kopa w dupę i następne mięsko, na którym można się szkolić :)

                          ...bo przecież właśnie wprowadziłaś stary jak świat podział na:
                          - kochaną żonuś, dla której ma się być już wirtuozem seksu oraz
                          - przelotne obiekty (przecież trudno tak potraktować CZŁOWIEKA), na których kandydat na małżonka ma się 'naumieć' i sobie 'poćwiczyć'

                          Jakoś tak "Moralność Pani Dulskiej" mi się od razu rzuciła...
                          • aneta-skarpeta Re: aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 13:13
                            jaka moralnosc pani dulskiej? jakie miesko i zonki?

                            malo kto w dzisiejszych czasach bierze slub z pierwszym kochankiem,
                            kochanką..przed powaznym partnerem zyciowym są milosci przelotne,
                            romansiki na studiach i zwiazki ktore skonczyly sie po 3 m-cach..a
                            takze seksiki jednorazowe, prawda?:>

                            • songo3000 Re: aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 13:25
                              To jeszcze dodać, w którym momencie kobieta może że mieć 'oczekiwania' wobec umiejętności łóżkowych faceta?
                              Bo jak rozumiem, Wszystkie wcześniejsze, szkoleno-studencko-imprezowe związki to tylko 'praktyka' więc TAKIE kobiety oczekiwań mieć nie powinny?
                              • aneta-skarpeta Re: aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 13:54
                                songo-prosze cię. musze wszystko jak krowie na miedzy?:)

                                jak masz 20 lat to sie uczymy sexu- i studentki i studenci
                                co pojętniejsi szybko sie uczą, rozmawiaja z kumplami przy piwie...a
                                jak jest sie singlem to nikt nie suszy głowy o pornosy..mozna
                                ogladac w opór:P

                                moj partner jest mlodszy ode mnie- mial kilka partnerek, ale
                                bardziej wychowywał sie na pornosach niz na nich;)


                                ale oprócz dopasowania partnerów wazne jest wyczulenie faceta na
                                odczucia kobiety- wtedy łatwiej sie dopasowac

                                jesli facet ma nasatwienie- pompujemy i wsadzamy do paszczu bez
                                wzgledu na wszystko bo kiedys jedna tak lubiła to nic z tego nie
                                wyjdzie

                                a poza tym jest rozmowa- ludzie mowia czy wola sex delikatny czy
                                rąbankę, czy szybkie numerki czy 2h sex. mowia o swoich fantazjach,
                                spełniają je i przy tym sie uczą

                                no i ludzie mają rozne temperamenty- z zimnej ryby pornogwiazdy nie
                                zrobisz

                                a pewnie sam z niejednego pieca chlepb jadłes i sam wiesz jak
                                wiele "nauki" dały Ci niektore numerki, prawda?
                            • urquhart Re: aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 13:28
                              aneta-skarpeta napisała:
                              > kto w dzisiejszych czasach bierze slub z pierwszym kochankiem,
                              > kochanką.

                              Ja.
                              • aneta-skarpeta Re: aha, czyli są żony i kurewki... 24.03.10, 13:56
                                urquhart napisał:

                                > aneta-skarpeta napisała:
                                > > kto w dzisiejszych czasach bierze slub z pierwszym kochankiem,
                                > > kochanką.
                                >
                                > Ja.
                                >

                                a masz nieudane zycie seksualne? czegos Ci brakuje w nim?
                    • urquhart wyduś to, przełam się ! 24.03.10, 12:19
                      aneta-skarpeta napisała:
                      > a jak juz jest w zwiazku a sex jest cienszy niz kiedys to oznacza,
                      > ze trzeba popracowac nad staraniami

                      Brawo!
                      No, blisko, blisko, wyduś to, przełam się, żeby napisać że to odpowiedzialność za jakość i polepszenie seksu obu zaangażowanych w wieź stron, a nie trzymaj się desperacko tezy o złym facecie kiepskim kochanku
                      :)
            • songo3000 Hehe, czy tak trudno babom przyznać, że 24.03.10, 12:13
              wymigiwanie się od współżycia w małżeństwie to de facto złamanie przysięgi i ICH strony? Możecie sobie tupać nóżkami i pokrzykiwać ale fakt pozostanie faktem zupełnie NIEZALEŻNIE od powodów :) Tu nie ma 'okoliczności łagodzących' bo logika przysięgi jest bardzo konkretna: jest 'miłość' lub jej nie ma.

              Naprawdę rozumiem, że może zaistnieć 1000 powodów od strony partnera, które WCZEŚNIEJ wpłyneły żywotnio na utratę ochoty u babeczki. I będzą to ocziwiście przyczyny ZŁAMANIA przysięgi ze strony FACETA. Niemniej jednak decyzje babeczki to jej decyzje (tu coś o 'dojrzałości' względem 'decyzja-odpowiedzialność' wypadałoby dodać, hehe) i jej skutki.

              Jak już ktoś napisał problem jest mocno filozoficzny bo:
              - odmawiam seksu ->zdradzam partnera
              - nie mam seksu->zostałem zdradzony->znajdują go poza zwiazkiem->teraz sam zdradzam (nie ma pierdzielenia, że 'zła kobieta' :)
              - nie mam ochoty na seks->nie odmawiam seksu->zdradzam SIEBIE

              IMHO wszystko sprowadza się do braku żeczonej miłości czyli ZDRADY PIERWOTNEJ.
              Gadki babeczek jak to 'ona go kocha' tylko nie porząda są w świetle przysięgi zwykłym kłamstwem. Nikt rozsądny na poważnie ich nie bierze :)))
              • aneta-skarpeta Re: Hehe, czy tak trudno babom przyznać, że 24.03.10, 12:24
                songo ja doskonale rozumiem faceta, ktory jest sfrustrowany odmowami
                zony. Rozumiem zal, przygnebienie, gniecenie w dołku i mysli " kurde
                jak nic pojde w bramę"

                tyle tylko, że w moim kodeksie moralnym lepiej sie w takiej stuacji
                rozstac, a nie prowadzic podwojne zycie...no chyba ze sie dogadas zz
                zoną, ze jej to nie przeszkadza, a bedzie miala swięty spokoj;)
                • songo3000 Re: Hehe, czy tak trudno babom przyznać, że 24.03.10, 12:48
                  Co by się nie rozpisywać skopiuję .. samego siebie :PPP

                  > IMHO wszystko sprowadza się do braku rzeczonej miłości czyli ZDRADY PIERWOTNEJ.

                  PS. Ale fajnego orta strzeliłem w poprzednim poście ;)
                • urquhart Idzie NOWE 24.03.10, 12:50
                  aneta-skarpeta napisała:
                  tyle tylko, że w moim kodeksie moralnym lepiej sie w takiej stuacji
                  rozstac, a nie prowadzic podwojne zycie...no chyba ze sie dogadas zz
                  zoną, ze jej to nie przeszkadza, a bedzie miala swięty spokoj;)

                  Tak Aneta, prawda piszą że to się wreszcie zmienia, staroświeckie poczucie
                  honoru nieopuszczania kobiety się wypala:

                  W dużych miastach to poważny problem społeczny - mówi Wszeborowski. Po części
                  jest on efektem liberalizacji obyczajów w wielkomiejskich środowiskach. Są też
                  inne przyczyny. - Kiedyś mężczyźni urozmaicali sobie życie erotyczne, biorąc
                  przypadkową kochankę na jedną noc. A po takim "skoku w bok" wracali do żony i
                  małżeństwo, lepiej lub gorzej, funkcjonowało - tłumaczy socjolog. Dziś zdaniem
                  Wszeborowskiego media nauczyły mężczyzn, że trzeba mieć wszystko w najlepszym
                  gatunku. Także kobietę. - Poszukują partnerki idealnej. A gdy ją zdobywają,
                  natychmiast zaczyna im się wydawać, że następny ideał już czeka na horyzoncie.
                  Gdy angażują się w nowy romans, odchodzą na stałe - komentuje Wszeborowski.
                  www.newsweek.pl/kobieta/artykuly/dzieci/znikajacy-ojciec,4158,1
                  • aneta-skarpeta Re: Idzie NOWE 24.03.10, 13:18
                    widzisz. w dzisiejszych czasach opacznie jest rozumiane "branie
                    wszystko co najlepsze"

                    ludziom nie chce sie waczyc o zwiazek- bo a noz sie porpawi-
                    łatwiej skoczyc w bok, odpuscic..nowa pani wydaje sie po stokroc
                    lepsza

                    wiesz, wielokrotnie slyszałam o tym jak ludzie rostają sie po roku
                    od ślubu- troche szybko, prawda?

                    a tez znam wielu ludzi- obu płci, ktorzy sex traktuja jako
                    adrenalinkę, a nie dlatego ze w domu go nie ma

                    wiesz..najwiekszy ruchacz w-wy moze powiedziec ze zdradza bo mu zona
                    nie daje, albo źle daje- ale to bardzo czesto tylko wymówka zeby
                    sobie podupczyc na boku:)

                    bo jednak wielu misiow lubi seksik na boku, ale od zony odejsc ani
                    mysli:)
                    • urquhart Re: Idzie NOWE 24.03.10, 13:33
                      aneta-skarpeta napisała:
                      > ludziom nie chce sie waczyc o zwiazek- bo a noz sie porpawi-
                      > łatwiej skoczyc w bok, odpuscic..nowa pani wydaje sie po stokroc

                      Walczyc. Razem. No to może jednak:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109119552,109154218,wydus_to_przelam_sie_.html
                      • aneta-skarpeta Re: Idzie NOWE 24.03.10, 13:59
                        urquhart napisał:

                        > aneta-skarpeta napisała:
                        > > ludziom nie chce sie waczyc o zwiazek- bo a noz sie porpawi-
                        > > łatwiej skoczyc w bok, odpuscic..nowa pani wydaje sie po stokroc
                        >
                        > Walczyc. Razem. No to może jednak:
                        > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109119552,109154218,wydus_to_przelam_sie_.html


                        hehe... ale oprócz stań wazny jest temperamet danej osoby- musi byc
                        podobny, zeby miec na czym pracowac:)

                        i wiem od źródła, ze dla jednej z kobiet moj partner był cienki w
                        łózku, a dla mnie jest zarabisty. a ze pogadałysmy o tym, to jej
                        robił to samo;)
                    • aneta-skarpeta Re: Idzie NOWE 24.03.10, 13:39
                      powiem osobiscie, a co tam:)

                      ja ze swoim partnerem uprawialismy sex na 1 randce ( wiem,
                      nieładnie:P), mielismy spedzic razem tylko weekend, a potem długo
                      spotykalismy sie w celach rozrywkowych- no nic, ni cholery nie
                      prorokowało ze mamy byc rodziną:)

                      wybzykalismy sie wtedy za wszelkie czasy. z czasem było mniej, bo
                      czlowiek sie nasycił i nie myslał tylko o sexie jak sie widział:)

                      jak zaczelismy byc na powaznie razem to ciezko bylo o sex codziennie
                      itd. w pewnym momencie ja chciałam czesciej- np 3 razy w tyg- jemu
                      jakos sie nie chciało- jak był sex to był fajny, pociagałam go, ale
                      stres, nowe obowiazki, przepracowanie dawały sie we znaki. dodatkow
                      bardzo przytył- no same kłody pod nogi:)

                      przez kilka miesiecy było bardzooo mało ( raz w m-cu) a jak
                      chodziłam jak potrącona..rozmawialismy, kłocilismy sie o to,
                      zartowałam na ten temat, podchody robiłam ( wszytsko co mi przyszlo
                      do glowy:)... dochodzilismy do jakis ustaleń w wielkich bólach

                      w tym wszystkim sex stał sie nudny, wymeczony- ja nie mialam weny
                      twórczej ( choc wszystko sie we mnie gotowało) ale wypalałam sie
                      przy tej walce o sex, a on czuł sie w poczuciu obowiązku,a to nie
                      wpływa dobrze na roznamiętnowanie

                      na szczescie zawsze jasno mowilismy co jest nie tak, a jak bylo
                      cienko w lozku to mowiłam- oj kochanie nic o mnie nie myslisz;P

                      ale walczylismy- w sumie bardziej ja, bo bardziej mi sie chciało:)

                      w rezultacie z czasem ja mniej naciskałam- bo i sie przyzwyczaiłam
                      ze jest mniej, a on nie czuł sie przycisniety- i taram nagle
                      zaczełam widziec zmiany- przede wszystkim zaczał wykazywac sie
                      wieksza finezją, widac bylo ze kombinuje jak ulepszyc itd- widziałam
                      pozytywne zmiany- stopniowe

                      nadal jest tak, ze ja chcialabym czesciej;) ale widze ze wraca
                      stare;) a on posiadł wiedze, ze kobieta dobrze wybzykana to kobieta
                      milsza:P

                      jednak, mimo ze miałam okazje zdradzic, to nie mylałam o tym, nie
                      cchiałam bo za bardzo goszanuje i starałam sie go zrozumiec i mu
                      pomoc przejsc na jasna strone mocy:) jednoczensie w innych aspektach
                      zycia ukladało sie wrecz idealnie. wiec postanowiłam walczyc- czuje
                      sie wygrana, choc to nie to co chce:)

                      jednak gdybym uznała w pewnym momecie ze jednak nie wycisne z niego
                      tego co chce to rozstałabym sie z nim, a jesli nie chciałabym sie
                      rozstac ( bo inne aspekty mi bardzo pasują) to bawialbym sie
                      wibratorem i korzystała z raz w m-cu z meza

                      nawet jesli zdarzłoby mi sie zdradzic- nie wiem...po pijaku etc to
                      wyrzuty sumienia by mnie zagryzły i bym nie mogła "tak zyc"

                      nie mozna kogos szanowac i go zdradzac, a nie wyobrazam sobie zeby
                      zyc z kims kogo sie nie szanuje
          • izabella9.0 Re: Historyczne prawo do odmowy seksu 24.03.10, 10:54
            W moim odczuciu tamte czasy już minęły a poglądy katolickie wiary w
            tym temacie poddały się "ewolucji".Nie widzę wiec powodu ,żeby do
            tego wracać.

            Nie ta etyka mi się nie podobała i gdyby nawet powróciła też by mi
            się nie podobała.Nie jestem zwolennikiem skrajne takich jak
            - odmawianie seksu przez lata nie czasami jak się ochoty po prostu
            nie ma czy przez jakiś dłuższy czas bo zanika popęd na wskutek
            przebytej ciąży.
            - szukanie seksu poza domem
            Dla mnie obje te skrajności to "morderstwo małżeństwa i rodziny "
            Kiedy ludzie tak żyją to małżeństwo traci rację bytu ,nie widzę sensu żeby ciągnąc ten syf.Wtedy to jest hipokryzja która kłoci się z małżeństwem i rodziną jako wartością sama w sobie.

            To jest moje zdanie.

        • songo3000 Re: gdzie masz w przysiędze małżeńskiej 24.03.10, 11:56
          Już Ci kiedyś pisałem żebyś poćwiczyła manipulację słowem pisanym bo coś słabo wychodzi...

          O ile związek nie jest dwójki osób aseksualnych to seks jest zawarty w słowie KOCHAĆ. I to w wystarczającej ilości dla każdej strony.
          • izabella9.0 Re: gdzie masz w przysiędze małżeńskiej 24.03.10, 13:01
            No niestety mi nie napisałeś .Szkoda.

            Za to twoja manipulacja słowem jest wprost rozkoszna przysięganie miłości równa się seks zawsze i wszędzie.:DDDDD

            Pytam wiec po raz drugi skoro powołujesz się na przysięgę wskaz i
            fragment gdzie przysięga się seks ? KONKRETNIE - czysty seks jako
            obowiązek , jako nakaz itp itd ?

            Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
            seks ale nie musi , interpretacja zależy od osoby..np jedna osoba
            uważa ze miłość to opieka ,oddanie ale nie seks druga osoba z kolei
            uważa ze miłość to tez seks i przysięgają sobie przed ołtarzem ta miłość i co ? Żadne z nich nie może się poczuć zdradzone bo mają
            inne ( dopuszczalne ) definicje tegoż słowa. Proste, prawda ?
            • songo3000 I właśnie dlatego tej pani już dziękujęmy :) 24.03.10, 13:32
              > Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu.
              • izabella9.0 a czytac umiemy chyba słaboooo :DDDDDDD 24.03.10, 13:42
                a gdzie reszta cytatu ? niewygodnie było dodać ?
                Bawisz się w zdanie wyjęte z kontekstu ?


                "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                seks ale nie musi"

                To jest minimum które powinieneś umieścić - inaczej wychodzisz na
                manipulatora który wycina z kontekstu to co mu pasuje i to co jest
                dla niego wygodne - to jest godne politowania.:DDDDDDDDD

                Uczczę to dniem kilkoma godzinami ciszy :DDDDDDDDDDDDDDDd
                • izabella9.0 Re: a czytac umiemy ? chyba słaboooo :DDDDDDD 24.03.10, 13:43
                  a gdzie reszta cytatu ? niewygodnie było dodać ?
                  Bawisz się w zdanie wyjęte z kontekstu ?


                  "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                  seks ale nie musi"

                  To jest minimum które powinieneś umieścić - inaczej wychodzisz na
                  manipulatora który wycina z kontekstu to co mu pasuje i to co jest
                  dla niego wygodne - to jest godne politowania.:DDDDDDDDD

                  Uczczę to dniem lub kilkoma godzinami ciszy :DDDDDDDDDDDDDDDd
                  • songo3000 LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 13:50
                    Wyraźnie określiłem sytuacje
                    >> O ile związek nie jest dwójki osób aseksualnych

                    I do niej się odniosłaś odpowidając na mój post. A odniosłaś się tak:
                    > "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                    > seks ale nie musi"

                    Jeżeli więc NADAL seks jest dla Ciebie opcjonalny w związku, ba MIŁOŚCI osób bynajmniej nie-aseksulanych to...

                    TEJ PANI JUŻ DZIĘKUJEMY
                    • izabella9.0 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 18:42
                      kilka godzin ciszy która uczciłam twoje umiejętności minęły wiec:

                      1. Zdanie :
                      "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                      seks ale nie musi"
                      nie było skierowane do twojego wywodu z przysięgą - ( tak wiem ,że to
                      dla ciebie szok )

                      2.To zdanie:
                      "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                      seks ale nie musi"
                      nie neguje ze dla ludzi seks może być też miłością ma na celu
                      pokazanie ,że miłość to słowo które każdy sobie inaczej może
                      zdefiniować ( ma do tego święte prawo) i w tej definicji może zawrzeć
                      seks jako ale nie musi traktując go ( seks ) jako dodatek jako potrzebę a nie sens miłości. Nie bez kozery niektórzy ludzie
                      rozgraniczają seks od miłości . Zrozumiałeś czy trzeba Ci to
                      drukowanymi literami napisać w jeszcze prostszy sposób.

                      3. "Jeżeli więc NADAL seks jest dla Ciebie opcjonalny..."
                      O sobie nie pisałam ani słowa wiec wróć na ziemię i zacznij czytać
                      ze zrozumieniem.
                      • izabella9.0 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 18:45
                        kilka godzin ciszy która uczciłam twoje umiejętności minęły wiec:

                        1. Zdanie :
                        "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                        seks ale nie musi"
                        było skierowane do twojego wywodu z przysięgą - ( tak wiem ,że to
                        dla ciebie szok )

                        2.To zdanie:
                        "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                        seks ale nie musi"
                        nie neguje ze dla ludzi seks może być też miłością ma na celu
                        pokazanie ,że miłość to słowo które każdy sobie inaczej może
                        zdefiniować ( ma do tego święte prawo) i w tej definicji może zawrzeć
                        seks jako element miłości ale nie musi traktując go ( seks ) jako
                        dodatek jako potrzebę a nie sens, element miłości. Nie bez kozery
                        niektórzy ludzie rozgraniczają seks od miłości . Zrozumiałeś czy
                        trzeba Ci to drukowanymi literami napisać w jeszcze prostszy sposób.

                        3. "Jeżeli więc NADAL seks jest dla Ciebie opcjonalny..."
                        O sobie nie pisałam ani słowa wiec wróć na ziemię i zacznij czytać
                        ze zrozumieniem.
                      • songo3000 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 18:48
                        Co by nie przedłużać mam takie dwie prośby:
                        Wypowiadaj się w temacie danej odnogi wątku/konkretnego offtopa,
                        Wypowiadaj się za siebie a nie jakąś nieokreśloną 'rzeszę ludzi'
                        • izabella9.0 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 18:58
                          Ja tez mam dwie prośby :
                          Odpowiadaj na zadane pytania.
                          Czytaj ze zrozumieniem.

                          1Odnośnie Twoich próśb - wezmę pod uwagę aczkolwiek będę sobie pisać
                          ja ten post który mi się "podoba"
                          2.Nie wypowiadam się za inne osoby - pisze ogólnie - tez masz z tym
                          problem ? strasznie problematyczny jesteś.
                          • songo3000 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 19:09
                            izabella9.0 napisała:

                            > 1Odnośnie Twoich próśb - wezmę pod uwagę aczkolwiek będę sobie pisać
                            > ja ten post który mi się "podoba"
                            Parafrazując - "pisz i daj pośmiać się innym"

                            > 2.Nie wypowiadam się za inne osoby - pisze ogólnie - tez masz z
                            > problem ? strasznie problematyczny jesteś.
                            Jakby nie patrzeć, to już Twój problem.
                            • izabella9.0 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 25.03.10, 09:12
                              '"Parafrazując - "pisz i daj pośmiać się innym""

                              I vice versa.

                              "Jakby nie patrzeć, to już Twój problem."
                              Jakby nie patrzeć umiem sobie radzić z problemami.
                      • urquhart Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 24.03.10, 19:20
                        izabella9.0 napisała:
                        > "Jest słowo "kochać" ale ono nie oznacza seksu .To może oznaczać TEŻ
                        > seks ale nie musi"

                        Bella, aż mnie zainteresowałaś. Rozmawiamy w konkretnym kontekście małżeństwa i
                        miłości pary a nie np. w ogólnym wątku o miłości do dzieci. Pokaż mi definicje
                        miłości małżonków w której seks jest jedynie opcjonalnym dodatkiem a nie
                        integralną częścią.
                        Nawet w katolicyzmie przysięgę małżeńską w zwiazku non consumatum można
                        automatycznie unieważnić.
                        • izabella9.0 Re: LOL, kto tu ma problemy z czytaniem :))) 25.03.10, 09:25
                          Nie pisz do mnie bella jak możesz bo i się kojarzy z pewnym
                          higienicznym tworem .:DDDDDDDDDDDD

                          Napisałam wyżej ,że miłość to słowo do którego każdy sam sobie
                          dobiera definicje i miesza w nią co chce, kwestia interpretacji.
                          Wszak nie bez kozery niektórzy rozgraniczają seks od miłości.
                          ( nie napisałam nigdzie,ze pisze o miłości do dzieci , rodziców ,
                          psów itp itd )

                          "Pokaż mi definicje miłości małżonków.. "

                          A istnieje coś takiego jak definicja miłość małżonków .Ja cały czas
                          o tym pisze ,że nie istnieje.I zważywszy na to ,że nie istnieje
                          takowa definicja w której obowiązkowo musi znaleźć się seks jako
                          niezbędny jej element nie powinno się w moim odczuciu mieszać do
                          tego przysięgi małżeńskiej. Ja osobiście jeśli Cie to zainteresuje
                          uważam ze seks obowiązkowo wchodzi w definicję miłości ale to jest
                          moja interpretacja ,ktoś może jednak to sławo inaczej interpretować i
                          co mu zrobisz ? no nic bo ma takie święte prawo tak a nie inaczej to
                          interpretować.

                          Wielokrotnie na tym forum masz przykłady ze zona/mąż kocha ale nie
                          daje.
                          • urquhart każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w nią c 25.03.10, 10:21
                            izabella9.0 napisała:
                            > Napisałam wyżej ,że miłość to słowo do którego każdy sam sobie
                            > dobiera definicje i miesza w nią co chce, kwestia interpretacji.

                            Dlatego właśnie pytałem o definicje. Bo to co się jedynie wydaje i własne
                            wyobrażenia trzeba konfrontować z ogólnym przyjętym rozumieniem przez ogół i
                            jego autorytety żeby uniknąć nieporozumień w komunikowaniu się. Po to właśnie
                            tworzy się definicje i ustala znaczenie słów żeby nie " mieszać w nią co chce" w
                            zależności od potrzeby chwili i własnego interesu.
                            Dlatego też każda pisemna umowa zaczyna się od zdefiniowana użytych w niej pojęć
                            żeby uniknąć tego o tym o czym napisałaś powyżej.

                            Trzymanie się jedynie własnej interpretacji i wizji świata bez potrzeby
                            konfrontowania z rozumieniem pojęć i znaczeń przez innych, ogół i autorytety
                            oznacza w najlepszym wypadku skłonność do manipulacji a w najgorszym skłonność
                            do zaburzeń psychicznych i psychozy :)

                            Psychoza to choroba, w której normalna zdolność postrzegania i zdolność
                            właściwej interpretacji bodźców jest upośledzona. Osoba psychotyczna żyje w
                            świecie wyimaginowanym stanowiącym mniej lub bardziej zniekształconą wersję
                            świata realnego. Urojenia wobec tego są błędnymi przekonaniami, które narzucają
                            się choremu z taką oczywistością, że podtrzymuje je, mimo niezbitych dowodów ich
                            fałszywości.

                            > Wielokrotnie na tym forum masz przykłady ze zona/mąż kocha ale nie
                            > daje.

                            Oczywiście. Istnienie wielu ludzi chorych nie jest dowodem nie istnieje stan
                            zdrowia. Związki i relacje też chorują.
                            • izabella9.0 Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 10:43
                              Hmm pisząc co się chce nie psiałam o np jakiś abstrakcyjnych
                              rzeczach.Jest wiele uczuć , odczuć itp które można zawrzeć w słowie miłość ale to nie jest obowiązek .Słowo miłość jest jednym z tych
                              słów w których panuje ograniczana ale jednak wolność interpretacji. I choćbyś stanął na rzęsach tego nie zmienisz bo dla kogoś miłość to może być zaufanie , opiekuńczość przede wszystkim tak dla drugiego to może być seks przede wszystkim, a zaufanie moze sobie z tej definicji wyrzucić .Zarówno jedna jak i druga osoba ma prawo tak sobie to słowo
                              definiować.

                              Hmm jeśli chce się uniknąć konfliktów w interpretowaniu słów wobec
                              których panuje ograniczona dowolność definiowania to trzeba porozmawiać z taką osobą i dowiedzieć się jakie ma pojęcie definicji przez pójściem z nią pod ołtarz.

                              Wiem co to jest psychoza ale raczej bym jej tutaj jako argumentu nie
                              przytaczała .widziałam nie raz osobę dotkniętą tym nazwijmy to
                              "schorzeniem " i zapewne marzyłaby o tym żeby jej choroba polegała
                              tylko na pozostawiającej wiele do życzenia interpretacji słowa X

                              "Oczywiście. Istnienie wielu ludzi chorych nie jest dowodem nie
                              istnieje stan zdrowia. Związki i relacje też chorują."
                              Nie nazwałabym tego chorobą ( nie dosłownie ) tylko zanikiem czegoś
                              co nie tanowi dla tej osoby istoty miłości , zanikiem czegoś bez
                              czego miłość przestaje mieć rację bytu a dlaczego ? dlatego ze ta
                              osoba tak a nie inaczej sobie miłość definiuje i ma do tego prawo.
                              Nie oznacza to ze zanik tej jest sfery w związku jest ok.Tak wiec
                              nawet jak ta sfera wróci na właściwe tory dla tej osoby dalej miłość może istnieć bez seksu udowodniła to w momencie kiedy seks zanikł
                              dalej a to jej nie przeszkadzało.
                              • izabella9.0 Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 10:46
                                nie przestaje mieć racji bytu...oczywiście
                              • symmetryisall Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 12:22
                                I choćbyś s
                                > tanął na rzęsach tego nie zmienisz bo dla kogoś miłość to może być zaufanie , o
                                > piekuńczość przede wszystkim (...)miłość może istni
                                > eć bez seksu udowodniła to w momencie kiedy seks zanikł

                                Miłość bez aspektu seksualnego między osobami niespokrewnionymi nie jest
                                miłością, tylko przyjaźnią. W znaczeniu "głęboka więź między dwoma osobami", a
                                nie "kolega z pracy".

                                Z ewolucyjnego punktu widzenia dobieranie się samców i samic w pary służy
                                zwielokrotnieniu materiału genetycznego. W dużym skrócie i uproszczeniu podstawą
                                wzorców atrakcyjności osoby płci przeciwnej są cechy określające jej płodność i
                                zdolność utrzymania potomstwa przy życiu. Dlatego usunięcie seksualności ze
                                związku automatycznie degraduje go z potocznego rozumienia "para zakochanych" do
                                "para kumpli".

                                Oczywiście na to nakładają się najróżniejsze kwestie kulturowe, cywilizacyjne
                                itp, wprowadzające niezły zamęt - np para bardzo seksualna może nie lubić dzieci
                                i nigdy ich nie mieć - co nie zmienia faktu, że jedyną rzeczą tak naprawdę
                                odróżniającą związki damsko-męskie od innych relacji międzyludzkich jest seks.

                                Dlatego tak jak sama napisałaś ważne jest przed zawarciem związku na dobre
                                odpowiedzenie sobie na pytanie, czy kochamy się jak przyjaciele, czy kochamy się
                                jak mąż i żona.
                              • symmetryisall Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 12:29
                                > Nie oznacza to ze zanik tej jest sfery w związku jest ok.Tak wiec
                                > nawet jak ta sfera wróci na właściwe tory dla tej osoby dalej miłość może istni
                                > eć bez seksu udowodniła to w momencie kiedy seks zanikł
                                > dalej a to jej nie przeszkadzało.

                                Jeszcze jedno:

                                W twoim przykładzie zanik sfery seksualnej w związku, w sytuacji, kiedy ta sfera
                                po jakimś czasie wraca na właściwe tory, jest traktowany jako tymczasowy. Jeśli
                                w wyniku np choroby czy jakichś tam trudności jedno z dwojga przestaje zapewniać
                                drugiemu seksualne spełnienie, ta druga strona daje pierwszej kredyt zaufania -
                                kochamy się, liczymy na siebie, rozumiemy się, czekam na ciebie. To jest
                                oczywiste. Ale nie oznacza, że mamy tu do czynienia z miłością POZBAWIONĄ
                                aspektu seksualnego - bo ten aspekt dalej jest, tylko chwilowo ukryty, odsunięty
                                na dalszy plan, przysłonięty ważniejszymi sprawami. Z założeniem, że kiedyś tam
                                wróci. Bo kredyt daje się z założeniem, że zostanie spłacony. Jeśli nie
                                zostanie, to wtedy do akcji wkracza komornik - a w związku tym komornikiem może
                                być np kochanek/kochanka. Albo sędzia na sprawie rozwodowej. Przy założeniu, że
                                strona "poszcząca" ma odpowiednio wysokie potrzeby seksualne. Jeśli ich nie ma -
                                sprawa może się rozejść po kościach, ale wtedy też nie mamy do czynienia z
                                miłością, tylko przyjaźnią, wygodą, przyzwyczajeniem.

                                • izabella9.0 Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 14:09
                                  Ale to jest twój pogląd , ktoś może mieć inny wiec powinieneś to
                                  uszanować a już na pewno nie powinieneś się z taka osobą wiązać bo
                                  wyjdą potem czary mary. Poza tym kto mówi o tym ze aspekt seksualny
                                  nie występuje ? Pytanie tylko czy ten aspekt seksualny jest dla osoby
                                  X podstawą miłości , istotą miłością czy dodatkiem do miłości.

                                  "Dlatego tak jak sama napisałaś ważne jest przed zawarciem związku na
                                  dobre odpowiedzenie sobie na pytanie, czy kochamy się jak
                                  przyjaciele, czy kochamy się jak mąż i żona. "

                                  Napisałabym raczej ze zanim zawrze się związek należy poznać
                                  wzajemnie swój punt widzenia na temat wzajemnego pożycia.

                                  W moim przykładzie był seks potem go nie było dłuuugoo ( nie było tu
                                  zadnej choroby - po prostu nie bo nie - tak jak wielu na tym forum
                                  słyszy) w końcu wrócił JAKO OBOWIĄZEK wobec ukochanej osoby -
                                  osoba która go odmawiała mimo ze kocha raczej mogłaby bez niego żyć.
                                  W jej definicji miłość zatem nie króluje seks o ile w ogolę jest tam
                                  zawarty.
                                  Dla mnie miłość po np 20 latach czy z seksem czy bez seksu to jest przyzwyczajenie.

                                  "..ale wtedy też nie mamy do czynienia z miłością, tylko przyjaźnią,
                                  wygodą, przyzwyczajeniem"

                                  Ponieważ nie wiesz co czuje druga osoba to raczej nie powinieneś się
                                  z taką pewnością wypowiadać o tym czy jest to miłość ,
                                  przyzwyczajenie czy wygoda. Tow ie tylko ona.
                                  • symmetryisall Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 08:29
                                    OK. Tylko jedno - jeśli odrzucić aspekt seksualny jako nieistotny, co w pani X
                                    POCIĄGA pana Y? Uroda? No niespecjalnie, uroda jest powiązana z seksualnością.
                                    Pozostają jakieś cechy charakteru, umysłowość. Uważasz, że wiązanie się z kimś
                                    ze względu na jego umysłowość jest miłością romantyczną? Można mieć ochotę kogoś
                                    przytulać i prowadzać za rączkę, bo się z nim świetnie rozmawia o życiu?

                                    Jeszcze uściślając - miłość oczywiście może oznaczać całą gamę uczuć, ale
                                    wypadałoby ją określić w kontekście. Bo kochać można kogoś z rodziny, kochać
                                    można przyjaciela, kochać można swojego psa, ale chociaż wszystko to jest
                                    miłość, to raczej nikt normalny tego porównywać nie będzie. Dlatego przyjmijmy
                                    może, że rozmawiamy tu o miłości romantycznej, będącej składową procesu wiązania
                                    się dwojga obcych ludzi płci przeciwnej.

                                    Albo i nie przeciwnej - właściwie jako przykład lepiej się tu będą nadawali
                                    homoseksualiści. Jeśli dwóch facetów mieszka razem i nie łączy ich więź
                                    seksualna, są po prostu parą kumpli współlokatorów, nawet jeśli bardzo się
                                    lubią, spędzają ze sobą mnóstwo czasu i chodzą razem do kina. Dopiero w chwili
                                    pojawienia się między nimi "chemii" seksualnej można mówić o kochankach. I tak
                                    samo to wygląda u pary hetero.

                                    Czyli, odpowiadając na Twoje pytanie: "Pytanie tylko czy ten aspekt seksualny
                                    jest dla osoby X podstawą miłości , istotą miłością czy dodatkiem do miłości"
                                    odpowiedziałbym, że aspekt seksualny jest składnikiem, bez którego miłości
                                    romantycznej w ogóle nie ma. Przy czym oczywiście można go stopniować, dawkować
                                    i w ogóle. Pocałunki i przytulanki też są zachowaniami seksualnymi.
                                    • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 09:24
                                      Pozostają jakieś cechy charakteru, umysłowość. Uważasz, że wiązanie
                                      się z kimś
                                      > ze względu na jego umysłowość jest miłością romantyczną? Można
                                      mieć ochotę kogo
                                      > ś
                                      > przytulać i prowadzać za rączkę, bo się z nim świetnie rozmawia o
                                      życiu?

                                      tak własnie
                                      świece przykładem ja i mój mąż
                                      i zdaje się że mimo absolutnego braku zafascynowania i głupawki
                                      seksualnej w poczatkowej fazie - mamy i tutaj i wśród naszych
                                      znajomych najbujniejsze a na pewno najczęstsze pozycie małżeńskie
                                      :)))
                                      • symmetryisall Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 09:29
                                        > tak własnie
                                        > świece przykładem ja i mój mąż
                                        > i zdaje się że mimo absolutnego braku zafascynowania i głupawki
                                        > seksualnej w poczatkowej fazie - mamy i tutaj i wśród naszych
                                        > znajomych najbujniejsze a na pewno najczęstsze pozycie małżeńskie
                                        > :)))

                                        Sama sobie przeczysz. Skoro macie pożycie bujne i częste, to znaczy, że
                                        pociągacie się fizycznie jak cholera. Tak że, niestety, sio z dyskusji :)
                                        • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 09:43
                                          ale zaczęliśmy się pociągać w efekcie rozmów o życiu :)))
                                          ja byłam dla niego brzydka - pamiętam z jakim zdziwnieniem po
                                          tygodniu ostrego rżnięcia stwierdził - ty jesteś piękna, jak ja
                                          mogłem tego nie zauważyć
                                          on dla mnie - lepiej nie mówić :)))
                                          piekno duszy :))) wpłynęło na postrzeganie fizyczne
                                          nie chcesz, to nie wierz

                                          gdybyśmy nie zostali zmuszeni do tygodniowej, całodziennej rozmowy,
                                          dla zabicia czasu, nie istnielibyśmy dla siebie jako facet i kobieta

                                          i nie były to motyle w brzuchu, tylko prosta świadomość - tak, to
                                          jest ten człowiek.
                                          Nie jego dupa, fiut i magnetyzujące spojrzenie oczu
                                          człowiek
                                          na dobre i na złe
                                          • symmetryisall Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 09:50
                                            rumpa napisała:

                                            > ale zaczęliśmy się pociągać w efekcie rozmów o życiu :)))
                                            > ja byłam dla niego brzydka - pamiętam z jakim zdziwnieniem po
                                            > tygodniu ostrego rżnięcia stwierdził - ty jesteś piękna, jak ja
                                            > mogłem tego nie zauważyć

                                            Pozazdrościć tego tygodnia ostrego rżnięcia :) Ale to tylko potwierdza - Wasz
                                            związek ma silny aspekt seksualny, kochacie się i pociągacie. Nie jest istotne,
                                            co doprowadziło do czego - istotne jest, że Wasza miłość wyraża się "ostrym
                                            rżnięciem". Tylko o to mi chodzi.

                                            • izabella9.0 nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 09:59
                                              1. czy gdyby wam Rumpa zabrać ostre rzniecie teraz myślisz ze
                                              przetrwałby wasz związek
                                              2. gdyby to ostre rżniecie było dla jednej strony tylko obowiązkiem sprawianym ukochanej osobie jak ww ?
                                              3.Czy seks jest częścią miłości czy dodatkiem do miłości ?

                                              I wszystko będzie jasne.
                                              • rumpa Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 10:20
                                                ad1) na skutek choroby czy wypadku?
                                                tak, na pewno
                                                pożarliśmy się raz tak, że seksu rok nie było :)))
                                                i przetrwaliśmy
                                                ad2) bywały okresy, gdy z powodów zdrowtnych - niedoczynność
                                                tarczycy - miałam obniżone libido - lubiłam dalej się kochać, bo
                                                była to bliskość, czułość, więc o obowiązku nie ma mowy,
                                                tu się wszystko zazębia, trudno mi sobie wyobrazić siebie inną i to
                                                tak diametralnie
                                                ad3) miłość pozwala nam bezpiecznie i odpowiedzialnie realizować
                                                nasze potrzeby seksualne
                                              • symmetryisall Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 10:37
                                                Żeby była jasność - argumentujesz, że seks może być dodatkiem do miłości, a więc
                                                elementem opcjonalnym, niekoniecznym. CZYLI, że mężczyznę i kobietę może łączyć
                                                miłość pozbawiona jakiegokolwiek pociągu fizycznego, przy czym brak ten NIE JEST
                                                tymczasową usterką, ale elementem stałym. Kochamy się i jest nam ze sobą dobrze,
                                                ale seksu nie uprawiamy*. Dobrze zrozumiałem?

                                                Otóż nie bardzo rozumiem, jak to sobie wyobrażasz w sytuacji, kiedy obie te
                                                osoby są zdrowe na ciele i umyśle (brak zaburzeń psychicznych, hormonalnych), i
                                                nie są przy tym osobami aseksualnymi.

                                                *Nie interesuje mnie sytuacja "uprawiamy, ale moglibyśmy nie uprawiać, nie jest
                                                to dla nas TAKIE WAŻNE", bo co by było, gdyby uprawiać przestali, to by się
                                                okazało dopiero, jakby to zrobili.
                                                • izabella9.0 to do mnie było ? 26.03.10, 11:12
                                                  • symmetryisall Re: to do mnie było ? 26.03.10, 12:05
                                                    Owszem. Przepraszam, że wyszło niejasno.
                                                • zewszad_i_znikad Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 12:08
                                                  symmetryisall napisał:
                                                  > Otóż nie bardzo rozumiem, jak to sobie wyobrażasz w sytuacji,
                                                  > kiedy obie te osoby są zdrowe na ciele i umyśle (brak zaburzeń
                                                  > psychicznych, hormonalnych), i nie są przy tym osobami
                                                  > aseksualnymi.

                                                  A jeżeli SĄ aseksualne, to co? Odmówisz im prawo do nazywania tego
                                                  miłością, bo w TWOJEJ definicji miłości nie mieści się możliwość
                                                  braku seksu?

                                                  Ludzie nie uprawiający seksu też są "normalni"! Co to w ogóle jest
                                                  ta mityczna "normalność", co to za dziwny płotek, który musi stać
                                                  tuż obok?!
                                                  Uprawianie seksu jest normalne, nieuprawianie seksu jest normalne.
                                                  Depresja jest NORMALNĄ reakcją na głębokie przykrości.
                                                  Wściekłość jest NORMALNĄ reakcją na przeciwności.
                                                  Co wiedzą o "normalności" ludzie, którzy wyobrażają sobie, że
                                                  istnieje jedna dozwolona reakcja na dany rodzaj zdarzenia?!

                                                  Oczywiście jeżeli chodzi o seks, cały problem w tym, żeby się
                                                  porozumieć, nie nadużywać zaufania. Ale zawsze będę bronić mojego
                                                  przekonania o tym, że ludzie, którzy nie lubią seksu, też mieszczą
                                                  się w granicach "normalności". Nie są "chorzy", po prostu żyją
                                                  trochę inaczej. I, do cholery, są odważni! - widać to choćby po tym,
                                                  jak bardzo większości nie mieści się w głowie, że ktoś może nie
                                                  uprawiać seksu i nie uważać tego nawet za Straszną Stratę, tylko za
                                                  najlepszy wybór.
                                                  • symmetryisall Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 13:15
                                                    > A jeżeli SĄ aseksualne, to co?

                                                    Osoby aseksualne, jeśli wierzyć Wikipedii, stanowią 1-3% wyników badań, przy
                                                    czym nie ma do tej pory zgody, czy aseksualizm (trwały brak popędu) jest
                                                    "trzecią orientacją", czy jakimś defektem psychiczno-rozwojowym. Jak by nie
                                                    było, ze względu na samą swoją liczebność stanowią one margines. Praktycznie w
                                                    każdej dyskusji o czymkolwiek można znaleźć przypadek, który stoi w kontrze do
                                                    jakichś tam uśrednionych ustaleń.

                                                    Zauważ, że ja nie używam słowa NORMALNOŚĆ. A jeśli już, to rozumiem ją jako
                                                    powszechność danego zjawiska, czysto liczbowo, bez wartościowania.

                                                    Ale zawsze będę bronić mojego
                                                    > przekonania o tym, że ludzie, którzy nie lubią seksu, też mieszczą
                                                    > się w granicach "normalności". Nie są "chorzy", po prostu żyją
                                                    > trochę inaczej.

                                                    Oczywiście. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy normalność i zdrowie.
                                                    Jeśli podejdziemy do tego na poziomie najbardziej pierwotnym - przetrwania
                                                    gatunku - to są to jednostki jak najbardziej wadliwe. Ale to samo można
                                                    powiedzieć o ludziach, którzy nie lubią i nie chcą mieć dzieci - bo im na wyższy
                                                    stopień komplikacji wchodzimy (nakładki kulturowe, cywilizacyjne, psychologiczne
                                                    itp), tym sprawa się robi bardziej mętna.

                                                    W ramach jakiegoś tam wyjaśnienia mojej słownej agresji :) - w jakimś tam wątku
                                                    Sisi burzyła się, że wysokolibidowcy mają skłonność do patrzenia z taką...
                                                    litością i wyższością na niskolibidowców. To, o czym Ty i ja tu dyskutujemy,
                                                    jest w sumie podobne. A dla mnie to jest bardzo prosty mechanizm psychologiczny
                                                    - jeśli dla mnie seks jest bardzo istotną częścią życia, a np piesze wędrówki po
                                                    górach mnie nudzą, to życie człowieka, który w każdej wolnej chwili ucieka w
                                                    Tatry, ale jego żona wypłakuje się tu na forum, że może u niego liczyć jedynie
                                                    na buziaka w czółko - otóż życie takiego człowieka jest dla mnie SMUTNE, NUDNE I
                                                    UBOGIE. I choć rozumowo mogę sobie tłumaczyć, że on to samo powie o mnie, to
                                                    rozsądek sobie, a odruchowe odczucia sobie, i jak się nie będę bardzo pilnował,
                                                    to mogę w swoich wypowiedziach przemycać jakieś tony politowania. Wydaje mi się,
                                                    że to... normalne :D
                                                  • zewszad_i_znikad Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 14:00
                                                    symmetryisall napisał:
                                                    > czy aseksualizm (trwały brak popędu) jest "trzecią orientacją"
                                                    Czwartą, myszonku. Oprócz osób hetero-, homo i aseksualnych są
                                                    jeszcze biseksualne.

                                                    > czy jakimś defektem psychiczno-rozwojowym
                                                    No widzisz. Mnie chodzi właśnie o to, żeby pozwolić ludziom
                                                    samodzielnie się określać. Jeżeli uważam, że nie mam "zahamowań",
                                                    tylko zajmuję się sprawami dużo ciekawszymi niż seks, specjalistom
                                                    g... do tego. Po co robić chorych z ludzi, którzy znakomicie się
                                                    czują z tym, jacy są? Gejów i lesbijki też kiedyś próbowano "leczyć"
                                                    ("oczywiście" są i tacy, którzy parają się takim "leczeniem" do
                                                    dziś), przyjdzie czas i na emancypację osób aseksualnych, na
                                                    dostrzeżenie tego, że tylko oddychanie, jedzenie i picie są czymś,
                                                    co człowiek MUSI robić.
                                                  • symmetryisall Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 15:03
                                                    > Czwartą, myszonku. Oprócz osób hetero-, homo i aseksualnych są
                                                    > jeszcze biseksualne.

                                                    A przepraszam, misiu-pysiu, w ferworze argumentacji mi się omsknęło.

                                                    Jeżeli uważam, że nie mam "zahamowań",
                                                    > tylko zajmuję się sprawami dużo ciekawszymi niż seks, specjalistom
                                                    > g... do tego.

                                                    Święta prawda. Dopóki takie podejście nie upośledza Twojego funkcjonowania i
                                                    stosunków międzyludzkich, wszystko gra.

                                                    Po co robić chorych z ludzi, którzy znakomicie się
                                                    > czują z tym, jacy są?

                                                    Po nic. Rozmawiamy tu o POWSZECHNEJ sytuacji, w której brak seksu w PRZECIĘTNYM
                                                    związku ludzi o orientacji -SEKSUALNEJ jest PROBLEMEM. Dla aseksualnych
                                                    problemem nie jest, więc o co kamon.

                                                    Swoją drogą zastanawia mnie, co - oprócz entomologicznej ciekawości "innego" -
                                                    skłania osobę aseksualną do dyskusji na forum z definicji zdominowanym przez
                                                    wyżalających się wysokolibidowców.
                                                  • zewszad_i_znikad Re: należy zadać pytania: 27.03.10, 00:20
                                                    symmetryisall napisał:
                                                    > Swoją drogą zastanawia mnie, co - oprócz entomologicznej
                                                    > ciekawości "innego" - skłania osobę aseksualną do dyskusji na
                                                    > forum z definicji zdominowanym przez wyżalających się
                                                    > wysokolibidowców.

                                                    Właśnie pokusa wsadzenia kija w mrowisko, pokazania, że na Wasze
                                                    problemy można spojrzeć inaczej.
                                                    W pełni rozumiem to, że z reguły brak seksu w związku co najmniej
                                                    dla jednej strony jest problemem, ale mimo wszystko warto
                                                    przypomnieć, że to nie musi być zła wola, "zdrada" czy brak miłości.
                                                    Za każdą taką historią stoi jakiś problem, a czasami "co gorsza" -
                                                    brak problemu (nieodbieranie braku seksu jako problemu). Zapewne
                                                    niewiele jest osób ściśle rzecz ujmując aseksualnych, natomiast
                                                    pewnie więcej osób, niż się zdaje, podpisałoby się pod
                                                    stwierdzeniami takimi jak: "seks jest przereklamowany", "mam
                                                    ciekawsze rzeczy do roboty", "nie mam ochoty i co z tego?!".
                                                  • songo3000 To może rozszerzymy zakres tumiwisizmu? 27.03.10, 00:32
                                                    > pewnie więcej osób, niż się zdaje, podpisałoby się pod
                                                    > stwierdzeniami takimi jak: "seks jest przereklamowany", "mam
                                                    > ciekawsze rzeczy do roboty", "nie mam ochoty i co z tego?!".
                                                    He, równie dobrze wiele osób podpisze się pod stwierdzeniami takimi jak:
                                                    "pamiętanie o urodzinach partnera jest przereklamowane"
                                                    "nie chce mi się spędzać wspólnie z mężem czasu, i co z tego?!"
                                                    "mam ciekawsze rzeczy do roboty niż jakieś bzdurne rozmowy z żoną"

                                                    Tak się jakoś składa, że powyższe zdanka przeważnie są rozumiane (i tak traktowane) jako posiadanie W DUPIE potrzeb partnera a już zapewne są daleko od jakichkolwiek wyrazów miłości.

                                                    > przypomnieć, że to nie musi być zła wola, "zdrada" czy brak miłości.
                                                    I tylko dziwnym trafem ludkowie o mniejszym libido wmawiać będą, że TO SAMO ale odnośnie seksu już jest cacy a oni tak 'strasznie kochają'. Żenada :)

                                                    Spoko, ciemny lud to kupi :D
                                                  • zawsze.ona2 Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 16:49
                                                    no, tak taki temat może rzucić tylko facet,któremu sperma bije na mózg
                                                  • iamhier Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 18:01
                                                    do symetrisal-nie ma żadnych aseksulanych osob.....Sa tylko homo i
                                                    heteroseksualisci oraz ci co nie kochaja partnera z ktorym sa....

                                                    Dziwne to jest ,bo nie kazdemu musi stawac co dzien,ale unikanie
                                                    wszystkiego w dlugotrwalych zwiazkach to powod do niepokoju...Bo w
                                                    krotkotrwalych to moze byc niesmialosc...

                                                    I pisanie o tym na forach jeszcze gorsze....
                                                  • izabella9.0 Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 19:40
                                                    jak nie ma aseksualnych osób to Ciebie też nie ma :DDDDd
                                                • izabella9.0 Re: nalzey zadać pyatnia : 26.03.10, 20:33
                                                  1.Przepraszam ,że wcześniej nie odpisałam jak tu byłam ale nie miałam
                                                  czasu na dłuższe wywody.

                                                  2."..argumentujesz, że seks może być dodatkiem do miłości, a więc
                                                  elementem opcjonalnym, niekoniecznym. CZYLI, że mężczyznę i kobietę
                                                  może łączyć miłość pozbawiona jakiegokolwiek pociągu fizycznego, przy
                                                  czym brak ten NIE JEST tymczasową usterką, ale elementem stałym.
                                                  Kochamy się i jest nam ze sobą dobrze, ale seksu nie uprawiamy*.
                                                  Dobrze zrozumiałem?"

                                                  Tak , uważam że dla niektórych ludzi seks może być dodatkiem do
                                                  miłości i uważam ,że mają prawo tak myśleć byleby nie wiązały się z
                                                  osobami , które seks uważają za podstawę miłości -inaczej występuje
                                                  konflikt poglądów nie do pogodzenia.
                                                  Nie oznacza to ,że seksu w takich związkach nie ma. Jest ale ani
                                                  częstotliwość ani jakość nie jest powalająca. Seks może być albo może
                                                  go nie być x czasu, dla tych ludzi jest on znikomą, rzadką "n-
                                                  rzędną " potrzebą więc z miłością jej nie łączą a jak już łączą to
                                                  zajmuje on w definicji słowa miłość najniższą i najmniejszą półkę.
                                                  Maja oni znikomy popęd seksualny od zawsze wiec seks dla nich nie
                                                  jest jakaś podstawą czegokolwiek .

                                                  Są osoby które nie lubią seksu , mają znikome libido od zawsze i co ?
                                                  Czy to ma być nienormalne ? czy takie osoby nie maja prawa powiedzieć
                                                  ze kochają ,że są kimś zafascynowane ? że sprawia im przyjemność
                                                  bycie z osobnikiem X ?? Dla mnie tak może wyglądać miłość której
                                                  podstawą są pewne elementy ale nie seks .On może się gdzieś tam
                                                  później pojawić jako dodatek do tej więzi i fascynacji , która się
                                                  już wytworzyła , ale jak już powiedziałam jest on dodatkiem do
                                                  miłości , czymś co występuje ale nie jest jakimś nadrzędnym elementem
                                                  związku , kiedy go nie ma , nie ma frustracji bo z góry wiadomo ze
                                                  szału nie będzie. Seks w tym związku jest mało istotny i jest to
                                                  normalne pod warunkiem ,że :

                                                  - niechęć nie pojawiła się nagle
                                                  - druga osoba będąca w tym związku nie ma dużego popędu.

                                                  Dla mnie to jest normalne tak jak napisał tam ktoś na dole.

                                                  Jeśli uważasz ,że to nienormalne Pokaz mi definicje normalności w
                                                  która mówi ze żeby być normalnym człowiekiem TRZEBA lubić seks , że
                                                  trzeba uważać go za coś nadzwyczaj ważnego ??????

                                                  Czy to ze ktoś je mięso ma prawo nazwać wegetarianina nienormalnym ??
                                                  ?? Idąc tym tropem przy założeniu hipotetycznym ze jestem nisko-
                                                  libidowa czy mam prawo kogoś kto uważa seks za podstawę związku i
                                                  chce go uprawiać codziennie mogę nazwać nienormalnym ? Moim zdaniem
                                                  nie i nie dlatego ,ze większośc ludzi tak robi ale dlatego ze trzeba
                                                  szanowac cudze podejscie do zycia - co najwyżej mozna wysmiać

                                                  Po prostu takie są preferencje , takie poglądy, takie potrzeby
                                                  danego człowieka i trzeba to uszanować i vice versa.

                                                  Wracając do aseksualistów - kochają i są kochani jak znajdą podobnego
                                                  sobie.czy to nie jest miłość????.Wg ich definicji i potrzeb tak .

                                                  Czy osoby żyjące latami w celibacie czekając do ślubu nie mogą mówić
                                                  ze kochają ?

                                                  Czy osoba zdradzająca musi kochać kogoś kogo bzyka ? Niektórzy
                                                  twierdza ze można.Da się rozgraniczyć ? Da się!

                                                  Czy nie zdarza się ze nie ma w małżeństwie seksu a małżonek czeka
                                                  latami bo kocha .no kocha mimo ze seksu nie ma. ( to jest akurat
                                                  przykład który jest godny potępienia bo jeśli małżonka a czy małżonek
                                                  nagle przestali "dawać" to znaczy ze coś nie gra albo oszukiwali )

                                                  To są dowody na to ze można rozgraniczyć seks i miłość ale można tez
                                                  je połączyć. Większość ludzi łączy i ma takie prawo ale inni też mają
                                                  prawo je rozdzielić.

                                                  Sa osoby którym może w małżeństwie brakować wszystkiego oprócz seksu
                                                  Sa osoby którym może brakować seksu ale niczego innego.
                                                  Sa osoby dla których seks w życiu jest najważniejszy
                                                  Są osoby które seks uważają za ważny
                                                  Są osoby które seks uważają za bardzo mało ważny
                                                  Są osoby które seks uważają za nieistotny

                                                  Wszystkie te osoby mają prawo tak uważać.
                                                  to są po prsotu inne poglądy , preferencje , inne potrzeby , inne
                                                  definicje miłości i związku , inne wartości- grunt żeby osoby z
                                                  podobnymi ww "rzeczami " się ze sobą wiązały.
                                            • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 10:08
                                              a według mnie jest istotne
                                              bo my od razu zaczęlismy od tego,z nudów rzecz jasna :) co większość
                                              par starannie omija - rozmów na trudne tematy - coby rzecz jasna
                                              nastroju i "wielkiej miłości" nie popsuć
                                              nasza bliskość nie wzięła się z urojeń na tle pożądania, po prostu
                                              bliskość emocjonalna stworzyła klimat, w którym mogliśmy być
                                              szczerzy, nie grać, nie udawać, nie uwodzić, tylko rzeczowo omówić
                                              rozsądną ilość stosunków seksualnych tygodniowo :)))
                                              bliskośc stworzyła bezpieczna przystań do realizacji naszych potrzeb
                                              seksualnych. Bo to są moje potrzeby seksualne i chciałam je
                                              zaspokoić w odpowiedzialny i satysfakcjonujący sposób. Podobnie jak
                                              on.
                                              A ostre rżnięcie jest, bo lubimy dużo - taka budowa biologiczna
                                              a do kompletu - ja mam bardzo wysoka prolaktynę,a on - niziutki
                                              testosteron, często poniźej normy.
                                              Wg zasad obowiązujących na forum, nasze pożycie powinno nie istnieć
                                              :)))
                                            • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 10:10
                                              pozazdrościć to możesz 11 bzyknięc w ciagu jednej nocy po zaręczynach
                                              :)))
                                              chodzić nie moglismy przez parę dni

                                              :)))
                                              wtedy to był lajcik, 4-5 razy dziennie
                                          • urquhart Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 09:58
                                            rumpa napisała:
                                            > ja byłam dla niego brzydka - pamiętam z jakim zdziwnieniem po
                                            > tygodniu ostrego rżnięcia stwierdził - ty jesteś piękna, jak ja
                                            > mogłem tego nie zauważyć

                                            O rany, jaki piękny klimat :)

                                            A tak przy okazji przykład na to jak nastawienie zaburza postrzeganie.
                                            • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 10:12
                                              A tak przy okazji przykład na to jak nastawienie zaburza postrzeganie.

                                              a może je ustawia wreszcie na właściwe tory, cooooo?
                                              • urquhart Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 10:20
                                                rumpa napisała:
                                                > a może je ustawia wreszcie na właściwe tory, cooooo?

                                                Oczywiście, był uprzedzony, przekonany że mu nie dasz, wiec miał zaburzone
                                                postrzegane :)
                                                • rumpa Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 26.03.10, 10:26
                                                  no, wybrnąłeś :)))
                              • urquhart Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 12:38
                                izabella9.0 napisała:
                                > Nie nazwałabym tego chorobą ( nie dosłownie ) tylko zanikiem czegoś
                                > co nie tanowi dla tej osoby istoty miłości , zanikiem czegoś bez
                                > czego miłość przestaje mieć rację bytu a dlaczego ? dlatego ze ta
                                > osoba tak a nie inaczej sobie miłość definiuje i ma do tego prawo.

                                Co do prawa do własnej definicji:

                                Jeżeli sprzedaję samochód i deklaruję że jest sprawny a wiem że nie funkcjonuje
                                w nim silnik ale ma sprawne radio, ktoś przyjmuje ogóle znaczenie słowa sprawny
                                płaci dużo więcej niż jest wart: to jestem oszustem, a nie że miałem prawo do
                                własnej definicji słowa "sprawny".

                                Co do naturalności:

                                W modelu Sternberga namiętność w miłość zanika naturalnie jeżeli partnerzy są
                                starcami i nie maja takich potrzeb (faza wypalenia). Tak, Miłość ma wtedy swój
                                naturalny schyłkowy etap bez namiętności i seksu.
                                Ale jeśli młody człowiek nagle zaczyna wyglądać jak starzec, to nie naturalny
                                zanik ale w jego wieku i etapie rozwoju oznaka groźnej choroby.
                                • izabella9.0 Re: każdy sam sobie dobiera definicje i miesza w 25.03.10, 14:28
                                  Nie mówimy o prawie do własnego definiowania każdego pojęcia tylko
                                  tych w których mamy jakaś dowolności ograniczoną bo ograniczoną ale
                                  jednak wolność. Zapytując się X ludzi czym dla nich jest miłość kazdy
                                  powie po swojemu .Pewne "teksty "będą się powtarzać ale w innej
                                  kolejności i wcale nie bez powodu.

                                  "Miłość jest dowolną ilością emocji i doświadczeń nawiązujących do
                                  powodu silnej więzi. Słowo miłość może odnosić się do wielu
                                  RÓŻNORODNYCH uczuć, stanów i postaw, poczynając od ogólnego
                                  zadowolenia, a kończąc na silnej interpersonalnej atrakcji.
                                  Rozmaitość użyć i znaczeń, połączona z zawiłością opisywanych przez
                                  nią uczuć, powoduje, że miłość jest niespotykanie trudna do
                                  zdefiniowania, nawet w porównaniu do innych stanów emocjonalnych."

                                  OTO mi własnie chodziło - dlatego ,że jest trudna do zdefiniowania
                                  jest dowolność definicji ale nie dowolność polegająca na definiowaniu miłości jako nienawiść , upokarzania itp itd czyli kazy sobie byle
                                  jakie elementy wstawia.
                                  Posłużę się takim zabiegiem :
                                  Jest koszyczek w którym jest minimum kilka elementów z których każdy
                                  wybiera sobie te które mu do tej definicji miłości pasują .

                                  A tak swoją drogą skoro jest jakaś definicja miłości która ma być
                                  uznana przez wszystkich jako ta właściwa do której nie można nic od
                                  siebie dorzucić ani z której nie można nic wyrzucić to mi ją podaj. chętnie ją poznam .


                                  Sprawny ma swoją definicję (dobrze działający) i nie można tutaj stosować dowolności. Miłośc nie ma swojej jednej własciwej definicji.

                                  Czasami czytając twoje wywody o groźnych chorobach mam wrażenie ze nie wiesz co to jest groźna choroba - przykre to.

        • mag1974 Co znaczy: "slubuje Ci .. wiernosc" ? 26.03.10, 17:53
          - Brak seksu z innymi
          czy tez
          - Seks tylko z Toba ?

          Bo jesli to drugie, to brak seksu jest niewypelnianiem przysiegi.
          Oczywiscie mozne dyskutowac, jak dlugo, ile razy odmowa itp. Ale to
          taka sama dyskusja (z logicznego punktu widzenia), jak "po francusku
          to nie zdrada, w agencji to nie zdrada itp."

          Zawsze pozostaje decyzja, czy jestem z partnerem tylko ze wzgledu na
          przysiege, czy tez moge przymknac oko na jej niedopelnianie w
          pewnych punktach ...
        • q-ku w przysiędze? jest 26.03.10, 21:16
          "miłość i wierność"

          widzisz
          Ty go tak naprawdę to nie kochasz

          nie musisz mu "dawać"

          ale takie rozliczanie z tego co się "należy" a co nie
          to cyniczny brak miłości

          takie udupienie po kilku latach

          lepiej sobie poszukać innej niż Cię prosić
    • urquhart Definicja ZDRADY 24.03.10, 08:23
      samiec-sprawiedliwy napisał:
      > Trzeba rozpowszechniać pogląd, że odmowa współżycia jest zdradą, bo
      > seks stanowi istotę małżeństwa i jest wyrazem bliskości dwóch osób.
      > Jeżlei jedna osoba nie chce (choć może) być blisko - to ZDRADZA!!!

      Ciekawa inspiracja
      To ciekawe ale spróbujcie znaleźć definicję słowa zdrada.
      pl.wikipedia.org/wiki/Zdrada
      Wg psychologii to świadome nadużycie powierzonego zaufania. Na ślubnym kobiercu
      jednym z podstawowych oczekiwań i powodem składanie przysięgi miłości i
      związania się majątkowego jest oczekiwanie wspólnego seksu. Niedotrzymanie
      przysięgi przez jedną z osób w aspekcie zaniedbania też zatem jest nadużyciem
      zaufania.

      Weźmy na tapetę zdradę stanu. Uciekający rząd za granice w 1939 społeczeństwo
      jednogłośnie ogłosiło i nazwalo zdrajcami wcale nie dlatego że zbratali się z
      wrogiem i aktywnie mu pomagali, tylko za zaniedbanie i brak działania.
      • symmetryisall Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 09:48
        Oj aj. Obaj, i Ty, i Songo, piszecie o tym tak, jakby jedna strona odmawiała
        seksu zupełnie bez powodu, bo jej się odwidziało i już. Może wybiórczo czytuję
        to forum, ale z tego co tu wyczytałem wynika, że z reguły za taką
        odmową/niechęcią kryje się jakiś zupełnie inny problem. Częstokroć wynikły z
        postawy osoby seksu POZBAWIONEJ. Nie licząc jakichś skrajnych przypadków,
        oczywiście. Toteż nawet jeśli brak seksu jest zdradą, to wcale nie jest
        powiedziane, że zdradzającym/zdradzającą jest właśnie ta strona, która tego
        seksu odmawia.
        • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 10:30
          symmetryisall napisał:
          > Oj aj. Obaj, i Ty, i Songo, piszecie o tym tak, jakby jedna strona odmawiała
          > seksu zupełnie bez powodu, bo jej się odwidziało i już. Może wybiórczo czytuję
          > to forum, ale z tego co tu wyczytałem wynika, że z reguły za taką
          > odmową/niechęcią kryje się jakiś zupełnie inny problem

          Ale rząd w 1939 też nie uciekł bez powodu. Uznał że nie ma szans, że walka jest bez sensu, że może być zbyt ryzykowna i kosztowna dla nich. A jednak nikt nie miał złudzeń i wątpliwości że przez swoje zaniedbanie to ZDRAJCY.
          • aneta-skarpeta Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 10:43
            a czy fakt, że sa zdrajcami powoduje, że możemy sami zdrajcami byc?
          • symmetryisall Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:07
            Czyli jeśli zdradą jest odmowa seksu bez względu na powód, to zapewnianie seksu
            jest OBOWIĄZKIEM bez względu na okoliczności.

            Czyli niedopełnienie tego obowiązku jest de facto niewywiązaniem się z umowy
            związku.

            Czyli niewywiązanie takie uprawnia drugą stronę do zerwania umowy lub naliczenia
            kar umownych.

            ...
            • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:40
              symmetryisall napisał:

              > Czyli jeśli zdradą jest odmowa seksu bez względu na powód, to zapewnianie seksu
              > jest OBOWIĄZKIEM bez względu na okoliczności.

              No, są okoliczności łagodzące, ale nie należy do nich "brak ochoty".

              > Czyli niedopełnienie tego obowiązku jest de facto niewywiązaniem się z umowy
              > związku.

              De facto. Są też inne obowiązki.

              > Czyli niewywiązanie takie uprawnia drugą stronę do zerwania umowy lub naliczeni
              > a
              > kar umownych.

              Tak to jest jak piszą widziane przez sąd w RP, udowodnienie 6 misiecy braku pożycia i brak chęci naprawy i zmiany jest przesłanka do rozwodu z winy niewywiązującego się ze zobowiazań.
              • aneta-skarpeta Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:46
                Urg

                ok, a co w sytuacji

                po ciazy zona ( mimo staran) nie moze wrocic do formy- np jest
                szcupła, ale cycki jej obwisły, a na chirurga ich nie stac
                Męża żona juz nie podnieca i odmawia sexu- bo przeciez nie bedzie
                sie zmuszał

                co wtedy ? zdrajca?
              • symmetryisall Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:48
                urquhart napisał:

                > symmetryisall napisał:
                >
                > > Czyli jeśli zdradą jest odmowa seksu bez względu na powód, to zapewnianie
                > seksu
                > > jest OBOWIĄZKIEM bez względu na okoliczności.
                >
                > No, są okoliczności łagodzące, ale nie należy do nich "brak ochoty".
                >

                No ale "brak ochoty" nie okolicznością łagodzącą, ale jest OBJAWEM okoliczności
                być może łagodzących.

                > > Czyli niedopełnienie tego obowiązku jest de facto niewywiązaniem się z um
                > owy
                > > związku.
                >
                > De facto. Są też inne obowiązki.

                No to oczywiste, że ten jest niejedyny.

                > > Czyli niewywiązanie takie uprawnia drugą stronę do zerwania umowy lub nal
                > iczeni
                > > a
                > > kar umownych.
                >
                > Tak to jest jak piszą widziane przez sąd w RP, udowodnienie 6 misiecy braku poż
                > ycia i brak chęci naprawy i zmiany jest przesłanka do rozwodu z winy niewywiązu
                > jącego się ze zobowiazań.

                Ciekaw jestem bardzo, jak udowodnić brak pożycia.
                • songo3000 Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:53
                  > Ciekaw jestem bardzo, jak udowodnić brak pożycia.
                  Zdaje się, że mówimy o zasadach a nie 'asach w rękawie' adwokata. Jeżeli zakładasz sytuacje, w której partner wymigujący się od seksu będzie chciał ukryć ten fakt przed sądem to kwestia KTO tu ZDRADZA jest już oczywista.
                • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 12:00
                  symmetryisall napisał:
                  > No ale "brak ochoty" nie okolicznością łagodzącą, ale jest OBJAWEM okoliczności
                  > być może łagodzących.

                  Wg psychologi seks i sądu jest wieziotwórczy, wycofanie ze związku seksu osłabia
                  więzi. I znów pytanie co jest skutkiem a co przyczyną. Co dla jednej płci jest
                  skutkiem dla drugiej możne być przyczyną, równouprawnienie teoretycznie wymaga
                  szukania prawdy gdzieś po środku.

                  > No to oczywiste, że ten jest niejedyny.

                  Sąd rozważa zaangażowanie i istnienie więzi emocjonalnej, fizycznej (seks) i
                  ekonomicznej.

                  > Ciekaw jestem bardzo, jak udowodnić brak pożycia.

                  Jak to w sądzie zeznania i powoływanie świadków. Dla doświadczonych
                  przesłuchujących wyłapanie kłamcy jest dość łatwe (chyba że jest psychopatą).
                  • iamhier Re: Definicja ZDRADY 26.03.10, 18:10
                    do urquhart-no wlasnie.....wiadomo,ze o alkowie mozna plesc w sadach
                    kazde bzdury,zreszta nie tylko w sadach....
              • sisi_kecz Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 11:52
                widziane przez sąd w RP, udowodnienie 6 misiecy braku poż
                > ycia i brak chęci naprawy i zmiany jest przesłanka do rozwodu z
                winy niewywiązu
                > jącego się ze zobowiazań.

                dobrze wiedzieć, ile nie przekroczyć by za bandę nie wypaść ;)

                a tak na marginesie, to jest cos desperacko bezradnego w regularnym
                posiłkowaniu sie ustaleniami sądowymi, opracowaniami, badaniami czy
                porównaniami do materii empirycznej, w próbie udowodnienia swojej
                racji w kwestiach tak nieuchwytnych jak emocje miedzy ludźmi.

                duze pozdro!!!
                • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 12:14
                  sisi_kecz napisała:
                  > dobrze wiedzieć, ile nie przekroczyć by za bandę nie wypaść ;)

                  To uznaniowe wg sądu, podobno te 6 misiecy to taka już skrajna granica przy której można bezdyskusyjnie załatwić w ciągu 1 rozprawy.

                  > a tak na marginesie, to jest cos desperacko bezradnego w regularnym
                  > posiłkowaniu sie ustaleniami sądowymi, opracowaniami, badaniami czy
                  > porównaniami do materii empirycznej, w próbie udowodnienia swojej
                  > racji w kwestiach tak nieuchwytnych jak emocje miedzy ludźmi.

                  Tak o tej różnicy w podejściu mózgu męskiego kierującego się logicznością i systematyzowaniem a kobiecym nieprzewidywalny kierującym się emocjami, pisał dla raczkujących w psychologii w Johna Graya "Meżczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus".
                  Nie rozumiejącym tej różnicy rozumowaniu drugiej płci wydaje się debilne, głupie czy "desperacko bezradne". I tak się często płcie wzajemnie stereotypowo postrzegają.
                  • sisi_kecz Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 13:06
                    Chyba sobie zartujesz, ze tak zero-jedynkowo spostrzegasz swiat
                    ludzi?:
                    Tu mezczyzna= czlowiek logiczny i usystematyzowany,
                    Tu kobieta= czlowiek demolka na władzy hormonów i krążacych po
                    rozpieprzonych orbitach emocji.

                    żartujesz, niepotrzebnie pytam.

                    Chodzi mi o to, ze podtykanie na wszystko odpowiedzi z linków i
                    opracowań badawczych, nie oznacza tylko logicznosci i
                    usystematyzowania. Nie oznacza tez oczywiscie nieprzewidywalnego
                    kierowania sie emocjami. MOZE oznaczac, po prostu brak własnego
                    zdania lub brak pewnosci do jego wyrażenia własnymi słowy, ktora
                    jest pokrywana (ajmsory za wyrazenie) niekwestiowanymi cytatami z
                    autorytetów w dziedzinie.
                    A to jest ludzkie zachowanie, nie kobiece ani nie męskie.

                    duze pozdro!!!
                    • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 13:26
                      sisi_kecz napisała:
                      > Chyba sobie zartujesz, ze tak zero-jedynkowo spostrzegasz swiat
                      > ludzi?:
                      > Tu mezczyzna= czlowiek logiczny i usystematyzowany,
                      > Tu kobieta= czlowiek demolka na władzy hormonów i krążacych po
                      > rozpieprzonych orbitach emocji.

                      John Gray na tych żartach zbił majątek i sławę. Dla początkujących to olśniewające wytłumaczenia nieporozumień miedzy płciami dla innych same uproszczenia :)

                      > Chodzi mi o to, ze podtykanie na wszystko odpowiedzi z linków i
                      > opracowań badawczych, nie oznacza tylko logicznosci i
                      > usystematyzowania. Nie oznacza tez oczywiscie nieprzewidywalnego
                      > kierowania sie emocjami. MOZE oznaczac, po prostu brak własnego
                      > zdania

                      To prawda, w kwestiach którymi nie zajmuje sie profesjonanie szukam faktów i ich interpretacji przez autorytety w danej dziedzinie i przedkładam je nad własne wyobrażenia. Bardziej zajmuje mnie interpretowanie i poznawanie istniejącego realnie świata. Ale jeśli ci z tym lepiej możesz uważać że nie mam własnego zdania :)
                      • sisi_kecz Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 14:07
                        Przepraszam, jesli Cie urazilam, urquhart, to bylo troche
                        prowokacyjne stwierdzenie, a wlasciwie zapytanie.

                        w kwestiach którymi nie zajmuje sie profesjonanie -
                        przezywasz swoje zycie w podejściu amatorskim ?, nie identyfikujesz
                        sie z przezywanymi przez siebie emocjami ?, nie angazujesz sie na
                        całość w relacje ze swoimi bliskimi?

                        Bardziej zajmuje mnie interpretowanie i poznawanie istniejącego r
                        > ealnie świata -
                        a wiesz,ze mówią: szewc bez butów chodzi, więc podeśle Ci link do
                        pewnego przypadku, w którym mimo poznawania i interpretowania i
                        leczenia istniejącego realnie swiata, w zyciu własnym wyła patologia.
                        www.laf.net.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1129&Itemid=183


                        Reasumując, ze zbioru cytowanych źródeł i swobody w poruszaniu sie
                        po tematyce widać, że gdybys zaczął pisać od siebie, to co
                        przezyles w zestawieniu z tym, co przetrawiłes teoretycznie, to
                        trudno byłoby przejść obojętnie i nie zyskac na czytaniu CIEBIE.

                        duze pozdro!!!
                        • urquhart Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 14:38
                          sisi_kecz napisała:
                          > Przepraszam, jesli Cie urazilam, urquhart, to bylo troche
                          > prowokacyjne stwierdzenie, a wlasciwie zapytanie.

                          jak na prawdziwego mężczyznę przystało z premedytacją postarałem się odpowiedzieć nie emocjonalnie a merytorycznie :)

                          > po tematyce widać, że gdybys zaczął pisać od siebie, to co
                          > przezyles w zestawieniu z tym, co przetrawiłes teoretycznie,

                          W temacie wątku, nie pomyślałaś o tym że pisząc zbyt wprost, nie będąc tu anonimowy, dla moich bliskich mogłoby być to bolesne nadużycie zaufania?
                          • sisi_kecz Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 14:46
                            Niech i tak będzie.
                            Będę na to czekać w innym wątku.

                            duze pozdro!!!
                • songo3000 Re: Definicja ZDRADY 24.03.10, 12:21
                  Chyba dobrze mieć jakąkolwiek formalną pomoc, gdy partner (czasami latami) cię w jajo robi oczywiście twierdząc, rozpowiadając wokół jak to 'kocha' :)
      • zakletawmarmur Re: Definicja ZDRADY 26.03.10, 21:58
        > Wg psychologii to świadome nadużycie powierzonego zaufania. Na
        ślubnym kobiercu
        > jednym z podstawowych oczekiwań i powodem składanie przysięgi
        miłości i
        > związania się majątkowego jest oczekiwanie wspólnego seksu.
        Niedotrzymanie
        > przysięgi przez jedną z osób w aspekcie zaniedbania też zatem jest
        nadużyciem
        > zaufania.

        A czy mąż, który przestał być dla żony atrakcyjny, nie nadużył
        zaufania w taki sam sposób? Gdyby to żona po ślubie przytyła 100
        kilo to mąż unikający seksu też byłby uznany za winnego? Mąż też na
        brak seksu sobie musiał zasłużyć:-)
    • batalistfatalist Re: brak seksu to ZDRADA!!! 25.03.10, 14:07
      Jesli tak podejdziemy do tematu, to juz rozumiem skad takie wyniki ankiety
      Izdebskiego...przyznalo sie w niej do zdrady ponad 48% ankietowanych ;)
      • pedzlowy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 13:03
        Swoją drogą to niewiarygodne, że prawie 1/2 ankietowanych zdradziła. Strasnzie
        to słabe i odbierające wiarę w ludzkość, bo przecież związek powinien się
        opierać na zaufaniu, a tu połowie nie można ufać...a ciekawe też czy reszta nie
        zdradzała ideologicznie czy dlatego, że nie miala okazji ;)
    • zielony.raj Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 11:20
      Nie, seks nie jest istotą małżeństwa. Wcale nie trzeba się chajtac,
      aby sie z kims piep.yć. Twoja małżonka może lubi seks, ale nie z
      tobą. Pewnie ma rację, bo po twoim poście widzę jak bardzo
      instrumentalnie traktujesz seks i kobiety twierdząc z góry, że KAŻDY
      lubi seks, KAŻDY został do tego stworzony, i że w małżeństwie NIKT
      ale to NIKT nie ma prawa odmówić seksu, kiedy rozchuconemu samcowi
      się chce. Seks w małżeństwie nie jest obowiązkiem, ale w twoim
      widzę, że jest. I to bardzo przykrym...
      • iamhier Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:18
        do zielony raj-zgadzam sie w pelni,post startowy jest chory,zreszta
        to pewnie prowokacja....

        Tylko wiesz....jest cos takiego,co sie nazywa natura.Natura kaze
        kobiecie jak ma owulacje albo wiosenna ruje odwalic kazdego
        bezplodnego faceta....Nawet jak jej sie podoba....Stad niechec do
        łóżeczka....No,ale to tylko natura...Bo rzeczywisci MIŁOSĆ JEST
        GDZIE INDZIEJ .....
      • samiec-sprawiedliwy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 23:53
        Może odmówić - ale to jest zdrada. Małżeństwo bez seksu jest bez
        sensu. I tyle to jest proste i filozoficzne wywody, że seks nie jest
        ważny w małżeństwie są równiez bez sensu. Poproszę o jeden, słownie
        jeden przykład "białego małżęństwa" które przetrwało dłużej niż rok
        (zakładjać że oboje byli zdrowi)
    • basia8.93 Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 11:51
      w zasadzie zgadzam się z Tobą, tyle tylko, że nie podoba mi się stwierdzenie:
      > seks stanowi istotę małżeństwa
      seks jest elementem miłości, owszem jej wyrazem, ale nie stanowi istoty, bo
      miłości nie można dzielić na elementy.dla mnie jest oddaniem siebie, musi więc
      wiązać się z zaufaniem, czułością, troską, pewnością... - jeżeli tego brakuje:
      czym wtedy jest seks?
      nawiązując do wypowiedzi, które tez się pojawiły w tym wątku: KK uczy, owszem, o
      drodze do świętości również poprzez czystość, ale -z tego co mi wiadomo- białe
      małżeństwa są możliwe TYLKO i wyłącznie za obupólną zgodą małżonków. KK nie
      potępia seksualnego pożycia małżonków, ale uczy że jest ono wyrazem miłości
      • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 12:46
        jesli ktos zbudował związek na sexie, jako istocie małzenstwa to gdy
        go zabraknie chocby chwilowo to związek sie sypie

        bo inne elementy, ktore w mniejszym stopniu buduja ich relacje- chce
        spedzania razem czasu, wspolne zainteresowania szacunek itd sa zbyt
        wątłe bo przeciez dla niego istotą małżenstwa jest sex

        ps. o ile sex jest dla mnie wazny to istotą małżeństwa jest dla mnie
        zrozumienie

        a dzieki temu łatwiej wytrzymac okresy bezsexowe i popracowac nad
        zmianami
        • iamhier Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:07
          do aneta skarpeta-tragiczne sa takie zwiazki i te rozhisteryzowane
          panienki co biegaja w kolko gdy on spojrzy na inna...

          tylko,ze one juz nic innego nie maja do powiedzenia
        • samiec-sprawiedliwy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 00:00
          Nie buduję się związku wyłącznie na jednej więzi, czy jest to seks,
          czy wspólne tematy, szacunek czy inne.

          Buduje się na ich wszystkich!

          Jeżlei brakuje w budowli jednego elementu to tracji ona stabilność.

          Związek jest jak łańcuch - jest mocny tak jak najsłabsze ogniwo. A
          ogniw jak słusznie zauważasz jest wiele i każde z nich w tym seks
          stanowi istotę małżeństwa, jako że nie ma jednej jedynej istoty
          małżeństwa ale ich zbiór (łączny) jest tą istotą
    • tehuana Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 12:44
      typowe meskie podejscie do sprawy;usprawiedliwianie skokow w bok- wina
      kobiety;ona mi nie daje, wiec sobie wezme gdzie indziej;
      podnoszenie meskiej chuci do rangii idealu i wartosci;
      sa kobiety, ktore manipuluja przy pomocy dawania dupy-ale z taka trzeba
      sie formalnie rozwiesc i rozwalic jej cieple gniazdko;
    • titta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 12:52
      Ten ktory zdradza (szuka gdzieindziej) jest tak samo winny, nie
      zaleznie czy w swoim mniemaniu ma powod czy nie.
      Moze zamiast szukac gdzieindziej poszuka przyczyn ozieblosci
      partnera i postara sie aby jadnak mu sie chcialo. Najlatwiej to
      zwalic na kogos.
      • titta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 13:00
        Tak na marginesie, istota malzenstwa nie jest seks, a wzajemne
        zaufanie, oparcie(pomoc) i dbanie o wzajemne potrzeby. Dopiero
        elementem dbania o potrzeby jest seks.

      • samiec-sprawiedliwy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 23:57
        Zdtadza ten kto daje powód do szukania gdzie indziej. Jak stoisz nad
        wyschniętą studnią i chce Ci się pić to prosizz studnię o wodę, czy
        idziesz obok do innej studni? Nikt na nikogo niczego nie zwala.

        Tylko chcę aby wreszcie zaczęto traktować odmowę współżycia
        seksualnego w małżęństwie jako ZDRADĘ bo to jest ZDRADA,

        Nazywajmu rzczy po imieniu bo inaczej ten który ma mniejszy popęd
        seksualny zawsze będzie szachował swoją aseksualnością tego bardziej
        żywiołowego. Zawsze, aże ten popełni błąd i wtedy... may cię
        zdrajco.

        A prowokator zdrajca chodzi w aurze ofiary zdrady
        • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 08:40
          samiec-sprawiedliwy napisał:

          > Zdtadza ten kto daje powód do szukania gdzie indziej. Jak stoisz
          nad
          > wyschniętą studnią i chce Ci się pić to prosizz studnię o wodę,
          czy
          > idziesz obok do innej studni? Nikt na nikogo niczego nie zwala.
          >


          matko...ale studni nic nie obiecywałes na ołtarzu albo w urzedzie:)

          > Tylko chcę aby wreszcie zaczęto traktować odmowę współżycia
          > seksualnego w małżęństwie jako ZDRADĘ bo to jest ZDRADA,


          ok niech bedzie. zdradziła Cię i albo jej wybaczysz, albo
          odejdziesz, albo sie pogodzisz, " ze cie zdradza"

          ale do zdrady Ciebie to nie upowaznia

          >
          > Nazywajmu rzczy po imieniu bo inaczej ten który ma mniejszy popęd
          > seksualny zawsze będzie szachował swoją aseksualnością tego
          bardziej
          > żywiołowego. Zawsze, aże ten popełni błąd i wtedy... may cię
          > zdrajco.
          >
          > A prowokator zdrajca chodzi w aurze ofiary zdrady

          no wszystko ładnie i pieknie, ale co z tego ze nazwiesz swoją żonę (
          hipotetycznie, nie wiem jaką masz sytuacje) zdrajcą bo do roku C nie
          daje? NIe daje CI bo ją wkurzasz i jej sie flaki wywracają jak
          pomysli ze bedzie musiała sie z Toba bzykać?

          no i to nazwiesz ją zdrajcą nic nie zmieni. a wiekszosc problemow z
          sexem jest wynikiem czegos innego
          facet nie chce sie bzykac z zoną bo przytyla, a ona z nim bo nie
          jest taki jak przed slubem ( przykladowo)

          oczywiscie mozemy wyzywac sie od zdrajców, mozemy myslec ze to
          powolenie na zdradę bezkarną, bo przeciez to ona/on zdradził
          pierwszy. Tylko pytanie brzmi-> do czego to prowadzi w takim
          związku? Naprawi?
    • margot_susane a brak obiadu - ludobójstwo... 26.03.10, 13:23
      Boszzz... Nie ma to jak lektura for mając niskie ciśnienie - od razu człowiekowi jakos raźniej...
    • leew1 nawet Kościół Katolicki 26.03.10, 13:55
      uznaje brak seksu jako podstawę nieważności małżeństwa, więc zgadzam
      się z tezą zdrady autora postu. bezpodstawna odmowa w ramach
      tzw."ukarania" partnera jest nie tylko "podżeganiem" do zdrady, ale
      wręcz w pełni uzasadnionym przyzwoleniem na seks pozamałżeński.
      • aneta-skarpeta Re: nawet Kościół Katolicki 26.03.10, 13:59

        odmawianie sexu nie jest powoleniem na zdarde, tylko pozwoleniem na
        odejście

        jesli oprocz sexu partner ma cos wiecej do zaoferowania i nie chcemy
        go stracic, to go zdradzamy? tak ratujemy małzenswto na ktorym w
        jakis sposób nam zalezy?

        bo jak nie ma nic, to po co tkwic i sie zdradzac?
        • sisi_kecz Re: that is the point! 26.03.10, 14:38
          odmawianie sexu nie jest powoleniem na zdrade, tylko pozwoleniem na
          > odejście
          >
          > jesli oprocz sexu partner ma cos wiecej do zaoferowania i nie
          chcemy
          > go stracic, to go zdradzamy? tak ratujemy małzenswto na ktorym w
          > jakis sposób nam zalezy?
          >
          > bo jak nie ma nic, to po co tkwic i sie zdradzac?

          i wszystko na temat.

          ale zaraz oponenci przyjdą powiedzieć, ze pierwszą zdradą było
          pozwolenie na odejście ;)

          duze pozdro!!!
    • ejdika Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 14:33
      myślę, że odmawianie to nie zdrada,
      a zdrada jest zdradą bez względu na to co nas do niej pchnęło...


      www.gameo.pl
      • samiec-sprawiedliwy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 00:05
        Super komentarz. Można powiedzieć też że zabójstwo jest zabójstwem
        nawet w samoobronie i obronie mojej rodziny. Bandzor leży, a ja
        zabiłem - dożywocie dla mnie . Nieważne co mnie do tego pchnęło...

        Odmawianie to nie zdrada. Tak się utarło myśleć.

        Poniżej kilka przykładów:

        Czy odmaiwiaie obiadów i posiłków w domu to zdrada? - nie - Można
        zjeść na mieście w restauracji.

        Czy zakaz palenia w domu to zdrada? - Nie - można zapalić na ulicy

        Czy zakaz picia alkoholu w domu to zdrada? - nie - można się napić w
        barze.

        A co z zakazem/brakiem/odmową sexu - Mogę pójść na panienki?? Czy
        lepiej zrobić soboe dobrze ręką

        • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 08:46
          samiec-sprawiedliwy napisał:


          > Czy odmaiwiaie obiadów i posiłków w domu to zdrada? - nie - Można
          > zjeść na mieście w restauracji.
          >

          ale przeciez mozesz zrobic sobie i zjesc sam, w domu. w czym
          problem? od razu musisz isc do restauracji?

          > Czy zakaz palenia w domu to zdrada? - Nie - można zapalić na ulicy
          >
          > Czy zakaz picia alkoholu w domu to zdrada? - nie - można się napić
          w
          > barze.
          >
          > A co z zakazem/brakiem/odmową sexu - Mogę pójść na panienki?? Czy
          > lepiej zrobić soboe dobrze ręką
          >

          ok-

          ja jadam w domu, ale czasem mam ochotę zjesc w restauracji. czasem
          pije piwo w domu, ale czasem idę do baru

          czy to oznacza ze czasem mogę pojsc na faceta? -> mój facet czasem
          mi odmawia sexu , bo jest zmeczony ( okresowo np tydzien, miesiac)-
          czy to taka malutka zdradka?
          • songo3000 Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 14:48
            > ale przeciez mozesz zrobic sobie i zjesc sam, w domu. w czym
            > problem? od razu musisz isc do restauracji?
            Trza mieć kupić na mieście składniki a przecie porno same złooo ;PPP
            • urquhart Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 15:06
              songo3000 napisał:
              > Trza mieć kupić na mieście składniki a przecie porno same złooo ;PPP

              Jak u Kalego, samo zło to co nam aktualnie nie pasuje :)
    • politologist to uproszczenie 26.03.10, 15:19
      Ciężko pomiędzy oziębłościa a zdradą postawić znak równości. Inna
      sprawa, że ta druga najczęściej wynika z tej pierwszej
    • pierwszy_poruszyciel Re: brak seksu w małżeństwie to wg. Kk grzech 26.03.10, 16:43
      Za dużo postów w tym wątku jest, więc może ktoś już ten temat poruszył. Niewiele
      osób zdaje sobie sprawę z faktu, że uporczywe i niczym (np. problemami
      zdrowotnymi) nieusprawiedliwione odmawianie seksu współmałżonkowi jest wg.
      Kościoła katolickiego grzechem - nie na darmo nazwano to "obowiązkiem
      małżeńskim" ;)
      • aneta-skarpeta Re: brak seksu w małżeństwie to wg. Kk grzech 26.03.10, 17:47
        na szczęscie mam w nosie grzechy;)
    • iamhier Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 17:55
      KOMPLETNY BZDET!!


      Tak samo jak i głupie dysputy o tym,że żona czy mąż odmawiają
      seksu...W dobrych związkach w ogóle nie dochodzi do takich
      rozważań,bo nie jest istotne czy partner odmiawia sexu tylko czy
      unika bliskości jakiejkolwiek-i to drugie może świadczyć o zdradzie
      czy braku uczucia....

      Sex nie musi oznaczać,że zwiazek jest dobry...Tak samo wymuszanie
      sexu jest objawem braku doboru....No,chyba można było wcześniej
      zauważyć jaki temperament ma partner czy partnerka.....

      Zresztą ....co to za logika....Skoro ja "kcem" to ten drugi musi??
      Bo ma obowiązek?? Nie ma żadnego obowiązku....To wygląda mi na
      traktowanie kogoś jak świnię do zapłodnienia czy coś takiego....

      To trudno nazwać związkim taki twór.....
      W dobrych związkach to jakoś SAMO WYCHODZI.....samo!!!!!
      I co z tego ,że facet czy facetka "przerżną" swojego partnera
      przepisowo i systematycznie??? No,przecież nie o tu tu chodzi.....I
      kogo to satysfakcjonuje???

      Wg.praw seksuologii najcześciej kotłują się ci co nie mają nic
      innego do roboty,ewentualnie ci co nie mają nic innego sobie do
      zaoferowania..

      W przypadku kobiety....Może chodzi o niechęc do amcierzyństwa z
      Tobą??
    • coppermind Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:06
      to nie zdrada tylko oszustwo - najczęściej spowodowane emocjonalnym dziewictwem
      odziedziczonym po głupiej matce.

      trzeba czym prędzej pozbyć się żony oszustki i tyle.
      • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:11
        coppermind napisał:

        > to nie zdrada tylko oszustwo - najczęściej spowodowane
        emocjonalnym dziewictwem
        > odziedziczonym po głupiej matce.
        >
        > trzeba czym prędzej pozbyć się żony oszustki i tyle.


        a jak mąż odmawia to po kim odziedziczył głupotę?
        • sisi_kecz Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:13
          że też sie jeszcze pytasz:

          po matce żony ;)
          • aneta-skarpeta Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:24
            hłe hłe hłe:D

            jak to mawia mąż kolezanki

            w kłotni miedzy mężem iżoną winne są zawsze 2 strony- żony i
            teściowej
            • woman-in-love Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 19:00
              oczywiście niesposób przeczytać w calości tak długiego watku, ale w pełni
              popieram ten płomienny manifest: odmowa seksu - to sprzeniewierzenie przysięgi
              małżeńskiej i świnstwo.
        • iamhier Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:23
          DO ANETA SKARPETA-to znaczy,ze jest bardzo źle....
      • iamhier Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 18:15
        phi,phi,phi.....to cjhyba piszesz o skrajnosci.To znaczy sytuacji,ze
        ta kobieta wcale nie zdradza ciągut do mężczyzn....i nigdy ich nie
        zdradzała....A lepi wokol tego jakies nie
        stworzone ,przeintelektalizowane historie...

        Natomiast jesli ktos mowi,ze ten drugi ciagle
        odmawia..itd....pachnie mi to,albo intrumentalnym traktowaniem,albo
        zaburzeniem jednej ze stron,moze inna orientacja....



    • jodem Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 19:21
      Stary - powiem ze cholernie ciekawie to opisałes. naprawde chylę czoła!!!!!
      • samiec-sprawiedliwy Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 00:12
        Dzięki stary - bratnia dusza.

        Jak żona nie gotuje - nie zdradza - możesz zjeść w restauracji.

        Jak żona nie powala palić w domu - nie zdradza - nie ma sprawy -
        wychodzisz na ulicę i palisz.

        Jak żona nie pozwala pić alkoholu - nie zdradza - umwaiasz się z
        kumplami na wódę w kajpie

        Ja żona zakazuje seksu/nie daje??? - Idziesz na miasto? czy wiążesz
        supełek, albo zaciągasz ręczny:)? A tu już zdradzasz i tu nas
        kobiełki przebiegłe szachują na amen - bo spryciule z nich nie
        lada...


        Pozdro

        P
    • samson.miodek Re: brak seksu to ZDRADA!!! 26.03.10, 20:02
      Odmowa współżycia z partnerem jest co najmniej podżeganiem do seksu
      > pozamałżeńskiego i zdradą samą w sobie.
      >

      Ciebie powalilo?A co to ja niewolnica jakas i jak mi sie nie chce to
      mimo wszystko musze bo "pan i wladca" ma ochote?Malzenstwo to zwiazek
      partnerski i zarowno jedna jak i druga strona musi zrozumiec ze czasami
      sie nie ma ochoty bo najnormalniej w swiecie nie jest sie w humorze.
    • urquhart Brak Seksu w orzecznictwie Sądu Najwyższego 26.03.10, 20:16
      Może lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć :)
      Cyt:
      Przykłady okoliczności powodujących zupełny i trwały rozkład pożycia
      Zestawienie okoliczności uznawanych przez orzecznictwo Sądu Najwyższego za powodujące powstanie zupełnego rozkładu: (...)
      odmowa współżycia płciowego – „Małżeństwo, które nie przystępuje do wypełnienia obowiązków, jakie nakłada zawarcie związku małżeńskiego (...), jest od samego początku martwe i nie spełnia swych zadań społecznych (...). Sama odmowa rozpoczęcia współżycia przez jednego z małżonków może być uznana za ważny powód rozkładu pożycia małżeńskiego, a jej motywy miałyby znaczenie dla oceny winy w spowodowaniu rozkładu tego pożycia” (orzeczenie SN z dnia 2 maja 1952 r., C 1096/51, NP 1953, nr 5, s. 81 oraz z dnia 2 maja 1959 r., CR 219/58, RPE 1960, nr 3, s. 286).
      www.sciaga.pl/tekst/zalacznik/16736/
      • aneta-skarpeta Re: Brak Seksu w orzecznictwie Sądu Najwyższego 27.03.10, 08:27
        urquhart napisał:

        Sama odmowa rozpoczęcia współżycia przez jednego z małżonków może
        być uznana za ważny powód rozkładu pożycia małżeńskiego

        --------------

        ale tu chodzi chyba o białe małzenstwa, a nie sytuacje ze kobieta po
        4 latach zwiazku, po urodzeniu dziecka odmawia sexu?

        poza tym to jest dowod na to ze moze to byc powod do rozstania, a
        nie do zdrady
        • urquhart Re: Brak Seksu w orzecznictwie Sądu Najwyższego 27.03.10, 14:29
          aneta-skarpeta napisała:
          > ale tu chodzi chyba o białe małzenstwa, a nie sytuacje ze kobieta po
          > 4 latach zwiazku, po urodzeniu dziecka odmawia sexu?

          I tak i nie. Bo wprowadza definicję ze seks jest integralną częścią małżeństwa nie opcjonalną jak np. nas zamęcza wywodami Izabella.
          Oczywiście nie oznacza to małż. uprawnia że seks ma być zawsze. Jest pojecie gwałtu w małżeństwie. Wina w rozpadzie przy rozwodzie rozważa sie przez winę umyślną i zaniedbanie w rozpadzie więzi. Przyjaciel prawnik mi mówił ze spraw gdzie odmowawianie seksu jest na wokandzie bardzo mało bo generalnie faceci się wstydzą do tego przyznać, w opinii otoczenia taki facet to sierota.

          > poza tym to jest dowod na to ze moze to byc powod do rozstania, a
          > nie do zdrady

          Generalnie też mam takie zdanie.
          No, jeżeli już drążysz ten temat, to jeżeli się udowodni że rozpad zwiazku nastąpił wcześniej, nawet bez formalnego rozwodu, przed wejściem w relacje z inną partnerką, to zdaniem sądu to to nie jest zdrada i nie może powodem do uznania o winie i SN też się wypowiadał o tym:
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,74439467,89776655,rozklad_pozycia_zdrada_a_orzecznictwo.html
    • songo3000 Aha, nowy najazd brontozaurów... 26.03.10, 23:20
      ... znaczy znowu temat podlinkowali na główną, hehe.

      Kretynofil, jak ja Cię gościu nielubię za te tony wpisów z bolszewicko-janosikowymi wywodami. Znaczy fajnie, że wpadłeś :) Miejscowym już brak pary na punktowanie świeżych laureatów "Mam talent" strzelających z półobrotu swoimi obiektywnymi prawdami, objawionymi podczas (niechybnie) niepokalanego ich poczęcia.
    • wejsunek11 szantaż tyłkiem? ulubiona gra bab.. 27.03.10, 00:22
      ale im przeważnie bokiem wyłazi.. nikt nie ma prawa w taki sposób
      ograniczać albo pozbawiać kogoś satysfakcji z sexu... i wiadomo..jak
      się nie ma w domu to się szuka gdzie indziej... i nic to nie ma
      wspólnego z tak zwana wsiowokatolicką "moralnością"..
    • nikodem_73 Re: brak seksu to ZDRADA!!! 27.03.10, 01:25
      Ta. Pewnie jeszcze stanu (małżeńskiego).

      Jedyne co mi przychodzi do głowy to napisać: "Ludzie to mają pomysły".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka