Dodaj do ulubionych

Schemat ktory pozbawia mnie ochoty

12.04.10, 21:17
na wypowiadanie sie we wlanozaloznym watku: potrzeba za wszelka cene
udowodnienia swoich racji.

Jesli tak komunikujemy sie z naszymi partnerami, to nic dziwnego, ze sexu
brak, albo nie jest udany.

Za jedno musze wam podziekowac - wydawalo mi sie, ze moj chlop jest czepliwy i
w swej czepliwosci zajadly, ale chyba przyjdzie mi go przeprosic.
Pozdrawiam i wiecej loooozu zycze.
Obserwuj wątek
    • sisi_kecz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 12.04.10, 22:51
      Mozliwość wyłożenia swojego problemu na forum, jest dostępna za
      darmo (koszt prądu i internetu).
      Kilkanaście osób, każdy jak potrafił lub jak mu sie podobało,
      pochyliło sie nad Twoim problemem.
      Darowanemu koniowi nie zagląda sie w zęby.

      Strzelanie na to focha świadczy właśnie o braku looozu u Ciebie.

      Ale ja mam luz, więc jeśli masz korzyść w polepszeniu opinii o swoim
      chłopie to tak 3maj i najszczersze: powodzenia!!!
    • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 12.04.10, 23:38
      > Jesli tak komunikujemy sie z naszymi partnerami, to nic dziwnego,
      ze sexu
      > brak, albo nie jest udany.

      Zerknęłam na wątek i, tak na pierwszy rzut oka, wyszło mi, że spora
      część najzajadlejszych dyskutantów to osoby deklarujące udane
      pożycie w stałym związku. Może z komuniacją nie jest aż tak źle, jak
      ci się wydaje? A może jak się człowiek wygada na forum, to wchodząc
      do sypialni jest już tylko barankiem, nie wilkiem ;-)

      > Za jedno musze wam podziekowac - wydawalo mi sie, ze moj chlop
      jest czepliwy i
      > w swej czepliwosci zajadly, ale chyba przyjdzie mi go przeprosic.


      To fajnie:-)
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 10:12
        osoby deklarujące udane
        > pożycie w stałym związku.

        Deklarujace jest kluczem do wszystkiego.
        • songo3000 Wielki forumowy spisek :) 13.04.10, 18:51
          Hehe, więc będzie ja z tymi Żydami w III Rajchu? Wszyscy się zmówili i kłamią w żywe oczy, bo to przecież NIEMOŻLIWE, że inni mają lepiej :)

          Patrząc czy z luuuzem czy z dystansem i tak... żałosna jesteś, hehe.
        • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 22:57
          > Deklarujace jest kluczem do wszystkiego.

          No tak... Maryśka z Vc jest paskudna i ma krzywe nogi. Dlaczego? No
          jak to dlaczego???!!! Bo jej nie lubię!!!
          Oczywistym więc jest, że uczestnicy forum nie mogą mieć udanego
          pożycia.
          • eudajmonika Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 14.04.10, 15:20
            Ja też Maryśki nie lubię. Dlaczego? Bo Maryśce nie ufam - Maryśka pisze, że ma ciekawe życie, daje do zrozumienia o szerokich zainteresowaniach i rozległej wiedzy, nadmieniając tu i ówdzie o rozmiarze biustu i warg sromowych wewnętrznych i zewnętrznych, które jednoznacznie wskazują na Maryśki wyższość nad przeciętną długoletnią mężatką, sugerując jednocześnie, że w jej związku gra i trybi, seks jest 5-6 razy w tygodniu (patrz wątek dla frustratów), a jednocześnie Maryśka dalej całymi godzinami zalega na forum ds. trudnych zaznaczając z wyższością, że owszem, jest to forum dla tych (be)z seksu/em.
            Myślę, że Maryśka świadomie winduje swoje przewagi i zbiera galonami głaski kosztem osób, które poszukują wsparcia.
        • kobietaniewygodna Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 14.04.10, 16:22
          (Wstawiłam ten komentarz w nieodpowiednim miejscu, w poprzednim Twoim wątku, tak
          więc koryguję i wstawiam tutaj.)

          Tully, z Twojego opisu wyłania mi się obraz osób które nie chcą ustąpić. Związek
          to kompromis, to jest banał, ale tak właśnie jest. Nie wystarczy pójść razem do
          psychologa, trzeba jeszcze chcieć z nim współpracować. Nie wystarczy powyrzucać
          sobie wzajemnie co komu na wątrobie leży, ale trzeba także wspólnie ułożyć coś w
          rodzaju planu - co z tymi niestrawnościami robimy. Ale do tego trzeba szczerej
          chęci i gotowości na zmiany swoich i partnera zachowań, przyzwyczajeń. Mam
          obawę, że Wy być może i chcecie coś zmienić, ale między 'chceniem', a gotowością
          na wprowadzenie tych zmian w życie jest duża przepaść. W takich sytuacjach
          czasami pomocne bywają 'terapie szokowe'.

          Pozdrawiam i powodzenia życzę,
          • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 14.04.10, 16:30
            Dzieki za to, co napisales, i co, jak sadze, zejest chyba najblizsze
            prawdy, jesli za NIE CHCA podstawisz - NIE UMIEJA.

            Bo u nas chyba dobra wola by sie znalazla, ale brak samodyscypliny -
            po obu stronach - zeby dobre checi wprowadzic w zycie. Ja wykonalam
            tytaniczna prace nad soba przez ostatnie lata, naprawde. Rezultaty
            jednak nie zwalaja z nog, zwlaszcza takie na dluzsza mete.
    • urquhart Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 10:55
      tully.makker napisała:
      > na wypowiadanie sie we wlanozaloznym watku: potrzeba za wszelka cene
      > udowodnienia swoich racji.
      > Jesli tak komunikujemy sie z naszymi partnerami, to nic dziwnego, ze sexu
      > brak, albo nie jest udany.

      Normalnie przerażające, rożne zadnia rożne, oczekiwania i punkty widzenia. I każdy ma swoje zdanie zamiast, podporządkować się, przyznać jedynie słuszna rację kto jest pokrzywdzony a kogo należy kopnąć w dupę. Straszne, każdy ma jakąś inną swoją racje.
      Inny klimat niż jedynie zgodna grupa wsparcia dla pokrzywdzonych przez partnera nie realizujacego oczekiwań na Życiu Rodzinnym? Nie?
      :)
      __________________________________________________________
      Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 11:12
        Nie mowie o podporzadkowaniu. Wszak mozna uznac, ze poglady
        rozmowcow na pewne sprawy sie roznia i tyle. Przeraza mnie
        wielogodzinna debata dotyczace nieistotnych drobiazgow, bo od czegos
        takiego wlasnie uciekam w swoim domu.
        • urquhart Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 11:17
          tully.makker napisała:
          > Przeraza mnie
          > wielogodzinna debata dotyczace nieistotnych drobiazgow, bo od czegos
          > takiego wlasnie uciekam w swoim domu.

          Jak wygląda zatem komunikacja?
          Skąd wiesz które problemy są nieistotne i drobiazgami dla partnera?
          Bo są one nieistotne i drobiazgami dla Ciebie?
          __________________________________________________________
          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
          • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 12:03
            Dla mnie np kwestia oplukania butelki szamponu po uzyciu, by sie nie
            kleila, ma pierwszorzedne znaczenie. Gdybym urodzila sie dzisiaj,
            pewni by zdiagnozowano zaburzenia SI.

            Ale umiem wykroczyc poza swoje ograniczenia i nie czepiac sie tego.
            Oczywiscie nie mam prawa wymuszac na swoim partnerze, by byl
            podobnie wielkoduszny w temacie picia coli z butelki, ale nie musze
            prowadzic niekonczacych sie dyskusji na ten temat.

            To w kwestii mojego zwiazku.

            A w kwestii forum - wszak wiadomo, ze nikt tu nikogo nie przekona.
            Czemu wiec sluzy wielolinijkowe zaperzanie sie?
            • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 12:28
              tully.makker napisała:
              > A w kwestii forum - wszak wiadomo, ze nikt tu nikogo nie przekona.
              > Czemu wiec sluzy wielolinijkowe zaperzanie sie?

              Pokazaniu jak bardzo poglądy ludzi różnią się na daną sprawę. Czasami czytam niektóre wypowiedzi wręcz z niedowierzaniem ale jak widać - można i tak myśleć. Jako, że forum jest anonimowe porusza pewne kwestie dość dogłębnie, czasem pozwala spojrzeć na jakieś problemy z dystansem lub z innej perspektywy.

              A co do tego 'nikt nikogo nie przekona' - w życiu dyskusje twarzą w twarz nie są tak zażarte, bo ludzie nie potrafią się do końca odsłonić. Dyskutując masz wrażenie, że dochodzicie do jakiegoś wspólnego punktu, który tak naprawdę jest tylko złudzeniem bo w głębi duszy luzie pozostają tacy jak tu - przy swoich stanowiskach. Warto o tym pamiętać.
              • tully.makker bonita 13.04.10, 20:31
                A czy twarza w twarz ktos kogos kiedys przekonal? Zreszta, mozliwe jest to tylko
                wtedy, gdy pubktem wyjscia sa wspolne zalozenie ontologiczne czy tez wartosci.

                bardzo trudne.
                • mujer_bonita Re: bonita 13.04.10, 22:38
                  tully.makker napisała:
                  > A czy twarza w twarz ktos kogos kiedys przekonal? Zreszta, mozliwe jest to tylko
                  > wtedy, gdy pubktem wyjscia sa wspolne zalozenie ontologiczne czy tez wartosci.
                  > bardzo trudne.

                  Hehe - owszem trudno ale mnie się wiele razy udało. Czasem nie sama zmiana zdania przez oponenta jest ważna ale wyłożenie argumentów, 'połączeń logicznych' jak je nazywam, które dają do myślenia. Drugiej stronie ciężko jest je ot tak odrzucić, musi przyjąć chociażby w formie 'takie poglądy istnieją' czy 'istnieją ludzie, którzy tak myślą, mają takie poglądy czy wartości'. To i tak bardzo dużo.
                  • tully.makker Re: bonita 14.04.10, 10:46
                    musi przyjąć chociażby w formie 'takie poglądy istnieją'
                    czy 'istnieją l
                    > udzie, którzy tak myślą, mają takie poglądy czy wartości'. To i
                    tak bardzo dużo

                    tu sie calkowicie zgadzam.

                    co do spojnosci i logicznosci - juz mniej - wszak nawet najwieksze
                    systemy filozogiczne sa atakowane na tym gruncie, a punktem wyjscia
                    kazdego sa nieudowadnialne zalozenia - ustalane na zasadzie BO TAK.
                    do takich systemow formalnych maja zastosowanie twierdzeia Goedla o
                    niezupelnosci i niedowodliwosci niesprzecznosci.

                    na tym tle nasze systemy swiapogladowe to tylko towarzyska
                    konwersacja, do ktorej trudno zastosowac formalistyczne, logiczne
                    podejscie.
            • urquhart Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 12:32
              tully.makker napisała:
              > Dla mnie np kwestia oplukania butelki szamponu po uzyciu, by sie nie
              > kleila, ma pierwszorzedne znaczenie.

              Widzisz, a my tu zaperzamy się o ciutkę bardziej złożone i niż opłukanie butelki po szamponie. :)

              > A w kwestii forum - wszak wiadomo, ze nikt tu nikogo nie przekona.
              > Czemu wiec sluzy wielolinijkowe zaperzanie sie?

              Przekonanie Siebie samego w konfrontacji z innymi że to w co się wierzy i jaki obraz świata zbudowało i który wpływa na nasze decyzje i wybory ma jakiś sens i jest spójny, da się obronić a nie jest jedynie życzeniowym urojejem? Poznanie i próba spojrzenia z perspektywy innych osób, płci na ten sam problem? Czyli próba empatii mimo zranień zamiast odhumanizowania przeciwnika w konflikcie?
              __________________________________________________________
              Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
              • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty 13.04.10, 15:08
                pr
                > óba empatii mimo zranień zamiast odhumanizowania przeciwnika w
                konflikcie?

                Chyba zyjemy w swiatach alternatywnych i czytamy rozne watki ;-))
            • sisi_kecz Re: Jeszcze mi trochę brakuje 13.04.10, 18:30
              do tego poziomu upierdliwości o bzdety.

              Ja mam ten poziom, ze sie ciskam, kiedy różne rzeczy są zostawiane
              przez mojego mena na wieczne nieodstawienie na miejsce, lub kiedy
              uprawia beztroskie oczekiwanie, kiedy tej rzeczy nóżki urosną i sama
              na miejsce wróci.

              Uprawialiśmy i uprawiamy na ten temat, żmudne negocjacje w wysokich
              decybelach, połączone z efektami akustycznymi uderzeń zastawy o coś
              twardego (głów nie dotyczy;), najczęściej zakończone dramatyczną
              sceną mojego odejscia, tudzież sympatyczną skądinąd ofertą, od
              mojego mena,żebym to wreszcie zrobiła.

              Ale mamy efekty!
              chcemy być ze sobą do końca życia, więc sie trochę każde nagina i
              ustępuje.Musi sie po prostu bilans zgadzać:
              suma kosztów bycia razem musi być nizsza niz suma zysków;)
              i w ogóle to sie trzeba kochać i szanować i takie tam trelemorele...
              :)

              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka